Hejto.pl
Dodaj post

Wpisz coś do wyszukania (minimum 2 znaki)

AsyaSum

Dołączył/a:

  • 54 wpisów
  • 145 komentarzy
  • 1 obserwujących

Sum

w Hydepark

33piorunów

I cyk weekendzik 😉 A wy jak tam, już w pracy?

Pokaż więcej komentarzy (4)

Sum

w Hydepark

88piorunów

Wiele osób pisze, jak trafiły do nich zwierzaki to i ja podzielę się historią :smiley:

Mój kociak trafił do mnie pod koniec zeszłego roku. To kot fundacyjny, który pojawił się w fundacji w jednym z najgorszych możliwych momentów - tuż przed świętami bożego narodzenia. Kitek chorował na panleukopenie (koci tyfus), bardzo zaraźliwie i wyniszczające organizm dziadostwo. Do tego na początku, w mieście, z którego pochodził, był źle leczony. Dopiero, jak trafił pod opiekę fundacji, zaczęło się jego prawidłowe leczenie. Nie mógł mieć kontaktu z innymi kotami, dlatego nie można go było zatrzymać w kocińcu. Nie mógł też trafić do żadnego domu, w którym były inne koty. A to dość mocno zawęziło grono wolontariuszy 😉 Tylko okres słaby, bo większość osób w rozjazdach.

Najpierw trafił na kilka dni do jednej wolontariuszki, a w drugi dzień świąt do mnie. Mój facet zgodził się na chwilowe przechowanie (Byłam z nim dogadana, że możemy wziąć kota, ale dopiero za kilka miesięcy). Kociak miał zostać u mnie do końca leczenia, na około 2 tygodnie.

Gdy do mnie trafił był w kiepskim stanie. Wychudzony, ledwo ciepły, prawie nie miał siły chodzić. Mimo to już pierwszej nocy wbił mi się do łóżka :smiley: Zaczął mieć też problemy z przełykaniem, bardzo się dławił i wymiotował. Apetyt miał, ale przyjmował tylko płynne jedzenie i trzeba było mu dawkować bardzo małymi porcjami, dosłownie dwa liźnięcia i chwila przerwy. Karmiony był co chwilę, ale przy ciągłym dławieniu się i wymiotowaniu tego co zjadł i tak cały czas był głody. Poza tym był bardzo radosnym i wyczillowanym kotem, z dużą chęcią do zabawy mimo braku sił. Chyba nie zdawał sobie nie zdawał sprawy, jak bardzo był chory 😉 Był też z niego tego okropny miziak, uwielbiał spędzać na kolanach męża 😉

Z każdym dniem z jedzeniem było co raz gorzej. W okresie świąteczno - sylwestrowym fundacji ciężko było umówić go do sensownego weterynarza, a kot był na tyle słaby, że wszyscy bali się robić inwazyjne zabiegi.

W końcu sytuacja stała się bardzo poważna, kitek już tak się dławił, że zaczynał pluć pianą i się dusić. Skończyło się na szybkim biegnięciu do weta z dyżurami 24 i ściąganiu na cito weterynarza (była 5 rano), który potrafił zrobić endoskopię. Na szczęście zabieg się udał, kitek został jeszcze w szpitaliku na obserwacji na kolejny dzień. Jeden dzień wystarczył, żeby stał się ulubieniem wszystkich pielęgniarek 😉

Po szpitaliku wrócił do mnie i zaczęła się przemiana :smiley: Z dnia na dzień zaczął normalnie jeść i nabierać sił. Antybiotyki cały czas przyjmował, więc czas leczenia trochę się wydłużył. Wydłużył się tez czas pobytu u nas w domu. Kitek był i co raz bardziej kupował nasze serducha. No dobra, moje kupił od razu, ale mąż udawał twardego.

W końcu kot był już na tyle silny, że można mu było szukać nowy dom. I tu pojawiło się kluczowe pytanie - czy szukamy innego domu tymczasowego, żeby go jak naszybciej oddać, czy kot może zostać dłużej i szukamy domu stałego. Mój facet oczywiście, że szukać, ale też, że nie trzeba się z tym jakoś przesadnie spieszyć.

Po kolejnych dwóch tygodniach zapadła decyzja, że zostaje kiteł u nas;)

I w ten sposób Ori jest u nas już pół roku i jest takim małym cudakiem, że serce się rozpływa. Wszędzie go pełno, wszystko musi wiedzieć. Uwielbia przy mnie spać na krześle gdy pracuję. Obowiązkowo przyłazi na porcję miziania. Nieważne, że jestem zajęta lub mam spotkanie w pracy. Ładuje się na ręce, ma być miziany i kropka. Nie przepuści też żadnego wyjścia do kuchni, bycie wiecznie głodnym zostało mu do tej pory. Gamoń nauczył się też wymuszać wszystko miauczeniem patrząc perfidnie w oczy.

Po panleukopenii jest lekkim kiwaczkiem, ale to dodaje mu tylko uroku.

Pokaż więcej komentarzy (15)

Sum

w Hydepark

71piorunów

Dzisiaj przed Żabką stał Pan żul i pytał każdego, czy kupi mu coś do jedzenia. Nie o kasę, tylko o jedzenie, w ręku miał połowę suchej bułki. Wszyscy go ignorowali, ja zresztą za pierwszym razem też. Idąc po paczkomatu w słuchawkach nie ogarnęłam, że coś do mnie mówi xd Ale jak wracałam z paczką, to udało mu się zwrócić uwagę.

Myślę spoko, mogę mu coś kupić. Na pytanie czy chce coś konkretnego do jedzenia, powiedział, że cokolwiek. Na początku standardowa myśl, że jakaś bułka czy coś, po czym przyszła chwila zastanowienia kiedy jadł coś ciepłego. No to kupiłam Panu żułowi pickę, taką co ją odgrzewają na miejscu. Był w lekkim szoku, gdy ją dostał i pyta gdzie ma mi za to paczkę zanieść ;D Mówię, że nie trzeba i sobie poszłam. Jak się po chwili odwróciłam, tu już miał kawałek w ręce i widać było, że zadowolony :smiley:

Tylko nie zostałam kierowniczką, od razu na “ty” przeszedł.

Fanatyk2piorunów

Nie zawsze wspieram żuli, ale czasem wspieram. Kiedyś chyba nawet piwo jakiemuś kupiłem. Nie oceniam.

Pokaż więcej komentarzy (24)

Sum

w Hydepark

102piorunów

Praca zdalna z kotem. I tak codziennie🙂

Osobistość1piorunów

Kurde też pracuje z kociarami...Ja pi⁎⁎⁎⁎le i się na zdzwonkach na słucham jakie to kotki są oh i ah i jak one przeszkadzają,pokazując akurat odbyt do kamerki

Pokaż więcej komentarzy (21)

Sum

w Hydepark

14piorunów

Dzisiejszy lot z Cypru do Polski przy okazji

Pobudka na Cyprze o 2:20. O 3:00 czasu cypryjskiego (o 2:00 czasu polskiego) czyli o 4:00 po zmianie czasu jazda na lotnisko. Wylot o 5:35, lot trwał około 3 godziny. W Polsce byłam około 9 czyli około 8 czasu polskiego.

Wychodzi, że czas zmieniałam dwa razy przez co nie zmieniłam go wcale¯\\(ツ)

Pokaż więcej komentarzy (3)

Sum

w Hydepark

43piorunów

Giovanni Panini, Współczesny Rzym,

5000 elementów. Trochę wieczorów nad nimi spędziłam :smiley: Najgorzej, że nie zmieściły się na stole i musiałam je na raty układać. No i kilka razy koteł w nie wleciał i trzeba było poprawiać

i przy okazji

Pokaż więcej komentarzy (10)

Sum

w Hydepark

50piorunów

W nawiązaniu do https://www.hejto.pl/wpis/zostalam-tymczasowa-opiekunka-dwoch-5-tygodniowych-kociakow-smiling-face-with-3-


No i pojechały 😭 wiedziałam, że przywiążę się do tych kociaków, ale nie sądziłam, że aż tak bardzo.

Zostały przekazane do innego domu tymczasowego, w którym będą mogły zostać dłużej. Cieszę się, że trafiły w bezpieczne miejsce, ale jednocześnie jest mi przykro, że nie mogłam ich zatrzymać.

Ehhh smutek bardzo

GURU4piorunów

@Asya ty nie gadaj, odetchnąć z ulgą że się udało domek znaleźć.

Ja się ciągle zastanawiam jak wy w tym przytulisku dla kotów wyrabiacie się ze żwirkiem.

Ja używam zbrylającego winstona z rossmanna, przy pięciu kotach idzie jak woda.

Sum2piorunów

@splash545 w fundacji przy dużej liczbie kotów pellet w ogóle się nie sprawdza, słabo pochłania zapachy i źle się go zbiera. Ale wiadomo, jak ktoś da w darach jakoś się go zużyje 😉

Całkiem spoko jest żwirek drewniany z Cats Best, nie pyli tak jak bentonitowe i nie wychodzi jakoś drogo.

Pokaż więcej komentarzy (6)

Sum

w Koty

47piorunów

Popołudniowa drzemka:relaxed:

Maluchy cały czas dostają pakiet witamin i środków na wzmocnienie. Brykają aż miło:) Ogarniają już wspinanie się na łóżko i kanapę, więc same przychodzą, jak mają ochotę.

Narośli na nosach już prawie nie ma. Przyszłym tygodniu kolejna wizyta u weta i zobaczymy jak długo będą jeszcze będzie trwało leczenie. Po skończeniu leczenia będą musiały wybyć do innego domu.

Będzie cholernie ciężko się z nimi rozstać. Widać, że się do mnie przywiązały. Ja do nich jeszcze bardziej.

Pokaż więcej komentarzy (3)

Sum

w Koty

30piorunów

Nie powiem, poprzedni tydzień był ciężki. Kotki tymczasowo przygarnięte 2 tygodnie temu dalej u mnie są. Już w zeszły poniedziałek miały pojechać do innego domu tymczasowego, ale zrobiła im się pewna narośl na noskach i musiały pojechać do weta. A tam z wstępnych badań wyszło, że mogą mieć grzybicę. No i lipa, przecież nie oddamy komuś chorych kociąt. Zostały u mnie na leczenie.

Grzybica to ogóle straszne paskudztwo, łatwo się roznosi, a leczenie trwa dość długo. No i może przenieść się na ludzi.

Trzeba było odkazić całe mieszkanie, wyprać wszystkie tekstylia, a kociaki wylądowały w klatce. Dla 6-7 tygodniowych nie było to łatwe, zwłaszcza, że poprzedni tydzień mogły swobodnie biegać po mieszkaniu.

Było dużo płaczu i prób ucieczek i tylko ograniczony czas biegania po kafelkach, które później były dezynfekowane.

Pod koniec tygodnia przyszły wyniki badań i na szczęście nie ma żadnego śladu grzyba. Pchełki zostały jeszcze dla pewności wykąpane i mogły opuścić klatkę :slightly_smiling_face: Na razie dostają zastrzyki i leki na wzmocnienie, narośl jest smarowana i już prawie całkiem zniknęła.

Kociaki rosną w oczach, mają mnóstwo energii i ogromne apetyty 😁

Na filmie zabawy, gdy były jeszcze zapuszkowane i kilka zdjęć z drzemek 😉

https://streamable.com/i120c3

Pokaż więcej komentarzy (2)