Hejto.pl
Motyw strony
Dodaj post

BoguslawLecinaOsobistość

Dołączył/a:

  • 271 wpisów
  • 1106 komentarzy
  • 1 obserwujących

Kosmonauta

w Hydepark

34piorunów

Jakoś dobrze mi idzie to #odchudzanie pomimo że kolano rozwalone i nie wolno mi #bieganie to 113--->107 na luzaki jedyne co to nie jem słodkiego do kawy i trochę więcej się ruszam. Może dzięki temu że jest lato to nie chce mi się jeść. Myślę że 100kg do mojego 197 cm będzie okej ale jak nie to pójdę w 95. Trochę beka bo kolega z pracy taki typowy smalcojanusz jakieś drogie diety wykupuje i tak narzeka że gówno z tego a u mnie z łatwością.

Pokaż więcej komentarzy (11)

GURU

w Hydepark

79piorunów

Pierdolony kosmita. Nie że pobił rekord - zniszczył go i poprawił o ponad godzinę. W wyjątkowo niesprzyjającej pogodzie.

To co zrobiło od Kubalonki do mety to jakiś kosmos. Mając 500km w nogach i praktyczny brak przerw przez całą trasę - ostatnie 30km zrobił lepiej jak ktokolwiek z nas (z kilkoma wyjątkami :P) zrobiłby na świeżo.

W lepszej pogodzie walczyłby o sub-90h. I jeszcze wygląda na mecie na całkiem żywego :smiley:

Ostateczny czas 92 godziny i 31 minut.

#bieganie #biegiultra #biegigorskie #beskidy

Pokaż więcej komentarzy (24)

Osobistość

w Hydepark

22piorunów

#bieganie #biegiultra #relacjazbiegu

Parafrazując @Wagabundowy - niełatwe się wylosowało, tak chyba najłatwiej opisać moje pierwsze w życiu mini ultra.
Do samego startu podchodziłem jak zwykle z dużą rezerwą - zakładałem ukończenie najwcześniej ok 15-16 co dawałoby czas 9-10h. Plan od początku był na oszczędzanie się, niestety nie do końca się udało bo tętno od początku było wywalone ponad 160. Całe szczęście że start był o 6:00 dzięki temu upał realnie zaczął doskwierac ok 12:00, ale i tak za bardzo nie dał mi popalić bo wydaje mi się że jestem dość odporny na skrajne temperatury - najlepiej biega mi się ubranym na krótko na lekkim minusie, a do ciepła przywykłem min dzięki saunie.
Ogólnie do ok 40km szło całkiem sprawnie, od 40km zacząłem odczuwać zjedzony 10km wcześniej na punkcie tłusty mini pączek i zaczęło brakować mocy, a od ok 45km weszła totalna padaka i kryzys, miałem serdecznie dość biegania i za cholerę nie potrafiłem znaleźć żadnego logicznego argumentu po kiego grzyba próbuje się wdrapać na tą osraną witominską górkę? Oczywiście było też postanowienie że nie biorę nigdy więcej udziału w czymś tak skrajnie glupim. Do tego od 47km kiedy po marszu chciałem biec zaczęło mnie boleć prawe kolano więc niemal cała końcówka była pokonana marszem. Ostatecznie skończyłem z czasem 7:44 co było mocno powyżej moich oczekiwań.
Co do picia i jedzenia to ogólnie byłem zadowolony z tego jak żołądek to znosił, wydawało mi się że dużo jem, celowo zbierałem do kieszeni papierki i nie wyrzucalem ich na punkcie, toteż trochę się zdziwiłem jak okazało się że zjadłem tylko 5 cukierków, dwa batony, jednego banana, garść chipsów, garść orzeszków, kawałek arbuza i tłustego mini pączka po którym jak wspomniałem myślałem że się porzygam.
Przez cały bieg wypilem ok 6 litrów płynów, a sikałem tylko raz!
Ogólnie organizm dobrze zniosl ten wysiłek, wiadomo potrzebne było dwie noce żeby normalnie to odespać, ale dzisiaj już praktycznie zero zakwasów i kolana praktycznie nie czuje. Bieganie sobie raczej w tym tygodniu odpuszczę, ale jutro wjeżdża siłownia.
Teraz foch na bieganie już mi przeszedł i jesienią planuje zrobić 65km, w grudniu 100km i zobaczymy czy będzie coś dalej.

No i jeszcze raz oficjalnie - gratulacje @Trypsyna odjebalas kawał chorego gówna! 😁

Pokaż więcej komentarzy (7)

Lider

w Sztafeta

38piorunów

22 857,78 + 1,20 = 22 858,98

Jak male dziecko cieszylem sie nagrywajac Adelbertowi wideo ze to zrobilem. Powolny bieg, tempem żółwia, przy 32°, a morda cieszyla sie jak malemu dziecku. Pora na nowe

---

Wpis dodany za pomocą hejtostats.pl. @Marvin certified!

GURU1piorunów

> Pora na nowe

Sami biegacze :man-gesturing-ok:

Pokaż więcej komentarzy (2)

GURU

w Hydepark

31piorunów

To skoro goracy już temat ludzi, którym powinno zbadać się nogi bo na głowę za późno, to nie jest koniec wydarzeń w świecie polskiego ultra.

Główny Szlak Beskidzki to ważny element polskiej sceny ultra i bicie rekordu na nim było popularne w latach między Covidem a 2023, kiedy to Kamil Leśniak ustanowił obecny rekord - 93 godziny 42 minuty i 22 sekundy. Na szlaku co ma ponad 500km, więc nie w kij pierdział :smiley:

Po tym rekordzie trochę już wyluzowali i liczba prób spadła, ale jak widać nie do końca, bo teraz mamy dwie osoby, co na pewno będą chciały choć powalczyć o FKT (Fastest Known Time). Będzie o tyle ciekawe, że walczą w dwóch kategoriach

Już dziś zaczął Michał Sitarek, który startuje samodzielnie, bez supportu. Jego kropka już biegnie po Bieszczadach: https://poltrax.live/gsb-michal - ma do pobicia rekord wynoszący 129h 35m.

Jutro zaś rusza Łukasz Wróbel, były rekordzista świata w Backyardzie, o którym nie raz już tu pisałem. Start jutro jak wstanie dzień: https://poltrax.live/gsb-lukasz - on jest z ekipa, więc ma do pobicia owe 93 godziny + VAT.

Będę raportował.

#biegigorskie #biegiultra #beskidy #choregowno

Osobistość2piorunów

pewnie dlatego ze 400m przewyzszenia mniej 😛

edit: a nie 😛

Osobistość3piorunów

dobre wariaty, z lukaszem sluchalem podcastow przyjemny czlowiek trzymam kciuki i btw nawet nie wiedzialem ze poltraxa mozna na pojedyncze tripy wypozyczyc

Pokaż więcej komentarzy (12)

GURU

w Bieganie

267piorunów

Debiut i Zwycięstwo – Ultramaraton 101 km

Wystartowaliśmy kilka minut po 21:00. Temperatura przyjemna, słońce już zaszło, jeszcze całkiem widno było. Pierwsze kilometry wzdłuż morza, po plaży na przemian z wbieganiem po górkach kępy Redłowskiej i klifów Orłowskich. Po 5 kilometrze czas na pierwszy żel. Generalnie miałam taką zasadę, aby przyjmować coś do jedzenia co 5-6 kilometrów (Miałam ze sobą żele, batoniki, żelki i ciasteczka zbożowe). Pod drzewami już zauważalnie ciemno, czołówka poszła w ruch. Trasa pokręciła nas po Kolibkach. Koło dyszki wsunęłam batonika. Zdobyłam „kolegę” który mi towarzyszył do 54 kilometra. Okazało się, że nie ma żadnego sportowego zegarka z wgranym GPX, zatem leci tak jak znajdzie oznaczenie trasy (odważnie). Zostałam jego nawigatorem. 1 Punkt odżywczy na 13 km. Uzupełnienie softflasków na maksa, wsunęłam 2 kawałki sera, dwa paluszki, banana, kilka chipsów. Spojrzałam na mapę trackerów uczestników i zauważyłam, że chyba jestem pierwszą babą (chyba, bo na początku dosyć świrowały te nadajniki i niektórych pokazywało absurdalnie daleko). Dobra, to trzeba się zbierać. Na punkcie spędziłam nie całe 5 minut. Złapałam jeszcze krówkę na drogę.

Kilometr 14-15 – wykręciłam prawą kostkę. Poczułam charakterystyczne, nie mocne, chrupnięcie w kostce (miałam zza czasów szkolnych 2x skręconą kostkę i znam dobrze ten moment). Przez ułamek sekundy już miałam, a co jak to będzie już DNF? To fajny miałaś ultramaraton. Dwóch Panów (w tym koleżka) od razu mnie złapali z troski, gdyż delikatnie się przewróciłam pod wpływem przekręcenia kostki za co dziękuję. Stwierdziłam, że lecę dalej, „rozbiegam”. No i faktycznie, po 300-400 metrach kulejącego truchtu ból zszedł. Dalej na punktach obserwowałam tą kostkę, czy pod wpływem chwilowego odpoczynku kostka nie zaczyna puchnąć, bądź pod wpływem powrotu do pracy nie odczuwam jakiegoś strukturalnego bólu. Nic takiego nie wystąpiło w trakcie biegu.

Generalnie nie patrzyłam na cały dystans na zasadzie „ile mam jeszcze do zrobienia”. Dzieliłam wszystko na zasadzie „od punktu odżywczego do kolejnego punktu”. Jak wybiegałam z pierwszego punktu, to wiedziałam, że mam teraz do zrobienia 19-20 km do kolejnego i tego się trzymałam. Jeszcze 15 km, jeszcze dyszka, o już mniej niż dyszka, o jeszcze tylko 3, jeszcze 1 to pewnie zaraz będę widziała go w zasięgu wzroku. Czasem w skali całości widziałam pewne „check pointy” typu, przy 25 – o już ¼, przy 33 – już 1/3 – przy 50 – o, już większość za mną. No i tak tak sobie żyłam od punktu do punktu.

Ciemność wszędzie, noc wszędzie. Czołówka chodzi non stop. Nie chcę drenować baterii, więc jak biegnę/maszeruje odpalona jest na mniejszej mocy. W momenci gdy jest zbieg – odpalam na mocniejsze świecenie. Nie chcę mocno drenować baterii (miałam na zmianę, ale chciałam dopiero zmienić na spokojnie na punkcie odżywczym, gdzie nie będę musiała się bujać z oświetleniem rąk). Koleżka trzyma się mnie stale. Biegnie jakieś kilka metrów za mną. Jak przechodzę do marszu, to on również. Generalnie nie przeszkadza mi to, w sumie to nawet się cieszę że nie jestem sama w lesie, jest mi trochę raźniej bo dookoła nie widziałam żadnych biegaczy na horyzoncie. Czasem zamieniamy parę słów, informuję go gdy np. zapowiada się większa górka. Podczas wchodzenia na jedną z nich, koleżka mówi że na tych biegach ultra to faktycznie te kijki by się przydały. Mówię że moje czekają na mnie na przepaku, bo w drugiej połowie będzie dużo chamskich podejść, teraz jest lajcik. Koleżka mówi że nie ma przepaku i z rozmowy wyszło, że to jest jego pierwszy ultramaraton. Spytałam się go, czy nie myślał o tym aby najpierw zrobić coś krótszego typu 50-70 km, na co stwierdził że po prostu ta stówka się do niego od razu uśmiechnęła. Btw, to nie był jakiś młody koleś – na moje oko, około 40 latek. Miał ze sobą również (na szczęście) 1 softlaska, z czego zażartował bo zastanawiał się czy jest sens aby go brał.

Dobiegliśmy na drugi punkt odżywczy na 32-33 km. Zapytałam się wolontariuszy, czy była tu przede mną jakakolwiek inna baba z dystansu 100km. Odpowiedź brzmiała że nie, jestem pierwsza. Fajnie fajnie, czyli trzeba działać sprawnie. Zrobiłam siku w toi toiu, zjadłam zupę pomidorową i wypiłam herbatę zrobioną z granulatu. Chyba coś jeszcze przekąsiłam ale już nie pamiętam. Uzupełniłam płyny w softflaskach, wymieniłam baterię w czołówce. Zabrałam ze sobą dwa żele firmy Ale. Pod koniec mojego pobytu przybiegły 2 babeczki z dystansu 100 km. Wiedziałam, że muszę uciekać. Na punkcie spędziłam około 9 minut.

Odliczanie do kolejnego punktu odżywczego (wraz z przepakiem) – 22 kilometry przede mną. Odcinek między 40 a 50 kilometrem był trochę cięższy dla mnie. Byłam zmęczona, ale pod kątem snu. Podczas marszu, czułam oczy jak do snu, podczas truchtu było trochę lepiej. Ciemność dookoła też nie pomagała. Przyszło mi na myśl czy by już nie spożyć żelu z kofeiną dla pobudzenia, ale stwierdziłam że „przemęcze” się jeszcze te kilka kilometrów do kolejnego punktu, bo w planie było po nim przyjąć go. Sporo również było odcinków ewidentnie mniej uczęszczanych przez ludzi (w końcu już bardziej po okolicznych wiochach biegaliśmy) więc te podłoże też było dla mnie nie zbyt bezpieczne. Ścieżki z dużą ilością liści bądź wysokiej trawie, krzaczkach. Z uwagi na „nieuwagę” wcześniej i incydent kostkowy wolałam trochę przejść te mniej czytelne ścieżki.

Miałam nawet delikatne omamy pod koniec. Nie były to na pewno halucynacje, ale mózg już łatwo przyswajał dosyć niecodzienne rzeczy. Biegnąc sobie lasem, już niebo robiło się coraz jaśniejsze i powoli można było poszczególne kształty wyszczególniać swoim wzrokiem - Zauważyłam jakąś kłodę z 50 metrów przede mną, obok trasy. Na tej kłodzie był jakiś kształt i mój mózg przyjął oraz zaakceptował informację że to jakaś czarnowłosa typiara, nawet widziałam jak ręką ruszyła co mnie "utwierdziło" że to nie są omamy. W momencie jak przebiegałam, okazało się że to były korzenie z innego konaru opierający się o ten konar nr 1. Miałam bekę, że nawet nie przyszło mi na myśl nic racjonalnego typu - hmm mamy 3:00 i to by nie było zwyczajne że jakaś laska w środku lasu w jakiejś dziurze może tu siedzieć. xD

W okolicach 50 kilometra zrobiło się już wystarczająco jasno, że można było już wyłączyć czołówkę. Wybiegliśmy już na otwartą przestrzeń wśród pól. Koleżka chyba robił się już zmęczony, bo odległość między nami się zwiększała. Wybił 50 kilometr – najs półmetek za mną. I wtedy pojawił się on, punkt odżywczy nr 3 wraz z przepakiem.

Klasycznie uzupełnienie softflasków. Kubek kawy (czas zażyć kofeinę i odpalić ogień w d⁎⁎ie, wcześniej nie przyjmowałam w ogóle kofeiny jak i przed biegiem również nic). Kubek napojów. Pierogi ruskie haps, ser w kawałkach, mini pączusie i coś jeszcze, ale już nie pamiętam. Obsługa mówi, że kobieta nr 2 ma jakieś 2 km do punktu. Trza się streszczać. Odpalam przepak, uzupełniam jedzonko, zabieram powebanka wraz z kablem i przejściówką do Garmina i kijki do biegania. Poza tym w przepaku miałam jeszcze: buty na zmianę, spodenki na zmianę, 2 pary skarpet, chusteczki, plastry – wszystko awaryjnie.

Biorę w łape pół drożdżówki i zaczynam etap kolejny, 24 km.

Czuję się mocno nakręcona faktem, że dalej utrzymuję K1. Odpala mi się lekka rywalizacja. Zadebiutować i wygrać? I’m in. Przyjmuję zaraz żel z kofeiną (200mg kofeiny). Po kilometrze już ~murzyn~ pigmentododani piłuje kraty. Po chwili znalazłam „ustronne” miejsce. Dreptam sobie na płaskim i z górki. Na podejściach nie forsuje się, aktywnie maszeruje z kijkami. Zaczynają się chamskie podejścia. Nie patrzę się nawet w górę, skupiam wzrok na wysokości stóp i spokojnie krok za kroczkiem przemieszczam się wraz z wsparciem kijków. Pragnienie zaczyna rosnąć, od 70 kilometra nie mogę się doczekać punktu odżywczego. Mam jeszcze trochę płynów, ale muszę powoli je oszczędzać. Te 7-8 kilometrów delikatnie mi się dłuży. Na 77 km za każdym zakrętem wyczekuję już punktu.

W końcu jest i on, ostatni punkt odżywczy. Uzupełniam softflaski, piję sporo płynów. Siku w toi toiu. Jem wszystkiego po trochu co jest dostępne na punckie. Dziewczyny z obsługi mnie informują, że mam około 25 minut przewagi od kolejnej kobiety na trasie. Na punkcie spędziłam nie całe 10 minut. Trochę opita i podjedzona ruszam. Siły witalne powracają. Odpalamy final countdown, lecimy już do mety, już tylko lekko ponad półmaraton.

Do 85 kilometra jest naprawdę za⁎⁎⁎⁎ście. Wiadomo, czuję jakieś zmęczenie – ale czy by było to po 40, 60 czy 80 kilometrach – czułam się tak samo. Również całkiem fajną ogólną stawkę w zawodach utrzymywałam. Kręciłam się koło 20 slota na prawie 100 osób które wystartowało. Na 85 kilometrze pojawia się ściana płaczu (boczne wejście na długą góre w Gdyni), które jest przeokrutne. Na podejściu nie widać szczytu, profil bardzo stromy i do tego brak ścieżki, trzeba po starych liściach się przemieszczać. Po kilku minutach walki jestem na szczycie. I pojawia się on – kryzys.

Fizyczny – Nie jestem w stanie biec. Prawa stopa zaczęła mi się odzywać podczas biegu. Czułam taki „strukturalny” ból między piętą z kostką. Zmartwiłam się, czy to nie jest jakieś przemęczenie i nadwyrężenie naruszonej już kostki 70 kilometrów temu. Po jakimś czasie i druga stopa dokładnie w tym samym miejscu zaczęła mnie boleć więc uspokoiło mnie to pod kątem tamtej myśli. Po prostu, jakieś zmęczenie strukturalne. No nic, maszeruje zatem, i próbuję podtruchtać co jakiś czas chociaż te 100-200 metrów.

Wtedy wchodzi on, kryzys mentalny. Zaczęło się robić gorąco, ale nie odczuwałam tego. W lesie dosyć schowanie byliśmy od słońca. Bezpośrednio temperatura nie przeszkadzała mi. Ale tak bardzo chciało mi się pić. Nigdy nie miałam takiego pragnienia. Marzyłam o tym, by wziąć i haustem coś wypić ile się da. Miałam w softflaskach jeszcze sporo płynów, ale musiałam to rozsądnie rozdysponować aby do mety mi starczyło. To mnie tak mentalnie bolało, że nie mogę się napić. Co brałam łyk wody, to po chwili czułam suchość w ustach. Kryzys mentalny wzmagał też fakt, że przez to, że będę więcej maszerować i tym samym droga do mety zajmie mi więcej czasu – naszły i obawy czy w ogóle to co mam to czy mi starczy?

Przy którymś zejściu z lasu, przed 90 kilometrem, pojawił się on. Wybawca.

Obcy koleś, przyjechał z zgrzewkami wody i rozdawał je zawodnikom. Bardzo mu podziękowałam, bardzo tego potrzebowałam. Naraz wypiłam ciągiem. Po chwili od razu lepiej mi się zrobiło. Za jakieś 5 kilometrów spotkałam drugiego Pana w środku lasu który miał baniak wody i również pomagał zawodnikom. Również skorzystałam z pomocy. To nie były osoby z organizacji biegu. Jestem bardzo im wdzięczna za taką pomoc.

Człapałam się jakoś, kilometr za kilometrem. Sporo ludzi, zdecydowanie „żywszych” mijało mnie, byli to zawodnicy z krótszych dystansów. Co było dla mnie ciekawe, chyba tylko 1 biegacz z mojego dystansu wyprzedził mnie podczas mojego marszu. Czyli nie tylko ja umierałam. Na początku tego piekła, miałam w głowie, że mogę sporo wypaść z stawki.

95 kilometr, 96 kilometr, 97 kilometr, wielkie odliczanie do końca. Jest i on 99 i zaraz 100 kilometr. Do mety tylko 1,5 kilometra. Trasa już sprowadza do miasta. Jestem na chodniku, zmierzam do mety. Chcę podbiec, ale jest to bardzo bolesne. Dopiero na ostatnich 450 metrach, zaczynam truchtać – wiem że muszę to przecierpieć, to już koniec. Wbiegam na murawę Stadionu Rugby po godzinie 12:30, Speaker mnie woła przez mikrofon. Przekraczam linię mety. I dostaję kubeł zimnej wody na łeb :grinning:

Tak o to, pokonałam dystans 100 kilometrów. Zrobiłam to. A nawet i wygrałam – nie tylko wśród uczestniczek ale i sama z sobą.

Czy jest coś co zrobiłabym lepiej? Na pewno na takie warunki zabrałabym więcej pojemników na napój. Miałam 2 softflaski po 500 ml, jak dotąd na zawodach zawsze mi starczyły od punktu do punktu z zapasem – tak tutaj ewidentnie wraz z rosnącą temperaturą było tego za mało. Bukłak do kamizelki biegowej wraz z softflaskiem to absolutne minimum.

Dziękuję za wsparcie. Było mi przeogromnie miło czytając wasze komentarze.

_Trypsyna_

#biegiultra #bieganie #ultramaraton #biegajzhejto oraz dodaję nowy tag na tego typu posty jakby ktoś chciał podzielić się swoimi przygodami w przyszłości #relacjazbiegu

Osobistość1piorunów

@Trypsyna Gratulacje, wyczyn niesamowity, kilometraż potworny i upał kosmiczny, oj będą ciężkie nogi, ale satysfakcja i trofeum pozostaje!!! BRAWO TY!!! \\o/ \\o/ \\o/ Będziesz miała co opowiadać przez lata ❤️

Sum1piorunów

Gratulacje! Jestem pod wielki wrażeniem, tym bardziej że ja odpadam przy 30 km zwykłego marszu ^^"

Pokaż więcej komentarzy (65)

Osobistość

w Dyskusje

71piorunów

#bieganie troche #biegiultra

izery ultra trail 50km 1200m wzniesien , 07:08:55, miejsce w open 130/406 , w skrocie: ja pi⁎⁎⁎⁎le ale goraco

od poczatku

przyjechalem w piatek odrazu ruszylem po odbior pakietu + sprawdzanie wyposazenia obowiazkowego(trzeba bylo miec kurtke przeciwdeszczowa xD) pozniej spacerek po swieradowej(calkiem ladne miasto) i spotkaalem evil ciastka ale ze nie chcialem meczyc nozek to poszedlem na ladowanie wegli final stage (bajgle z nutela)

dzisiaj pobudka 6 sniadanko kawka i pomaszerowalem na start(jako ze szedlem z przypietym pakietem to nawet kilka osob mi zyczylo powodzenia, milo)

start 8:00(w ostatnim momencie przeniesli z 9:00),

kazdy pnkt odzywczy to bylo schlodzenie przy pomocy gabki + uzupelnianie softflaskow

i co jakis czas zatrzymywanie sie przy strumyku zeby zmoczyc chuste na glowe

a konkretniej to :

1 odcinek

dluzsze podejscie wiec nawet sie zbytnio nie rzucalem na bieganko tylko spokojny powerhiking hehe

zlapalem jakies ciastka

2 odcinek

jakies 12km gdzie wiekszosc to bylo w dol wiec ladnie pobiegalem

przez caly odcinek humor gituwa zero zmeczenia, troche podjadlem kabanosow ciastek arbuzow i izo

3 odcinek

jakies 11km ale juz slonce zaczelo mocno grzac i pod koniec juz tracilem sily dodatkowo cos mi bylo niedobrze od zeli

ale jeszcze dzielnie walczylem i jakos sie doturlalem do punktu odzywczego i podjadlem zupki i przez chytrosc wypilem za duzo kolki i od tego momentu ciagle mi bylo niedobrze i juz mi sie odechcialo biegac

4 odcinek

jakies 10km i probowalem sie jakos zmusic do biegania chociaz kilkuset metrow ale juz calekiem mi psycha siadla, pomagalo jak ktos biegl obok i probowalem trzymac tempo :see_no_evil: powtorzylem blad z kolka na punkcie odzywzym i bylo tylko gorzej 😛

5 odcinek

glownie zbiegi, duzo asfaltu i jeszcze troche mnie motywowalo zeby zejsc sub7h ale sie nie udalo 😛

dotarlem na mete, polezalem troche na traawie, zjadlem sekacza,zupke, nalesniki i poszedlem na nocleg

wzialem prysznic i leze w lozku do teraz i jest mi jednoczesnie goraco i zimno jestem przetyrany przeokrutnie i nie wiem czy to kiedys powtorze :grinning:

juz wczesniej sie troche atencjonowalem ze biegne takze dzieki wszystkim za mile slowa

Gruba ryba3piorunów

kurde, czemu zawsze jak ktoś mi wjeżdża na ambicje to musi to być wasza trójka?!


@Trypsyna @scorp @BoguslawLecina

jesteście pozytywne wariaty! szanuje w opór!

Gruba ryba2piorunów

@BoguslawLecina Ogromne gratulacje! W taką pogodę ten dystans się liczy podwójnie 😁

Pokaż więcej komentarzy (28)

GURU

w Sztafeta

130piorunów

22 423,20 + 101,37 = 22 524,57

Żyję.

Ledwo, ale żyję. :)

Więcej info później, zrobię relację.

Dziękuję za doping!

---

Wpis dodany za pomocą hejtostats.pl. @Marvin certified!

Lider4piorunów

@Trypsyna Gratuluję! 🙂

Fanatyk3piorunów

Gratulacje mocno, ja nawet rowerem tyle nie przejechałam xD

Pokaż więcej komentarzy (34)

Osobistość

w Dyskusje

20piorunów

#bieganie zaraz start #biegiultra jakby ktoś chciał śledzić czy się nie przekręciłem ( ͡° ͜ʖ ͡°) https://gar.mn/JMdDxjYO6k

Osobistość4piorunów

@BoguslawLecina pierwszy raz w życiu śledziłem jak ktoś biegnie:rolling_on_the_floor_laughing:

GURU4piorunów

Izery Ultra Trail o pięknym skrócie IUT co się w ogole nie kojarzy z niczym xD

Bardzo fajna ekipa :)

Pokaż więcej komentarzy (7)