Hejto.pl
Dodaj post

Wpisz coś do wyszukania (minimum 2 znaki)

JoteriniSpecjalista

Dołączył/a:

  • 21 wpisów
  • 62 komentarzy
  • 2 obserwujących

Specjalista

w Komputery

5piorunów

Hej, doradzi ktoś? Szukam nowego kompa do grania w różne gierki. Nie mam wielkich wymagań, nie wszytko musi chodzić na ultra itp. Budżet to około 6000 +/- 500zl.

Złożyłem coś takiego, będzie ok czy może warto coś z tych podzespołów wymienić?

https://www.x-kom.pl/lista/fk3kjt72h

Osobistość0piorunów

ten zasilacz nie jest przesadzony? 850W?

Pokaż więcej komentarzy (15)

Gruba ryba

w Góry

39piorunów

Siema,
Dziś w  :hiking_boot: o małym sukcesie i dużym nieporozumieniu. Zachęcam do czytania i obserwowania mojego tagu :relieved:
---------
Szczyty: Rysy, Trigan (Tatry)
Data: 20 lipca 2022 (środa)
Staty: 26km, 10h30, 1.850m przewyżyszeń

Na to wyjście ostrzyłem sobie zęby od dłuższego czasu, a powodów było kilka: raz, że z mojej rodziny najbliżej Rys zaszła tylko moja babcia, która ze względu na mgłę musiała niestety odpuścić zdobycie szczytu (doszła do Chatki pod Rysami, miala wtedy bodajże trochę ponad 70 lat); dwa, że był to kolejny wierzchołek należący do  ; wreszcie trzy, najważniejsze, że kilka lat temu zostałem przez tę górę upokorzony, o czym kiedyś już pisałem.

Tym razem miało być inaczej - forma dopisywała, tamtego roku pochodziłem już w Tatrach na podobnym dystansie, a kilka dni wcześniej skoczyliśmy na trasę przygotowawczą na Modyń. Klarowała się idealna pogoda, więc wraz z bratem i koleżanką, która w rok zdobyła wszystkie szczyty z  , zostawiając sobie najwyższy szczyt w Polsce na koniec, umówiliśmy się na wspólne wyjście.

Kilka dni wcześniej zarezerwowaliśmy przez internet miejsce parkingowe w Palenicy Białczańskiej, kupiliśmy bilety do TPN i zaczęliśmy się zastanawiać nad tym, którą opcję wejścia wybrać. Stanęło na wejściu z polskiej strony i zejściu słowacką. Tutaj bardzo istotna kwestia: koniecznie trzeba wykupić ubezpieczenie na wycieczki w Europie, nawet jeśli idzie się tylko wzdłuż granicy - w przypadku akcji ratunkowej HZS (słowacki TOPR) jej koszt pokrywa ratowany.

Na parking dojechaliśmy o 4:30, przebraliśmy buty, sprawdziliśmy czy mamy wszystko, co potrzebne, i ruszyliśmy na trasę. Mimo, że był środek lipca, było dość chłodno. Czekał na nas prawie 8 kilometrowy odcinek prowadzący asfaltową drogą, od czasu do czasu dający możliwość wejścia w las. Brat jak zwykle zasuwał tak, że ledwo można było za nim nadążyć. Byłem jednak nabuzowany energią i ekscytacją, więc jakoś mi się udawało. Koleżanka została trochę w tyle, ale znając jej możliwości z wcześniejszych wypadów nie martwiłem się tym wcale - kondycję miała niesamowitą i zazwyczaj to ona zostawiała w tyle mnie, często czekając na mnie dopiero na szczytach.

Minęliśmy Wodogrzmoty Mickiewicza i wśród pierwszych promieni słońca kontynuowaliśmy marsz. Nad polanami unosiła się delikatna mgiełka, niektóre szczyty otaczających gór kąpały się już w świetle dnia. Doszliśmy do Morskiego Oka, przy którym dołączyła do nas koleżanka, z którą poszedłem przybić pieczątki do książeczek. Wśród innych turystów, którzy również planowali tego dnia zdobycie Rys, zajęliśmy się smarowaniem kremem do opalania i jedzeniem. Miałem przygotowaną butelkę z izotonikiem i starałem się co jakiś czas z niej pić, poza częstym piciem wody - nie chciałem, żeby cokolwiek mnie zaskoczyło.

Staw wyglądał jak zwykle wspaniałe, odbijając w swojej tafli otulające go zbocza gór. Ruszyliśmy w dalszą drogę, kierując się na Czarny Staw. Przyjemny spacer wzdłuż brzegu wkrótce zmienił się we wspinaczkę po ostrym zboczy złożonym z dużych bloków skalnych. Ten krótki bądź co bądź odcinek jest dobrym testem kondycji i świetnie pokazuje, z czym przyjdzie zmierzyć się później. Na tym etapie znowu znaleźliśmy się z bratem z przodu i poczekaliśmy na moją znajomą dopiero przy samym stawie.

Nad głowami wisiał nam rogal księżyca, coraz mniej widoczny na błękitnym niebie. Po dłuższej chwili dołączyła do nas koleżanka, która jak się okazało poznała po drodze samotnie wędrującą dziewczynę i okazało się, że fajnie się dogadują. Gdy byliśmy już gotowi, ruszyliśmy w powiększonej ekipie wzdłuż Czarnego Stawu, który piękną barwą czystej wody cieszył oko. W oddali widać było już drobne sylwetki wspinających się ludzi, którzy z naszej odległości wyglądali jak małe robaczki. Wkrótce dołączyliśmy do tego korowodu, rozpoczynając wspinaczkę na szczyt.

Mimo wczesnej godziny i środka tygodnia turystów było mnóstwo. Na tym etapie nie tworzyły się jeszcze kolejki, ale w kilku węższych miejscach trzeba było odstać swoje. Brat już dawno zostawił mnie w tyle, więc szedłem sam, odpowiednim dla siebie tempem. Podejście było bardzo ciężkie i obciążające dla nóg - wysokie stopnie skalne angażowały zupełnie inne partie mięśni, niż w miarę płaskie beskidzkie ścieżki. Co jakiś czas piłem wodę, żeby uzupełnić to, co wypociłem. Samopoczucie miałem jednak świetne i kondycyjnie dawałem radę (co oczywiście nie znaczy, że nie dyszałem jak parowóz).

Po tym intensywnym kilometrze, w trakcie którego zdobyliśmy 400 metrów wysokości, znaleźliśmy się na Buli pod Rysami, przy której leżały jeszcze gdzieniegdzie placki śniegu. Dołączyłem do brata, który czekał już tam od dłuższego czasu i razem wypatrywaliśmy koleżanki. W końcu pojawiła się, idąc już nie z jedną, a z dwoma nowo poznanymi dziewczynami. Byłem pełny podziwu dla jej zdolności socjalizacyjnych, bo sam mam z tym ogromne problemy. Wspomniałem o tym z resztą, na co dostałem odpowiedź, że za szybko idziemy z bratem. Obróciłem to w żart i zbagatelizowałem, wspominając nasze poprzednie wędrówki.

Brat już się trochę niecierpliwił (po wypadzie miał mieć przed sobą jeszcze 4 godziny jazdy na Lubelszczyznę), więc ruszyliśmy dalej. Spod Buli trasa na szczyt prowadziła już tylko łańcuchami, które wzbudzały moją ekscytację. Zaczęliśmy się wspinać i niebawem całe podniecenie opadło - ludzi było tyle, że stworzyła się posuwająca się w ślimaczym tempie kolejka. Nie tak to sobie wyobrażałem, ale nie powiem też, że się tego nie spodziewałem, bo czytałem wcześniej o tym, co dzieje się w tym miejscu. Brat znów uzyskał solidną przewagę, więc szedłem sam. Łańcuchów nie trzeba było trzymać się w każdym miejscu, jednak stwierdziłem, że warto z nich skorzystać biorąc pod uwagę, że skala może być jednak śliska (północna ściana cierpi wszakże na brak nasłonecznienia).

Ekspozycja była spora, więc osoby cierpiące na lęk przestrzeni bądź wysokości mogłyby mieć na tym odcinku problem. Ja jednak dość szybko zacząłem się nudzić, tym bardziej, że co chwila trzeba było zatrzymać się, aby umożliwić zejście osobom, które na szczyt wspięły się wcześniej. W końcu dotarłem do miejsca, w którym trzeba było iść granią, mając po obu stronach przepaść. Trochę trwało, zanim udało się tamtędy przejść, bo cały czas trzeba było przypuszczać osoby schodzące, a gdy w końcu przyszła na mnie kolej poczułem, że nogi lekko mi wiotczeją. Trwało to jednak sekundę, także trzymając łańcuch przeszedłem to zwężenie i znalazłem się po drugiej stronie.

Nareszcie dotarłem na szczyt, zadowolony z siebie i z tego, że ostatecznie nie byłem jakoś specjalnie zmęczony. Ludzi była chmara, a wśród nich także jakieś smyki mające może 7 lat. Odnalazłem brata, który czekał na mnie już od jakiegoś czasu, lekko poirytowany, bo liczył na to, że o tej godzinie będziemy już schodzić (była 10:15). Koleżanka wraz z poznanymi dziewczynami przyszła dopiero po pół godzinie, więc opóźnienie względem jego planów jeszcze się zwiększało. Liczyłem jednak na to, że schodząc nadrobimy trochę czasu, bo wszyscy powinniśmy mieć w miarę podobne tempo.

Pokręciliśmy się jeszcze po szczycie, zrobiliśmy sobie pamiątkowe zdjęcia, staraliśmy się chłonąć chwilę. Było fajnie, ale na moje gusta trochę zbyt skaliście, bo jednak lubię zieleń. Poszliśmy jeszcze na wyższą część Rys po słowackiej stronie i podjęliśmy decyzję o schodzeniu. Umówiliśmy się, że spotkamy się przy Chatce pod Rysami, do której wraz z bratem ruszyliśmy od razu. Była już godzina 11:30.

Zejście prowadziło po skalistej drodze pełnej ogromnych głazów. Szło się po tym beznadziejnie, bo każdy kamień ustawiony był w inną stronę i kilka razy mało brakowało, żebym zwichnął sobie kostkę. Widoki jednak rekompensowały niewygody schodzenia - zdecydowanie czuć było przestrzeń (czego nie można powiedzieć o intymności, bo turystów były krocie). Doszliśmy do Chatki, w której przybiłem kolejną pieczątkę do  i wypatrywaliśmy dziewczyn, które, jak nam się wydawało, były niedaleko od nas. Zanim jednak przyszły minęło kolejne 45 minut i mojego brata zaczął trafiać już szlag. Zdecydował, że zejdzie sam i będzie łapał stopa po słowackiej stronie, żeby szybciej dojechać na parking w Palenicy. W oryginalnym planie miał nas odebrać partner koleżanki, dlatego wiedząc, że ma z kim schodzić, i że będzie miała pewną podwózkę, postanowiłem dołączyć do brata, żeby nie szedł sam. Poinformowaliśmy o tym dziewczyny i ruszyliśmy w drogę.

Niebawem dotarliśmy do miejsca, w którym znajdowały się drabinki i łańcuchy w ilości większej, niż się spodziewałem. Nie sprawiały jednak trudności i czuję, że dużo gorzej schodziłoby się od strony polskiej. Słońce grzało mocno, gdy między olbrzymimi odłamkami skalnymi mijaliśmy Žabie pleso (czyli Wielki Żabi Staw; będę jednak starać się używać nazewnictwa słowackiego). Droga nie poprawiła się i komfort schodzenia po dużych kamieniach był nikły. Dodatkowo zaczęły mi się odzywać kolana, jednak starałem się to ignorować i dotrzymywać kroku pędzącemu bratu.

Dotarliśmy w końcu nad Žabí potok, od którego droga już łagodniała. Zrobiło się także bardziej zielono i mniej surowo. Potok płynął wartko i wesoło, w kilku miejscach przecinając szlak. Po jakimś czasie kamienista ścieżka zmieniła się w klasyczną leśną dróżkę, co było dla nóg miłą i oczekiwaną odmianą. Po drodze mijaliśmy ludzi wnoszących na drewnianych stelażach kegi do Chatki pod Rysami. Nie wiem jak ci ludzie byli w stanie to robić: stelaż nie wyglądał na wygodny, na pewno nie był lekki, a dodatkowo upał robił się konkretny.

Dość szybko dotarliśmy do schroniska znajdującego się przy Popradské pleso. Podczas króciutkiej przerwy przybiłem pieczątkę, po czym zielonym szlakiem pomaszerowaliśmy na Trigan, który znajdował się na trasie. Las, którym szliśmy, bardzo mi się podobał - był gęsty, wysoki i pachniał cudownie. Pomiędzy koronami drzew migały od czasu do czasu wierzchołki otaczających go szczytów.

Z Trigana zeszliśmy do naszego ostatecznego celu, którym było Štrbské pleso. Jest to miejsce typowo turystyczne, obfitujące w hotele, restauracje oraz wątpliwej jakości rzeźby z drewna. Staw okala ścieżka i widok z niej był akurat niczego sobie - można było zobaczyć zarówno Rysy, jak i olbrzymią skocznię narciarską.

Zaczęliśmy szukać jakiegoś połączenia z Palenicą, albo w ogóle z Polską, ale niestety los nam nie sprzyjał - trafiliśmy w okienko kompletnego bezruchu. W akcie desperacji zaczęliśmy chodzić po okolicznych sklepach prosząc o jakiś kawałek kartonu i pisak, żeby ułatwić sobie złapanie stopa. Ustawiliśmy się przy wyjeździe z parkingów i, z kciukami w górze, liczyliśmy na łut szczęścia. Niestety tu również ponieśliśmy fiasko, bo na około 30 mijających nas samochodów zatrzymał się tylko jeden, a jego kierowca poinformował nas, że co prawda jedzie gdzie indziej, ale życzy nam szczęścia.

Staliśmy tak ponad godzinę i cały plan, żeby wrócić szybciej, spalił na panewce. Wtedy dostrzegłem znajome mi auto i kierowcę, którym był partner koleżanki. Podeszliśmy szczęśliwi, że jednak uda nam się wrócić. Kolega wpuścił nas do środka i pojechaliśmy po dziewczyny, które jak się okazało miały niedługo schodzić z niebieskiego szlaku znajdującego się kilka kilometrów dalej. Początkowo gadka jakoś dziwnie się nie kleiła, co trochę mnie zastanawiało, ale potem się rozkręciliśmy. W końcu zobaczyliśmy dziewczyny, które weszły do samochodu - i wtedy się zaczęło.

Okazało się, że moja koleżanka poczuła się przez nas opuszczona, a wręcz porzucona, o czym mówiła zupełnie bez żartu swojemu partnerowi. Zrobiło mi się gorąco, bo dopiero wtedy dotarło do mnie, że wszystkie założenia i ustalenia, które miałem w głowie i wydawały mi się oczywiste oraz jasne dla niej, w ogóle nie zyskały u niej potwierdzenia. Atmosfera była gęsta, próbowałem jakoś ją rozluźnić, ale szło to marnie. Dojechaliśmy na parking w Palenicy i pożegnaliśmy się, po czym już osobno pojechaliśmy w stronę Krakowa.

Jest takie fajne powiedzenie po angielsku: "When you ASSUME, you make ASS of U and ME". Nie porozumieliśmy się przed rozpoczęciem wyprawy i każde z nas wychodziło z innym zestawem założeń. Mój brat, że ekipa, w której idzie, ma super kondycję i uda się szybko zrobić trasę tak, żeby nie musiał później jechać kilku godzin na Lubelszczyznę w nocy. Moja koleżanka, że skoro idziemy razem, to trzymamy się razem, zwłaszcza, że, jak się okazało, nie czuła się jeszcze pewnie w górach, a tym bardziej w Tatrach. Wreszcie ja, że koleżanka ma po prostu świetną kondycję i zwyczajnie sobie poradzi, a pokonywanie szlaku osobno, gdy każdy idzie swoim tempem, jest dla niej ok, bo tak wyglądały moje dotychczasowe z nią wyprawy, gdy zostawałem z tyłu. Lekcja, jaką wyniosłem z tej historii, jest taka, żeby przy podobnych eskapadach ustalić wcześniej zasady, jak będzie wyglądać droga, żeby później nikt nie czuł się niemiło zaskoczony. Tyczy się to zwłaszcza grup, w których nie wszyscy wzajemnie się znają.

Co się zaś tyczy samej trasy, to gorąco ją polecam i uważam, że była ciekawa, malownicza, ale też trudna i jednak męcząca. Idąc na Rysy trzeba się liczyć z tym, że nawet w środku tygodnia i o wczesnej porze ludzi na szlaku będzie pełno - szczyt ten jest jakby na to nie patrzeć najczęściej odwiedzanym w Tatrach. Należy mieć też na uwadze, że przy łańcuchach tworzą się kolejki, ale nie oznacza to, że przestaje być tam niebezpiecznie. Na tym odcinku dobrze mieć ze sobą kask, bo wystarczy strącony przez kogoś kamień, aby fajna wycieczka zakończyła się tragedią. Natomiast dla tych, którzy chcą iść na ciekawy szczyt z łańcuchami, ale nie zależy im, by był to najwyższy szczyt w Polsce, polecam Świnicę z wejściem z D5S.

Trasa dla zainteresowanych.

     

GURU5piorunów

Koleżanka to nie palaczka aby? Byłem ostatnio na wycieczce z dwoma pałeczkami i półtorakilometrowy, płaski odcinek w mieście zrobiliśmy w półtorej godziny z 6 przerwami na fajeczkę i zakupy w lokalnym sklepie, bo "fajeczki się skończyły"... W którymś momencie chciałem znieść jajo, wysiedzieć je, wychować jak własne i wysłać na studia...

GURU3piorunów

O, kwa! Ten tragarz to jakiś robot z Boston chyba...

Pokaż więcej komentarzy (10)

Tytan

w Hydepark

104piorunów

Uprzejmie donoszę że @hejto to fajne ziomki ❤️:tooth:
W związku z tym, że osoba która mnie wylosowała na  się wypięła i nic mi nie przysłała (życzę Ci żeby twoja poduszka była zawsze ciepła z obu stron - nie ładnie się zapisywać do zabawy i nie brać w niej udziału frędzlu), to Hejto wzięło sprawy w swoje ręce ❤️

Kawa (nigdy dość!) ostry sosik, kubson który będzie u mnie w robocie teraz oraz skarpetki w formie VHS idealnie trafione ❤️ bardzo doceniam, że wzięte pod uwagę było to co faktycznie pisałam w notce przy akcji hejtopaka i jest to faktycznie spersonalizowana paczka ❤️
Spóźnione wszystkiego dobrego :3 dziękuję!

Fanatyk37piorunów

@Nvrmnd666 Oby jeszcze mu się trafiały mandarynki z pestkami.

Fanatyk15piorunów

@Nvrmnd666 i żeby go plecy bolały od rana

Pokaż więcej komentarzy (6)

Gruba ryba

w Rowerowy Równik

27piorunów

85 258 + 4 + 6 = 85 268

Poniedziałkowy pracodom w zupełności przekonał mnie do spacerów przez resztę tygodnia. ( ͡° ʖ̯ ͡°)

 

Wpis dodany za pomocą https://hejto.sztafetastats.pl/rowerowyrownik/

GURU1piorunów

@vvitch Muszisz tylko założyć opony z kolcami. 😊

Osobistość1piorunów

w zimę nie ma co ryzykować,ale niektórzy lubią.

Pokaż więcej komentarzy (11)

Specjalista

w Rower

1piorunów

Hej, kupiłem nowe bloki i buty pod spd i mam problem :grinning: Co to za podkładki?

Myślałem, ze to może jakieś dystanse ale strasznie trudno to przykręcić, w poprzednich nie kojarzę abym takie coś miał.

Buty to Rockrider 700 bloki SM-SH56. Instrukcji brak :pensive:

help Tomki.

Kompan0piorunów

Umieść blaszkę wewnątrz buta, pod wkładką.

Koneser1piorunów

To przewodnik cieplny żeby było Ci zimno w stopy 🙃

Pokaż więcej komentarzy (5)

Gruba ryba

w Dyskusje

153piorunów

Ehhh, niektóre dzieci powinno się wyprowadzać na smyczy. Sytuacja wczoraj:

Siedze sobie wieczorem z psem na ławeczce na skwerku. Piesa leży w nogach, kawał placu i kilku ludzi (Zaznaczam, że pies krótko na smyczy)Ja oglądam sobie zachód a psinka przysypia. Niestety jakiś gówniak, bo tak go nazwę (ok lvl10) jezdzi na hulajnodze i wymyślił sobie zabawę, że przejezdza akurat obok nas, po czym jedzie na psa i w ostatniej chwili nagle skręca. Z początku myślałem, ze się zagapił ale powtarza się to drugi i trzeci raz więc ewidentnie czerpie z tego jakąś chorą satysfakcję bo pies za każdym razem się wzdryga i zaczyna wciskać mi się w nogi. Plac ma dobre 30 metrów więc mógłby spokojnie jezdzic dalej ale musi wkurzać psa. Za którymś razem popełnia błąd i nie udaje mu sie wymanewrować i trąca kolem psa a psina wystraszona aż próbuje wejsc mi na kolana bo zestresowała sie tym. Wkurwiony pytam się go czy musi psa denerwować bo ma cały plac wolny a ten oczywiście z rykiem do matki co siedzi kilka metrów obok wgapiona w telefon. I tamta z pretensjami do mnie czemu dziecku jej uwagę zwracam, że on się tylko tak bawi a ja problem robię.

"On się tylko tak bawi", ku...a znacie ten tekst? Historia zatoczyła koło. Ale jakby pies wkur...ny złapał go za kopyta i bym powiedział, że tylko się tak bawi byłaby niezła afera. Kto śledzi tak  wie, że psina zero agresji i raczej boi się wszystkiego. Może kiedyś, czego osobiście mu nie życzę zaczepi tak psa rasy pitbull mniej cierpliwego i bedą ich rozdzielać podwazając szczęki dwumetrowym prętem.

Kiedyś już odpisywałem tutaj historię faceta co w środku lasu specjalnie wlazł mi w psa i miał pretensje. Oczywiście facet z tego co słyszałem robił to juz kilka razy innym bo to typ szukający problemów.

I jak zwykle wystarczyłoby trochę empatii aby uniknąć takich sytuacji ale jak zawsze niektórzy wolą na siłę robić problem.

I w sumie z tym dzieckiem to bardziej kij na plecy należy sie rodzicom za takie wychowanie bachora i podejscie do jego wybryków. Sam jestem rodzicem i córka zawsze ma duży szacunek do zwierząt czy nawet biedronki czy pająka.

A zanim zesra się pierwszy że po co chodzisz w takie miejsca, psy sie nie nadają itp. to chodzę bo chcę i mam ochote. Nikomu krzywdy nie robię, po psie sprzatam i prowadzę na smyczy.

I dla malkontentów gadających ze pies to dzikie zwierzę przes całe życie wiecej razy nieprzyjemne zaczepki spotkały mnie ze strony ludzi niż psa. W sumie pies nigdy mi krzywdy nie zrobił czego o ludziach powiedziec nie mogę.

Tak że ten, wypłakałem się, można teraz miziać i głaskać.

I na koniec tylko powiem: uczcie swoje dzieci szacunku tak do innych ludzi jak i zwierząt a na pewno pozwoli uniknąć to obojgu stresowych sytuacji 😉

  

Gwiazdor2piorunów

@adam_photolive matka półka i jej dziecko, bardzo żadko to połączenie to ludzie normalni, psiaka szkoda

Specjalista3piorunów

Do większości ludzi trzeba mieć nieskończone pokłady cierpliwości. Inaczej się nie da. Na szczęście, są pieski na tym świecie. Gratki, że zachowałeś fason i nie wydarłeś się na matkę.

Pogłaszcz piesa od wujka anonka z hejto.

Pokaż więcej komentarzy (34)

Specjalista

w Hydepark

0piorunów

Poratujecie? Kiedyś tede nagrał kawałek z dupami jakimiś, trochę w stylu pop. Pamiętam rytm którego tu no nie sprzedam i kawałek tekstu jak dieewczyny śpiewały :uuuooouu iijeeijee i wtedy tede :) na⁎⁎⁎⁎ny widzialem pół h temu na wiwie i nie mogę sobie przypomnieć.

Good Luck for me.

Kompan0piorunów

coś z sistars ?🤔

Osobistość0piorunów

Komentarz usunięty

Pokaż więcej komentarzy (4)

Specjalista

w Hydepark

3piorunów

Aż żałuję, że nie mam konta na wypiskopie. Ama tego pisowskiego błazna pięknie pokazuje jak rządzący srają na ludzi xD

Fanatyk1piorunów

@Joterini czy to ama wygląda jak każde powiązane z pisem, że odpowiadają tylko na wygodne pytania?

Mocarz2piorunów

@Zielczan Nie, odpowiada na większość, plując pytającym w ryj i dodając na końcu "xd". Nie trzeba mieć konta, żeby zobaczyć ten festiwal żenady.

Specjalista0piorunów

@Zielczan + zablokowali możliwość zakopywania. Ale płycie w ryj poziom pis a może i z plusem.

Pokaż więcej komentarzy (3)

Osobistość

w Heheszki

3piorunów

Znaczy się dobra, wiem, rozumiem oraz akceptuję to, że jesteśmy tylko zwierzętami ale daj spokój - to raczej nie przyprawia psychologii aury poważnej nauki. Z jednej strony masz fizykę, która rozwiązuje poważne pytania, stawiając przy tym samym nowsze i jeśli zagłębić się w tą gałąź, wtedy można dostać depresji. Nie z powodu skomplikowania, ale implikacji pewnych odkryć xD Medycyna idzie cały czas do przodu i to, co kiedyś było wyrokiem śmierci dziś jest do wyleczenia. Transplantologia ma j⁎⁎⁎ny album z osiągnięciami, niedługo dojdzie do tego, że nawet c⁎⁎ja przeszczepią od innego dawcy.

Albo całą gałąź cyfryzacji, za którą stoi m.in matematyka. Te tzw. AI są już na takim poziomie, że zęby szczypią. I mogą przynieść więcej problemów, ale to inna sprawa. Postępująca miniaturyzacja oraz fakt, że na opuszku palca mieści się karta pamięci o pojemności setek gigbajatów - co jeszcze piętnaście lat temu było sferą marzeń - wystrzeliwuje mózg z czaszki.

Tymczasem psychologia do czasów Freuda? Jeźli ojdziedz podczas gombieli dodygał ciem w siiura, to znadży, że miałeź kondagd segzualny i możeż bydź bii :DDDDDDDDDDDD

I mean, come one psychologio XDDD

Inspirator2piorunów

@Mikry_Mike psychologia freudowska nie jest ani trochę brana na poważnie. Niestety jest najbardziej znana przez szarych zjadaczy chleba nie kopiących głębiej tematu

Osobistość0piorunów

@ElegantiaGallia w behawioralnej też takie debilizmy jak napisałem przepychają? Bo nie przypominam sobie.

Pokaż więcej komentarzy (3)

Tytan

w Dyskusja

17piorunów

Przychodzi mi to z trudem, ale muszę przyznać, że zakazy i ograniczenia w kwestii  działają. nie pamiętam już kiedy ostatnio w sklepie wziąłem siatkę, zawsze jestem ze swoją (a siatek tych mam więcej niż klasyczna siatka na siatki), a dobrze pamiętam jak w Auchan jeszcze sprzedawcy wkładali zakupy do kilku plastikowych. Słomek praktycznie nie używam, choć to też dla tego, że papierowych nie lubię. Oddaję butelki na wymianę. Drastycznie mniej piję napojów gazowanych, choć przy aktualnym wzroście cen niedługo to i z warzyw będę musiał zrezygnować. A no i z różowa przestaliśmy pić wodę butelkowaną, a kupiliśmy dzbanek z filtrem, bo na Hejto pieszo, że z butelki piją tylko podludzie. Ogólnie produkuję dużo mniej śmieci .

Czy dało się to osiągnąć samą edukacją? Być może. Czy uważam, że ma to jakiś wpływ na środowisko? Pewnie znikomy, ale czuję dobrze, a na pewno nie czuję się poszkodowany. Ciekaw jestem ciekaw Waszego zdania

Nie mogę usunąć tego fragmentu:  To do @hejto - chrome na telefonie, jak próbuję usunąć niebieski hasztag to chowa mi się klawiatura, a jak zaznaczam aby wyciąć to nie mogę, a jak zaznaczę z kawałkiem tekstu to mogę wyciąć, ale we wpisie i tak się pojawia.

Specjalista4piorunów

@woohoo mam dokładnie odwrotnie, od kiedy w deszczu wszystkie zakupy z papierowej torby za 2zł wyjebały mi się na ziemię to kuouje tylko plastik. Słomki z papieru to jakaś pomyłka, rozumiem te z makaronu ale papier to nie śmieszny żart. Mam że 40 butelek po piwie do oddania, nie mam gdzie oddać i wylądują w śmieciach. Ot eko.

Tytan3piorunów

@Joterini absolutnie nie miałem na myśli papierowych toreb! Używam tylko plastikowych czy tam biodegradowalnych, ale wciąż tych samych. Papierowa torba, jeśli trafi mi w ręce to służy za śmietnik na makulaturę i od razu w takim pojemniku ląduje 🤷

GURU3piorunów

@woohoo Ostatnio przewinęła mi się gdzieś mapka, że jesteśmy liderem w UE jeżeli chodzi o niskie zużycie plastikowych toreb w sklepach. W sensie pozytywnie. Ludzie przekonali się do swoich toreb bez większego ględzenia.

Tytan2piorunów

@GazelkaFarelka zdaje się, że świetnie też wypadamy w bankowości internetowej i różnego rodzaju płatnościach zbliżeniowych. Ciekawe, że jesteśmy taką mieszanką konserwatyzmu i postępu :thinking_face:

Gruba ryba3piorunów

@woohoo w bankowości to przez zacofanie - prl zafundował nam przestój we wszystkim, a jak nastała "transformacja", to byliśmy poligonem doświadczalnym dla nowych rozwiązań. Dlatego mamy teraz te wszystkie rozwiązania, a np. Francuzi są "zacofani" i wciąż mają książeczki czekowe, których znowu u nas nie da się w ogóle zdobyć. Nie musimy po prostu dźwigać balastu starych rozwiązań 😉

Pokaż więcej komentarzy (20)