Hejto.pl
Dodaj post

Wpisz coś do wyszukania (minimum 2 znaki)

Nergui-NemoSpecjalista

Dołączył/a:

  • 7 wpisów
  • 130 komentarzy
  • 0 obserwujących

Specjalista

w Anime

20piorunów

Dobrze, jako że na tą listę o grach się nie załapałem, to przynajmniej podepnę się pod listę 9 anime które mnie ukształtowały. Szczerze nie mam tego aż tak wiele na koncie oraz nie jestem aż tak doświadczony jak inni, ale jestem w stanie taką listę zrobić, a nawet podać rzeczy które ostatecznie nie trafiły, ale chciałbym je chociaż wspomnieć. Kolejność akurat chronologiczna.

Serial Experiments Lain - serial (nomen omen) od którego na poważnie i regularnie zaczęła się moja animemania. Ukształtował moje zainteresowanie bardziej awangardowymi czy eksperymentalnymi tytułami jak Paranoia Agent, Evangelion lub Sonny Boy, sprawił że obejrzałem inne anime tych samych twórców jak depresyjny Texhnolyze czy przyjemne i refleksyjne Haibane Renmei, zdefiniował moje zainteresowanie filozofią, wiarą, symboliką oraz wpływem technologii (w tym Internetu) na świat i życie człowieka, sprawił że zacząłem zwiedzać coraz dziwniejsze krańce Internetu, a nawet sprawił że pojawiłem się na Hejto po znalezieniu wpisu dotyczącego Lain przez co postanowiłem pozostać tutaj na stałe. Są to dość mocne słowa, ale dla mnie to nie jest zwykły serial lecz spełnione proroctwo w którym dzisiaj żyjemy. Głębia, niejednoznaczność, symbolika oraz narracja sprawiają że można oglądać to anime w kółko i analizować całość pod każdym możliwym kątem, odkrywając kolejne warstwy, tworząc własne interpretacje oraz znaczenia poszczególnych elementów składowych. Nie jest to tytuł dla każdego, ale mnogość interpretacji, mroczne wizualia, oniryczny nastrój który wylewa się z ekranu, nietypowa fabuła i przede wszystkim aktualność tematów które się pojawiają dość jasno wyjaśniają dlaczego obecnie anime to przeżywa nową młodość. Był to dla mnie seans i doświadczenie wyjątkowe i niecodzienne, odmienne od jakichkolwiek wcześniejszych i późniejszych. Póki co mój ulubiony serial w ogóle, o którym mógłbym mówić godzinami, ale może kończmy bo już się strasznie rozpisałem.

Azumanga Daioh - sympatyczna i pozytywna komedyjka dziejąca się w szkole, z dozą brainrotowych gagów i charakterystycznych postaci. Chyba pierwsze moje anime dziejące się w szkole i potęgujące silne poczucie tęsknoty za przeszłością, czy to za lepszymi momentami i wspomnieniami ze szkół, czy generalnie czasami kiedy było się dzieciakiem bez większych obowiązków oraz doświadczało rzeczy których nie da się już powtórzyć. Ulubione anime tego typu, tak bardzo że jak je kończyłem to zaczynałem już tęsknić za głównymi bohaterkami.

Paprika - ex aequo z Millennium Actress. Filmy które sprawiły że moim ulubionym reżyserem jest nieżyjący od ponad 15 lat Satoshi Kon. Paprikę uwielbiam za bycie pochwałą ludzkiej wyobraźni i docenieniem roli jaką odgrywają sny, Millennium Actress zaś za hołd dla japońskiej kinematografii, począwszy od propagandówek z czasów wojny z Chińczykami przez filmy historyczne po science fiction oraz za ostatnie zdanie które pamiętam do dziś. W obu tytułach pojawia się wizytówka reżysera, czyli wątek mieszania się świata idei (w tym wypadku snów i wspomnień) ze światem rzeczywistym, oba są osobiste i zachęcające do przemyśleń, są piękne audiowizualnie oraz opowiadają intrygujące historie. Początek Papriki z magiczną piosenką Susumu Hirasawy w tle oraz słodko-gorzkie zakończenie Millennium Actress to jedne z najpiękniejszych doznań jakich doświadczyłem oglądając, zaś ten drugi film zachęcił do obejrzenia japońskich filmów aktorskich przed planowanym wyjazdem do Japonii.

Gunsmith Cats - 3-częściowa seria OVA, łącznie o długości filmu pełnometrażowego o dziewczynach które w Chicago lat 90. sprzedają broń palną i polują na przestępców. Jako OVA jest to po prostu reklama mangi opowiadająca niezależną historię, ale kurde to jest jedna z moich ulubionych serii OVA. Do dziś robiąca wrażenie animacja (zwłaszcza scena pościgu z odcinka 2), jazzowa muzyka, charyzmatyczne postacie, krótka zwięzła fabuła na jeden wieczór z prostą logiczną intrygą łączącą się w jedną całość, akcja i humor oraz umiejscowienie akcji w USA gdzie znane motywy czy sceny z amerykańskiej popkultury i kina akcji są przepuszczone przez japoński filtr dają dość efektowny i świeży efekt końcowy. Przesadna szczegółowość, pasja i znajomość broni palnej zarówno w mandze jak i anime jest tak zaraźliwa że sprawiła iż bardziej zainteresowałem się tematem, natomiast samo anime do ostatecznego sięgnięcia po mangę która choć miejscami mroczniejsza i kontrowersyjna wypada jeszcze lepiej od animacji i zachęciła do poszerzenia horyzontów w tym medium. Obejrzenie tej animki było też momentem kiedy uświadomiłem sobie że jestem fanem podgatunku akcyjniaków znanego jako "baby z gnatami" i postawiłem sobie za cel obejrzenie jak największej ilości tego typu produkcji.

Ghost in the Shell - już kiedyś się tutaj dzieliłem że moją pierwszą stycznością z GITSem był... film aktorski z 2017, który niezależnie wydaje się być co najwyżej znośnym średniakiem, ale po sięgnięciu dalej wypada naprawdę bladu. Ghost in the Shell to obecnie jedna z moich ulubionych franczyzn sci-fi. Pierwszy film z '95 to niedościgniony ideał który genialnie wykorzystuje materiał źródłowy do opowiedzenia własnej wersji, wycinając, zmieniając, dodając lub zostawiając poszczególne elementy z mangi, a także zachowując sensowny balans między akcją, ekspozycją, filozofią, muzyką i dialogami. Seria Stand Alone Complex to moim zdaniem najlepsza wersja, będąca mariażem filmu i mangi, łącząc te dwa światy w dwusezonowy serial gdzie pojedyncze sprawy mieszają się z wątkiem głównym i gdzie wymyślne intrygi oraz niestarzejące się motywy idą w parze z wartką akcją i kreatywną zabawą znanymi motywami. Do tego dochodzą mniej (SAC_2045) i bardziej (Arise) udane serie które nadrabiałem przed najnowszą wersją, a zwieńczeniem mojej przygody jest tegoroczny The Ghost in the Shell który pomimo wad bardzo mi się podobał i sam okres kiedy mogłem to oglądać na świeżo w momencie kiedy nic mi nie ciążyło będę wspominał latami. Przechodząc do konkretów - uwielbiam GITS; za postacie z którymi można się utożsamić, za intrygującą i mroczną wizję przyszłości która nie wydaje się już być aż tak odległa, za czerpanie z filozofii wschodu i zachodu oraz motywów religijnych, a nawet ten bełkot związany z technologią, geopolityką czy filozofią który ostatecznie i tak jest bardzo inspirujący. Za zachęcanie do pogłębiania wiedzy, zadawania pytań na temat siebie oraz otaczającego świata i inspirowania się. O samej serii Ghost in the Shell chciałbym się bardziej rozpisać w osobnym wpisie, ale na to jeszcze przyjdzie czas, ale podobnie sprawa wygląda z następnym anime na liście.

Bubblegum Crisis - niegdyś legenda OVA i anime sci-fi, dzisiaj zapomniana marka. Oryginał to kwintesencja lat 80. z odwołaniami do Blade Runnera, Terminatora, Obcego czy filmu Ulice w ogniu. Nietypowa i na czasie wizja w której wielka korporacja produkuje biomechaniczne AI maszyny niszczące miasto i zwala brudną robotę na specjalną jednostkę policyjną oraz samozwańcze wojowniczki w futurystycznych zbrojach. Jest to kolejne moje ulubione uniwersum, i co by nie mówić o jakości to podoba mi się ze wszystkimi dziurami fabularnymi, nieścisłościami, niedopowiedzeniami i urwanymi wątkami. Porządna animacja, świetne designy postaci, pojazdów i robotów, klimatyczna stylistyka, muzyka i piosenki które są częścią historii, wciągająca fabuła i wydarzenia na ekranie, garść dramatu i humoru oraz niesztampowy cyberpunk. Późniejsze twory z tej marki miały pod górkę, i wyszły albo słabo albo tak sobie, ale część z nich też lubię. Serial telewizyjny będący rebootem serii także uważam za dobry w przeciwieństwie do części fanów oryginału, w niektórych aspektach jest lepszy, ale w innych wolę pierwowzór. Podobnie jak w przypadku GITSa mam w planach zrobienie retrospektywy serii, ale na razie przekładam ją na później ponieważ obecnie czytam mangę A.D. Police i jak skończę to ją tam umieszczę i wtedy wrócę do tematu. Tak jak inni fani łudzę się że pewnego dnia powstanie cokolwiek nowego z tej marki.

Noir - myślałem czy nie dać tu jakiegoś romansu komediowego dla większego urozmaicenia, ale ostatecznie uznałem że dam przykład czegoś nieoczywistego czy wręcz nielogicznego. Po obejrzeniu Noir bardzo mi się podobał, ale dopiero z każdym mijającym miesiącem zacząłem czuć jeszcze bardziej pozytywne emocje. Z perspektywy czasu czuję że jest to jeden z moich ulubionych tytułów, co uważam za nieco irracjonalne: to nie jest nic wyjątkowego, podobnie jak .hack//Sign od tych samych twórców strasznie się dłuży, sceny walki potrafią być potwornie głupie, ścieżka dźwiękowa jest powtarzalna i często występują momenty które współczesna młodzież nazywa "aura farming", zaś motywacji antagonistów do dzisiaj nie do końca rozumiem. Ale jednak są powody dla których to anime wewnętrznie mocno ze mną rezonuje. Uwielbiam stereotypowy europejski setting, niejednokrotnie czułem że dany odcinek mógłby na spokojnie mieć miejsce w moim rodzinnym mieście. Utwory są nieziemskie: chórki śpiewające po włosku, skrzypce, energiczna muzyka - Yuki Kajiura tutaj oraz w późniejszym .hack'u stworzyła niebiańską ścieżkę dźwiękową której mogę słuchać do porzygu. Te dwa elementy składają się na charakterystyczny magnetyczny klimat który potęgowany jest na dodatek przez motywy ezoteryczno-gnostyckie budujące aurę tajemniczości i wiekowości głównej intrygi oraz antagonistów serii. Sama sfera wizualna też jest elementem który bardzo wpasował się w mój gust, i pomimo że obejrzałem to współcześnie to wywołuje uczucie nostalgii i sentymentu za latami dwutysięcznymi, oraz ubolewania że produkcje z takim klimatem i w takim stylu już nie powstaną. Sama fabuła zaś, opowiadająca o losach dwóch dziewczyn - Korsykanki i Japonki - uwikłanych w działalność tajnej organizacji starszej od włoskiej mafii, to inspirująca historia o lojalności, moralności i tożsamości, w której główne bohaterki mają proste ale wiarygodne problemy i motywacje, a kilka postaci wymyka się tradycyjnemu podziałowi protagonista-antagonista.

Excel Saga - przeterminowane, stara grafika, kuriozalna fabuła, urwane wątki, wątpliwej jakości humor, jednowymiarowe postacie, częsty brak przyczynowo skutkowości, wygodne wymówki aby nie martwić się scenariuszem i brakiem konkluzji w historii. Kocham. Dlaczego? Excel Saga to jak nic relikt swoich czasów i obecnie anime dość mocno zatopione w formalinie, ale kocham je za bycie tym dziwnym śmiesznym potworkiem z przełomu wieków. Zabawne postacie, genialne aktorstwo głosowe i angielski dubbing, retro wygląd, pełen wad i naiwności ale sympatyczny główny duet, mnóstwo absurdalnych sytuacji, szczyty slapsticku, głupawe odniesienia, ciągłe momenty przełamywania czwartej ściany, odcinki o kręglach i urzędzie miasta, sprytne pomysły i koncepcje, a także wpadająca w ucho muzyka. Excel Saga to moja póki co ulubiona parodia anime, i choć wiem że są zapewne lepsze rzeczy jak Gintama, tak to anime jest świetnym pokazaniem że nie wszystko musi być robione na poważnie oraz że czasami liczy się tylko dobra zabawa i mile spędzony czas. Serial robi sobie jaja z różnych gatunków, konkretnych tytułów, motywów, schematów, a nawet sam w sobie jest parodią adaptacji mang, będąc specjalnie niezbyt wierną adaptacją, zaś pod koniec staje się wręcz autoparodią, nagle znikąd stając się znacznie poważniejszym w tonie i dotykając tematów takich jak odrzucenie, nieodwzajemniona miłość czy syndrom sztokholmski. Ale wisienką na torcie jest ostatni odcinek, w którym twórcy zupełnie odpięli wrotki, specjalnie wstawiając tyle obrazoburczych i niepoprawnych politycznie żartów i gagów (krew, przemoc, seks, pedofilia, ataki sarinem w nawiązaniu do zamachów Aum Shinrikyo z lat 90.) że nigdy nie został wyemitowany w telewizji, a nie zahaczyłem nawet o szereg anegdot i ciekawostek związanych z produkcją. Kończąc zaś kwestią fabuły - ona jak na standardy jest zaskakująco sprawnie zrealizowana, przedstawiając czterowątkową historię (członków organizacji ACROSS, studentów pracujących w urzędzie miasta, uchodźcy z Ameryki Łacińskiej który przeżywa serię nieszczęść i samego reżysera anime który jest w konflikcie z autorem mangi Excel Saga), w której poszczególne warstwy umiejętnie się przeplatają przez co jest to o dziwo sensowna choć kwasowa narracja.

Orb: On the Movements of the Earth - na koniec chyba trochę naciągane. To jest anime które oglądam w chwili gdy to piszę i jeszcze kilka odcinków przede mną do końca, ale już na tym etapie mogę napisać że jest to coś dla mnie wyjątkowego. Nietuzinkowe miejsce akcji w fikcyjnej wersji Królestwa Polskiego, świetne odwzorowanie realiów, panujących doktryn, dogmatów i zachowań tamtejszego społeczeństwa i klas, różnorodne postacie które mają wiarygodne motywacje i własne racje w konflikcie geocentryzm-heliocentryzm, skłaniające do przemyśleń dialogi i postępowania bohaterów, brutalność i okazjonalne potyczki, oraz zwroty akcji z których kilku kompletnie się nie spodziewałem pomimo możliwości połączenia kropek. Orb jest porywającą sagą o poświęceniu, odkrywaniu prawdy wbrew rozsądkowi i głównemu nurtowi, wierze, sceptycyzmie, zuchwałości. Najbardziej podoba mi się morał który z tego wynika, dotyczący tego że postęp naukowy nie polega na tym że pojawia się jedna osoba i nagle coś odkrywa, tylko że nauka i badania to łańcuch zdarzeń i proces który ciągnie się latami jeśli nie wiekami i przekazywany jest w kolejne ręce, po to aby z każdą kolejną poprawką i spojrzeniem w końcu doszło do przełomu. Choć jeszcze nie skończyłem to odważę się stwierdzić że to jest moje ulubione anime z gatunku fikcja historyczna i pomimo przesadnego udramatyzowania i podkoloryzowania wydarzeń względem prawdziwej historii w celu podkręcenia dramaturgii i powagi, jest to perełka która ostatecznie w moich oczach udowadnia że pomimo narzekań na normictwo, współczesnych fanów i utracone estetyki to nawet współcześnie wychodzi szereg bardzo dobrych tytułów.

Honorowe wzmianki (już nie chronologicznie):

Canaan - moje pierwsze anime które dzieje się w konkretnym miejscu w którym byłem (jest scena w Oriental Pearl Tower w Szanghaju, a samo umiejscowienie połowy akcji w tym mieście i dostrzeżenie kilku znajomych krajobrazów jak panorama dzielnicy Pudong wywołuje dość dziwne, a zarazem przyjemne uczucia).

Black Lagoon - masa zapamiętywalnych barwnych postaci, bogata reprezentacja grup przestępczych i ludzi z różnych krańców świata, szaleństwo i odloty, przesadzona w pozytywnym sensie akcja, fabuła głębsza niż się na pierwszy rzut oka wydaje, niebanalna lokalizacja i realistyczna pół-zabawna pół-mroczna pragmatyczno-cyniczna wizja świata. Seria o której dość często myślę i która poprzez relacje między postaciami uzmysłowiła mi jak bardzo potrafię być okropny w stosunku do innych.

Desert Punk - chyba najbliższa rzecz jeżeli szukalibyśmy japońskiego odpowiednika klasycznych Falloutów; czarny humor, brutalny bezlitosny świat, erotyka, nieprzyjazne warunki naturalne, wioski zamieszkiwane przez garstkę pozostałych ludzi, mutacje i retrofuturyzm, walczące ze sobą stronnictwa i tytułowy (anty)bohater który pomoże każdemu, oczywiście za godną opłatą i z własnych cynicznych pobudek. Podobnie jak Noir bardziej mi się wygrawerowało w umyśle niż powinno.

Samurai Champloo - feudalna Japonia nie musi być nudna i wtórna, wystarczy połączyć dość zręcznie typowe dla miejsca akcji klisze z elementami współczesności. Mecz baseballa z reprezentacją Stanów Zjednoczonych które powstaną dopiero za 100 lat? Beatboxujący samuraj? Haj po marihuanie? Czemu nie!

Panty and Stocking with Garterbelt - wizualizacja tego co by było gdyby Bartosz Walaszek i Piotr Połać byli Japończykami oraz mieli zarówno większy budżet jak i chęci do pracy. Dowód na to że japońska animacja może wyglądać skrajnie inaczej, a zarazem że może być dokładnie tym czym straszyła Superniania wymachując mangowym Dragon Ballem.

Death Note - przykład tego że ultra-super-duper-hyper-uber popularne serie których raczej unikam nie są takie złe; teraz rozumiem popularność tego tytułu i rzeczywiście zasługuje na status kultowego, nawet pomimo pewnych dziur czy późniejszego spadku jakości.

Call of the Night - poszerzenie repertuaru o komedie romantyczne, które może potrafią być żenujące lub mieć dziecinne żarty, ale można je urozmaicić poprzez na przykład wstawienie elementów akcji, horroru czy thrillera, dodając do tego jasne zasady, powoli odkrywane tajemnice oraz wątki i mniej lub bardziej wyszukane postacie ze swoim bagażem opinii i doświadczeń, co wprowadza nowe perspektywy i uprzedzenia które mają rację bytu.

Welcome to the N.H.K. - anime odzierające obraz Japonii z wszelkiego romantyzmu i kawaii-sweetaśnej wizji tego kraju, czyniąc swym głównym punktem wszelkiej maści patologie czy problemy społeczne: od hikikomori, przez fale depresji i samobójstw, po naciąganie ludzi na kasę przez sekty finansowe. Bardzo gorzki obraz o niespełnionych marzeniach i próbie wyjścia z przeciętności, ale warty wspomnienia.

Dobra, bo zaraz wymienię wszystkie animce które mi się mniej lub bardziej podobały, a to nie o to tutaj chodzi XD. Na tym więc skończmy na dziś.

Osobistość2piorunów

Nie widziałem nic z tej listy ale na pewno zamierzam 3 pierwsze. Reszta mnie raczej średnio interesuje albo wgl nie wiem co to xd.

Specjalista0piorunów

@Catharsis W sumie część anime to była kwestia przypadku i odkryłem je albo bo oglądałem recenzję na YouTube (Noir) albo ktoś porównywał recenzowany tytuł do innego (Excel Saga) żeby pokazać że można coś zrobić lepiej.

Gruba ryba1piorunów

Noir to część trylogii seriali girls-with-guns.

Pozostałe to:

https://en.wikipedia.org/wiki/Madlax

https://en.wikipedia.org/wiki/El_Cazador_de_la_Bruja

Polecam. Obok Noir, i słynnej modlitwy za umierających, Madlax również na dobrą sprawę muzyczną.

MadlaxMadlax (マドラックス, Madorakkusu) is a 26-episode Japanese anime television series produced in 2004 by the Bee Train animation studio. Kōichi Mashimo directed Madlax and the soundtrack was composed by Yuki Kajiura. The DVD version was released by ADV Films in North America and the United Kingdom and by Madman Entertainment in Australia and New Zealand. The story revolves around the two young women Margaret and Madlax, who seemingly have little in common and do not know of the other's existence at the beginning. Madlax is a legendary mercenary and assassin in the fictional civil war-torn country of Gazth-Sonika, who cannot remember her past or indeed her real name before twelve years ago, when the war started. The other main character is Margaret Burton, the sole heir of a wealthy aristocratic family in the peaceful European...Wikipedia
Specjalista1piorunów

@Dzemik_Skrytozerca Madlax mam właśnie za niedługo w planach jako że mi stuknęła już rocznica Noir, a El Cazador w ramach tradycji za rok. Szczerze to właśnie o Madlax słyszałem skrajnie odmienne opinie co tylko bardziej mnie zachęca żeby osobiście zobaczyć jak mi to podejdzie.

Gruba ryba1piorunów

@Nergui-Nemo

Fabularnie najwyżej oceniam Noir. Madlax jest bardzo nierówne... Cazador de la Brujah wydaje się natomiast bardzo kompletne.

Nie mam pewności, czy mojej oceny nie stępił czas, bo odczucia mam dość mocne.

Poleciałbym natomiast znacznie bardziej szalone Read or Die. To takie dwie serie przygód (różni bohaterowie) Jamesa Bonda, gdyby:

* James Bond był kobietą maniakalnie lubiąca książki

* Czytanie, albo raczej kontakt z i miłość do... druku dawała super moce

* Swiatu zagrazali ludzie, którzy... są skrzywionymi i złowrogimi karykaturami swoich historycznych pierwowzorow

Opening:

https://youtu.be/f8lyyT0dQ9Y?is=gRBbWc2LTprpH27B

[HD]ROD OVA1 OPAuf YouTube findest du die angesagtesten Videos und Tracks. Außerdem kannst du eigene Inhalte hochladen und mit Freunden oder gleich der ganzen Welt teilen.YouTube
Specjalista0piorunów

@Dzemik_Skrytozerca Dziękuję za polecajki.

To jeszcze taka jedna sprawa: mógłbyś proszę wyjaśnić co miałeś na myśli pisząc o "modlitwie za umierających", bo sprawdzałem a propos Noir ale nie mogę tego połączyć z niczym, a bardzo mnie teraz prześladuje myśl o tym.

Pokaż więcej komentarzy (14)

Specjalista

w Gry

18piorunów

123 + 1 = 124

Tytuł: Cry of Fear
Developer: Team Psykskallar
Wydawca: Team Psykskallar
Rok wydania: 2012
Gatunek: FPS / horror
Użyta platforma: PC
Ocena: 9/10

Uwielbiam Cry of Fear! Mod do Half-Life'a po roku wydany jako osobny tytuł, CoF to mroczny i horrorowy brat bliźniak gry Valve. Historia Simona który przechodzi przez osobiste piekło, a wybory przez niego podjęte rzutują na jego losie jest pięknym elementem całości na którą składa się także zwiedzanie koszmarnej wersji Sztokholmu i walka ze szkaradami jakie stają na naszej drodze.

Wszystko tutaj zagrało: przerywniki filmowe, udźwiękowienie, w miarę zróżnicowane bronie i akcesoria, ograniczony ekwipunek, tajemnicza fabuła, abstrakcyjne etapy prosto z koszmaru, elementy grozy, różnorodne potwory i kryjący się za nimi symbolizm, szereg lokacji (parki, ulice, budynki, kanały, las), ciekawe i angażujące zagadki, sekrety i easter eggi oraz dodatkowe kampanie do ogrania.

Z wad muszę wymienić częściowo irytującą walkę na bliski dystans, sekcje platformowe które z paskiem staminy stają się niepotrzebnie wkurzające oraz parę trudniejszych momentów (mam na myśli głównie etapy w których goni nas facet z piłą łańcuchową i trudno jest w czasie pościgu dotrzeć do bezpiecznego miejsca).

Do dziś jest to godna polecenia gra i rozumiem dlaczego jest to jeden z klasyków jeżeli chodzi o mody do Half Life'a. Obecnie ogrywam podstawkę i po jej przejściu planuję zagrać we wcześniejszą produkcję Szwedów znaną jako Afraid of Monsters, do której nawiązania można znaleźć tutaj.

Specjalista

w Podróże

96piorunów

Nigdy w życiu nie przypuszczałem że wyląduję w Chinach...

Wraz z rodziną byłem na około tygodniowej objazdówce po ChRL, odwiedzając Pekin, Wuzhen, Hangzhou i Szanghaj. Z 30-osobową grupą zwiedzaliśmy główne atrakcje - świątynie buddyjskie, Zakazane Miasto, plac Tiananmen, Wielki Mur, Oriental Pearl Tower i inne zabytki.

Jedzenie było pyszne, była nawet kaczka po pekińsku. Oczywiście dużo kontroli turystów przed wejściami (Tiananmen to paranoja). Jeżeli chodzi zaś o turystów to rzadko było widać ludzi z zagranicy, za to sami Chińczycy są sympatyczni i z zaciekawieniem patrzą na Europejczyków, pytają czy mogą zrobić sobie zdjęcie z nami, w ekstremalnym przypadku ktoś z naszej grupy jako prezent dostał lody! Z drugiej strony w większości słabo u nich z językiem angielskim (choć zdarzali się co poniektórzy którzy potrafili coś powiedzieć po polsku), a na targach czy marketach gorączkowo zachęcają do kupna i lubią się targować. Kupiliśmy sobie trochę rzeczy, od herbaty przez pluszowe pandy po aparat cyfrowy.

Co do pogody to było kilka deszczowych dni, ale nie mieliśmy na co narzekać bo po naszym odlocie z Szanghaju sytuacja się totalnie pogorszyła, chyba nie muszę pisać jak bardzo. Były też dni kiedy grzało słońce, a na Wielkim Murze nawet była mgła przez którą weszliśmy o wiele wyżej niż w normalnych warunkach.

Konkludując, jest to póki co moja ulubiona zagraniczna wycieczka. Robi wrażenie wielkość lotnisk czy ekranów, podróż bullet trainem, a także dawne budowle. Cieszę się że mogłem zobaczyć skrajnie odmienną część świata i poznać nową kulturę i historie. Z Azji na pewno zostanie jeszcze Japonia bo mój ojciec jest fanatykiem marynarki wojennej i serialu Shogun.

Autorytet0piorunów

Widziałeś strażników z gaśnicami? Klient mi opowiadał że stali na jakimś placu i czekali na takich co chcieli dokonać samospalenia.

Specjalista1piorunów

@L4RU55O Z gaśnicami nie widziałem. Przed Bramą Niebiańskiego Spokoju byli z parasolami.

Słyszałem że na Tiananmen wystarczy że zadeklarujesz swoje poglądy sportowe (poprzez np. jakiś szalik z klubem piłkarskim) i już ładnie ubrani panowie każą ci to chować lub zarekwirują.

Pokaż więcej komentarzy (17)

Specjalista

w Gry

17piorunów

 114 + 1 = 115
Alpha Polaris
Producent: Turmoil Games
Wydawca: Just a Game
Rok wydania: 2011
Gatunek: Point-and-click
Użyta platforma: PC
Ocena: 6/10

Grałem w to i miałem napisać o tym rok temu ale trudno.

Bardzo dobrze zapisało mi się wspomnienie jak mój ojciec grał swego czasu w jedno z dem z CD-Action które przedstawiało przygodówkę dziejącą się na kole podbiegunowym i samo miejsce akcji mnie mocno zaintrygowało, jak i pobudziło wyobraźnię co do pełnej wersji. Po latach gdy udało mi się znaleźć co to za tytuł, zaskoczyło mnie to że gra jest dostępna za darmo na Steamie. Drugim zaskoczeniem był fakt że w zamierzeniach jest to horror.

Alpha Polaris to jedyny twór fińskiego Turmoil Games. Jest to autentycznie arktyczna gra: nie dość że akcja ma miejsce w polarnych krajobrazach, to na dodatek sami twórcy pochodzą z północy kraju Nokii i św. Mikołaja, co czuć w panującej atmosferze, ambiencie czy samym menu głównym.

Historię śledzimy z perspektywy młodego norweskiego biologa Rune'a znajdującego się na tytułowej stacji badawczej w Grenlandii wraz z kilkoma stałymi członkami załogi. Z czasem przyjemna atmosfera którą kojarzę z dema zaczyna znikać gdy stopniowo mają miejsce niepokojące zjawiska o charakterze paranormalnym, zaś momenty grozy są przerywane próbami wyjaśnienia fenomenu oraz wątkiem romantycznym z Innuitką o imieniu Nova.

Gra jest dość... przeciętna. Wygląd postaci jak i przerywniki filmowe są pokraczne, co nieintencjonalnie dodaje atmosfery horroru. Sama gra nie jest jakaś straszna ale ma kilka momentów które są niepokojące, główną robotę w tym aspekcie robi soundtrack, cutscenki oraz klimat. Fabularnie jest w porządku choć końcówka trochę rozczarowuje zmianą tempa i twistem na końcu. Ale najbardziej narzekać mogę na poziom niektórych zagadek, jak to w tym gatunku bywa. Obok łatwizny takiej jak zajęcie się niedźwiedziem czy zmuszające do większego ruszenia głową oraz kreatywności zadanie w zgadywanie znaków, mamy perfidię pod postacią prawidłowego spiłowania klucza do drzwi z abstrakcyjną podpowiedzią. Na szczęście można się wspomóc Internetem.

Ale paradoksalnie, pomimo oceny na górze oraz powyższej opinii, muszę szczerze przyznać że gra mi się nawet spodobała! Z plusów chciałbym zaznaczyć przede wszystkim piękny klimat gry, świetnie oddający uczucie samotności i izolacji na grenlandzkim lodowym pustkowiu oraz atmosferę zaszczucia, niepokoju i napięcia w nocy, czemu dobrze wtóruje wspomniana już kilka razy przeze mnie muzyka. Inspiracja filmem "Coś" Carpentera jest tutaj oczywista. Podoba mi się kontrast między spokojnym i leniwym dniem a koszmarną i tworzącą poczucie zagrożenia nocą. Postacie są jednowymiarowe ale nie miałem z tym problem, a nawet je polubiłem (bądź znienawidziłem). Na uwagę zasługują szczególnie pojawiające się i odgrywające istotną rolę w fabule wierzenia innuickie, które choć pojawiają się od czasu do czasu nawet w grach wideo, to wciąż są egzotyczne i odświeżające. Część zagadek jest bardzo intuicyjna i przyjemna, z uśpieniem miśka polarnego na czele. Wisienką na torcie jest obecność polskich napisów. To że jest za darmo już wspomniałem na początku.

Alpha Polaris to gra mało znana, trochę leciwa i amatorska, w końcu zrobiona przez małe studio z północy. Dodatkowo jest krótka i da się ją przejść przy dobrym zarządzaniu czasem i sprawnym rozwiązywaniu zagadek w jeden wieczór. Pomimo swej przeciętności zdołała przykuć moją uwagę ciekawym miejscem akcji oraz onirycznym polarnym klimatem. Ogólnie mogę powiedzieć że było to mimo wszystko pozytywne doświadczenie i podobało mi się obcowanie z tym tytułem. Jest jedną z nielicznych gier w których próbowałem zdobyć jak najwięcej osiągnięć, z czego część taka jak próba strzelenia do kompana z nienaładowanej broni czy nieudolne gotowanie na randce dodają lekkie elementy komedii. Obok "Alone in the Dark" z 2008 jest to moje personalne guilty pleasure.

PS. Załączam jedyny screen jaki zrobiłem. Coś się zbugowało i Nova tak się przeraziła że ją wybieliło. Może ją zmroziło od tego zimna i chłodu.


Specjalista

w Anime

4piorunów

Jestem jedną z osób które rozpoczęły przygodę z tworem pt. "Rusznikarskie Koty" od tego mema (wysłanego przez kogoś na Discordzie w 2022 roku).

https://www.youtube.com/watch?v=dRV4iBL_AMM

Specjalista

w Gry

16piorunów

Jakiś czas temu znalazłem taką jedną grę akcji w stylu Ghost in the Shell z 2001 od twórców Halo pt. Oni. Postanowiłem ją sprawdzić po tym jak YouTube mi polecił film który pokazuje rozbudowany system walki wręcz który wciąż robi wrażenie. Póki co troszkę pograłem w pierwszy poziom treningowy ale już na tym etapie mi się podoba.

Specjalista2piorunów

W sumie zapomniałem wspomnieć że to abandonware i można łatwo ściągnąć z internetu podstawkę + anniversary edition z poprawkami oraz modami.

Pokaż więcej komentarzy (4)