SpiderGruba ryba
43piorunówDoradcie coś bo mi juz ręce opadają. Mlody lvl 4 lata poprzedni rok w przedszkolu praktycznie większość przechorował. Główne objawy to gorączka albo stan podgoraczkowy i katar z lekkim kaszlem. W przychodni lekarka już zyskała przydomek "antybiotyk" bo tylko to zalecała z syropami na kaszel = 2tyg. Przerwy w przedszkolu. Niby ten pierwszy rok tak mogło być odpornosc zbiotowa itp. Co by uzyskał. No, ale nie wrzesien sie ledwo rozpocząl 2 dni co pochodził i te same objawy :/. W wakacje nie chodzil do przedszkola i byl zdrów jak ryba.
#rodzicielstwo #przedszkole
@Spider Hej! Podzielę się też moimi doświadczeniami. Wszystko co wypisuję to doświadczenie i rozmowy z pediatrami - może jakaś mądra głowa coś poprawi.
Może podzielę na akapity:
1. Antybiotyki działają tylko przy infekcjach bakteryjnych i nie działają na infekcje wirusowe - działają tylko "osłonowo". Stosowanie antybiotyków przy infekcjach wirusowych bardziej szkodzi dzieciakowi niż pomaga ale raz zaczęta terapia antybiotykowa KONIECZNIE musi być doprowadzona do końca. Nie można przerwać terapii kiedy stan zdrowia się poprawi - jak są dwa tygodnie rozpisane to faszerujesz bobasa przez BITE dwa tygodnie.
2. Infekcje wirusowa i bakteryjna można rozróżnić na wiele sposobów i dla lekarza pediatry to nie powinien być żaden problem aby stwierdzić z czym ma do czynienia. "Bakteryjne" i "wirusowe" gardło wygląda zupełnie inaczej. Ponadto można w aptece kupić test (u mnie w przychodni w pewnym czasie był robione każdemu dziecku) na infekcję bakteryjną lub badanie moczu przy zakażeniach dróg moczowych (mam dwie córki więc czasami sprawdzamy - kto ma córy ten wie).
3. Dobry lekarz to podstawa i nawet prywatny potrafi być "oszczędnością". Mnie wysyłali niejednokrotnie od lekarza po antybiotyki, których dziecko nie powinno dostawać przy chorobie którą przechodziło. Raz leciałem 40 km w jedną stronę po antybiotyk, jak się później okazało u prywatnego lekarza (bardzo dobre opinie na necie + super podejście do dzieci) lek był oczywiście niepotrzebny (tutaj policzyłem cenę leku, policzyłem koszty kursu + koszt mojej roboczogodziny i wyszło, że gdybym poszedł od razu prywatnie, to bym K⁎⁎WA ZAOSZCZĘDZIŁ - WTF). Nigdy nie wróciłem do tego kretyna z przychodni. Takie sytuacje były częste. Chciałem oszczędzić, poszliśmy do przychodni -> infekcja -> antybiotyk w kroplach proszę lać do nosa -> dwa dni zero poprawy -> k⁎⁎wa, idziemy prywatnie -> Panie, toż tych kropelek się do nosa nie daje, one są na zapalenie oka i ucha, a do nosa nie ma sensu ich lać, poza tym to wirusowe i antybiotyk w kroplach nie pomoże -> sól fizjologiczna i jakiś nebbud albo inny atrovent i po dwóch dniach ogromna poprawa -> kotara opada.
4. Prywatny lekarz to nie zawsze oszczędność - ja miałem epizody, gdzie lekarz prywaciarz chciał badania jakieś "droższe" to leciałem do przychodni bez dzieciaka, kazałem pisać skierowanie (oczywiście pięknie się uśmiechając do lekarza) i dopiero wtedy badanie (2-3 dni zwłoki, co było do bani). To samo z lekami, prywatny lekarz nie mógł wypisać recepty na darmowe leki lub obniżenie ceny leków - witamy w K⁎⁎WA NFZ.
5. Finalnie do mojego miasta przyjechały dwie lekarki z zagranicy. Białorusinka i Ukrainka. BINGO K⁎⁎WA. One leczą te dzieciaki 10000x lepiej niż te stare p⁎⁎dy i chuje z polskiej służby zdrowia (ha, tfu!). Badania bez problemu, żadnego pchania antybiotyków, a nawet przy małym katarze są sposoby typu: "na razie osłuchowo totalnie nic się nie dzieje, gardło delikatnie jest tylko zaczerwienione, z nosa trochę leci ale nie ma tragedii więc może spróbujmy wspomóc delikatnie układ odpornościowy "czymśtam" i za dwa dni do kontroli. Na dodatek te dwie lekarki są K⁎⁎WA LUDŹMI - nie to co te k⁎⁎wy i chuje z polskiej służby zdrowia - i jak masz dzieciaka z gorączką i w bardzo złym stanie, to siedzą po godzinach i przyjmują te biedne dzieciaki. Ja sam nie wiem czy bym dał radę na aż taki altruizm - na początku dostałem PRYWATNY NUMER TELEFONU od jednej bo moja półroczna córka dostała infekcji w piątek i lekarka się przejęła, bo "idzie weekend, a w tym spierdolonym kraju nikt wam nie pomoże". Oczywiście teraz są rozchwytywane i całe miasto chce się u nich leczyć.
6. Wracając na ziemię: moja starsza córka jak skończyła roczek to poszła do żłobka i zaczęła chorować, trwało to pół roku i się ustabilizowało. Później przedszkole i pojawił się drugi bobas. Znowu było pół roku chorób, tylko z tym wyjątkiem, że młodsza też wszystko łapała. Pół roku chorób, finalnie znalezienie dobrego lekarza i jak ręką odjął. Wszyscy teraz mamy odporność na przyzwoitym poziomie i ponad rok nikt nie miał żadnego antybiotyku (poza żoną, bo co roku ma anginę xD). Najgorsze jest to, że chorowały nie tyle dzieci, co cała rodzina, a w tym ja z żoną. Więc moje dzieciaki dały się też we znaki naszym pracodawcom xD.
W pewnym momencie się zagotowałem, bo jak tylko sobie pomyślę o tym KU⁎⁎⁎CH I CHUJACH Z POLSKIEJ SŁUŻBY ZDROWIA w moim mieście to się odpalam i (ha tfu!) nie potrafię spokojnie mówić o swoich przeżyciach z tymi (ha tfu!) bęcwałami.
Powodzenia, szukaj dobrego lekarza, a resztę trzeba przeczekać i przeżyć. Kiedyś sytuacja się unormuje.
@Spider
Może książka Pana Tabletki pomoże? Ma taką pozycję o budowaniu odporności.


