Podróżowałbym, myślę, że w taki bardziej przygodowy sposób, czyli jeździłbym terenówką z namiotem dachowym. Kupiłbym też sobie jachcik i popływał po świecie, a także łódź płaskodenną, żeby zaliczyć śródlądowe rzeczne wyprawy.
Poza tym poszedłbym w offroad i rajdy samochodowe. Zobaczyłbym co mnie bardziej jara i w co chciałbym zainwestować więcej czasu.
Przy tym wszystkim nie odpuściłbym praktyki duchowej, ćwiczeń fizycznych i biegania. Biegałbym papatony po świecie.
A na koniec jakbym już sobie podoświadczał i zmęczył tym wszystkim, kupiłbym sobie jakieś siedzlisko otoczone z każdej strony lasem, po którym bym truchtał i spacerował. Często bym grillował i siedział w fotelu pod domem, albo leżał na hamaku wsłuchując się w szum drzew i patrząc w chmury.