Wpis użytkownika mannoroth w Hydepark
mannorothLider
25piorunówNa podstawie zebranych doświadczeń, moich i cudzych, w ostatnich miesiącach, chciałbym się podzielić kilkoma doświadczeniami "mieszkaniowymi" i jednocześnie zapytać Was o opinię. Historii jest kilka i postaram się je rozłożyć na kilka dni. Mają różny stopień ładunku emocjonalnego, który postaram się stopniować. Dzisiaj wrzucę temat, który był chyba taką kroplą, która przepełniła czarę a wydarzył się w miniony weekend i mnie uruchomił. Ale zacznę od postawienia pytań:
Jak jest z dostępem do Waszych domów/mieszkań? W jaki sposób organizujecie odwiedzanie Was przez rodzinę lub znajomych?
Do minionego weekendu szykowaliśmy się od kilku ładnych tygodni. Zaprosili nas przyjaciele, bliscy nam ludzie, z którymi niestety widujemy się rzadko - mają nawał pracy i innych obowiązków. Kilka tygodni temu zaprosili nas na cały weekend u siebie pod miastem - sielaneczka, piękna chałupa, ogród, grill, pożegnanie lata no i jeszcze inna okazja, ale mniejsza o to. Mieliśmy taki luksus, że koleżanka zabrała nas z domu i w niedzielę miała odwieźć. Luksus. Sobota, pora obiadu, ja z kumplem delikatnie napoczynamy szkocką i wspominamy, koleżanka szykuje obiad, moja różowa jej pomaga. Dostaję telefon. Wujek:
-No cześć, będziemy u Was za jakieś pół godziny.
No tak k...a. Jak zawsze. Po co zaproszenie, po co uprzedzać. Koleś, który ma do mnie niemal 2 godziny jazdy informuje mnie łaskawie, że będzie za pół godziny w moim domu. Tyle razy prosiłem, i nie tylko jego, pół żartem pół serio - uprzedzaj, zapowiadaj się. To samo miałem z rodzicami, którzy kiedyś potrafili mi zadzwonić domofonem do mieszkania, że byli na spacerku i wpadają na kawę - np. w sobotę rano, jak leżę nieprzytomny, a mieszkanie na przyjmowanie gości średnio się nadaje. Bo moi rodzice są nauczeni, że się do nich wchodzi jak do siebie, tak samo jak do moich dziadków na wsi - tam nikt drzwi nie zamykał, sąsiad, listonosz - wchodzili jak chcieli. A dla mnie to nie jest normalne. Mi się w głowie nie mieści, że można kogoś informować, że zaraz się u niego będzie mając w poważaniu jego czas, prywatność i plany. Teściowie? To samo. Wpadli kiedyś do nas w niedzielę na obiad i byli zdziwieni, że nie bardzo mamy ich czym przyjąć - musiałem zasuwać po pizzę xD
Jakoś na przestrzeni lat udało się wypracować, że jednak rodzice do nas dzwonią, zanim do nas wpadną. Nie wiem, co Wy na to, ale według mnie, niezależnie od stopnia pokrewieństwa, tak powinno być. Ale wujo wie swoje...
Jw, będziemy u Was za jakieś pół godziny. Kręcę głową z niedowierzaniem i krótko i na temat odpowiadam:
-Nie ma nas.
-O! Słyszę wielkie zdziwienie w głosie, bo kto to widzioł, żeby w sobotę po południu nie być w domu. A gdzie jesteście?
-U znajomych pod miastem, wyjechaliśmy na weekend.
-A.... Bo wiesz, na kawę chcieliśmy wpaść, i cośtam mi w komputerze trzeba zrobić.
-Mhm, no lipa... Darowałem sobie komentarz, że jakby zadzwonił przed wyjazdem, to by sobie oszczędzili jazdy, ale wujo wie lepiej.
-To gdzieś za ile możecie być?
KURAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA! No pie*ony, wiem, że żyje w innych normach społecznych i za słuszne uznaje tylko te, które wyznaje sam, ale to było przegięcie pały. Mamy wszystko rzucać, olać, że kumpela się szykuje z obiadem, tylko wracać do domu. Nope.
-Nie możemy być, bo po pierwsze nawet nie mamy samochodu, a po drugie zaraz siadamy do obiadu.
Koleżanka się przejęła, że przecież może nas zawieźć jak coś pilnego, ale zacząłem spieprzać ze słuchawką i machać ręką, byle tylko wujo tego nie usłyszał xD
-A to ja mogę po Was podjechać.
-No nie, wujek, nie. Wracamy jutro wieczorem.
-AHA!
Pretensja w głosie słyszalna, ale mam to gdzieś. Pozwoliłem sobie na delikatnego prztyczka:
-Także następnym razem tylko zadzwoń wcześniej żebyśmy w domu byli, hehe #pdk
Różowa się przejęła, że może to coś pilnego, ale nie. Rozmowa się skończyła, niesmak pozostał, ale go spłukałem 😉
Ja wiem, że kiedyś było inaczej, ale ja nie żyję kiedyś tylko teraz i mnie nie obchodzi jak mi mama opowiada że kiedyś sąsiad do sąsiada to bez pukania wchodził a teraz mi opowiada jak to do niej koleżanki wpadają bez zapowiedzi, ale co mnie to? Nie znam ludzi z mojego pokolenia, u których by to w taki sposób funkcjonowało. A jak Wy uważacie?
W jaki sposób przyjmuję gości?
- Tylko na wyraźne zaproszenie z mojej strony28% (32 głosy)
- Niech przychodzi kto chce, byle się zapowiedział odpowiednio wcześniej55% (64 głosy)
- Czym chata bogata, niech wpada każdy o każdej porze3% (3 głosy)
- Rodzina niech wpada kiedy i jak chce, znajomi niech się zapowiadają6% (7 głosów)
- Żadnych gości never :)9% (10 głosów)
116 głosów
Komentarze (38)
pojadę klasykiem "fajnie tam macie" xD Ale no rodzice o ile bym mógł zrozumieć że mogę od tak wbić ale i tak bez zapowiedzi było by słabo ale ktokolwiek inny? No bądźmy poważni
@mannoroth Przeważnie tylko na wyraźne zaproszenie, choć są od tego wyjątki. Zależy kto chce wpaść, po co i co akurat robię. Zadzwonienie chwilę wcześniej też jest ok o ile nie jest to osoba, która się narzuca i przyjmuje odmowę bez zbędnego tłumaczenia powodów. Dzwonienie domofonem w stylu "akurat przechodziliśmy" się nie zdarzyło, ale xD^2 - w 99% przypadków odprawiłbym z kwitkiem.
@mannoroth jestem raczej spokojnym człowiekiem, ale jedną z rzeczy bardzo irytujących mnie są właśnie niezapowiedziane wizyty. Nie lubię, gdy ktoś burzy mi porządek dnia takimi akcjami. Wypierdalać.
Nienawidzę spontanicznych wizyt. Zapraszam ja i to z dużym wyprzedzeniem, a jak ktoś chce się wprosić to też najlepiej żeby zrobił to tydzień wcześniej, najpóźniej dzień przed. Ja się muszę psychicznie nastroić na taką ewentualność xd mam tylko wyjątek z przyjaciółką, że informuje mnie 15 min przed, ale ona ma klucze i jakoś bardzo mi to nie przeszkadza ¯\\( ͡° ͜ʖ ͡°)/¯
@mannoroth jakiś czas temu wrzucałem podobny wątek, jakbyś chciał się zapoznać https://www.hejto.pl/wpis/czesc-chcialem-zapytac-was-o-opinie-bo-moze-z-boku-wyglada-to-inaczej-a-my-z-dzi
Cześć. Chciałem zapytać Was o opinię, bo może z boku wygląda to inaczej, a my z dziewczyną złapaliśmy - madhouzeCześć. Chciałem zapytać Was o opinię, bo może z boku wygląda to inaczej, a my z dziewczyną złapaliśmy niepotrzebne poczucie winy i sami już nie wiemy, jak do tego podejść. \ Jesteśmy raczej domatorami. Po pracy cenimy sobie nasz wolny czas, ciszę i spokój. Prawie w ogóle nieHejtoZ rodziną wspólnie ustalamy kiedy do siebie przyjeżdżamy, wydaje mi się to normalne i naturalne. Znajomi tak samo. Natomiast z żoną mamy taką zasadę, że nikogo z pracy nie zapraszamy. Praca a życie prywatne to jakby osobny temat.
@mannoroth moj dom rodzinny to typowy "otwarty dom". Rodzina, sąsiedzi - każdy może przyjść, zawsze jaką kawka/herbatka i coś do jedzenia się znajdzie. I chyba mi ten "przeciąg" w dzieciństwie trochę przeszkadzał bo wprawdzie nie mam nic przeciwko żeby ktoś do mnie wpadł, zawsze ugoszczę, ale trzeba się zapowiadać. Z resztą, każdy kto mnie zna ten wie, że jeśli nikogo się nie spodziewam to nawet d⁎⁎y nie podniosę do dzwoniącego domofonu xD
@mannoroth zacznij od wyleczenia sie z bycia frajerem co po rodzinie komputery i telefony dziadom ogarnia... skończą się wycieczki i dziwne podteksty ze ktoś wpada z plackiem czy rogalikami o które nie prosiłeś 😉
Xd miałem podobna sytuację tez z wujem xd jezdzil często obwodnica Wrocławia i zawsze bylo tak jak opisujesz
"Halo> wstaw wode na kawe bo ja juz zjeżdżam będę 20 minut tam u was "
Raz był, drugi raz tez akurat byliśmy na chacie, jak kiedyś nas nie było to tez byla wielka obraza i sie skończyły odwiedziny xd
Bo jak to tak mogliśmy nie byc akurat w domu xd
Podobna bardziej poyebana sytuację mieliśmy z kuzynem, ja tam sie z nim dobrze trzymałem, jego laska to tak trochę mniej chyba byla w kontakty z nami, ale, ze chcieli zwiedzić miasto to tez wiadomość: wpadniemy do was tego i tego ok?
Yyy no akurat wtedy jedziemy na wakacje
Ale w listopadzie?!
Y no tak, ale może tydzień po lub przed sie złapiemy,
No nie wtedy nam nie pasuje, szkoda
Później kontakt sie zaczął urywać aż praktycznie do 0
Ja nie wiem co ci ludzie mają w głowach xd
Normalnie jak się umawiamy to wcześniej wszystko dogadane. Jak jestem w domu i nie mam planów to jak mama czasem wstąpi na kawę to nie mam problemów. Zresztą nawet jakby mnie nie było, a wzięła klucze to sobie może wejść.
Owszem nie przepadam za niezapowiedzianymi wizytami, bo mam małe mieszkanie więc czasem syf się wylewa za mocno albo akurat nie sprzątałem w weekend, bo mnie nie było. Ale ogólnie wyjebka, jest jak jest. Jak komuś będą przeszkadzały bokserki na kanapie w salonie czy pół pokoju zwalone gratami, bo akurat coś musiałem wygrzebać z sypialni to nie mój problem.
Z kumplami mam trochę lepiej, bo od lat wbijałem, że mają się czuć jak u siebie i czasem jest przypał jak jest ktoś pierwszy raz u mnie, a tam wbija ziomek jeden czy drugi i zamiast się rozebrać od razu to wbija mi do sypialni jak do siebie i tam gdzieś wrzuca kurtkę. To samo przy lodówce, otwiera jak swoją i wyżera albo otwiera browara XD
@mannoroth teście się przeprowadzili kilometr od nas. Od razu wiedziałem, że będą cyrki z przychodzeniem, więc od roku twardo się uczą, że trzeba się zapowiadac, dać znać, a jeszcze zrozumieć że ktoś może mieć inne plany niż oni. Ciężka to dla nich nauka, oporni na przyswajanie doświadczeń, ale to już nie mój problem.
U mnie zawsze byl i jest dom otwarty dla gosci, ale wszyscy zdaja sobie sprawe, ze oboje pracujemy, mamy dodatkowe rzeczy na glowie, wiec absolutnie nikt nie wpada bez uprzedzenia. Mimo, ze zawsze mamy w domu warunki na przyjecie gosci, to mysl ze ktos wpada bez zapowiedzi budzi we mnie dziwny cringe.
Jak ktoś chce wpaść to niech zaproponuje termin, ale w praktyce to muszę ich zapraszać xD
Słyszałem że bywa w rodzinach tak, że wchodzą "tak o" bez zapowiedzi, ale to w takich przypadkach rodzina musi pocałować kilka razy klamkę żeby zacząć dzwonić wcześniej.
Generalnie te sprawy zależą od twojego stylu życia. Jeśli całe dnie siedzisz w domu i twoim jedynym hobby jest sprzątanie chaty to wtedy opcja że goście wpadają spontanicznie jest spoko xd
@ZohanTSW mam na dobrą sprawę trochę podobną obserwację. To jest praktykowane przez osoby bez zainteresowań dla których czas wolny to albo wieczne ogarnianie domu, albo siedzenie przez telewizorem i oglądanie Familiady na przemian z serialami.
Ty jesteś normalny a oni są zjebani.
Nie daj sobie wejść na głowę i rób tak żeby mieli jak najwięcej kłopotów w związku ze swoimi niezapowiedzianymi wizytami. Goście powinni nie tyle się zapowiedzieć to zapytać czy mogą złożyć wizytę i ty decydujesz czy masz ochotę przyjąć gości.
Mieszkanie to jest twoja bezpieczna przestrzeń i ty musisz ją kontrolować
@mannoroth jak ktoś nie szanuje Ciebie i Twoich zasad to ma problem. Serio, to nie jest normalne, takie nachodzenie.
@WatluszPierwszy Bywało, zwłaszcza od rodziców, że kiedyś to... albo "a w innych rodzinach to". No to pytałem grzecznie, pokaż mi tą rodzinę z dowodu anegdotycznego. I nie interesi mnie, że do pani zosi czy basi możesz podejść i wejść jak do siebie na kawę, bo to mój dom a nie ich.
@mannoroth ciesz się, że ci ktoś nie wyjechał z argumentem, że "kiedyś to było. Ludzie mieli kontakt ze sobą, a tera to panie a idź pan".
@Lubiepatrzec Może zjebani to trochę pejoratywne określenie, ale na swój sposób tak. Irytuje mnie to, że prosiłem wiele razy różne osoby i zdarzało mi się usłyszeć wręcz oburzenie, że się trzeba "zapowiadać", tak jakbym ja się uważał za jaśnie pana chcęc szanować swój czas i prywatność a jednocześnie jakby mi ktoś łaskę robił że mnie z nienacka nawiedzi.
@tomek-kowalski to akurat jest chyba jakaś sprawa regionalna. Ja to słyszę w Warszawie, gdzie mieszkam od 20 lat a np. w moim miejscu pochodzenia, na Opolszczyźnie mówiło się na pan i pani ewentualnie ciocia i wujek, to było do jakichś bardzo, bardzo bliskich znajomych, którzy byli niemal jak rodzina.
@WatluszPierwszy jeszcze lepsze w tamtych czasach było mówienie przez dzieci do obcych ludzi "wujku czy ciociu"
@tomek-kowalski bardzo słusznie. Ja nie rozumiem ludzi którzy tak robili i kompletnie sobie nie wyobrażam, bym tak do kogoś wpadł i mu się wepchał w jego plany, czas wolny czy obowiązki. Dla mnie to jest wręcz chamstwo.
@WatluszPierwszy gdy za dziecka zamieszkaliśmy z rodzicami w nowym mieszkaniu w Warszawie (rok 1981) to właśnie towarzystwo co mieszkało wcześniej na wsi uskuteczniało takie wpadanie bez zapowiedzi czy na kawkę moi rodzice tego nie tolerowali i sami tez tak nie robili.
@tomek-kowalski a to przepraszam. Właśnie nie wiem czy na wsi, bo kiedyś o tym rozmawiałem ze znajomymi, którzy są od pokoleń mieszczuchami i mają identyczne wspomnienia z dzieciństwa. Jeszcze u nich dochodzi to, że np. sąsiad z dołu wpadał z żoną na kawę bez zapowiedzi. Przecież miał blisko, wystarczyło po schodach wejść.
swoją drogą to jest trochę choroba starych ludzi z tymi niezapowiedzianymi wizytami.
no ja mam 57+ i jakoś tak nie robie a takie wpadanie bez zapowiedzi to często nawyk po mieszkaniu na wsi.
@Lubiepatrzec dlatego mówię, że to choroba starych ludzi 😉 Teraz już raczej nikt młodszy niż 50+ tak nie robi.
@WatluszPierwszy znam takich co zupełnym przypadkiem wpadali w porze obiadu żeby się nawpierdalać za darmo ale to było kilkadziesiąt lat temu i te czasy dawno minęły i aktualnie takie zachowanie jest nieakceptowalne.
@Lubiepatrzec swoją drogą to jest trochę choroba starych ludzi z tymi niezapowiedzianymi wizytami. Pamiętam jak w cudownych początkach lat 90. gdy jeszcze w moim rodzinnym domu nie było telefonu, to bywało tak - sobota pora przedobiednia, nagle dzwonek do drzwi. Ojciec wyłącza odkurzacz, mama odkłada garnki. Otwierają drzwi i "oooo cześć Edziu, czeeeść"... okazało się, że wujek wpadł ot tak. Zabrał do kompletu ciotkę i jeszcze kogoś tam z rodziny "a bo tak pomyśleliśmy, że się dawno nie widzieliśmy". To się zdarzało o czasu do czasu.
Jak się zapowiedzą, to spoko. Pół godziny to trochę mało, ale jakbym był w domu i nie miał planów, to na kawę mogą ludzie zajrzeć. Ale jak mnie nie ma, albo chcę cokolwiek innego porobić, to odmawiam.
W temacie, historia rodziców sprzed dekady. Do brata wpadli z prezentem po przeprowadzce JAK GO NIE BYŁO W DOMU, bo dostali klucze "w razie W", więc uznali że mają otwarte zaproszenie. Weszli, kawkę sami sobie zrobili i czekali. Nawet nie dali znać że są.
No nie.
Brat ich zjebał, mama obrażona klucze oddała, szukała potem poparcia u mnie, i styki się przepaliły że go nie dostała. Parę dni potrzebowała żeby przetrawić, ale ogarnęła i już zawsze dzwonią.
Jestem introwertykiem, szybko się przebodźcowuję ludźmi. Wszelkie niezapowiedziane wizyty, to koszmar. Tak, trzeba się wcześniej zapowiedzieć i najlepiej nie z dnia na dzień, tylko kilka dni przed. Szczerze to sto razy wolę niezapowiedziane wizyty znajomych niż rodziny.
Opcja "wpadniemy za pół godziny" w ogóle nie wchodzi w grę. Ja mam na łbie pracę, żonę, dzieci. Mam swoje plany, zainteresowania na które chcę poświęcić czas a już przede wszystkim cenię sobie święty spokój. Nawet jeśli kogoś bardzo lubię, to wolę by mi wcześniej powiedział kiedy ma się ochotę ze mną zobaczyć.
@mannoroth Zapowiedź minimalnie dzień wcześniej. Jeśli ktoś dzwoni, że za 15 minut będzie, to "nie ma mnie w domu, jestem w górach, wracam w nocy". Ale już dawno nikt tych reguł nie testował bo 1) wszyscy się nauczyli 10 lat temu 2) wyprowadziłem się na zadupie. ¯\\(ツ)/¯
@mannoroth to zależy czy przynosi Twaróg ze sobą.
@AdelbertVonBimberstein Ale w torbie, czy w sercu?
@AdelbertVonBimberstein Taka odpowiedź w ankiecie nie miałaby sensu, przecież to oczywiste, że ludzi z twarogiem się wpuszcza.
Jak ktoś się wcześniej nie zapowie (dzień albo dwa przed czasem) to ma to w d⁎⁎ie i nie czekam na niego jak mam gdzieś wyjść i nie robię sobie wyrzutów że przyjechał i pocałował klamkę .
