Hejto.pl
Dodaj post

Wpisz coś do wyszukania (minimum 2 znaki)

Wpis użytkownika tosiu w Depresja

Autorytet

w Depresja

19piorunów

Panie i Panowie ze - nie chcę deprymować Was, ale jeżeli jednocześnie się odchudzacie i jecie słodycze, pizzę czy kebaby - to nic z tego nie będzie.

Brzmi jak trywialna prawda. Ale zastanówcie się dlaczego to robicie. Otóż zna odpowiedzi na te pytania.

Otóż jedzenie tego typu rzeczy jest związane z regulowaniem emocji. Np. lęków wywołanych przewlekłym stresem.

Mechanizm jest taki: przewlekły stres powoduje u mnie wewnętrzne lęki. Żeby to odreagować jem 500 ml lodów. Czuję ulgę. Stres jest przewlekły, więc znów daje o sobie znać...

Odchudzanie jest procesem będącym konsekwencją określonych zachowań żywieniowych, a nie celem samym w sobie. Cel sam w sobie to określone, stałe zachowania żywieniowe oraz stałe zaprzestanie szkodliwych zachowań żywieniowych.

Żeby ten cel osiągnąć, należy wykonać najpierw pracę z psychologiem, by nie odreagowywać lęków kompulsywnym jedzeniem, tylko inaczej radzić sobie ze stresem. W sposób pozytywny.

Z fartem!

Komentarze (34)

Inspirator3piorunów
jeżeli jednocześnie się odchudzacie i jecie słodycze, pizzę czy kebaby - to nic z tego nie będzie.

To nie jest prawda.
Skutecznie teraz schodzę do poniżej 20 BMI i 60 kg, a jadam te i inne rzeczy. Liczy się tylko bilans energetyczny, a nie rodzaj potraw.

Inspirator1piorunów

@jedikk Zdrowie – z tego co się dowiedziałem, to najzdrowsza wartość procentowa "Body Fat" to 12%-18%.
15% BF daje mi <60 kg, a chcę mieć zapas do wzrostu wagi, bo na urlopach, gdy nie liczę kalorii, to tyję. Przy 15% BF będę miał margines z obu stron do wahań wagi.

Gruba ryba7piorunów

@tosiu pfff. Można spokojnie chudnąć w stresie jedząc jak swinia. Wystarczy by stres był silny na tyle by Cię szybciej zżerał niż Ty go zajadał.

Been, there, done that.

Gruba ryba4piorunów

@tosiu z tego wpisu można wywnioskować, że ludzie szczupli nie jedzą lodów, kebabów, pizzy, bo przecież jakby jedli, to by znaczyło, że odreagowują stres, a skoro to robią, to na pewno są grubi. Przez ostatnie 4 tygodni godnie piłem piwo w weekendy, zjadłem 2x pizze, zdarzyło się zjeść kilka razy czekoladę, a jestem 3 kilo na minusie.

GURU2piorunów

@BoJaProszePaniMamTuPrimaSorta U mężczyzn obwód pasa powyżej 96 cm (czyli większość tu na na tagu) oznacza już problemy metaboliczne. Tkanka tłuszczowa trzewna czyli popularny bebzon jest aktywna hormonalnie i indukuje stan zapalny. Nie, większość uczestników nie jest zdrowa że sobie może żreć co chce i tylko liczyć kcal.

Gruba ryba1piorunów

@cweliat piona. nie wiem czy op to zardzuga czy nie, ale większość ludzi jest na tyle zdrowa, że śmiało może patrzeć tylko na kcal i reszta zrobi się sama. jakbym miał ślepo patrzeć w zdrowe produkty i wywalać śmieci z diety to już dawno bym odpuścił tą imprezę. a tak to wywalone - kcal się zgadza, białko się zgadza i wszystko leci zgodnie z założeniami, czy to masa czy redukcja.

Lider0piorunów

@cweliat jedzą ale ruszają się więcej, jedzą mniejsze porcje i okazjonalnie.

Chodzi o ogólny obraz diety- a tak naprawdę: po prostu bilans kaloryczny.

Bo zdrowe domowe obiadki mogą (ale nie muszą) być tak naprawdę mniej zdrowe od takiej pizzy czy kebaba.

Gruba ryba3piorunów

@tosiu

i jecie słodycze, pizzę czy kebaby - to nic z tego nie będzie.

xD chłopie. jakbym Ci wrzucił mój jadłospis to byś pomyślał, że mam kilkadziesiąt kg nadwagi.

chyba że to zarzudga. wtedy to nie wiem. bo dalsza część postu już tak brzmi.

Gruba ryba1piorunów

@AdelbertVonBimberstein u mnie gofry, pół paczki chrupków orzechowychj, dwa tortijasy (kurczak + mozarella light). właśnie otworzyłem drugie piwo, później pewnie wezmę trzecie i wcisnę jakieś byle co typu mleko + białko + 50 g jagłów ekspandowanych. w kaloriach się zmieszczę. u mnie 5 km, 10k kroków i fbw.

od lat mam totalnie wyjebane w dietę. patrzę tylko na kcal i białko, reszta może być dowolnym śmietnikiem. ciężkie treningi, pilnowanie snu, dużo aktywności i wprawiam w kompleksy moich okołoczterdziestoparoletnich rówieśników biadolących o tym, jak to bolą ich plecy, kolana, a tak w ogóle to po trzydziestce zwalnia metabolizm i już nic się nie da zrobić. zdrowie mam dobre, wyniki są ok.

Lider2piorunów

@BoJaProszePaniMamTuPrimaSorta

To samo, dzisiaj się średnio żywiłem:

Śniadanie: chałka, dżem, parówki, płatki Lion poduszki, mleko, sos cebulowy. xD

Na obiad frytki i nuggetsy z ketchupem light i majonezem light (odrobina).

Potem byłem w kinie z młodym to 200g popcorn (nadal mi słono).

Zjadłem za niego prawie całe mcflurry bo nie chciał jednak i na kolację dopiero swój ulubiony Twaróg hajnowski z awokado rzodkiewką, toną szczypiorku i trochę sosu sweet chilli. No i 300g ogórków konserwowych.

Dzisiaj dzień "brudny" ale nadal w 250 kcal deficytu. (Było biegane prawie 19 km)

Lider8piorunów

@tosiu możesz jeść wszystko jeżeli liczysz kalorie albo robisz po⁎⁎⁎⁎ne ilości kardio. Chociaż najbardziej optymalne jest jedzenie Twarogu hajnowskiego wiadomo.

No ale jak ktoś podejdzie do tego jak do gry? Cyferki muszą się zgadzać- to może wygrać.

Na początku patrzyłem na węgle jak na diabła, teraz 200 g czekolady to paliwo.

Tak samo kebab- to bardzo dobre danie tylko trzeba wprowadzić modyfikacje: najlepiej zrobić samemu (możesz policzyć kalorie) i zrezygnować z majonezowych sosów na rzecz mniej kalorycznych zamienników na bazie jogurtu albo gotowych niskokalorycznych produktów.

Ale rozumiem o czym piszesz bo jak patrzę to wyniki w większości mają żenujące- za bardzo lubią wpierdalać. Przypomnę, że poza estetyką tucznika tutaj chodzi też o zdrowie i długowieczność. Tak w sumie to był główny motor mojej przemiany.

Bo tak naprawdę- ważąc 100kg+ i nie schodzić minimum 4 kg miesięcznie to się trzeba postarać. Schody się zazynaja gdzieś około 20-15 procent body fat (redukcja mocno zwalnia), a przy 10-12 procent to już jest jazda bez trzymanki (bez użycia różnych glp).

Lider1piorunów

@GazelkaFarelka no widzisz jednak każdy ma inaczej, bo ja właśnie nie mogłem się zmusić początkowo do zmiany jadłospisu. Zastanawiania się co ile ma białka itd. I jadłem 100% to samo co wtedy gdy prowadziłem niezrowy tryb życia. Obiad jadłem identyczny co wcześniej, również jeśli chodzi o ilość. Natomiast śniadanie i kolację obciąłem o połowę, przestałem podjadać i przyzwyczaiłem się do uczucia głodu. Było to dla mnie dużo bardziej akceptowalne niż uczenie się i zastanawianie nad tym co mogę zjeść a co nie. No i było dla mnie to bardzo komfortowe, że dalej jem to co lubię, bo wcześniej wykładałem się na dietach, w których zmieniłem sposób żywienia i po miesiącu albo dwóch przerywałem dietę, bo już miałem dość jedzenia, którego nie lubię, pomimo tego, że na tego typu diecie głodny nie byłem.

Udało mi się utrzymać taką dietę minimum pół roku i dopiero wtedy zacząłem kombinować i odrobinę zmieniać to co jem. Nie były to jednak duże zmiany.

No a jakieś bardziej świadome jedzenie, patrzenie na ilość spożywanego białka, to zaczęło się u mnie dopiero kilka miesięcy po osiągnięciu wagi docelowej (-46kg).

Na pewno to co zrobiłem nie jest optymalne i pewnie nie powinno się tak robić, ale u mnie zadziałało i do innego rodzaju diety na tamten moment po prostu nie byłbym w stanie się zmusić.

GURU1piorunów

@BoJaProszePaniMamTuPrimaSorta @AdelbertVonBimberstein @splash545 Tylko, że to tak nie działa, że jest 1:1 - przykładowo, masz zapotrzebowanie 2000 kcal, zjadasz 2000 kcal i jesteś syty. Zjadasz 1700 kcal i jesteś głodny. Głód nie operuje na bilansie kalorycznym.

Możesz zjeść 2500 kcal i nadal być głodnym. Możesz zjeść 1700 kcal i być najedzonym.

Grubi ludzie są grubi, bo jedzą ponad miarę - bo czują się głodni, mimo że przyjęli już dzienną dawkę kcal. Na przykład między innymi właśnie dlatego, że już mają problemy metaboliczne. Albo mają nawyki żarcia, mimo że nie są głodni (np. miseczka z chipsami czy cukierkami stojąca na stole i podjadanie w międzyczasie). Jednego i drugiego trzeba się pozbyć, a do tego trzeba lepszej strategii niż "nadal jem tak jak jadłem tylko wyliczam kcal". Bo się okazuje, że już o 11.00 te kcal się skończyły i dalej masz do wytrzymania cały dzień, co jest nie do utrzymania w dłuższej perspektywie choćby paru miesięcy redukcji, a reszty życia w ogóle. Zanim nastąpi istotna dla poprawy parametrów metabolicznych redukcja tkanki tłuszczowej, człowiek zrezygnuje. Szczupła sylwetka to nie jest medal dla ludzi o wyjątkowej sile woli. To powinna być konsekwencja wiedzy o prawidłowym i zdrowym odżywianiu.

Tak więc nadal, choćby ta redukcja do trzech posiłków, to już jest jakaś przemyślana strategia. Dodatkowo, odpowiednie bilansowanie pod względęm sytości i wartości odżywczych również pomaga. Możesz mówić że "jesz co chcesz" ale to nie jest prawda, bo też pilnujesz ilości białka, które ma ogromne znaczenie dla sytości. Ciekawe, jak długo byś utrzymał redukcję na samych bułkach z dżemem popijanych colą.

Tak, uczucie głodu można zmniejszyć, wyeliminować, ale znowu, tutaj trzeba jakiejś strategii. Systematycznej dyscypliny posiłków z pilnowaniem przerw między nimi, umówieniem się z samym sobą że "jeszcze godzina do 13.00, zaraz znowu zjesz, wytrzymasz jeszcze tą godzinę".

liczenie, że uda nam się oszukać normalne efekty bycia na długim deficycie kalorycznym

Mi udało się do tego stopnia, że potrafiłam pierwszy posiłek zjeść dopiero o 16.00 bo np. rano jechałam na czczo na badania, potem już korzystając z okazji że jestem w mieście to pozałatwiałam jeszcze inne sprawy, zrobiłam zakupy, wracałam do chaty i zaczynałam dopiero gotować obiad. W pewnym momencie to było nawet przerażające, bo zaczęłam się zastanawiać, czy nie zaczynam wpadać w jakąś anoreksję, bo miałam wygaszone mocno uczucie łaknienia.

Organizm się w końcu przestawia w katabolizm i zaczyna po prostu pobierać sobie energię z tkanki tłuszczowej, zamiast wysyłać co chwilę do mózgu sygnał "weź coś zjedz".

Gruba ryba1piorunów

@GazelkaFarelka chujową strategią jest liczenie, że uda nam się oszukać normalne efekty bycia na długim deficycie kalorycznym.

poza tym ja nie sprzedaje tego jako ultimate rozwiązanie. bardzo jasno napisałem, że zabawa z czystym jedzeniem jest łatwiejsza, ale ludzie generalnie mają problem z poczuciem głodu i jak tylko zaczyna im burczeć w brzuchu to im odpierdala i nagle jest olaboga, muszę coś zjeść, bo najpewniej niedługo umrę.

Lider1piorunów

@BoJaProszePaniMamTuPrimaSorta @GazelkaFarelka @splash545

To samo u mnie. Zacząłem sobie tłumaczyć (a znam kontekst historyczny), że głód to naturalny stan człowieka. Można go minimalizować ale go nie unikniesz i będąc na redukcji 2-3 tygodnie to takie hajs, nie jestem głodny prawie w ogóle. Gdy redukcja dobija do kilku miesięcy to trzeba nauczyć się z nim żyć i odwrócić uwagę na inne sprawy. U mnie najlepiej pomaga sport.

Lider1piorunów

@BoJaProszePaniMamTuPrimaSorta @GazelkaFarelka akurat u mnie strategia: jedz co chcesz i naucz się być głodnym sprawdziła się doskonale. Jedyne co musiałem zrobić, to z tych polecanych 5 posiłków dziennie przejść na 3. Bo przy 5 byłem głodny przez cały dzień, natomiast przy 3 byłem głodny jedynie godzinę przed każdym posiłkiem i po tygodniu, może półtorej przyzwyczaiłem się do tego głodu, że przestałem czuć dyskomfort z tym związany i udało mi się trzymać dietę z deficytem 1000+kcal przez ponad półtorej roku.

GURU1piorunów

@BoJaProszePaniMamTuPrimaSorta Chujowa strategia, która zmniejsza szanse powodzenia. Raczej ktoś odpuści niż na dłuższą metę tak z głodem wytrzyma. O tym właśnie piszę, że trzeba się nauczyć nie przepuszczać połowy limitu kcal na rzeczy, po których nie jesteś syty albo w ogóle nie były jedzeniem nawet (jak hehe piwko bezalkoholowe smakowe)

U siebie na redukcji celowałam w 1000 kcal (biorąc poprawkę na to że realnie będzie 1200 kcal) i mimo to byłam głodna dopiero wieczorem, jak można było ten głód już przespać.

Gruba ryba2piorunów

@GazelkaFarelka po prostu wtedy trzeba nauczyć się żyć z głodem. w pewnym etapie redukcji to i tak jest niezbędne, bo po prostu człowiek ciągle jest głodny. czasem psychicznie, czasem fizycznie, ale siada na łeb. zajebiście byłoby móc redukować i nie być głodnym, ale gdy schodzisz w okolice 2k kcal przy jednoczesnych treningach siłowych i kardio to już nie jest łatwo. dlatego sam wolę przeciągnąć redukcję na wyższych kcal.

to życie z konsekwencjami swoich wyborów. jeśli masz na przeżycie 2400 kcal dziennie i połowę budżetu wyjebiesz na śniadanie, a potem jeszcze ojebiesz batonika i butelkę coli to miej żal do siebie że po małym obiedzie wystrzelasz się z kalorii i na kolację już braknie. metoda jest skuteczna, ale trzeba się do niej stosować. nie ma magicznych rozwiazań.

dlatego jazda na czystym żarciu jest łatwiejsza (pod kątem sytości). ale to nie oznacza, że nie można jeść chrupków i pić piwa. wystarczy nauczyć się tego, że uczucie głodu zazwyczaj można przetrzymać. a większość ludzi nie ma popierdolonych zaburzeń łaknienia, które faktycznie byłyby nie do zniesienia.

GURU0piorunów

@BoJaProszePaniMamTuPrimaSorta @AdelbertVonBimberstein Bo albo się odchudzasz albo nie, trzeba wejść w to z konkretnym planem i się go trzymać. Inaczej to kręcenie się w kółko.

Osobiście uważam za głupotę takie gadanie "jedz co chcesz tylko licz kcal" - to się sprawdza tylko przy już szczupłych, zdrowych metabolicznie ludziach, z generalnie dobrymi nawykami i dyscypliną. Ci ludzie tego nie maja, skoro są tu, gdzie są. Dopóki tego nie masz, to musisz się nauczyć o żywieniu, czytać składy, dostarczać niezbędnych składników odżywczych, nauczyć się dyscypliny posiłków. Inaczej zeżresz połowę kcal przewidzianych na cały dzień już na śniadanie i się nie najesz, bo wpierdolisz - nie wiem - bułki z dżemem i energetyka.

Lider1piorunów

@tosiu no ja wybrałem drogę aktywności: nie aby się karać ale aby mieć paliwo na ruch. Bo pokochałem ruch. Jak nienawidzisz aktywność to jedyna droga to droga przez zmianę sposobu odżywiania. I ja nie mówię, że to źle, to super dobrze, ale jest jakoś łatwiej i wszystko samo się układa, gdy dołożysz do tego ruch.

Ruchem (i eliminacją całkowitą alkoholu) wyeliminowałem u siebie kompulsywne objadanie się.

Autorytet0piorunów

@AdelbertVonBimberstein masz racje i nie masz racji. Wiele lat temu łapałem się na tym, że najpierw musiałem się nawpierdalać, a potem robić 11 km piechotą by spalić 1000 kalorii i utrzymać bilans. Na dłuższą mete to zażynanie się psychiczne i fizyczne.

Gruba ryba2piorunów

@AdelbertVonBimberstein tyle w temacie. większość ludzi jest na tyle zdrowa, że trzymając deficyt będzie tracić na wadze. ja np. lubię piwsko i słodycze, więc wliczam je sobie w bilans i lelo, przez większość roku w okolicach 15% bf a na docinie w okolice 11-12%.

wynikami świniobicia jestem raczej zmieszany. ogólnie zawsze się cieszę jak ktoś próbuje coś zrobić ze swoim ciałem. ale ja zrobiłem 3 wynik w generalce będąc (w mojej głowie) na lekkim redu, a ludzie z bmi +30 mieli gorsze rezultaty ode mnie nie tylko procentowo, ale też nominalnie.