Gry nigdy nie były ogromną częścią mojego życia, ciężko było mi się określić jako gracza, głównie ze względu na to, że nie miałem sprzętu, który udźwignąłby moje ambicje.
Tak oto byłem niejako skazany na gry stare, a z przyczyn mi niewiadomych nie ogrywałem innych niż te, które już miałem. Prawie wszystkie wymienione to gry mojego dzieciństwa. Carbona ogrwyałem wielokrotnie, Więzień Azkabanu to ostatnia część Pottera, w którą grałem i chyba ta, którą pamiętam najlepiej. Operation Flashpoint dostałem na płycie od znajomego mojego ojca.
Kolejne 2 (i więcej) to gry które miałem okazję ograć dzięki Mateuszowi, starszemu bratu mojej koleżanki z podstawówki. Chłop siedział w grach solidnie więc przedstawił mnie całej masie gier, w tym Pokemonom, które przecież są ze mną do dzisiaj, czy fifę, którą pierwszy raz ogrywałem właśnie u niego.
No i są 3 kolejne. Gry, w które grałem z moim starym. Ma chłop swoje wady (kto nie ma) i to takie, które z wiekiem rażą mnie coraz bardziej, ale graliśmy razem nie raz, nie dwa i nie sto. Potrafiliśmy się umówić na granie przed szkołą/pracą i wstać o 5, żeby poexpić w metinie czy zagrać 1v1 w Tzara. Plemiona też cisnęliśmy na kilku, jeśli nie kilkunastu, różnych światach.
No i finalnie Wiedźmin 2, czyli staruch, którego z marzeniem w oczach oglądałem na Hyperze, a którego ograłem dopiero w tym roku. Powiedzieć, że mnie wciągnął, to nic nie powiedzieć, a to była gra, po której zacząłem we wszystkim podnosić poziom trudności, więc de facto trochę zmieniło się moje podejście do grania.
Honorable mention - zdecydowanie Rocket League, które pochłonęło mi kilka tysięcy godzin i Red Dead Redemption 2, które de fecto wróciło mnie do grania w gry.
#manacieopowiesci #gry #my9games