Hejto.pl
Dodaj post

Wpisz coś do wyszukania (minimum 2 znaki)

#bookmeter

Fenomen

w Książki

28piorunów

612 + 1 = 613

Tytuł: Twierdza wewnętrzna
Autor: Pierre Hadot
Wydawnictwo: Aletheia
Format: książka papierowa
Liczba stron: 438
Ocena: 9/10

No i w końcu udało mi się domknąć „Twierdzę wewnętrzną” Pierre’a Hadota, ale muszę przyznać, że była to ostra przeprawa. Jeśli szukacie lekkiej lektury do kawki, którą czyta się w dwa wieczory, to zdecydowanie nie ten adres. Ta książka zajęła mi dużo więcej czasu, niż początkowo zakładałem. Momentami musiałem się naprawdę mocno skupić, żeby nadążyć za tokiem myślenia autora, bo to rzecz niesamowicie głęboka i gęsta od treści.
Mimo tych trudności, to była jedna z tych pozycji, po których odłożeniu na półkę człowiek czuje, że realnie poukładało mu się coś w głowie. Hadot wziął na warsztat „Rozmyślania” Marka Aureliusza i zamiast serwować nam tanie cytaty motywacyjne, zrobił genialną analizę tego, jak rzymski cesarz próbował ogarnąć własną psychikę. Książka tłumaczy, że filozofia dla starożytnych nie była tylko akademickim gadaniem o chmurach, ale dosłownie codziennym treningiem duchowym. Tytułowa „wewnętrzna cytadela” to nic innego jak nasz rozum i twierdza wewnątrz nas, do której żadne zewnętrzne nieszczęścia nie mają dostępu, o ile sami ich tam nie wpuścimy.
Autor przeprowadza nas przez stoickie zasady dotyczące tego, jak panować nad swoimi sądami o świecie, jak akceptować to, co przynosi nam los i jak działać dla dobra innych, nie tracąc przy tym wewnętrznego spokoju. To nie jest kolejny poradnik z cyklu „bądź zwycięzcą”, tylko kawał solidnej, momentami trudnej wiedzy, która kompletnie zmienia perspektywę na to, jak można radzić sobie z życiem. Może i czytało się to długo, ale każda godzina była tego warta, bo rzadko trafia się na tak wartościową i treściwą lekturę. Szczerze polecam każdemu, kto chce wejść w stoicyzm na poważnie, a nie tylko po łebkach.

Pokaż więcej komentarzy (2)

Fanatyk

w Książki

23piorunów

611 + 1 = 612

Tytuł: Droga Szamana. Etap 1: Początek (audiobook)

Autor: Wasilij Machanienko

Kategoria: fantasy, LitRPG

Wydawnictwo: Insignis Media

Czas trwania: 9 godz. 50 min

ISBN: 9788367323536

Ocena: 8/10

Akcja dzieje się w nieokreślonej przyszłości. Główny bohater na skutek jakiegoś nieporozumienia zostaje skazany na 8 lat w Barlionie. Czym? A no w tej przyszłości ludzie na potęgę grają w grę fantasy RPG o nazwie Barliona. Zwykły VR to już przeżytek, w tej grze całkowicie wcielasz się w swoją postać, a ludzie potrafią tkwić w kapsule do grania miesiącami. Ludzie skazani wysyłani są do kopalni by całymi dniami wydobywać surowce (brzmi jak Gothic), a na dodatek mają wyłączone filtry doznań, więc podczas bitwy czują każde uderzenie, ból, głód, a nawet śmierć, przez co pobyt w tym świecie nie należy do przyjemnych. Opowieść przedstawia zmagania głównego bohatera w tym świecie.

Słuchając tego doznałem jakichś nostalgicznych wrażeń jakbym to ja grał w tę grę. Pewnie dlatego, że znam świat fantasy i łatwo sobie go wyobrazić, znam mechaniki gier RPG, znam mechaniki gier MMO, więc poczynania bohatera często są logiczne i oczywiste, bo przecież tak się gra w takie gry. Wielokrotnie myślałem przy tym o WoWie czy Tibii. Ta książka wyciąga i opisuje najlepsze elementy z tych gier, czyli interakcję z innymi graczami i odkrywanie mechanik gry. Bo przecież nikt nie czytał żadnych maunali, a główny bohater chociażby chciał, to jako skazaniec nie ma dostępu. Audiobook jest trochę jakby kolega opowiadał o tej grze i co w niej robił.

Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Pokaż więcej komentarzy (2)

Lider

w Książki

21piorunów

610 + 1 = 611

Tytuł: Tarocista

Autor: Jakub Rutka

Kategoria: kryminał, sensacja, thriller

Wydawnictwo: ZNAK JednymSłowem

Format: audiobook

Liczba stron: 320

Ocena: 8/10

Kolejna dłuższa świąteczna wizyta w domu rodzinnym zachęciła mnie do sięgnięcia po książkę, w której jednym z bohaterów jest moje rodzinne miasto - Ostrołęka.

Mówię o drugim tomie serii Jakuba Rutki, który zabiera nas do świata Jacka Gadowskiego - podcastera, który zamiast nagrywać kolejne historie, coraz częściej sam w nie wpada. W trakcie cotygodniowej audycji Jacka, dzwoni do niego kobieta, która chwilę później zaczyna krzyczeć na widok zwłok oglądanych przez okno mijanego budynku. Te brutalne morderstwo jest punktem wyjścia całej historii, bo przy zwłokach pojawia się karta tarota, a z czasem okazuje się, że to dopiero początek większej układanki. Śledztwo prowadzone jest równolegle przez policję i Jacka, który z pomocą swoich widzów, zaczyna łączyć fakty szybciej niż zawodowi śledczy.

Największym plusem "Tarocisty" jest dla mnie to, że jest po prostu lepszy niż pierwszy tom. Widać większą pewność autora w prowadzeniu historii, lepsze tempo i ciekawszy pomysł na oś fabularną. Motyw tarota wprowadza świeżość - nie jest przesadzony ani "magiczny na siłę", raczej opiera się na symbolice i budowaniu klimatu, co działa zaskakująco dobrze.

Sama intryga jest angażująca i dobrze poprowadzona. Autor sprawnie podrzuca fałszywe tropy i długo trzyma w niepewności, kto stoi za zbrodniami, a rozwiązanie nie jest oczywiste aż do końca. Domyślamy się, jakie mogą być powiżania między ofiarami, ale kto faktycznie zabija, jest już ogromnym zaskoczeniem.

Jednocześnie książka nadal ma swoje typowe dla tego typu historii problemy. Momentami widać pewne uproszczenia - szczególnie w sposobie, w jaki główny bohater zdobywa informacje i wyprzedza policję. Bywa to lekko naciągane i odbiera historii część wiarygodności. Sam Jacek potwierdza, że większość wiadomości od widzów i telefonów to heheszki, a tu nagle trafia się bardzo poważny kompan do rozmowy i to już za 1 razem. Niektóre elementy śledztwa również mogłyby być bardziej dopracowane. Policja po raz kolejny rozwiązuje sprawę dzięki Jackowi i jego dziewczynie (policjantce), która przekazuje kolegom informacje prosto od niego.

Mimo tego "Tarocista" to solidny thriller, który pokazuje rozwój autora i serii. Lepiej napisana, bardziej wciągająca i ciekawsza fabularnie kontynuacja, która udowadnia, że warto było wrócić do tego świata. To dobry krok do przodu względem pierwszego tomu i zapowiedź, że kolejne mogą być jeszcze lepsze. I bardzo na to liczę.

Na plus zasługuje również to, że audiobooka czyta sam autor.

Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Osobisty licznik: 75/128

GURU0piorunów

Czytałam pierwszą część. Przeczytane i tyle. Nie powala, nie odkrywa. Język trochę przypomina szkolne wypracowanie.

Na plus: akcja toczy się w zwykłym polskim małym mieście. Tuż obok czytelnika.

Fanatyk

w Książki

36piorunów

609 + 1 = 610

Tytuł: O psychologii i patologii tzw. zjawisk tajemnych

Autor: C.G.Jung

Kategoria: Psychologia

Wydawnictwo: "Sen" do. z o.o.

Format: książka papierowa

ISBN: 83-900176-1-X

Liczba stron: 131

Ocena: 6/10

Krótka i mała książka, w której zawarte jest studium przypadku tzw. medium. Jung analizuje osobę piętnastoletniej dziewczyny oraz jej zdolności paranormalne. Wskazuje na wpływ informacji zewnętrznych, rodziny, otoczenia na ww. zdolności paranormalne oraz rolę somnambulii i stanów świadomości.

Ponieważ lubię studia przypadków i opisy związane z nimi, uznałam tę książkę za interesującą. Taka szósteczka, bo ciekawa jest z perspektywy dawnego języka psychologii i psychiatrii, ale do mojej wiedzy nie wniosła nic nowego.

GURU

w Hydepark

18piorunów

608 + 1 = 609

Tytuł: Rota

Autor: Grzegorz Brudnik

Kategoria: kryminał, sensacja, thriller

Wydawnictwo: Filia

Format: audiobook

ISBN: 9788384022498

Liczba stron: 352

Ocena: 7/10

W odwrotnej kolejności, ale skończyłem cykl o komisarz Łezce. Znów dobry kryminał, a czytanie najpierw drugiej ksiązki aż tak dużo niezaspoilerowało. Tak jak i w Gawrze - dość ciekawi bohaterowie, dobry klimat, ale też jak w Gawrze autor moim zdaniem dodaje za dużo warstw, za dużo zbrodni. Jeśli dobrze liczę to nawet nie licząc pożaru będącego startem całej historii w książce giną 24 osoby. Nie wiem, może nie znam się na tym jak funkcjonują służby w Polsce, ale chciałbym sobie wyobrazić, że jak w miescie wielkości Bielska zdarza się 5 morderstw to do sprawy wkracza dużo więcej jednostek niż oryginalne kilka osób co opiera się na kobiecie co właśnie idzie na L4.

Sam główny twist nie był szczególnie odkrywczy, zaś cała ta sprawa z notesem wydaje mi się mocno na wyrost - wiem że temat był poruszony w książce, ale z tym jak wszystko wyszło na końcu nie widzę ani jednego powodu, by tego notesu nie spalić. A palić rzeczy przecież umieli.

Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz

GURU0piorunów

No i jeszcze mocny Rambo Syndrom. Tu duży spoiler:

X̌xxxxxxx̌

Jade do wioski co podejrzewam ze z zimna krwia wspólnie zabiła całą rodzinę w tym dzieci. Co robię: jade sam, z kolegą bez broni i cywilem w środku burzy śnieżnej. Nie informując o tym przełozonych.
Co może k⁎⁎wa pójśc nie tak xD

Pokaż więcej komentarzy (2)

Osobistość

w Książki

20piorunów

607 + 1 = 608

Tytuł: The Left Hand of Darkness

Autor: Ursula K. Le Guin

Kategoria: sci-fi

Format: epub

Liczba stron: 286

Ocena: 7/10

Książka chyba wydana przez Netfliksa, bo główny bohater jest czarny, a większość postaci niebinarna.

Z rekomendacji Claude.ai, żeby było do bingo (no i trzeba było coś przeczytać w końcu od LeGuin). Tak chyba nie do końca pasuje, ale niech będzie. Niemniej zamysł cywilizacji, która rozwija się spokojnym tempem dość ciekawy.

Mistrz

w Książki

33piorunów

606 + 1 = 607

Tytuł: Wróżby to rzecz zimowa

Autor: Eugenia Kuzniecowa

Kategoria: literatura piękna

Wydawnictwo: Znak

Format: książka papierowa

Liczba stron: 288

Ocena: 8/10

Link do LubimyCzytać:

https://lubimyczytac.pl/ksiazka/5207928/wrozby-to-rzecz-zimowa

Po "Wróżby to rzecz zimowa" sięgnęłam przypadkowo. Ot, znalazłam tę książkę na półce z nowościami w czasie silent book clubu w bibliotece. Opis na tyle okładki skojarzył mi się z Grocholą. Ostatecznie okazało się być to dość odległym skojarzeniem, aaale.

Jana przyjeżdża z Hiszpanii do Ukrainy, a konkretnie na teren wsi, w której na starość mieszkał jej ojciec. Planuje zebrać tu badania do swojego doktoratu na temat wierzeń, wróżb, przesądów, magii ludowej. Ukraińska wieś w nowej wojennej codzienności braków prądu i szumu generatorów sprawia, że nawiązuje dziwną przyjaźń z Maksymem, byłym architektem opiekującym się swoim ojcem z Alzheimerem.

Ta książka zaskoczyła mnie swoją normalnością. A konkretnie ukazaniem codzienności obywateli Ukrainy, która poprzecinana jest powiadomieniami o nalotach, odległymi wybuchami i ciemnością. Bo życie toczy się dalej, restauracje wciąż serwują drogie dania, muzea — choć nieco opustoszałe ze zwiedzających i dzieł sztuki — wciąż działają. Tylko święta w gronie rodziny bywają słodko-gorzkie, gdy żołnierzom nie udaje się dostać przepustki.

Jest to dobra, zastanawiająca książka, którą skończyłam z cięższym sercem.

Prywatny licznik (od początku roku): 19/52

Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Gruba ryba

w Książki

33piorunów

605 + 1 = 606

Tytuł: A Promised Land

Autor: Barack Obama

Kategoria: memoir

Format: audiobook

Liczba stron: 768

Ocena: 8/10

Prywatny licznik: 17/48

Wiedziałem, że polityka to bagno, szczególnie amerykańska. Ale nie spodziewałem się, że jest to takie szambo, a chcąc być sensownym prezydentem, to trzeba zostać szambonurkiem.

Obama skupia się tutaj głównie na dwóch latach kampanii prezydenckiej i dwóch pierwszych latach swojej prezydentury. Skupia się na tych ważniejszych problemach swojej prezydentury - kryzysie ekonomicznym, Obamacare, wycofaniu wojsk z Iraku, katastrofie Deepwater Horizon, czy operacji zlikwidowania Bin Ladena. Opisuje wszystko od kuchni i nie szczędzi swoich przemyśleń. Jeżeli w opowieści pojawiają się jakieś ważne osoby, to zostają one bardzo fajnie wprowadzone. Dowiadujemy się kto, co, gdzie i kiedy :smiley:

Audiobook czytany przez Obamę więc dodatkowy plus :smiley:

Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Gruba ryba

w Książki

16piorunów

604 + 1 = 605

Tytuł: Szklany klosz

Autor: Sylvia Plath

Kategoria: biografia, autobiografia, pamiętnik, dramat

Wydawnictwo: Marginesy

Format: ebook

Liczba stron: 368

Ocena: 9/10

Znakomity (auto)portret młodej kobiety, doręczonej bezsensem istnienia i rozwijającą się depresją. Świetny język autorki, błyskotliwość, dynamiczna historia, fajnie budowany klimat najpierw zagubienia, później jakiejś formy szaleństwa.

Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Fanatyk4piorunów

@JapyczStasiek tam może być kilka stycznych ze mną. Chyba cykne do przeczytania

Pokaż więcej komentarzy (5)

Fanatyk

w Książki

27piorunów

603 + 1 = 604

Tytuł: Ania ze Złotego Brzegu
Autor: Lucy Maud Montgomery
Kategoria: literatura piękna
Wydawnictwo: Zielona Sowa
Format: książka papierowa
Liczba stron: 270
Ocena: 6/10

W części tej sporo miejsca poświęcono dzieciom i to wyszło na plus, ponieważ losy Ani i Gilberta stały się już monotonne.
Nie ma tu żadnej przewodniej linii fabularnej, dzieje się wszystko i nic.
Same losy dzieci ciekawe, ale trochę za dużo w tym wszystkim chaosu.
A wydania mocno nie polecam, brakowało kartek i nadrukowanych stron xD

Pokaż więcej komentarzy (4)

Gruba ryba

w Książki

33piorunów

602 + 1 = 603

Tytuł: Filary Ziemi

Autor: Ken Follet

Kategoria: powieść historyczna

Wydawnictwo: Albatros

Format: książka papierowa

Liczba stron: 832

Ocena: 5/10

“– Co tak śmierdzi? – zapytała Martha.

– To zapach ludzi – uśmiechnął się Tom”

Akcja powieści osadzona została w średniowiecznej Anglii i rozciąga się na przestrzeni lat pomiędzy 1135 a 1174 rokiem. A skoro średniowiecze, to wiadomo, że nie może być kolorowo: bieda, głód, przemoc i zabobon. Fabuła skupia się głównie wokół klasztoru w małej miejscowości Kingsbridge i wielopokoleniowego, pełnego przeciwności przedsięwzięcia budowy nowej katedry oraz związanych z nim ludzi. W tle rozgrywa się wojna domowa.

Muszę przyznać, że fabuła została misternie zaplanowana. Poszczególne, liczne wątki rozwijają się powoli i splatają wzajemnie w nie zawsze oczywisty sposób. Cześć z nich urywa się, pozornie nieistotna, by powrócić po wielu latach w nieoczekiwanym momencie. Nie wszystkie są równie interesujące, ale nawet drobne wydarzenia rzutują w jakiś sposób na przyszłość. Mamy tu wszystko: miłość i nienawiść, zdradę i zemstę, szczęście i cierpienie.

Kreacja postaci pozostawia natomiast wiele do życzenia. Głównym bohaterem większej części powieści jest Tom Budowniczy - murarz, który za cel życia postawił sobie wybudowanie katedry. Trudno chłopa polubić, gdyż przeważnie jest irytujący i głupi jak but, np. ślini się do cycków innej baby, podczas gdy jego córka leży ranna. Jeszcze trudniej lubić jego kochankę Ellen - agresywną borderline wariatkę, taką w typie współczesnych ”feministek” uznających arogancję za przejaw siły. Może to miała być historyczna wierność, średniowiecze pełne brudnych i głupich ludzi podejmujących jeszcze głupsze decyzje. Główny antagonista - William został przerysowany wręcz absurdalnie - nie dość, że rozpuszczony panicz, sadysta i gwałciciel, to na dodatek znęca się nad kotkami xd Znacznie ciekawszymi, choć równie szablonowymi postaciami okazali się mnich Philip usiłujący zreformować lokalny klasztor i chcąc nie chcąc wplątujący się w polityczne zawiłości oraz biskup Waleran będący uosobieniem zakłamania władz kościelnych, czyli wiecznie aktualnego motywu pokazującego jak daleko władze kościoła odbiegają od autentycznej wiary.

Książka ma 832 strony, przy czym wydawca nie lada natrudził się by nie było ich 1000: 44 ciasno upakowane wiersze na stronę i wąskie marginesy. Potężna objętość wypełniona jednak nie zawsze równie jakościową treścią, gdyż zdarzają się całe ściany tekstu o niczym i gdyby pominąć wszystkie wzmianki o jedzeniu chleba, o słabym piwie, wszystkie melodramatyczne westchnienia za ukochaną niczym Alvaro za Manuelą w brazylijskiej telenoweli i podobne bzdety, to by tych stron wyszło z 500 i opowieść nie straciłaby na wartości.

W gruncie rzeczy nie jest to zła książka. Dobra też nie jest. Po kilkudziesięciu stronach miałem ochotę rzucić ją wpis.., ale napędzany uporem jakoś zdołałem dotrzeć do końca. Miałkie obyczajowe czytadło, średniowieczna “Moda na sukces”, idealne dla zabicia czasu podczas poobiedniej sjesty w domu pomocy społecznej.

- powieść historyczna …i tak oto udało się wypełnić całą planszę

Pokaż więcej komentarzy (7)

Lider

w Książki

33piorunów

601 + 1 = 602

Tytuł: Bunt mas

Autor: José Ortega y Gasset

Kategoria: Nauki społeczne

Wydawnictwo: MATERIA

Format: ebook

Liczba stron: 300

Ocena: 8/10

Na książkę polowałem od dłuższego czasu, ale wcześniej eBook miał tylko 1 z tekstów/rozdziałów. Na szczęście właśnie ukazało się nowe wydanie papierowe z MATERII, również z ebookiem.

To książka, która mimo niemal stu lat na karku wciąż czyta się z zaskakującym poczuciem aktualności. Ortega nie pisze powieści ani klasycznego traktatu filozoficznego, tylko esej, w którym próbuje uchwycić moment, gdy „człowiek masowy” wychodzi na pierwszy plan i zaczyna kształtować politykę, kulturę oraz życie społeczne. Nie chodzi mu przy tym wyłącznie o tłum w sensie liczby ludzi, ale o pewien typ postawy: samozadowolonej, niechętnej wysiłkowi, przekonanej o własnej wystarczalności. Z tej diagnozy rodzi się opowieść o kryzysie Zachodu, demokracji i odpowiedzialności elit. 

Najmocniejsze jest tu chyba to, że Ortega potrafi połączyć szeroką historiozoficzną perspektywę z bardzo celnymi, niemal intuicyjnie prawdziwymi obserwacjami o człowieku. To nie jest książka, która prowadzi czytelnika za rękę, ale jeśli wejdzie się w jej tok myślenia, dostaje się bardzo gęsty, intelektualnie pobudzający tekst. Dobrze wypada też sam rdzeń tej diagnozy: że cywilizacja może osłabić samą siebie przez własny sukces, bo wychowuje ludzi przyzwyczajonych do komfortu, ale niekoniecznie rozumiejących, skąd ten komfort się wziął. Bardzo dobrze brzmi też przeciwstawienie życia szlachetnego i pospolitego, wysiłku i inercji - to jeden z tych fragmentów, które zostają w głowie na długo. 

Jednocześnie to nie jest lektura bez wad. Chwilami Ortega mocno generalizuje, bywa protekcjonalny wobec „mas”, a niektóre jego diagnozy są celowo przerysowane, jakby chciał wstrząsnąć czytelnikiem bardziej niż go przekonać. To też książka nierówna: obok fragmentów naprawdę błyskotliwych są takie, które dziś czyta się bardziej jako dokument epoki niż żywą analizę. Nie każda jego intuicja wytrzymuje próbę czasu, ale nawet wtedy pozostaje ciekawe, jak wiele z jego lęków wraca dziś w rozmowach o populizmie, kryzysie elit, mediach i spłyceniu debaty publicznej. 

Szczególnie może się Wam podobać to, że Bunt mas nie jest suchą filozofią, tylko książką o mechanizmach społecznych i przywództwie. Jest tu sporo o odpowiedzialności, jakości elit, niebezpieczeństwie samozadowolenia i o tym, że struktury same z siebie nie działają dobrze, jeśli zabraknie ludzi, którzy chcą od siebie więcej. Mi szczególnie podpasowały tematy przywódcze i organizacyjne bo są moją służbową codziennością. To też lekko niepokojąca wizja cywilizacji, która pozornie rośnie w siłę, a tak naprawdę zaczyna podcinać własne skrzydła - ma w sobie coś z intelektualnej wersji katastrofy, ale bez taniej sensacji. No i jeszcze jedno: Ortega lubi szerokie ujęcia, porządkuje świat, szuka wzorów i mechanizmów, próbując go w przystępny sposób wytłumaczyć.

To momentami drażniący, ale bardzo inspirujący esej - taki, z którym można się spierać przez pół książki, a i tak uznać, że było warto. I tak było w moim przypadku.

Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Mistrz

w Książki

54piorunów

600 + 1 = 601

Tytuł: How to Take Smart Notes: One Simple Technique to Boost Writing, Learning and Thinking – for Students, Academics and Nonfiction Book Writers

Autor: Sonke Ahrens

Kategoria: Poradnik

Wydawnictwo: Brak

Format: ebook

ISBN: 9783982438818

Liczba stron: 154

Ocena: 8/10

Prywatny licznik: 3+1=4

Moje umiejętności robienia notatek nie są najwyższe, by powiedzieć niewiele. W sumie przez całe życie leciałem na pamięciówie, czy to w szkole, czy na studiach - ot zdolny ale leniwy 😛 Ale im więcej czytam, tym częściej widzę, że niestety stosunkowo niewiele mi z tego w głowie zostaje. Dzięki inspiracji @WujekAlien zacząłem w pewnym stopniu korzystać z Notion do robienia notatek, niemniej jakkolwiek doceniam możliwości aplikacji, tak moje skłonności niezbyt ułatwiają prowadzenie notatek, nie mówiąc już o pisaniu artykułów, do których od dawna tęskno mi wrócić

Szukałem więc jakiejś porady i tak oto natrafiłem na tę książkę.

Idea jest prosta, zaczerpnięta ze sposobu pracy Luhmanna - robienie notatek ma być możliwie bezbolesne I wdrożone w codzienność poprzez zapisywanie swoimi słowami prostych własnych myśli i informacji z czytanej literatury, które w ciągu najlepiej jednego dnia powinny zostać przeprocesowane w notatki trwałe. Takie trwałe notatki już z kolei będą tworzyć swojego rodzaju drugą pamięć, w której podstawą jest tworzenie połączeń pomiędzy notatkami, ułatwiając tym samym kojarzenie poszczególnych tematów że sobą. Notatki przy łączeniu w kolejności ciągów myślowych będą wtedy komponować się w całość, którą następnie będzie można ubrać w szkic, a potem na jego podstawie stworzyć spójny i przemyślany wielokrotnie tekst.

To, co mi się najbardziej podoba w tym podejściu to fakt, że jest on oddolny, bez konieczności szczególnego wysiłku w jego tworzenie i bardzo elastyczny, co zapobiega znudzeniu się - po prostu kiedy stracę zainteresowanie określonym tematem, będę mógł płynnie przejść do innego tematu i się w niego wgłębiać, nie tracąc jednocześnie widoku z poprzednich tematów. Ponadto nie ma przyczepienia się do z góry założonej tezy (i argumentowania jej), ale widzenie większej całości, z większą otwartością na wszelkiego rodzaju powiązania i pytania badawcze. A i nawet jak na coś natrafię przypadkowo, co mnie zaciekawi, to nawet jeśli nic z tego nie powstanie, to jest po prostu szansa na rozwój i na to, że kiedyś do czegoś może taka myśl być przydatna.

Pomysł mi się naprawdę podoba, w momencie powrotu ze świąt spróbuję go wdrożyć w życie i w swoje nawyki - pewnie dopiero wtedy będę miał lepszy widok na plusy i minusy z niego wynikające.

Z ciekawości, jakie u Was są metody robienia notatek?

Pokaż więcej komentarzy (16)

Lider

w Książki

17piorunów

599 + 1 = 600

Tytuł: Zbrodnia doskonała
Autor: Helen Fields
Kategoria: kryminał, sensacja, thriller
Wydawnictwo: Bouq Publishing
Format: audiobook
Liczba stron: 389
Ocena: 6/10

W tym tomie Callanach i Turner trafiają na sprawę, która na pierwszy rzut oka wygląda, jak seria samobójstw. Ludzie w kryzysie, moment słabości, tragiczny finał. Problem w tym, że im dalej w śledztwo, tym bardziej widać, że coś tu się nie zgadza - kolejne zgony są zbyt „czyste”, zbyt dobrze zaplanowane, zbyt… perfekcyjne. 

To klasyczny dla Fields punkt wyjścia: brutalna sprawa, która szybko okazuje się czymś znacznie bardziej złożonym. I jak zwykle działa. Tempo jest dobre, klimat ciężki, a sam pomysł na „zbrodnie upozorowane na samobójstwa” daje sporo możliwości budowania napięcia.

Największą zmianą - i jednocześnie najbardziej kontrowersyjnym elementem - jest jednak wątek związany z Lucem. Pojawia się tu plot twist, który w założeniu ma pogłębić postać, ale w praktyce zostawia sporo znaków zapytania. Zamiast lepiej go zrozumieć, momentami zaczynamy tracić do niego zaufanie budowane przez poprzednie 4 tomy. To ciekawy zabieg, ale dość ryzykowny, bo Luc był do tej pory jednym z najbardziej stabilnych punktów całej serii.

Z drugiej strony książka rozwija wątek relacji między Lucem i Avą. To coś, co było budowane od kilku tomów, więc trudno mówić o zaskoczeniu - raczej o naturalnym kierunku. Problem w tym, że mam wrażenie, że trochę odbiera to serii jej wcześniejszą dynamikę. Napięcie między nimi było ciekawsze niż jego rozwinięcie i zakończenie, a sam wątek romantyczny momentami wydaje się nieco „z obowiązku”.

Sama intryga stoi na solidnym poziomie i wpisuje się w równy standard serii – brutalnie, mrocznie i dość angażująco. To nadal bardzo dobrze czytający się thriller, choć bez większych zaskoczeń w konstrukcji.

Solidny tom, który rozwija bohaterów, ale robi to w sposób, który nie każdemu podejdzie – szczególnie jeśli ktoś lubił wcześniejszą wersję Luc’a i relacji z Avą.

Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Gruba ryba

w Książki

21piorunów

598 + 1 = 599

Tytuł: Krzywy kościół. Kronika powieściowa utraconego miasta: lata 1894–1921

Autor: Karin Lednická

Kategoria: powieść historyczna

Wydawnictwo: Znak Horyzont

Format: ebook

Liczba stron: 456

Ocena: 7/10

Zgrabna historia mieszkańców pogranicza Polski i Czech, na których spada ciężki los w postaci rodzącego się kapitalizmu opartego na górnictwie, pierwszej wojny światowej oraz późniejszej walki obu krajów o przebieg granicy. Autorka, na podstawie prawdziwych historii pokazuje, jak zwykły szarak, bez wyraźnej tożsamości narodowej, był zgniatany najpierw przez ciężkie czasy, a później przez politykę.

Osobistość

w Hydepark

20piorunów

597 + 1 = 598

Tytuł: Głosuj na Polaka!

Autor: Aleksandra Rumin

Kategoria: kryminał, sensacja, thriller

Wydawnictwo: Initium

Format: audiobook/synchrobook

ISBN: 9788366328990

Liczba stron: 304

Ocena: 6/10

Taka nawet całkiem całkiem satyra na politykę. Niby tylko wybory na wójta, ale jest dużo nawiązań do naszych rodzimych polityków. Jest niewypowiedziany z imienia prezes, czyli najważniejsza osoba w Państwie, jest Daniel namaszczony przez partię, są wałki, oczernianie przeciwników, no fajnie jest i prześmiewczo. Dobrze się czyta i słucha, także całkiem dobra pozycja.

Licznik prywatny: 19/52

Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Gruba ryba

w Książki

18piorunów

596 + 1 = 597

Tytuł: Osiem cztery

Autor: Mirosław Nahacz

Kategoria: literatura piękna

Ocena: 6/10

*

Znowu coś się zaczęło, ciągle coś się zaczynało. Ktoś zaczynał coś mówić, ktoś zaczynał coś pić albo palić papierosa, ktoś zaczynał przestawać palić, pić czy cokolwiek. Pamiętaliśmy tylko początki, wszystko się zaczynało, końce zawsze były daleko, nikt ich nie zauważał.

Ostatnie wspaniałe opowiadanie kolegi @fonfi przypomniało mi o książce pana Mirosława Nahacza o tytule _Bombel_, a ta z kolei książka przypomniała mi, że miałem kiedyś zamiar zapoznać się z innymi tytułami od tego autora. Po szybkich poszukiwaniach wpadło mi w ręce Osiem cztery, a że książeczka to króciutka, to udało mi się ją upchnąć w mój napięty harmonogram czytelniczy. Po zakończeniu lektury uczucia mam jednak mieszane.

Osiem cztery to literacki debiut Mieczysława Nahacza (okoliczności wydania tego debiutu opisuje pan Andrzej Stasiuk w tej rozmowie). Książka po raz pierwszy wydana została w roku 2003 (w 2002 wyszła Wojna polsko-ruska pod flagą biało-czerwoną pani Doroty Masłowskiej, a piszę o tym, bo gdyby nie ta książka, to być może język pana Nahacza byłby tym przełomowym, tak dalekim od obowiązującego wówczas kanonu "języka literackiego"; może to język pana Nahacza byłby tym językiem, za który pani Masłowska została w tamtym czasie doceniona). Autor miał w roku 2003 dziewiętnaście lat, a oś fabularną Osiem cztery stanowi opis imprezy z okazji osiemnastych urodzin bohatera, który w książce przedstawiony został jako Patol. Cała ta impreza ma miejsce gdzieś w Beskidzie Niskim, w miejscu gdzie Mirosław Nahacz urodził się i wychował, ale – moim zdaniem – przedstawia to, jak na początku lat dwutysięcznych albo w końcówce dziewięćdziesiątych mogło wyglądać wiele imprez, szczególnie w kręgach młodzieży w regionach nie będących centrum nawet nie świata, ale nawet i nie będących centrum naszego wówczas wspanialszego jeszcze niż dzisiaj kraju (no, może nie każdy miał dostęp do łąki, na której można było sobie uzbierać grzybów z psylocybiną – niektórzy musieli je kupować).

Klimat tego przygnębienia i braku perspektyw aż się wylewa z Osiem cztery i, na podstawie własnego doświadczenia i własnych obserwacji uważam, że pan Mirosław Nahacz oddał to wszystko bardzo wiernie. Ta książka to jednak nie jest reportaż, ale literatura piękna, sama więc wierność to jeszcze mało. Jest jeszcze warstwa literacka (choć w reportażu ona przecież też występuje) i z nią autor poradził sobie świetnie. O tym zresztą w linkowanej wyżej rozmowie mówi pani Urszula Honek, twierdząc (bardzo zresztą słusznie), że całe Osiem cztery, które posiada fabułę szczątkową zbudowane jest na języku. I teraz, jeśli chodzi o mnie – ja naprawdę doceniam słuch literacki i umiejętność zapisu świata pana Nahacza i jestem pod tego ogromnym wrażeniem. Tyle tylko, że obcowanie z nawet najlepiej wykonanym dziełem nie sprawia mi przyjemności, jeśli to dzieło nie mieści się w w moim poczuciu estetyki. A Osiem cztery się w tym poczuciu jednak nie mieści – tak ze względu na szorstkość języka (choć to mniej, niektóre zdania z książki i jej ogólną językową melodię baaaardzo doceniam), ale przede wszystkim ze względu na tematykę. Może ta książka trafiła do mnie w złym dla niej czasie, może nie mam w tym momencie ochoty na wracanie myślami do tamtych czasów, a może bardzo bym nie chciał (i trochę się tego boję), żeby tamte czasy kiedykolwiek wróciły. Ogromną ochotę mam jednak wrócić do Bombla żeby sprawdzić jak bym po tych kilku latach odebrał tę pozycję, która zwróciła kiedyś moją uwagę na twórczość pana Nahacza. Tyle, że na Bombla nie mam chyba akurat teraz czasu.

*

W ogóle te wydania tak Bombla, jak i Osiem cztery mają bardzo ładne okładki. A to też zawsze jakaś wartość, popatrzeć sobie na coś estetycznie kolorowego.

Gruba ryba

w Książki

21piorunów

595 + 1 = 596

Tytuł: Pachinko

Autor: Min Jin Lee

Tłumaczenie: Urszula Gardner

Kategoria: literatura piękna

Ocena: 9/10

*

„To nic”, powtarzał. „To nic”. Bez względu na to, czy Chiny skapitulują, czy zwyciężą, trzeba było pielić ogródek, pleść sznurkowe sandały i pilnować nielicznych kur przed złodziejami.

Doskonale pamiętam te emocje, które towarzyszyły mi przy lekturze książki Na wschód od Edenu autorstwa pana Johna Steinbecka. Doskonale pamiętam też to zaskoczenie, które pojawiło się zaraz po przewróceniu jej ostatniej strony. Było to silne zaskoczenie samym sobą, bo „ja przecież nie lubię tego typu książek” – tak sobie wówczas pomyślałem. To prawda, byłem wtedy rozmiłowany przeżywaniem przygód w światach fantasy albo innych horrorów i całkiem poważnie zastanawiałem się, czy pisarzem, którego cenię najbardziej jest pan Stephen King czy może jednak pan Andrzej Pilipiuk. Na wschód od Edenu, ta saga dotycząca losów rodzin Hamiltonów i Trasków autorstwa pana Steinbecka okazała się przełomową książką w moim życiu. Pan Steinbeck nie tylko pokazał mi czym może być literatura, ale też zachęcił do poszukiwań i wyjścia poza to co znane i bezpieczne. Za Na wschód od Edenu zabrałem się wówczas przez przypadek – tak książka była w tamtym czasie popularna wśród czytelników na Wykopie.

Pewną ironią jest to, że druga w moim życiu saga, którą też przeczytałem z zapartym tchem, również trafiła w moje ręce przez przypadek. Pachinko bowiem wylosowała się jako kolejna pozycja, którą będziemy omawiać na spotkaniu Klubu z Kawą nad Książką w Kielcach. Tak, Pachinko, opowieść o koreańskiej rodzinie żyjącej w Japonii, a więc opowieść wywodząca się z całkowicie innego kręgu kulturowego pochłonęła mnie tak samo jak amerykańska (a więc kulturowo mi bliższa) opowieść pana Steinbecka. Tym razem nie byłem już zaskoczony tym, że saga rodzinna tak mocno mnie zafascynowała. Tym razem byłem zaskoczony tym, jak opowieści z dwóch tak odległych części świata mogą być do siebie podobne. Przynajmniej jeśli chodzi o to, jak odbierałem bohaterów i ich motywacje.

Akcja Pachinko rozgrywa się przez niemal cały XX wiek, bo zaczyna się w roku 1910, a kończy w 1989. Korea, a więc kraj, z którego wywodzą się bohaterowie, na początku opowieści jest pod japońską okupacją (co sprawia, że wielu Koreańczyków emigruje do Japonii, choć niekoniecznie są tam mile widziani – tak na poziomie administracyjnym, jak i społecznym). Później przychodzi jedna i druga wojna, Korea się dzieli, a jeszcze przed tym podziałem na sprzymierzoną z Niemcami Japonię Amerykanie zrzucają bomby atomowe. I to wszystko, ta cała wielka historia XX wieku w tej książce jest obecna, tylko ona jest obecna tak, jak wojna jest obecna w książkach pana Wiesława Myśliwskiego – jest gdzieś w tle. Wpływa to wszystko co prawda na życie bohaterów (bo jak by i mogło nie wpływać, kiedy zmienia się świat, w którym przyszło im żyć), ale cały nacisk opowieści położony jest na wydarzenia w życiu ludzi, a nie wydarzenia w życiu świata. I mnie taki sposób opowiadania o historii świata bardzo odpowiada.

Bo siłą tej książki są ludzie, których ona opisuje. Siłą tej książki są siły i słabości bohaterów, którymi przychodzi mierzyć się z codziennością. Siłą tej książki są ich marzenia, które udaje albo nie udaje się im spełniać, siłą tej książki są ich problemy i trudności, które ich spotykają, nieraz na własne ich życzenie. Pachiko to opowieść o tym, co jest ważne, ale ważne w życiu pojedynczego człowieka i myślę, że poznając bohaterów można znaleźć wiele analogii do sytuacji i wyborów w jakich sam czytelnik, albo ktoś z jego najbliższego otoczenia się znalazł. To z tego chyba powodu tak bardzo pochłonęły mnie losu Sonji, jej synów Noy i Mozasu, jej męża Isacka i szwagra Yosufa. To z tego powodu razem z nimi przeżywałem ich zwycięstwa i porażki, to z tego powodu cieszyłem się z ich sukcesów i współczułem w upadkach.

Lektura zostawiła mnie z kilkoma przemyśleniami, spośród których najważniejszym jest chyba to, o czym pisałem już wcześniej: że nieważne z której części świata pochodziłaby opowieść, jeśli tylko skupi się na podstawowych ludzkich potrzebach, to będzie ona bardzo podobna do innych. Bo – wychodzi na to – potrzeby mamy bardzo zbliżone. Różnice mogą zachodzić w sposobie tych potrzeb zaspokajania i chyba właśnie to nazywa się kulturą (kiedy mówimy o przyjętych w regionie sposobach zaspokajania) albo moralnością (kiedy mówimy o tym w jaki sposób różne jednostki, nawet w obrębie tej samej kultury, mogą swoje potrzeby zaspokajać).

Pokaż więcej komentarzy (2)

Fanatyk

w Literatura

18piorunów

594 + 1 = 595

Tytuł: Szmaty

Autor: Karolina Lewestam

Kategoria: literatura piękna

Wydawnictwo: Czarne

Format: ebook

ISBN: 978-83-8396-266-5

Liczba stron: 168

Ocena: 7/10

Bohaterka opowiada córce o swoim dorastaniu gdzieś na Dolnym Śląsku w epoce rozkwitu kultury lumpeksowej.

Opowiadając o używanych ubraniach, mówi o swojej rodzinie pełnej kobiet i o ich poglądach na życie.

Najważniejszym tematem tej książki jest cielesność rozpatrywana w różnych aspektach - cielesność kobiety na fotelu ginekologicznym, kobiety starzejącej się, kobiety dorastającej, kobiety cierpiącej i cielesność kobiety opiekującej się ciałami innych ludzi.

Po entuzjastycznych ocenach w internecie liczyłam jednak na coś lepszego. Mam wrażenie, że autorka za bardzo chciała poruszyć zbyt wiele tematów. Możnaby spokojnie wyciąć cześć wątków i pogłębić inne, a ta książka tylko by na tym zyskała.

Pomimo tego i tak polecam!

Fenomen

w Hydepark

20piorunów

593 + 1 = 594

Tytuł: Neandertalczyk odkryty na nowo

Autor: Dimitra Papagianni, Michael A. Morse

Kategoria: popularnonaukowa

Wydawnictwo: Prószyński i S-ka

Format: papierowa

ISBN: 9788382951127

Liczba stron: 240

Ocena: 6/10

Ta popularnonaukowa książka miała za zadanie na nowo opisać neandertalczyka, zgodnie z najnowszymi odkryciami naukowymi, których w przeciągu kilku, kilkunastu lat dokonały takiego zamieszania, jakiego teraz dokonują najnowsze modele sztucznej inteligencji w informatyce. To że neandertalczyk wcale nie był prymitywnym dzikusem o twarzy Rona Perlmana wiedziano (a przynajmniej przypuszczano) najpóźniej na pocz. lat 90. XX. Przez ostatnie lata wyszło jednak na to, że neandertalczycy byli o wiele bardziej zaawansowanym gatunkiem i w zasadzie pod względem zachowań nieszczególnie różnili się od nas homo sapiens, chociażby także chowali swoich zmarłych, dbali o chorych, posługiwali się mową oraz łowili ryby. Nie byli dzikusami spożywającymi na co dzień mięso ludzkie, nie mieli większych oporów współżyć z homo sapiens, w miarę radzili sobie na świecie. Otwartą kwestią zostaje znajomość muzyki, tu naukowcy się spierają.

Książka składa się z siedmiu rozdziałów: wstępu krytycznie odnoszącego się do stereotypowego postrzegania neandertalczyków, dwóch rozdziałów przedstawiających ewolucję gatunków człowieka, trzech kolejnych poświęconych stricte neandertalczykom (pojawienie się na świecie, kontakty z homo sapiens, tajemnicze wyginięcie) i wreszcie ostatniego, stanowiącego komentarz do ważniejszych dzieł kultury, w których pojawiają się neandertalczycy.

Koncept książki jak najbardziej jest dobry, tylko postęp w badaniach okazuje się być tak duży, że książka zaczęła się dezaktualizować krótko po wydaniu (chociażby pojawiła się hipoteza, że geny odziedziczone po neandertalczykach mogą mieć wpływ na zdolności poznawcze homo sapiens i odpowiadać za autyzm - kto jest zainteresowany odsyłam do polskiego wydania "Scientific American" z kwietnia 2025, mogę podesłać zdjęcia artykułu). Nic tylko czekać na kolejne artykuły z najnowszymi badaniami. Jestem prostym chłopakiem po historii, nie antropogenezie, więc nie zdołam odczuć, że nie jestem nie na bieżąco. Wystarczy mi raz na jakiś czas przeczytanie dobrej popularnonaukowej książki, która uporządkuje i uzupełni dany temat w stopniu podstawowym.

Prywatny licznik: 11/50

Fanatyk2piorunów

@BapitanKomba a to ja poproszę zdjęcie artykułu :smiley:

Pokaż więcej komentarzy (4)