Hejto.pl
Dodaj post

Wpisz coś do wyszukania (minimum 2 znaki)

#czytajzhejto

Fenomen

w Hydepark

24piorunów

281 + 1 = 282

Tytuł: Narodowy komunizm po polsku. Partyzanci Moczara

Autor: Paweł Machcewicz

Kategoria: naukowa

Wydawnictwo: Krytyka Polityczna

Format: papierowa

ISBN: 9788368267204

Liczba stron: 544

Ocena: 10/10

(poniższa recenzja w pewnym momencie przeplata się z prywatnymi poglądami autora)

Właśnie takie książki historyczne powinny być bestsellerami. Nie żadna pulpa masowa, bo na modzie jest herstoria i chłopomania, tylko rzetelna praca naukowa na konkretny temat, której rzetelność potwierdza bogata bibliografia.

Książka opisuje działalność ministra spraw wewnętrznych Mieczysława Moczara i jego zwolenników w latach 60. XX wieku, tu określanej mianem partyzantów. Praca bardzo dogłębnie wyjaśnia sukces tego ruchu, narzuconej przez partyzantów wizji patriotyzmu, która łączyła ze sobą martyrologię i tradycję historyczną, nacjonalizm i antysemityzm, gdzie patriotami byli już nie tylko żołnierze Gwardii Ludowej/Armii Ludowej, ale także szeregowi żołnierze Armii Krajowej, Batalionów Chłopskich czy też Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie, którzy zaczęli być doceniani za walkę z Niemcami. Autor prezentuje zakorzenione społecznie wcześniejsze wzory mentalne i ideowe, które wykorzystali Moczarowcy, wyjaśnia, dlaczego pomimo ogromnego triumfu partyzantów w latach 60. ruch ten zapadł się, a jego cieniem był późniejszy Grunwald oraz porównuje ideologię partyzantów z jej odpowiednikami w bloku wschodnim (tu: z ZSRR, NRD i Rumunii) i Jugosławii, gdzie ruch partyzantki stanowił sens polityki Broz-Tity.

Wiele wniosków jest niestety aktualnych, a mechanizmy stosowane przez Moczara można podejrzeć również dziś. Zmieniły się tylko osoby, "zaczyn" i technologie. Z drugiej strony w przyszłości sukces zapewne odniesie książka porównująca Moczarowców z dzisiejszym antysemityzmem, gdzie dziś ta łatka jest instrumentalnie traktowana przez Izrael, którego władze (wybrane demokratycznie!) nazywają antysemitami wszystkich, którzy stają w obronę Palestyńczyków. Paradoks, książka, która poświęciła sporo uwagi na wyjaśnienie, dlaczego w Polsce niechęć wobec ludności żydowskiej była tak wielka i bardzo krytycznie odnosząca się do tego, do czego dopuścili się Polacy, została wydana w czasie, gdy z jednej strony skrajna prawica od Brauna tworzy nową odsłonę partyzantów/Grunwaldu, a z drugiej same władze Izraela cynicznie żongluje jednym słowem, by uciszyć krytyków ich polityki wewnętrznej. Przy takiej polityce nie mogę się dziwić, że znajdują się tacy, którzy potem łapią tępy antysemityzm, polegający na rzucaniu haseł o wypędzeniu Żydów, Polinie, wyprzedaży kamienic itp. Jakby nie patrzeć ta tępa propaganda w latach 60. też miała solidną podstawę, gdyż w MBP faktycznie był spory odsetek ludności żydowskiej.

Ciekawostka. Muszę powiedzieć jedno. W grudniu miałem dość wątpliwą przyjemność otrzymać w pracy gazetkę braci Karnowskich, gdzie ukazała się recenzja książki. Recenzent, choć negatywnie odnosił się do poglądów Machcewicza, pochwalił książkę i uznał ją za ważną. Jeżeli różne środowiska doceniają rzetelność autora i bogactwo treści, a różnice dotyczą wyłącznie wniosków, gdzie historia przechodzi w politykę, to możemy mówić o pracy wybitnej i potrzebnej.

Prywatny licznik: 7/50

Autorytet1piorunów

Dzięki za polecenie, zapowiada się dobrze

GURU

w Książki

23piorunów

279 + 1 = 280

Tytuł: Tekst

Autor: Dmitry Glukhovsky

Kategoria: kryminał, sensacja, thriller

Wydawnictwo: Insignis

Format: audiobook

ISBN: 9788367710732

Liczba stron: 366

Ocena: 9/10

Głównym bohaterem tej powieści jest telefon komórkowy, smartfon. Pomniejszymi postaciami są: Ilja Lwowicz Goriunow, dwudziestosiedmioletni mężczyzna, mieszkający w Łobni, niedaleko Moskwy oraz Piotr Jurjewicz Chazin, policjant z moskiewskiej komendy. Uściślając, to na kartach książki, prym wiedzie właśnie smartfon Piotra (Pieti).

Ilja wraca do domu po siedmiu latach spędzonych w więzieniu (zonie). Został wrobiony przez Federalną Służbę Kontroli Narkotyków, w posiadanie i dystrybucję używek. Przez ten czas stracił swoją ukochaną dziewczynę. Dzień przed przyjazdem Ilji do Łobni, zmarła jego matka. Rozpacz i samotność popycha go w alkohol, dużo alkoholu. Ilja nie ma już nikogo na tym świecie. Przyjaciele się zmienili, Moskwa też nie jest taka sama jak kiedyś. Wrócił do domu i zastał pustkę.

Ilja wchodzi w posiadanie telefonu komórkowego Piotra Chazina. To temu człowiekowi zawdzięcza pobyt w wiezieniu, pozbawienie go wszelkich planów i marzeń. Nie może pogodzić się z tym, co go spotkało. Postanawia poznać życie policjanta. Wszystko, dzięki smartfonowi. Jak dużo można się dowiedzieć o drugim człowieku, tylko za pomocą smartfona? Oj, zapewniam was, że bardzo dużo. Można głęboko wejść w jego życie.

Z książki dowiemy się o życiu mieszkańców Moskwy i rosyjskiego społeczeństwa. Ilja kocha Moskwę i jednocześnie ją nienawidzi. Tam jest piękno i wszystko, co najlepsze, jak również fałsz, brak uczuć i bezduszne prawa rządzące życiem milionów ludzi. Glukhovsky obdziera z zakłamania państwowe instytucje, przedstawia brudne interesy i uwidacznia butę „rosyjskich elit”. Nie skąpi także słów, aby ukazać życie zwykłych ludzi.

Powieść jest zapisem kilku dni z życia Ilji Goriunowa. Na uwagę zasługują jego rozmyślania i wspomnienia. Życie od dzieciństwa, poprzez studia i więzienie, aż po dzień ostatni. Teraźniejszość poprzeplatana z przeszłością. Raczej nie możliwe jest, aby czytelnik nie zatrzymał się choć na chwilę i nie poddał refleksji. Sam zastanawiałem się, jak ktoś mógłby mnie poznać na podstawie mojego telefonu. Wnioski mnie zaskoczyły. Gdyby ktoś analizował i był dociekliwy tak jak Ilja, to moja prywatność w znacznym stopniu zostałaby nadszarpnięta.

Powieść od samego początku przykuwa uwagę. Wyróżnia się styl pisania i przekaz, uwidaczniający brutalność życia. Miłość ściera się z rzeczywistością, wrażliwość walczy o przetrwanie, a dobro ulega złu. Książka jest dramatem i tragedią. Wątek kryminalny można uznać za poboczny. Smutek tam rozpiera się, porywając ze sobą czytelnika.

Prywatny licznik: 2 / 52

Fanatyk3piorunów

@Mr.Mars trochę taka współczesna "Zbrodnia i kara" :smiley:

Fanatyk

w Książki

19piorunów

Newsy książkowe od Whoresbane'a!

Wydawnictwo Altobook wznowi powieść Petera Hellera. "Gwiazdozbiór Psa" ponownie w księgarniach od 17 marca 2026 roku. Wydanie w twardej oprawie liczy 368 stron, w cenie detalicznej 59,90 zł. Poniżej okładka i krótko o treści.

W świecie po końcu świata, nadzieja staje się najodważniejszym aktem człowieczeństwa.

Po globalnej epidemii grypy, która niemal doszczętnie zmiotła ludzkość z powierzchni ziemi, Hig pozostaje jednym z nielicznych ocalałych. Jego najbliżsi – żona, przyjaciele – odeszli. Samotnie zamieszkuje opuszczone lotnisko, dzieląc hangar jedynie z wiernym psem i milczącym, uzbrojonym sąsiadem, który nie szuka kontaktu z nikim.

Codzienność Higa to rutynowe patrole starym samolotem Cessna 182 i krótkie wyprawy w góry, gdzie wśród natury próbuje odnaleźć choć namiastkę dawnego życia. Pewnego dnia z zakłóconego sygnału radiowego wyłania się coś niespodziewanego – znak, że gdzieś tam, poza znanym mu światem, może istnieć inna rzeczywistość. Ta krucha iskra nadziei popycha go do ryzykownej decyzji: wyrusza w nieznane, bez gwarancji powrotu.

„Gwiazdozbiór Psa” to historia człowieka, który – mimo straty i bólu – nie przestaje wierzyć, że warto szukać bliskości, miłości i sensu, nawet gdy wszystko wokół zdaje się temu przeczyć.

 'a - tag, pod którym chwale się nowymi nabytkami oraz wrzucam newsy o książkach

Chcesz mnie wesprzeć? Mój Onlyfans ( ͡° ͜ʖ ͡°) ⇒ patronite.pl/ksiazkiWhoresbane

  

Sum0piorunów

okładka ciekawiej przemyślana tym razem.

Osobistość

w Książki

25piorunów

278 + 1 = 279

Tytuł: Sprawiedliwość królów

Autor: Richard Swan

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: MAG

Format: książka papierowa

ISBN: 9788367793353

Liczba stron: 432

Ocena: 7/10

Tym razem przyszła pora na kolejną trylogię ze stajni MAGa, taką, której premiera nie odbiła się żadnym echem w rodzimym książkowym światku (a zagraniczny niewiele mnie obchodzi). Nie jest to w sumie wielkie zaskoczenie, gdyż seria nie wymyśla koła na nowo - koniec końców ciężko o to w dzisiejszych czasach - i oferuje po prostu kolejną wariację na temat intryg, rebelii, ukrytych spisków i rozłamów zarówno między pojedynczymi ludźmi, jak i znacznymi ich zbiorowościami.

Opowieść toczy się z jednej perspektywy - Heleny, opisującej losy jej oraz jej mistrza Vonvalta i pomagiera tegoż, czyli Bressingera w ostatnich chwilach względnego spokoju - choć na dwóch torach: tym przybliżającym proces powolnego pogrążania się Imperium w nieładzie i widmo nachodzącej wojny oraz tym opowiadającym o nieumiejętności znalezienia swojego miejsca na świecie oraz towarzyszących temu sprzecznych emocjach. Pierwszy z nich toczy się głównie na szczeblu lokalnym, lecz otrzymujemy też niemało informacji o raku rozwijającym się w różnych punktach Imperium, poza bezpośrednim zasięgiem paczki, co z pewnością zostanie rozwinięte w kontynuacjach. Drugi natomiast skupia się na rozterkach narratorki - Vonvalt wyciągnął ją z ubóstwa i do tego poniekąd szkoli na sędzinę (zawód trochę inny niż rzeczywisty odpowiednik) i z jednej strony jest zaszczycona i niezmiernie wdzięczna za dostąpienie takiej możliwości, z drugiej natomiast miewa wątpliwości, zarówno wobec swoich możliwości i godności piastowania istotnego urzędu, jak i prowadzenia tak bogatego w najróżniejsze przypadki życia, gdzie może i uboższe, ale zdecydowanie bardziej prostolinijne bytowanie w niewielkiej mieścinie niekiedy kusi, zwłaszcza po pierwszym zauroczeniu (które swoją drogą jest jak dla mnie zupełnie bez sensu, bo spada jak grom z jasnego nieba, choć dla rozwoju bohaterki jest to jednak dosyć ważne).

Autor często i gęsto rzuca fragmencikami poszerzającymi wiedzę o świecie przedstawionym, które tworzą obraz Imperium rozległego, zróżnicowanego i w efekcie również niepozbawionego konfliktów różnych rozmiarów. Widoczne są tutaj etniczne uprzedzenia i niechęć, choć nie będę przytaczał konkretnych przykładów. Czasem wychodziło to dosyć przeciętnie, jednakże jedna okazja "gotowała się" całkiem długo i dobitnie ukazała paskudność tego typu niesnasek. Należy również wspomnieć o procesie, który był obecny i w naszym świecie, mianowicie wplatanie bogów, zwyczajów, świąt i symboli do własnej kultury z podbitych terenów. Ich pierwotne formy są oczywiście zakazane, ale nowe, zaadaptowane, jak najbardziej w porządku, co nie powstrzymuje jednak "pogan" przed kultywowaniem tradycji z dziada pradziada.

Generalnie kreacja postaci prezentuje raczej poprawny poziom, przy czym nie brakuje sytuacji, gdzie ni stąd, ni zowąd przejawiają one zachowania, których niekoniecznie byśmy się po nich spodziewali. Niezmiennie znalazło się też kilka głupich decyzji, byle tylko fabuła potoczyła się w odpowiedni sposób - jedną z nich jest oczekiwanie pewnego czarnego charakteru dobrych kilkunastu, jak nie kilkudziesięciu, minut aż uciekinier zwoła ziomków i wróci do jaskini lwa. To był zdecydowanie najgłupszy moment w książce. Dialogi zdają się momentami sztywne i patetyczne, ale w znacznej większości przypadków nie ma się do czego przyczepić. Orientacyjnie w połowie książki miała miejsce świetnie zrealizowana scena, w której faktycznie czuć było grozę, przy czym jej intensywność można zawdzięczać porozrzucanym tu i tam fragmencikom napotykanym przez całą książkę - tak to się powinno robić i z tym konkretnym aspektem autor radzi sobie bardzo dobrze.

Po skończeniu lektury mam odczucia, jak gdyby ta książka była jednocześnie o wszystkim i o niczym; chwyta za ogon całkiem sporo wątków i tematów, ale koniec końców bodaj żadnego z nich nie rozwija w maksymalnym stopniu. Nie zostałem ani porwany w niepowstrzymany wir opowieści, ani doszczętnie rozczarowany, po prostu dobrze się to czytało, a nawet kilka razy, nie ukrywam, nie mogłem się doczekać poznania wydarzeń na kolejnych stronach. Jak dla mnie jest to przykład wzorcowej siódemki. Zobaczymy co tam się podzieje w kontynuacjach, choć nie przewiduję diametralnych zmian w formule.

Lider

w Książki

26piorunów

276 + 1 = 277

Tytuł: Dwunasta karta

Autor: Jeffery Deaver

Kategoria: kryminał, sensacja, thriller

Wydawnictwo: Prószyński i S-ka

Format: e-book

Liczba stron: 528

Ocena: 6/10

"Dwunasta karta" to kolejna (już 6) odsłona śledztw Lincolna Rhyme’a - tym razem punktem wyjścia jest sprawa związana z dawnym procesem o ogromnym znaczeniu historycznym i młodą dziewczyną, która może stać się jego współczesnym echem. Zaczyna się mocno: pozornie zwykły atak na nastolatkę w bibliotece, szybko eskaluje w coś znacznie większego, a w tle pojawia się motyw przeszłości, dokumentów, tajemnic i walki o prawdę.

Problem w tym, że Deaver jak zwykle chce dać nam wszystko naraz i trochę się w tym zapętla. Intryga jest misterna, zwroty akcji precyzyjnie zaplanowane, a kolejne "tropy" mają zaskakiwać i zaskakują. Tyle że w pewnym momencie zaczyna to przypominać skomplikowaną łamigłówkę, w której ważniejsze jest samo przestawianie elementów niż emocje związane z ich odkrywaniem. Wątków jest sporo, tropy się mnożą, podejrzani zmieniają się jak w kalejdoskopie i zamiast napięcia pojawia się zmęczenie i zagmatwanie.

Nie znaczy to, że to zła książka. Warsztatowo wszystko się zgadza: tempo (choć nierówne), cliffhangery, gra z czytelnikiem. Po prostu mam wrażenie, że historia mogłaby być krótsza o dobre 100–150 stron i tylko by na tym zyskała. Momentami czułem, że autor za bardzo komplikuje coś, co mogło być bardziej zwarte i uderzające. Szczeóglnie po dobrnięciu do końca czuć, że niektóre wątki były zbędne i tylko niepotrzebnie wydłużały i tak długą książkę. Na plus na pewno zabieg, który pojawił się już w poprzednim tomie, czyli dołączenie do śledztwa ekspertów i niedoszłej ofiary. Geneva wypada tu świetnie, jej historia jest przekonująca i pozwala się z nią utożsamiać i z nią sympatyzować. Choć po komentarzach na LubimyCzytać i na Goodreads, czuję, że z tym sentymentem jestem w mniejszości.

Solidny kryminał z ambicjami, ale zbyt rozwleczony i przekombinowany, by w pełni zaangażować - czyta się dobrze, ale bez tego wow, z którym zostawałem po początkowych tomach serii. Niestety w serii czuć tendencję spadkową, bo już poprzedni tom - "Mag" był raczej przeciętny, a tu nie jest lepiej.


Osobosty licznik: 32/128

Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Fanatyk

w Książki

13piorunów

Newsy książkowe od Whoresbane'a!

Dom Wydawniczy REBIS przedstawia plany książek historycznych na I półrocze 2026 roku.

Lloyd Llewellyn-Jones - "Kleopatry. Zapomniane królowe Egiptu"

Eve MacDonald - "Kartagina. Nowa historia starożytnego Imperium"

Trevor Bryce - "Hetyci. Wojownicy z Anatolii"

Harry Sidebottom - "Idący na śmierć. Gladiatorzy w starożytnym Rzymie"

Justine Firnhaber-Baker - "Kapetyngowie. Dynastia, która stworzyła średniowieczną Francję"

 'a - tag, pod którym chwale się nowymi nabytkami oraz wrzucam newsy o książkach

Chcesz mnie wesprzeć? Mój Onlyfans ( ͡° ͜ʖ ͡°) ⇒ patronite.pl/ksiazkiWhoresbane

   

GURU

w Książki

27piorunów

272 + 1 = 273

Tytuł: Śledztwo od kuchni czyli klasyczna powieść kryminalna o wdowie, zakonnicy i psie (z podtekstem kulinarnym)

Cykl: Karolina Morawiecka (wdowa po aptekarzu) (tom 1)

Autor: Karolina Morawiecka

Kategoria: kryminał, sensacja, thriller

Wydawnictwo: Lira

Format: książka papierowa

ISBN: 9788365838872

Liczba stron: 336

Ocena: 7/10

Tak sobie pomyślałem, ze rzadko spotyka się książki, z takim długim tytułem. W dodatku morderstwo na zamku w Pieskowej Skale. To było inspiracją do przeczytania tej książki. Nie żałuję.

Poznajcie Panią Karolinę Morawiecką, wdowę po aptekarzu, osobę mądrą, inteligentną, dociekliwą i zawsze dobrze poinformowaną. Kobietę, której można powierzyć najskrytsze sekrety. Będą u niej bezpieczne…., przez pięć minut. W końcu bycie wdową po aptekarzu, do czegoś zobowiązuje. Co najmniej do chęci uchodzenia za elitarnego mieszkańca w podkrakowskiej Skale. To nie jest autobiografia. Zbieżność nazwisk autorki i głównej bohaterki jest czysto przypadkowa i absolutnie niezamierzona, tak jak to bywa w różnych książkach. Chyba nie pomyśleliście, że autorka chciała sobie zażartować z czytelnika.

Pewnego dnia, w sercu Ojcowskiego Parku Narodowego, na Zamku w Pieskowej Skale znaleziono ciało dziewczyny. Jak wiadomo, wieści szybko się roznoszą. Karolina Morawiecka rusza na zamek i rozpoczyna własne śledztwo, bo przecież na policję nie można liczyć.

Na uwagę zasługuje też Trufla, suka, duże psisko. Znana jest z tego, ze toczy metry sześcienne śliny, zjada wszystko, co znajdzie się w zasięgu jej pyska i nikogo nie sucha.

Jak już jesteśmy przy prezentacji głównych postaci, to nie możemy zapomnieć o siostrze Tomasza. Nie, to nie tak, jakżeście pomyśleli. To nie siostra żadnego Tomasza, a zakonnica o imieniu Tomasza. Znana i zasłużona w krakowskim środowisku, nie tylko kościelnym. Biskupi ciągle ją wspominają i pewnie długo nie zapomną. Zakonnica w nagrodę zastała przeniesiona z krakowskiej kurii do parafii w Skale.

Dzięki tym dwóm niestrudzonym kobietom, śledztwo zakończyło się sukcesem. Chociaż na początku wszyscy byli podejrzani. Niezwykły zmysł śledczy, poczęstunki bigosem i ciasteczkami z bezą, był przy tym bardzo pomocne. Takich kobiet nam potrzeba.

Podsumowując. Czytając książkę świetnie się bawiłem, uśmiech z twarzy mi nie schodził. Książka jest pełna humoru, w tym czarnego. Autorka świetnie bawi się językiem i doborem słów. Czytelnik narażony jest na wiele porównań i metafor, a także na poznanie lokalnych powiedzonek. Z tym lokalnym slangiem, autorka nie ma najmniejszego problemu, bo tam mieszka.

Ta pozycja ma wiele odmiennych opinii w Internecie. Jedni zarzucają autorce brak talentu, drudzy zachwycają się właśnie językiem. Ja myślę, że Karolina Morawiecka (autorka) z premedytacją postawiła na taką fabułę. Miała powstać lokalna książka z wymyśloną historią kryminalną.

Kiedy będę potrzebował lekkiej, wesołej książki, sięgnę po kolejne tomy przygód Karoliny Morawieckiej (wdowy po aptekarzu). Jej życie jest nieprzewidywalne.

Prywatny licznik: 1 / 52

Inspirator1piorunów

Też świetnie się bawiłam i kilka razy głośno zaśmiałam. Czasem bogactwo językowe przytłaczało i przeszkadzało w lekturze. Odnosiłam wrażenie, że każde zdanie musi być lepsze od poprzedniego. Dzięki za przypomnienie o autorce. Sięgnę po kolejną część, bo mam zastój czytelniczy.

Gruba ryba1piorunów

@Mr.Mars dodane do przesłuchania.

Pokaż więcej komentarzy (3)

Mistrz

w Książki

35piorunów

268 + 1 = 269

Tytuł: Welewetka. Jak znikają Kaszuby

Autor: Stasia Budzisz

Kategoria: reportaż

Wydawnictwo: Wydawnictwo Poznańskie

Format: e-book

Liczba stron: 304

Ocena: 7/10

Link do LubimyCzytać:

https://lubimyczytac.pl/ksiazka/5087257/welewetka-jak-znikaja-kaszuby

Do sięgnięcia po "Welewetkę" zachęciła mnie jedna z bibliotekarek na ostatnim Silent Book Clubie. Może nie bezpośrednio — po prostu gdy o niej opowiadała, wzbudziła moją ciekawość. Mimo że mieszkam na Pomorzu, to Kaszuby zawsze były czymś egzotycznym. W końcu sami Kaszubi, poza etnomiejscówkami przesyconymi folklorem, to dość zamknięta społeczność.

Nie byłam pewna, czy odnajdę się w jej czytaniu i od paru lat nieco omijałam tę książkę — Kaszubi trochę traktują Gdańszczan jako gorszy sort Pomorzan. W końcu Gdańszczanie to nie Kaszubi.

Autorka opowiada o Kaszubach i kaszubskości przez pryzmat swojego stosunku do nich oraz przez historię swojej rodziny. Nakreśla nam losy Kaszubów przed drugą wojną światową, w jej trakcie, i po. Rysuje obraz narodu, który sam nie wie, czy jest narodem; grupy etnicznej, która od początku była podzielona (Niemcy/Polacy, Północ/Południe, Separatyści/Asymilujący się itp.).

Przy tym urozmaica tę opowieść wieloma kolorowymi anegdotami — wierzeniami, przesądami, albo historią kobiety, która czuje się "oszukana", bo w trakcie pisania magisterki dowiedziała się, że strój kaszubski nie jest zbytnio historyczny.

Jest to przyjemny reportaż, wart sięgnięcia przez kogoś nieobeznanego w kaszubskości. Na wspomnienie zasługuje też okładka, która niezwykle mi się podoba.

Prywatny licznik (od początku roku): 9/52

Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Fenomen1piorunów

@Wrzoo Muszę w wolnej chwili wypożyczyć. Również jestem z Pomorza (ziemia chełmińska team), znam wielu Kaszubów, generalnie są to w większości mili ludzie, ale jak czytam o tańcu feretronów, jajecznicy ze szprotami lub też brzmi mi uszach kolęda wykonana przez pracowników Drutexu to czasami czuję się, jakbym trafił do innego świata.

Każdy region jest nietypowy, ale Kaszuby to już taki świat, że aż dziwi mnie, że nie doczekał się własnej wersji "Świętej wojny", gdzie tamtejszy Bercik od kilkunastu lat siedzi na bezrobociu, bo Unia uwaliła go limitami na dorsze, a jego największym wrogiem byłby szwagier, którego oskarżałby o wysokie życie dzięki zbijaniu interesów z Nikosiem w Trójmieście.

Mistrz1piorunów

@BapitanKomba no takie Podlasie Pomorza.
P.S. O feretronach też jest rozdział. :grinning:

Pokaż więcej komentarzy (2)

Fanatyk

w Książki

17piorunów

Newsy książkowe od Whoresbane'a!

Wydawnictwo Noir sur Blanc przedstawia historyczny dodruk. "Anarchia. Niepowstrzymany rozkwit Brytyjskiej Kompanii Wschodnioindyjskiej" Williama Dalrymple ponownie w sprzedaży od 11 lutego 2026 roku. Wydanie w twardej oprawie ma 680 stron, w cenie detalicznej 99 zł. Poniżej okładka i krótko o treści.

Wiek władzy, chciwości i okrucieństwa. Historia panowania prawdziwej królowej Brytyjskiego Imperium – Kompanii Wschodnioindyjskiej

"Anarchia" relacjonuje jeden z najbardziej niezwykłych epizodów w światowej historii – to opowieść o tym jak potężne Imperium Mogołów, kontrolujące światowy handel i mające do dyspozycji niemal niewyczerpane zasoby, rozpadło się, ustępując miejsca pierwszej prawdziwie międzynarodowej korporacji: z siedzibą oddaloną tysiące kilometrów od subkontynentu, którym niepodzielnie rządziła, odpowiadającej przed udziałowcami, którzy nigdy w życiu nie byli w Indiach i mieli niewielkie pojęcie o miejscu, które stało się źródłem ich bogactwa.


Dalrymple, korzystając z niedostępnych wcześniej źródeł, kreśli fascynujący obraz powstania Kompanii Wschodnioindyjskiej, globalnej organizacji, która przetarła szlak ekonomicznym gigantom kształtującym współczesny świat. I która, jak wielu jej następców, realizowała swoje interesy z bezwzględną konsekwencją, odciskając okrutne piętno na losach milionów.

 'a - tag, pod którym chwale się nowymi nabytkami oraz wrzucam newsy o książkach

Chcesz mnie wesprzeć? Mój Onlyfans ( ͡° ͜ʖ ͡°) ⇒ patronite.pl/ksiazkiWhoresbane

   

Lider0piorunów

Polecam, świetna książka. Czytałem co prawda w oryginale, ale zakładam, że na tłumaczeniu może tylko zyskać

Lider

w Hydepark

20piorunów

267 + 1 = 268

Tytuł: Godziny gniewu

Autor: M.M. Perr

Kategoria: kryminał, sensacja, thriller

Wydawnictwo: Prozami

Format: e-book

Liczba stron: 272

Ocena: 5/10

7 tom serii z Podkomisarzem Robertem Lwem.

Tym razem trafiamy w sam środek akcji już od pierwszej strony, do Roberta dzwoni jego córka Basia, która mówi mu, że zabiła człowieka i potrzebuje jego pomocy z pozbyciem się ciała. Ich relacja nigdy nie była najlepsza, a tu widzimy ją z perspektywy kilku lat po wydarzeniach z 6 tomu i szybko orientujemy się, że te lata nie pomogły, a wręcz ją jeszcze bardziej rozbiły.

Basia jest członkinią sekty, sekty prowadzonej przez Jakuba, który ma ogormny dar przekonywania i zjednywania sobie ludzi, a Basia będzie w tom tomie jego rękami. Robert nie umie dotrzeć do córki, a nawet gdy pojawia się na chwilę w domu, szybko orientuje się, że już ją stracił i nigdy nie odzyska. Gdy Basia znowu znika, nasz bohater orientuje się, że po raz kolejny Jakub wpędzi ją w jeszcze większe kłopoty, a on będzie mógł tylko zmniejszyć straty.

To jest kompletnie niepotrzebny tom. Czuć, że nie dość, że autorce nie chciało się go już pisać i ma tylko 272 strony, czyli ponad 50 mniej niż poprzednie i ponad 200 stron mniej niż najdłuższa książka w serii. Robert jest stary i niedołężny, jego mózg pracuje z dużym opóźnieniem, ma trochę już wywalone na to czy zaraz nie wywalą go z firmy za wszystko, co zrobił, żeby pomóc córce. Znani i lubiani bohaterowie z poprzednich tomów nie istnieją, a ich miejsce zajmuje papierowy brat Roberta, który jest nijaki. A końcówka to już jawna kpina z czytelnika, bo najciekawszy fragment ksiązki jest wycięty i Lew budzi się w spitalu.

Nie polecam sięgać po ten tom, a jeśli chcecie sięgnąć po tę serię, to czytajcie ją do 5 tomu włącznie, później książki z ocen 7-8/10 spadają na max 5/10. Pewnie dałoby się obciąć tę ocenę jeszcze bardziej, ale mam sentyment do tej serii i głównego bohatera. Jest mi mega przykro co autorka z nim zrobiła 😒


Osobisty licznik: 31/128

Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz

GURU1piorunów

@WujekAlien

@WujekAlien

Nie polecam sięgać po ten tom, a jeśli chcecie sięgnąć po tę serię, to czytajcie ją do 5 tomu włącznie, później książki z ocen 7-8/10 spadają na max 5/10. Pewnie dałoby się obciąć tę ocenę jeszcze bardziej, ale mam sentyment do tej serii i głównego bohatera. Jest mi mega przykro co autorka z nim zrobiła 😒

Zgadam się w 100%. Myślę, że to ostatnia książka z tej serii, bo ciężko będzie dalej ciągnąć przygody Roberta Lwa.

Lider1piorunów

@Mr.Mars Ja kończę na tym tomie i odpuszczam sobie przyszłe tomy.
Autorka z resztą chyba poszła w serię Apokalipsa, kóra jest dość dziwna, bo przypomina bardziej serial książkowy z epizodami po 100 stron

Pokaż więcej komentarzy (2)

Fenomen

w Hydepark

22piorunów

266 + 1 = 267

Tytuł: Liczby nie kłamią. 71 rzeczy, które trzeba wiedzieć o świecie

Autor: Vaclav Smil

Kategoria: popularnonaukowa

Wydawnictwo: Insignis

Format: papierowa

ISBN: 9788366874650

Liczba stron: 431

Ocena: 6/10

Książka stanowi zbiór 71 rozdziałów poświęconych różnym zagadnieniom ze świata statystyki, techniki, demografii i ekonomii. Zamierzeniem autora było przedstawienie pewnego problemu, wyjaśnienie jego wpływu na planetę i pokazanie, że wiele powszechnych opinii nie jest zgodnych ze statystyką. Wiele tekstów stanowi uargumentowanie stanowiska autora, który korzystając z danych statystyk jednoznacznie określa swoje stanowisko.

Książka stanowi zbiór ciekawostek i powinniśmy ją traktować jako papierowe Galileo, ale merytorycznie stojące kilka stopni wyżej. Na pewno będzie dobra dla osób, które potrzebują zgrabnej odpowiedzi na pytania, czy np. elektrownie jądrowe są opłacalne, czy dla historii techniki przełomowy był XIX wiek czy jednak obecny, gdzie dokonuje się rewolucja AI czy też czy Chiny będą najpotężniejszym państwem na świecie. Jeśli ktoś szuka dogłębnego opisu danego problemu to musi szukać w innych miejscach.

Jako lektura przed snem lub podczas krótkiej podróży z pewnością się nada.

Prywatny licznik: 6/50

Fenomen0piorunów

Komentarz usunięty przez moderatora