Hejto.pl
Dodaj post

Wpisz coś do wyszukania (minimum 2 znaki)

#gory

GURU

w Dyskusje

22piorunów

Z mojego pamiętnika:

Mały Szlak Beskidzki – 137 km w koncepcji wędrowania Fast & Light :mountain::tent:

*42 godziny i 4 minuty zap#%dalania** :man-running:
(2 godz. 36 min jedzenia w restauracjach i schroniskach, 10 godz. 53 min odpoczynku i snu w hamaku).

Lekki plecak, bez zbędnych ceregieli, namiotów i kilkugwiazdkowych noclegów BB. Początkowo zakładałem 3–4 dni, ale wyszło trochę inaczej… Problemem było zminimalizowanie wagi plecaka. Śpiwór, hamak, do tego mini zestaw ubrań na przebranie, ciut elektroniki, apteczka i spory pakiet jedzenia z wodą — chcąc nie chcąc, wyszło 8 kg na początku szlaku :toolbox:.

Dzień :one: – 63,5 km

Pobudka o 4:30 :alarm_clock: na szczycie Lubonia Wielkiego, 1022 m n.p.m. Spało się dobrze, komarów i innej zwierzyny brak. Według założeń startuję o 5:00, zaraz po pierwszym śniadaniu tego dnia, a było ich jeszcze trzy. Idzie się przyjemnie. Lekkie słońce, wiatr, aż do obiadu w Schronisku na Kudłaczach. Kończę zupę „Krem z czosnku niedźwiedziego”, zaczynam się ubierać w wersję przeciwdeszczową i wychodzę.

Po chwili zauważam pod stopami pełzającą salamandrę plamistą i doskonale zdaję sobie sprawę, że przy takiej pogodzie ten płaz czuje się jak na all inclusive. A skoro salamandra wyszła na spacer, to chyba można się spodziewać, że zaraz zacznie się taplanie w błocie.

Na zejściu do Myślenic przywaliłem stopą w skałę tak, że górnicy na Górnym Śląsku zastanawiali się, czy aby nie było tąpnięcia na ich szychcie. Mało tego rozpoczyna się ulewa, a szlak zamienia się w rwący potok.

Impregnacja obuwia zdała się wytrzymać ledwie godzinę, potem skarpetki zamieniły się w gąbkę żądną wody. W mieścinie pauzuję na burgera XL z pieczonymi ziemniaczkami i przez okno przyglądam się, jak woda z drogi przelewa się na chodniki. Rozmyślam, jak tu dalej iść i czy zmienić skarpety, a to ważna decyzja, gdy ma się tylko dwie pary. Miejscowi smakosze wołowiny spoglądają na mnie dziwnym wzrokiem, pewnie zastanawiając się, gdzie ten gość, ubłocony do pasa i z cieknącym plecakiem, chce wychodzić, gdy na zewnątrz nawałnica i potop.

W lokalnym sklepiku robię zakupy na kolację i śniadanie, po czym ruszam na właściwy szlak z uśmiechem na twarzy i chlupotaniem w bucie.

Docieram do miejsca zaplanowanego noclegu i tu pojawia się problem, bo wciąż leje. Minusem hamaka jest to, że strasznie zbiera się w nim woda, tworząc wannę. Zastanawiam się, czy nie wykorzystać go jako zadaszenia, ale koniem nie jestem spać na stojąco nie będę.

Zaglądam w mapę. Za 15 kilometrów jest wiata. Wylewam nadmiar wody z obuwia i dalejże do niej!

Po blisko czterech godzinach brodzenia docieram do tej drewnianej budki i rozpoczynam przygotowania do snu.

Dzisiaj nadrobiłem kilometrów, jutro będę miał mniej :rolling_on_the_floor_laughing:.

Dzień :two: – 74 km

Pobudka 4:28 :alarm_clock:. Sen średni. Dwa razy chciała mnie okraść z pożywienia ruda bestia zwana lisem. Na szczęście prowiant był zawieszony wysoko.

Dodatkową atrakcją był przejazd kilku quadów tuż po północy.

Śniadanie zjadam w wersji podwójnej, zapijam colą i rozpoczynam zwijanie majdanu. Zadowolony, że nie pada, zakładam mokre skarpety i wyruszam punktualnie o 5:00.

Przemierzam kolejne metry, planując następne posiłki i nocleg, a w butach jakoś tak bardziej sucho.

W Zembrzycach poszukuję otwartego sklepu. Dostaję reprymendę od kilku osób, że jest niedziela i moje miejsce powinno być na wyborach lub w kościele. Zdecydowanie nie polecam tej pipidówy!

W Krzeszowie zupę gulaszową zagryzam zapiekanką z pieczarkami i wyruszam na atak Leskowca – 922 m n.p.m.

Po drodze starszy pan śmieje się, że swojej grupy już nie dogonię przed szczytem. Pomylił się dwa razy, bo po pierwsze to nie moja grupa, a po drugie mijam ich dość szybko.

Tuż za wierzchołkiem miałem spędzić drugą noc, bujając się w hamaku z dobrym punktem widokowym. Jest godzina 13:25, ludzi więcej niż na dole. Zdecydowanie nie jest to godzina ani opcja do snu.

Zasuwam dalej. Wiem, że szlak zrobię w maksymalnie 3 dni.

Po blisko 12 kilometrach trafiam na Przełęcz Kocierską, gdzie odbywa się zlot ryczących i drogich aut, okraszony walącym pustym basem muzyki, jakby ktoś młotkiem schabowe tłukł przy niedzieli.

Zaglądam w mapę. Jeśli przed 20:00 zdążę na Górę Żar, tam podjem w spokoju i rozłożę biwak w pobliskiej wiacie.

Tutaj wedle planu miałem zjeść zupę gulaszową, ale chyba się skończyła. Pani z obsługi idzie sprawdzić na kuchnię.

"Proszę pana, w sumie to ostatnia porcja".

Czyli pewnie dostanę zlewki z gara, ale od 25 kilometrów nie jadłem nic na ciepło, to co mi tam.

Na stół wjeżdża talerz, a tam sama wołowinka, dwa kawałki pieczarki i jeden papryki. Takie coś to ja rozumiem.

Po posiłku rozglądam się. Z jednej strony wiata na nocleg, z drugiej zbliżający się zachód słońca, a w oddali trzeci widok łuna mieściny Bielsko-Biała, gdzie jest mój cel.

Zaglądam w mapę. Niecałe 20 km do celu. Nogi w dobrej formie. Czytam porannego SMS-a od kumpla:

„Niezła próba charakteru!!!! Już dużo Ci nie zostało, napieraj do przodu jak taran!!!!”

Hmm… Sprawdzam godzinę. Jest szansa, że wyrobię się przed północą i zakończę w dwa dni.

Łykam eliksir magnez Shot, wspierany produkowaną przez organizm adrenaliną, zaczynam pędzić w dół, szybko mijam zaporę i przystępuję do 5-kilometrowego podejścia na Horbaczą Łąkę.

Kilometry mijają dość szybko. Pod krzyżem obok schroniska śmigam w półmroku, jeszcze bez oświetlenia.

Ludzie z platformy widokowej głośno zastanawiają się, co to za zwierzę przemknęło. Mam z tego ubaw i jeszcze większą motywację.

Odpalam czołówkę na 400 lumenów, wyjaśniając ich wątpliwości, i turlam się do Bielska z maksymalną dla mnie prędkością.

23:04 – staję przy okrągłej czerwono-białej kropce oznaczającej koniec szlaku.

Czasami przeciwności mogą nas nakręcić do jeszcze lepszego działania 💪💪!

Mały kącik gastronomiczny ze szlaku :yum:

W przygotowywaniu energii, która mnie napędzała, pomagały:

* Woda niegazowana – 9 l

* Sok multiwitamina – 1 l

* Cola – 3 l

* 2× pierogi ruskie

* Pierogi z mięsem

* 2× zupa gulaszowa

* Zupa chrzanowa

* Zupa krem z czosnku niedźwiedziego

* Placek po węgiersku

* Zapiekanka z szynką

* 2 bułki z miksem serów żółtych i białych

* 6 batoników z orzechami

* Burger XL Arizona + pieczone ziemniaczki

* 3 konserwy – szynka z indykiem

* Kabanosy z chili

* 4 paczki żelków mini

* Jogurt do picia truskawkowy

* 2 garści świeżych poziomek na szlaku

Pokaż więcej komentarzy (9)

Specjalista

w Hydepark

21piorunów

Dzień dobry, kolejna zagadka z cyklu .
Tym razem zdjęcie z nieco pochmurnego, kwietniowego dnia w Tatrach, który jednak, jak widać, udało się nieco rozjaśnić i rozweselić ;) Bo nic tak nie poprawia dnia, jak beztroskie wypełnienie ciężko wypracowanego dyficytu kalorycznego :)

Pytanie - gdzie się obżerałem, siedząc przy kozie, w której miło huczał ogień, i gdzie pachniało drzewnym dymem, i gdzie czułem, że życie czasem jest dobre i dokładnie takie, jakie ma być?

Cały czas mam ten problem, że zagadki zbyt łatwe są odgadywane szybko i od razu, na mniej oczywiste nikt nie odpowiada... Trudno trafić w coś, co wywoła jakiś ruch. Dzisiaj zdecydowanie ten pierwszy przypadek :)

Osobistość

w Hydepark

13piorunów

Hej, mały apel. Jak wrzucacie jakieś fajne foto z aktywności to piszcie gdzie zrobione i na co widok, bo później mój autystyczny mózg włącza soft kasy z biedronki i wyświetla komunikat "potrzebne informacje"

Dziękuję!

Pokaż więcej komentarzy (3)

GURU

w Hydepark

30piorunów

„Jeszcze Polska nie zginęła, Wiwat plemię lasze! Słuszna sprawa górę wzięła, Morskie Oko nasze!”

W 1888 roku dobra zakopiańskie (obejmujące znaczny obszar Tatr, w tym Morskie Oko) – doprowadzone do bankructwa przez ówczesnego właściciela Magnusa Peltza – zostały wystawione na sprzedaż. Nabywcą okazał się Jakub Goldfinger, kupiec drzewny, co groziło kontynuacją rabunkowej gospodarki leśnej. Dopatrzono się jednak błędów proceduralnych i licytację powtórzono. Miłośnicy Tatr i Zakopanego postanowili ocalić jeden z największych skarbów polskiej przyrody dla kolejnych pokoleń. Zorganizowana zbiórka pieniędzy nie przyniosła wystarczających środków, ale sytuację uratował arystokrata, patriota zmuszony przez władze pruskie do opuszczenia Wielkopolski, hrabia Władysław Zamoyski, który ostatecznie kupił dobra zakopiańskie w 1889 roku. Wydawało się, że nic już nie zagrozi bezpieczeństwu tatrzańskich lasów, stawów i hal. Wkrótce pojawiło się nowe zagrożenie…

Od 1879 roku właścicielem dóbr leżących po południowej stronie Tatr (na terenie dzisiejszej Słowacji) był pruski magnat, książę Christian Kraft zu Hohenlohe-Öhringen, zapalony myśliwy, żywo zainteresowany objęciem w posiadanie okolic Morskiego Oka – jego wschodniego brzegu i Doliny Rybiego Potoku. Od początku lat dziewięćdziesiątych coraz częściej dochodziło do utarczek pomiędzy służbą leśną Hohenlohego a polskimi góralami. Ponieważ majątek Prusaka leżał na terenie Królestwa Węgier, a włości Zamoyskiego należały do Królestwa Galicji i Lodomerii, stanowiącego część Austrii, spór zyskał wymiar międzynarodowy i trafił pod osąd Międzynarodowego Trybunału Rozjemczego w Grazu.

Proces, któremu przewodniczył prezes szwajcarskiego sądu związkowego, doktor Johann Winkler, trwał od 21 sierpnia do 13 września 1902 roku. Tygodnik „Przegląd Zakopiański” tak opisywał początek obrad: „Jaki wyrok zapadnie – trudno dziś przewidzieć. Nie wątpimy jednak, że wyrok będzie bezstronny i sprawiedliwy – że słuszna sprawa zwycięży. Wyrok ten zakończy spór dwóch narodów, ciągnący się od dziesiątek lat, o szmat ziemi skalistej i dzikiej, nieurodzajnego pustkowia, a jednak wielkiej wartości skarbu przyrody. Dwa narody stają przed sądem – dwa odrębne społeczeństwa. Zachowanie ich też różne. Społeczeństwo węgierskie zimne, obojętne na toczący się proces – społeczeństwo polskie podniecone, rozgorączkowane, z niecierpliwością i niepokojem oczekujące każdej wiadomości z Grazu. Różnica wybitna – wymowna”.

Esencją sporu był przebieg krótkiego odcinka granicy pomiędzy Węgrami a Austrią, w istocie – Galicją. Strona węgierska utrzymywała, że granica powinna biec wprost ze szczytu Rysów, przecinać Czarny Staw i Morskie Oko i dalej prowadzić wzdłuż Rybiego Potoku do potoku Biała Woda. Przedstawiciele Galicji dowodzili, że właściwą linię podziału stanowi grań opadająca z Rysów, biegnąca przez Żabi Szczyt, Żabie, wprost do Białej Wody (dokładnie tak jak obecna granica polsko-słowacka). Do końca sierpnia reprezentanci stron przedstawiali swe argumenty w Grazu, a pomiędzy 4 a 8 września przeprowadzono wizję lokalną w Tatrach.

Wyjątkową rolę podczas procesu odegrał reprezentujący stanowisko galicyjskie, a faktycznie polskie, Oswald Balzer – wybitny historyk prawa, profesor Uniwersytetu Lwowskiego, dyrektor Archiwum Krajowego Aktów Grodzkich i Ziemskich. Dzięki jego wspaniale umotywowanemu wywodowi trybunał wydał 13 września 1902 roku wyrok korzystny dla Galicji. Wśród Polaków śledzących przebieg sprawy wybuchł prawdziwy entuzjazm. Na ulicach Zakopanego podczas radosnej manifestacji śpiewano: „Jeszcze Polska nie zginęła / Wiwat plemię lasze / słuszna sprawa górę wzięła / Morskie Oko nasze!”.

W 1918 roku upadły Austro-Węgry, powstały niepodległa Polska i niepodległa Czechosłowacja. Ustalona w 1902 roku linia graniczna została utrzymana w mocy. Nikt nie kwestionował polskości Morskiego Oka. Wyrazem hołdu dla Balzera było nadanie jego imienia drodze wiodącej z Zakopanego, przez Jaszczurówkę, do Morskiego Oka. Tysiące turystów do dzisiaj podążają tą szosą, by podziwiać najpiękniejszy z tatrzańskich stawów.

Taka ciekawostka.

Przed rozbiorami granica w górach przechodziła przez najwyższe Tatry w tym szczyt Gerlachu. Opierała się o Polski Grzebień, stąd zresztą jego nazwa. Nie wiadomo dlaczego nagle granicą zmieniła przebieg- nie było żadnego transferu ani zmian prawnych. Ot po prostu zaczęto nagle rysować mapy inaczej.

Nikt w sumie nie wie kiedy i jak nagle tereny te znalazły się w granicach Węgier.

Jedna z teorii mówi że wylobbował to po cichu u urzędników austriackich ród węgierskich posiadaczy ziemskich.

Pokaż więcej komentarzy (2)

GURU

w Hydepark

83piorunów

Mogłem zostać przed TV xD

Lider22piorunów

@starszy_mechanik jprdl. Dlatego szukam mniej popularnych gór. Tatry odwiedzę jak niedźwiedź kogoś tam zeżre. xD

Pokaż więcej komentarzy (13)

GURU

w Góry

14piorunów

Ponieważ nie mam za wiele zdjęć z Tatr a większość sam nie wiem gdzie robiłem to zapodam coś łatwego na

Pokaż więcej komentarzy (4)

Lider

w Hydepark

95piorunów

Jakoś tak mi się skojarzyło xd

Fanatyk17piorunów

Ciekawe, czy w ogóle spodziewały sie jakiejś pomocy, może po prostu chciały się kimnąć w lesie. Nie widzę na zdjęciach śniegu, za to widzę grube śpiwory. Śpiworu się chyba nie bierze, jeśli się nie zamierza w nim spać.

Lider6piorunów

Wołam @winiucho niech będzie to dla niego przestrogą

Pokaż więcej komentarzy (14)

Gruba ryba

w Księżycowy spacer

22piorunów

298 349,13 - 15,19 = 298 333,94

Jak na pomysł na rozruch po dłuższym czasie to mogło być trochę zbyt ambitnie xD, bo przy podejściach to dłużej odpoczywałem niż wchodziłem ale ostatecznie dałem radę. Dobrze że ma urlop i mogę jutro umrzeć w łóżku :D

---

Wpis dodany za pomocą hejtostats.pl. @Marvin certified!

GURU

w Wiadomości Polska

5piorunów

Pracowita sobota ratowników TOPR. Dziesięć interwencji, cztery z użyciem śmigłowca [WIDEO]

Słoneczna i ciepła pogoda sprawiła, że w sobotę na tatrzańskie szlaki wyszło bardzo dużo turystów. Duży ruch przełożył się na liczne zdarzenia – ratownicy TOPR interweniowali dziesięć razy, w tym czterokrotnie z użyciem śmigłowca. Jak relacjonował dla PAP ratownik dyżurny

Specjalista

w Hydepark

29piorunów

Dzień dobry, dobry wieczór, czas na kolejne . Trochę późno, ale trudno było znaleźć chwilę, bo od piątku korzystam z niespodziewanie dobrej pogody i jestem w górkach, chociaż akurat nie w Tatrach :)

Pytanie na dziś: który tatrzański staw jest na zdjęciu?

GURU5piorunów

Capi Staw?

Specjalista1piorunów

@Kronos halko, wygrana to nie tylko prestiż i uznanie, ale także zobowiązanie. Czekamy na wrzutkę z kolejną tatrzańską zagadką. Takie jest prawo.

Pokaż więcej komentarzy (4)

GURU

w Hydepark

55piorunów

Nie wziąłem czołówki, czyli lecimy po ciemku.

Autorytet9piorunów

Osobiście jak idę w dzicz, to bez oświetlenia. Strasznie mnie to razi. Wolę czekać na pełnię i uczucie infrawizji 10/10
Udanych voyage

Pokaż więcej komentarzy (15)

Inspirator

w Hydepark

80piorunów

Znowu idziemy- tym razem po szczytach Sloweni

GURU8piorunów

@Z_buta_za_horyzont mnie też zabierz, mogę wodę nosić.

GURU4piorunów

@FriendGatherArena próbowałem kiedyś, przy szlaku na Rysy od slowackiej strony są przygotowane w wersji dla turystów (zawróciłem i oddałem po parunastu krokach). To są prze.... Raz pomagałem jednemu wstać bo jak siadł na ścieżce to koniec. Żeby założyć to musieliśmy we dwóch nosidło na skarpę, on na skarpie usiadł w ja mu to wepchnąłem na plecy

GURU1piorunów

@Ravm ja spakowany na Kazbek 30kg na plecach, i 7kg w plecaku z przodu musiałem zmienić peron schodami na Warszawa Zachodnia. Oczywiście była zmiana w rozkładzie i miałem dodatkową przeprawę między peronami to myślałem, że łydki mi eksplodują. A nijak te schody są w porównaniu do wniesienia aż pod Rysy takiej paczki :man-gesturing-ok:.

Pokaż więcej komentarzy (9)