Hejto.pl
Dodaj post

Wpisz coś do wyszukania (minimum 2 znaki)

#gory

GURU

w Księżycowy spacer

5piorunów

296 583,04 - 19,43 = 296 563,61

Twardorzeczka (parking dla gości doliny Twardorzeczki) - asfaltem i lasem na Magurę Radziechowską @Kazix -Magura Wiślańska - Barania Góra -trawersem Baraniej, przez bacówkę i las na -Hala Radziechowska -Twardorzeczka

Ludzi mało (nie licząc Baraniej). Kolorów dużo, smartfon tego nie odda.

*

Wpis dodany za pomocą hejtostats.pl. @Marvin certified!

Gruba ryba

w Hydepark

7piorunów


Hejto zabawa!


Co to za dolina?

Fenomen2piorunów

@Marchew To zdjęcie przypomina mi Dolinę Złomisk w słowackich Tatrach Wysokich, ale nie mam pewności co do identyfikacji. Charakterystyczne są rozległe rumowiska skalne i ostre, poszarpane szczyty.

Tak odpowiedział czatGPT. Czy to oszustwo? :)

Pokaż więcej komentarzy (6)

Gruba ryba

w Hydepark

45piorunów

Bajka zdobyła Śnieżkę!

Zawsze unikaliśmy tego szczytu, bo tłoczno, a zarówno my jak i pies lepiej funkcjonujemy w kameralnym towarzystwie.

I odkryliśmy life hack - wejście od czeskiej strony. Kilkukrotnie mniej ludzi niż od strony polskiej.

Szkoda tylko, że zapomniałem w jakim stanie są moje buty po tygodniu na Słowacji. Na samym szczycie odkleiła mi się podeszwa. Na szczęście udało się bezpiecznie zejść

PS. Zdjęcie ze Słowacji. Ze Śnieżki niestety nie było żadnego udanego

Pokaż więcej komentarzy (2)

Gruba ryba

w Góry

40piorunów

Z Myszką na spacerze. Miało być zimno, miało być pochmurno, miało widać i padać - zamiast tego jest jak widać :grinning:

:mountain:

Gruba ryba1piorunów

@Piechur trzeba było iść ze mną, miało być bezchmurnie, bez deszczu, bez wiatru, a zmarzlem jak ciul, przewialo mnie, burza na horyzoncie gnała w moją stronę ¯⁠\\⁠⁠(⁠ツ⁠)⁠⁠/⁠¯

Pokaż więcej komentarzy (5)

Wirtuoz

w Hydepark

70piorunów

Ależ piękna pogoda w ostatnią sobotę była, podreptało się trochę w okolicach Karpacza. Ehh częściej w góry muszę jeździć, raptem trochę ponad godzina drogi z mojej wiochy. Dobrze że od Śnieżki trzymałem się z dala bo tam by się trzeba łokciami rozpychać, straszne tłumy.

Pokaż więcej komentarzy (6)

Lider

w Hydepark

44piorunów

Poszla silna kobieta w Tatry. Cel? Zawrat. Piekna polska jezien wiec po co sie przygotowywac? Spotkala po drodze zlego mezczyzne, ktory proponowal jej powrot na dol bo na gorze jest oblodzenie. Odmowila. Proponowal raczki. Odmowila. No i c⁎⁎j, no i czesc, jednej silnej niezaleznej kobity mniej. Zjazd za to wyszedl jej spektakularny.

https://streamable.com/ptq766

Tytan28piorunów

Kiedyś wybraliśmy się z kumplami na rysy, jakiś na jesień. Okazało się, że od buli było na⁎⁎⁎⁎ne śniegu i mgła. Ale wuj, uparte towarzystwo poszło dalej. Przy łańcuchach na podejściu byliśmy wszyscy skuci lodem, na mnie zamarzły spodnie pomimo tego że cały czas się ruszałem.

Zeszliśmy.

Wszyscy narzekali, że można było iść, że wcale nie było tak źle, dalibyśmy radę.

Tylko jeden, Robercik, powiedział: my życie mamy jedno, a góry będą tu jeszcze stały.

Mądrość.

GURU4piorunów

Co się w Tatrach odpierdala to ja nie wiem. Ten Zawrat to zaczął przyciągać jakąś śmietankę ludzkiego spierdolenia

Pokaż więcej komentarzy (25)

Debiutant

w Góry

9piorunów

Październik nad Czarnym Stawem Gąsienicowym – 3 godziny w 4K do pracy, nauki albo zasypiania. Bez muzyki i gadania: fale chlupoczące o skalisty brzeg, wiatr w kosodrzewinie, daleki potok, kruki i orzechówka. Obraz nagrałem na miejscu (lekko zwolniony), ścieżkę dźwiękową złożyłem pod tę scenę. Prowadzę mały kanał z takimi nagraniami z Tatr i znad morza – chętnie przyjmę uwagi, co poprawić.

https://youtu.be/suvuQWklFwE

Pokaż więcej komentarzy (2)

Gruba ryba

w Hydepark

26piorunów

Hejto zabawa!

Co to za dolina?

ps. Tak, nie jest łatwo, ale to dość charakterystyczne miejsce. Rzadko odwiedzane.


Gruba ryba7piorunów
Pokaż więcej komentarzy (16)

Lider

w Hydepark

22piorunów

Ale dzisiaj był ładny dzień na górskie oesy, muszę przyznać, że niczego nie żałuję 😎

Pokaż więcej komentarzy (6)

Fanatyk

w Fotografia

101piorunów

Dzien dobry!

Zazwyczaj sa zdjecia udane, to dzisiaj bedzie nieudane.

Droga Mleczna nad dolina Buttermere z Rannerdale Knotts. 90% subow niestety poszlo do smieci przez chmury (a wg prognozy mialo byc czyste niebo), 1szy plan troche niedoswietlony. Do druku to sie totalnie nie nadaje ale na ekranie telefonu mega tragicznie nie wyglada xD

Bedzie trzeba powtorzyc.

Pokaż więcej komentarzy (11)

GURU

w Dyskusje

44piorunów

Z mojego pamiętnika:

Mały Szlak Beskidzki – 137 km w koncepcji wędrowania Fast & Light :mountain::tent:

*42 godziny i 4 minuty zap#%dalania** :man-running:
(2 godz. 36 min jedzenia w restauracjach i schroniskach, 10 godz. 53 min odpoczynku i snu w hamaku).

Lekki plecak, bez zbędnych ceregieli, namiotów i kilkugwiazdkowych noclegów BB. Początkowo zakładałem 3–4 dni, ale wyszło trochę inaczej… Problemem było zminimalizowanie wagi plecaka. Śpiwór, hamak, do tego mini zestaw ubrań na przebranie, ciut elektroniki, apteczka i spory pakiet jedzenia z wodą — chcąc nie chcąc, wyszło 8 kg na początku szlaku :toolbox:.

Dzień :one: – 63,5 km

Pobudka o 4:30 :alarm_clock: na szczycie Lubonia Wielkiego, 1022 m n.p.m. Spało się dobrze, komarów i innej zwierzyny brak. Według założeń startuję o 5:00, zaraz po pierwszym śniadaniu tego dnia, a było ich jeszcze trzy. Idzie się przyjemnie. Lekkie słońce, wiatr, aż do obiadu w Schronisku na Kudłaczach. Kończę zupę „Krem z czosnku niedźwiedziego”, zaczynam się ubierać w wersję przeciwdeszczową i wychodzę.

Po chwili zauważam pod stopami pełzającą salamandrę plamistą i doskonale zdaję sobie sprawę, że przy takiej pogodzie ten płaz czuje się jak na all inclusive. A skoro salamandra wyszła na spacer, to chyba można się spodziewać, że zaraz zacznie się taplanie w błocie.

Na zejściu do Myślenic przywaliłem stopą w skałę tak, że górnicy na Górnym Śląsku zastanawiali się, czy aby nie było tąpnięcia na ich szychcie. Mało tego rozpoczyna się ulewa, a szlak zamienia się w rwący potok.

Impregnacja obuwia zdała się wytrzymać ledwie godzinę, potem skarpetki zamieniły się w gąbkę żądną wody. W mieścinie pauzuję na burgera XL z pieczonymi ziemniaczkami i przez okno przyglądam się, jak woda z drogi przelewa się na chodniki. Rozmyślam, jak tu dalej iść i czy zmienić skarpety, a to ważna decyzja, gdy ma się tylko dwie pary. Miejscowi smakosze wołowiny spoglądają na mnie dziwnym wzrokiem, pewnie zastanawiając się, gdzie ten gość, ubłocony do pasa i z cieknącym plecakiem, chce wychodzić, gdy na zewnątrz nawałnica i potop.

W lokalnym sklepiku robię zakupy na kolację i śniadanie, po czym ruszam na właściwy szlak z uśmiechem na twarzy i chlupotaniem w bucie.

Docieram do miejsca zaplanowanego noclegu i tu pojawia się problem, bo wciąż leje. Minusem hamaka jest to, że strasznie zbiera się w nim woda, tworząc wannę. Zastanawiam się, czy nie wykorzystać go jako zadaszenia, ale koniem nie jestem spać na stojąco nie będę.

Zaglądam w mapę. Za 15 kilometrów jest wiata. Wylewam nadmiar wody z obuwia i dalejże do niej!

Po blisko czterech godzinach brodzenia docieram do tej drewnianej budki i rozpoczynam przygotowania do snu.

Dzisiaj nadrobiłem kilometrów, jutro będę miał mniej :rolling_on_the_floor_laughing:.

Dzień :two: – 74 km

Pobudka 4:28 :alarm_clock:. Sen średni. Dwa razy chciała mnie okraść z pożywienia ruda bestia zwana lisem. Na szczęście prowiant był zawieszony wysoko.

Dodatkową atrakcją był przejazd kilku quadów tuż po północy.

Śniadanie zjadam w wersji podwójnej, zapijam colą i rozpoczynam zwijanie majdanu. Zadowolony, że nie pada, zakładam mokre skarpety i wyruszam punktualnie o 5:00.

Przemierzam kolejne metry, planując następne posiłki i nocleg, a w butach jakoś tak bardziej sucho.

W Zembrzycach poszukuję otwartego sklepu. Dostaję reprymendę od kilku osób, że jest niedziela i moje miejsce powinno być na wyborach lub w kościele. Zdecydowanie nie polecam tej pipidówy!

W Krzeszowie zupę gulaszową zagryzam zapiekanką z pieczarkami i wyruszam na atak Leskowca – 922 m n.p.m.

Po drodze starszy pan śmieje się, że swojej grupy już nie dogonię przed szczytem. Pomylił się dwa razy, bo po pierwsze to nie moja grupa, a po drugie mijam ich dość szybko.

Tuż za wierzchołkiem miałem spędzić drugą noc, bujając się w hamaku z dobrym punktem widokowym. Jest godzina 13:25, ludzi więcej niż na dole. Zdecydowanie nie jest to godzina ani opcja do snu.

Zasuwam dalej. Wiem, że szlak zrobię w maksymalnie 3 dni.

Po blisko 12 kilometrach trafiam na Przełęcz Kocierską, gdzie odbywa się zlot ryczących i drogich aut, okraszony walącym pustym basem muzyki, jakby ktoś młotkiem schabowe tłukł przy niedzieli.

Zaglądam w mapę. Jeśli przed 20:00 zdążę na Górę Żar, tam podjem w spokoju i rozłożę biwak w pobliskiej wiacie.

Tutaj wedle planu miałem zjeść zupę gulaszową, ale chyba się skończyła. Pani z obsługi idzie sprawdzić na kuchnię.

"Proszę pana, w sumie to ostatnia porcja".

Czyli pewnie dostanę zlewki z gara, ale od 25 kilometrów nie jadłem nic na ciepło, to co mi tam.

Na stół wjeżdża talerz, a tam sama wołowinka, dwa kawałki pieczarki i jeden papryki. Takie coś to ja rozumiem.

Po posiłku rozglądam się. Z jednej strony wiata na nocleg, z drugiej zbliżający się zachód słońca, a w oddali trzeci widok łuna mieściny Bielsko-Biała, gdzie jest mój cel.

Zaglądam w mapę. Niecałe 20 km do celu. Nogi w dobrej formie. Czytam porannego SMS-a od kumpla:

„Niezła próba charakteru!!!! Już dużo Ci nie zostało, napieraj do przodu jak taran!!!!”

Hmm… Sprawdzam godzinę. Jest szansa, że wyrobię się przed północą i zakończę w dwa dni.

Łykam eliksir magnez Shot, wspierany produkowaną przez organizm adrenaliną, zaczynam pędzić w dół, szybko mijam zaporę i przystępuję do 5-kilometrowego podejścia na Horbaczą Łąkę.

Kilometry mijają dość szybko. Pod krzyżem obok schroniska śmigam w półmroku, jeszcze bez oświetlenia.

Ludzie z platformy widokowej głośno zastanawiają się, co to za zwierzę przemknęło. Mam z tego ubaw i jeszcze większą motywację.

Odpalam czołówkę na 400 lumenów, wyjaśniając ich wątpliwości, i turlam się do Bielska z maksymalną dla mnie prędkością.

23:04 – staję przy okrągłej czerwono-białej kropce oznaczającej koniec szlaku.

Czasami przeciwności mogą nas nakręcić do jeszcze lepszego działania 💪💪!

Mały kącik gastronomiczny ze szlaku :yum:

W przygotowywaniu energii, która mnie napędzała, pomagały:

* Woda niegazowana – 9 l

* Sok multiwitamina – 1 l

* Cola – 3 l

* 2× pierogi ruskie

* Pierogi z mięsem

* 2× zupa gulaszowa

* Zupa chrzanowa

* Zupa krem z czosnku niedźwiedziego

* Placek po węgiersku

* Zapiekanka z szynką

* 2 bułki z miksem serów żółtych i białych

* 6 batoników z orzechami

* Burger XL Arizona + pieczone ziemniaczki

* 3 konserwy – szynka z indykiem

* Kabanosy z chili

* 4 paczki żelków mini

* Jogurt do picia truskawkowy

* 2 garści świeżych poziomek na szlaku

GURU2piorunów

Kurde 8 kg to ja biorę na Czupel :slightly_smiling_face:

GURU4piorunów

@Kronos tymi 6 litrami to do mnie pije, raz się pochwaliłem.

Wczoraj było chłodno to 3 litry wystarczyły, nawet trochę bratu odlałem bo poszedł nieprzygotowany 😉

Pokaż więcej komentarzy (16)

Specjalista

w Hydepark

25piorunów

Dzień dobry, kolejna zagadka z cyklu .
Tym razem zdjęcie z nieco pochmurnego, kwietniowego dnia w Tatrach, który jednak, jak widać, udało się nieco rozjaśnić i rozweselić ;) Bo nic tak nie poprawia dnia, jak beztroskie wypełnienie ciężko wypracowanego dyficytu kalorycznego :)

Pytanie - gdzie się obżerałem, siedząc przy kozie, w której miło huczał ogień, i gdzie pachniało drzewnym dymem, i gdzie czułem, że życie czasem jest dobre i dokładnie takie, jakie ma być?

Cały czas mam ten problem, że zagadki zbyt łatwe są odgadywane szybko i od razu, na mniej oczywiste nikt nie odpowiada... Trudno trafić w coś, co wywoła jakiś ruch. Dzisiaj zdecydowanie ten pierwszy przypadek :)

Pokaż więcej komentarzy (6)

Osobistość

w Hydepark

17piorunów

Hej, mały apel. Jak wrzucacie jakieś fajne foto z aktywności to piszcie gdzie zrobione i na co widok, bo później mój autystyczny mózg włącza soft kasy z biedronki i wyświetla komunikat "potrzebne informacje"

Dziękuję!

Pokaż więcej komentarzy (3)

GURU

w Hydepark

23piorunów

Tak czułem że z tymi Babkami to ściema.

Pokaż więcej komentarzy (4)