Mialem na studiach taki okres, kiedy spotykalismy sie u jednego ziomka i ktos gotowal jakies zarlo dla ekipy, zebysmy mogli zjesc cos fajnego i to budzetowo. Jednego dnia pomyslelismy, ze mozemy sobie zrobic burgery, ale kolezka odpowiedzialny za to uznal, ze on nie bedzie kupowac bulek, tylko je sam upiecze. No wiec zapytal nas na grupie ile tych bulek chcemy. Rzucil, ze moze zrobic 18. Odpowiedzialem mu, ze wystarczy 9, jak bedzie nas pieciu, to i tak wystarczy na bank te 9. No i zaczely sie schody, bo pomimo tego, ze zapytal nas o opinie, to i tak zrobil te 18. Pozniej napisal cos, zebysmy z nim bulki zaniesli do mieszkania. Ja jak jechalem z kumplem tramwajem, to uznalem to za zart, tym bardziej, ze sam czasem o chodzeniu po bulki slyszalem w kontekscie zartow wlasnie. Przyszlismy do umowionego miejsca i okazalo sie, ze jest problem, bo on serio chcial pomocy z tymi bulami, bo on ich wszystkich sam nie przyniesie i w sumie to sie na nas wszystkich obrazil. Potraktowal mnie i kolege z ktorym dojechalem najgorzej, gospodarzowi puscil to plazem, bo gospodarz mial i tak czekac na nas wszystkich na miejscu. Uznalismy, ze to takie durne i troche parsknelismy smiechem, no bo czy koles serio potrzebuje dwoch osob do pomocy, zeby przywiezc bulki autobusem? Gospodarz zaproponowal, ze nie ma czasu na glupie klotnie i sam postanowil pojechac samochodem pod akademik, zeby odebrac od niego te bulki i zeby sie nie dasal. Przyjechal, koles sie odobrazil, zniosl bulki, przyjechali razem i w sumie na miejscu sie okazalo, ze wzial 9 bulek, bo po co mu niby 18, skoro nie potrzebujemy? Nie musze chyba mowic, ze te 9 bulek naprawde nie zajmowalo znacznej objetosci. Pare tygodni pozniej go wykolegowalem z towarzystwa, bo meczyly nas jego narcystyczne tendencje. Do tej pory smiechamy z awantury o bulki.
#gownowpis