npnptcnFenomen
25piorunówCzasami mnie to bawi. Jestem na ogół osobą lubiącą prokrastynować. Albo robić bardzo dużo, ale bardzo niepotrzebnych rzeczy, aby tylko nie robić tej jednej jedynej, którą muszę.
Natomiast jest jakiś taki magiczny przełącznik. Włącza on "poczucie obowiązku". Nie taki, że sam muszę się do tego przekonywać, czy rozkminiać czy muszę. Ot, idę, robię i koniec kropka.
Czymś takim są u mnie wszelkie sytuacje awaryjne. Bo doskonale odnajduję się we wszelkich "kryzysach". Byłbym zapewne całkiem niezłym strażakiem, adrenalina mnie wyłącza.
Drugim jest pomoc, czy czyjaś potrzeba, ale rzeczywiście pilna. Nie czekam, z chęcią to robię.
Ale taka osobista, to zawsze ta robota i "sezon w firmie". Potrafię walić w c⁎⁎ja 3 miesiące, nie chcieć zrobić takiej pierdoły jak przelew xd A teraz w trakcie tego sezonu napięty jak struna, chodzę jak w zegarku, że nawet mam czas napisać ten wysryw, bo nacurwiam od 5 rano wszystkie obowiązki i to o dziwo, zaczynając od tych które chcę zrobić najmniej. Chcę mieć je za sobą.
No totalna odwrotność codzienności. Gdzie te "żaby" do zjedzenia, zawsze są na końcu i klasycznie jak mam 3 miesiące na coś, to bym zaczął dzień po terminie, a dzień przed wymyślał wytłumaczenia xd
Ewidentnie są tu dwa wilki. Szkoda tylko, że nie umiem ich pogodzić. Bo gdy ciśnienie puszcza, to ten pracowity, sumienny, obowiązkowy - jakby sobie znikał. I wracał leń, ba, leń pierdolony. Który całą energię przeznaczy na głupoty, oraz jeżdżenie na rowerze, byleby tylko nie dotknąć obowiązku xd
Taki tam wysryw, idę spać, dobrej nocki hejciaki
Jesteś typem zadaniowca. Nic w tym złego.
Czy poza sezonem zdarza się, że odsuwasz w czasie różne zadania, a jak się skumulują, to w jeden dzień wszystkie wykonujesz?
@fisti Nie, zazwyczaj odsuwam je tak daleko, że nie da się już ich zrealizować i raczej szukam wytłumaczeń xD
Jednym z moich ulubionych zajęć podczas prokrastynowania jest liczenie sobie, ile czasu mi to zajmie i czy zdążę przed deadlinem. Potem już sobie liczę, czy zdążę, jeśli bym nie spał. A potem już wiem, że nie zdążę choćbym się zesrał, więc jestem zajęty ogarnianiem jak to wszystko ponaprawiać.
Problem odkładania jest u mnie klasyczny. Nie umiem przerwać. A że odkładam długo, to już najczęściej znalazłem sobie wiele scenariuszy i usprawiedliwień. A to się czynny żal wyśle np xd
Dlatego jak nie mam czasu na myślenie i nie mam czasu na kontemplację o tym "co zrobię, jak nie zrobię", oraz jak jestem w trybie - nie ma wyboru, bo trzeba ludziom zapłacić, trzeba też mieć co jeść, trzeba też odzyskać co się zainwestowało - to myślenia takiego nie ma. Jest codzienna pogoń, wincyj, wincyj, wincyj. A to gówno co mi nie pozwala usnąć? To nie idę spać, zrobię teraz, pośpię krócej i mam z czaszki.
Przekomiczne.
« Zdolny, ale w c⁎⁎j leniwy, tak mówili w szkole o mnie
Że nie mam predyspozycji, by iść w świat A to gówno, przez które zarywam wciąż kolejne noce
To nie muzyka, a oczywisty flam. »
@ErwinoRommelo często okazuje się, że to nie lenistwo, lecz ADHD.











