OpornikGURU
9piorunówRIP in peace, Starucha (oczywiście nazywała się inaczej).
Była starsza od torfu, żartowałem sobie, że wiesz, "a zabierzemy ją na wieś to może tam sobie spokojnie zdechnie", ale oczywiście nie życzyłem jej źle.
Rano pojechaliśmy do weterynarza bo zataczała się bardziej niż zwykle (myślałem że może w nocy próbowała skoczyć do mieszkania przez okno, i jej nie wyszło), zrobiliśmy rentgen, nic nie wyszło, lekarka ją dokładnie obejrzała, dała antybiotyk, leki wzmacniające, kroplówkę...
Jakieś 6 godzin później patrzymy - cały brzuch w robactwie, nagle wszystko z niej "wyszło". Muchowica.
Szybko do weta i uśpienie, nie ma sensu i nie ma czego ratować.
Ja pi⁎⁎⁎⁎lę, wiele rzeczy widziałem, stary kociarz jestem, ale tego jeszcze nie.
Mam tylko jedną, więc płakałbym strasznie.


















