WatluszPierwszyFanatyk
13piorunówBędzie trochę #gownowpis ale też #muzyka i #nostalgia oraz #lata90 #hejto40plus
Właśnie czekam na paczkę z winylami. Wczoraj wysłali a dziś powiadomienie, że ma trafić do punktu odbioru. Wyjdzie więc, że płyty będę miał u siebie w mniej niż 24 godziny. Teraz myślę o tym, jak w latach 90. zamawiałem kasety z punkowych dystrybucji. Schemat był taki. Wysyłałem pustą kopertę wewnątrz której była... kolejna pusta koperta z naklejonymi już znaczkami i wpisanym adresem. Do tej koperty w dystrybucji pakowano katalog i wysyłano do mnie. Cały proces trwał od 2 tygodni do miesiąca. List szedł w jedną stronę, później w drugą. Zamawiałem kasety (jeśli były tam CD, to za drogie dla mnie) i odsyłałem kartkę z zamówieniem. Do celu szła jakiś tydzień. W dystrybucji pakowano zamówienie i odsyłano do mnie. Całość trwała znowu od 2 tygodni do miesiąca. Pamiętam, jak raz zgubiono paczkę dla mnie i upomniałem się na poczcie. Okazało się, że od miesiąca leżała gdzieś przygnieciona innymi paczkami. Oczywiście były też klasyki czyli gubienie paczek, które już nigdy się nie odnajdywały. To mi się chyba na szczęście raz trafiło. Super było też dostać paczkę po której było widać, że ktoś ją otwierał wcześniej. Eh... inne czasy.

Jakieś dziwne ceregiele. Z mojego powiatowego wsiadało się w pociąg, godzinka i było się na Stadionie. Tam kupowało się reklamówkę kaset (muza i gry na Atari), do tego jakieś jeszcze nowe jeansy i wracało do domu :grinning:
@JackDaniels punkowych kaset z dystrybucji niezależnych nie można było kupić w taki sposób. Chyba, że akurat w okolicy się trafiła czad giełda, ale to było może raz na jakiś czas w Katowicach oddalonych od mojej dziury o 1,5 godziny pociągiem. Natomiast jeśli się chciało jakieś popularne rzeczy, to w moim miasteczku były dwa sklepy z kasetami. Chciałeś Nirvanę albo jakieś Coco Jambo, to miałeś od ręki.
























