Hejto.pl
Dodaj post

Wpisz coś do wyszukania (minimum 2 znaki)

#piechuroglada

Gruba ryba

w Filmy

8piorunów

Siema,
W :popcorn: podwójna dawka Nica Cage'a - i to w jednym filmie! Zapraszam :slightly_smiling_face:
----------
Tytuł: The Unbearable Weight Of Massive Talent
Reżyseria: Tom Gormican
Moja ocena: 3/5

Nicolas Cage, filmowa gwiazda borykająca się z problemami finansowymi, decyduje się na przyjęcie zaproszenia od tajemniczego milionera, który na terenie swojej okazałej posiadłości będzie chciał nakłonić go do udziału w swoim filmie.

Całkiem spoko komedia. Egocentryczny, ekscentryczny, narcystyczny i szalony Nic Cage kłóci się z odmłodzoną wersją samego siebie. Jest nawet zabawnie, czasem może zbyt na siłę. O dziwo z duetu Pedro Pascal i Nicolas Cage to ten drugi wypada normalniej. Zabawa w kotka i myszkę oraz ciągła gra pozorów jest podstawą tego obrazu i zajmuje pierwszy i drugi akt, trzeci jest już tylko typową rozwałką z humorystycznymi elementami. Ogólniej nie było źle. Polecam na niezobowiązujący wieczór filmowy, który bez większego żalu można zakończyć wcześniej.

Pokaż więcej komentarzy (2)

Gruba ryba

w Filmy

67piorunów

Siema,
Zapraszam do :popcorn: na film dla nastolatków (i nie tylko).
----------
Tytuł: Eurotrip
Reżyseria: Alec Berg, Jeff Schaffer, David Mandel
Moja ocena: 3.5/5

Grupa przyjaciół z USA rusza w szaloną podróż po Europie celem odnalezienia korespondencyjnej przyjaciółki jednego z nich.

Komedie dla nastolatków w stylu American Pie jakoś nigdy mi nie podeszły, więc za ten film zabrałem się z dużą dozą ostrożności, ale już od początkowych scen wiedziałem, że raczej się polubimy. Ilość żartów i zabawnych sytuacji w ciągu tych pierwszych kilkunastu minut jest spora: rzucenie Scotty'ego przez dziewczynę i pozowanie do filmu, młodszy brat, impreza, cameo Matta Damona z niezwykle chwytliwą piosenką ("Scotty doesn't know!") - no, dzieje się. W późniejszej części filmu część żartów siada, część nie, ale w dalszym ciągu ogląda się przyjemnie (Amsterdam, Europa Wschodnia, "Mi scusi"). Jest tu dużo scen, które mogą rozbawić i zapadają w pamięć. Polecam obejrzeć dla poprawy humoru jako osoba, która za tego typu kinem raczej nie przepada.

Gruba ryba5piorunów

Panie @Piechur to, plus "Not Other Teen Movie" wciągają komedyjki typu "American Pie" lewą dziurką od nosa.

Chociaż pierwsze trzy części American Pie lubiłem jak byłem nastolatkiem. Teraz bałbym się je obejrzeć, natomiast wyżej wymienione dwa filmy można oglądać nawet będąc w wieku, w jakim się ma konto na Hejto ;)

Pokaż więcej komentarzy (24)

Gruba ryba

w Filmy

8piorunów

Siema,
W :popcorn:Pojutrze jest dzisiaj. Zapraszam!
----------
Tytuł: The Day After Tomorrow
Reżyseria: Roland Emmerich
Moja ocena: 3/5

Na podstawie pozyskanych danych klimatolog przewiduje nadejście kolejnej epoki lodowcowej w przeciągu kilkuset lat. Zmiany klimatyczne mają jednak nastąpić szybciej, niż komukolwiek się wydaje.

Ech, co można o tym filmie powiedzieć? Fabuła jest naciągnięta do granic możliwości, a żeby pchać ją do przodu bohaterowie częstą zachowują się w sposób skrajnie idiotyczny. Aktorsko jest średnio, a muzyka - szczerze, to ciężko mi coś o niej powiedzieć, bo zwyczajnie jej nie pamiętam. A jednak lubię ten obraz, bo trafia idealnie do 12-latka, który jeszcze we mnie mieszka. Katastroficzne sceny, zwłaszcza te związane z zamarzaniem, pobudzają wyobraźnię, przez co łatwiej przymknąć oko na wspomniane wcześniej wady. Polecam tym, którzy mają ochotę oglądnąć wieczorem coś niewymagającego, co można w dowolnej chwili zatrzymać bądź wyłączyć.

Tytan1piorunów

@Piechur Oglądałem go jako młody człowiek i niewątpliwie zapadł mi w pamięć. Powodów na to złożyło się kilka, a jednym z nich było to, że niewiele tego typu filmów katastroficznych widziałem do tamtego czasu. Z biegiem lat gatunek zapełnił się podobnymi dziełami i postanowiłem już nie wracać do "Pojutrze" by nie zatrzeć młodzieńczych wrażeń.
Dla mnie był to film przełomowy, ale teraz chyba nie poleciłbym go bardziej niż innych z tego gatunku.

Gruba ryba0piorunów

@cooles Z katastroficznych zdecydowanie bardziej podobał mi się Wulkan z Tommy Lee Jonesem, ale w kategorii takich o większej skali (dotykających całej planety) ten i tak nie wypada źle, np. 2012 w mojej ocenie jest gorszy (a 5 lat młodszy).

Efekty się zestarzały, to oczywiste, ale nie jest według mnie aż tak tragicznie (przynajmniej jak oglądasz na malutkim ekranie jak ja), to co razi to fabuła i aktorstwo.

Pokaż więcej komentarzy (5)

Gruba ryba

w Filmy

10piorunów

Siema,
Mocne kino w :popcorn:
----------
Tytuł: 火垂るの墓 (Hotaru no haka/Grobowiec Świetlików)
Reżyseria: Isao Takahata
Moja ocena: 4/5

Po utracie matki rodzeństwo próbuje przetrwać w bombardowanej przez Amerykanów Japonii, mierząc się z głodem i obojętnością ze strony dorosłych.

Bardzo ciężkie kino w przepięknej oprawie wizualnej, będącej znakiem rozpoznawczym studia Ghibli. Niezwykle smutna i przejmująca opowieść o strasznych czasach, dziecięcej niewinności, trudnych decyzjach oraz okropności wojny. Przytłaczająca i melancholijna historia, w której brak jest szczęśliwego zakończenia, o czym jako widzowie wiemy od samego początku - nieuchronność tego, co ma nastąpić, potęguje uczucie bezsilności i beznadziei, a także okropnego żalu. Bo mimo, że jest to film animowany, to przedstawione w nim sytuacje na pewno miały i wciąż mają miejsce. Od strony technicznej ten obraz to majstersztyk: trudno nie zachwycić się przepięknymi i dokładnymi tłami, a także subtelną animacją postaci, w której każdy najdrobniejszy ruch jest dobrze przemyślany. Mnóstwo kadrów robi piorunujące wrażenie i zapada w pamięć. Polecam wszystkim, którzy są gotowi na potężną dawkę przytłaczającego smutku.

Pokaż więcej komentarzy (3)

Gruba ryba

w Filmy

7piorunów

Siema,
Trochę bułgarskiego kina w :popcorn:
----------
Tytuł: Zift (Śmieć)
Reżyseria: Javor Gardev
Moja ocena: 3.5/5

Po warunkowym zwolnieniu z więzienia człowiek zwany Molem nie może długo nacieszyć się spokojem, gdy przeszłość zaciska na nim swoje długie szpony.

Zakręcony film. Nakręcony w klimacie neo-noir, czarno-biały, brudny, pełen pokręconych sytuacji oraz niecodziennych - żeby nie powiedzieć dziwnych - postaci. Z poszatkowanych informacji pochodzących zarówno z serii wspomnień głównego bohatera jak i rozgrywających się na bieżąco wydarzeń staramy się ułożyć historię i zrozumieć przebieg wydarzeń. Mnóstwo jest tu scen, które sprawiają wrażenie wyrwanych z jakiegoś obłąkanego snu, jednak w świecie tego filmu każdy wydaje się traktować je beznamiętnie, jako coś normalnego - podoba mi się uzyskany przez to efekt "odklejenia", zmuszający mózg do pracy na nieco innych falach. Jest kilka na prawdę ładnych kadrów, ciekawych spostrzeżeń oraz postać femme fatale, dopinająca całą opowieść w intrygującą całość. Polecam tym, którzy są gotowi wkroczyć w nieco inną, nie do końca przyjazną rzeczywistość.

Gruba ryba

w Filmy

13piorunów

Siema,
Zapraszam na :popcorn:, w którym pewnie nadepnę na odcisk wielu osobom.
----------
Tytuł: Batman Begins
Reżyseria: Christopher Nolan
Moja ocena: 2.5/5

Multimilioner poświęca swoją młodość, by poznać techniki walki oraz zinfiltrować przestępczy półświatek, próbując w ten sposób poradzić sobie z nieprzepracowaną traumą z dzieciństwa. Po nieudanej ceremonii inicjacyjnej w tajnym stowarzyszeniu, wraca do swojego rodzinnego miasta, aby w stroju nietoperza walczyć po nocach z kryminalistami.

Pamiętam ogromny hype, jaki był związany z tym filmem, oraz zachwyty nad nowym, bardziej realistycznym kierunkiem, który obrał Nolan. Ominął mnie wtedy ten pociąg i wsiadłem dopiero do kolejnego - Dark Knight - którym jechało mi się wyśmienicie. Postanowiłem obejrzeć to dzieło i cóż, albo to ono nie zestarzało się dobrze, albo po prostu ja się zestarzałem. Oglądałem ten film nie mogąc się kompletnie wciągnąć w fabułę i nie wiem, czy to właśnie tu leży główna jego bolączka, czy może w kiepskim montażu? Może w traktowaniu się aż zbyt serio i braku jakiejkolwiek subtelności? A może to ogólna atmosfera, która sprawiała, że czułem się jakbym oglądał serial, a nie dzieło kinowe? Możliwe, że było tu jeszcze zbyt dużo elementów kreskówkowych jak na zaplanowany koncept Batmana w "prawdziwym świecie", bo zamiast przyjąć po prostu to, co dzieje się na ekranie, jako część przedstawianego świata, mój mózg usilnie wtykał co chwila swoje "ALE TO NIE MA SENSU". W drugiej części było to już dużo bardziej stonowane i z tego co pamiętam oglądało się znacznie lepiej. Tak czy siak, mnie ten obraz nie porwał, a nawet trochę wymęczył i raczej nie będę do niego więcej wracać. Polecam fanom Gacka, powinni być zadowoleni.

Pokaż więcej komentarzy (13)

Gruba ryba

w Filmy

8piorunów

Siema,
Flaki z olejem w :popcorn:
----------
Tytuł: Zombieland
Reżyseria: Ruben Fleischer
Moja ocena: 2.5/5

Ziemię ogarnęła epidemia zmieniająca ludzi w żądne krwi potwory. W tym nieprzyjaznym świecie przeżyć stara się neurotyczny chłopak kierujący się listą zasad mających zwiększyć jego szansę na przetrwanie. Sprawy zaczynają się komplikować, gdy na swojej drodze spotyka innych ocalałych.

Niby wszystko fajnie i pomysł ok - rozwałka zombie, ale z humorem + trochę "gore". Niestety ten koncept dość szybko się nudzi i staje się niewystarczający. Dochodzi więc fabuła, która skupia się na budowaniu więzi i zaufania, a także przekraczaniu własnych barier, jednak mimo, że na papierze brzmi to nawet spoko, to realizacja jest zwyczajnie fast-foodowa i ostatecznie również nudzi. I to chyba jedyne podsumowanie tego filmu, jakie przychodzi mi do głowy: nudny. Polecam puścić w tle przy jakichś obowiązkach domowych, wtedy powinien być ok.

Pokaż więcej komentarzy (7)

Gruba ryba

w Filmy

17piorunów

Siema,
Dziś w :popcorn: postaramy się odpowiedzieć na ważne pytanie: ARE YOU NOT ENTERTAINED?!
----------
Tytuł: Gladiator
Reżyseria: Ridley Scott
Moja ocena: 4.5/5

Generał wojsk rzymskich, w wyniku zdrady ze strony syna cesarza, staje się niewolnikiem. Będąc pozbawionym wszystkiego co kochał, jako gladiator walczy o swoje prawo do zemsty na człowieku, który odebrał mu dotychczasowe życie oraz odpowiada za wymordowanie jego rodziny.

Jakiej innej odpowiedzi można by udzielić na postawione pytanie, jeśli nie: tak, jak najbardziej jestem! To jeden z ostatnich wybitnych filmów w portfolio Scotta, które udało mu się nakręcić i można do niego wracać wiele razy, zupełnie się przy tym nie nudząc. Jest to historia nie tylko zemsty, ale przede wszystkim hartu ducha i niezwykłej siły woli. Momentami troszkę patetyczna, jednak bardzo wciągająca i porywająca. Russel Crowe jest fenomenalny, kipi charyzmą, aż ma się ochotę wyjść pod jego dowództwem na arenę i wytoczyć swą krew w walce. W ogóle aktorsko spisują się tutaj świetnie wszyscy: Joaquin Phoenix jako odrażający, ale też mocno zagubiony i niezrozumiany niedoskonały syn doskonałego przywódcy, Connie Nielsen jako jego siostra, niebezpieczna, ale też będąca w ciągłym niebezpieczeństwie mistrzyni intryg. Niezapomniana muzyka Hansa Zimmera tworzy niesamowitą atmosferę, którą film, również za sprawą montażu i pięknych zdjęć, przesiąka - atmosferę podniosłą, trochę nieziemską. Brakuje mi takich obrazów, które nie dekonstruują i nie szydzą ze swoich bohaterów, ale pozwalają im być godnymi podziwu. Polecam wszystkim.

Gruba ryba1piorunów

@Piechur nigdy nie rozumiałem fenomenu tego filmu. Podchodziłem dwa razy i wynudziłem się okrutnie.
Może on i ładny, może i "epicki", ale tu się nic nie dzieje. Ogrom patosu w połączeniu z naiwnym scenariuszem jest nie do przejścia jak dla mnie. :expressionless:

Gruba ryba2piorunów

@zachlapany_szczypior Mi się ten patos właśnie podoba, nie znam zbyt wielu filmów, które potrafiłyby go pokazać nie popadając jednocześnie w pretensjonalność, ale w Gladiatorze to zwyczajnie gra. Historia nie jest skomplikowana, ale wydaje mi się, że ważniejsze jest tutaj przedstawienie pewnej idei i cnót, które prezentuje sobą postać Maximusa - honoru, walki, wytrwałości, służby. Dodatkowo, jak w dobrej greckiej tragedii, dostajemy na koniec katharsis. Ale oczywiście to moje odczucia i rozumiem, że może się nie podobać 😉

Pokaż więcej komentarzy (3)

Gruba ryba

w Filmy

7piorunów

Siema,
Niby komedia romantyczna, a dramat (mój, bo musiałem oglądać). Zapraszam na :popcorn:
----------
Tytuł: The Holiday
Reżyseria: Nancy Meyers
Moja ocena: 2/5

Dwie nieznajome kobiety, które różni praktycznie wszystko, łączy jedna wspólna rzecz - nieszczęśliwa miłość. Z okazji zbliżających się świąt postanawiają wynająć sobie nawzajem domy, aby spędzić trochę czasu w zupełnie obcym miejscu, odrywając się od codzienności.

Kate Winslet, Jude Law, Cameron Diaz, (Jack Black), a na dodatek już nie brzydki, tylko stary Eli Wallach - kasa na pewno musiała się zgadzać, skoro zdecydowali się wystąpić w tak bezpłciowym, nudnym i obrzydliwie cukierkowym filmie. Jest to typowy film feel-good, ale tak bezczelnie słodki, bezwstydnie miły, że aż mdły. Brak tu jakiejkolwiek subtelności, głębi, czy drugiego dna. Tego typu kino na pewno ma swoich odbiorców, ale do mnie zwyczajnie nie trafia. Polecam chyba kobietom? Nie chciałbym generalizować, ale wiem tylko, że moja żona może to katować w nieskończoność, więc próbkę mam dość małą.

Gruba ryba

w Filmy

16piorunów

Siema,
Kolejny trochę "guilty pleasure" w :popcorn:
----------
Tytuł: Mr & Mrs Smith
Reżyseria: Doug Liman
Moja ocena: 3/5

Małżeństwo z kilkuletnim stażem boryka się z problemami i wypaleniem uczucia w związku. Sprawy komplikują się, gdy na jaw wychodzi, że są pracującymi dla konkurencyjnych firm prywatnymi zabójcami.

Wiem, że to głupiutki film, ale jest idealnie głupiutki. Pełen ciekawych, kompletnie odjechanych scen akcji, ale przede wszystkim interakcji między głównymi bohaterami. Chemia między Jolie i Pittem oraz to, jak ich postacie zachowują się, gdy karty leżą odkryte na stole, to właśnie to, co podoba mi się w tym obrazie najbardziej. Trudno nie uśmiechnąć się obserwując ich początkowe podchody i badanie terenu - dokąd to zaprowadzi? Kiedy nastąpi nieunikniona eksplozja? Film osiąga swoje apogeum gdzieś w środku i późniejsze wydarzenia służą tylko domknięciu fabuły, ale każdy i tak wie, że najważniejsze było tych kilka scen w domu. Vince Vaughn jest irytujący jak zawsze, na szczęście nie zajmuje zbyt wiele czasu ekranowego. Polecam na lekki wieczorny seans.

Pokaż więcej komentarzy (5)

Gruba ryba

w Filmy

12piorunów

Siema,
:popcorn: na świeżo po seansie w kinie - zapraszam!
----------
Tytuł: C'è ancora domani (Jutro będzie nasze)
Reżyseria: Paola Cortellesi
Moja ocena: 4.5/5

Włochy właśnie przegrały II Wojnę Światową, ale życie zwykłych mieszkańców musi toczyć się dalej. Delia, będąca matką trójki dzieci, mierzy się z trudami dnia codziennego, a przede wszystkim ze swoim brutalnym mężem, z wysoko podniesioną głową.

Oj, dawno, bardzo dawno żaden film nie trzymał mnie w napięciu tak, jak ten obraz. Świetnie nakręcony i zmontowany, intrygujący od pierwszych scen. Jednocześnie lekki i ciężki, słodki i gorzki. Pełno w nim humoru, jak i bezwzględnej brutalności. Chwyta ciężką dłonią za kark nieuchronnością zdarzeń, grając przy tym drugą ręką na nosie. Jeden element tej układanki nie do końca mi pasował, ale to tylko mały fragment wspaniałej całości. Idealnie dobrana muzyka, znakomite aktorstwo, dla mnie strzał w dziesiątkę - a bardzo obawiałem się, że będzie zbyt przytłaczająco. Ciężko uwierzyć, że jest to debiut reżyserski w wykonaniu Paoli Cortellesi, która jest również scenarzystką oraz odtwórczynią głównej roli. Chapeau bas. Specjalnie staram się nie pisać zbyt wiele o fabule, bo ja poszedłem na film w ciemno, nie czytając streszczenia, recenzji, ani nie oglądając zwiastunów i tak też radzę zrobić zainteresowanym. Polecam ludziom kochającym kino i posiadającym mocne nerwy.

Pokaż więcej komentarzy (3)

Gruba ryba

w Filmy

9piorunów

Siema,
Zapraszam do :popcorn: na Incepcję z 1999.
----------
Tytuł: eXistenZ
Reżyseria: David Cronenberg
Moja ocena: 2.5/5

Podczas prezentacji najnowszej, niezwykle wciągającej gry, jej autorka zostaje zaatakowana przez ekstremistę. Od tamtego momentu rozpoczyna się jej ucieczka, w której towarzyszy jej pracownik działu marketingowego. W dziwnym i niebezpiecznym świecie rzeczywistość zaczyna mieszać się z grą.

Oglądałem ten obraz kilkanaście lat temu i niedawno postanowiłem go odświeżyć, no i niestety - nie zestarzał się zbyt dobrze. Klasyczne cronenbergowskie elementy body horroru i atmosfera niepokoju niczym z gorączkowych majaków to za mało, aby ten film zaciekawił współczesnego widza. Gra aktorska, rytm, dialogi, prowadzenie akcji: to wszystko jest jakieś drętwe i nużące. W niektórych momentach ma to oczywiście sens, który wynika z fabuły, ale sposób, w jaki zostało to ostatecznie poprowadzone jest niezbyt przekonujący, a wręcz pachnie amatorszczyzną, jak z jakiegoś taniego filmu klasy C lub studenckiej produkcji. Sam koncept jest ciekawy i za to plus, ale nie jest też znowu jakiś super oryginalny, a do tej pory został już ostro przetyrany przez inne, ciekawsze produkcje, więc elementu zaskoczenia brak. Trudno też nie zwrócić uwagi na scenografię i efekty: mówimy o filmie z roku 1999, więc niby nie można oczekiwać nie wiadomo czego, ale w tym roku na ekrany kin wszedł też przecież pierwszy Matrix. No cóż, dla mnie był to raczej ostatni raz, gdy oglądałem to dzieło. Polecam jako ciekawostkę dla fanów filmów o kwestionowaniu rzeczywistości.

Gruba ryba

w Filmy

6piorunów

Siema,
Fiński komedio(?)dramat w :popcorn:
----------
Tytuł: Joulumaa (Wonderland/Farma Cudów)
Reżyseria: Inari Niemi
Moja ocena: 3/5

Świeżo rozwiedziona kobieta postanawia spędzić okres świąteczny z przyjaciółką na oddalonej od cywilizacji farmie, prowadzonej przez parę młodych idealistów.

Ciekawa historia poruszająca trudne tematy miłości, przebaczenia, zagubienia, a także niezrozumienia. Na główny plan wysuwa się motyw kobiety, która mimo prób nie potrafi odnaleźć się w roli matki. Niektóre sceny ciężko mi się oglądało - były zwyczajnie smutne i momentami trafiały zbyt blisko. Nie jest to jednak pod żadnym pozorem obraz depresyjny albo zupełnie dołujący, ponieważ dzieją się także inne rzeczy, niektóre ciepłe, inne intrygujące, w większości raczej zwyczajne. Wszystko to dusi się w takim sosie dziwnych, trochę oschłych interakcji. Możliwe, że po prostu Finowie w ten sposób się ze sobą komunikują, ale ja czułem się jak wrzucony do płynu o innej gęstości niż woda - dałem radę pływać, ale było trochę inaczej. W filmie brak jest ostatecznej odpowiedzi na nasuwające się pytanie: co należy zrobić dalej? Widz ma możliwość dopowiedzenia dalszej części historii samemu. Polecam tym, którzy chcą przepłukać sobie trochę usta po amerykańskich filmach.

Pokaż więcej komentarzy (2)

Gruba ryba

w Filmy

20piorunów

Siema,
Dziś o filmie, który mnie osobiście polaryzuje. Zapraszam na :popcorn:
----------
Tytuł: Interstellar
Reżyseria: Christopher Nolan
Moja ocena: 3/5

Na Ziemi panuje plaga grzyba, przez którą zaczyna brakować jedzenia. Grupa astronautów wybiera się w międzygwiezdną podróż, aby znaleźć dla ludzkości nowy dom.

O rany, ciężko mi ocenić ten film. Z jednej strony trudno nie jest mi docenić Nolana i nie wyrazić szacunku dla niego za rozmach i to, że większość jego dzieł opiera się na oryginalnych scenariuszach (Gacków nie wliczam), które mimo wszystko poruszają mało popularne tematy - wydaje się, że gość robi co chce. Wizualnie ten obraz to majstersztyk, zdjęcia są piękne, jest znakomity miks efektów komputerowych z praktycznymi tak, że zazwyczaj ciężko wyłapać, gdzie jest granica. Uważam, że świetną decyzją było uwzględnienie scen z kamer przytwierdzonych do statków, które w jakiś sposób dodawały realizmu i wiarygodności temu, co się działo. Muzyka Zimmera również sprawiała, że czuło się dostojność podróży kosmicznej, a postawienie na organy było strzałem w dziesiątkę. No i niestety dochodzimy do bolączek filmu, którymi są między innymi okropne dialogi, którym nie pomaga sposób, w jaki zostały ostatecznie nakręcone: brzmią strasznie sztucznie, momentami zgrzytałem zębami z zażenowania. Interakcje między bohaterami wyglądają, jakby ktoś nierozumiejący ludzkich uczuć próbował je symulować na podstawie zebranych danych. Duża część scen sprawia wrażenie, jakby wstawiono je na siłę - zazwyczaj dotyczyły one bezpośrednio ludzkich emocji. I wreszcie główny temat filmu, a więc miłość przekraczająca granice czasu i przestrzeni, jest w tak chamski sposób wpychany widzowi do gardła, że wywoływał u mnie odruch wymiotny. Wydaje mi się, że ten obraz miał być odpowiedzią Nolana na zarzuty, że nie potrafi tworzyć przekonujących opowieści o uczuciach i cóż - według mnie dowiódł, że nie potrafi. Brak chemii między bohaterami, emocjonalne sceny polegają na pokazaniu, że ktoś płacze, i tyle. Część rozwiązań fabularnych, na przykład uśmiercanie niektórych postaci, także pozostawiają wiele do życzenia. No i oczywiście ciągła, bezczelna ekspozycja, co u Nolana jest już chyba normą. Czy film warto oglądnąć? Uważam, że mimo wszystko tak, ale niestety trudno nie zauważyć tych wszystkich rys. A mogło być naprawdę pięknie. Polecam fanom Nolana, bo nie powinni być zawiedzeni, a i reszta widzów może bawić się dobrze - wystarczy nie nastawiać się na nie wiadomo co.

Osobistość7piorunów

Świetny film, wracałem do niego 4 razy. Co najważniejsze, nie można go negować pod kątem astrofizyki i za to Nolanowi należy się uznanie. Pokazał w przystępny sposób jak może wyglądać wszechświat.

Gruba ryba2piorunów

Widziałem raz, nie spodobał mi się. Po kilku latach zrobiłem jeszcze jedno podejście i nie dałem rady do połowy dotrwać. Dla mnie Nolan robi kino ładne ale efekciarskie, niby głębokie ale zalatujące mądrościami dla 14-latek. Sam kunszt realizacyjny nie uratuje kiepskiego scenariusza czy dialogów. Rozumiem, że może się podobać ale to zupełnie do mnie nie trafia.

Pokaż więcej komentarzy (12)

Gruba ryba

w Filmy

9piorunów

Siema,
Zapraszam na małe déjà vu w :popcorn:
----------
Tytuł: The Nice Guys
Reżyseria: Shane Black
Moja ocena: 3/5

Działający nie do końca zgodnie z przepisami prawa egzekutor łączy siły z prywatnym detektywem, aby odnaleźć zaginioną dziewczynę i rozwikłać zagadkę dotyczącą tajemniczego filmu.

Oglądając ten obraz miałem wrażenie, że gdzieś już to widziałem i w końcu mnie olśniło: Kiss Kiss Bang Bang. Są to filmy bardzo podobne jeśli chodzi o ogólny koncept: kryminalne komedie, w których zagmatwane sprawy rozwiązywane są przez niecodzienne i odmienne duety bohaterów, z których jeden jest tym bardziej ogarniętym, a drugi służy jako comic relief. Który tytuł zrobił to lepiej? W mojej opinii KKBB, choć nie znaczy to, że z Równymi Gośćmi bawiłem się źle - ot, nie zauroczyli mnie aż tak bardzo. Obraz zdecydowanie miał swoje momenty i muszę przyznać, że Gosling w roli komediowej sprawdził się bardzo fajnie (przy scenie z włamywaniem parsknąłem śmiechem, nadawałaby się spokojnie do jakiejś komedii braci Coen). Polecam na piątkowe odprężenie przy piwie.

Gruba ryba

w Filmy

7piorunów

Siema,
Zapraszam do :popcorn: na film o życiu.
----------
Tytuł: The Descendants
Reżyseria: Alexander Payne
Moja ocena: 4/5

Po ciężkim wypadku żony, główny bohater musi odnaleźć się w nowej rzeczywistości i spróbować naprawić relację ze swoimi dwoma córkami. Wraz z rozwojem wydarzeń na jaw wychodzą dodatkowe fakty komplikujące trudną już sytuację.

Bardzo podobał mi się ten obraz. Jest to piękna, smutna, ale też okraszona humorem opowieść o stracie, miłości, wybaczeniu i odpuszczeniu, ale przede wszystkim o rodzinie i odbudowywaniu więzi. Pełna trudnych decyzji, ciężkich moralnych dylematów, lecz również ciepła, wzajemnego wsparcia i wzrastającego zaufania. W filmie jest sporo małych scen, w których kilka słów lub gestów w subtelny sposób zmienia perspektywę i sposób, w jaki patrzymy na bohaterów. Bardzo odpowiadała mi ścieżka dźwiękowa, składająca się ze spokojnych hawajskich utworów muzycznych kontrastujących wspaniale z rozgrywającymi się wydarzeniami. Clooney pasował idealnie w roli zagubionego ojca próbującego zapanować nad sytuacją, ale aktorsko został przyćmiony przez Shailene Woodley, grającą jego starszą, zbuntowaną córkę, która była w mojej opinii fenomenalna. Film jest dość długi, ale mi się nie dłużył, historia mnie wciągnęła, wzruszyła, ale też rozbawiła w odpowiednich momentach. Polecam tym, którzy lubią spokojne kino zmuszające do refleksji, ale w sposób nie narzucający się.

Gruba ryba

w Filmy

11piorunów

Siema,
Dziś film, który odgrzałem po raz kolejny, a i tak dobrze smakował. Zapraszam na  :popcorn:
----------
Tytuł: The Shawshank Redemption
Reżyseria: Frank Darabont
Moja ocena: 4/5

Bankier zostaje oskarżony i skazany w związku z morderstwem swojej żony i jej kochanka. Karę dożywotniego pozbawienia wolności ma odbyć w więzieniu Shawshank zarządzanym przez surowego i skorumpowanego naczelnika, oraz nadzorowanego przez brutalnych strażników.

Co tu dużo pisać - film jest zrealizowany wzorcowo. Jest odpowiednio zbalansowany, nakręcony tak, żeby mógł się spodobać jak największej ilości osób, ale jednocześnie nie jest bezpłciowy, posiada swój charakter. Jego największym atutem jest to, że chcemy kibicować głównemu bohaterowi w jego walce o zachowanie własnej godności, a także z całym systemem więziennictwa, reprezentowanym przez bezwzględnego naczelnika (świetna rola Boba Guntona) i głównego strażnika. Jesteśmy oczywiście "trochę" manipulowani w ten czy inny sposób, aby współczuć współtowarzyszom naszego bohatera, którzy wydają się być wręcz nieskazitelni i pozbawieni wad, no ale taki już jest koncept tej opowieści, która nie ma być realistyczna, tylko ciekawa. I tutaj kolejna rzecz, którą lubię w tym filmie, mianowicie pewne rzeczy są tu implikowane, ale nie pokazane wprost, co w dzisiejszych produkcjach bywa już niestety rzadkością i jeśli nie ma możliwości umieszczenia w obrazie rozłupanej czaszki lub pełnej penetracji podczas sceny gwałtu, to reżyserzy dostają pierdzielca. A propos reżyserów, niezwykłe jest to, że, obok Zielonej Mili, Skazani... są jednym z nielicznych dzieł w filmografii Franka Darabonta, którego ostatni film pełnometrażowy (Mgła) pojawił się 17 lat temu, w 2007 roku, a jego nazwisko jest raczej słabo rozpoznawalne. Muszę sobie o nim trochę poczytać. W każdym razie Shawshank Redemption jest zwyczajnie świetny i jest jednym z tych tytułów, które można oglądać kilka (a nawet kilkanaście) razy i nadal się nie nudzić. Polecam wszystkim.

Pokaż więcej komentarzy (4)

Gruba ryba

w Filmy

10piorunów

Siema,
Dawno nic nie było w :popcorn:, więc czas zmienić ten stan.
----------
Tytuł: Brokeback Mountain
Reżyseria: Ang Lee
Moja ocena: 3/5

Dwóch kowbojów podejmuje się przez lato pracy polegającej na wypasaniu owiec na zboczach góry Brokeback. W miarę upływu czasu rozkwita pomiędzy nimi płomienny romans.

Film ma ciekawy, oryginalny scenariusz, który intryguje i raczej wciąga, jednak uważam, że jest zbyt długi dla własnego dobra i momentami nudzi. Zdecydowanie na plus wypadają stworzone postacie głównych bohaterów, pełne skaz i niedoskonałości, ale przez to bardzo ludzkich, prawdziwych i wielowymiarowych. Aktorsko, o dziwo, bardziej podobał mi się Jake Gyllenhaal, natomiast Heath Ledger w jakiś sposób mi nie podszedł, chyba głównie przez akcent, przez który część scen mających nieść ze sobą ładunek emocjonalny (np. "I wish I knew how to quit you") wypadała komicznie i zamiast czuć wzruszenie śmiałem się pod nosem. Ogólnie pod względem gry najbardziej podobała mi się Michelle Williams, odtwórczyni żony Ennisa, granego przez Ledgera. Muzycznie jest bardzo przyjemnie, a główny motyw kojarzy chyba większość osób - zdobył zresztą zasłużonego Oscara. Ogólnie seans oceniam pozytywnie, chociaż mogło być zwięźlej. Polecam osobom lubiącym nieszczęśliwe miłosne opowieści.

Gruba ryba3piorunów

Już kiedyś pisałem ale to jest akurat dobre xD
Kolega z roboty (taki typowy chłopek-roztropek) kiedyś mówi: "siedzę sobie wieczorem oglądam film jak dwóch gości łowi ryby, a oni nagle się zaczynają pakować w d⁎⁎ę"

Pokaż więcej komentarzy (3)

Gruba ryba

w Filmy

9piorunów

Siema,
Dziś w :popcorn:kupa.
----------
Tytuł: King Arthur: Legend of the Sword
Reżyseria: Guy Ritchie
Moja ocena: 1.5/5

Po śmierci króla, tron Anglii przejmuje jego brat, wprowadzając rządy terroru. W międzyczasie Artur, prawowity spadkobierca korony, nie będąc świadomym swojego pochodzenia, dorasta w zamtuzie, wyrastając na przywódcę lokalnego gangu. Pojawienie się magicznego miecza wprowadza w ruch serię zdarzeń, których efektem ma być uwolnienie Anglii od tyrana.

Wyjdę na pana marudę, ale trudno: ten film był tak głupi, tak niesamowicie idiotyczny, że głowa mała. Ja rozumiem, że to miało być przygodowe kino, ale żeby było przynajmniej wciągające, interesujące, żeby był jakiś punkt zaczepienia... A tu jakieś dziwne przyspieszenia fabuły, sceny z d⁎⁎y, wkurzający i chaotyczny montaż. Antypatyczny bohater, którego za cholerę nie da się lubić, bez względu na jego historię i "rozwój". Aktorsko mega średnio, żeby nie powiedzieć źle, i tylko Jude Law jakoś się jeszcze starał. Efekty komputerowe słabe i strasznie męczące, zwłaszcza przy scenach walk, które miały być chyba tymi momentami "WOW!", a wyszły tak, że chciało mi się rzygać. Ogólnie dramat i w sumie szkoda szczempić ryja, tylko muzyka dawała radę. Oglądając takie obrazy utwierdzam się tylko w przekonaniu, że Hollywood to ogromna maszyna do prania pieniędzy, bo nie wierzę, żeby tej produkcji przyświecał jakikolwiek inny cel. Nie polecam nikomu. No dobra, dwunastolatkom powinno się spodobać.

Gruba ryba

w Filmy

17piorunów

Siema,
Uwaga, uwaga, klasyk w :popcorn:
----------
Tytuł: Jaws
Reżyseria: Steven Spielberg
Moja ocena: 3/5

W nadmorskim kurorcie dochodzi do brutalnych ataków rekina ludojada. Rozwiązania kryzysowej sytuacji podejmuje się szeryf, który w związku ze zbliżającym się sezonem wypoczynkowym będzie musiał zmierzyć się nie tylko z olbrzymim drapieżnikiem, ale także z miejscową władzą.

Historię morderczego rekina oraz główny motyw muzyczny znałem jak większość od dawna, głównie z różnego rodzaju parodii czy nawiązań. Chciałem się jednak przekonać, czemu ten film wywarł tak duży wpływ na popkulturę. Czy obraz z lat 70. będzie w stanie zaciekawić współczesnego widza, oglądającego go bez okularów nostalgii? Otóż jak najbardziej. Styl reżyserki Spielberga - jego ustawianie aktorów, gra planami, zbliżenia na twarze - zwyczajnie bronią się po wielu latach, choć mają w sobie coś teatralnego. Posługuje się on jednak obrazem w sposób jasny i klarowny, prowadzi widza niemalże za rękę przez całą fabułę, nie pozwalając mu się zgubić. Niektóre sceny, zwłaszcza od momentu wypłynięcia na polowanie, trącą lekko myszką, ale nie w sposób zniechęcający. Rekin wygląda świetnie - krążą legendy o tym, ile krwi napsuł on ekipie filmowej, ale w finalnym obrazie tego nie widać (a przynajmniej nie tak bardzo). Końcówka trochę mi się dłużyła i chyba przeszkadzało mi, że ton filmu zmienił się z thrillera na przygodowy, a wrażenie to potęgowała zwłaszcza muzyka i postać oceanologa, którą z chęcią bym wyciął albo znacznie ją ograniczył. W każdym razie uważam, że jest to dzieło, które w dalszym ciągu można uznać za interesujące i warte zobaczenia. Polecam tym, którzy do tej pory (jak ja) zastanawiali się, czy warto w te szczęki wskoczyć.

GURU3piorunów

Komentarz usunięty

Pokaż więcej komentarzy (22)