@Vampiress Temat jest tak rozbudowany, że nie sposób ująć go w tak krótkim akapicie.
Sceptycyzm ,sceptycyzmem, ale ogromne siły mieli zgromadzone, a ten obskoczony wpi€rdol nie był wcale takim spacerkiem, jak go Niemcy przedstawiali. Straty kacapów, to była hekatomba, ale na którą było ich stać, bo tylko ludzi mieli wtedy dość. Straty Niemców były ogromne i długo musieli je odbudowywać. Naruszyło to poważnie potencjał wermahtu. Nie ma sensu roztrząsać niemieckich planów, bo na żadne z nich nie było szans. Poległa ich logistyka, zanim rozładowali korki i to ogranęli, to praktycznie było już po kampanii, a kacapy zaczęli rozwozić dostawy z lend leasu. Z perspektywy czasu, to Hitler miał racje - przy takim ogromie głębi operacyjnej i takim rozciągnięciu linii zaopatrzeniowych, blitzkrieg był jedyną szansą, i wbrew powojennym wspomnieniom różnych generałów, kampania pod blitz była planowana od początku. Kiedy ten blitz poległ, a kacapska obrona okrzepła, to było już tylko przeciąganie agonii, bo w wojnie materiałowej, państwo bez bezpośredniego dostępu do surowców (Niemcy) nie miało żadnych szans. To zdobycie kacapskiej ropy jest tak mitologizowane, że hej. Zanim byliby w stanie ją przetworzyć i zacząć sprowadzać (po tak długich i narażonych liniach), to jeszcze by lata upłynęły.
Co do tej wojny materiałowej, to dziś z perspektywy ujawnionych za Jelcyna dokumentów wynika, że bez lend-leasu kacapy starcili by stolicę i większość swych sił. Czy by ich to rozłożyło, to nie wiem, bo sama wierchuszka i część sił cofać się mogła w nieskończoność. Nieograniczone możliwości manewru.
Dlatego właśnie napisałem, że sceptycyzm Stalina, jego paranoje, zbrodnie i psychopatia, to bonus, bo poza tym "drobiazgiem", to on jednak bajzel ogarnął, kiedy wszyscy myśleli, że sojuz już kaput i nie palili się brać sterów. Wystarczy przypomnieć dzień, w którym wierchuszka pojechała do daczy Stalina, co on odebrał, jako wyprawę po jego aresztowanie, a co okazało się delegacją błagalną by wracał do Moskwy.
Dobra, skończmy bo naprawdę jest to temat na tomiszcza, a nie taką dyskusję. Argumenty można odbijać w nieskończoność, a do konkluzji nie dojdziemy, bo teren był za wielki, żeby stwierdzić, że coś stałoby się na pewno.