WujekAlienLider
96piorunów
@WujekAlien tez bylem dzisiaj xD
@Sweet_acc_pr0sa jedna z moich ulubionych miejscówek
WujekAlienLider
96piorunów
@WujekAlien tez bylem dzisiaj xD
@Sweet_acc_pr0sa jedna z moich ulubionych miejscówek
RzeznikLider
42piorunówWyhaczyłem na OLX Opinela 12 carbone. Potrzebowałem jakiegoś noża na wyjazdy — żeby czasem bułkę przekroić, pomidora ogarnąć czy coś w tym stylu. Mam już Opinela dziewiątkę z OLX-a, ale czasem okazuje się trochę za krótka.
Znalazłem więc ofertę z dwunastką carbone za 40 zł — no to wziąłem.
Niestety nie przyjrzałem się dobrze zdjęciom w ogłoszeniu. Po rozpakowaniu przesyłki okazało się, że czubek ostrza był kiedyś złamany i został przeszlifowany, żeby zniwelować brak. Brakuje jakieś 5 mm.
Skoro i tak muszę ostrze wyprowadzić od nowa, to stwierdziłem, że coś przy okazji z nim podziałam. Na razie rozebrałem nóż i wstępnie przeczyściłem ostrze. Na zdjęciu widać też, jak planuję zmienić przebieg grzbietu.
No i przy okazji delikatnie zmodyfikuję kształt rękojeści, bo oryginalne nie są zbyt wygodne.

Nie rozumiem takiego dziadowania. Po co Ci zeżarty rdzą złomek że złamanym czubkiem za 40pln skoro nówka kosztuje że 65-70, a da się znaleźć jeszcze taniej?
Opinele to chyba jedna z najtańszych opcji jeśli chodzi o scyzoryki i swój urok mają, ale tu ich zalety w zasadzie się wyczerpują. Wersje jak Twoja, czyli najbardziej klasyczna węglówka, rdzewieją od samego patrzenia na nie, w terenie niemal nie do utrzymania w czystości. A jak dostanie trochę wilgoci to co prawda zardzewieje, ale za to przestanie się otwierać, bo drewienko na rękojeści jest fajne, ale lubi spęcznieć. Podsumowując - średni deal zrobiłeś moim zdaniem, ale miłego używania :slightly_smiling_face:
@wiatrodewsi nie wiem czy czytałeś wpis ale to że jest złamany zorientowałem się po otrzymaniu paczki.
Dodatkowo kiedyś kupiłem 9 inoxa i również go nieco spersonalizowałem co było fajną zabawą. I to mityczne pouchnięcie drewna nigdy mi nie nie przydarzyło ale możne jestem amatorem i używam go w zbyt mało ekstremalnych okolicznościach
@wiatrodewsi taki nóż można odnowić, bo teraz stał chińska łamie się w palcach. A taki stary nóż można odnowić i dobrze zahartować i posłuży 3 razy tyle co chińszczyzna.
@Rzeznik Puchnięcie opineli nie jest "mityczne". To znana wada tych noży, którą po prostu trzeba brać pod uwagę by jej uniknąć. I ja rozumiem że lubisz bawić się w grzebanie przy tych nożykach. Nie rozumiem natomiast po co kupujesz do tego używany, zardzewiały egzemplarz, ryzykując że będzie miał jeszcze inne wady (jak ten ułamany czubek), skoro za 3 dychy więcej możesz mieć identyczny, tyle że nówkę. Ale jak już wspomniałem - Twoja sprawa, miłego używania :slightly_smiling_face:
@Rzeznik jak z nim skończysz to zostanie 8cm (° ͜ʖ °)
RetroCoder80sKosmonauta
20piorunówJezioro Tuchomskie

michalnaszlakuAutorytet
4piorunówNajnowszy mikrofon od DJI imponuje technologią oraz możliwościami. Jednak nowe standardy oraz decyzje projektowe ciągną za sobą zmiany, które nie wszystkim przypadną do gustu. Jaki jest więc Dji Mic 3? Dowiesz się z dzisiejszego materiału na który serdecznie zapraszam! :slightly_smiling_face:

Statyczny_StefekFanatyk
18piorunów_Do tej pory nie brałem udziału w #naopowiesci ale ten temat mnie... zainteresował. Pierwotnie miałem w głowie coś w stylu fantasy, ale nie byłem w stanie zrobić z tego czegoś krótkiego, a po drugie - i ważniejsze - nie miałem szans uniknąć skojarzeń z "Awatarem". Pomysł porzuciłem, ale drugi wpadł mi do głowy dziś, niespodziewanie.
Mam nadzieję, że się spodoba._
--
Potężny, jesienny wiatr załomotał okiennicami. Ten stary domek, kupiony za bezcen kilka miesięcy temu od wujka Anny nadawał się prawie w całości na rozpałkę. Hak do trzymania okiennic wyrywał się co chwilę, mimo kolejnych prób przymocowania, ale za to zawiasy były najwyraźniej solidnie przymocowane, bo setki uderzeń w ścianę nic im do tej pory nie zrobiło. Anna często żartowała, że to nie okiennice są przymocowane do domu, tylko dom do okiennic.
Westchnąłem cicho, zabrałem kubek z kawą i wróciłem do salonu. Siedziała w fotelu, wygodnie oparta, długie, lekko zgięte nogi trzymając pod stolikiem. - Nie wypiłaś wody - zauważyłem, patrząc wymownie na pełną szklankę, którą chwilę temu jej przyniosłem. Nie spodziewałem się reakcji, ale kompletna cisza mnie uderzyła. Nie miałem wyboru: sam nawarzyłem piwa i sam będę musiał je wypić. Usiadłem na sofie i popatrzyłem jej prosto w oczy. - Słuchaj, wiem, że to nie wyszło tak, jak powinno, ale naprawdę, powinnaś to zrozumieć. - zrobiłem przerwę, biorąc łyk kawy - Nie spodziewałem się żadnych komplikacji, to miał być szybki interes, taki jak zawsze. N...cki dostarczył wszystko, wystarczyło podjechać na miejsce tak, jak było planowane, ale na miejscu była już policja i najwyraźniej czekali dokładnie na mnie. Mają mój rysopis, a skoro wiedzieli w którym samochodzie siedzę, to znali też moje dane. Muszę zniknąć na jakiś czas, zatrzeć ślady, zerwać kontakty. To się z czasem uspokoi.
Sam sobie nie wierzyłem. Po wpadce wróciłem do domu starannie unikając monitoringu, porzuciwszy auto, jadąc trzema podmiejskimi pociągami. Krótka robota, która miała trwać godzinę, łącznie zajęła kilkanaście i nie przyniosła żadnego zysku. Zdecydowanie zasłużyłem na awanturę, którą Anna zrobiła mi z powodu spóźnienia, a także na tę, którą zrobiła, gdy dotarło do niej, że "zniknąć" oznacza również zniknięcie z jej życia. Niestety, taka była konsekwencja tego, czym się zajmowałem. Jeśli coś poszło nie tak, pozostało zacieranie śladów, unikanie starych znajomych, często zmiana wyglądu - wiedziała o tym, oczywiście, nie bylibyśmy razem, gdybym nie mógł przedstawić tego uczciwie, ale oboje żyliśmy w przekonaniu, że tym razem żadna wpadka mnie nie spotka. Ten położony na uboczu domek był idealną kryjówką: niewielka polana pośrodku lasu, jedna droga dojazdowa, wiele kilometrów od najbliższych sąsiadów i kilka dyskretnie oznakowanych ścieżek prowadzących do niego. Doskonałe miejsce, by w nim zniknąć i po każdym zleceniu nie wyściubiać nosa przez miesiąc, aż wszystko ucichnie. Raz już o mało co uniknąłem złapania, ale nawet niektórzy sąsiedzi nie wiedzieli, że ta nie uczęszczana ścieżka prowadząca skrajem bagien prowadzi do tego miejsca. Policja nawet nie zaglądała na skraj wioski, a co dopiero do lasu. Ich lenistwo było dla mnie wybawieniem... przynajmniej dopóki nie pojawił się tam ktoś, kto najwyraźniej potrafił złożyć razem kilka klocków i wyciągnąć wnioski.
Dopiłem resztę kawy i popatrzyłem na nią uważnie. - Słuchaj, to się wszystko jakoś ułoży. Zawsze się układa, po prostu potrzebuję czasu. Muszę sobie to zebrać w głowie, znaleźć najlepsze rozwiązanie. Potrzebuję trochę powalczyć z wiatrem, pójdę do ogrodu, pomacham trochę łopatą, gdy się zmęczę, to myśli zaczną się same układać. Na pewno coś wymyślę. - Wstałem i poklepałem ją po kolanie, patrząc z bliska w jej oczy. Owinąłem się grubym, roboczym płaszczem, nacisnąłem na głowę czapkę i ruszyłem do drzwi. W nich odwróciłem się, żeby coś powiedzieć, ale napotkałem jej spojrzenie: ostre, przenikliwe, jednocześnie karcące i pełne smutku. Wyszedłem bez słowa.
Później, patrząc na niewielki kopczyk świeżej ziemi w ogródku, oświetlony blaskiem dogasającego drewna, zrozumiałem, że zapamiętam tę scenę i to spojrzenie do końca życia: Anna, patrząca na mnie bez słów, przybita do fotela trzema nożami, z blaskiem pojedynczej żarówki odbijającym się w jej oczach i niewielkiej kałuży krwi u jej stóp.
Zacieranie śladów dotyczy wszystkich śladów.
@Statyczny_Stefek Dobre! Fajnie zwodzi. I chociaż przeczuwałem gdzieś w kościach to i tak końcówka zaskakuje. Zwłaszcza, że w zasadzie zamknięta w jednym zdaniu :grinning:
@Statyczny_Stefek Dobre, mroczne, zaskakujące.
Świetnie sprawdziłoby się także w poprzedniej edycji 😉
RetroCoder80sKosmonauta
56piorunówGdańsk Wrzeszcz

@RetroCoder80s Wrocław Krzyki
RIKKompan
4piorunówDziś premierę ma "Ważny każdy dzień". TO nasz najnowszy utwór. Jak się Wam podoba?

@RIK Podoba mi się :smiley:
RIKKompan
5piorunówhttps://www.youtube.com/shorts/MbJn7AsCIX8
#tworczoscwlasna #premiera #ważnykażdydzień #muzyka #polskamuzyka

PiechurGruba ryba
45piorunówPamiętam ten dom jeszcze z dzieciństwa. Od zawsze wyglądał ponuro: ściany z ciemnej, surowej cegły, upstrzone wątpliwej jakości graffiti; okna z brudnymi i w większości powybijanymi szybami; podwórko zarośnięte krzakami i ozdobione kawałkami szkła z potłuczonych butelek. Okropna rudera.
Znajdował się w sporej odległości od innych zabudowań, sama działka leżała na zakręcie głównej drogi łączącej się po kilkuset metrach z krajówką. Często widziałem go z samochodu, gdy wyjeżdżaliśmy z rodziną do dziadków, lub przez szyby szkolnego autokaru wiozącego moją klasę na basen do sąsiedniej miejscowości. Niesamowicie pobudzał naszą wyobraźnię, zwłaszcza, że krążyły o nim różne legendy przekazywane kolejnym rocznikom przez starszych uczniów – dom, rzecz jasna, miał być nawiedzony. Miały pojawiać się w nim makabryczne zjawy noworodków z odrąbanymi głowami, ściany miały być upstrzone krwią, kilka razy w roku odbywać się w nim miały czarne msze, podczas których składano ofiary z dzieci, w nocy dochodziły z niego niepokojące wrzaski. O właścicielu nikt nic nie wiedział, ponoć powiesił się w jednym z pokoi po tym, gdy wymordował w nim siekierą swoją rodzinę. Typowe historie dla lubiących się bać szczyli. Nie muszę chyba wspominać, że je uwielbiałem.
Ten dom stał się dla mnie jakąś dziwną świątynią obcego, nieznanego; wisiała nad nim aura czegoś nie z tego świata – niepokojącego, ale jednocześnie kuszącego. Zawsze chciałem do niego wejść, uchylić zasłonę tajemnicy, zmierzyć się nie tyle z nim, co z własnym lękiem i strachem przed nim. I tak oto, po upływie przeszło szesnastu lat, stałem nocą pod otaczającą go pordzewiałą i w wielu miejscach podziurawioną siatką.
To była spontaniczna decyzja. Wcześniej tego wieczoru odwiedziłem kilku starych znajomych, którym nie udało uciec się z tej przygnębiającej dziury, którą nazywam rodzinnym miastem. Zapaliliśmy u jednego z nich jointa, wypiliśmy kilka piw, powspominaliśmy stare czasy. Rozmowa w jakiś sposób zeszła na temat nawiedzonego domu. Staraliśmy się przypomnieć sobie wszystkie historie, jakie o nim słyszeliśmy, śmiejąc się najgłośniej z tych najbardziej makabrycznych. Nie pamiętam już, kto rzucił temat, żeby się do niego przejść, w każdym razie początkowo wszyscy zareagowali na ten pomysł entuzjastycznie, jednak ostatecznie towarzystwo wymiękło. Posiedziałem jeszcze trochę, dokończyłem piwo, po czym pożegnałem się i udałem w stronę bloku rodziców, do których przyjechałem na weekend. Niestety, myśl o eksploracji domu rezonowała już w mojej głowie zbyt mocno. Znajdował się w odległości nieco ponad dwóch kilometrów ode mnie, więc stwierdziłem, że krótki spacer nie zaszkodzi. Po drodze spotkałem jeszcze jednego kolegę z dawnych lat, chodzącego do równoległej klasy, który też chyba wracał z imprezy. Zamieniliśmy kilka słów, powiedziałem, gdzie zmierzam i po krótkiej chwili namówiłem go, żeby poszedł ze mną.
Szliśmy dość długo. Z otaczającym nas mrokiem walczyło słabe światło ustawionych wzdłuż chodnika latarni, tworząc na nim żółte, rozległe wyspy, które przecinaliśmy w milczeniu. Co jakiś czas próbowałem zagaić rozmowę, ale kolega był jakiś nieobecny i zaczynałem żałować, że wspomniałem mu o moim przedsięwzięciu. W końcu doszliśmy na miejsce. Dom wyglądał jeszcze gorzej niż zapamiętałem. Noc nadawała mu dodatkowego upiornego charakteru, wyolbrzymiając cieniem porysowaną pęknięciami fasadę, topiąc w ciemności jakiekolwiek kontury pokoi widocznych przez puste okiennice w ciągu dnia. Stojąc przed furtką zorientowałem się, że jedyną latarką, jaką posiadam, jest ta z telefonu. Okazało się również, że mój kolega swój telefon zgubił, co tym bardziej utwierdziło mnie w przekonaniu, że niepotrzebnie w ogóle go ze sobą brałem. Wahałem się, co robić. Serce zaczynało bić mi coraz szybciej, poczułem przypływ adrenaliny i wiedziałem, że to jedyny moment, by coś sobie udowodnić, że drugi raz tu nie wrócę. Włączyłem latarkę i wkroczyłem na ścieżkę prowadzącą do drzwi.
Pod butami zachrzęściły kawałki porozbijanego szkła. Sylwetka domu górowała nad nami coraz bardziej, gdy z każdym kolejnym krokiem zbliżaliśmy się do wejścia. Czułem, jak krew pulsuje mi w skroniach, słyszałem jej szum w uszach. Poczułem na przedramieniu lekki podmuch chłodnego wiatru. Byliśmy już blisko wejścia, gdy nagle kolega zatrzymał się. Odwróciłem głowę i wtedy zobaczyłem jego bladą, białą jak kreda twarz. W świetle latarki mignęły mi jego nabiegłe krwią oczy, lekko spocone czoło, drżący podbródek. Zaczął kręcić lekko głową i szeptać: „Nie wejdę tam, nie wejdę, nie wejdę…”. Powtarzał to w kółko, wyglądał na przerażonego. Nie będę ukrywać, narobił mi niezłego stracha, a i tak byłem już mocno poddenerwowany. Próbowałem go jakoś uspokoić, tłumaczyć, że to tylko głupi, pusty dom, ale nie udało mi się wyrwać go z tego stanu – najwyraźniej dostał ataku paniki. Sam byłem jednak zdeterminowany, żeby wejść do środka, więc powiedziałem mu, żeby wrócił na chodnik i na mnie poczekał, a sam przekroczyłem próg przez uchylone, ledwo wiszące na zawiasach i obdarte z czerwonej farby drzwi. Gdy wchodziłem do domu, kolega stał wciąż w tym samym miejscu, w którym go zostawiłem.
Wewnątrz było chłodno, chłodniej niż na polu, co wydało mi się nieco dziwne. Rozejrzałem się po obdartych ścianach, z których odchodziła brzydka, namoknięta tapeta o bliżej nieokreślonym wzorze. Na suficie wisiały płaty łuszczącej się farby, w kątach widać było rozległe wykwity pleśni. Podłoga była drewniana, usiana odłamkami z rozbitych okien oraz kamieniami, które okoliczna młodzież wrzuciła tu przez lata. Na środku stała stara, podarta kanapa, obok której leżał mały, złamany w pół stolik. Za kanapą zobaczyłem kilka pustych ramek po zdjęciach oraz potłuczone butelki.
Udałem się wgłąb domu i po kilku krokach doszedłem do drewnianych schodów. Poręcz leżała na ziemi, sterczały z niej pordzewiałe gwoździe. Po prawej stronie był otwór drzwiowy, przez który powoli zaglądnąłem do środka: znajdowała się tam kuchnia w stanie kompletnego rozkładu, z rozwalonymi szafkami leżącymi na podłodze i dużą kałużą w okolicach miejsca, gdzie kiedyś musiała stać lodówka. Cofnąłem się do schodów. Serce waliło mi jak oszalałe, nie byłem w stanie nad tym zapanować. Zrobiłem, co chciałem, mogłem wychodzić. Pokazałem samemu sobie, że jestem w stanie zwyciężyć strach. Ciekawość była jednak silniejsza. Skierowałem światło latarki z telefonu w górę schodów, po czym wziąłem głęboki oddech i zacząłem po nich wychodzić. Skrzypiały potwornie, co w panującej dookoła ciszy podsycało we mnie uczucie dyskomfortu i niepokoju, ale także dziwnego podniecenia.
Dotarłem na piętro, na którym znajdowały się trzy pomieszczenia. Drzwi do jednego z nich leżały na ziemi. W środku był przestronny pokój, jednak zupełnie pusty, nie licząc rozbitego żyrandola, który sądząc po warstwie kurzu musiał urwać się już kilka, lub może kilkanaście lat wcześniej. Drugim pomieszczeniem była mała łazienka. Wsadziłem tylko do niej głowę, ale szybko ją cofnąłem – okropnie w niej śmierdziało. Pewnie coś zatkało rury i wybiło kanalizację. Został już tylko trzeci pokój, do którego drzwi były lekko uchylone.
Zawiasy zaskrzypiały cicho, gdy wchodziłem do środka. W słabym świetle latarki ujrzałem dużą, odrapaną szafę stojącą w kącie, zniszczony regał na książki, których kilka walało się po podłodze, a także starą ramę łóżka pozbawioną już materaca. Niedaleko szafy było okno, przez które sączyła się delikatna stróżka żółtego światła. Wyjrzałem przez nie i dostrzegłem podwórko, a także kawałek ulicy, wzdłuż której przyszedłem do tego miejsca z kolegą. Starałem się go wypatrzyć, ale albo wrócił do siebie, albo stał dalej tam, gdzie wcześniej, miejsce to zasłaniał jednak daszek werandy.
Odetchnąłem z ulgą. Już po wszystkim. Nawiedzony dom, legenda mojego dzieciństwa, okazał się ostatecznie zwykłą, starą, rozwalającą się chałupą. Uśmiechnąłem się do siebie pod nosem, zadowolony mimo wszystko z własnej odwagi i skierowałem się do drzwi. Gdy zacząłem wyciągać dłoń w stronę klamki poczułem nagłą, niespodziewaną falę chłodu. Z ręką zawieszoną w powietrzu spostrzegłem, że z moich ust zaczęła wydobywać się para. Patrzyłem przed siebie tępo, zaskoczony tym, co zobaczyłem. Wtem panującą ciszę przerwało przeciągłe i powolne skrzypienie otwieranych drzwi dobywające się z miejsca, gdzie stała szafa. Poczułem, jak na karku jeżą mi się wszystkie włosy. Bałem się obejrzeć. Serce łomotało mi w klatce piersiowej pompując falę zimnego strachu po całym organizmie. Stałem sparaliżowany, nie mogąc się ruszyć. Drzwi przestały się otwierać. Zmusiłem się w końcu i zacząłem lekko obracać głowę, gdy kątem oka zobaczyłem TO – ciemną, ledwo widoczną, wylewającą się z mroku postać.
Rzuciłem się w stronę drzwi otwierając je z hukiem na oścież, zbiegłem po schodach, rozrywając sobie spodnie o wystające z desek gwoździe i wypadłem na zewnątrz. Minąłem kolegę, który spojrzał na mnie przerażonym, nieprzytomnym wzrokiem. Usłyszałem tylko, jak powtarza: „Nie wejdę tam, nigdy więcej tam nie wejdę…”.
Biegłem, biegłem ile miałem sił w nogach, nie oglądając się za siebie. Biegłem w ciemności, czułem, jak płuca wypełnia mi ogień, a nogi stają się ciężkie i nieporadne, ale biegłem dalej. W końcu, po czasie, który wydawał mi się trwać w nieskończoność, zobaczyłem blok rodziców. Z impetem wleciałem do klatki i roztrzęsionymi rękoma próbowałem otworzyć kluczem drzwi, jednak nie udało mi się tego zrobić. Zacząłem dzwonić natarczywie domofonem, aż w końcu ktoś mi otworzył. Wbiegłem po schodach i wpadłem do mieszkania.
Mama, którą obudziłem dzwonieniem, patrzyła na mnie z niepokojem, pytała, co się stało, ale nie potrafiłem wydusić z siebie słowa. Włączyłem wszystkie światła, usiadłem na łóżku w kącie swojego starego pokoju i zwyczajnie trząsłem się z wyczerpania wysiłkiem, ale przede wszystkim – ze strachu. Tej nocy nie zmrużyłem oka, co chwila kręcąc głową i mając wrażenie, że dostrzegłem kątem oka jakiś ruch.
Od tamtej nocy minął już tydzień, a ja spałem do tej pory łącznie może trzy godziny. Nie pozwalam gasić światła, nawet w dzień. Nie wiem, co zobaczyłem w tym domu, nie chcę o tym myśleć. Widzę tę postać, gdy tylko zamknę oczy. Nie wiem, czym była, miała ludzką sylwetkę, ale czułem od niej… czułem od niej Zło. Nie jestem w stanie inaczej tego określić. Rodzice coraz mocniej się o mnie niepokoją, tym bardziej, że w moich włosach pojawiły się rozległe pasma siwizny. Dzisiaj rano próbowałem opowiedzieć mamie, co się stało. O spotkaniu ze znajomymi, o pomyśle na zwiedzenie domu. O koledze, który ze mną poszedł. Dostrzegłem w jej oczach grozę.
Niecały rok wcześniej ten sam kolega popadł w obłęd. Przestał jeść, nie chciał spać, nikt nie wiedział, dlaczego. Starano się mu pomóc, ale jego stan się pogarszał. Miesiąc temu trafił do zakładu zamkniętego, ale w jakiś sposób się stamtąd wydostał. Podobno przed ucieczką krzyczał, że jest w nim za ciemno, majaczył coś o demonach czających się w mroku. Odnaleziono go kilka dni przed moim przybyciem – leżał martwy w kałuży krwi z wydrapanymi oczami, w pokoju na piętrze nawiedzonego domu.
*
Dobra, najcięższe #jesiennewyzwania za mną, zostały jeszcze dwa 😁
Wooo wciągnęło mnie totalnie ! Dobre!
@Piechur Lubię takie klimaty. To gdzie mogę dostać zbiór opowiadań? :smiley:
AlembikAutorytet
13piorunówW dzisiejszym odcinku waszych ukochanych Skrzacików poznamy Ciekawskiego Grzesia, poznającego przyrodę i dowiemy się jak kończy się spotkanie skrzata z bohaterką polskich bajek.

KlamraGURU
31piorunówZapraszam do lektury drugiej części z cyklu "Media od kuchni" Dzisiaj skupimy się na TV
https://www.hejto.pl/wpis/po-drugiej-stronie-obiektywu-cz-2
#produkcjatv #produkcjafilmowa #tworczoscwlasna #ciekawostki
Jak ktoś przeoczył część pierwszą, o planie filmowym, wrzucam link

Też byłem kiedyś w telewizji, jak w naszej szkole była afera narkotykowa :smiley:
KlamraGURU
99piorunów#produkcjatv #produkcjafilmowa #ciekawostki #tworczoscwlasna #tv Witam w drugiej części cyklu traktującym o obliczach mediów, po prawidłowej stronie szkła. Lekką obsuwę miałem, ale wynika to z mojej nieprzewidywalnej i różnorodnej pracy. Dziś zajmiemy się telewizją. Jak zapewne się

KalaisZawodowiec
18piorunów[BEZPŁATNA INSTRUKCJA][MOC][ALT] Przebuduj konie na targ i mebelki - Creator 31168
Zestaw LEGO Creator 31168 - Średniowieczny zamek rycerzy konnych wzbudził trochę kontrowersji wśród fanów Castle. Poszło o konie. Są one zbudowane z klocków. Zawsze w zamkach były dedykowane konie, odlewy, jeden element. Postanowiłem rozwiązać ten problem i wykorzystałem klocki z koni do zbudowania małych dodatków do zamku.
Pełna galeria/więcej do czytania na blogu LEGO - https://bricks.kalais.net/pl/post136

LogytazeSum
14piorunów
@Logytaze czym robione?
@bojowonastawionaowca Ołówek.
@Logytaze szacun, ślicznie to wygląda, tylko te włosy tak odrobinkę kanciasto :grinning:
RetroCoder80sKosmonauta
32piorunów
Niedziela wieczur i humor ...ej, kurde przecież dziś środowa noc!
@RetroCoder80s ... środa wieczur i humor gituwa? :grinning:
@NiebieskiSzpadelNihilizmu to wódy czas. Więc chyba to jest wóódy czaaas!
belu-p-flyFenomen
38piorunówJesienny Ogród Botaniczny UWr
#wroclaw #tworczoscwlasna #fotografia #architektura

@belu-p-fly Całkiem spoko miejscówka, byłem tam rok temu.
PiechurGruba ryba
11piorunówSiema,
#diriposta do utworu _di proposta_ w konkursie #nasonety
*
Do współpasażera z linii 174
Różne, jak to się mawia, już są losu koleje
I chociaż ze zbiorkomem nie chcę mieć do czynienia
To siedzę w autobusie i chyba oszaleję
Bo jakaś woń mój czuły drażni zmysł powonienia
Nos biedny wciskam w kołnierz, bliski jestem omdlenia
Zlokalizować źródło odoru mam nadzieję
I gdy mam ostatniego wydobyć z siebie tchnienia
Dostrzegam twoją rękę jak wysoko się chwieje
Współpasażerze drogi, coś obok mnie przystanął
I trzymasz się uchwytu, gdy autobus kolebie
Zdradzę ci teraz prawdę wszystkim prócz ciebie znaną:
Bez antyperspirantu strasznie spod pachy jebie
Więc miej to na uwadze i kiedy wstaniesz rano
To weź go proszę użyj, gdy już umyjesz siebie
*

Sto siedemdziesiąt cztery linia,
przystanek końcowy: drogeria.
RetroCoder80sKosmonauta
24piorunów
@RetroCoder80s Gdynia i to ścisłe centrum XD
RetroCoder80sKosmonauta
20piorunów
RIKKompan
1piorunówCześć! W Sobotę wydajemy kolejnego singla. Pozdrowienia
https://www.youtube.com/shorts/RjDvurjR1gE
#tworczoscwlasna #produkcjamuzyki #premiera #ważnykażdydzień #RIK

@RIK czy to jest okładka wygenerowana w ai?.. dlaczego nie napiszesz jaką muzykę gracie? teraz nie wiem czy warto czekać. będę czekał, a tu sie okaże że znów jakiś trans
@FriendGatherArena tak okładka wygenerowana w ai, to co w tym shorcie jest w podkładzie to jest właśnie utwór na który zapraszamy.
@FriendGatherArena Co gramy? To nie takie proste. Sami nagrywamy i realizujemy te produkcje. Generalnie eksperymentujemy. Utwór został wrzucony do szufladki indiepop. Równie dobrze mógł trafić do szufladki "alternatywna". Jesteśmy coraz bliżej tego co byśmy chcieli zrobić. Pomimo różnic w utworach pewnien wspólny mianownik się zarysowuje. Korzystając z shorta zachęcam do odwiedzenia naszego YT! RK
@FriendGatherArena to jest w odróżnieniu do muzyki rockowej - muzyka rakowa XD
@peposlav RIkowa :smiley:
@RIK może warto zmienić nazwę XD
@peposlav Może wyjść rzeczywiście zabawnie jak zaczniemy przestawiać literki