Hejto.pl
Dodaj post

Wpisz coś do wyszukania (minimum 2 znaki)

#wierzeniaizwyczaje

GURU

w Historia

8piorunów

O postrzeganiu śmierci i obcowaniu ze zmarłymi na przestrzeni dziejów - rozmowa z prof. Andrzejem Piotrem Kowalskim | Uniwersytet Gdański

Czas, w którym odwiedzamy cmentarze, jest czasem spotkań - zarówno z naszymi bliskimi zmarłymi, jak i z żyjącymi, którzy ich odwiedzają. Spotkania te są obecne w ludzkich kulturach od tysięcy lat, podobnie jak zwyczaje związane z pochówkiem i uczczeniem zmarłych. O najdawniejszych

Gruba ryba

w Terra incognita

11piorunów

Krótki pościk poświęcony ludowym tradycjom i bajaniom.

1. Fragment tekstu Eleonory Dobrzyckiej z roku 1905 mówiący o zwyczaju stawiania tzw. majów

"Jadąc w maju z Oświęcimia do Kęt spotykać można wszędzie wysokie barwne "maje"(...) W nocy z ostatniego kwietnia po północy, gdy cisza nastanie, zabierają się parobcy do stawiania "majów". Stawiają je przy tych domach, gdzie mieszkają ładne dziewczęta. Najwięcej 3 lub 4 dostąpią tego zaszczytu, muszą to być najładniejsze i najporządniejsze dziewuchy. "Maj" jest to wysoka żerdź, gładko ostrugana, u dołu grubsza, u góry cieńsza. Na wierzchu przywiązany jest krzak jałowca lub wierzchołek świerka. Gałęzie tego krzaka ustrojone są długimi, różnokolorowymi wstążeczkami z bibułki lub papieru, a na szczycie przywiązana jest chorągiewka.

Tak przybrany i gotowy już "maj" przynoszą po cichu pod umówiony dom i stawiają go obok niego, a dla zabezpieczenia przed psotnikami przywiązują do drzewa łańcuchem i na kłódkę zamykają. W pierwszą niedzielę po ósmym(także w nocy) przystrajają go ci sami parobcy w ten sposób, że całą żerdź okręcają różnokolorowymi papierkami, zdejmują uszkodzone wstążeczki z wierzchu i wiążą nowe, a zamiast chorągiewki wkładają szklaną, zieloną lub czerwoną bańkę. Odświeżony "maj" stoi do Zielonych Świątek. W tym dniu pod wieczór następuje rozbieranie "maja", po której to uroczystości rodzice dziewczyny, która miała "maja", zapraszają chłopaków do siebie i częstują obficie dziękując im tym sposobem za "uszanowanie" ich córki. Patrzy im się wtedy wiadro piwa postawić".

2. Fragmencik o strachach i dziwach

"Zwykle w długich zimowych wieczorach dziewki(czyli służące) rodziców moich, obsiadłszy wkoło małą świeczkę lub kaganek, przy kądzieli lub darciu pierza nudotę czasu takiemi sobie gadkami skracały. Były to wielkie opowieści o strachach, upiorach, strzygoniach, strygach, którzy śpiących ludzi dręczą i do północy uwijają się, a po północy o pierwszem zapianiu kura każdy na swe miejsce do grobu wraca; o zmorach, które ludzi śpiących przylegają; czego nasłuchawszy się baliśmy się potem wyjść po ciemku do sieni, aby się z strachem nie spotkać. Także opowiadano o czarownicach(...)

Tu zanotuję też, że za moich dziecinnych lat często słyszałem, iż gdyby kto przygotował sobie deskę ze starej trumny, jakie zwykle na przepełnionych cmentarzach z grobów wyrzucają, i wybił z niej sęk lub wywiercił dziurę i poszedł z nią do karczmy gdzie w zapustny wtorek tańczą tłumy pijanej hołoty, i gdyby przez tę dziurę patrzał na tańczących, tedy dostrzeże, że za każdą parą taneczników tańczy para mieszkańców piekła, t.j. diabeł z diablicą w najrozmaitszych przyborach; która to para za uderzeniem godziny dwunastej roztapia się w smołę, której niczym doczyścić nie można."

Gruba ryba

w Terra incognita

16piorunów

Domowik to rodzaj ducha opiekuńczego, w którego istnienie wierzyli dawniej mieszkańcy Rusi. Ten strażnik domowego ogniska był przedstawiany jako mały humanoidalny stworek o owłosionym ciele i długiej brodzie, która nadawała mu wygląd przypominający "dziada" nie z tego świata. Potrafił także przybrać formę ludzką często podszywając się pod zmarłych już przodków rodziny, w której domostwie pomieszkiwał. Niekiedy transformował się w obecnego gospodarza domu lub w domowego zwierzaka. Domowiki przedstawiano też z ogonem, małymi różkami czy też końskimi uszami.

Domowik z reguły ukrywał się przed ludzkim spojrzeniem czając się gdzieś w zakamarkach domostwa, najczęściej w pobliżu pieca. Z rzadka mógł się ukazać komuś w swojej prawdziwej formie, co uznawano za złą wróżbę, wierzono bowiem, że oznacza to nadchodzącą śmierć jednego z członków rodziny.

Nie wzrok, ale słuch był głównym zmysłem, za pomocą którego można było przekonać się o obecności stwora w danym domostwie. Dawał on o sobie znać poprzez dźwięk kroków oraz przesuwanie przedmiotów. Hałasujące nocą zwierzaki domowe często były posądzane o zabawę z domowikiem. Mieszkańcy domu mogli także poczuć dotyk nieznanej istoty, a mężczyźni mogli niekiedy odkryć, że ich własna broda została zapleciona w warkocz. Wierzono, że jest to oznaka miłości domowika, który dawał znać, że kocha daną rodzinę i jest absolutnie szczęśliwy.

Domowik potrafił być niezwykle opiekuńczy, szczególnie względem dzieci i zwierząt żyjących w obrębie domostwa. Samo domostwo podobno mógł ochronić przed tak tragicznymi kataklizmami jak powodzie, pożary czy też pioruny.

Z pewnością złym pomysłem była próba wkurzenia owego ducha opiekuńczego. Leniwi i nie okazujący szacunku mieszkańcy mogli dość szybko zaznać gniewu stworka, który objawiał swoje niezadowolenie poprzez niszczenie przedmiotów czy też psucie mleka. Mógł się posunąć nawet do próby uduszenia osoby, gdy ta znajdowała się w swoim łóżku. Znudzony domowik także był sporym utrapieniem, w takich sytuacjach mógł on m.in. ukrywać przedmioty przed ludzkim wzrokiem.

Tak więc utrzymywanie domowika w wiecznym zadowoleniu było niezwykle ważne. Można było tego dokonać zostawiając trochę mleka i pieczywa w pobliżu pieca. Stworek był także fanem tytoniu. Oprócz tego szczęście odczuwane przez stworka rosło w sytuacji, gdy dom był dobrze utrzymany, a domownicy kulturalni i stroniący od brzydkiego języka, szczególnie przy posiłkach.

Przed wyjściem z domu w dobrym guście było przysiąść na krótki czas i pomilczeć, co było pewnego rodzaju pożegnaniem z domowikiem. Podczas przeprowadzki rodzina mogła zaprosić do nowego domu także swojego strażnika, dla którego przygotowywano mały transporterek w postaci obuwia.

Fenomen3piorunów

Komentarz usunięty przez moderatora

Gruba ryba2piorunów

@Vampiress U mnie w rodzinie, i ogólnie w okolicach, jest zwyczaj że jak się wyszło z domu i za chwilę wróciło, bo np. zapomniało się telefonu czy coś, to trzeba na chwilę usiąść i posiedzieć bo można Licho rozdrażnić. A najlepiej to w ogóle nie wchodzić tylko żeby ktoś z domowników podał czego się zapomniało.

Gruba ryba2piorunów

@Vampiress u nas odpowiednikiem domowika było uboże, stworek różniący się praktycznie tylko nazwą. Tak więc bardzo możliwe, że praktykowano ten zwyczaj też i na naszych ziemiach.

Pokaż więcej komentarzy (3)

Fanatyk

w Książki

18piorunów

Newsy książkowe od Whoresbane'a!

Wydawnictwo Replika ujawnia dwa następne tomy z serii Wierzenia i zwyczaje. "Weles. Słowiański bóg zaświatów" Michaeli Gajdošíkovej-Šebetovskiej i "Wierzenia dawnych Słowian. Od mitu do obrzędu" Kamila Kajkowskiego mają zaplanowaną premierę na 7 października 2025 roku. Wydania w twardych oprawach obejmują 240 i 416 stron, w cenach detalicznych 59,90 i 69,90 zł. Poniżej okładki i krótko o treści.

"Weles. Słowiański bóg zaświatów"

Wyjątkowa pozycja poświęcona jednemu z najważniejszych bogów słowiańskich

Weles – tajemniczy i nieuchwytny – to jedna z najbardziej zagadkowych postaci słowiańskiego panteonu. Czy był bogiem bogactwa i płodności, czy raczej strażnikiem zaświatów i opiekunem magii? Autorka niniejszej pracy podejmuje ambitną próbę rozwikłania tej zagadki, wychodząc poza uproszczone schematy i obiegowe mity. Zamiast powielać romantyczne wizje i niezweryfikowane przekazy, książka stawia na chłodną analizę, wnikliwą krytykę źródeł oraz konsekwentne odrzucanie falsyfikatów – takich jak słynna, lecz zdyskredytowana Księga Welesa.

Książka stanowi cenne źródło wiedzy nie tylko dla badaczy religii i mitologii, lecz także dla wszystkich zainteresowanych duchowym dziedzictwem Słowian. To oparta na rzetelnych podstawach próba rekonstrukcji pełniejszego obrazu Welesa – bez mitów, bez uproszczeń, z szacunkiem dla złożoności i niepewności źródeł, które po wiekach milczenia wciąż próbują przemówić do współczesnego odbiorcy.

"Wierzenia dawnych Słowian. Od mitu do obrzędu"

Niezwykła książka na temat wierzeń, obrzędów i rytuałów Słowian

W co tak naprawdę wierzyli Słowianie nadbałtyccy? Czy pogańskie posągi niszczono rzeczywiście z powodu przekonań religijnych, czy raczej za sprawą politycznej koniunktury? Czym były i jakie znaczenie miały depozyty zakładzinowe i łodzie-groby? Jaką rolę odgrywały ofiary – te składane bogom z pokarmów, jak też umieszczane w fundamentach domostw? Jak obyczaje pogrzebowe łączyły echa obcych wpływów z lokalną tradycją?

Niniejsza książka porywa w fascynującą podróż przez duchowy świat ludów zamieszkujących ziemie polskie we wczesnym średniowieczu. Łączy wyniki badań archeologicznych z analizą źródeł pisanych.

Autor rekonstruuje świat, w którym sacrum i profanum przenikały się na co dzień. Monety i uzbrojenie były nie tylko narzędziem handlu czy wojen, ale nośnikami szerszego przesłania religijnego i społecznego. Wierzenia dawnych Słowian to także refleksja nad tym, jak pamięć o pogańskim dziedzictwie była reinterpretowana i przekazywana przez chrześcijańskich już kronikarzy.

 'a - tag, pod którym chwale się nowymi nabytkami oraz wrzucam newsy o książkach
Chcesz mnie wesprzeć? Mój Onlyfans ( ͡° ͜ʖ ͡°) ⇒ patronite.pl/ksiazkiWhoresbane
    

Gruba ryba

w Terra incognita

43piorunów

Dzisiejszej nocki wpada kilka ciekawostek dotyczących tematu śmierci i tego, jak widziano ją dawniej:

- Według jednego z popularniejszych wierzeń w ostatniej godzinie życia człowieka pojawia się przy nim złowieszcza istota(przedstawiana zwykle jako kościotrup z kosą, rzadziej jako kobieta). Gdy już stanie przy jego łóżku, wpatruje się w niego do chwili, gdy ten wyzionie ducha. Co ciekawe, nie zawsze jednak pojawienie się kosiarza musiało oznaczać śmierć danej osoby. Jeśli istota stanęła u wezgłowia łóżka, chory miał jeszcze cień szansy na przedłużenie żywota. Jeśli jednak kosiarz wybrał sobie miejsce przy nogach, śmierć była pewnikiem.

- Zwiastunów nadchodzącej śmierci dopatrywano się w wyciu psów, niespokojnym zachowaniu koni, a także nawoływaniach sów i puszczyków. Złym omenem było również nagłe więdnięcie kwiatów oraz usychanie drzew. Spadająca gwiazda była bardzo niedobrym znakiem dla osoby, której została przypisana. Podczas odbywającego się sakramentu chorych starano się odczytać przyszłość cierpiącej osoby z dymu gasnącej gromnicy. Jeśli unosił się w górę, był to dobry znak, jeśli w dół, wróżono rychły zgon chorego. Zgaśnięcie świecy podczas mszy żałobnej miało oznaczać, że śmierć dosięgnie już niedługo kolejnego członka rodziny.

-Paskudna i długa agonia, jak wierzono, dotykała tylko osoby z długą listą grzechów, mające wciąż na pieńku z Bogiem i innymi ludźmi, a także tych, którzy padli ofiarą czarów, uroków i innych diabelskich mocy.

- Do rąk umierającej osoby wkładano zapaloną gromnicę, symbol pojednania z Bogiem. Usuwano też wszelkie wygody takie jak poduszki i pierzyna. Wierzono bowiem, że człowiek, któremu podczas umierania jest zbyt milutko, nie może umrzeć, blokuje go bowiem przywiązanie do ziemskich wygód. W izbie otwierano także okna, aby dusza bez problemów mogła ulecieć w zaświaty.

-Jeśli śmierć nastąpiła w nocy, należało zbudzić wszystkich domowników, a także wszystkie zwierzęta, obawiano się bowiem, że krążące sobie dusze śpiących mogą podążyć za zmarłym.

-Ciała zmarłego nie mogła dotykać bliższa jak i ta dalsza rodzina. Gdyby ktoś złamał ów zakaz, zmarły mógłby pociągnąć tego kogoś za sobą. Panował także wyjątkowo silny strach przed otwartymi oczami nieboszczyka, który to mógł wypatrzeć sobie kolejną ofiarę, dlatego ważnym było zamknięcie oczu trupa.

-Kolejnym przesądem związanym ze śmiercią było zasłanianie luster, czyniono to, aby nie utrwalił się w nich wizerunek zmarłego. Aby nie zakłócać jego spokoju, zatrzymywano wszystkie zegary. Zasłaniano okna, by przypadkiem nikt nie zajrzał do środka i nie ujrzał nieboszczyka, mogło to bowiem sprowadzić na owego gapia szybką śmierć.

-Interesującym zwyczajem w pewnych regionach Polski było wsypywanie ziarenek maku do trumny. Miało to zapobiec powrotowi zmarłego na ziemię, ten bowiem w tej sytuacji wolał liczyć ziarenka.

-Puste noce, tutaj pozwolę sobie zacytować artykuł polskiego radia(plus link dla zainteresowanych).
https://jedynka.polskieradio.pl/artykul/2838112,Puste-noce---noce-pe%C5%82ne-pie%C5%9Bni

"Na wsi, w dniu, gdy ktoś zmarł, wiedziano, że trzeba odwiedzić jego rodzinę, by wraz z bliskimi czuwać i śpiewać. Ciasną izbę wypełniał tłum ludzi, a pieśni, donośne i bardzo osobiste przenikały ciała zebranych. Czas czuwania trwał zazwyczaj 3 dni, to tzw. puste noce. Nie trzeba było prosić o przybycie. Wiejska społeczność dążyła do tego, by puste noce spędzać gromadnie. A i sam moment śmierci był momentem publicznym. Mijając dom konającego można było wejść do środka jego chaty i przyjrzeć się ostatnim chwilom życia ludzkiego.

Pieśni śpiewane przy zmarłym były zarówno dla niego jak i dla żywych. Towarzyszyły żałobie, ale i oczyszczały z roztrzęsienia, napięcia.

W tradycji ludowej istniała wiara, że tuż po śmierci, gdy dusza człowieka przebywa jeszcze wśród żywych, należy modlić się i śpiewać, by ułatwić jej przejście w zaświaty. Pieśni towarzyszył płacz, lament i… krzyk. Niejednokrotnie po śmierci bliskiego kobieta wybiegała z domu krzycząc - obwieszczając sąsiadom, co się wydarzyło. Na pogrzebach zaś pojawiały się płaczki, lamentujące, rwące włosy z głowy. Niejako przejmując część emocji bliskich zmarłego i dając im upust.

Współcześnie obrzęd czuwania wciąż praktykuje się np. na Podlasiu, często jest on już jednak skrócony do 1, góra 2 nocy. W większości regionów Polski zwyczaj ten zaniknął jednak całkowicie lub przeobraził się w inną formę. W Sadłowie k. Rypina tradycja czuwania przy zmarłym przeniosła się do domów pogrzebowych. Niestety, brakuje już śpiewu. Jak zauważa teolog Witold Wubult, spotkania te są też coraz mniej gromadne. Puste noce były zwyczajem niezwykle inkluzywnym – gromadziły mieszkańców ze wsi zmarłego, ale nie wykluczały sąsiadów z wioski obok. Każdy mógł przyjechać, by wesprzeć rodzinę zmarłego.

Te puste noce nigdy nie były puste. One były pełne, wypełnione ludźmi w domu. Pełne ludzi, śpiewu i modlitwy. Tej pełni dziś brakuje. Był to też czas wsparcia duszy zmarłego. Wierzono, że zmarły przestał już „zarabiać” swoim życiem na zbawienie, teraz może dostać wsparcie tylko od żyjących. To wsparcie wydarzało się właśnie podczas pustych nocy, gdy śpiewano pieśni, a około północy odmawiano różaniec.

-Podczas czuwania przy zwłokach pilnowano, aby nikt nie zasnął. Podczas snu dusza miała podobno możliwość krótkiego opuszczenia cielesnej powłoki, a gdyby w tym czasie spotkała ducha zmarłego, niechybnie opuściłaby świat żywych.

Wirtuoz3piorunów

Świetne to jest znowu. Dzięki.

Fanatyk7piorunów

@AbenoKyerto o, ciekawe rzeczy i niezłe niektóre "przesady". Sprytnie wymyślone-wietrzone. W ogóle myślałem, że zasłanianie luster po śmierci to obrządek tylko w judaizmie, a i u nas był obecny. Ale się mieszały te kultury.

Pokaż więcej komentarzy (3)

Gruba ryba

w Terra incognita

23piorunów

Wszystko o bocianach. Na polskiej wsi zajmują wyjątkowe miejsce

O ptakach czytamy w legendach, sennikach i religijnych księgach. Mają przypisaną sobie symbolikę, która kształtowała mity, legendy, wierzenia religijne i filozofię. Jaką rolę odgrywały na polskiej wsi bociany? Bocian jest ptakiem, który niewątpliwie gra pierwsze skrzypce w kulturze

Gruba ryba

w Terra incognita

17piorunów

Magia drzew w wierzeniach ludowych. Lipa

Już od zarania dziejów nasi przodkowie nadawali drzewom szczególną magiczną moc. Drzewa dzielono na "męskie" i "żeńskie". Lipa to energia żeńska. Kojarzono ją ze zmysłowością, płodnością i kobiecością. Była żeńskim odpowiednikiem gromowładnego dębu, króla

Gruba ryba

w Terra incognita

16piorunów

Wierzba – drzewo płodności i diabelskiego czaru

To smukłe, często pokrzywione drzewo na przestrzeni wieków niejednokrotnie rozbudzało ludzką fantazję. W kulturze ludowej wierzba często jest postrzegana jako drzewo diabła. Wiele wskazuje jednak na to, że skojarzenia wierzby z ciemnymi mocami były obecne na naszych ziemiach na długo

Gruba ryba

w Terra incognita

11piorunów

Jabłoń i grusza – królowe polskich sadów - ich bogata symbolika

Jabłka i gruszki to jedne z najpopularniejszych w naszym kraju owoców. Współcześnie postrzegamy je głównie pod kątem walorów smakowych i zdrowotnych, a trzeba pamiętać, że w ciągu minionych wieków owoce te posiadały bardzo bogatą symbolikę. W starożytności jabłko było uważane

Gruba ryba

w Terra incognita

17piorunów

Dąb- drzewo Peruna - Słowiański Bestiariusz

Dąb. Drzewo, obok którego większość społeczeństwa przechodzi obojętnie nie zdając sobie sprawy, jaką magią i symboliką jest otoczone. „Drzewa były świątyniami bóstw i zgodnie z danym zwyczajem dziś jeszcze naiwne wioski najwyższe drzewo poświęcają bogu. Dla nas również nie

Gruba ryba

w Terra incognita

10piorunów

Brzoza w wierzeniach ludowych - Historia Drugiego Planu

Brzoza to jedno z najbardziej docenianych w dawnych wierzeniach ludowych, również słowiańskich, drzew. Cenione nie tylko za wyróżniającą się na tle innych białą korę, było dawniej także źródłem pożywienia dla ludu polskiego. Brzoza dawniej ceniona była za sam fakt stanowienia

Gruba ryba

w Terra incognita

22piorunów

Pościk numer 1000, a w nim o tym jak kiedyś wyglądał chrzest(i troszkę o wywodzie)

Kiedy w końcu nowe życie zostało wypchnięte z wnętrza ciała, dla matki rozpoczynał się okres zwany połogiem. W owym czasie kobietę uznawano za nieczystą i w związku z tym poddawano ją izolacji trwającej przez kolejne mniej więcej sześć tygodni. Przez ten okres nie mogła ona brać udziału w życiu religijnym ani też podejmować kontaktów towarzyskich. Uważano bowiem, że świeżo upieczona matka jest łatwym celem dla samego lucifero, dlatego należy ją chronić wszelkimi możliwymi sposobami. Robiono to m.in. poprzez trzymanie jej z daleka od ciemności, które ułatwiały dostęp mrocznym siłom nie z tego świata.

Po sześciu tygodniach odosobnienia kobieta ruszała do kościoła na tzw. wywód. Podczas mszy wszystkie nieczyste kobietki klęczały na schodach do kościoła trzymając w rękach świecę i różaniec. Po tej oczyszczającej uroczystości następował powrót do normalnego życia w społeczności.

Co do dziecka, dla niego najważniejszym momentem w początkowym etapie życia był oczywiście chrzest. Starano się, by odbył się on jak najwcześniej ze względu na wysoki odsetek zgonów wśród maluchów. W szybkim chrzcie widziano ratunek dla małych duszyczek, które bez owego sakramentu, jak ówcześnie wierzono, były skazane na wieczną tułaczkę po tym łez padole.

Matka, która zwykle była nadal w swoim domowym areszcie, nie mogła w tej sytuacji brać udziału w części kościelnej. Za to bardzo ważną rolę podczas uroczystości pełnili rodzice chrzestni zwani wtedy kumami, kumotrami lub też trzymaczami. Zaproszenia w kumy absolutnie nie można było odmówić, mogło to bowiem ściągnąć na dziecko chorobę, a nawet śmierć.

Zachowanie dziecka podczas chrztu w kościele miało być małą wskazówką co do jego dalszych losów. Ruchliwy i głośny bobas miał przed sobą świetlaną przyszłość, tymczasem cichutkim maluchom wieszczono mniej radosny żywot. Najgorszą rzeczą, która mogła wydarzyć się podczas ceremonii, było zgaśnięcie świecy trzymanej przez matkę chrzestną. Pokutowała bowiem wiara, że oznacza to rychły zgon małego.

Także po powrocie z kościoła czyniono pewne rytuały mające przynieść pomyślność dziecku. Zwykle najpierw kładziono dziecko np. pod stołem(na którym umieszczano chleb, aby dziecko w przyszłości zawsze mogło znaleźć na nim pokarm i najeść się do syta), by następnie mogło ono zostać podniesione przez ojca. Wedle zwyczaju, który był powszechny m.in. na Kaszubach, rodzic trzykrotnie unosił malucha do góry, całował, tulił i kołysał w ramionach. Tak czyniąc wyrażał on miłość do dziecka oraz zobowiązywał się do jego wychowania.

Następnie matka chrzestna przenosiła dziecko na matczyną pościel, by dobrze się rozwijało i szybko zaczęło korzystać ze swoich nóżek. Kolejnym ważnym rytuałem było pokazywanie dziecka wszystkim obecnym w izbie, gdzie chrzestna podchodząc do każdej osoby podawała dziecko do ucałowania. W ten sposób maluch w przyszłości miał być bardziej towarzyski i miły względem innych.

Kolejna część zależała od płci dziecka. Jeśli była to dziewczynka, matka chrzestna niosła ją do płyty kuchennej, komory i skrzyni z odzieżą; tam dotykała rączką małej misek, garnków, maszyny do szycia, wszystko to po to, by wyrosła ona na dobrą gospodynię. Podobnie wyglądało to w przypadku chłopca, którego oprowadzał ojciec chrzestny. Celem były w tym przypadku narzędzia i sprzęty gospodarskie.

Prezentami, które zwyczajowo przekazywali chrzestni, były m.in. sztuki materiału, srebrne monety, woreczki z pieniędzmi czy też symbole religijne. W przypadku bogaczy często przekazywano srebrne sztućce(imienne), biżuterię, spore sumki, nieruchomości, a niekiedy nawet i całą wioskę. Wszystkie dary miały dopomóć dziecku w dobrym życiowym starcie. Za dary nie dziękowano, unikano tego ze względu na wierzenia, że może to sprowadzić na chrześniaka choroby i pecha.

Część domowa nie trwała długo, z reguły szybko opijano zdrowie dziecka, na stole gościły więc tylko trunek i mała przekąska taka jak placek, kołacz, chleb lub kiełbasa. Czyniono to ze względu na matkę, która zwykle nadal nie wykurowała się w stu procentach po trudach porodu, byłoby więc nietaktem nadużywać gościnności gospodarzy.

Jeszcze jednym interesującym zwyczajem było pieczenie drożdżowej kukiełki, który to obowiązek spadał na matkę chrzestną(która mogła też zamówić ją od osoby specjalizującej się w takich wypiekach, tzw. specjalistki). Taki podarunek trafiał do chrześniaka na wiązowiny(jak nazywano mały poczęstunek podczas chrztu) i z okazji pierwszych urodzin.

Dziecko kładziono obok kukiełki, co miało na celu sprawdzenie czy rośnie ono jak należy. Następnie rodzice oraz chrzestni dzielili kukiełkę pomiędzy siebie i zjadali co do okrucha za zdrowie dziecka.

Gruba ryba2piorunów

Komentarz usunięty przez moderatora

Gruba ryba1piorunów

@Umypaszka Jeśli chodzi o źródełka, informacje pochodzą z książek:
- Agnieszka Nowak, Folklor i zwyczaje w Polsce
-Teresa Kokocińska, Polski rok: tradycje i obyczaje
- Barbara Ogrodowska, Święta polskie oraz polskie tradycje i obyczaje

Czas to okres ostatnich paru stuleci, na przykład wywód był podobno praktykowany jeszcze w zeszłym wieku.

Pokaż więcej komentarzy (2)

Gruba ryba

w Terra incognita

40piorunów

Parę wiejskich przesądów związanych z ciążą:

- Na dawnej wsi wierzono, że kobietom w ciąży absolutnie nie należy odmawiać i należy dawać im wszystko, czego tylko sobie zażyczą. Osoba odmawiająca ciężarnej czegokolwiek mogła się spodziewać, że spotka ją za to nieszczęście, np. utrata zbiorów.

- Absolutnie odradzano kobietom jakiekolwiek brzydkie zachowania w stosunku do innych takie jak wyśmiewanie czy też przedrzeźnianie. Uważano, że dziecko takiej osoby może się przez to urodzić "głupkowate".

- Zabraniano spoglądania na osoby brzydkie i kalekie, mogłoby to bowiem zwiększyć szanse na narodziny dziecka szpetnego i ułomnego.

- Niezbyt dobrym pomysłem było też długie spoglądanie na zwierzęta, ciężarna mogła bowiem urodzić przez to bardzo owłosionego potworka.

-Jeśli podczas spoglądania na ogień kobieta dotknęła ręką miejsca na twarzy lub szyi, mogła się spodziewać, że dziecko w tym właśnie miejscu będzie mieć czerwone znamię. Nie polecano także spoglądać przez szczeliny, groziło to bowiem narodzinami dziecka z zezem lub inną wadą wzroku.

-Absolutnie zakazane było przebywanie ciężarnej w pobliżu zwłok, jakikolwiek kontakt z nieboszczykiem mógł bowiem przynieść jej chorobę prowadzącą do zgonu.

-Przędzenie podczas ciąży było wiązane z bardzo długim porodem, zalecano więc trzymanie się od takiej pracy jak najdalej. Przechodzenie przez próg, na którym rąbano drwa, groziło urodzeniem dziecięcia z zajęczą wargą.

Pokutowało również wiele przesądów, które samą ciężarną uznawały za źródło wszelakich nieszczęść:

- Kobieta wchodząca na już zasiane pole mogła spowodować nieurodzaj. Kiedy furmanka ze zbożem mijała ciężarną, mówiono, że całe zboże zjedzą myszy. Starano się trzymać kobiety w ciąży z daleka od kurcząt, prosiąt, zbierania jaj czy kartofli, ponieważ także i tutaj mogły przywołać zły los.
Minięcie ciężarnej na drodze, moście lub kładce nad rzeką uznawano za zły omen.

W teorii miały być również dobre strony, jeśli chodzi o interakcje z "brzuchatkami", były one bowiem doskonałym remedium na różne dolegliwości zdrowotne. Dotknięcie przez "brzuchatkę" miało łagodzić bóle towarzyszące złamaniom, a także bóle w kościach i bóle krzyża.

GURU14piorunów

Większość tego powodowała, że ciężarna nie mogła brać się do jakiejkolwiek roboty.

@mordaJakZiemniaczek

Gruba ryba7piorunów

@GazelkaFarelka To ciekawe, bo każda para rąk do pracy w tych czasach była bardzo cenna, no ale z drugiej strony urodzenie żywego dziecka i dochowanie go do dorosłości to był niemal rzut monetą. A to w końcu miały być kolejne ręce do pracy :smiley:

GURU4piorunów

@mordaJakZiemniaczek pokusa była, stąd zamiast prostego zalecenia "unikania męczącej pracy" które można byłoby zbyć, była garść srogich gróźb. Poza tym przy poronieniu mogła umrzeć także matka.

Mistrz10piorunów
Absolutnie zakazane było przebywanie ciężarnej w pobliżu zwłok, jakikolwiek kontakt z nieboszczykiem mógł bowiem przynieść jej chorobę prowadzącą do zgonu.

To chyba akurat dosyć normalne xD

Pokaż więcej komentarzy (17)

Gruba ryba

w Terra incognita

30piorunów

Trochę głupotek o wierzeniach dotyczących zmarłych i ich święta.

-Tradycja zapalania zniczy na grobach ma swoje źródło w pogańskim zwyczaju palenia ognisk na grobach. W owym czasie pokutowała wiara, że ów ogień ogrzeje wciąż pozostające na ziemi dusze. Ogniska rozpalano także na rozstajach dróg, miało to pomóc zmarłym w odnalezieniu drogi do domu. Oprócz tego ogień miał mieć moc ochrony przed złymi siłami.

- Noc z 1 na 2 listopada miała być podobno szczególnym czasem, podczas którego zalecano pozostanie w domu. Tej nocy podobno odbywały się specjalne msze prowadzone przez zmarłych duchownych dla równie nieżywych wiernych. Spotkanie z umarłymi, a także przybycie do kościelnego przybytku podczas takiej "trupiej mszy" mogło podobno skończyć się bardzo nieciekawie.

-W dniu poprzedzającym Dzień Wszystkich Świętych dawniej przygotowywano specjalny stół, na którym pozostawiano chleby, kaszę, bób i wódkę. Wszystko to dla dusz zmarłych, które mogły odwiedzić swój dawny dom nadchodzącej nocy. Mieszkańcy domu byli na tyle uprzejmi, by pozostawić uchylone drzwi, aby dusza mogła bez problemu dostać się do środka.

- Dawniej typową wiejską tradycją było opowiadanie różnych dziwnych opowiastek o duchach mniej więcej w okresie święta zmarłych. Moja babka miała w zwyczaju karmić mnie i resztę rodzeństwa takimi opowiastkami w czasach, kiedy jeszcze byłem dość młodym szczylem. Fajnie było słuchać takich opowieści, wtedy jeszcze człowiek był naiwny i czuł dreszczyk strachu, jak się nasłuchał o duchach. Pamiętam m.in. historię, w której to w skrócie dwóch moich wujów wracało nocą do domu przez las. W pewnym momencie mieli usłyszeć płacz małego dziecka dochodzący od strony małej rzeki. Postanowili to sprawdzić, ale nie potrafili znaleźć źródła płaczu. A podobno ileś lat wcześniej w tym miejscu miało się utopić niemowlę. Wiele historii niestety już mi wyparowało z pamięci, a szkoda, mogłem je sobie gdzieś spisać i miałbym na pamiątkę.

Pokaż więcej komentarzy (2)

Gruba ryba

w Terra incognita

12piorunów

Fragment książki Ferdynanda Kurasia, "Przez ciernie żywota", część opisująca klasyczne lanie wodą w poniedziałek wielkanocny. Czas to druga połowa wieku XIX.

Szczególnie oryginalną była ongiś na wsi zabawa, w poniedziałek wielkanocny, tak zwany „lejek” albo „święty lejek”, polegająca na wzajemnym oblewaniu się wodą między parobczakami a dziewuchami. Po powrocie z kościoła dnia tego zbierali się parobczaki przed domem, gdzie znajdowała się jedna lub więcej dziewuch. Do izby rzadko kiedy udało się im pierwszym dostać, bowiem dziewuchy na czas przed nimi się zabezpieczały, przymykając drzwi chałupy drewnianą zasuwą, co jednakże nie uchroniło ich od natrętów, którzy zawsze znaleźli jakiś fortel na wywabienie dziewki z ukrycia. Skoro tylko dziewucha wychyliła się poza drzwi, wyskakiwał jeden z parobczaków z zasadzki i przytrzymywał ją. Inni przybiegali mu zaraz z pomocą, ujmowali dziewuchę pod ramiona i wlekli przemocą ku studni, gdzie jeden z nich, zapuściwszy żuraw, wyciągał konew i metodą księdza Kneippa lał z góry na głowę trzymanej, daremnie szamoczącej się dziewki strumienie zimnej jak lód wody. Co gdy zobaczyły inne dziewczęta, pośpieszały w sukurs rówieśniczce, w skopce i garnki z wodą uzbrojone, pragnąc się za koleżankę odwzajemnić; atoli gdy się już zbytnio przybliżyły, puszczali chłopaki przemoczoną do ostatniej nitki dziewkę, a przybyłe chwytali — i oblewali, ile wlazło. Ma się rozumieć, że tak spłukane, niemające nic do stracenia dziewczęta przechodziły teraz do roli zaczepnej — i rozpoczynała się ogólna gonitwa i wzajemne chlustanie.

> Starsi zaś, nie tylko że pustoty tej nie ganili, mówiąc: „Niech się tam dzieci rozerwią”, ale sami wychodzili na ulicę gwoli przypatrzenia się igraszce młodzieży. Niejeden z ojców, patrząc na te swawole, odezwał się do matki: „Kaśka, a może byśwa se tak spomnieli młode lata, co?” i przy tych słowach — chlust! w kobietę trzymaną dyskretnie za plecyma kwartą wody. „A ty zbereźniku!… — krzyknęła zaczepiona, pochylając się i potrząsając głową, z której obficie ściekały krople wody. — A ty stary zbereźniku, dam ja ci!” Ale gospodarz,nie czekając, aż mu się żona odwzajemni, czym prędzej drapał z placu. Kobieta zaś, nie mogąc mężowi się zrewanżować, oblewała pierwszego przechodzącego mimo sąsiada.
>
> Oj, byłoż to, było napatrzeć się czemu a uśmiać się, a duszę rozweselić! A choć po takiej swawoli rzadko kto z biorących w niej udział suchą nitkę miał na sobie, szkody przecież żadnej nikt nie poniósł, ubierano się bowiem wówczas nie w lichą obcą tandetę, jak to niestety dzisiaj się dzieje, lecz w prosty z domowego płótna strój, który wystarczyło powiesić i wysuszyć, by ślad przemoczenia zniknął.
>

Pokaż więcej komentarzy (2)

Fanatyk

w Książki

22piorunów

Newsy książkowe od Whoresbane'a!

Wydawnictwo Replika obwieszcza podwójną premierę z serii Wierzenia i zwyczaje. "Baśnie starosłowiańskie" Iwony Czapli i "Polowanie na czarownice w Polsce w XVI–XVIII wieku" Jacka Wijaczki ukażą się 12 sierpnia 2025 roku. Wydania w twardych oprawach obejmują 368 i 288 stron, w cenach detalicznych po 59,90 zł za sztukę. Poniżej okładki i krótko o treści.

"Baśnie starosłowiańskie"

Żywa skarbnica baśni zaczerpniętych z grona najstarszych znanych opowieści słowiańskich!

Napotkane tu postaci zachwycają, przerażają i zdumiewają. Baba Jaga i Kościej Nieśmiertelny, Wasylisa Pięknolica i carówna zaklęta w żabę. Polewki, rusałka, kikimora. Leśna żmija czy dziki kur, potrafiący namącić napotkanemu człowiekowi w głowie. To tylko niektóre ze stworów zamieszkujących prasłowiańskie ziemie wespół z naszymi przodkami.

Wybierając się do chatki Baby Jagi, warto wspomnieć, że do wejścia potrzeba specjalnego zaklęcia, obecnego na kartach tej książki. Dalsza wędrówka zawiedzie nad zaklętą rzekę Danę. To nad jej brzegami szumi zaczarowana trzcina, a w falach błyska szczupak spełniający życzenia. A jeśli się poszczęści można będzie spotkać również niezwykłego pielgrzyma, władającego magią i opowiadającego niesamowite historie.

Baśnie starosłowiańskie zdobią piękne ilustracje autorstwa Haliny Constantine.

"Polowanie na czarownice w Polsce w XVI–XVIII wieku"

Prawda i mity dotyczące polowania na czarownice i procesów o czary w czasach I Rzeczpospolitej.

Społeczeństwo w czasach wczesno-nowożytnych, bardzo religijne, było przekonane, że diabeł wraz z czarownicami czyni wszystko, „coby świat zniszczał“. Druga połowa XVII i pierwsza XVIII w. to apogeum polowań i procesów o czary w Polsce. Wydobywane torturami zeznania potwierdzały to, co sędziowie i oskarżyciele chcieli usłyszeć.

W tym kontekście rodzi się wiele istotnych pytań. Jak zamiany klimatyczne wpływały na zaostrzenie polowań na czarownice. Dlaczego sądzono przede wszystkim kobiety? Dlaczego procesy toczyły się głównie we wsiach? Jaką rolę odgrywały w nich dzieci? Kim byli kaci – „niegodni“ członkowie społeczności? Czy „ostatni proces o czary w Polsce“ jest prawdą, czy mitem? Czy dochodziło do samosądów nad czarownicami?

Te, często niedoceniane aspekty zgłębia osiem artykułów opartych na materiałach źródłowych do tej pory nie wykorzystywanych w badaniach. Pięć z tych tekstów publikowanych jest po raz pierwszy. Pozostałe trzy ukazały się dotąd jedynie w wersji angielskojęzycznej.

 'a - tag, pod którym chwale się nowymi nabytkami oraz wrzucam newsy o książkach
Chcesz mnie wesprzeć? Mój Onlyfans ( ͡° ͜ʖ ͡°) ⇒ patronite.pl/ksiazkiWhoresbane
       

GURU

w Mapy

31piorunów

Będzie grubo! :smiley:

Mistrz8piorunów

@razALgul widać zabory. Nas na wschodzie nie stać na takie marnotrawstwo :smiley:

Lider0piorunów

@cebulaZrosolu maśków też nie macie, więc dupa cicho xD

Lider2piorunów

@cebulaZrosolu @AdelbertVonBimberstein @moll ja mieszkam na zachodzie wschodu i tam na granicy tluką te butelki jak idioci. To smieszne ze w taki weekend potrafia zabrac 10 workow 250L pelnych butelek....

Fanatyk4piorunów

Wam tam w zaborze pruskim Niemcy ołowiu, czy rtęci do zupy dolewali?

Chorzy ludzie, normalnie.

Lider3piorunów

@eloyard normalni, czepiasz się, bo zazdrościsz!

Fanatyk1piorunów

@moll przecież to jakieś zwyczaje rodem z meliny 🤔

Lider3piorunów

@eloyard dlaczego? Nikt nie wymachuje tulipanem, ani nie rzuca słoikami w młodych, czy coś...

Pokaż więcej komentarzy (18)