Hejto.pl
Dodaj post

Wpisz coś do wyszukania (minimum 2 znaki)

#wspinaczka

Fanatyk

w Wspinaczka

13piorunów

tl;dr

Zamyka się ściana wspinaczkowa. Taka stara. A ja będę bajdurzył coś że [#nostalgia](/tag/nostalgia) mocno i takie tam. Zapewne ten post nie zainteresuje prawie nikogo, może poza kilkoma dinozaurami.

Po 25 latach istnienia zamyka się jedna z najstarszych ścian wspinaczkowych w Warszawie. Z punktu widzenia konkurencyjności: był to niestety od dawna spodziewany ruch. Modniejsze (to nie sarkazm) i atrakcyjniejsze dla współczesnych ludzi (eventy, turnieje, konkursy, facebooki itd.) przejęły klientów. Można się pochylać nad tym, czy to dobrze, że część (większość?) ludzi woli miejsca, gdzie itnieje "bulder tygodnia", który można zapostować na swoim story i wygrać kawę albo coś, albo ceni sobie uatrakcyjnianie wspinania wydarzeniami typu "haloween na ściance", kiermaszami czy czymkolwiek innym. Można, ale mi się nie chce, są całe gromady ludzi, którym chce się o tym dyskutować w internetach, że tak pozwolę sobie podlinkować ten artykuł (i zachęcam do zajrzenia do dyskusji w komentarzach). Będę się trzymał stwierdzenia, że najlepszy wspinacz to ten, który ma z tego największą frajdę. (Tak, nawet jeśli nosi skarpetki do butów wspinaczkowych xD)

Dlaczego w ogóle wspominam o tym miejscu? Bo tam, kilkanaście lat temu popełniłem duży błąd: poszedłem się wspinać. Umówieni z kolegą na odpowiednią godzinę, skitrani w kącie zostaliśmy na zupełnym nielegalu przeszkoleni z asekuracji ("co będziecie płacić za szkolenie, to proste, wszystko Wam pokażę"), a potem już poszło dalej. Kilka samodzielnych wizyt, kursy skałkowy i taternicki, sekcja wspinaczkowa...

Gdy zaczynałem, w Warszawie działały chyba tylko trzy ściany: Obozowa, Nowowiejska i coś po drugiej stronie Wisły, gdzie nigdy nie byłem, bo za daleko. Jakiś czas później pojawił się Makak, który zaistniał z przytupem, bo dodał jednak kilka metrów do wysokości, solidną ścianę z przewieszeniem (lina trzydziestka już nie wystarczała) i trochę struktur, dzięki czemu wspinanie było solidnie zróżnicowane. Mieli (i mają!) sporo wydarzeń, kiedyś nawet przyjechał tam sam Adam.

Obozowa z kolei zawsze była miejscem dla solidnych treningów. Znaleźć wolną linię nie podczas własnej sekcji graniczyło z cudem, tworzyły się kolejki, instruktorzy krążyli, by się wzajemnie podogadywać i porezerwować sobie kolejność. Miałem swoje miejsca, w których odczuwałem duży dyskomfort, pamiętam przełamywanie się, sukcesy, zmęczenie po treningach, różne nowinki techniczne, bo jeśli coś nowego wychodziło, to prędzej czy później ktoś to kupił i przyniósł.

Ceniłem sobie tę ścianę (i w wersji przeszłej i bieżącej) za stabilność treningową: drogi robione bez udziwnień, bez nieskałkowych ruchów. Wyceny odzwierciedlały realną trudność bez ułatwień po to, żeby klienci mogli sobie "zrobić cyfrę" (której, w dobie wspinania panelowego, niektórzy mogą nigdy nie zweryfikować w terenie). Na pewno solidnym plusem była też ściana z rzeźbą, która - mimo że znana na pamięć - zawsze dodawała delikatny posmak wspinania skałkowego. Plusem na pewno była też obsługa, która zawsze była na bieżąco z drogami, patentami i bieżącymi na ich temat opiniami.

Jeśli masz jakieś wspomnienia związane z tym miejscem, to czas skoczyć tam ostatni raz.


Pokaż więcej komentarzy (3)

Lider

w Heheszki

38piorunów

Pokaż więcej komentarzy (3)

Fanatyk

w Sport

9piorunów

II (CXLIII) dzień w ramach

:no_entry_sign::arrow_right:

Drugi dzień spokojnego wspinanka. Jako że już rozgrzewka pokazała, że idzie dużo przyjemniej niż poprzednio, ustawiłem sobie określony poziom trudności, którego nie zamierzałem przekroczyć. I który udało mi się utrzymać!

Przyjemne wspinanie na ilość, z naciskiem na technikę, bez nacisku na jakiekolwiek wyciągnięcia, dynamiczne ruchy, wszystko po to żeby się rozruszać, ale nie porozrywać.

Fanatyk

w Sport

12piorunów

Adam Ondra o "prawdopodobnie najbardziej płytowym 9a na świecie".

Trochę pisania, trochę mówienia i trochę wspinania. Dla samego wspinu (i kluczowego bulderka) warto rzucić okiem. Kto się wspinał w pionach lub połogach po czymś trudnym ten sobie może wyobrazić co może ze sobą nieść 9a. Zresztą sam Adam pod koniec mówi, że wymagana jest wytrzymałość... stóp, ze względu na niskie tarcie.

Lider

w Hydepark

17piorunów

Jestem przeciwnikiem free solo i nie planuję tego oglądać, ale cieszę się, że mu się udało i żyje.

Gruba ryba1piorunów

@boogie ten gość już się wspinał po takich rzeczach, że to był chyba spacerek

Pokaż więcej komentarzy (10)

Fanatyk

w Sport

11piorunów

I (CXLII) dzień w ramach

:no_entry_sign::arrow_right:

No to zaczynamy, kolejny, nowy rok!

Minęło prawie sześć tygodni od poprzedniej zabawy i... widać. Powrót po tej przerwie będzie bolesny i zapewne pełen frustracji. Wskoczyłem na bulderownię, żeby się poruszać i... no cóż, wiele mnie przerosło. Z zaskakujaco "łatwych" (teraz już nie, hehe) rzeczy spadłem, dziwne rzeczy mnie bułowały. Odrobina zdziwienia, trochę zażenowania sobą, brutalna weryfikacja poziomu wyjściowego.

Szybko się odbuduje, ale początki będą trudne. Z drugiej strony - mam super zabawę na rzeczach, które zwykle pomijam 😛

Fanatyk

w Wspinaczka

13piorunów

Trochę drama , trochę smuteczek, a trochę taki sąsiad, który zdaje sobie sprawę z tego, że samowolka jest szybsza niż ustalanie czegoś z kimkolwiek, a być może jakoś uda się to tak zostawić kosztem jednej czy dwóch awantur.

Jeśli ktoś nie miał okazji czytać, to chronologicznie idzie tak:

Trzyosobowy zespół usuwa stałe punkty asekuracyjne na Zadnim Kościelcu.

Dwóch gości z tego zespołu oświadcza, że to ich stary instruktor i mentor ich namówił, a poza tym te punkty i tak były częściowo do d⁎⁎y.

PZA najpierw twierdzi, że zbada i prosi o wyjaśnienia, a potem cyk, zabiera wspomnianemu instruktorowi uprawnienia do instruktorowania i do obijania dróg.

Tenże publikuje oświadczenie, że on chcioł dobrze, mioł na sercu, na pewno się jakoś dogadamy, trzymajcie się z fartem i bogiem, elo.

Niezależnie od tego, czy słusznie, czy niesłusznie, czy drogi obijać z dołu, z góry, z boku, czy w ogóle nie obijać, takie "mi się nie podoba, więc zrobię co uważam, a potem przeproszę, bo może powinienem się zapytać i ustalić, w końcu rozejdzie się po kościach" pozostawia spory niesmak.

Lider1piorunów

@Statyczny_Stefek czytałem i trochę się dziwię. Obić, ringów czy jak to nazywać niemal nie widać z odległości większej niż 2-3m. Ten sport, zwłaszcza na prawdziwej skale, wielowyciągowej drodze, będzie bardzo rzadko uczęszczana bo to jest "pro level". Ludzie na takim poziomie raczej dbają o naturę i nie zostawiają śmieci ma 200 metrach... Jedyne co do mnie przemawia to bezpieczeństwo: podobno część wyciętych ringów było bardzo źle zamontowana i groziło wypadkiem. Tak czy siak, to nie była jego decyzja do podjęcia i takich (potencjalnie) gównianych dróg w Polsce będzie setki jak nie tysiące. Z czasem, każda trasa wymaga napraw i może być niebezpieczna. Każdy klej z czasem słabnie, stal się przeciera i pęka, a sama skała eroduje. Co mnie dziwi, to fakt, że to nie jest jakiś ktoś znikąd. Zrobienie licencji PZA to lata starań i poziom spinaczki na wysokim poziomie. Mógł śmiało rozkręcać gówno burzę w internecie, aby coś z tym zrobić, ale ciąć ringi to wandalizm.

Fanatyk6piorunów

@boogie Nie dziwię się protestom, bo tu nie chodzi o wygląd, tylko o to, że obita droga staje się znacząco łatwiejsza do przejscia na własnej. To nie są drogi super pro, trudniejsza ma chyba VII+, druga VI+, a ostatnia to w ogóle IV.

Nie dziwię się też konfliktowi między zwolennikami obijania i przechodzenia tradem - ale zmiany to nie powinna być samowolka.

Pokaż więcej komentarzy (2)

Fanatyk

w Sport

13piorunów

CVI (CXLI) dzień w ramach

:no_entry_sign::arrow_right:

Krótka wizyta w krynicy młodzieżowego entuzjazmu - czyli na bulderowni. Jak tym młodym ludziom się chce tak wymieniać wiedzą, chodzić, mówić, być aktywnym, żyć w ogólności, to ja nawet nie. Jakby nie można było w ciszy łączyć się z pustką nieistnienia i cierpieniem.

Wyjście miało na celu "poruszanie się" w dowolnym znaczeniu tego słowa. Mając to na uwadze popełniłem kilka szóstek (z satysfakcjonującą łatwością!), jedną siódemkę napocząłem, a jedną - bardzo przyjemną, taką techniczną - fleszowałem.

W tym roku już żadnych ambitniejszych treningów nie będzie, zakończymy na kilku wyjściach dla porządku.

Fanatyk

w Sport

13piorunów

CV (CXL) dzień w ramach

:no_entry_sign::arrow_right:

Mała korekta licznika, bo okazuje się, że gdzieś zjadłem jeden dzień w codziennym dodawaniu i czternaście w całościowym.

Wczoraj sobie potwierdziłem, że osiągnąłem to, co chciałem we wspinaniu. Czyli od tej pory mogę rozdać szpej, a linę rozpruć i zrobić z niej sznurki na pranie.

Ale po kolei, cofnijmy się kilka-kilkanaście lat. Gdy drżałem na moich pierwszych prowadzonych V+ i wędkowałem szóstki, a czasem nawet szóstki z plusem, wrażenie na mnie robili ludzie, którzy przychodzili sobie i rozgrzewali się na drogach, na których ja wchodziłem na wędkę, albo które (później) prowadziłem z duszą na ramieniu. A potem po prostu bez wysiłku wchodzili sobie na 6b i 6c tak o, w ciągu, bez wyraźnego wysiłku, ot tak swobodnie.

Nadal jeden z (mocno przewieszonych) fragmentów "mojej" ścianki nadal powoduje we mnie radość gdy wchodzę tam nawet po czymś łatwym - ze względu na moje początki, kiedy to "tam" wchodzili tylko ci lepiej wytrenowani.

No i wczoraj był ten dzień.

Przyszedłem sobie i swobodnie (trochę przypadkiem, bo zajęli mi miejsca, gdzie zwykle się rozgrzewam) zrobiłem sobie rozgrzewkę na przewieszonym fragmencie, na "jakimś" 6a. (Kurczę, w ogóle myśl, że będę się rozgrzewał na szóstce kiedyś była nie do pomyślenia). A potem, po rozgrzewce na 6a i 6a+ zrobiłem sobie tak o, bez zadyszki, 6b, a chwilę potem z lekko mniejszym luzem, ale nadal swobodnie, zrobiłem 6c/+.

Potem spadłem kilka razy z 6c+ w innym miejscu, ale to już był trochę koniec paliwa z jednej, a wytłuszczone chwyty z drugiej strony, jest to do zrobienia, satysfakcji mi nie odbierze (w końcu wspinanie to 10% sukcesu w formie wpinania się do łańcucha i 90% sukcesu w formie spadania). Na koniec dobiłem ręce obwodem i akurat skończył się dzień.

Wracając do zdania ze wstępu: zostało mi jeszcze kilka wspinaczkowych celów, czucie się swobodnie na ściance jest przyjemnym przystankiem po drodze. Może je (cele) zrealizuję, bo na razie idzie w tę stronę, a może z czasem zmienię zainteresowanie, któż to wie? Osiągnięcia są najbardziej satysfakcjonujące, gdy wpadają przy okazji, a celem jest sam proces, inaczej skupieni na tym, kiedy i gdzie dotrzemy, przegapiamy całą drogę pomiędzy.

Gruba ryba1piorunów

Gratulacje :grinning: Nie pamiętam, czy pytałem, ale jak często chodzisz? Robisz jakieś ćwiczenia poza tym na wzmocnienie?

Fanatyk7piorunów

@Piechur Zależnie od fazy treningów jestem od 2 do 4 razy w tygodniu na wspinaniu. Na wzmocnienie co najwyżej robię aktywną regenerację, żeby wszystko się szybciej uspokajało 😉

Pokaż więcej komentarzy (2)

Fanatyk

w Sport

9piorunów

CIII (CXXVI) dzień w ramach

:no_entry_sign::arrow_right:

Trochę z konieczności dziś na bulderowni. Bez żadnego większego planu, bo teraz po prostu trzeba się dobrze bawić (nie żebym się zwykle kiepsko bawił).

Po chyba miesiącu przerwy od hali bulderowej wróciły do mnie stare myśli: ależ to jest niebezpieczne! I ogólnie... no krótkie, no. Cztery ruchy i fajrant, pffff

No ale zmęczyłem się, o to chodziło.

Lider

w Hydepark

8piorunów

Ta duże czarne holdy, V4, kompletnie mnie pokonało. Nie tylko mnie.

Ze mną 3 osoby na zmianę kombinował i nikt nie wiedział jak się przenieść z lewej strony na prawą. Bardzo duży dystans, inne holdy przeszkadzają, ja jestem niski i mi kompletnie daleko do złapania krawędzi przy belce sufitowej. W teorii to jest slope, ale ten biały volume I ten różowy na tym volume niwelują możliwość położenia się na ścianie.

Fanatyk1piorunów

Przecie to trzeba tak ( ͡° ͜ʖ ͡°)

Fanatyk1piorunów

@boogie ale proszę Pana, mi tam ten chwyt nawet nie potrzeny, po prostu robie szybciutko do tego ostatniego. No i tak mam TOP. Mam pokazać jeszcze raz? ( ͡° ͜ʖ ͡°)

A tak serio, to z ciekawości w którym momencie jest największy problem? I jaki poziom trasy bo ciężko wywnioskować.

Lider2piorunów

@Tomekku wszyscy dochodzą do mniej więcej takiej pozycji. Ten biały volume pomiędzy nogami bardzo przeszkadza i jak starasz się chwycić tego czarnego koło belki, to lewa nowa odjeżdża i odpadasz od ściany. A sama krawędź jest za mała, aby utrzymać ciężar całego ciała. Ten niebieski fragment jest problemem. Mi brakuje z 50cm, aby go dosięgnąć. Myślałem, aby lewą stopą łapać ten czarny z lewej, który muszę puścić, aby sięgnąć do krawędzi przy suficie, ale to już nie jest V4 ruch xD

Lider2piorunów

@Tomekku jak się teraz zastanawiam, to nie wiem xD Wydawało mi się, że jest to slope (pochył na ścianę), ale nie jestem na 100% pewny...

Pokaż więcej komentarzy (8)

Fanatyk

w Sport

11piorunów

CII (CXXV) dzień w ramach

:no_entry_sign::arrow_right:

Po tygodniu regeneracji pierwsza wycieczka z liną na ścianę. Pomijając początkowe problemy, bo głowa nie chciała się przestawić na kolorowe chwyty, poszło całkiem nieźle. Celem było ogóle rozruszanie się, ale zrobienie 6b+, 6b i kilku 6a+ to bardzo ambitne i satysfakcjonujące rozruszanie się.

O, a przy okazji wychodzi na to, że wspinałem się w tym roku już przez 100 dni, czyli raz na trzy dni chodziłem gdzieś łazić albo złazić. Miło.

Fanatyk

w Sport

33piorunów

El Chorro to maleńka (kilkuset mieszkańców) wioseczka w Andaluzji. Tym, którym sama nazwa jeszcze niczego nie powiedziała, pozwolę sobie trochę ją opisać w ramach i

Miejsce, położone w miejscu, w którym łączą się Rio Guadalhorce (płynąca wąwozem Desfiladero de los Gaitanes) oraz nadpływający z zachodu Arroyo del Granado słynęło od dawna z dużych wezbrań wody, która podczas większych opadów potrafiła spowodować solidne spiętrzenia poniżej złączenia tych rzek. Postanowiono to wykorzystać na początku XX wieku, gdy to wybudowano łącznie trzy tamy (jedną poniżej wyjścia wąwozu i dwie powyżej) w celu wybudowania tam elektrowni szczytowo-pompowej. Dodatkowo powstała również linia kolejowa przebiegająca tunelami z północy na południe i słynna - początkowo techniczna - droga łącząca oba krańce wąwozu: Caminito del Rey.

Czy jest tam warto przyjechać? Jeśli się wspinasz - tak. Jeśli się nie wspinasz - również tak, ale na krócej.

Zaczniemy od kontynuacji wątku turystycznego: najbardziej znaną atrakcją tych okolic (i jedną ze sławniejszych całej Andaluzji) jest wspomniana Caminito del Rey. Początkowo była to po prostu techniczna droga prowadząca po chodniku wspartym na betonowych podporach osadzonych w ścianie, służąca do transportu robotników i materiałów. Nazwa pochodzi od króla Alfonsa XIII, który osobiście był ją przeszedł na początku XX wieku. Z czasem szlak utracił swoje znaczenie i stał się lokalną atrakcją, którą odwiedzali turyści i - od lat 80 - wspinacze, skuszeni możliwością zdobycia skalnych ścian wąwozu. Degeneracja (i wypadki śmiertelne) spowodowały, że lokalne władze zdemontowały początkowe fragmenty drogi, by ukrócić wędrówki tamtędy. Jak można przypuścić, był to średni pomysł, biorąc pod uwagę fakt, że ludzie, którym próbowano przeszkodzić, umieli się wspinać. Z czasem pojawiły się tam osadzone zabezpieczenia w stylu via ferraty, a niektórzy wspinacze oferowali turystom nawet usługi przewodnicze. Okres od lat 90 do roku 2006 opisywany jest jako "dangerous era", z bilansem prawie 30 śmierci i 70 poważnych uszkodzeń ciała. W końcu lokalne władze postanowiły - w 2006 - odremontować tę drogę i stworzyć z niej atrakcję turystyczną, którą jest do dziś. Cena wycieczki to 10 euro (dzieci poniżej 8 lat nie wchodzą!), bilet do kupienia online; w cenie jest transfer z parkingu do punktu wejściowego i transfer z El Chorro z powrotem do wyjścia wąwozu, do parkingu. Legenda głosi, że wspinacze, którzy pojawią się tam rano, ze szpejem i potwierdzeniem ubezpieczenia, są wpuszczani za darmo, na sektor znajdujący się pośrodku. Nie sprawdzałem ani tej legendy, ani samego szlaku - w internetach jest mnóstwo fotek i filmów, każdy może zweryfikować czy to atrakcja dla niego. Ilość ludzi i pozytywnych opinii świadczy jednak o tym, że warto.

Drugą z lokalnych atrakcji jest Via Ferrata. Startująca z okolic tunelu kolejowego oferuje bardzo ładne wspinanie, dwa mostki tybetańskie i pięćdziesięciometrową tyrolkę. Zdecydowanie warta uwagi, bardzo ładnie poprowadzona. Sprzęt do VF i bloczek do tyrolki można wypożyczyć w kilku miejscach w El Chorro - ja wypożyczałem w Finca la Campana, tam też można od razu zostawić auto w razie potrzeby. Uwaga, przy zwrocie wypożyczonego sprzętu weźcie pod uwagę sjestę!

Poza wspomnianymi okolica oferuje jeszcze kilka szlaków turystycznych, między innymi szlak prowadzący na górujący nad okolicą szczyt Huma, a także bardzo ładnie puszczony czerwony szlak Ruta Escalera Arabe, prowadząca przez schody o tej samej nazwie.

Gdyby ktoś planował zaliczyć wszystkie atrakcje, to moim zdaniem trzy dni to aż nadto, żeby nachodzić się po całej okolicy i zobaczyć wszystko, co tam jest do odwiedzenia. Widać to też po opcjach zakwaterowania: większość to są kwatery na jeden-dwa dni, gdzie się nocuje, idzie na el Caminito i znika. Jeśli chodzi o zakupy, to na miejscu (podobno) jest sklep, jest też na pewno restauracja - wszystko obliczone pod jednodniowych turystów. Gdyby ktoś chciał coś większego, to w sąsiedniej Alorze (15 minut autem) jest Mercadona, duży, dobrze wyposażony supermarket.

Ale gdyby ktoś chciał się wspinać...

(i tu wchodzę w nudniejszą część, dziękuję, można się rozejść)

El Chorro jest miejscem, w którym pojawiły się jedne z pierwszych obitych dróg na świecie. Pierwsze pojawiły się w latach 80. Sporo wspinania kumulowało się w okolicy el Caminito, obecnie sektorów jest całkiem sporo. Niestety, część z nich jest zamknięta na stałe (ze względu na zachowanie wspinaczy), niektóre są zamykane okresowo (ochrona przyrody) - to można sprawdzić o tutaj.

Poza samą wioską znajduje się kilka sektorów, z których zdecydowanie wartym uwagi jest Desplomilandia, oferująca bardzo ładne, długie wspinanie w dobrej skale i (!) wystawę północną. Niestety, poważnym minusem jest wypolerowanie skał, w przewodnikach część dróg zawiera wprost adnotację o tym, ze jest wyślizgana. W efekcie tego zupełnie odpuściłem znany sektor Frontales.

Z miejsc, które mogę polecić - bardzo warte uwagi są sektory El Corral i wspomniana Desplomilandia. Dodatkowo na El Corral i Escalera Araba (sektor Escalera Suissa) są łatwe wielowyciągówki, które warto odwiedzić.

Topo brałem z wykupionego abonamentu na 27 Crags. Nie jest to najwygodniejsza forma nawigacji, ale drogi powstają na tyle często, że warto mieć aktualną wersję wraz z opisem i ewentualnymi zastrzeżeniami (luźne kamienie, wyślizganie, zamknięcie drogi itp.)

Drogi w okolicy są bardzo ładne, oferują wspinanie w bardzo, bardzo zróżnicowanym terenie, można mieć dosłownie wszystko: od prostych czwórek aż do 9b: przewieszenia, połogi, piony, tufy, zacięcia, płyty... Skała też jest bardzo ładna, przyczepna (!) ale nie ostra (!), gdyby nie jeden pechowy chwyt, na którym w przedostatni dzień przekłułem sobie palec, nie użyłbym w ogóle plastra. Do tego wszystko jest z grubsza w jednej okolicy, więc w grę wchodzą ewentualnie krótkie transfery samochodem lub niedługie (2-3 km) spacery ze szpejem w plecaku. Drogi są bardzo dobrze obite, runouty oczywiście się zdarzają, ale w większości są w łatwym (IV-V) terenie albo w przewieszeniu, więc praktycznie nie było miejsc, gdzie musiałem się zastanawiać co się ze mną wydarzy gdybym się poślizgnął. Dodatkowo wpinki są ułożone z głową, nie ma sytuacji w których wpinka jest daleko przed i tuż za cruxem, każde z potencjalnie "lotnych" miejsc, możemy przejść skupiając się na wspinaniu, a nie na perspektywie upadku.

XCIV-CI (CXVII-CXXIV) dzień w ramach

:no_entry_sign::arrow_right:

Mój pierwotny plan zakładał jedno: nie zepsuć sobie kolanka. Przypomnę, że sobie je nieco przeciążyłem dwa tygodnie przed wyjazdem (ścięgna + łąkotka), co spodowowało ujawnienie się jakiejś starej kontuzji (o której właśnie się dowiedziałem). Okres przedwyjazdowy poświęciłem na intensywną rehabilitację i miałem w sumie jeden dzień faktycznego wspinania (i to lekkiego). Zaplanowałem wspinanie według sprawdzonego rytmu: trzy dni wspinania i jeden dzień restu, max cztery drogi dziennie. To taki system, który jakiś czas temu mi się sprawdził, dzięki czemu nie muszę się zastanawiać nad tym, czy "warto jeszcze jedną drogę?" albo "czy jutro będę zmęczony?": cztery drogi i fajrant.

Niczego sobie nie zrobiłem. Owszem, zdarzały się momenty bólu, kilka razy zrobiłem ruch zanim pomyślałem, ale w większości udało się ustawić tak, że kolano pracowało w płaszczyźnie, w której nie boli. Z perspektywy powyjazdowej: mam wrażenie, że przyjechałem bardziej zrehabilitowany niż wyjechałem. Oczywiście codziennie siedziałem z coldpakiem przez chwilkę, a w niektóre dni musiałem profilaktycznie maźnąć się maścią, ale - wyszło zgodnie z planem. Osiem dni wspinania, dwa dni restu.

Jeśli chodzi o samo wspinanko - to naprawdę, naprawdę jestem usatysfakcjonowany. Do tego stopnia, że robię się nieco podejrzliwy i zastanawiam się, czy te drogi nie są jakoś wyjątkowo nisko wycenione. Zrobiłem życiówkę (w sumie wyrównałem, ale tym razem tak na poważnie): trzy razy bez problemu (i bez "a czy to na pewno tędy, czy nie obszedłem trudności?") zrobiłem porządne, prawie (lub ponad) trzydziestometrowe drogi 6b+ (VI.1+). Dodatkowo wciągałem masowo 6b i 6a+, do tego stopnia, ze na 6a+ zdarzyło mi się rozgrzewać.

Dlaczego więc nie zaatakowałem 6c? W sumie jestem przekonany, że powinno pójść, biorąc pod uwagę, że na poprzednich musiałem się posiłować, ale było to daleko od granicy "maksymalnego wysiłku". Na przeszkodzie stanął mi czas: gdy uznałem, że w sumie warto się wstawić, najpierw nie było do końca w co, bo dostępne w okolicy 6c zawierały w sobie ryzyko rozbicia sobie dupska lecąc z pierwszej lub drugiej wpinki, a potem doszedłem do wniosku, że na koniec wyjazdu nie będziemy się siłowali, życiówki robi się na świeżo, a nie ryzykując, że ambicja weźmie górę nad rozsądkiem i pogłębię sobie kontuzję. Skoro doszedłem do tego poziomu, to jest duża szansa, że mi nie ucieknie.

Za to udało się zrobić kilka wielowyciągówek:

- Three-Sixty (4+): prowadzące na Cerro de Los Hornos, zrobione trochę z ciekawości, a trochę z dostępności, na pałę, ze zbyt ciężkim plecakiem, w sumie nie było to ani najładniejsze wspinanie świata ani najprzyjemniejsze;

- Blue Line (5+): prawie 300 metrów, 12 wyciągów, bardzo ładne, "górskie" wspinanie, z wszystkimi bonusami typu "pomijanie wpinek, bo asekuracja ma chronić tylko przed śmiercią" oraz dbaniem o poprawne prowadzeniem liny na długich, "spacerowych" wyciągach w zróżnicowanym terenie,

- Rogelio (6a+): podobna długość, nieco brzydsze wspinanie, bo trochę zbyt wiele łatwych wyciągów i "transferu" przez teren w trudnościach I i II. W bonusie ostatni wyciąg w trudności III, który był nieubezpieczony i dla którego specjalnie zabrałem z domu kostki. Może i nie było to potrzebne, ale miałem odrobinkę zabawy.

Zakupy zrobione przed wyjazdem: nowa torba na szpej typu "duffelbag" i nowa płachta na linę też się zdecydowanie sprawdziły. Gdy wystarczy po prostu wszystko wrzucić do wora, a nie upychać w plecaku słuchając trzeszczenia szwów, jest naprawdę, naprawdę przyjemniej.

Jedyny minus to weekendy. O ile pierwszy to był weekend Święta Zmarłych (i imprez halloweenowych) i był spokojny, o tyle kolejny to było weekendzicho z wszystkimi bonusami: kamperami zastawiającymi całe parkingi (na parkingu na 30 aut stały cztery samochody i pięć kamperów postawionych tak, żeby nikt nie zaparkował, a nawet gdyby chciał - to na środku stały stoliki i leżaki), tłumami na sektorach (czasem ludzie wspinali się linia przy linii, jak na ścianie wspinaczkowej) i koncertami z muzyką na żywo do późnych godzin nocnych (ale tak serio późnych, do 3 rano). W weekendy robi się dni restowe albo idzie na trekking, zapamiętać.

Dodatkowo jeszcze podsumowanie

Ze względu na odległość do sklepu zakupy trzeba było zrobić na dwa razy. W efekcie nie kupiłem tego, co planowałem (w Lidlu nie mieli normalnych batoników zbożowych i musiałem posiłkować się podłymi podróbami Twixów), do tego obiady (w zasadzie to większe kolacje) były zbilansowane ale dość obszerne, a do tego ostatnie dni polegały na "oj, kupiliśmy za dużo, przecież nie wyrzucimy", tak że zdecydowanie na brak jedzenia nie narzekałem. Mimo to, w porównaniu z wagą wyjściową jestem "w górę" około kilograma, z czego większość, jeśli nie całość, to zatrzymana woda i nadmiar leżący luzem w jelitach, tak szybko to się nie tyje. Trochę celowo, trochę z musu (i lenistwa) odpuściłem sobie bilansowanie i wpisywanie wszystkiego w apkę: zobaczymy co mi wyszło z takiego odżywiania się na czuja. W ciągu kilku dni powinno mi się wszystko elegancko wyrównać i uzupełnić, więc postaram się wrzucić jakąś aktualizację. Chyba że zapomnę, to nie. Albo chyba że nie będzie mi się chciało, to wtedy też nie.

Podsumowując: wyjazd wyjątkowo udany, nie spodziewałem się tak dobrych wyników, tak przyjemnego i efektywnego wspinania. Czytanie skały, korzystanie z chwytów, technika wspinania zdecydowanie poszła w górę, co na pewno jest wynikiem częstszego bulderowania i szukania nienajprostszych rozwiazań. Do tego forma zdecydowanie na plus.

Pokaż więcej komentarzy (3)

Fanatyk

w Sport

8piorunów

XCIII (CXVI) dzień w ramach

:no_entry_sign::arrow_right:

Ostatnie wyjście przed wyjazdem i jednocześnie pierwsze wspinaczkowe po kontuzji. Kolano działa, ale widzę, że będę musiał unikać części ruchów. Na obwodach było całkiem spoko, ale tam miałem pełną kontrolę nad tym gdzie chcę postawić stopy. Prawdziwy teren może to boleśnie zweryfikować i zdegradować mnie do roli samobieżnego punktu asekuracyjnego.

W zasadzie to samo podejście pod skały może to zrobić, bez wspinania nawet.

Fenomen

w Hydepark

25piorunów

Kawka i scianka pasują do siebie, jak pięść do nosa

Pokaż więcej komentarzy (6)

Fanatyk

w Sport

11piorunów

XCII (CXV) dzień w ramach

:no_entry_sign::arrow_right:

Ciężko nazwać to wspinaniem, ale w sumie trening wspinaczkowy i w miejscu, gdzie się ludzie wspinają więc...

Kolano nadal odpoczywa, ale na szczęście sprawne (przynajmniej częściowo) ramiona pozwoliły mi się doszczętnie zniszczyć na chwytotablicy, kampusie i po prostu na drągu. I odpychając się od gleby.

Pokaż więcej komentarzy (2)

Fenomen

w Hydepark

16piorunów

Kupiłem sobie papucie do i dostałem od kolegi jego stary woreczek na magnezję, teraz jestem poważnym wspinaczem, wczoraj byl test, buty chyba dobrze dobrałem, 27tras zrobilem, myślałem, ze beda większe zakwasy, ale jestem w stanie podnieść szklankę wody xd

Osobistość9piorunów

@StaryPijany uważaj bo są tacy, którzy się triggerują na nazwę "trasy", są "problemy", "drogi" ale nie "trasy".

Choć to pewnie skutki uboczne nawdychania się węglanu magnezu w dużych ilościach.

Fenomen1piorunów

@Dynamiczny_Edek aha, dobrze wiedzieć xd ale to chyba raczej jakies pojedyncze jednostki, czy raczej większość? Ludzie juz nie mają sie czego czepiać, tylko nazwy drogi/problemu.. ale tacy ludzie chyba sa we wszystkich grupach sportowych

Fanatyk7piorunów

@Dynamiczny_Edek @boogie

A ja bardzo lubię jak ktoś mówi "trasa", to urocze. Nie wolno się dawać zastraszać starym dziadom, którzy by tylko poprawiali innych, bo za ich czasów się tak mówiło!

Plus: to lepsze niż sygnał alarmowy, od razu wiadomo, na kogo trzeba uważać xD

Fanatyk8piorunów

@StaryPijany

Ogólnie w świecie wspinaczkowym panują różnego rodzaju konwencje nazewnicze, jak wszędzie, w każdej grupie.

Buldering to osobna podkategoria, bo to takie modne, instagramowe wspinanie, tutaj nawet doświadczeni mówią "trasa" i nikogo to nie rusza.

Ale gdybyś poszedł wspinać się z liną, to raczej mówiąc "trasa" (trasy są w parkach linowych), "szlak" (nimi chodzą turyści) albo "karabińczyk" (tego używają strażacy) zwrócisz na siebie uwagę.

Lider2piorunów

@Statyczny_Stefek nigdy nikomu nie zwróciłem uwagi na to jak nazywa trasy, problemy czy ścieżki wspinaczkowe. Rozbawił mnie komentarz węglanu magnezu :slightly_smiling_face: Ja zazwyczaj używam naprzemiennie: jak rozmawiam z kimś zaznajomionym ze wspinaczką to raczej bym użył "problem", ale z kimś kogo namawiam do spróbowania to używam określeń, które są łatwiejsze do "zrozumienia" przez każdego. Climbing path, climbing route, czasami tłumaczę że dla wspinacza ścianka jest czymś w rodzaju "problemu, który trzeba rozwiązać". Btw. określenie "route" jest jak najbardziej używane w anglojęzycznym świecie wspinaczka (czyli droga lub trasa). Chyba nawet częściej niżeli "problem".

Gruba ryba1piorunów

@Dynamiczny_Edek ja się odbiłem od tego sportu właśnie przez religię wspinu. No źle trafiłem, od początku chodziło mi tylko o naumienie się włażenia gdzie potrzebuję, bez dorabiania ideologii

Fanatyk8piorunów

@boogie a czy w ogóle jest taka różnorodność określeń jak ścieżka/trasa/droga/szlak? Chodzi mi o to jak można powiedzieć to "niepoprawnie"?

@Pouek co masz na myśli pisząc "religia wspinu" i "ideologia"?

Lider2piorunów

@Statyczny_Stefek wg mnie nie, ale używając niektórych określeń (np. szlak wspinaczkowy), Twój rozmówca może myśleć o np. szlaku czerwonym, fioletowym czy czarnym jak o standardowych szlakach dla pieszych. To wszystko to tylko semantyka i osobiście podchodzę do tego liberalnie. Dla mnie wspinaczka to hobby, na które namawiam wszystkim :slightly_smiling_face:

Osobistość1piorunów

@Pouek przykro mi, że tak Ci się trafiło. Chociaż trochę nie rozumiem. Bo osobiście nie potrafiłbym znaleźć miejsca na "religijność" i nadawać temu takiego znaczenia, żeby się od tego odbić w czymś co polega na wspinaniu się i nie spadaniu przy tym.

Mi się udało trafić na sympatyczne i pomocne towarzystwo a największą przeszkodą jest dla mnie moje lenistwo.

Pokaż więcej komentarzy (19)