Hejto.pl
Dodaj post

Wpisz coś do wyszukania (minimum 2 znaki)

#zafirewallem

Gruba ryba

w Kawiarnia "Za Firewallem"

9piorunów

Mówi się o lewobrzeżnym albo prawobrzeżnym położeniu miast (albo innych elementów geograficznych) względem rzek. To teraz proszę sobie wziąć mapę, zorientować ją, jak pan Mercator przykazał, górą na północ i powiedzieć mi, po której stronie Odry (kłamliwie na każdej mapie nazwanej Wartą) leży Gorzów Wielkopolski. No właśnie:

*

Po której stronie Odry leży Gorzów Wielkopolski?

To Odry strona prawa czy lewa?

Atlasie! Weź mi to proszę wyklaruj!

Od tej zagadki dostaję udaru,

nad rozwiązaniem krew mnie zalewa!

Raptem na atlas zaczynam się gniewać,

by dać se spokój myślę pomału –

nie dość że udar, to jeszcze zawału

zaraz dostanę. Choć ubolewam

że miasto właśnie tak założyli,

bo myśląc o tym można się wpienić:

jak Gorzów leży? – trudno ocenić.

Nie tracę więcej już ani chwili,

atlas porywam, gniewem owity;

biorę zapałki – płoń, Gorzów city!

*

Gruba ryba

w Kawiarnia "Za Firewallem"

7piorunów

Jako zadeklarowany miłośnik formalizmu, którego hobby jest w dodatku liczenie sylab nie mogłem się powstrzymać żeby nie wypełnić wymagań punktu pierwszego:

*

Wiersz modernistyczny, wysokoartystyczny, w dodatku trzynastozgłoskowy coby punkt pierwszy mieć od razu z głowy

To drzewa? To drzewa. To drzewa! To drze-drze-wa!

To twaróg? To twaróg. To twaróg! To twa-twa-róg!

To raróg? To raróg. To raróg! To ra-ra-róg!

To mewa? To mewa. To mewa! To me-me-wa!

To śpiewa? To śpiewa. To śpiewa! To śpie-śpie-wa!

Do baru? Do baru. Do baru! Do ba-ba-ru!

Subaru? Subaru. Subaru! Su-ba-ba-ru!

Cholewa? Cholewa. Cholewa! Cho-le-le-wa!

Popili? Popili. Popili! No – popili!

Jak feniks? Jak feniks. Jak feniks! Jak fe-fe-niks!

Seplenisz? Seplenisz. Seplenisz! Se-se-ple-nisz!

Ech – za bardzo się pan autor nie chciał wysilić,

i trzy strofy przedstawił słów ledwie co zbitych

lecz wiersz mu wyszedł – bynajmniej! – niepospolity.

*

Pokaż więcej komentarzy (4)

GURU

w Kawiarnia "Za Firewallem"

11piorunów

No dobra, nie spodziewałem się ale zrobiłem to! Dołączam już z własnej nieprzymuszonej woli do XD i przedstawiam wam:

Do moderatora

Dlaczego gdy pada taka ulewa

On moknie patrząc na twaróg

Koniec kwiecistych przemów

Ta owca jest przywiązana do drzewa!

On jednak te zniewagi olewa

Nie oczekując na swój temat peanów

A jednak bez użycia czarów

Pilnuje by nie było tu chlewa

I nie marnuje ani jednej chwili

I nie myśląc jak go lud oceni

Nasz moderator się dziś nie leni

Więc kto niegrzeczny ten dziś zasili

Zbanowanych Tomków lud nieprzebyty

Taki jest Owcen nasz wyśmienity

Dzięki @fonfi za tip co do excela, bardzo się przydał pisząc sonet w robocie XD nie bądźcie surowi w ocenie tego „dzieła” xD

Lider4piorunów

@Endrevoir bardzo ładny drugi debiut, taki prawdziwszy. :stuck_out_tongue_winking_eye:

Fanatyk4piorunów

@Endrevoir prawda, że fajny patent? 😎A sonet jeszcze fajniejszy. @bojowonastawionaowca powinien go sobie wydrukować i w ramce powiesić 😉

Pokaż więcej komentarzy (15)

Lider

w Kawiarnia "Za Firewallem"

18piorunów

Combo

To co niezmiernie mnie w ludziach zdumiewa,

że każdą pierdołę niewielkich rozmiarów,

wciąż rozdmuchują do rangi koszmarów.

I sam w siebie człowiek te gówno wlewa.

Znów japę rozdziawił, a nad nim sra mewa,

bo znów nie spodziewał się losu zamiarów.

Miast przełknąć, powiedzieć: smakuje jak twaróg.

To narzekaniem to wszystko podgrzewa.

A mewa nie skrzeczy, lecz z radości kwili,

jak feniks wzlatuje z narzekań płomieni,

jak kurczak na rożnie się wnet zarumieni.

To apokalipsa jest dla debili.

Na koniec krajobraz dam niesamowity:

konia żul wali, lecz mgłą spowity...

*

Jak nazwa wskazuje sonet combo, więc proszę o zaliczenie punktów 3, 4 i 5. :stuck_out_tongue_winking_eye:

Fanatyk4piorunów

@splash545 To jest tak obleśne i obrzydliwe, że aż wspaniałe :heart_eyes::heart_eyes::heart_eyes:

Fanatyk3piorunów

@splash545 A, no i zaliczam. Co nie zmienia faktu, że nie ma takiego cfaniakowania i sonetów ma być >= 7! Spryciarz się znalazł, kurka wodna... 😛

Pokaż więcej komentarzy (7)

Fanatyk

w Kawiarnia "Za Firewallem"

20piorunów

Dzień dobry wieczór się z Państwem,

Kolega @bojowonastawionaowca po WIELU szturchańcach zakończył był CXXIII edycję zabawy :

I w tym miejscu pewnie powinienem zacząć kolejną edycję… ale na szczęście pojawił się mój osobisty anioł stróż, który zrobi to za mnie

Anioł, sranioł... Ale do rzeczy. Kolega ma ostatnio bardzo dużo na głowie, więc żeby nie dokładać mu kolejnych z nami utrapień, faktycznie ustaliliśmy, że kolejną - CXXIV (słownie: 124) - edycję poprowadzę w zastępstwie. Zapewne wszystkim Wam zastępstwa kojarzą się, jeszcze z czasów szkolnych, bardzo przyjemnie. Ot, przyszedł ktoś pod nieobecność nauczyciela prowadzącego, w zasadzie tylko po to, żeby się towarzystwo nie rozbiegło i krzywdy sobie nie zrobiło. Generalnie luz i blues!

Otóż nie tym razem. Co to to nie! Tym razem, Moi Drodzy, weźmiemy się do roboty!

Wyciągamy kajeciki, otwieramy na pierwszej czystej stronie, ja dyktuję, a Wy notujecie!

*

Po pierwsze primo - bawić się będziemy do poniższego utworu [#diproposta](/tag/diproposta) autorstwa pana Leśmiana:

Pieśniowa słodycz z lasu się _wylewa_,

Z wilgotną wonią dyszących _konarów_,

Echami pieśni drży omglony _parów_,

Nie widać ptaków - to powietrze _śpiewa_!

Znojnych całunków przelata _ulewa_,

A dusza moja śród błękitnych _żarów_,

Zda się szeleści pod dotknięciem _czarów_,

Nie widać duszy - to szeleszczą _drzewa_!

O, śnie - olbrzymie! Pieść mnie w takiej _chwili_!

Kwiaty, pijące ze źródeł _bezdeni_,

Pozwólcie dotknąć mym ustom _korzeni_!

Niech sen mój złoty nagle się _przesili_!

Co to? - Szept bóstwa słyszę, w niebo _wzbity_,

Nie widać bóstwa - to szepczą _błękity_...

*

Po drugie PRIMO - nie wyjdziemy z tej klasy dopóki nie powstanie przynajmniej siedem (słownie: 7) następujących wytworów:

1. Sonet czysty technicznie - trzynastozgłoskowiec

2. Sonet miłosny

3. Sonet dissujący (cokolwiek, kogokolwiek)

4. Sonet pejzaż (o ptaszkach, roślinkach, widoczkach, etc)

5. Sonet o kupie - kawiarenkowy klasyk

6. Sonet z Owcą - bo czemu nie

7. Sonet reklamujący Pracownię Specjalnej Troski i ich

*

Po trzecie PRIMO... ULTIMO! - pozostałe zasady i kwestie formalne
Układamy sonety, w których rymy w poszczególnych wersach zgadzają się z rymami w tych samych wersach w powyższym utworze .

Zwycięzcę wybiorę na podstawie rankingu popularności, który niekoniecznie (choć to niewykluczone) będzie oparty na liczbie zdobytych piorunów. Wstępnie ustalamy deadline do niedzieli 03.05.2026 do godziny 14:00, pod warunkiem - oczywiście! - pojawienia się przynajmniej po jednym utworze, ze wszystkich siedmiu kategorii.

A teraz proszę wyjąć karteczki i do pracy! Powodzenia.


Gruba ryba7piorunów

Gdzie jest na tej liście, pytam się grzecznie, "sonet o Gorzowie"?!

Pokaż więcej komentarzy (23)

Mistrz

w Kawiarnia "Za Firewallem"

25piorunów

Ekhm, ktoś tu zaspał i musiał dostać po głowie, żeby sobie przypomnieć o podsumowaniu - niniejszym więc z delikatną zwłoką do tego przystępuję! Przypomnę tylko, że w ramach CXXIII edycji zabawy w kawiarni bawiliśmy się w rytm Modlitwy Polaka z filmu _Dzień świra_ w formie łańcuszka.

I tak zabawę zaczął @fonfi, który w swoim wierszu wyzwał cesarzową z minusem czyli @KaligulaMinus, ta z kolei [wyprowadziła](https://www.hejto.pl/wpis/dostalam-zelazna-rekawica-w-morde-nastawilam-szczeke-i-coz-podjelam-wyzwanie-fon) doskonałą kontrę w kierunku rowerowego wąsacza, który uznał się za pokonanego w tym pojedynku i [zaczepił](https://www.hejto.pl/wpis/dzien-dobry-sie-z-panstwem-zalosna-to-byla-proba-zdissowania-mnie-przez-kolezank) @splash545, który z kolei [zaczaił się](https://www.hejto.pl/wpis/nominowany-bardzo-sympatycznym-dissem-od-fonfi-przerzucam-ciezar-zadania-na-dziw) na @Dziwen, który [wezwał](https://www.hejto.pl/wpis/coooooooooooo-no-wlasnie-tera-zaboli-z-dedykacja-dla-splash545-za-wyzwanie-oby-c) do odpowiedzi króla różu czyli @entropy, który odpowiedział bronią masowego rażenia, ale ze szczególnym uwzględnieniem @KatieWee, która zadedykowała swój diss @George_Stark, który zadał zadanie @Evivalarte, która podważyła sens wydawania pieniędzy na herbatę przez @Endrevoir, który nie pominął @bori, który domagał się odpowiedzi od @suseu, ale ten niestety zakończył nasz piękny łańcuszek.

W sumie więc powstało 11 dzieł sztuki (+1 działko poboczne @George_Stark, który musiał raz jeszcze dać popalić Gorzowowi), edycję uznaję zatem za naprawdę udaną!

I w tym miejscu pewnie powinienem zacząć kolejną edycję… ale na szczęście pojawił się mój osobisty anioł stróż, który zrobi to za mnie, za co bardzo dziękuję! Głębokie ukłony dla wszystkich uczestników, jesteście fantastyczni, uwielbiam Was czytać ❤️

GURU8piorunów

Eh i znowu deadline przegonil erwinka albo sie bali zdissowac eminema hejto zeby ich nie poskladal jak krzeslo z ikei

Pokaż więcej komentarzy (3)

Fanatyk

w Kawiarnia "Za Firewallem"

11piorunów

Dzień dobry wieczór się z Państwem,

Napisze sobie człowiek, że siedzi na kanapie i książkę czyta, a tu nagle jakiś konkurs wygrywa. No dobrze, ale skoro już wygrał, to coś musi zaproponować. No więc proponuję, że dzisiaj bawimy się do rymów kradzionych (no co? - leżały to wziąłem) od pana Leśmiana:

Temat: Wyznanie miłości

Rymy: rynsztoków - obłoków - podwórza - wynurzasz

Zasady:

* Masz podany temat i rymy

* Ogarniasz wierszyk w tej tematyce i z tymi rymami.

* Oczywiście rymy mają być użyte z zachowaniem podanej kolejności

* Szerzysz radość z tworzenia

* Piorunujesz jak najęty

* Wiersz z największą liczbą piorunów do 20:00 wygrywa, a jego autor wrzuca własny temat i rymy

* Pamiętasz o tagach i społeczności

Lider4piorunów

Choć pochodzimy z cuchnących rynsztoków

To miłość nas wzniosła do chmur obłoków

I z nieba patrzymy w kamienic podwórza

W bramie ja dyndam, Ty się z Brdy wynurzasz

Fanatyk3piorunów

Wyznanie miłości

Coś ze mnie się wylewa, niczym z rynsztoków,

Uczucie, które mami lekkością obłoków

I beztroską zabaw dziecięcych z podwórza,

Gdy w śmiałych marzeniach się moich wynurzasz.

Pokaż więcej komentarzy (19)

GURU

w Kawiarnia "Za Firewallem"

14piorunów

Dawno nie było mi dane wygrać, więc dzień dobry :grinning:

Temat: niedziela wieczur

Rymy: humory-zepsuta-wybory-Grechuta

GL&HF ;))

Fenomen8piorunów

Niedziela wieczór niszczy nam humory

Znowu do pracy, pogoda zepsuta

A może na żądanie? To ciężkie wybory

Nie dokazuj miła , jak śpiewał Grechuta

GURU5piorunów
Pokaż więcej komentarzy (8)

Fanatyk

w Kawiarnia "Za Firewallem"

42piorunów

Czekadełko

Na szybko, bo chciałbym, żebyście mieli chwilę na zorganizowanie czasu dla siebie.

Zapraszam 6 Czerwca do Krakowa na kawiarenkowe .

Oczywiście wszyscy są zaproszeni. Jednak liczę na obecność przede wszystkim moich ukochanych kawiarenkowiczów.

Dlaczego w Krakowie? Bo czuję naciski zewnętrzne na mnie i obiecałem, że zrobię :smiley:

Dlaczego 6 Czerwca? Bo 6 Czerwca to sobota.

Gdzie? Jeszcze nie wiem. Ale jak pogoda okaże się łaskawa to w plenerze.

Napiszecie w komentarzu jeśli planujecie się pojawić :smiley:

Fanatyk7piorunów

@CzosnkowySmok to ja proszę, żeby mnie i małżonkę dopisać do listy :grinning:

GURU6piorunów

@CzosnkowySmok może by... :thinking_face:hmmmm.. Zawołaj bliżej terminu xD

Pokaż więcej komentarzy (55)

Gruba ryba

w Kawiarnia "Za Firewallem"

9piorunów

Opowiadanie do napisana którego zostałem zachęcony (popchnięty?; zmuszony?) wczoraj. Jakby nie było, dziękuję za to, bo bawiłem się przy nim cały dzień bardzo dobrze i może zwiastuje ono przełamanie niemocy?

Ono miało wyglądać zupełnie inaczej, ale wyszło jak samo chyba chciało (co znajduję jako jego zaletę). I, mimo że jeszcze to i owo bym w nim poprawił, to publikuję jak jest, bo już nie będę miał raczej w kwietniu czasu nawet na krótką redakcję. Proszę bardzo:

=====================================================================

Przysięga

Monika otworzyła oczy. Oślepiona intensywnym światłem zamrugała i, zanim jeszcze zdążyła oprzytomnieć do końca, naciągnęła na twarz przykrywającą ją kołdrę. Monika poczuła strach. Oślepiające ją światło dostawało się do pomieszczenia przez prowadzące na korytarz drzwi, które były uchylone. Te drzwi nie powinny być uchylone. Powinny być zamknięte. Monika, zanim się położyła, zamknęła je własnoręcznie, pamiętała o tym doskonale, zresztą robiła tak co wieczór od dnia, kiedy wprowadziła się do tego pokoju. Jedyny klucz do znajdującego się w drzwiach zamka wciąż spoczywał tam, gdzie go odłożyła. Monika była tego pewna. Czuła, jak gniecie ją przez poduszkę.

*

– Ja ci nie mówię żebyś nie ufała ludziom. Po prostu bądź ostrożna – powiedział tamtego dnia Monice ojciec. Rodzice przywieźli ją do klasztoru, matka udała się poczynić ostatnie ustalenia z siostrą przełożoną, a ojciec, obejrzawszy pokój, zszedł na dół do wozu i przyniósł worek z rzeczami Moniki. Nie było tych rzeczy dużo – trzy skromne sukienki, w tym jedna, ładniejsza, na niedziele i święta, tygodniowa zmiana bielizny oraz odkładane przez rok najlepsze wiktuały, których przez cały poprzedni rok rodzice odmawiali sobie nawet w święta, chcąc wyposażyć swoją córkę na nauki najlepiej, jak tylko było to możliwe. To właśnie rok temu rodzina dowiedziała się, że Monika została wybrana.

Zanim matka zdążyła wrócić, ojciec wymienił zamek w drzwiach klasztornej celi. Spieszył się przy tej pracy, trzęsły mu się ręce i co chwila spoglądał nerwowo w głąb korytarza, tak jakby sprawdzał czy ktoś tym korytarzem nie nadchodzi.

– Pilnuj go i nie zgub. Nie ma zapasowego – powiedział Monice, kiedy skończył pracę, a skończył ją w samą porę, bo kiedy tylko Monika zawiesiła klucz na szyi i schowała go za ubraniem, usłyszała na korytarzu kroki. Zza załomu wyłoniły się matka i siostra przełożona. Kierowały się w stronę nowego lokum Moniki.

Siostra przełożona stanęła z założonymi rękami w kącie i stała tam przez cały ten czas kiedy rodzice żegnali się ze swoją córką. Wydawała się zniecierpliwiona tym i tak niedługim pożegnaniem, matkę Moniki rozpierała zaś duma. Ojciec z kolei, tak się Monice wydawało, żegnając się z nią miał łzy w oczach.

– Uważaj na siebie – powiedział, po czym odwrócił się i, nie czekając na żonę, ruszył w stronę prowadzących do wyjścia schodów. Matka uśmiechnęła się jeszcze do siostry przełożonej i podążyła za nim.

– Kiedy usłyszysz dzwonek, przyjdziesz do refektarza. Zejdziesz tymi schodami, którymi tu przyszłaś, ale nie skręcisz w prawo, tak jak do wyjścia, tylko w lewo – powiedziała do Moniki siostra przełożona i również ona opuściła pokój.

Monika została sama. Podeszła do okna i wyjrzała przez nie w nadziei, że uda się jej dostrzec odjeżdżających rodziców. Z okna swojego nowego pokoju nie widziała placu znajdującego się przed wejściem do klasztoru, na którym ojciec zostawił wóz, widziała za to w oddali wyłaniającą się lekkim zakosem prowadzącą do domu drogę. Wpatrywała się w tę pustą drogę aż nie pojawił się na niej wóz. Czy byli to jej rodzice? – Monika nie potrafiła tego odgadnąć. Wóz był zbyt daleko. Upływ czasu wcale nie ułatwiał jej zadania – wóz stawał się coraz mniejszy i mniejszy. Zanim jednak zdążył zamienić się w znikający w lesie punkcik rozległ się dźwięk dzwonka. Monika musiała udać się do refektarza.

*

Minęło pół roku, a w tym czasie Monika nauczyła się klasztornego życia. Nauczyła się modlitwy i pracy, nauczyła się również być posłuszną siostrze przełożonej, bo za każde nieposłuszeństwo groziły surowe kary. Kara taka spotkała Monikę już na samym początku pobytu, wtedy gdy siostra przełożona poprosiła ją o oddanie żywności, którą zostawili jej rodzice, bo jej posiadanie, jak stwierdziła przeorysza, było zabronione. Monika odparła, że ona żadnej żywności nie posiada, na co natychmiast dostała w twarz, a kiedy zapłakana wróciła do swojej celi, do której została przez siostrę przełożoną odesłana, zauważyła, że zniknęły suszone mięsa i konfitury malinowe, w które wyposażyli ją rodzice. Przez następny miesiąc Monika w czasie każdego posiłku dostawała tylko kromkę chleba i szklankę wody. Z zazdrością przypatrywała się wyjątkowo wykwintnym i smakowitym posiłkom jakie jadały Klara, Weronika, Justyna i Joanna – pozostałe adeptki, które wraz z Moniką zostały wybrane, nie narzekała jednak na swój los. Od tamtej pory Monika wykazywała się całkowitym posłuszeństwem wobec siostry przełożonej.

Mimo że była pewna, że nie zrobiła nic niestosownego, Monika czuła się nieswojo, kiedy siostra przełożona po śniadaniu poprosiła ją o to, żeby została w refektarzu. Siedziała niecierpliwie na swoim miejscu zastanawiając się o co może chodzić i przyglądała się, jak przeorysza niespiesznie ociera usta po posiłku. Kiedy zostały w sali same, siostra przełożona podeszła do Moniki.

– Pewnie zastanawiasz się po co się w ogóle tutaj znalazłaś? – zapytała.

Monika nie wiedziała co odpowiedzieć. Na szczęście nic odpowiadać nie musiała, bo siostra przełożona po chwili milczenia sama odpowiedziała na swoje pytanie:

– Ten klasztor, w którym się znajdujesz jest, Moniko, tak stary, jak stary jest świat. On nie został zbudowany, on został razem z tym światem stworzony, a więc stoi tutaj od zawsze i również zawsze będzie tutaj stał. Klasztor musi mieć jednak swoją przełożoną, tak również było od zawsze i zawsze tak będzie, bo taki jest porządek świata. Właśnie teraz nadszedł czas żeby wyłonić kolejną przełożoną, tę która mnie zastąpi, a zostanie nią jedna z waszej piątki. Wszystkie pięć zostałyście wybrane, ale prawdziwą Wybraną może zostać tylko jedna i o tym, która to będzie, zadecyduję ja. Po tym czasie, który już tutaj spędziłyście, wydaje mi się, że mój wybór padnie na ciebie. A jest się o co starać. Ta, która zostanie Wybraną będzie się cieszyć długim życiem. Tak długim, jak tylko tego zapragnie, bo sama będzie o tej długości decydować. Będzie miała możliwość pozyskiwać dla siebie wszystko, czego tylko zapragnie. W istocie to właśnie ona obejmie ten klasztor w posiadanie, a to jak dalej potoczą się jego losy będzie zależeć wyłącznie od jej woli. Będzie też po części panią całego świata, bo jej jurysdykcja, o czym być może się przekonasz, będzie obejmować właśnie cały świat. Moje życie było długie i skosztowałam w nim wszystkiego co chciałam, wszystkiego o czym tylko marzyłam, przychodzi więc pora aby wybrać tę, która mnie zastąpi. Zapałałam do ciebie, Moniko, wyjątkową sympatią, dlatego mówię ci to wszystko w zaufaniu i mam nadzieję, że tego zaufania nie nadużyjesz. A teraz przysięgnij! Przysięgnij na swoje życie, że żadnej z pozostałych dziewcząt nie powtórzysz tego, co tutaj usłyszałaś!

Tamtego dnia Monika taką przysięgę siostrze przełożonej złożyła.

*

Cisza nocna rozpoczynała się wraz z zachodem słońca i nigdy wcześniej nie zdarzyło się żeby wypoczynek adeptek został przerwany. Monice dłuższą chwilę zajęło zorientowanie się w sytuacji, kiedy w środku nocy została nagle wyrwana ze snu donośniejszym niż zwykle i jakby bardziej nerwowym dzwonieniem. Wciąż zaspana miała problemy nie tylko z kojarzeniem, ale też z otwarciem drzwi. Przez jakiś czas nie mogła zrozumieć dlaczego drzwi nie chcą się otworzyć. Pomimo dwóch lat spędzonych w klasztorze, wciąż nie mogła przyzwyczaić się do tego, że drzwi należy otwierać kluczem. Razem z rodzicami Monika mieszkała w jednej tylko izbie, a jedyne drzwi tej chaty, te prowadzące na zewnątrz, były zamykane na zasuwę. Zaspana Monika zmitrężyła trochę czasu zanim przypomniała sobie, że klucz, zgodnie z zaleceniami ojca, trzyma schowany pod poduszką.

Monika stawiła się w refektarzu. Przywitał ją tam chłodny wzrok stojącej w drzwiach siostry przełożonej, dziewczyna jednak nie zwróciła na to uwagi. Jasna w ciągu dnia sala, rozświetlana od rana do wieczora promieniami słońca wpadającymi przez ogromne, znajdujące się na trzech ścianach zdobione witrażami okna, tym razem tonęła w mroku. W szczytowej części pomieszczenia, przy stole, przy którym zazwyczaj w samotności swoje posiłki jadała siostra przełożona, stały cztery rozstawione w narożnikach świece. Przed stołem stały odwrócone tyłem trzy dziewczęce postaci. Monika odetchnęła, uświadamiając sobie, że nie jest ostatnia. Ostatnią z adeptek, jeśli siostra przełożona uznała, że pojawiła się na wezwanie zbyt późno, zdarzało się, że spotykała kara.

– Wreszcie jesteś! Chodźmy! – rzuciła siostra przełożona i porwała rękę Moniki prowadząc ją w stronę stołu.

Kiedy Monika została doprowadzona w miejsce, w którym stały Klara, Weronika i Justyna okazało się, że jednak dotarła do refektarza jako ostatnia. Siostra przełożona zwolniła uchwyt na przedramieniu Moniki i popchnęła ją w stronę stołu, a dziewczyna zauważyła wówczas, że na blacie leży Joanna. Joanna oddychała ciężko, miała zamknięte oczy, ręce splecione na piersiach, a jej piękne, ciemne włosy, których Monika w skrytości tak bardzo koleżance zazdrościła, okalały twarz bledszą nawet niż sukienka, w którą Joanna była ubrana.

– Joanna, wasza siostra i przyjaciółka ciężko dzisiaj zachorowała. Módlmy się o jej wyzdrowienie – powiedziała siostra przełożona, która zajęła miejsce za stołem, po przeciwnej jego stronie niż stały Klara, Justyna i Monika. Siostra przełożona opuściła głowę i pogrążyła się w skupieniu, adeptki po chwili poszły w jej ślady. W całym refektarzu zapadła pełna skupienia cisza.

– Do świtu pozostało sześć godzin – skończywszy się modlić, odezwała się siostra przełożona. – O świcie poślemy po księdza Antoniego, a do tego czasu będziecie czuwać przy swojej siostrze w półtoragodzinnych zmianach. Pierwsza zostanie Justyna, później zastąpi ją Weronika, następna będzie Klara, na koniec zaś przyjdzie Monika. Po upływie półtorej godziny usłyszycie dzwonek. Będzie to oznaczało, że nadszedł czas na zmianę.

Klara uklęknęła przed stołem, pozostałe dziewczęta skierowały się do wyjścia. Tuż przed drzwiami prowadzącymi na korytarz zatrzymał je głos siostry przełożonej:

– Zaczekaj Moniko. Ciebie poproszę ze mną.

*

Monika po raz pierwszy w czasie swojego pobytu w klasztorze weszła do pokoju siostry przełożonej. Zdziwiło ją to, że jest on urządzony równie skromnie jak ten pokój, który został przydzielony jej samej. Monika, po tym co usłyszała od przeoryszy w refektarzu półtorej roku temu, często zastanawiała się jak może być urządzone jej mieszkanie. Spodziewała się luksusów, co najmniej takich jak w tych baśniach o księżniczkach, których słuchała w rodzinnej wsi wieczorami, zanim jeszcze została wybrana i zamieszkała w klasztorze. W pokoju siostry przełożonej znajdowała się jednak dokładnie taka sama prycza, taki sam kufer, taki sam stolik z krzesłem, na którym siedziała teraz siostra przełożona i taka sama miska na wodę do mycia jaki Monika miała w swoim. Monika przypatrywała się tym wszystkim tak dobrze jej znanym sprzętom z zainteresowaniem, a robiła to tylko po to, żeby zająć myśli czymś innym niż mającą odbyć się za chwilę rozmową i karą, którą spodziewała się otrzymać.

– Joanna umrze dzisiaj nad ranem – po chwili milczenia odezwała siostra przełożona. – Jutro umrze Justyna, później Klara, a ostatnia będzie Weronika.

– Ale… Ale jak to?! – spytała przerażona Monika. – Ale jak to? Epidemia? Tyfus? Ospa? Cholera? Przecież to było dawno! Mówili, że pokonaliśmy już epidemie! Że to już skończone!… – Monika urwała, a następnie zapytała po chwili zawahania. – A ja? Ja kiedy umrę?

– Ty nie umrzesz, Moniko. Ty je zabijesz.

– Słucham?… – rzuciła Monika bez zastanowienia, a nim zdążyła w pełni wypowiedzieć to krótkie pytanie, głos jej przygasł. Kwestionowanie poleceń siostry przełożonej, a nawet samo zadawanie na ich temat pytań wiązało się przecież z surowymi karami.

– Zastanów się, Moniko, kiedy ostatni raz uczestniczyłaś w pogrzebie? Kiedy ostatni raz widziałaś jakiś pogrzeb? Kiedy ostatni raz w ogóle słyszałaś żeby ktoś umarł?

Monika zamyśliła się. Jak przez mgłę przypomniała sobie pogrzeb babci Franciszki, matki jej matki. Babcia Franciszka umarła dawno temu, umarła kiedy Monika miała pięć lat. Monika pamiętała smutek swojej matki i łzy dziadka Józefa, męża babci Franciszki, obraz ten mocno wyrył się w jej pamięci, ale to był ostatni pogrzeb, który Monika potrafiła sobie przypomnieć. I choć zastanawiała się długo, choć szukała głęboko we wspomnieniach, nie potrafiła znaleźć tam żadnego innego pogrzebu. Owszem, ludzie we wsi mówili, opowiadali o pogrzebach, wspominali zmarłych. Owszem, Monika wraz z rodzicami odwiedzała groby – co roku pierwszego listopada ojciec zaprzęgał wóz i jechali we trójkę na cmentarz, i palili światło babci Franciszce a także babci Anieli i dziadkowi Klemensowi, rodzicom jej ojca, których Monika nie zdążyła poznać. Ale żeby po babci Franciszce ktoś umarł? – nie, tego Monika nie potrafiła sobie przypomnieć.

– Sama więc widzisz. – Siostra przełożona, jakby czytając jej w myślach, przerwała Monice przeszukiwanie jej wspomnień. – I tak jest nie tylko u was, nie tylko w waszej wsi. Wszędzie jest tak samo. A teraz przypomnij sobie wszystkich tych starych, zmęczonych ludzi, których znasz. Przypomnij sobie swojego dziadka Józefa. Pomyśl o tym, jak bardzo tęskni za babcią Franciszką. Ile razy powtarzał, że bez niej życie nie jest już wiele warte. Albo pomyśl o ojcu Weroniki. Weronika opowiadała wam o nim. Pomyśl o tym, jak leży przykuty do łóżka, jak co dzień zmaga się z toczącą go chorobą. Jak modli się o to, żeby już rozstać się z życiem, bo jego życie jest już tylko bólem. Pomyśl o tym jak on jest już tym bólem zmęczony. Jak bardzo chciałby umrzeć. Tylko ojciec Weroniki nie może na razie umrzeć. Nie może na razie umrzeć, bo ja też już jestem ogromnie zmęczona.

– To znaczy, że ty…?

– Tak, Moniko. Jeszcze przez chwilę.

– A my? Mówiłaś… Mówiła siostra, że jedna z nas ma ją zastąpić. To znaczy, że od początku było wiadomo, że jedna z nas miała zostać…

– Tak, Moniko. Po to zostałyście wybrane. Zupełnym przypadkiem, odpowiadam uprzedzając twoje pytanie. Każda istota ma bardzo ograniczony wpływ na swój los. Żadna z was nie zrobiła nic, co by ściągnęło na was ten wybór, żadna również nie mogła zrobić nic, co mogłoby go od niej odsunąć. Nazwij to jak chcesz: przeznaczeniem, losem, szczęściem, pechem, przypadkiem albo rachunkiem prawdopodobieństwa, każda z tych odpowiedzi będzie równie dobra, jak i równie zła. Ja nie mam pojęcia dlaczego tak się stało, tak jak nie mam też pojęcia dlaczego musiałam przychodzić w danym momencie właśnie do tego, a nie innego człowieka. Ja tylko wykonywałam rozkazy,, że tak powiem, choć o tym, kto te rozkazy wydawał, o tym również nie mam żadnego pojęcia.

– No dobrze. Ale było nas cztery…

– Pytasz dlaczego ty? Bo kogoś musiałam wybrać. Tak, decyzja należy wyłącznie do mnie i, możesz mi wierzyć albo nie, ale nie było mi łatwo ją podjąć. To nie jest łatwa praca, sama się o tym przekonasz. Owszem, bywa satysfakcjonująca, bo zdarzają się ludzie źli, którzy żyć nie powinni. Zdarzali się czasem na przykład pozbawieni wszelkich skrupułów mordercy. Muszę ci się przyznać, że lubiłam do nich przychodzić. Lubiłam widzieć ten strach w ich oczach, to przerażenie, kiedy wreszcie przychodziła ich kolej. Wiesz, to było to samo przerażenie, które widziałam w oczach tych, do których byłam wzywana za ich sprawą. Nie, znów odpowiadam zanim zapytasz, nic nie mogłam na to poradzić, jak już mówiłam, ja tylko wykonywałam rozkazy. Tyle co mogłam, to uczynić to w miarę szybko i bezboleśnie. Choć, tak jak w przypadku tych morderców, czasami wcale się nie spieszyłam… – siostra przełożona urwała i podniosła się z krzesła. – Przepraszam na chwilę, zaraz wrócimy do rozmowy.

Siostra przełożona opuściła swoją celę pozostawiając w niej Monikę samą. Dziewczyna próbowała zebrać swoje rozbiegające się myśli i kiedy już wydawało się jej, że choć mniej więcej pojęła znaczenie tego, co przed chwilą usłyszała, myśli znów się jej rozproszyły za sprawą przenikliwego dzwonienia, które rozległo się na korytarzu.

– Na czym to ja skończyłam? – zapytała siostra przełożona kiedy wróciła do celi. – A, tak. Dlaczego ty? Zdecydowałam się na ciebie z kilku powodów. Z was czterech to ty nie masz problemu z samotnością, to ty na noc zamykałaś się w pokoju podczas kiedy pozostałe wymykały się i zabawiały rozmowami czy buszowaniem po klasztorze albo w sadzie. Z was czterech to ty najszybciej nauczyłaś się być całkowicie posłuszną i nie kwestionować poleceń, w dodatku zwykle nie z obawy przed karą, ale z powodu uznania słuszności polecenia, nawet jeśli jego sensu nie rozumiałaś. Z was czterech to ty, po usłyszeniu ode mnie sekretu to ty nie zmieniłaś swojego zachowania, nie zaczęłaś spiskować i próbować podstępem zdobyć dla nagrody dla siebie. Z was czterech to to okazałaś się sprawiedliwa. Wreszcie z was czterech to ty, jako jedyna potrafiłaś dochować sekretu, a co za tym idzie tylko ty dotrzymałaś przysięgi. A wszystkie cztery przysięgałyście przecież na swoje życie, stąd pozostałe muszą umrzeć. Idź, Moniko, odpocznij jeszcze chwilę. Później zabijesz Joannę, zabijesz Justynę, Klarę i Weronikę, a ja ci w tym pomogę, pokażę ci jak należy to zrobić. Później zabijesz i mnie i zostaniesz tutaj zajmując moje miejsce. Ale teraz idź, odpocznij. Przyjdę po ciebie, kiedy nadejdzie właściwy moment.

*

Monika otworzyła oczy. Oślepiona intensywnym światłem zamrugała i, zanim jeszcze zdążyła oprzytomnieć do końca, naciągnęła na twarz przykrywającą ją kołdrę. Monika poczuła strach. Oślepiające ją światło dostawało się do pomieszczenia przez prowadzące na korytarz drzwi, które były uchylone. Te drzwi nie powinny być uchylone. Powinny być zamknięte. Monika, zanim się położyła, zamknęła je własnoręcznie, pamiętała o tym doskonale, zresztą robiła tak co wieczór od dnia, kiedy wprowadziła się do tego pokoju. Jedyny klucz do znajdującego się w drzwiach zamka wciąż spoczywał tam, gdzie go odłożyła. Monika była tego pewna. Czuła, jak gniecie ją przez poduszkę.

Mimo tego drzwi były jednak otwarte. Do pokoju Moniki wlewało się jasne światło. Pomimo wciśnięcia głowy w poduszkę, pomimo nakrycia uszu kołdrą, Monika usłyszała dźwięk trzeciego dzwonka. Nie podniosła się z łóżka.

– WSTAWAJ, MONIKO. JUŻ CZAS – do uszu dziewczyny dobiegł spokojny, choć nieco zmieniony, trochę jakby chłodniejszy głos siostry przełożonej.

=====================================================================

2771 słów, choć to przecież nie ma żadnego znaczenia.

Pokaż więcej komentarzy (3)

Osobistość

w Kawiarnia "Za Firewallem"

21piorunów

ZOBOWIĄZANIA

Monika otworzyła oczy, oślepiona intensywnym światłem i z grymasem na twarzy, wymamrotała "A ten znów się tam tłucze..". Leniwie zwlekła się z łóżka i ruszyła do kuchni, skąd również dochodziły irytujące hałasy.

-Musisz się tak teraz tłuc i mówiłam, żebyś nie włączał górnego światła? zajmij się może nową aplikacją, albo nie wiem, pozamiataj?

-Hrrrr... – to było jedyne, co Stefan od dłuższego czasu potrafił powiedzieć. Odszedł zrezygnowany od zlewozmywaka, złapał za miotłę, porzucając niedomyte naczynia i odkręconą wodę.

-Przepraszam, po prostu wiesz, nie wysypiam się... – przerwała w połowie zdania nie dopuszczając, by jej słowa przerodziły się w narzekanie, które w tej sytuacji nikomu nie było potrzebne - a zwłaszcza jej mężowi. Podeszła do niego i czule poklepała po ramieniu, czując chłód bijący od ciała. Nie potrafiła się do tego przyzwyczaić. Zapach już dawno przestał jej przeszkadzać, ale dotyku nie da się tak łatwo oszukać. Wróciła do łóżka patrząc z rozczarowaniem na zegarek - druga w nocy. A to znaczyło, że znów do pracy pójdzie zmęczona i rozdrażniona.

Poranek był cięższy, niż się spodziewała, a wytrzymanie ośmiu godzin przy biurku, w nieustannej walce z opadającymi powiekami – jeszcze trudniejsze. Myśl, że po powrocie do domu znów będzie czekał ją ten sam koszmar, stawała się żartem w obliczu problemów, które generował. Już nawet przestawała się przejmować kolegami z pracy, którzy zaczęli jej unikać. W sumie nawet im się nie dziwiła, a widok osób zakrywających czy marszczących nos w jej otoczeniu był dla niej jak kołtun dla chłopa pańszczyźnianego – przynajmniej nikt jej nie męczył zbędnym small-talkiem czy udawanym współczuciem.

Na początku wszystko zdawało się być dla niej bajką. Lekko mroczną, bo to nie była historia o rycerzu na białym koniu ratującym księżniczkę w opałach. Dla młodej wdowy ujrzenie własnego męża w jego gabinecie zaraz po powrocie z pogrzebu był właśnie jak bajka, o której nikt nie chce śnić. lekko odmieniony, ale dalej to był jej własny mąż.

-Ccco.. jak to, to jakiś nieśmieszny żart? - zapytała przecierając zamglone od łez i opuchlizny oczy. Jej mąż długo nie odpowiadał, był blady, a jego wzrok nie miał już tego dawnego uwodzicielskiego blasku.

-Dokończyłem zlecenie, wyślij je proszę za mnie - odpowiedział z mechaniczną bezsilnością...

Minęło sporo czasu, zanim Monika pojęła, co zaczęło dziać się w jej życiu. W jej świecie martwi mężowie nie wstają z grobu, żeby utrzymać rodzinę czy jak w jej przypadku, marnie zarabiającą żonę - A jednak jej się to przytrafiło. Kiedy już emocje opadły, a myśli z powrotem stały się klarowne, zaczęła zastanawiać się do kogo może pójść żeby poszukać odpowiedzi. Nawet przez chwile pomyślała o egzorcyście. Rozsądek jednak odciągał ją od zwierzenia się komukolwiek, nawet rodzinie. Dlatego został jej jedynie „niezawodny” chat GPT. Prócz standardowych formułek, że takie sytuacje nie mają miejsca w rzeczywistości, zalecił zwrócenie się do specjalisty, ponieważ trauma mogła wywołać omamy i przewidzenia. „Ale to żadne przewidzenia, ja nawet z nim... Eh było dziwnie” - pomyślała Monika.

Starała się podejść do sprawy na tyle zdroworozsądkowo na ile mogła. Nawet zaczęła wierzyć, że to wszystko jest wytworem jej chorej od rozpaczy wyobraźni, ale jednego była pewna, z jej dwoma lewymi rękoma do komputerów, a tym bardziej do programowania nie napisałaby żadnej aplikacji. „Prędzej szympans prędzej by to zrobił, a nawet Charon ” – Pomyślała, patrząc na niewinnie merdającego ogonem czworonoga. Zaczęła więc wertować książki, legendy, powieści ludowe. Wytłumaczeń było tyle co kultur na tej Ziemi. Zostało jej tylko jedno, cieszyć się dodatkowymi chwilami z jej „niemężem”.

Początkowo dobre relacje i pomoc, jaką otrzymywała od Stefana, były dla Moniki wybawieniem, ulgą i spokojem. Choć to nie był już ten sam Stefan, znacznie mniej się śmiał i często jego myśli były zupełnie gdzie indziej. Mijały miesiące, a relacje z jej martwym mężem były coraz, o ironio, chłodniejsze.

Zapach w domu zaczął przypominać prosektorium. Masa świeczek, kadzideł czy porozwieszanych wszędzie kolorowych Wunderbaumów jedynie chwilowo maskowały problem. Przestała przyjmować gości. Wymówka nie była trudna - „żałoba przecież nie trwa kilka dni”. Wygląd męża z zaświatów stawał się coraz bardziej odpychający i mroczny. Jego policzki zapadły się, a w miejsce oczodołów pojawiły się czarne wgłębienia. Nawet kazała mu nosić okulary przeciwsłoneczne. Wszystko mogła znieść ale dziury zamiast oczu wywoływały w niej ciarki obrzydzenia za każdym razem, kiedy w nie spojrzała.

Wprost proporcjonalnie do prędkości spłacania hipoteki w jej głowie wzrastał żal do siebie o brak reakcji i próby odesłania Stefana tam gdzie teraz powinien zaznawać świętego spokoju. „Ale kto by nie uległ tak wygodnej sytuacji?” – Zadawała sobie to pytanie, żeby choć trochę zracjonalizować swoją bezczynność. Przecież miała męża tylko dla siebie, co prawda przez 8 godzin doby. Pojawiał się zawsze równo o 21:00 i punkt 5:00 rano po prostu znikał. Każdego dnia od jego pogrzebu bez przerwy pomagał we wszystkim. Prawie żadne obowiązki domowe nie należały już do niej, posprzątane, pozmywane, poprane, śmieci wyrzucone, pies nakarmiony, wyczesany i wybawiony. Jedynie nie pozwala mu gotować. Widok żywego trupa przy garach odbierał jej apetyt. W łóżku też na początku było cudownie, inaczej - ale zaspokajało to jej potrzeby.

Wszystkie te chwile nieuchronnie wymykały jej się przez palce. Nie zastanawiała się nad tym kiedy to się skończy, a ewidentnie ciało Stefana nie chciało zostać w tym świecie. Jego umysł również coraz mniej należał do jej rzeczywistości. Jego zachowanie, stawało się coraz bardziej obce i obojętne. Nawet jak prosiła, żeby odpuścił sobie, choć jeden dzień. Nie słuchał jej, a czasami chyba nawet nie rozumiał.

Wszystko jednak miało swój kres wytrzymałości i zarobione przez Stefana pieniądze przestawały wygrywać wojnę argumentów za i przeciw. Miarka się przelała, kiedy przestał zupełnie jej słuchać. Wykonywał obowiązki domowe, których nie chciała żeby robił. Marnowało się mnóstwo jedzenia, które gotował ze wszystkiego co znalazł w domu, nawet z psiej karmy.

Zaczęła jeść na mieście, Charona oddała pod opiekę swoich rodziców. Bała się, że i jego znajdzie kiedyś pyrkającego na wolnym ogniu. Skończyło się na tym, że mąż zaczął gotować samą wodę i podawać jako zupę. Gdy zaczynało mu się nudzić zaczął odmalowywać ściany w pokoju - suchym pędzlem. W gruncie rzeczy nie był szkodliwy, a tym bardziej agresywny. Musiało się jednak to wszystko skończyć, postanowiła, że weźmie się za siebie i spłaci kredyt sama. „Parę lat ciężkiej pracy jeszcze nikomu nie zaszkodziło” – motywowała się Monika. Choć znała już się na tyle dobrze, żeby wiedzieć, że lekko nie będzie.

Znalazła w internecie ogłoszenie wróżki. Pomyślała, że wróżki same w sobie są lekko odklejone, więc przy nich poczucie wstydu nie będzie aż tak trudne do przełamania. Ogłoszenie było zachęcające i czuła, że wybiera się do profesjonalistki. Zakres usług był szeroki, od wróżenia z fusów po wypędzanie duchów z nawiedzonych domów. Wszystko z czego Monika zawsze szydziła. „Jak to nie pomoże to spróbuję gdzieś indziej, aż do skutku, albo Stefan całkowicie się rozpadnie w mieszkaniu”. Parę dni wcześniej znalazła jego palec w jej ulubionym kubku. Na szczęście zniknął tak samo jak on o 5 rano. Jednak gdy Stefan wrócił, na miejscu serdecznego palca w prawej dłoni, sterczał kikut.

Pomieszczenie do którego weszła Monika było najbardziej stereotypowym domem wróżki, jaki można sobie wyobrazić. Mnóstwo symboli, suszonych ziół, kolorowych paciorków i tkanin zajmujących niemal całą możliwą wolną przestrzeń na meblach, ścianach, a nawet suficie. Ostra woń kadzideł drapała ją w gardło powodując niezręczny kaszel.

-Witam zbłąkaną dusze, w czym mogę ci pomóc? – Z enigmatycznym uśmiechem na twarzy przywitała ją młoda, zadbana kobieta, wystrojona równie stereotypowo, co jej lokum.

-A to pani nie wie? Myślałam, że jest Pani wróżka.

Inteligentne spojrzenie szybko ją zmieszało — Monika poczuła się jak dziecko, które właśnie opowiedziało nikogo niebawiący fekalny żart.

-Przepraszam nie mogłam się powstrzymać. Głupio wyszło. – Wytłumaczyła się wdowa, po czym kontynuowała.

-Przyznam, że i tak czuję, że mi pani nie uwierzy, ale niech mnie pani powącha. Tak pachnie całe moje mieszkanie! - Wróżka, zdziwiona wykonała polecenie, powąchała ubranie klientki i odruchowo odsunęła się parę kroków w tył

-Ukradła je pani nieboszczykowi czy co? – odpowiedziała jednocześnie zszokowana i zaintrygowana.

-Nie.., nieboszczyk odwiedza mnie. Przychodzi do mnie codziennie mój zmarły mąż. Na początku było fajnie, ale on z czasem zaczął się rozkładać. Tak, wiem, pewnie bierze mnie Pani za wariatkę. Ale ja nie zwariowałam. Proszę u mnie przenocować. Mam też nagrania, ale one niewiele dadzą, pewnie pomyśli pani że to SI czy coś… Niech pani u mnie przenocuje, naprawdę, a zobaczy pani! – Monika słysząc siebie, sama zaczęła myśleć o sobie w kategoriach „lekko szurnięta”. Z nikim jeszcze o tym nie rozmawiała i opisanie tej sytuacji na głos wywołało w niej lekką niespodziewaną dezorientacje.

-Zapłacę pani ile pani chce - dodała

-Nie trzeba... nie pani pierwszą to spotkało. Czy będzie trudno się go pozbyć? To już zależy już od pani. Z opowieści mojej świętej pamięci babci wiem, że choć rozwiązanie wydaje się proste, jego realizacja dla wielu kobiet jest trudniejsza niż przepłynięcie Atlantyku wpław – Mówiąc to, wróżka cały czas przeszukiwała ze skupieniem liczne drobne szufladki w antycznym sekretarzyku. Na jej twarzy brakowało zdziwienia, bardziej zszokowana była zapachem ubrań Moniki niż opowiedzianą przez nią historią. Nie tak to sobie wyobrażała. Była tym nawet pozytywnie zaskoczona.

– Czyli wie pani, co to jest?! – wykrzyknęła Monika z entuzjazmem.

-Cóż...Ma Pani w domu strzygonia. Słyszała pewnie Pani o tej legendzie...

-Kojarzę coś o strzydze, ale strzygoń?

-Do babci przychodziły kobiety w podobnej sytuacji, choć nie zwlekały na tyle długo, żeby ich ubrania przesiąkły zapachem rozkładających się mężów. Chyba wolę nie pytać, dlaczego tak późno Pani reaguje...cóż każdy przeżywa żałobę na swój sposób. – Spokojna i pełna wyrozumiałości wróżka wyjaśniała wdowie jej położenie, zerkając na nią znad okularów zsuniętych na czubek lekko garbatego nosa.

-Nie do końca chodziło o żałobę - odburknęła Monika

-Proszę?

-Nic nic...To co musimy zrobić, żeby się go pozbyć? Znaczy, odesłać go w zaświaty, żeby zaznał spokoju - poprawiła się, czując jak wyrachowanie jej słowa zabrzmiały.

-Jak już wspomniałam, to pozornie łatwe, ale musi go pani po prostu przeprosić i szczerze wytłumaczyć, że nie jest już pani potrzebna jego pomoc. Strzygonie obwiniają się w różny sposób. Łączy ich to, że są to materialne zjawy mężów, którzy czują wyrzuty sumienia, że zostawiają swoich bliskich samych sobie. Wina ta musiała być wywołana jakimś wydarzeniem, słowami, czy kłótnią mającą miejsce krótko przed lub po jego śmierci. Jego dusza została obciążona silną energią, która uniemożliwia przedostanie się na drugą stronę. Ich dusze cierpią, nie wiedzą, co się z nimi dzieje, nie postrzegają już świata tak jak żywi. Desperacko szukają rozwiązania, pomagając swoim bliskim na wszelki możliwy sposób, ale to nie jest rozwiązanie. To właśnie przez to pani mąż tutaj utknął i żyje życiem, które nie jest już jego. – Wróżka w końcu wygrzebała z sekretarzyka małe słomiane zawiniątko, i włożyła je delikatnie w dłoń Moniki.

-Proszę to rozpalić w domu przed rozmową z mężem, mieszanka ziół pozwoli oczyścić powietrze z negatywnych emocji i pozwoli się pani wyciszyć. – poleciła jej wróżka, pełna troski i współczucia.

Monika powąchała podarunek, którego zapach był jeszcze bardziej odpychający niż jej męża. Zamaskowała wyraz obrzydzenia na twarzy i podziękowała ze skruchą w głosie.

Wracając rozmyślała nad tym co mogło obciążyć duszę Stefana i bez większych wątpliwości domyśliła się czym zostało to wywołane. Wyrzuty sumienia wracały do niej wielokrotnie — z powodu pierwszej myśli, jaka pojawiła się w jej głowie po telefonie od policjanta. Nie był to żal czy brak nadziei na szczęśliwe życie bez ukochanego, a po prostu „jak ja teraz sama spłacę ten kredyt”. Pozostało jej jedynie go przeprosić, szczerze czuła, że już dawno powinna to zrobić. Wiedziała, że na to zasługiwał.

”Powinien odpoczywać w spokoju, a nie być tutaj i się dosłownie rozpadać.” – pomyślała, a jej oczy zeszkliły się od łez.

W tej samej chwili przyszło powiadomienie z banku: „Dziękujemy za nadpłacenie kredytu. Ilość pozostałych rat do spłaty to 35” – Pomyślała, że może jeszcze trochę poczeka z przeprosinami. „W końcu te parę miesięcy to i tak nic w obliczu wieczności.

Gruba ryba0piorunów

@bojowonastawionaowca

Sprawdzisz, proszę, co się dzieje z tym wpisem? Niby jest widoczny, ale jak się kliknie w niego, to wyskakuje informacja, że go nie ma.

Pokaż więcej komentarzy (7)

Gruba ryba

w Kawiarnia "Za Firewallem"

16piorunów

"to stało się tak nagle, jakby dziełem przypadku"
więc wrzucam następujący temat i rymy:

temat: oznaki wiosny
rymy: górskie - krokusy - szurskie - pokusy

Fenomen7piorunów

Chcesz zwiedzać świat i szlaki górskie

Z samego rana podziwiać krokusy

Mieć o wolnosci teorie szurskie,

Mądrości i sławy chwytając pokusy

Lider6piorunów

Słońce z tropików, powietrze górskie

Sarny wpieprzają świeżutkie krokusy

Szczypawka kole w umysły szurskie

Owca wypina swój zad na pokusy

Pokaż więcej komentarzy (4)

Gruba ryba

w Kawiarnia "Za Firewallem"

11piorunów

Kopiuj, wklej i "więc jedziemy".

Temat: SKLEP BUDOWLANY

(Casto,OBI,Leroy,Grabki&Pułapki itp.)

Rymy:

* Bezrękawnik

* Nożyce

* Trawnik

* Szczyce

Zasady:

Masz podany temat i rymy

Ogarniasz wierszyk w tej tematyce i z tymi rymami.

Oczywiście rymy mają być użyte z zachowaniem podanej kolejności

Szerzysz radość z tworzenia

Piorunujesz jak najęty

Wiersz z największą ilością piorunów do 20:00 wygrywa, a jego autor wrzuca własny temat i rymy

Pamiętasz o tagach i społeczności

Mając na uwadze, że ewentualna krytyka może być - ja stawiam na aplauz.gif i zaakceptowanie.gif

Gruba ryba4piorunów

Noszę wędkarski bezrękawnik

moje dwa palce niczym nożyce

przystrzygę u każdej "trawnik"

swym wąsem zawadiackim się szczyce

Inspirator4piorunów

Urwało mi ręce, noszę bezrękawnik

Nogi mi obcięły parowe nożyce,

Nie muszę już kucać, kiedy sram na trawnik

Choćbym na chu stanął, wzrostem się nie szczycę.

Pokaż więcej komentarzy (8)

GURU

w Kawiarnia "Za Firewallem"

17piorunów

Padło na mnie więc jedziemy.

Temat: RODOS (Rodzinne Ogródki Działkowe Ogrodzone Siatką).

Rymy:

przebyty

wiosenne

odbyty
bezdenne

Zasady:

* Masz podany temat i rymy

* Ogarniasz wierszyk w tej tematyce i z tymi rymami.

* Oczywiście rymy mają być użyte z zachowaniem podanej kolejności

* Szerzysz radość z tworzenia

* Piorunujesz jak najęty

* Wiersz z największą ilością piorunów do 20:00 wygrywa, a jego autor wrzuca własny temat i rymy

* Pamiętasz o tagach i społeczności

Gruba ryba6piorunów

Suchego oceanu przestwór pastwisk został przebyty

łagodnie, częściowo wozem brodząc nim jak łodzią przez pejzaż wiosenny...

Lecz już w lesie gdy piechotą, smagani listowiem, przemykalismy znużeni przed kleszczem słoniąc odbyty

w imieniu kompani spytałem wreszcie - "to ma być k⁎⁎wa spacer? Ty debilu bezdenny!"

Gruba ryba5piorunów

Spacer alejkami przebyty

działeczki kwitnące. wiosenne

rytuał inhalacji pyłkami odbyty
czas na reakcje alergiczne, bezdenne

Pokaż więcej komentarzy (7)

GURU

w Kawiarnia "Za Firewallem"

13piorunów

Temat: niemoc

Rymy: głusza - kres - dusza - łez

Zasady:

* Masz podany temat i rymy

* Ogarniasz wierszyk w tej tematyce i z tymi rymami.

* Oczywiście rymy mają być użyte z zachowaniem podanej kolejności

* Szerzysz radość z tworzenia

* Piorunujesz jak najęty

* Wiersz z największą ilością piorunów do 20:00 wygrywa, a jego autor wrzuca własny temat i rymy

* Pamiętasz o tagach i społeczności

Gruba ryba7piorunów

Wokół ukraińska głusza,

Zaraz przyjdzie życia kres.

Ulatuje z chłopa dusza,

Na mundurze białe "Z".

Inspirator5piorunów

Ta nowa parafia, to jest istna głusza,

Orgii z klerykami chyba nadszedł kres.

Choć od żądzy krwawi moja grzeszna dusza,

A widok bab starych prowadzi do łez. 😢

Pokaż więcej komentarzy (10)

Lider

w Kawiarnia "Za Firewallem"

24piorunów

Witam szanownych Państwa,

niespodziewanie i niepożądanie zostałem zaciągnięty do poetyckiego obrzucania się inwektywami przez pewnego "kolegę". Tak więc chcąc nie chcąc, jestem zobligowany do uszczęśliwienia Was moimi wypocinami.

Kalliope natchnij

Chciałem spokojnie pospamować

A tu bezpardonowo trzeba rymować

Żaden ze mnie wybitny poeta

Raczej podrzędny wierszokleta

Miałem za przyjaciela fana Tolkiena

Ale wyszła z niego literacka hiena

Moja zemsta dopadnie tego łobuza

Ładuję już śrutem swego arkebuza

Moderatora Ofcena tutaj pominę

Dochowując naszego małego sekretu

Obchodząc się z nim bardzo ostrożnie

Zdradzę już że nikomu mocno nie odwinę

A na sam koniec, do kolejnego sonetu

Wskazuję @suseua o wielkiej mosznie




P.S. @Endrevoir, niech Ci twaróg zawsze suchym będzie!

Lider13piorunów

@bori Wskazują mnie do kolejnego sonetu a ja ten tag mam na czarnej xD

Lider10piorunów

@suseu To przez Twoją wielką mosznę xD

Lider10piorunów

@suseu dawaj debiut, nie masz wyjścia. xd

GURU7piorunów

@suseu nie ma wyjścia. Dajesz sonecik. XD

Lider9piorunów

@Dziwen Proszę o wytłumaczenie zasad sonetowych.

Pokaż więcej komentarzy (16)

Fanatyk

w Kawiarnia "Za Firewallem"

14piorunów

Dzień dobry się z Państwem,
Dzisiaj pod rameczką nic nowego nie wisiało, ale za to nie wisiało też nic starego. A to znaczy, mam nadzieję, że ktoś się tymi wytworami poczęstował. Mam też nadzieję, że jak się poczęstował to mu nie zaszkodzi, bo te „dzieła” (zwłaszcza te rodem z naszej Kawiarni) nie zawsze są lekkostrawne. No więc nie zostało mi nic innego jak uzupełnić zapasy świeża porcją poezji. Zapraszam :)

Gruba ryba

w Kawiarnia "Za Firewallem"

15piorunów

Dobry wieczór,

W Kawiarence nawet jak przegrasz, to możesz wygrać.

Wystarczy przywłaszczyć sobie zwycięstwo :grinning:

Albo kogoś zastąpić :smiley:

Temat: Awaryjny zrzut rymów

Rymy: mija - żmija - prędkości - taniości

Zasady:

* Masz podany temat i rymy

* Ogarniasz wierszyk w tej tematyce i z podanymi rymami.

* Oczywiście rymy mają być użyte z zachowaniem podanej kolejnosci

* Szerzysz radość z tworzenia

* Et voilà

Gruba ryba2piorunów

Niech pęd świata cię omija

zwolnij, bądź niczym żmija

wyzbądź się tej prędkości

chodź z buta - po taniości

Gruba ryba4piorunów

@PaczamTylko

Gdy obiekt stoi to się go mija

Albo owiniesz się wokół jak żmija

W zależności od prędkości

Raczej nie da rady po taniosci

Pokaż więcej komentarzy (8)

Fenomen

w Kawiarnia "Za Firewallem"

17piorunów

Człowiek wrócił spokojnie z pracy a tu mąż oświadcza że mnie dopadli. No to dobra, będzie krzywo. Trudno. Chcieli to mata. @George_Stark chyba nie wiedziałeś na co się piszesz.

Tak więc oto ja pierwszy raz w życiu tworzę takie coś i nie uważam żeby to było dzieło godne kawiarenki.

Sonet do herbaciarza

Olaboga! Gwałtu! Ludzie!

Z wolą moją się nie liczą,

I ten sonet będzie w trudzie,

Wygłoszony przed publiką

Ja nie umiem w te sonety

Choć rymuje całkiem wiele

Wzywam męża tu niestety

I się srogo przypierdziele

Miało być ostro więc strzelę z armaty:

Ileż wydajesz na te herbaty?!

O elfach i niziolkach stale coś pieprzysz

W cytaty z friendsów jesteś najlepszy

Ale coś wam powiem, chłop się bardzo stara,

Kocham i mianuje mego @Endrevoir a

Mistrz11piorunów

@Evivalarte tutaj padały wiersze o ruchaniu owiec i o defekacji, więc uwierz mi, nie istnieje coś takiego jak "dzieło niegodne kawiarenki"

Bardzo ładne i prosimy o częściej!

Pokaż więcej komentarzy (18)