Hejto.pl
Dodaj post

Wpisz coś do wyszukania (minimum 2 znaki)

#zen

Fanatyk

w Buddyzm

11piorunów

Wydaje mi się, że tego filmu nie wrzucałem. Może być interesujący dla każdego, kto się przymierza do albo już zaczął (w dowolnym nurcie, niekoniecznie buddyjskim).

https://www.youtube.com/watch?v=zn8iw2AUc3c

GURU0piorunów

Dajesz mi 30 min I ja doprowadze do totalnej kurwicy

Pokaż więcej komentarzy (3)

Fanatyk

w Książki

34piorunów

247 + 1 = 248

Tytuł: The Zen Teaching of Bodhidharma

Kategoria: inne

Wydawnictwo: North Point Press

Format: książka papierowa

Liczba stron: 144

Ocena: 5/10

_(daję ocenę 5, żeby nikt nie mając do czynienia z Zen nie wpadł na czytanie jej, zdecydowanie nie jest to pozycja dla osób, które dopiero chcą poznać lub od niedawna poznają Zen)_

Pozycja zawiera tłumaczenie części nauk Bodhidharmy. Nie da się jej po prostu przeczytać, więc całość, czytana po kawałku, czasem nawet pojedynczymi akapitami, zajęła mi półtora roku.

Mistrz

w Hydepark

46piorunów

208 + 1 = 209

Tytuł: Wprowadzenie do Buddyzmu Zen

Autor: Daisetz Teitaro Suzuki

Kategoria: Religia

Wydawnictwo: Vis-á-Vis/Etiuda

Format: książka papierowa

Liczba stron: 168

Ocena: 7/10

Link do LubimyCzytać:

https://lubimyczytac.pl/ksiazka/57201/wprowadzenie-do-buddyzmu-zen

Do przeczytania tej książki skłonił mnie podkast "Co ćpać po odwyku", który niezmiernie lubię, a konkretnie opowieści jednego ze współprowadzących — Julka Strachoty — o jego doświadczeniach z Zen. Ponadto pamiętam, że @Sweet_acc_pr0sa wspominał, jak lubi filozoficzne książki z tego wydawnictwa i że są one bardzo przystępnie napisane.

Pozycja ta to uosobienie pola "Książka krótka, ale intensywna" z . Jest to mentalna cegła. I nie chodzi mi tu o to, że nie da się przez nią przebrnąć; raczej o to, że treść jest na tyle intensywna, że wielokrotnie trzeba czytać te same zdania, by choć trochę je pojąć.

Zen właśnie takie jest: niepojmowalne ludzkim umysłem, bo nie chodzi o to, by je pojmować. Dla osób, które kierują się w życiu przede wszystkim logiką (w tym dla mnie), zrozumienie Zen nie ma racji bytu, bo nie da się go zrozumieć — nie opiera się na logice. Celem Zen, jeśli dobrze to rozumiem, jest osiągnięcie satori, oświecenia, które polega na przyjęciu nowej perspektywy, by "zrozumieć" świat na nowo. Nie chodzi tu o osiągnięcie stanu pustki, tylko stanu pełni. Jedynie zaginając obecny sposób myślenia, wykręcając mózg za pomocą koanów (nielogicznych dla niewprawionego umysłu, zagadkowych opowieści) można w pewnym momencie osiągnąć satori i w pełni posiąść Zen.

Z książeczki tej wynika też, że Zen nie jest dla każdego. Wymaga wytrwałości w dążeniu, pracy umysłowej, rozważania. Tym trudniejsze jest do osiągnięcia przez człowieka Zachodu, który żyje w świecie logiki i opiera się na starogreckiej dialektyce. Być może z tego powodu nie jest dla mnie, przynajmniej nie teraz, bo nie czuję braku związanego ze sferą duchową, którą Zen mogłoby zapełnić, ale na pewno coś we mnie po tej lekturze zostanie.

A, i książka niezbyt nadaje się do czytania przed snem (jednocześnie usypia i wymaga dużego skupienia, by zrozumieć, co autor ma na myśli). O wiele lepiej czyta się ją w przychodni.

Prywatny licznik (od początku roku): 7/52

Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz

GURU6piorunów

@Wrzoo dalej tak twierdzę xD ze wszystkich przekładów książek filozoficznych te czyta mi sie najlepiej xD

GURU2piorunów

@Wrzoo obczaj sobie kiedys o iluzji wolnej woli schopenchauera, 3 x to czytalem dalej chuja rozumiem xD

Mistrz1piorunów

@Sweet_acc_pr0sa w sumie, Schopenhauer z Gdańska jest... xD

Fanatyk11piorunów

@Wrzoo No ale taguj proszę i :smiley:

Troszkę uzupełnię.

> Celem Zen, jeśli dobrze to rozumiem, jest osiągnięcie satori, oświecenia, które polega na przyjęciu nowej perspektywy

W zasadzie to oświecenie jest efektem ubocznym. Jeśli ktoś dąży do oświecenia to tam nie dotrze, jeśli tam nie dąży, to się tam znajdzie, ale zgubi się na nowo, gdy się zorientuje, że jest na miejscu.

> koanów (nielogicznych dla niewprawionego umysłu, zagadkowych opowieści)

Koany są nielogiczne również dla wprawionego umysłu, bo ich celem jest wysadzenie praktykującego z dualizmu myślenia (dobry-zły, działa-nie działa). Nie mają mieć rozsądnego rozwiązania, które da się opisać słowami i zawrzeć w książce.

Lider1piorunów

@Statyczny_Stefek nie masz gdzieś zapisanego tego jak pisałeś o czym ja czytam książki, a o czym Ty? 😁

Mistrz2piorunów

@Statyczny_Stefek Dziękuję za sprostowanie i wciąż uważam, że moja ocena nie jest godna tych tagów — wciąż nie wiem, o czym mówię. :grinning:

Fanatyk7piorunów

@splash545 Nie wiem, a gdzie to pisałem i kiedy? :grinning:

@Wrzoo i pięknie, pierwszy krok ("nie wiem") już za Tobą.

Lider1piorunów

@Statyczny_Stefek pisałeś coś w stylu:

'Ty czytasz książki rano zrób takie cwiczenie, wieczorem tamto. A ja czytam książki :

-cos tam, coś tam

-siedem klepek w podłodze, odpowiedział i doznał oświecenia'

:stuck_out_tongue_winking_eye:

Pokaż więcej komentarzy (14)

Gruba ryba

w Ciekawostki

124piorunów

Kamienie na lodowych piedestałach :rock::snowflake: Na lodowej tafli pokrywającej powierzchnię jeziora Bajkał można niekiedy zaobserwować nietypowe, rzeźbione przez naturę dzieła sztuki – kamienie spoczywające na delikatnych, lodowych piedestałach otoczonych wgłębieniami. Ze względu na swój unikatowy wygląd są popularnie znane jako „bajkalskie zen” (ang. _Baikal zen_) i nic dziwnego, ponieważ rzeczywiście mogą kojarzyć się z kamieniami w ogrodach zen.

W jaki sposób powstają? Podstawowe znaczenie mają tutaj dwa niejako konkurencyjne procesy. Pierwszy z nich jest powiązany z efektem parasola: leżący na tafli lodu kamień osłania fragment lodu znajdujący się bezpośrednio pod nim, trochę jak miniaturowy parasol. Światło i ciepło słońca powoduje sublimację (odparowywanie) lodu naokoło, jednak w trudno dostępnym, zacienionym zakamarku pod kamieniem sublimacja zachodzi znacznie wolniej lub prawie wcale. Po jakimś czasie tworzy się dzięki temu miniaturowy lodowy piedestał.

Drugi proces zachodzi na późniejszym etapie, już po ukształtowaniu się piedestału, i jest odpowiedzialny za powstawanie wgłębienia poniżej kamienia. Gdy kamień nagrzewa się w promieniach słońca, zmagazynowana w nim energia przyspiesza sublimację lodu w jego najbliższym otoczeniu. Dzięki temu naokoło formuje się miseczkowate wgłębienie w lodowej tafli.

Powstawanie „bajkalskiego zen” jest ściśle powiązane z warunkami pogodowymi: pogoda musi być słoneczna, temperatura musi utrzymywać się przez dłuższy czas poniżej zera, a wilgotność powietrza musi być na tyle niska, by lód zamiast roztapiać się mógł sublimować, czyli przechodzić od razu ze stanu stałego w stan gazowy. Powierzchnia jeziora musi być ponadto pokryta odpowiednio grubą warstwą lodu i jednocześnie musi być wolna od śniegu.

Kamień może pozostawać na swoim cokole nawet przez ponad miesiąc. Po jakimś czasie cokół ostatecznie znika, pokonany przez sublimację, a kamień spada.

Tutaj artykuł opisujący próbę odtworzenia całego procesu w warunkach laboratoryjnych.

:arrow_right: tag serii do obserwowania: #7ciekawostekprzyrodniczych

#ciekawostki #przyroda #natura #zima #lod #pogoda #nauka i trochę #sztuka

Kosmonauta2piorunów

🤩

GURU12piorunów

Zastanawia na tych zdjęciach brak innych kamieni

Gruba ryba11piorunów

@sireplama Taki kamień może wturlać się na zamarzniętą taflę jeziora naturalnie, jeśli gdzieś przy brzegu coś się obsunie, ale odkąd temat stał się popularny, chyba sporo kamieni jest tam umieszczanych celowo przez ludzi 😉 Wystarczy położyć kamień na lodzie i pozwolić naturze działać przez kilka tygodni. Czasem też podobno ludzie rzucają kamieniami w lód, żeby sprawdzić, czy pęknie - w przypadku Bajkału to zwykle nie działa, bo lód jest za gruby i kamień zostaje na lodzie.

GURU7piorunów

@Apaturia skąd Ty bierzesz te lodowe newsy? :smiley:

Pokaż więcej komentarzy (6)

Fanatyk

w Buddyzm

9piorunów

_Napisałaś, że praktyka jest trudna. To tylko twoje myślenie. Zen nie jest trudny. Jeśli mówisz, że jest trudny, oznacza, to, że analizujesz siebie, swoją sytuację, warunki, opinie i dlatego uważasz, że jest trudny. Ale jeśli utrzymasz umysł przed-myśleniem, wówczas Zen nie będzie trudny. Nie będzie też łatwy. Będzie po prostu taki, jaki jest._

_Nie twórz ˇłatwy" i "trudny", po prostu praktykuj._

Mistrz Zen Seung Sahn - Strzepując popiół na Buddę

Fanatyk

w Buddyzm

13piorunów

Krótki (9 min) i przystępnie opracowany wykład, który wskazuje podstawowe różnice między a innymi scieżkami.

https://youtu.be/HC4I6DDLW8M?si=FCXmIeyz5esV8pjf

Fanatyk0piorunów

Co on się tak chwieje? Xd

Fanatyk6piorunów

@TyGrySSek On siedzi prosto, to Ty musisz się napić, żeby Ci się ręce przestały trząść.

Kosmonauta0piorunów

@TyGrySSek siedzi w kucki. Poszukaj na YT, ta polska szkoła buddyzmu ma kilka video o medytacji łącznie z pozycją. W Zen siedzą w kucki, a nie w Lotosie i w efekcie nie mają takiej stabilności. Ale mogę się mylić.

Fanatyk6piorunów

@Legendary_Weaponsmith

Mylisz się xD

W Zen siedzi się w dowolny sposób (lotos, pół- i ćwierć lotos, seiza, siad birmański, ale również na krześle - w przypadku gdy ktoś z dowolnego powodu nie może), pozycja ma być jedynie stabilna.

Mistrz po prostu się rusza gdy mówi, a ja sobie niewinnie trolluję kol. @TyGrySSek

Fanatyk0piorunów

@Statyczny_Stefek ja poważnie pisze. tacy mocno religijni itp maja jakies dziwne tiki tak zauważam

Fanatyk6piorunów

@TyGrySSek nie mam takich spostrzeżeń, ale ciekawy pomysł na pracę doktorską xD

Pokaż więcej komentarzy (7)

Fanatyk

w Rozwój

16piorunów

Krótki wpis-podsumowanie dotyczący

Obrałem go w miarę możliwości ze skojarzeń związanych z i starałem się zostawić samo #mindfulness tak, żeby mogło się to przydać większej ilości osób.

Będzie to trochę o i trochę o #dobrenawyki i też trochę o #rozwojduchowy

Punktem wyjścia było doświadczenie, które zrobiłem sam na sobie: mocno zwiększyłem dzienną ilość czasu poświęconą na medytację. Z 10-30 minut z niewielkimi odchyleniami w górę - do stabilnego ~90 minut dziennie, a często więcej. Dlaczego i po co? Ciekawość badawcza. Wiele moich decyzji życiowych dotyczących zmiany nawyków zaczęło się od "a spróbuję i zobaczę jak to zadziała". W tym wypadku zadziałało, zapraszam.

_Struktura będzie następująca: krótkie, ogólne wprowadzenie, wnioski, a dopiero w kolejnych akapitach przejdę dopiero do tego jak to można ogarnąć czasowo (bo wiem, że samo jednorazowe półtorej godziny to dla wielu osób już ekstremum)._

W ogólności samo mindfulness (tłumaczone, chociaż imho trochę koślawo, jako "uważność") polega - pozwolę sobie na uproszczenie - na byciu "tu i teraz". Wśród jego plusów wymienia się: poprawę koncentracji, uspokojenie, redukcję stresu, rozszerzenie percepcji, radzenie sobie z myślami (również natrętnymi), lepsze radzenie sobie z emocjami i poprawę ogólnego stanu psychicznego (tu ważne zastrzeżenie: sama praktyka medytacyjna nie zastąpi wizyty u terapeuty, ale może pomóc w trakcie i po terapii).

Nasze umysły ciągle sobie pracują, przeliczając i knując niezależnie od naszej woli. Sterują różnego rodzaju chemikaliami, które wpuszczają nam do krwi, włączają różnego rodzaju zwierzęce mechanizmy (z których bardziej znanym jest "walcz lub uciekaj") i ogólnie zachowują się jak małpa w pokoju sterowania, odrywając nasze myśli do rozpatrywania nierealnych scenariuszy zagrożenia lub ryzyka, analizowania przeszłych sytuacji albo np. tworzenia zmyślonych scenariuszy przyszłości. Nie wszystko z tego jest nam potrzebne, nie wszystko jest potrzebne codziennie, za to często przeszkadza albo wręcz przeciwnie, oszukuje nas swoją pomocnością (choćby strzały dopaminy po dobrym skrolowanku Hejto). Uważność pozwala nam m.in. na śledzenie tych procesów: złapanie momentu uciekania w oglądanie "filmu" z sobą samym w roli głównej podczas spaceru, zidentyfikowanie automatycznej reakcji na jakieś bodźce albo uchwycenie uciekania w jakieś myślowe - zbędne - labirynty. Nie jest to łatwe i wymaga cierpliwości, a w kontekście medytacji nie bez powodu używa się określenia "trening medytacyjny", bo liczba podobieństw jest zaskakująco duża: nasze możliwości zmieniają się na plus w miarę kolejnych sesji, regularność zawsze popłaca, a nawet można się "przetrenować", jeśli ktoś za bardzo pójdzie na żywioł.

Jakie zauważyłem u siebie zyski po miesiącu?

1. Lepsze wejście w medytację. Czasem potrzebowałem kilku minut, które poświęcałem na liczenie oddechów, by mieć "kotwicę", która mnie utrzyma pośród wody rwących myśli, dopóki one się nie uspokoją. Teraz praktycznie w każdym momencie z "hehe" do "not hehe" przechodzę dosłownie z sekundy na sekundę.

2. Identyfikacja natrętnych myśli dowolnego rodzaju. Zauważalnie szybciej (a w większości od razu) zauważam, że myśli gdzieś uciekają w bok (często zanim w ogóle uciekną) i mam chwilę na to, żeby każdą myśl obejrzeć i zastanowić się, czy należy jej poświęcić czas.

3. Brak "walki" umysłu, gdy zabieram mu "zabawkę": żadnego "no weź, chodź jeszcze chwilę sobie o tym pomyślimy, to było fajne" albo "nieee, ja chcę jeszcze chwilę, to było satysfakcjonujące, znowu będziemy się nudzić bez sensuuuu".

4. Identyfikacja różnego rodzaju automatycznych reakcji, w większości zanim poirytowanie lub cokolwiek innego wyjdzie na zewnątrz. Zauważam nietypowe zachowanie i analizuję. _Na (uproszczonym) przykładzie poirytowania: czy konkretnie mam jakiś powód do bycia zirytowanym [czymś?] - Nie. Czy wobec tego coś, co się wydarzyło wyzwoliło jakąś automatyczną reakcję utrwaloną przez jakiś nawyk? - Ano nie. No dobrze, czy wobec tego w kupie mięsa, w której mieszkam, dzieją się jakieś chemiczne rzeczy i potrafimy je zidentyfikować? - O, coś się da, pomyślmy. No dobra, mamy wynik: jesteś głodny, zjedz coś i nie marudź._

5. Zmniejszenie czasu poświęcanego na internety. Nigdy nie było tego wyjątkowo dużo (chociaż nie wiem, nie porównywałem sobie długości z nikim), nie mam na telefonie apek społecznościowych, ale tak czy inaczej udało mi się zauważalnie ograniczyć czas, który poświęcałem na mniejsze lub większe "zombie scrolling" albo delikatne FOMO.

6. Więcej zadowolenia z prostych czynności. Użyję daleko idącej analogii "jeśli idę zdobyć dwa szczyty w górach, cieszę się dwa razy, jeśli idę przejść się po górach przez dwa szczyty - dobrze się bawię cały dzień". W codziennym życiu mówimy o prostych rzeczach takich jak chowanie naczyń, pranie, spacer do sklepu - gdzie punkty docelowe "powieszone pranie", "jestem w sklepie" przetykane są nudną "drogą do sukcesu", którą można (przecież) poświęcić na myślenie o "lepszych rzeczach". Nie oznacza to, że szczerzę się z radości jak idiota, bo los skierował mnie do wyrzucenia śmieci, bo to przecież kolejna przygoda życia, ale wyrzucenie śmieci to po prostu wyrzucenie śmieci: rzecz do zrobienia, jest, jaka jest (tutaj trochę rozrabia Zen wskazując, że wartościowanie dobry/zły nadajemy świadomie i nie jest ono zawsze potrzebne).

7. Mniej dni "życiowego idlowania" - takich, które się kończą i w sumie nie wiem co w nich robiłem, ale jestem zmęczony i nagle jest wieczór. Wiąże się to z punktem 6 powyżej: jeśli dzień składa się praktycznie wyłącznie z drobnych, "nieistotnych" czynności, to zauważając je po kolei mam świadomość tego, co się działo i dzień jest "zakończony" pozytywnie, bo wiem, co konkretnie robiłem i że to "coś" nie było nieistotne i pomijalne.

Jak to wszystko pogodzić z zegarkiem i życiem?

Rzadko ktoś ma czas na to, żeby poświęcić na robienie "niczego" półtorej godziny i nie jestem tu wyjątkiem. Na szczęście nie ma obowiązku ogarniania tego w jednym rzucie, nikt tego nie sprawdza. Możemy sobie podzielić to na krótsze sesje w miarę możliwości i dostępnego czasu.

Poniżej przykład tego, jak zrobiłem to ja.

Podstawowe założenia takiej pojedynczej rundy praktyki mam trzy:

1. Określony czas: od-do. Nie ma "będę siedział aż się nasiedzę", tylko zawsze jest to określony z góry czas. Czasem na stoper, czasem pamiętam godzinę startu.

2. Zamiar i zdecydowanie: teraz, konkretnie teraz zaczynam. Nie "o, przypadkiem siedziałem bezmyślnie 20 minut".

3. Przynajmniej 10 minut. Wiem, że niektóre wprowadzenia do medytacji proponują "chociaż trzy minuty" albo "pięć minut dziennie" - i nie ma w tym nic złego - ale dla mnie te 10 minut to taki na tyle długi czas, żeby mieć formalną pewność, że nie zrobię niczego po łebkach.

Mając powyższe na uwadze zejdziemy sobie (ale tylko powierzchownie) do Zen, który wyodrębnia trzy podstawowe rodzaje praktyki: zazen (medytacja siedząca), kinshin (medytacja chodzona) i samu (medytacja poprzez pracę).

O ile dwa pierwsze są w miarę oczywiste, o tyle trzeci - praktyka poprzez pracę - wymaga zastrzeżeń z punktów 1 i 2, żeby nie była po prostu "uważnym" wypełnianiem obowiązków. Tutaj sam dokładam sobie jeszcze jedno obostrzenie: zajęcie musi być proste, powtarzalne, nie pochłaniające myśli i uwagi.

Jak to wygląda czasowo? Różnie. Najwięcej czasu poświęcam na medytację siedzącą i chodzoną (a jestem człowiekiem, który jak może gdzieś podjechać autem, to idzie z buta, bo tak do godziny to nadal "krótki spacer"). Pilnuję za to, żeby codziennie przynajmniej jedną rundę przesiedzieć, bo medytacja siedząca jest filarem, który wymusza pełnego uspokojenia umysłu; chodzona (nawet po sali albo pokoju) poprzez zmienność tego, co mamy przed oczami daje mózgowi jakiś bodziec, który go satysfakcjonuje w swej zmienności i uspokaja. Siedzenie wpatrzonym w podłogę lub - tak jak Bodhidharma - w ścianę, wymusza większe skupienie i czyni praktykę zarówno trudniejszą, jak i bardziej efektywną (i satysfakcjonującą).

Podsumowując: <głosem Walaszka> warto było.

Nie potrzebowałem szukać czasu kosztem innych aktywności (no, poza zyskami z mniejszego używania telefonu/laptopa), wystarczyło po prostu wykorzystać ten czas, który już poświęcam w ciągu dnia na proste zajęcia (lub który spędzam "bezczynnie").

Warto zacząć w ogóle, warto spróbować wydłużyć. Niestety, jest to trening, więc efekty są widoczne po jakimś czasie, ale zyski są zdecydowanie warte "cierpienia".

_W komentarzu załączam (z krótkim omówieniem) film przygotowany przez szkołę Kwan Um, który troszeczkę omawia ten temat. Nie linkuję go tutaj, bo nie chcę, żeby "odstraszał" jako miniaturka._

Fanatyk11piorunów

Linkuję film, który na pierwszy rzut oka jest nie na temat, bo mówi o dwóch aspektach praktyki Zen: samadhi i pradżni. Sądzę, że na potrzeby moich wypocin z posta powyżej można go "ześwieczczyć" i wykorzystać jako omówienie narzędzia, którym jest medytacja.

O ile omówienia z punktu Zen i tak bym się nie podjął, o tyle na uproszczenie mogę sobie pozwolić (zawsze ceniłem sobie swoją ignorancję xD ).

Użyte w filmie terminy (przyda się mieć pod ręką):

- samadhi: stan świadomości i głębokiej koncentracji podczas medytacji

- pradżnia: mądrość, która jest efektem regularnego treningu medytacyjnego.

Wykład wskazuje, jak te dwa byty zależą od siebie i jak potrafią wpłynąć na nasze życie. A także jak poprawny trening medytacyjny i życie poza nim pozostają (lub mogą pozostawać) w równowadze.

_Na koniec cytat (wymieniony w filmie) z mistrza Zen Bojo Chinula, który wskazuje, jak wykorzystać trening medytacyjny w codzienności:_

_N__iespokojny umysł pokonaj samadhi [treningiem-praktyką]_

_Otępiały umysł pokonaj pradżnią [świadomością i mądrością wynikającą z praktyki]_

Czy spokój to jedyna mądrość, jaką proponuje zen?Auf YouTube findest du die angesagtesten Videos und Tracks. Außerdem kannst du eigene Inhalte hochladen und mit Freunden oder gleich der ganzen Welt teilen.YouTube
Pokaż więcej komentarzy (3)

Fanatyk

w Buddyzm

9piorunów

_Wszyscy popełniamy błędy. Bądźmy więc wyrozumiali dla innych tak, jak jesteśmy dla samych siebie._

Mistrz Zen Joeng Hye, wykład z cyklu Kompas Zen.

#buddyzm

Fanatyk4piorunów

@Statyczny_Stefek Swoje błędy potrafię rozpamiętywać przez dekady - nie wiem czy to jest na tyle uniwersalna rada, co mądremu mistrzowi się wydaje :thinking_face:

Fanatyk8piorunów

@eloyard

Error 999108: zepsułeś system, Zen tego nie przewidział.

Pokaż więcej komentarzy (2)

Fanatyk

w Buddyzm

12piorunów

_Ludzkim istotom wydaje się, że są bardzo inteligentnymi zwierzętami, jednak mimo całej tej inteligencji, jeśli przyjrzysz się uważnie temu, co stało się na tym świecie, zobaczysz, że ludzie są tak naprawdę najgłupszymi zwierzętami, ponieważ ludzkie istoty nie rozumieją samych siebie. Pies rozumie, co ma robić pies, a kot rozumie, co ma robić kot. Wszystkie zwierzęta rozumieją, na czym polega ich zadanie i tylko to robią. Jednak my nie rozumiemy naszego właściwego zadania i właściwej drogi na tym świecie, i żyjemy tylko dla siebie._

Mistrz Zen Seung Sahn - Kompas Zen

Fanatyk

w Buddyzm

18piorunów

Pewnie część z nas była już u fizjoterapeuty. Jedną z metod terapii jest technika polegająca na ucisku bolesnego obszaru i utrzymanie bodźca, aż mózg wobec jego nieustępliwości uzna, że jednak ten mięsień należy rozluźnić.

Nie mogę od siebie odrzucić podobieństwa między tym, a uspokajaniem się umysłu podczas medytacji.

Codzienność, różnego rodzaju bodźce, mniejsze lub większe FOMO, obowiązki, zaległości, sprawy z ostatniej chwili, ale i zwykłe przyjemności dnia codziennego powodują, że mózg chętnie przeskakuje z chwili obecnej do listy spraw do zrobienia, do najbliższego relaksującego zadania ("jeszcze tylko pół godzinki i idę obejrzeć odcinek", "jeszcze tylko powiesić pranie, wrzucić rzeczy do zmywarki, wynieść śmieci i od razu pójdę na spacer") albo po prostu błądzi po różnych wydarzeniach z mniej lub bardziej realnej przyszłości albo analizuje przeszłość.

Taki rozpędzony umysł, zostawiony sam sobie, będzie żarłocznie szukał nowych punktów zaczepienia, nowych tematów do analizy, nowych bodźców, nowych "o, to jest fajne"; to błędne koło (Samsary, hehe) nie kończy się nigdy, bo jeśli skończymy jedno "przyjemne", zawsze można skupić się na czymś kolejnym - lub na drodze do niego.

W kontekście medytacji (tej regularnej, codziennej) mówimy o skali mikro: nie ma tu wielu analizowanych bodźców, ale może być myślowy szum: lista zadań na dziś, jutro i za miesiąc, tematy z pracy, wyrzuty sumienia z powodu zaległej książki, obowiązki domowe...

...i w to wszystko wchodzi to przyjemne uczucie, gdy siadamy (lub idziemy) i zapodajemy sobie stały bodziec: "jestem tutaj", "nie myśl", "nie szukaj". Skupienie na oddechu, na krokach, liczenie ich do czterech lub dziesięciu (zawsze zaczynam od tego, żeby mieć jakąś "kotwicę", która usadzi mnie w bezruchu pośród potoku moich myśli) i po chwili mózg, który próbował się wyrwać z pluszu niemyślenia... nagle przestaje i uspokaja się, niczym mętna woda w wiadrze, pozostawiona bez ruchu przez jakiś czas.

Wystarczy cierpliwie poczekać, aż umysł sam odpuści i pozwoli nam istnieć.

_W mętnej wodzie nie ujrzysz swego odbicia, wyraźny obraz da tylko spokojna woda. A gdy woda się uspokoi, odbicie staje się jasne. Gdy umysł się uspokoi, wszystko staje się takie, jakim zawsze było._

#rozkminy #medytacja

Lider5piorunów

@Statyczny_Stefek fajnie napisane i ciekawe porównanie. Przemawia to do mnie. 😉

Fanatyk

w Buddyzm

8piorunów

_Mnich zapytał: „Ten, który jest poza dobrem i złem – czy osiągnął on wyzwolenie?”._

_Chao-chou powiedział: „Nie, nie osiągnął”._

_Mnich zapytał: „Dlaczego nie?”._

_Chao-chou powiedział: „Ponieważ znajduje się wewnątrz dobra i zła”._

Kamienny Most - Nauczanie Mistrza Zen Chao Chou

Fanatyk

w Buddyzm

16piorunów

_Pewnego chłodnego dnia mistrz Tan-hsia wziął drewniany posąg Buddy i spalił go, aby się ogrzać. Kiedy główny mnich świątyni go zganił, Tan-hsia zaczął grzebać w popiołach swoim kijem, mówiąc: „Spaliłem go, aby znaleźć pozostałości świętego” (1)._

_Główny mnich powiedział: „Jak można znaleźć pozostałości świętego po drewnianym Buddzie?”._

_Tan-hsia powiedział: „W takim razie, skoro nie ma tu żadnych relikwi, równie dobrze mogę spalić pozostałe dwa posągi._

Kamienny Most - Nauczanie Mistrza Zen Chao-Chou

(1) Chodzi o sariras, czyli podobne do diamentów klejnoty, które znajdowano w popiołach po kremacjach wielkich mistrzów i świętych.

Fanatyk

w Buddyzm

34piorunów

_Ten, kto nie jest szczęśliwy z odrobiną szczęścia, nie będzie szczęśliwy z jego mnóstwem. (Laozi)_

_Nawet jeśli osiągniesz jakieś szczęście, jak długo jesteś w stanie je utrzymać? (Seung Sahn)_

Pytanie zadanie ostatnio przez @Hoszin: "jak to robicie że jesteście szczęśliwi?" popchnęło mnie do spojrzenia na to pytanie z innej strony, tej, o którą pewnie autor nie pytał. Pozwoliłem sobie napisać szersze opracowanko dotyczące tego, jak widzę to z poziomu mojego mizernego zrozumienia

Według mnie szczęście można osiągnąć tylko wtedy, gdy dotrze do nas, że ono nie istnieje.

Nasze życie polega na nieustannych zmianach. Dziś jesteśmy innymi ludźmi niż byliśmy wczoraj i innymi, niż będziemy jutro. Każdy stan "szczęścia" jest przez to zawsze przejściowy: stan, który dziś jest pożądany, jutro może stać się irytującym. Do tego definiowanie "szczęścia" jako stanu do którego dążymy, definiuje również "nieszczęście" jako stan, którego unikamy. To od razu wpuszcza nas w dualistyczne myślenie i generuje myśli oceniające: "dobrze-źle", "szczęśliwy-nieszczęśliwy". Pułapka tego myślenia polega na tym, że generuje przywiązanie do dążenia albo do utrzymania oczekiwanego, "dobrego" stanu.

Druga szlachetna prawda o cierpieniu mówi: _Cierpienie ma swoją przyczynę, tą przyczyną jest pragnienie_. Dążenie do szczęścia nigdy się nie kończy: jeśli nie można już dążyć do "tego mi jeszcze brakuje", to zawsze pozostaje "oby ten stan się utrzymał". Ta droga nigdy się nie kończy, to koło nie ma końca, a do tego poszukując i dążąc - gubimy to, co najważniejsze "tu i teraz".

"Tu i teraz" to jedyne o czym możemy - w naszej percepcji ograniczonej do czterech wymiarów i kilku zmysłów - powiedzieć, że jest prawdą. Przeszłość już nie istnieje, przyszłość - jeszcze nie istnieje i nie wiadomo czy zaistnieje. Przywiązania, obrazy, nadzieje, które tworzymy w umysłach, odrywają nas od "teraz", wrzucają nas w nurt oczekiwań, analiz, niekończących się "co by było" i "teraz to już na pewno".

Żeby zorientować się jak "teraz" jest, trzeba wysiąść z tego pojazdu, który pędzi w przyszłość na kilka minut-godzin-lat przed chwilą obecną. Przestać myśleć, analizować, katalogować, oceniać. Mistrz Zen Seung Sahn nazywa to umysłem przed-myśleniem. Gdy patrzę na trawę, widzę że jest zielona. Nie myślę o tym, czy mi się podoba, czy nie, czy bym sobie na niej usiadł, czy są w niej kleszcze, czy potrzebuje wody - po prostu: trawa jest zielona, niebo jest niebieskie, jeśli mam chęć usiąść, to siadam.

To jest stan ulotny jak moment zasypiania - gdy zorientujemy się, że zasypiamy, to przestajemy zasypiać. Jest on jednak możliwy do uchwycenia podczas medytacji, gdy wszystko jest sobie samo, życie płynie, zegar tyka, nie ma przywiązań, nie ma "co by było gdyby", nie ma "w razie czego". Jest tylko Teraz.

Sutra Mahaparanirwany (cytowana w "Kompasie Zen") mówi: "_kiedy znika zarówno pojawianie się, jak i znikanie, ten spokój jest błogością_". Ten stan możliwy jest do osiągnięcia po jakimś czasie praktyki, ale - w konsekwencji - również możliwy do utrzymania na co dzień, w ramach praktyki utrzymywania nieporuszonego umysłu.

Czy wobec tego tu się kończy historia? Cyk, medytacja, błogość i hop, żyjemy sobie? Otóż nie: przywiązanie do błogości jest też przywiązaniem, a nie do tego dążymy. Chcemy osiągnąć ten stan i przejść krok dalej: nie chcesz przecież zostać przywiązany do pustki, a funkcjonować w świecie nazwy i formy. Osiągnięcie pustki pozwala wykorzystać ją do powrotu do "tu i teraz", do dalszej pracy nad jednym pytaniem: "kim jestem?". Jeśli nie wiesz nawet kim jesteś, to dlaczego oczekujesz, że wiesz, co da Ci szczęście?

Na koniec cytat z "Kamiennego Mostu":

_Mnich zapytał: "Kim jest mój mistrz?"_

_Chao-chou powiedział: "Chmury unoszą się nad górami, strumienie bezszelestnie wpływają w dolinę."_

_Mnich powiedział: "Nie o to pytałem."_

_Chao chou powiedział: "To natura jest twoim mistrzem. Ty jej tylko nie rozpoznajesz."_

Nie wiem, czy nie zagmatwałem, pewnie tak. Z drugiej strony z Zen jest jak z opisywaniem smaku wody w szklance: mogę opisać jej wszystkie cechy, parametry fizyczne, porównać smak do innych - ale przecież najlepiej jest po prostu podać Ci tę szklankę, zorientujesz się sam(a) gdy się napijesz.

Gdzieś w tym wszystkim jest sens, który trzeba znaleźć samodzielnie - i wtedy będzie jak w pogańskiej Polsce.

#rozkminy

Fenomen4piorunów

@Statyczny_Stefek bardzo ładnie opisane. Zwróciłbym jeszcze tylko uwagę, że przywiązujemy się i pragniemy rzeczy, które są nietrwałe i cierpimy, gdy je stracimy. Warto to też sobie uświadomić, że to też prowadzi do cierpienia.

Pokaż więcej komentarzy (6)

Fanatyk

w Buddyzm

13piorunów

_By znaleźć istotę buddy, musisz ujrzeć swą prawdziwą naturę, bo to ona jest buddą. Budda jest osobą wolną: wolną od planów, wolną od przywiązań. Jeśli nie widzisz swojej natury i poświęcasz czas na szukanie czegoś innego, nigdy nie znajdziesz buddy._ _Tak naprawdę jednak nie istnieje nic, co można znaleźć._

The Zen Teaching of Bodhidharma

Fanatyk7piorunów

Wołam @CzosnkowySmok żebyś nie myślał, że w tym wszystkim trzeba tylko gryźć gałąź. Otóż nie, trzeba również szukać tego, czego nie można znaleźć i znaleźć to, wcale nie szukając. Na tym polega Zen xD

Fanatyk1piorunów

<!-- tiptap -->

@Statyczny_Stefek

> Budda jest osobą wolną: wolną od planów, wolną od przywiązań.

Właśnie byłem tam i jednak to nie to.

A szukam tej swojej natury, lecz ślepy jestem.

Ślepy jestem bo myślałem, że mam inną naturę.

Pokaż więcej komentarzy (5)

Fanatyk

w Buddyzm

14piorunów


Grafika z FB szkoły Zen Kwan Um

Fanatyk4piorunów

<!-- tiptap -->

@splash545 weź Marka i Seneke zawołaj, jakiś Buddy się tu panoszy 😉

GURU3piorunów

@CzosnkowySmok O! Smok czosnkiem ziejący! Siema skurczybyku!

Fanatyk2piorunów

<!-- tiptap -->

@vredo siema siema, gdzie czołg?

@Statyczny_Stefek no no, tylko niech nie łapie się gałęzi bo spadnie xD

@splash545 jak coś to wiesz, myk myk i mu się przyśni zen xD

GURU4piorunów

@CzosnkowySmok Czołg w ruchu ale załoga głodna, @ErwinoRommelo zeżarł wszystkie jabłka. Jeszcze myślimy z @Umypaszka nad karą dla niego ale nie będzie to nic przyjemnego.

GURU4piorunów

@vredo BLAGAM TYLKO NIE MIESIAC OBOWIAZKOWYCH SKARPETEK

GURU4piorunów

@ErwinoRommelo Dobra, co byłby ze mnie za kolega... Powiemy, że jabłka zeżarły szpaki, ostrzelamy jakiś sad dla niepoznaki i w raporcie wszystko będzie się zgadzać :*

Pokaż więcej komentarzy (10)

Fanatyk

w Buddyzm

12piorunów

_Właściwa medytacja oznacza zrozumienie swojej prawdziwej jaźni. Ta droga rozpoczyna się i kończy pytaniem: „Czym jestem?”. To jest bardzo proste nauczanie, i nie ma w nim nic nadzwyczajnego. Kiedy zadasz sobie bardzo głęboko to pytanie, wtedy pojawia się tylko „nie wiem”._ _Całe myślenie zostaje całkowicie odcięte, i powracasz do swojego umysłu przed myśleniem._ _Jeśli osiągniesz to nie-wiem, już osiągnąłeś swoją prawdziwą jaźń, już powróciłeś do swojej pierwotnej natury, która jest umysłem przed powstawaniem myślenia. W ten sposób osiągasz również swoją właściwą drogę i prawdę, a twoje życie funkcjonuje właściwie, wyzwalając wszystkie istoty od cierpienia. Nazywamy to „przebudź się”. Takie jest doświadczenie prawdziwej medytacji._
_Mistrz Zen Seung Sahn, Kompas Zen_

Czym jest prawda?

Czy jest w przyszłości? Skoro przyszłości nie ma, to i nie ma tam prawdy. Nie ma tam (jeszcze) niczego.

Czy w przeszłości? Zapamiętujemy tylko fragment zdarzeń, często wyraźne emocje lub nasze interpretacje. Proste fakty typu "byłem nad jeziorem rok temu" będą prawdziwe, ale im coś bardziej skomplikowane, tym większa szansa, że to, co było, zaginie gdzieś pomiędzy "jestem prawie pewien" a "coś koło tego". To co było miesiąc temu pamiętamy dobrze, zdarzenia sprzed dziesięciu lat to już jak dawno oglądany film.

Więc pewnie teraz, prawda? Tak. I nie. Znane powiedzenie Zen, które bywa przytaczane w wielu miejscach, brzmi "trawa jest zielona, niebo jest niebieskie". Inne: "Gdy jem, to jem. Gdy idę, to idę." Proste rzeczy, o których nie myślimy są prawdą. Gdy jednak dodajemy do tego myśl, interpretację, skojarzenia - tracimy prawdę i pogrążamy się w myśleniu, analizie, interpretacji. Efektem jest nie prawda - ale film na podstawie prawdy. Główne fakty się zgadzają, ale zostaje trochę miejsca na interpretację autora.

_Oświecenie jest jak księżyc odbity w wodzie: księżyc nie staje się mokry, ani woda się nie mąci._
_Mistrz Zen Dogen_

_--_
Mam nadzieję, że ktoś przynajmniej - po analizie powyższych cytatów i mojego marnego omówienia - będzie miał chwilę ciszy w życiu (zapewne w wannie albo pod prysznicem 😉 ).

#108stefkow

Kosmonauta2piorunów

Może ukąszenie świni boli, lecz to rany po leszczynie goją się dłużej.
_Kutang Pan_