Hejto.pl
Dodaj post

Wpisz coś do wyszukania (minimum 2 znaki)

alaMAkotaGURU

Dołączył/a:

  • 1420 wpisów
  • 5137 komentarzy
  • 4 obserwujących

GURU

w Hydepark

13piorunów

Kolejny ciekawy wpis płk Korowaja.

"Matrioszka" to nie tylko rosyjska sieć dezinformacyjna. W analizie ppłk. Korowaja to także nazwa operacji wymierzonej w przejścia graniczne. Mołdawia, Rumunia, Polska – to nie są trzy incydenty, to jedna sekwencja.

Glazomier, czyli etap Operacji Matrioszka. Granica jako cel, a Warszawa jako przedmiot ryzykownej rozgrywki

Premier mówi o udaremnionym zagrożeniu dla przejścia z Ukrainą, ale nie mówi, czego udaremniono. Ja spróbuję. Od Suworowa i GRU Serguna po drony nad Dunajem, tak rosyjski planista czyta polską granicę.

Jak rosyjski planista czyta polski korytarz kolejowy?

Od 20 sierpnia Rosja uderzyła w ukraińskie przejścia graniczne co najmniej 6 razy.

Tabaki 21 sierpnia, Wynohradiwka 25 sierpnia, Orliwka na Dunaju 1 i ponownie 6 września, Starokozacze w nocy na 9 września, gdzie zginęło 2 cywilów. Wszystkie w obwodzie odeskim, wszystkie na granicy z Mołdawią i Rumunią, wszystkie dronami. Równolegle 1 września w Kijowie spłonęła lokomotywownia Kolei Ukraińskich, a wśród zabitych byli kolejarze. To nie są dwa osobne wątki. To jedna kampania, którą warto przeczytać oczami tego, kto ją planuje, a nie tego, kto ją odbiera.

W jednej z moich ulubionych książek, „Nauce zwyciężania” («Наука побеждать»), Suworow otwiera wykład trzema słowami. Glazomier (глазомер), bystrota (быстрота), natisk (натиск).

Glazomier to ocena na oko odległości, terenu i przeciwnika, zanim ruszy się do przodu.

Suworow uczył, że przed natarciem idzie ocena, ile przeciwnik wytrzyma i gdzie stoi. Kampania odeska jest dokładnie tym, pomiarem reakcji NATO przed ruchem na północ. Od 20 sierpnia rosyjski sztab mierzy w obwodzie odeskim, ile wytrzyma NATO, kiedy drony spadają kilkaset metrów od jego granicy.

Pytanie, które zadaje sobie Warszawa, brzmi czy następne będą przejścia z Polską. 10 września przestało ono być pytaniem analityka. Premier Donald Tusk (@donaldtusk) powiedział w Bratysławie, że w nocy dzięki współpracy polskich i ukraińskich służb udało się uniknąć bezpośredniego zagrożenia dla jednego z przejść granicznych z Ukrainą, i sam powiązał to zdarzenie z rosyjskimi uderzeniami w Mołdawii.

Odpowiedź nadal jednak wymaga odłożenia na bok emocji związanych z tym zdarzeniem i wejścia w logikę rosyjskiego myślenia, czyli planowania rosyjskiego sztabu w ramach doktryny „Nowej Wojny”, którą sam określam mianem Wojny Zrównoważonej. Ten sztab od kilku miesięcy rozwiązuje jedno konkretne zadanie, które roboczo nazywam Operacją Matrioszka.

ZADANIE

Rosyjski planista nie atakuje przejść granicznych, bo są symbolem. Atakuje je, bo są wąskimi gardłami.

W artykule w „Wojenno-promyszlennym kurjerze” z lutego 2013 Gierasimow napisał, a moim skromnym zdaniem są to słowa jego zastępcy gen. Kima, że akcent przesuwa się w stronę środków niewojskowych, stosowanych w proporcji 4 do 1 wobec wojskowych. To był początek ujawnienia doktryny „Nowej Wojny”, później omyłkowo nazywanej doktryną Gierasimowa lub wojną hybrydową, choć ta ostatnia jest tylko jedną z 4 jej części.

Praktycznie od początku minionej dekady generałowie ówczesnego GRU, Igor Sergun, a po Krymie także jego zastępca Aleksiej Diumin, budowali zaplecze operacyjne do działań niewojskowych prowadzonych tak, by dobrze prosperujące państwo w ciągu dni mogło stać się areną walki. To zaplecze pracuje dziś na naszej granicy, bo efekt na polskim przejściu osiągnięto bez jednego uderzenia.

Od wiosny rosyjska kampania przeciw kolei przeszła z frontowego zaplecza na całe terytorium Ukrainy. Między grudniem a połową maja jawne źródła odnotowały 127 uderzeń w obiekty Kolei Ukraińskich, a geografia operacji uderzeniowych rozszerzyła się na obwody wołyński, lwowski i rówieński.

Cel został nazwany wprost w rosyjskim obiegu ekspercko-wojskowym i potwierdzony z drugiej strony przez Serhija Beskrestnowa. Chodzi o zniszczenie logistyki łączącej Ukrainę z Europą, zarówno wojskowej, jak i cywilnej.

W tej logice przejście graniczne jest najtańszym punktem w całym łańcuchu. Nie trzeba niszczyć setek kilometrów toru ani całego węzła. Wystarczy spalić budynek odpraw, uszkodzić zasilanie i systemy łączności, a przepustowość spada do zera na 24 do 48 godzin, bo tyle według ukraińskich danych trwało awaryjne przywracanie pracy przejść po sierpniowych i wrześniowych uderzeniach.

Przy kosztach jednego Shaheda to najlepszy stosunek nakładu do efektu, jaki rosyjska armia ma dziś w arsenale.

A masy nie brakuje. W samym sierpniu Rosja wystrzeliła w Ukrainę ponad 2800 dronów o napędzie odrzutowym, a 8 września na Kijów poszły 32 pociski manewrujące i 166 Shahedów. Rosyjski sztab dysponuje nadwyżką środków, którą może przesuwać na cele drugorzędne bez uszczerbku dla głównego wysiłku.

DLACZEGO ZACZĘTO OD MOŁDAWII I RUMUNII

To najważniejsza część analizy MGŁY WOJNY i tu widać, jak Rosjanie nauczyli się kalkulować w nowoczesnym targetingu, jak ktoś, kto liczy koszty polityczne równie starannie jak tonaż ładunku.

Tu przypomina mi się cytat z V księgi Tukidydesa. „Silni robią to, co mogą, a słabi znoszą to, co muszą”. Dlatego Operację Matrioszka zaczęto od Mołdawii, państwa poza sojuszem.

W 416 roku p.n.e. posłowie ateńscy powiedzieli mieszkańcom Melos, wyspy, która nie należała do żadnego sojuszu i chciała pozostać neutralna, że silni robią to, co mogą, a słabi znoszą to, co muszą. Melos odmówiło kapitulacji, zostało oblężone i zniszczone.

Co ciekawe, podobną taktykę zastosował 200 lat później Hannibal, który przez 8 miesięcy oblegał Sagunt, miasto sprzymierzone z Rzymem, i patrzył, czy Rzym przyjdzie. Rzym słał poselstwa. Kiedy Sagunt padł, Hannibal wiedział już, ile naprawdę warta jest rzymska gwarancja, i wiosną 218 roku przekroczył Ebro.

Mołdawia nie jest w NATO. Rumunia jest, ale między Orliwką a Isaccea leży Dunaj, który daje naturalny bufor i pozwala uderzać kilkaset metrów od terytorium Sojuszu bez naruszania jego przestrzeni.

Bukareszt reaguje spokojniej niż Warszawa, nie ma za sobą własnego Przewodowa i nie podrywa myśliwców przy każdym nalocie na sąsiedni obwód.

Tu mój wniosek jest prosty. Rosyjski sztab wybrał odcinek, na którym może przetestować całą sekwencję, od pierwszego uderzenia przez odbudowę po drugie uderzenie w ten sam obiekt kilka dni później, i zmierzyć reakcję państwa NATO przy minimalnym ryzyku.

Wynik tego testu jest dla Moskwy zachęcający.

Orliwka została trafiona dwukrotnie w ciągu tygodnia, a poza komunikatami służb granicznych i ukraińskiego MSZ nie nastąpiło nic, co podniosłoby koszt kolejnego uderzenia. Cytując analityków ISW, z którymi tym razem wyjątkowo się zgadzam, to podwójna strategia izolowania Ukrainy od Europy i wywierania presji na sąsiadów.

Z perspektywy rosyjskiego planisty, w którego zawsze się wcielam, to raczej kalibracja. Sprawdza, jak daleko może przesunąć linię celów na zachód, zanim ktoś po drugiej stronie granicy zrobi coś więcej niż wyda komunikat i sięgnie po artykuł 5.

CO WIDZI ROSYJSKI SZTAB, PATRZĄC NA POLSKĘ

Granica polsko-ukraińska ma 6 kolejowych przejść, od Dorohuska i Hrubieszowa na północy przez Hrebenne i Werchratę po Przemyśl i Krościenko na południu.

Rosyjski planista patrzy jednak nie na punkty graniczne, lecz na to, co jest za nimi. Kluczem jest zmiana szerokości toru. Cały ruch towarowy z Europy musi zostać przeładowany lub przestawiony na wózki w terminalach po ukraińskiej stronie, w Mostyskach, w Jahodynie i węźle kowelskim, w Rawie Ruskiej.

To tam, kilkanaście do kilkudziesięciu kilometrów od granicy, leży realna przepustowość korytarza. Tam też są podstacje trakcyjne, bez których elektryczna kolej staje niezależnie od stanu torów.

Rosja wie to od dawna, bo już w maju 2022 uderzyła rakietami w infrastrukturę kolejową rejonu jaworowskiego 20 kilometrów od granicy, a w marcu 2026 pozbawiła prądu Lwów i Wołyń, trafiając w energetykę zasilającą między innymi kolej. W maju obwód rówieński dostał uderzenie 70 kilometrów od Polski, z ofiarami śmiertelnymi.

Korytarz polski jest więc w rosyjskim targetingu i katalogu celów od dawna. Nowością nie jest cel, lecz metoda.

Kampania odeska pokazuje, że Rosja przestała zadowalać się podstacjami w głębi i zaczęła schodzić do samej linii granicznej, gdzie efekt jest natychmiastowy, a ukraińska obrona przeciwlotnicza najrzadsza i strzela w stronę granicy, co po naszej stronie skończyło się tragedią w Przewodowie.

Przeniesienie tej metody na kierunek polski oznacza uderzenie dronami z osi północnej, znad Wołynia i Polesia, w terminal i stację graniczną w Jahodynie lub Rawie Ruskiej.

Odległość od polskiego terytorium mierzyłaby się w pojedynczych kilometrach. Moskwa rozumie, że to zupełnie inny szczebel eskalacji niż operacje wzdłuż Dunaju.

Polska podrywa lotnictwo przy każdym większym nalocie na zachód Ukrainy, ostatnio 5 września, gdy alertami RCB objęto Lubelszczyznę i Podkarpacie.

Pamięć Przewodowa z listopada 2022 nadal wyznacza w Warszawie próg, którego przekroczenie oznaczałoby wejście do gry NATO jako instytucji, a nie tylko dyplomatów.

To jest koszt, którego dotąd Kreml nie chciał płacić. Moje pytanie analityczne brzmi, czy po udanym teście na Rumunii nadal go tak wycenia.

WARSTWA INFORMACYJNA ZAPALA SIĘ PIERWSZA

W rosyjskiej kulturze planowania uderzenie kinetyczne poprzedza przygotowanie narracyjne, które ma rozmyć odpowiedzialność i przenieść ją na ofiarę.

Ta warstwa już pracuje. Piotr Panasiuk, polski działacz figurujący od grudnia 2023 w bazie Myrotworec, ogłosił na Telegramie, że Dorohusk i Hrebenne powinny się przygotować, bo Rosja atakuje przejścia, przez które płynie broń.

Ten wpis natychmiast podchwyciły prorosyjskie portale w Mołdawii, dopisując do niego tezę, że polski rząd wykonuje polecenia Brukseli i Londynu kosztem życia własnych obywateli.

Nie ma znaczenia, czy Panasiuk wie coś o planach rosyjskiego sztabu. Prawie na pewno nie wie. Znaczenie ma to, że rosyjski ekosystem informacyjny buduje z jego słów gotowe uzasadnienie na wypadek, gdyby uderzenie nastąpiło. To model S.E.D.E.S., o którym nie raz pisałem, czyli selekcja, edycja, dystrybucja, ewaluacja, sekularyzacja.

Schemat jest znany z Przewodowa i z każdego incydentu dronowego nad Polską. Najpierw pojawia się teza, że to Polska sama ściąga na siebie ryzyko, potem teza, że przejście było celem wojskowym, a na końcu teza, że Zachód i tak nie zareaguje.

W ramie operacji kaskadowej, którą stosuję do monitoringu presji poniżej progu wojny, to klasyczny sygnał domeny informacyjnej wyprzedzający domenę kinetyczną. Sam nie przesądza o niczym. Skorelowany z kolejnymi wskaźnikami staje się ostrzeżeniem wyższego rzędu.

ZAPOWIEDŹ, O KTÓREJ MÓWIŁ PREMIER

O takim scenariuszu mówiłem 9 września w rozmowie z Mateuszem Lachowskim (@LachowskiMateus) dla „Gońca” i „Racji Stanu”, nagranej na kilkanaście godzin przed nocnym zdarzeniem i przed wypowiedzią premiera.

Podobną dyskusję prowadziłem z Krzysztofem Wojczalem (@KWojczal) na jego kanale, polemizując o kierunkach rosyjskiej eskalacji i jej warunkach.

Nie piszę tego, by podkreślać trafność moich prognoz, lecz by pokazać, że sekwencja od Dunaju do Bugu była czytelna dla każdego, kto śledził działania rosyjskie i powietrzną kampanię odeską, a więc była czytelna także dla rosyjskiego sztabu, który liczył na to, że Warszawa zareaguje dopiero po fakcie. Stąd, w mojej ocenie, wizyta ministra koordynatora służb specjalnych (@TomaszSiemoniak) w Waszyngtonie, by w reakcji Polski i całego NATO, a szczególnie jego wschodniej flanki, nie doszło do falstartu.

Wypowiedź premiera z 10 września trzeba czytać równie uważnie w tym, co mówi, jak w tym, czego nie mówi.

Premier użył słów o współpracy służb, o zapowiedzi i o gotowości także na sabotaż wewnętrzny. Nie padło słowo o wojsku, nie było komunikatu Dowództwa Operacyjnego (@DowOperSZ), alertu RCB ani podrywanych myśliwców, jak 5 dni wcześniej.

Tej nocy nad polską granicą nic nie leciało, co trzeba by zestrzelić. To zawęża pole interpretacji do dwóch wariantów.

Pierwszy to ukraińskie ostrzeżenie o planowanym uderzeniu w ukraińską stronę konkretnego przejścia, na które zareagowano prewencyjnie po obu stronach linii.

Drugi to wykryty zamiar dywersji na obiekcie granicznym, wykonywanej rękami kogoś rekrutowanego zdalnie, w schemacie znanym z wcześniejszych spraw prowadzonych przez ABW (@ABW_GOV_PL).

Oba warianty mieszczą się w modelu rosyjskiego planowania, który opisałem wyżej, bo przejście graniczne pracuje dla Rosjan jednocześnie w warstwie kinetycznej i w warstwie ukrytej, a wybór narzędzia zależy od tego, które jest w danym tygodniu tańsze lub politycznie bliżej celu.

Do tego dochodzi zdanie o raporcie szefa CIA, który premier określił jako dość precyzyjny i dotyczący możliwych zdarzeń w najbliższych miesiącach. Dwa dni wcześniej minister koordynator służb specjalnych rozmawiał z Johnem Ratcliffem w Langley.

Chciałbym zauważyć, że ta sekwencja jest czytelna także dla Moskwy. Sojusznicy widzą ten sam obraz, który wynika z odczytu kampanii odeskiej, i przekazują go w trybie, który uzasadnia mówienie o tym publicznie na europejskim szczycie.

Trzeba przy tym zachować ostrożność wobec komunikatu o sukcesie naszych i ukraińskich służb, bo jest z natury niesprawdzalny i pada w kontekście sporu o to, kto w Unii komu robi łaskę, co premier sam nazwał wprost.

Nie zmienia to jednak faktu, że sekwencja Mołdawia, Rumunia, Polska została po raz pierwszy wypowiedziana nie przez analityków takich jak ja, lecz przez szefa rządu państwa NATO.

To pierwsza odpowiedź na Operację Matrioszka.

OCENA I WSKAŹNIKI RYZYKA

Rozdzielam tu 3 różne zdarzenia, bo zbijanie ich w jedno prowadzi do fałszywego alarmu albo do fałszywego spokoju.

Uderzenia w kolejową logistykę korytarza polskiego w głębi zachodniej Ukrainy, w węzły, terminale i podstacje, oceniam jako wysoce prawdopodobne w horyzoncie tygodni.

To nie jest prognoza, to kontynuacja trwającej kampanii, która rozszerza geografię o kolejne obwody.

Uderzenie w samą infrastrukturę przejścia przy granicy z Polską, w odległości kilku kilometrów od naszego terytorium, oceniałem jeszcze 9 września jako umiarkowanie prawdopodobne.

Po nocy z 9 na 10 września przesuwam tę ocenę w stronę wysokiego prawdopodobieństwa, a horyzont z miesięcy na tygodnie, z przewagą wariantu dronowego nad rakietowym i z większym ryzykiem dla Jahodyna i Rawy Ruskiej niż dla Mościsk.

Trzecie zdarzenie, czyli upadek środka napadu na terytorium Polski w efekcie takiego uderzenia, pozostaje mało prawdopodobne, ale przy dronach odrzutowych lecących po zachodnich trajektoriach i przy ukraińskiej obronie strzelającej w kierunku granicy nie jest to ryzyko zerowe.

Wskaźniki, które przesunęłyby tę ocenę w górę, są też czytelne.

Pierwszym byłoby przeniesienie kampanii odeskiej z przejść drogowych na kolejowe, bo pokazałoby, że Moskwa testuje na południu dokładnie tę kategorię celu, którą ma na północy.

Drugim byłoby uderzenie w węzeł kowelski lub terminal Mostyska II, czyli zejście z podstacji na obiekty przeładunkowe.

Trzecim pojawienie się w komunikatach Ministerstwa Obrony FR i u głównych milblogerów sformułowań o polskich hubach uzbrojenia jako uzasadnienia bieżących uderzeń.

Czwartym wzrost rozpoznania dronowego nad Wołyniem i Polesiem od strony białoruskiej.

Jeśli 3 z tych 4 wskaźników zapalą się w jednym oknie tygodniowym, przejście kolejowe z Polską przestaje być hipotezą i staje się celem następnej kolejki.

Obecnie to nocne zdarzenie nie mieści się w żadnym z tych 4 wskaźników, bo jest czymś więcej. Jest samym zdarzeniem w formie udaremnionej.

Z mojej perspektywy to nie porażka Rosjan, lecz cenny wynik testu. Dowiedzieli się, że polskie i ukraińskie służby wymieniają się informacją w czasie zbliżonym do rzeczywistego, co podnosi koszt wariantu dywersyjnego, i dowiedzieli się zarazem, że sama groźba wobec polskiego przejścia wystarcza, by premier mówił o tym na europejskim szczycie i wiązał to z raportem CIA.

W logice operacji kaskadowej to efekt osiągnięty bez jednego uderzenia i taniej niż jakikolwiek nalot.

Jak już wspominałem, Rosjanie nauczyli się, że nie muszą uderzać w Dorohusk, żeby osiągnąć swój cel. Wystarczy im, że Warszawa zacznie o tym myśleć, że przewoźnicy podniosą stawki ubezpieczeń, a część ładunków przesunie się na wolniejsze trasy.

10 września ten efekt osiągnęli bez jednego uderzenia, bo o zagrożeniu dla polskiego przejścia mówił szef polskiego rządu. Kampania odeska pokazała, że potrafią zamykać przejścia na 2 doby jednym nalotem i wracać po tygodniu.

Kierunek polski jest dla Rosji kosztowniejszy politycznie, ale logistycznie ważniejszy niż Dunaj. Dlatego Kreml czyta nasze reakcje na alerty RCB, podrywane myśliwce i konferencje prasowe tak samo uważnie, jak my czytamy jego uderzenia w Orliwkę.

Sedno tej mojej MGŁY WOJNY nie polega na tym, że nie wiemy, co Rosja chce zrobić. Polega na tym, że nie wiemy jeszcze, ile jest gotowa za to zapłacić, eskalując na granicy z NATO i czy ta eskalacja nie jest szyta po to, by małym kosztem sprowokować Sojusz do przedwczesnego sięgnięcia po artykuł 5 i wejścia w uszytą przez Rosję rolę agresora.

I to jest pytanie, na które Warszawa powinna dziś szukać odpowiedzi, zanim odpowiedź przyleci sama z Waszyngtonu lub Brukseli.

Pozdrawiam i dziękuję.

Tytan0piorunów

@alaMAkota sorki, że nie przeczytałem całości, ale pomijając chwilowe nazewnictwo i polanie całości chwytliwy filozofią, Ruscy uderzające dostawy broni do Ukrainy. No wow, dopiero to do nich dotarło? Geniusze

Pokaż więcej komentarzy (2)

GURU

w Hydepark

45piorunów

Wołgograd potwierdzony przez samych rusków.

Pokaż więcej komentarzy (5)

GURU

w Hydepark

26piorunów

Filmik o uszkodzonym rosyjskim statku to fałszywka.

Uderzenie jest prawdziwe, ale to konkretne wideo jest fałszywe.

Gruba ryba5piorunów

prosta zasada: ktoś się posiłkuje jednym fejkiem i to wypłynie, to każdy następny będzie można podważać. Standardowa zagrywka do zdyskredytowania źródła

Pokaż więcej komentarzy (6)

GURU

w Hydepark

21piorunów

Blogerzy wojenni zlokalizowali ciekawe rosyjskie uderzenie - ruscy utrzymywali, że przeciwko (rzekomej )pozycji ukraińskiej w Drużkiwce. Okazało się, że cel w rzeczywistości znajduje się w Kostiantynówce.

Kontynuowana obecność zespołów dronowych w mieście jest dalszym potwierdzeniem, że miasto jeszcze nie padło. Siły rosyjskie kontynuują natarcie na zachodniej stronie miasta, przejmując kontrolę nad jego większością (z wyjątkiem części północno-zachodniej), ale mają trudności na wschodniej części.

Dla Ukraińców utrzymywanie pozycji wewnątrz miasta jak najdłużej spowolni ofensywę na Drużkiwkę, która będzie znacznie trudniejsza zimą, a tym samym pozwoli zaoszczędzić kluczowy czas przed kolejną bitwą.

GURU

w Hydepark

42piorunów

Nowe morskie bingo - aktualizacja o wczorajsze trafienie w Admirał Essen.

To już piąte trafienie w ciągu ostatnich ośmiu miesięcy w Essen.

Te statki to w zasadzie platformy startowe w tym momencie - nie muszą być sprawne do pełnej żeglugi.

Ostatnio były zdjęcia z wystrzelenia rakiety kalibr, wyglądało na to, że pochodziła z statku, który był przywiązany do nabrzeża lub bardzo blisko niego. Należy się spodziewać, że to był admirał Essen.

Próbowali bronić VIP-owskich daczy i plażowych kabin w okolicy Soczi, ale osoby, które faktycznie pracują na statkach, są same.

To bardziej siły ochrony prywatnej niż marynarka wojenna, a posiadanie takich rodzajów broni w rękach prywatnej ochrony to zły pomysł, więc musi być to rozwiązane.

GURU5piorunów

Lista trafień w 2026:

09.09.2026 Admiral Essen - fregata klasy Admiral Grigorowicz, pr. 11356

12.08.2026 OS Victor Cherokov - jednostka badawcza pr. 20360

12.08.2026 ????? - okręt patrolowy pr. 22160

12.08.2026 ????? - trałowiec klasy Natya pr. 266.M

12.08.2026 Admiral Marakov - fregata klasy Adm Grigorowicz pr. 11356

03.06.2026 Boikiy (flota bałtycka) - korweta klasy Steregushchyy pr. 202380

23.05.2026 ????? - korweta klasy Bora, pr. 1239

23.05.2026 Admiral Essen - fregata klasy Admiral Grigorowicz pr. 11356

07.05.2026 <Tucha> - korweta klasy Karakurt pr. 22800

03.05.2026 ????? (Flota Bałtycka) - korweta klasy Karakurt pr. 22800

27.04.2026 Yamal - okręt desantowy klasy Ropucha pr. 775

26.04.2026 Ivan Khurs - okręt wywiadowczy klasy Yuri Ivanov pr. 18280

26.04.2026 Nikolay Filchenkov - okręt desantowy klasy Tapir pr. 1171

18.04.2026 Slavutych (zdobyty w 2014) - okręt dowodzenia klasy Gofri pr. 1288.4

18.04.2026 Konstantin Olshansky - okręt desantowy klasy Ropucha pr. 775

18.04.2026 Azow - okręt desantowy klasy Ropucha pr. 775

18.04.2026 Yamal - okręt desantowy klasy Ropucha pr. 775

07.03.2026 ????? - jednostka desantowa klasy BK-16 pr. 02510

02.03.2026 Admiral Essen - fregata klasy Admiral Grigorowicz pr. 11356

02.03.2026 Valentin Pikul - trałowiec klasy Natya pr. 266ME

13.02.2026 ????? - jednostka desantowa klasy BK 02510

GURU11piorunów

Poza służbą (pływają z chórem Aleksandrowa )

1. 24.03.2022 Saratów - okręt desantowy klasy Tapir pr. 1171

2. 16.04.2022 Moskwa - krążownik rakietowy pr. 1164 - największy sukces

3. 02.05.2022-D-310-jednostka desantowa klasy BK-16 pr. 02510

4. 17.06.2022 - Ratownik Wasilij Bech - holownik morski pr. 22870

5. 24.03.2023 Nowoczerkask - okręt desantowy klasy Ropucha pr. 775

6. 13.09.2023 Rostow nad Donem - ulepszony okręt podwodny klasy Kilo pr. 636.3

7. 10.11.2023 D-295 - jednostka desantowa klasy Ondatra pr. 1176

8. 01.02.2024 Ivanovets - korweta klasy Tarantul pr. 1241

9. 14.02.2024 Tsezar Kunikov - okręt desantowy klasy Ropucha pr. 775

10. 05.03.2024 Sergey Kotov - okręty patrolowe pr. 22160

11. 19.05.2024 Tsiklon - korweta klasy Bora pr. 1239

Pokaż więcej komentarzy (3)

GURU

w Hydepark

22piorunów

Obszerna, ale ciekawa analiza od Jana Gościniaka.

Słowiańsk i Kramatorsk- analiza bitwy

Chyba żaden komentator ani analityk wojny rosyjsko-ukraińskiej nie ma dziś większych wątpliwości, że jednym z głównych celów operacyjnych, ale również politycznych Federacji Rosyjskiej pozostaje dokończenie zajęcia Donbasu, w tym opanowanie dwóch ostatnich dużych miast regionu, Słowiańska i Kramatorska. Szczególnie Słowiańsk ma dla Rosjan znaczenie symboliczne. Miasto znajdowało się już bowiem w ich rękach w 2014 roku, choć zostało wówczas stosunkowo szybko utracone. W Moskwie fakt ten do dziś pozostaje jednym z niewygodnych symboli niepełnego powodzenia tamtej operacji.

W niniejszej analizie nie będę jednak rozwodził się nad politycznym znaczeniem ewentualnego zdobycia obu miast. Interesuje mnie przede wszystkim to, jak na poziomie taktycznym i operacyjnym mogłaby wyglądać przyszła bitwa o aglomerację Słowiańska i Kramatorska. Co więcej, można postawić pytanie, czy w rzeczywistości ta bitwa już się nie rozpoczęła, choć nie dostrzegamy jej jeszcze w klasycznym rozumieniu tego słowa. Analiza głównie pisana z perspektywy strony nacierającej, czyli rosyjskiej. Będzie bardzo długo, nieliczni pewnie dotrwają do końca. Ale życzę i tak miłej lektury :smiley:

Sytuacja bieżąca

Słowiańsk i Kramatorsk stanowią dziś punkt odniesienia dla praktycznie wszystkich większych działań prowadzonych w centralnej części Donbasu. Pomimo tego, że rosyjskie dowództwo rozprasza swój wysiłek również na innych odcinkach frontu, w mojej ocenie znaczną część tych działań można postrzegać jako element szerszego procesu przygotowującego warunki do przyszłego uderzenia na aglomerację.

Po stronie rosyjskiej na tym kierunku działa przede wszystkim 3. Armia Ogólnowojskowa, utworzona w 2023 roku. Przez długi czas działania tego związku operacyjnego, mówiąc delikatnie, nie zachwycały. Trudno było doszukiwać się w nich szczególnej finezji czy sprawności operacyjnej. Dobrym przykładem były długotrwałe i niezwykle wyczerpujące walki na północny wschód od Siewierska, w rejonie Biłohoriwki, gdzie ukraińska 81. Brygada skutecznie odpierała kolejne rosyjskie szturmy.

Sytuacja zaczęła się jednak stopniowo zmieniać wraz z napływem kolejnych rosyjskich uzupełnień. Jednocześnie ukraińskie dowództwo wydawało się przez dłuższy czas nie traktować pozycji na wschód od Słowiańska jako absolutnego priorytetu. W efekcie Rosjanie, pomimo ponoszonych strat, zaczęli stopniowo przesuwać linię frontu na zachód. W pewnym momencie doprowadziło to do upadku Siewierska, miasta, którego utrata była przez wielu postrzegana jako wydarzenie mogące otworzyć rosyjskim wojskom drogę znacznie dalej na zachód. Tak się jednak nie stało. Owszem, SZU zaczęły szybciej niż wcześniej oddawać kolejne kilometry terenu, cofając się w głąb własnych pozycji. Nie doszło jednak do oczekiwanego przez Rosjan przełamania operacyjnego. Linia frontu pozostaje stosunkowo stabilna, a SZFR dopiero stają przed znacznie trudniejszym zadaniem, próbą przebicia się przez główny system ukraińskiej obrony znajdujący się już bezpośrednio na przedpolu Słowiańska i Kramatorska.

W momencie, gdy powstaje niniejsza analiza, rosyjskie jednostki znajdują się około 15 kilometrów od rogatek Słowiańska, a walki toczą się między innymi w rejonie Pyskuniwki, Krywiej Łuki, Rai-Oleksandriwki czy Jurkiwki. Oczywiście rosyjscy żołnierze przenikają miejscami dalej w głąb ukraińskiego ugrupowania, jednak infiltracji nie należy automatycznie utożsamiać z trwałym zajęciem terenu. Dopiero utrzymanie zdobytych pozycji i możliwość wprowadzenia tam kolejnych sił pozwalają mówić o rzeczywistym przełamaniu. Na południe od Kramatorska od wielu miesięcy toczą się natomiast ciężkie walki w rejonie Kostiantyniwki. Jej zdobycie ma dla Rosjan znaczenie wykraczające daleko poza samo miasto. Pozwoliłoby bowiem zwiększyć presję na południowe podejścia do Kramatorska i zagrozić ukraińskiej komunikacji w tym rejonie.

Jeszcze dalej na północ znajduje się Łyman. Położony po drugiej stronie Siewierskiego Dońca stanowi kolejny z kluczowych punktów całego układu obronnego. Podobnie jak Kostiantyniwka od południa, Łyman zabezpiecza Słowiańsk i Kramatorsk przed próbą rozwinięcia rosyjskiego natarcia od północy. Bez zabezpieczenia tych dwóch kierunków bezpośredni szturm na tak dużą aglomerację byłby dla Rosjan przedsięwzięciem niezwykle ryzykownym. I właśnie dlatego można odnieść wrażenie, że rosyjskie działania na całym tym odcinku należy postrzegać jako element znacznie większej operacji, której właściwym celem jest nie pojedyncza miejscowość, ale stopniowe przygotowanie warunków do walki o całą aglomerację.

Po stronie ukraińskiej za dotychczasową obronę tego odcinka odpowiadały m.in. 11. i 19. Korpusy Armijne. Pomimo oczywistych potknięć oraz ograniczonych zasobów w dużej mierze wykonywały one swoje zadania defensywne. W ostatnich tygodniach struktura dowodzenia została jednak zreorganizowana, a bezpośrednią odpowiedzialność za obronę Donbasu przejęły dwa inne zgrupowania dowodzone przez generałów Biłeckiego i Prokopenkę, obu będących weteranami Azowa. Czy reorganizacja ta przełoży się na poprawę sytuacji na jednym z najgorętszych odcinków frontu? Na odpowiedź będziemy musieli jeszcze poczekać.

Odcinek centralny

Większość z nas wyobraża sobie początek bitwy jako moment, w którym dwie strony fizycznie spotykają się na określonym obszarze i rozpoczynają bezpośrednią walkę. Tak wyglądały bitwy starożytne, średniowieczne, a w dużej mierze również te z czasów napoleońskich. Dowódcy wybierali dogodne miejsce, koncentrowali tam swoje wojska, a następnie dochodziło do starcia na stosunkowo niewielkiej przestrzeni. W przypadku współczesnej wojny granica ta jest jednak znacznie mniej wyraźna. Trudno wskazać jeden konkretny moment, w którym rozpoczyna się bitwa o dane miasto czy region. I właśnie dlatego uważam, że podobnie należy patrzeć na Słowiańsk i Kramatorsk. Pomimo że w samych miastach nie trwają jeszcze walki miejskie na skalę znaną choćby z Bachmutu czy Czasiw Jaru, można argumentować, że „operacja słowiańsko-kramatorska”, używając roboczego określenia, trwa już od dłuższego czasu. Za jej początek można przyjąć zdobycie przez Rosjan Siewierska pod koniec ubiegłego roku.

Jak pokazuje zamieszczona mapa, główna ukraińska linia obrony przed Słowiańskiem i Kramatorskiem znajduje się stosunkowo blisko samej aglomeracji. Nie jest to jednak pojedyncza, jednolita linia okopów. Tworzy ją cały system pozycji, punktów oporu oraz miejscowości, których znaczenie wynika zarówno z ich położenia, jak i otaczającego terenu. Wśród ważniejszych punktów znajdują się m.in. Drużkiwka na południu oraz Mykołajiwka na północy. Na pierwszy rzut oka można zadać pytanie, dlaczego niektóre z tych miejscowości nie są silniej ufortyfikowane. Odpowiedź częściowo przynosi analiza topografii.

Dobrym przykładem jest Drużkiwka. Jak pokazuje mapa wysokościowa, miasto znajduje się w obniżeniu terenu otoczonym z kilku stron przez wyżej położone obszary. Przez samą miejscowość przebiega również rzeka. Z jednej strony stanowi to potencjalne utrudnienie dla atakującego, z drugiej jednak może komplikować obronę miasta, szczególnie jeżeli przeciwnik uzyska możliwość oddziaływania ogniowego z dominujących nad nim terenów.

Dlatego nie wykluczam, że w przypadku rozpoczęcia walk o Drużkiwkę ukraińskie dowództwo może rozważyć stopniowe opuszczenie części zabudowy i wykorzystanie bardziej dogodnych pozycji znajdujących się poza miastem. W takim wariancie sama Drużkiwka nie musiałaby być broniona za wszelką cenę. Mogłaby natomiast stać się obszarem, w którym rosyjskie jednostki zostałyby zmuszone do rozwinięcia działań w trudnym środowisku miejskim, podczas gdy główny ciężar obrony zostałby przeniesiony na korzystniejsze pozycje. Dla Rosjan oznaczałoby to trudny wybór. Mogliby kontynuować natarcie przez samą zabudowę, skracając w ten sposób dystans do Kramatorska, ale jednocześnie ponosząc znacznie większe koszty. Alternatywą byłaby próba rozwinięcia działań na flankach i w bardziej pofałdowanym terenie, co z kolei wymagałoby czasu i dalszego zużywania sił.

Z rosyjskiego punktu widzenia szybkie opanowanie Drużkiwki byłoby więc niezwykle istotne. Jest ona bowiem jedną z ostatnich większych przeszkód zurbanizowanych stojących na drodze do Kramatorska od południa. Dodatkowo wraz z nadejściem jesieni i pogarszaniem się warunków atmosferycznych każde zdobyte miasto zyskuje dla strony nacierającej dodatkową wartość. Nawet jeżeli w wyniku walk zostanie w znacznym stopniu zniszczone, nadal może zapewnić znacznie lepsze warunki do funkcjonowania wojsk niż otwarty teren.

Znacznie trudniejszym problemem może okazać się natomiast Mykołajiwka. Jej położenie w otoczeniu licznych przeszkód wodnych komplikuje możliwość rozwinięcia rosyjskiego natarcia, a dodatkowo obecność Siewierskiego Dońca ogranicza możliwości manewru od północy. W efekcie również tutaj Rosjanie muszą liczyć się z tym, że teren sam w sobie będzie jednym z najważniejszych sprzymierzeńców ukraińskiej obrony. I właśnie w tym miejscu widać podstawowy problem całej przyszłej operacji. Rosja może być już stosunkowo blisko Słowiańska, ale droga do samego miasta prowadzi przez system przeszkód terenowych i umocnień, którego przełamanie może okazać się znacznie trudniejsze niż dotychczasowe zdobywanie kolejnych kilometrów otwartego terenu.

Dlatego też przyszłej bitwy o Słowiańsk i Kramatorsk nie należy jeszcze mierzyć odległością rosyjskich wojsk od rogatek obu miast. Znacznie ważniejsze jest to, czy Rosjanom uda się rozmontować system obronny znajdujący się przed aglomeracją. Dopiero wtedy będzie można mówić o rzeczywistym otwarciu drogi do najważniejszego celu całej operacji.

Dobropole- zachodni zawias

Aby właściwie zrozumieć szerszy zamysł rosyjskiego dowództwa, według mnie nie można patrzeć na przyszłą bitwę o Słowiańsk i Kramatorsk wyłącznie przez pryzmat bezpośrednich podejść do obu miast. Klucz do zrozumienia potencjalnej operacji może znajdować się znacznie dalej na zachód, w rejonie Dobropola, na północny zachód od Pokrowska. To właśnie tutaj, na pierwszy rzut oka oddalonym od głównego kierunku przyszłej bitwy, może znajdować się jeden z najważniejszych elementów całej rosyjskiej koncepcji operacyjnej.

Jeżeli przyjąć założenie, że rosyjskim celem nie jest jedynie zdobycie kolejnych kilometrów terytorium, lecz rozbicie całego ukraińskiego zgrupowania centralnego Donbasu (w myśl prawideł sztuki wojennej), wówczas kierunek Dobropola nabiera zupełnie innego znaczenia. Nie byłby on wyłącznie kolejnym odcinkiem frontu, lecz potencjalnym zachodnim ramieniem większego manewru, którego zasadniczym celem byłoby stworzenie zagrożenia dla ukraińskiego ugrupowania od strony południowo-zachodniej. W takim przypadku zdobycie Dobropola można postrzegać jako stworzenie rosyjskim siłom punktu wypadowego do dalszej presji na południowo-zachodnie podejścia do Kramatorska i całej aglomeracji. Nie chodzi przy tym o prosty marsz w kierunku miasta. Znacznie ważniejsza byłaby sama możliwość pojawienia się rosyjskiego zagrożenia na tym kierunku. Już samo jego istnienie zmuszałoby ukraińskie dowództwo do utrzymywania znacznych sił na zachodnim skrzydle, zamiast kierowania ich wyłącznie przeciwko rosyjskiej presji od wschodu i południa.

I tutaj zaczyna się właściwy sens tego manewru. Patrząc na mapę, można zauważyć, że ukraińska obrona nie jest skoncentrowana wyłącznie bezpośrednio przed Kramatorskiem. Jej głębsza struktura rozciąga się szerokim łukiem na zachód i południowy zachód. To właśnie ten system, a nie pojedyncze miasto, stanowi rzeczywisty przedmiot przyszłej rosyjskiej operacji. Rosjanie, zamiast próbować frontalnie przełamać najmocniejszy fragment ukraińskiej obrony, mogliby dążyć do stopniowego stworzenia warunków, w których ten fragment przestałby być możliwy do utrzymania. W tym kontekście kierunek Dobropola staje się swego rodzaju zachodnim zawiasem całej operacji. Jeżeli rosyjskie siły zdobyłyby Dobropol, a następnie byłyby w stanie utrzymać presję na południowo-zachodnim kierunku, ukraińskie dowództwo stanęłoby przed niezwykle trudnym dylematem. Do tej pory głównym zagrożeniem dla ugrupowania broniącego Kramatorska byłaby presja od strony wschodniej i południowej. Pojawienie się dodatkowego zagrożenia od zachodu oznaczałoby natomiast, że ukraińskie zgrupowanie musiałoby jednocześnie reagować na nacisk z kilku kierunków.

To właśnie dlatego potencjalny rosyjski manewr można określić mianem „sierpa”. Jego celem nie byłoby koniecznie szybkie zajęcie samego Kramatorska. Znacznie ważniejsze byłoby stworzenie sytuacji, w której rosyjska presja zaczęłaby stopniowo obejmować całe ukraińskie ugrupowanie rozmieszczone wokół aglomeracji. W takim scenariuszu rosyjskie działania od strony Dobropola, Mikołajwiki czy Drużkiwki przestałyby być niezależnymi operacjami. Stałyby się elementami jednego większego mechanizmu. Każdy rosyjski postęp na jednym kierunku zwiększałby presję na drugi. Ukraińcy, chcąc utrzymać spójność obrony, musieliby przesuwać odwody pomiędzy poszczególnymi sektorami, a tym samym coraz bardziej rozciągać swoje siły.

Rosyjski manewr od strony Dobropola mógłby zatem pełnić funkcję nie tyle bezpośredniego kierunku uderzenia na Kramatorsk, ile narzędzia do zwinięcia całego ukraińskiego zgrupowania od zachodu. Jeżeli zagrożenie na tym kierunku stałoby się wystarczająco poważne, ukraińskie dowództwo musiałoby zacząć wycofywać część sił z pozycji znajdujących się dalej na wschodzie, aby uniknąć sytuacji, w której zostaną one odcięte od głównych dróg odwrotu i zaplecza. Wtedy nastąpiłby efekt domina.

Najpierw pojawiłaby się presja na zachodnim skrzydle. Następnie konieczność przesunięcia ukraińskich odwodów. To z kolei osłabiłoby inne odcinki frontu. Rosjanie mogliby wykorzystać tę sytuację do zwiększenia presji na kolejnych kierunkach. W konsekwencji ukraińskie dowództwo mogłoby zostać zmuszone do wycofania się nie dlatego, że Rosjanie dokonali jednego wielkiego przełamania, lecz dlatego, że utrzymanie dotychczasowej linii przestałoby być możliwe jako całość. To właśnie byłby najbardziej niebezpieczny wariant dla Ukrainy. W takim przypadku upadek aglomeracji nie musiałby wyglądać jak klasyczne zdobywanie miasta ulica po ulicy. Mogłoby się okazać, że po miesiącach walk Rosjanie doprowadzają do sytuacji, w której ukraińskie dowództwo podejmuje decyzję o opuszczeniu części pozycji jeszcze przed rozpoczęciem pełnoskalowej bitwy miejskiej. Kramatorsk i Słowiańsk nadal pozostawałyby wówczas pod ukraińską kontrolą, ale ich obrona byłaby pozbawiona wcześniejszej głębi i możliwości skutecznego wzajemnego wsparcia.

Właśnie dlatego Dobropole może być jednym z najważniejszych miejsc do obserwowania w kontekście przyszłej bitwy o Kramatorsk, mimo że na pierwszy rzut oka znajduje się poza bezpośrednim obszarem aglomeracji. Jeżeli rosyjskie dowództwo rzeczywiście będzie próbowało stworzyć szeroki manewr okrążający lub półokrążający, jego zachodnia część może mieć fundamentalne znaczenie dla powodzenia całej operacji. Oczywiście taki scenariusz nie jest przesądzony. Sama zdolność Rosji do osiągnięcia Dobropola nie oznacza jeszcze automatycznie możliwości wykonania dalszego manewru. Im dalej od zaplecza przesuwałyby się działania, tym większe znaczenie miałyby logistyka, tempo uzupełniania strat, zdolność Ukrainy do koncentracji odwodów oraz jej możliwość prowadzenia kontrataków na zagrożonym skrzydle. W dodatku samo stworzenie szerokiego „sierpa” wymagałoby utrzymania spójności rosyjskiego ugrupowania na bardzo szerokim obszarze.

Łymań- północny rygiel

Aby zrozumieć przyszłą bitwę o Słowiańsk, trzeba spojrzeć na Łyman. Miasto stanowi swoisty północny rygiel całego systemu obronnego, a jego utrzymanie ogranicza możliwość rozwinięcia rosyjskiego natarcia od północy. Problemem dla Rosjan pozostaje nie tylko sama ukraińska obrona, ale również teren, przede wszystkim Siewierski Doniec, lasy i liczne przeszkody wodne.

Doświadczenia z 2022 roku pokazują, jak trudny może być ten kierunek. Próby forsowania Siewierskiego Dońca zakończyły się wówczas katastrofalnie, a obecne warunki wojny dronowej sprawiają, że duża koncentracja wojsk i sprzętu w pobliżu przepraw jest jeszcze łatwiejsza do wykrycia. Dlatego powtórzenie frontalnego scenariusza sprzed czterech lat byłoby dla Rosjan niezwykle kosztowne. I tutaj pojawia się najważniejszy wniosek. Rosja nie musi koniecznie zdobywać Łymanu, Kramatorska czy Słowiańska w bezpośrednich, wyniszczających szturmach. Jeżeli udałoby jej się stworzyć zagrożenie z kilku kierunków jednocześnie, ukraińskie dowództwo mogłoby zostać zmuszone do stopniowego wycofywania wojsk z najbardziej wysuniętych pozycji, aby uniknąć ich odcięcia.

Dlatego też przyszła bitwa o Słowiańsk może w rzeczywistości rozstrzygnąć się daleko od jego zabudowy, w walce o Mykołajiwkę, Dobropole, Drużkiwkę i drogi łączące te rejony. Jeśli Rosjanom uda się stworzyć spójny plan współdziałania na różnych odcinkach jednocześnie, mogę zostać zmuszone do wycofania się bez konieczności prowadzenia długotrwałej bitwy miejskiej. Jeśli jednak Ukraina utrzyma Łyman i zachowa możliwość kontratakowania na wydłużone rosyjskie skrzydła, rosyjska ofensywa może ponownie ugrzęznąć na podejściach do Słowiańska.

Podsumowanie

Konkludując powyższą analizę, w mojej ocenie bitwa o Słowiańsk i Kramatorsk prawdopodobnie nie będzie pojedynczym szturmem na miasta, lecz wieloetapową operacją, która już dziś zaczyna nabierać kształtu. O jej wyniku zdecyduje nie tylko sytuacja bezpośrednio pod aglomeracją, ale również los Łymanu na północy, Mykołajiwki, Drużkiwki na południu oraz kierunku Dobropola na zachodzie. Rosjanie będą musieli przełamać lub obejść ten system, natomiast Ukraina będzie dążyła do utrzymania jego spójności i zmuszenia przeciwnika do dalszej, kosztownej wojny pozycyjnej. W efekcie prawdziwa bitwa o Słowiańsk i Kramatorsk może rozstrzygnąć się jeszcze zanim pierwsze rosyjskie oddziały wkroczą do ich zabudowy.

Pokaż więcej komentarzy (2)

GURU

w Hydepark

38piorunów

Trzej nordyccy królowie - Haakon VIII, Carl XVI Gustaf i Frederik X - na pogrzebie Haralda V

Świetne zdjęcie i kontekst.

Królowie ozdobili swoje mundury w hołdzie dla swojego kuzyna.

Wszystko sprowadza się do surowego międzynarodowego protokołu królewskiego i etykiety żałobnej.

Stary protokół nakazuje, aby odwiedzający monarcha wyraźnie prezentował najwyższy order kraju gospodarza, jeśli go posiada. Szwedzki król nosił rycerski łańcuch Norweskiego Królewskiego Orderu Świętego Olafa. Zgodnie z surowym protokołem, gdy zakładasz najważniejszy order kraju w żałobie, często pomijasz lub ograniczasz swoje własne medale, by nie przyćmić symboli kraju gospodarza w czasie ich żalu.

Dlatego nosił tylko norweskie odznaczenia, które otrzymał, i ograniczył wszystko inne zgodnie z etykietą. To nie jest obowiązkowe, to tylko stara norma. Król Szwecji, będąc najstarszy, jest trochę bardziej staromodny.

W przeciwieństwie do króla Karola Gustawa, który nosił mocno uproszczoną gamę odznaczeń, by w pełni skupić uwagę na wydarzeniu państwowym, król Frederik X użył swoich dekoracji, aby podkreślić, że to bliska rodzinna ceremonia pogrzebowa, a nie tylko sztywna misja dyplomatyczna.

Frederik postanowił nosić szereg medali pamiątkowych rodziny królewskiej Szwecji i Norwegii, które otrzymał przez całe życie, jeszcze zanim został królem. Ponieważ skandynawskie domy królewskie są głęboko spokrewnione i to "bliscy kuzyni", te medale specyficzne dla rodziny reprezentują jego przezżyciową osobistą więź z królem Haraldem i norweskim domem królewskim, a także ze szwedzkim domem królewskim w geście "wszyscy jesteśmy rodziną".

Gruba ryba0piorunów

@alaMAkota dajcie spokój, etykiety, ordery, medale, jakieś kurde "surowe protokoły", ja pierdyka, jeszcze jakieś rodu, domy królewskie i niewiadomo co. Lepiej być sobie zwykłym Ziutkiem z zadupia, robić swoje i nie marnować życia na jakieś etykiety xD

Pokaż więcej komentarzy (7)

GURU

w Hydepark

51piorunów

Rosjanie widzą, że coś idzie nie tak. czy szykują się do wyjścia na ulicę ? Nie :smiley:

Planują a) ucieczkę z Rosji lub b) życie poza oczami mobilizacji.

Najpopularniejsze kierunki wyszukiwań to Serbia, Armenia i Gruzja. W lipcu 2026 r. liczba wniosków o paszporty osiągnęła 2,04 mln.

Jednocześnie liczba wyszukiwań hasła „mobilizacja" przekroczyła 3,4 mln, a hasła „relokacja" – 0,8 mln

w I połowie 2026 r. liczba paszportów wydanych dorosłym wzrosła o 15-67% (w zależności od regionu), a dzieciom - o 40-70%

W Kraju Krasnodarskim wzrost o 66,8%, W obwodzie nowosybirskim - o 20%, a na Dalekim Wschodzie – o 17%.

Coraz częściej mężczyźni podlegający poborowi spotykają się z ustną odmową w MSW lub słyszą, by czekać na dodatkową weryfikację i złożyć wniosek ponownie za 6 miesięcy :smiley:

Ci, którzy nie chcą wyjeżdżać, a nie chcą na front, szukają mieszkań na wynajem krótkoterminowy (2-4 tyg.).

Oferty o specyficznych cechach przydatnych w sytuacjach kryzysowych - z agregatami prądotwórczymi, niezależnym ogrzewaniem, zapasami wody rzędu 500 litrów i systemami kanalizacyjnymi niewymagającymi zasilania elektrycznego

Cel: „przeczekanie" fali mobilizacji

- koszt 50-120 tys. rubli

GURU21piorunów

Ubrany w mundur wojskowy Dmitrij Miedwiediew stwierdził, że :

Nie ma potrzeby mobilizacji w Rosji; pogłoski o niej są próbą osłabienia kraju od wewnątrz.

Wiceprzewodniczący Rady Bezpieczeństwa Rosji stwierdził, że pogłoski o jesiennej mobilizacji są „fałszywą prowokacją” ze strony Kijowa.

W wywiadzie dla „Wiedomosti” Miedwiediew odniósł się do zbliżających się wyborów do Dumy i stwierdził, że „wróg próbuje wykorzystać okres wyborczy, aby osłabić kraj od wewnątrz. Aby podzielić społeczeństwo, zdestabilizować sytuację na wszelkie możliwe sposoby. I ostatecznie, aby uniemożliwić nam osiągnięcie celów operacji specjalnej. Aby uniemożliwić nam zwycięstwo. Widzimy po liczbie uporczywych fałszerstw i śmierdzącej dezinformacji, jak aktywnie próbują wykorzystać tę okazję”.

Jako przykład przewodniczący partii Jedna Rosja przytoczył doniesienia prasowe o rzekomej jesiennej mobilizacji planowanej w Rosji. Stwierdził, że nie ma takiej potrzeby.

„Potrzeby rosyjskich sił zbrojnych są w pełni zaspokajane przez żołnierzy kontraktowych i ochotników. To prawdziwi patrioci Rosji. Dlatego nie ma potrzeby mobilizacji” – stwierdził Miedwiediew.

Władimir Putin stwierdził wcześniej , że pogłoski o mobilizacji po wyborach w Rosji to „bzdura, atak informacyjny na Rosję”.

24 sierpnia prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski powiedział, że Rosja może zmobilizować 300 000 żołnierzy w 2026 roku po wyborach parlamentarnych. I pewną liczbę w 2027 roku.

GURU7piorunów

A Zacharowa powiedziała, że ulubioną zabawką Zełenskiego od dzieciństwa była maszynka do mięsa.

Teraz, jak mówi, skonstruował tę maszynkę we własnym kraju i „mieli Ukraińców na miazgę”, żeby móc okresowo sprzedawać ich organy za granicę.

https://streamable.com/0uqg9a

unnamedWatch "unnamed" on Streamable.Streamable
Pokaż więcej komentarzy (13)

GURU

w Hydepark

20piorunów

FSB poinformowała o zatrzymaniu byłego ochroniarza w ambasadzie brytyjskiej w Moskwie. Według agencji wywiadowczej, działał on w imieniu SBU i przekazywał stronie ukraińskiej informacje o brytyjskich dyplomatach w celu „przygotowania i przeprowadzenia aktów sabotażu i terroryzmu”.

„Federalna Służba Bezpieczeństwa Federacji Rosyjskiej, w ramach działań kontrwywiadowczych, ujawniła agenta ukraińskiej Służby Bezpieczeństwa, obywatela Rosji, który był pracownikiem organizacji zapewniającej ochronę brytyjskiej ambasady w Moskwie” – poinformowało w oświadczeniu Centrum Public Relations FSB.

Według FSB zatrzymany gromadził „dane osobowe i fotograficzne” dyplomatów, w tym ich adresy zamieszkania, pojazdy, spotkania i plany podróży, a także informacje o systemie bezpieczeństwa ambasady i wydarzeniach w niej organizowanych.

FSB twierdzi, że Kijów planował wykorzystać te informacje do przeprowadzenia ataków na brytyjskiego ambasadora i innych dyplomatów, a następnie zrzucić winę na Rosję. Celem, jak twierdzi FSB, było „wciągnięcie Wielkiej Brytanii w bezpośredni konflikt zbrojny” z Rosją, zapewnienie dodatkowych dostaw broni dla Ukrainy i zwiększenie presji sankcji na Moskwę.

Według FSB, strażnik działał na polecenie ukraińskiego blogera Dmitrija Karpenki, znanego jako „Apostoł Dmitrij”. FSB twierdzi również, że gromadził on informacje o pracownikach zagranicznych misji dyplomatycznych dla SBU.

Przeciwko zatrzymanemu wszczęto postępowanie karne za „zdradę stanu” (art. 275 rosyjskiego kodeksu karnego). FSB nie ujawniła jego nazwiska ani innych szczegółów sprawy.

Służba bezpieczeństwa stwierdziła również, że władze Ukrainy „są gotowe do aktów sabotażu i terroryzmu nawet wobec swoich strategicznych sojuszników” w imię samoobrony.

FSB wezwała Rosjan do unikania kontaktów z Karpenką i innymi proukraińskimi blogerami, stwierdzając, że „wciągają oni swoich rodaków w zdradę i inne szczególnie poważne przestępstwa, zagrożone karą dożywotniego pozbawienia wolności”.

Także ten tego. Uważajcie.

Fanatyk1piorunów

skoro udało się ruskim przekonać za pomocą fejsbunia, tiktoka i konfederacji część Polaków do tego, że Ukraińcy nas atakują dronami, to znajdzie się i kilku angielskich półgłówków którzy uwierzą że Ukraińcy planują zamach na najwierniejszego od początku wojny sojusznika.

Pokaż więcej komentarzy (2)

GURU

w Hydepark

120piorunów

Potwierdzone! Ukraińskie drony zaatakowały największą fabrykę w Nowym Urengoju.

Był to najdalej idący atak ukraińskich sił zbrojnych w całej wojnie.

Trafiony został Zakład Przetwórstwa Kondensatu w Nowym Urengoju, który produkuje 80% rosyjskiego gazu.

Fire Point poinformował, że drony przeleciały 3300 km i pomyślnie trafiły w cel.

Pokaż więcej komentarzy (15)

GURU

w Hydepark

65piorunów

Gen. Ratko Mladić - kojarzycie? To ten skazany zbrodniarz wojenny, który dpowiadał za ludobójstwo, zbrodnie wojenne i zbrodnie przeciwko ludzkości. Zmarł w więzieniu i został pochowany 7 września na cmentarzu Topčider w Belgradzie, w grobie rodzinnym obok swojej córki Any.

Niby nic. Ale ..wcześniej jego trumna została złożona w kościele św. Łukasza w Vidikovcu, gdzie nabożeństwo żałobne odprawił patriarcha Porfirije z Serbskiego Kościoła Prawosławnego. Po nabożeństwie trumnę nieśli serbscy żołnierze, a kompania honorowa oddała trzy salwy nad grobem. Kondukt przeszedł na cmentarz, a trumna została przykryta flagami Serbii i Republiki Serbskiej. Na ulicach wywieszono serbskie flagi, zdjęcia Mladicia i symbole Republiki Serbskiej.

Pogrzeb nie był ceremonią państwową, ale w ceremonii uczestniczyli urzędnicy państwowi, w tym kilku ministrów, a także syn Vučicia Danilo, ambasador Rosji w Serbii Aleksander Botsan-Charczenko i były prezydent Republiki Serbskiej Milorad Dodik.

Były dowódca armii bośniackich Serbów, generał Ratko Mladić, zmarł 27 sierpnia w wieku 83 lat w Hadze, gdzie odbywał karę dożywotniego pozbawienia wolności.

W 2017 roku Międzynarodowy Trybunał Karny dla byłej Jugosławii uznał go winnym ludobójstwa w Srebrenicy, prześladowań, morderstw, deportacji i innych zbrodni wojennych oraz zbrodni przeciwko ludzkości.

Mladić był jednym z wyższych dowódców sił bośniackich Serbów podczas wojny w Bośni. Został pociągnięty do odpowiedzialności w szczególności za operację w Srebrenicy w 1995 roku, w której zginęło około 8000 bośniackich muzułmanów, oraz za wieloletnie oblężenie Sarajewa.

Fanatyk45piorunów

@alaMAkota Bałkany to jest tygiel nie do ogarnięcia. A to, że tam tęśknią za swoimi "bohaterami" w ogóle mnie nie dziwi. Trochę jak Ruscy tęskniący za Stalinem, tylko na Bałkanach to nie tęsknią tylko stare dziady, ale też młodzi, którzy nie mają prawa tego pamiętać. Pamiętam, że jak kilkanaście lat temu objechaliśmy z żoną Serbię, Bośnię i Hercegowinę, Czarnogórę i Chorwację, to sporo o tym się nasłuchaliśmy. Najmniej trzepnięta pod tym względem jest chyba Chorwacja. Najgorsza Serbia.

GURU10piorunów

@WatluszPierwszy dla mnie jest to o tyle niezwykle, że to są ludzie, którzy pamiętają piekło wojny, zabijania i nienawiści.

Musi kolejne pokolenie wyplenić tą dziwną nostalgię, tak jak u nas musi upaść słodki wspomnień czas PRL

Fanatyk19piorunów

@alaMAkota nie wypleni. Tam wśród młodych ludzi też jest sporo tej nostalgii pomieszanej z jakimiś klimatami "my Serbowie/Bośniacy/ktoś tam jeszcze a reszta ch...je spalić ich".

GURU8piorunów

@WatluszPierwszy Czytałem komentarze Serbów, którzy pisali, że gdyby nie on, to w Bośni Serbowie skończyliby, jak ci Muzułmanie, bo to już się zaczęło dziać. Nie dziwne więc, że wielu będzie pamiętać. Tylko, że chyba zbyt wielu i za bardzo tą niechlubną przeszłość celebrują i drogę do UE chyba sobie właśnie zamknęli, bo np. Chorwaci umieli się odciąć od przeszłości.

Złożoność konfliktu, który tam się odj€bał, wśród ludzi, którzy mówią tym samym językiem, a których dzieli właściwie głównie religia (prawosławni vs. muzułmnie vs. katolicy), to jest coś czego osoba spoza regionu nigdy nie przyswoi. Ja nie potrafię.

Fenomen24piorunów

@alaMAkota Ciężko by miało upaść skoro Chorwaci nadal nie odcięli się od zbrodni popełnianych przez nich podczas II wojny światowej, a Serbowie wypierają wszystkie zbrodnie z lat 90. i do dziś nie potrafią uznać Kosowa za niepodległe państwo. Młode pokolenia wdychają ten nacjonalistyczny smród jak nasi neofaszyści od Brauna, którzy toczą pianę na samą myśl o Ukrainie, "bo Wołyń". Każdy każdego ściąga w dół i blokuje szansę na lepszy los dla sąsiadów i siebie samego.

Fanatyk4piorunów

@Fly_agaric ja mam wrażenie, że Chorwaci to jest inna mentalność. Bardziej otwarci, prozachodni. Serbowie to tacy trochę watażkowie, nie wiadomo kiedy nóż wyciągną. Poza tym tylko w Serbii widziałem młodych ludzi w koszulkach z herbem ZSRR noszonymi całkiem "na serio", nie na zasadzie "śmieszna koszulka z Leninem".

Pokaż więcej komentarzy (15)

GURU

w Hydepark

18piorunów

Emerytowany kapitan indyjskiej marynarki wojennej, Navtej Singh, uchwycił ocean na wysokości ok. 6000 metrów, dosłownie stojąc w otwartych drzwiach samolotu.

Był przytrzymywany jedynie przez uprząż, a jego prędkość lotu sięgała około 300 węzłów (czyli około 550 km/h)

https://streamable.com/gjd3se

Pokaż więcej komentarzy (5)

GURU

w Hydepark

24piorunów

Licznik rosyjskich strat osobowych przekroczył dziś granicę 1,5 mln. Przy założeniu że wskaźnik zabici/ranni wynosi 1 do 2, oznacza to ok. 0,5 mln zabitych i ok. 1,0 mln rannych.

Poniżej cmentarz pod Czeboksarami, Czuwaszja, Rosja,

(56.101038, 47.128480).

Kosmonauta5piorunów

0,5 mln to dopiero 1/280 celu, przy którym ruski przestaną atakować i grozić światu wojną. Trzeba szybko znaleźć sposób na przyspieszenie tego licznika.

Pokaż więcej komentarzy (2)

GURU

w Hydepark

67piorunów

Norwedzy wiedzą jak rozmawiać z ruskimi. Końcem sierpnia w ramach ćwiczeń amerykańskiego naziemnego systemu

Typhoon z pociskami Tomahawk pojawiły się w Trondheim w Norwegii wyrzutnie pocisków manewrujących Tomahawk.

W ich zasięgu znalazły się strategiczne rosyjskie siły jądrowe na Półwyspie Kolskim.

Osobistość2piorunów

Nie znacie się, na pewno chcą Islandię lewarować, żeby ich wpuścili na strategiczne łowiska xD

Koneser2piorunów
Pokaż więcej komentarzy (16)

GURU

w Hydepark

72piorunów

Po 4 miesiącach kontrofensywy pod Łymaniem, ukraiński 3. Korpus Armijny zdołał przeciąć rosyjski występ na północ od Łymania i wyzwolić ponad 200 km²

To jedno z najważniejszych zwycięstw Ukrainy w 2026 roku, które opóźni ofensywę na północny Donbas.

Ten obszar był już przedmiotem walk w maju 2022, wrześniu 2022 i maju 2025, kiedy Rosja zdołała, po dwóch latach bardzo dużych strat, zdobyć niektóre krytyczne ukraińskie pozycje.

Aby wyjaśnić geografię, mamy 4 rzeki.(Mapka nr 2) Dolina rzeki Krasna, od Svatowe do Kreminnej, która pozostała pod rosyjską kontrolą. Dalej na zachód znajduje się rzeka Żerebiec. Przez długi czas Ukraina kontrolowała wiele pozycji kilka kilometrów na wschód od niej, podczas gdy mogła łatwo ostrzeliwać Rosjan z wysokiego terenu za rzeką. Rosja poniosła ogromne straty (pamiętacie wszystkie ataki na Terny…), aby przejąć kontrolę nad wschodnią stroną Żerebca i było bardzo trudno wspiąć się na zachodnią stronę, ponieważ tylko nieliczne tamy, na otwartym terenie, umożliwiają przejście.

Po Żerebcu znajduje się wysokie wzniesienie, które Rosja zdobyła w zeszłym roku i jest to strategiczne miejsce. Dalej na zachód mała rzeka Nitrius, która była następną linią zatrzymania dla Ukrainy i została ledwo przekroczona przez infiltratorów. Ostatnia to rzeki Oskił/Donieć dalej na wschód lub południe, które ledwo można przekroczyć.

Jak to wyglądało ?

22 maja mechanizowany batalion 3. Brygady Szturmowej, wsparty przez co najmniej 2 inne brygady (60. i 66.) z 3. Korpusu Armijnego, przeprowadził dużą mechanizowaną ofensywę z istotnym zakłócaniem rosyjskich dronów.

Szturm rozpoczął się w lasach na wschód od Izium i dotarł do wsi Nowe. Łącznie podczas szturmu trafiono w około 5 ukraińskich pojazdów, głównie przez drony z światłowodem (co pokazuje, że tylko te mogły latać) i wiele z nich wróciło. Tego dnia Ukraińcom udało się okopać w ufortyfikowanej linii drzew na wschód od Nowego i rozpoczęli swój kontratak na Łyman. (Mapka nr 3)

Tydzień później rozpoczęły się operacje oczyszczania wewnątrz Nowego, przy czym Ukraińcy mieli dużą przewagę liczebną dzięki swojemu mechanizowanemu natarciu.

Podczas gdy miało miejsce natarcie na Nowy ze wschodu, Ukraińcy umocnili się w 3 dodatkowych lasach na zachód od Nowego, aby poszerzyć pchnięcie. 1 czerwca Nowy został w większości wyzwolony, podczas gdy ofensywa kontynuowana była dalej na południe.(Mapka nr 4).

Ukraińcy przejęli kontrolę nad strategicznymi liniami drzew i lasami na południe od Nowego, ponad 2 tygodnie po początkowym ataku, oraz przejęli kontrolę nad Katerynivką. Mapka nr 5

Fanatyk9piorunów
To jedno z najważniejszych zwycięstw Ukrainy w 2026 roku, które opóźni ofensywę na północny Donbas.

To jest smutne.

Ehh.

No, ale cieszmy sie chociaz Łymaniem.

Pokaż więcej komentarzy (10)

GURU

w Hydepark

29piorunów

Czy to nie brzmi znajomo?

AfD uzyskała najwyższy wynik w historii partii, jednak nie osiągnęła absolutnej większości.

Partia zawdzięcza swój sukces przede wszystkim popularności charyzmatycznego lidera kampanii w landzie, rozczarowaniu rządami CDU i powszechnemu pragnieniu zmiany.

Pokaż więcej komentarzy (36)

GURU

w Hydepark

31piorunów

Ukrainka ewakuująca się z obrzeży Drużkiówki odmówiła sprzedaży swojej krowy rzeźnikom przed ucieczką, mówiąc: "Ona zaczęła płakać, kiedy przybył kupujący... Po prostu nie mogłam tego zrobić." Ta krowa to wszystko co jej zostało.

Ukraińscy ratownicy ewakuowali panią wraz z krową. Choć nie było łatwo.

https://streamable.com/q26ujo

GURU

w Hydepark

26piorunów

Kurcze, w tej Rosji to umieją tankować.

Nie to co u nas.

Ta pani ma pistolet zabawkę, co czyni całą sytuację jeszcze bardziej śmieszną.

Nie ma sztucznych ust, ale ma sztuczny pistolet :smiley:

GURU16piorunów

Rosyjskie gazety piszą żarty na temat tej sytuacji.

Śmieszne ogłoszenie:

"Chciałbym wymienić moje Kia Rio z 2016 roku, które obecnie stoi w kolejce po paliwo (tylko 10 metrów od dystrybutorów) na Mercedesa lub Lexusa, nie starszego niż 2023, który również czeka w kolejce po paliwo i obecnie jest nie dalej niż 3 km od stacji paliw."

Pokaż więcej komentarzy (3)