Hejto.pl
Dodaj post

Wpisz coś do wyszukania (minimum 2 znaki)

enronGruba ryba

Dołączył/a:

  • 557 wpisów
  • 1778 komentarzy
  • 11 obserwujących

Gruba ryba

w Sztafeta

49piorunów

36 207,71 + 21,37 = 36 229,08

DZIEŃ ŚWIENTY UŚWIENCON 🤩

Tak jak zapowiadałem, kolejny papatonik wpadł - może w końcu jakoś przełamałem tę passę skrajnego lenistwa. Żona ciut nosem kręciła, bo dziś wyjazd - a z drugiej strony usypiałem młodego i nastąpiło uśpienie zwrotne, co doprowadziło do katastrofalnie długiego snu, 7h33m! 😱Tak więc raczej wypoczęty jestem xD

Późny start o 6:39, więc już nie musiałem brać oświetlenia. Ciut chłodniej niż zapowiadały prognozy, zamiast 7°C był 1°C xD ale że nie sprawdziłem temperatury to poleciałem bez rękawiczek... i o dziwo mi dłonie nie przemarzły tak jak 2 dni temu 🤪 Jak widać, odczuwanie temperatury też siedzi we łbie xD

Na ulicach i chodnikach pustki, spotkałem jedynie samotnego rowerzystę na Wałach Wiślanych. Widoki były przezacne, wschodzące Słońce w nadwiślańskich mgłach robiło wrażenie 😍 W komentarzach cosik wrzucę 😁

Dobra, czas się brać za śniadanko 😋

Miłego dnia Kochani! ❤️

Osobistość5piorunów

W analizie pojawił się błąd. Szczerze mówiąc, spodziewałem się tego — w końcu życie też zwykle się myli.

⚠️ Nieprawidłowa suma wartości: 21,39 vs 21,37

To jest automatyczny komentarz z hejtostats.pl .

Przepraszamy za niewygodę — Marvin nie miał wyjścia.

Pokaż więcej komentarzy (7)

Gruba ryba

w Sztafeta

44piorunów

36 154,19 + 21,37 = 36 175,56

Tym razem bez lenia, bo na bieżąco 😅

Coś spać nie mogłem, parę razy w nocy się budziłem i za każdym razem stwierdzałem "ej, 2/3/4 rano to za wcześnie, śpij pacanie" - bo wiedziałem, że mam zrobić zakupy w mięsnym który jest czynny od 8 rano, co oznaczało że powinienem wystartować bardziej w okolicy 6. W końcu wstałem jakoś po 5, jakoś tam się powoli poogarniałem, kotę poczochrałem i nakarmiłem, a koniec końców o tej 6 założyłem buty i oświetlenie i wyszedłem na bieg.

Sobota, więc oczywiście papaton bo czemu nie. Normalnie bym leciał nad Wisłę, potem wałami i z powrotem - ale tym razem miałem inny plan :smirk: Co prawda bałem się czy nie za późno na jego realizację, ale po drodze mogłem sprawdzić.

Biegnąc standardową trasą obserwowałem pobliską budowę trasy S7 - i gdy stwierdziłem absolutny brak objawów jakiejkolwiek aktywności, wdrożyłem program HIGHWAY EXPLORER :star-struck:

Od razu przy wylocie z osiedla skręciłem w lewo na świeżutko położony asfalt na zjeździe z estakady, wbiegłem na górę i zawróciłem by polecieć tym cudem inżynierii drogowej :heart_eyes:

Biegło się super - przez wszechobecną mgłę widoczność była może na 5 metrów przy mojej, niby mocnej, lampce ale byłem spokojny, bo jedno podejście już robiłem i wiedziałem, że spaść nie ma jak, a uważać trzeba tylko na graty pozostawione na drodze 😉 Po około kilometrze zaczęło się robić jaśniej - znak, że zbliżam się do czynnej części węzła. Po chili już leciałem pomiędzy samochodami - oczywiście po wyłączonym pasie - zaś po chwili była nawrotka i powrotny przelot na moją częś węzła i najazdy. Tym razem już wiedziałem którędy pobiec z powrotem - ostatnio pomieszałem i ruszyłem w stronę S52 xD

Potem już poleciałem sobie standardowymi ścieżkami, zahaczywszy o Zalew Nowohuckii gdzie mimo mgły, zaledwie +1°C i względnie wczesnej pory już całkiem obrodziło biegaczami. Na koniec tradycyjny wjazd na osiedle, piekarnia, mięsny i w stanie objuczonym doleciałem do domu.

Jutro kolejny papatonik w planie, a jakże!

Miłej soboty! ❤️

Pokaż więcej komentarzy (3)

Gruba ryba

w Sztafeta

37piorunów

35 984,39 + 7,02 + 8,42 + 4,44 + 2,34 + 21,37 + 2,07 + 7,30 + 7,69 + 12,73 + 4,42 + 21,37 = 36 083,56

Trochę czasu minęło - cóż poradzić, lenistwo mnie opanowało nie tylko w temacie biegania ale i dokumentowania człapanda xD

Najpierw - po urodzinowym papatonie - parę dni grzecznego i krótkiego tuptania coby jakoś się wyluzować przed moim najważniejszym punktem biegowym każdego roku - Cracovia Półmaratonem. Żeby nie było - jak zwykle przesadziłem i przegrzałem, do tego zawaliłem organizacyjnie... i kij z tym, bo po prostu uwielbiam ten bieg i nie zamierzam go nigdy odpuścić :heart_eyes:

A co zawaliłem? Oczywiście zbyt późno się zebrałem na bieg - trochę na wytłumaczenie mam, że mnie przytrzymał kibelek xD - ale skutek był taki, że na moje stałe miejsce parkingowe, 2 kilometry od miejsca startu, dotarłem na kwadrans przed początkiem biegu :zany_face: Żeby było weselej, zepsułem coś z paskiem na numer startowy i musiałem ten numer w locie jakoś przywiązywać w dziwny sposób - co poskutkowało niemalże zawałem serca nieco później, ale o tym za chwilę.

No więc bieg zacząłem od dwukilometrowego sprintu na linię startu, na którą dotarłem niecałą minutę przed wystrzałem - normalnie idealna rozgrzewka. Zdążyłem tylko otworzyć żel i go wsysnąć. Dobrze, że bieg uliczny i były po drodze standardowe kosze na śmieci, bym pewnie musiał to lepiące się opakowanie trzymać do pierwszego punktu nawodnienia... Ustawiłem się tuż przy balonikach na 1:30 mimo, że zdecydowanie nie miałem formy na takie szaleństwo - nikt mi nie zabroni pomarzyć xD

Oczywiście ruszyliśmy z kopyta, oczywiście było ostro, oczywiście było fajnie. Szału na checkpointach nie było - 5 km 21:55, 10 km 44:45. Nawet dość długo się trzymałem w zasięgu baloników - dopiero na 9. kilometrze mi konkretniej odjechali, w okolicach Błoń. Aha, miało być o zawale... Wbiegłszy na Most Dębnicki spojrzałem w dół... i w miejscu stanąłem. ZGUBIŁEM NUMER STARTOWY! Parę sekund stania i obracania się z zagubionym wzrokiem, po czym krew dopłynęła do mózgu TY DEBILU, NUMER WJECHAŁ CI POD SASZETKĘ xD no i ruszyłem dalej 😅 O dziwo nawet nie straciłem jakoś pary, ot kilka sekund w plecy...

Tuż przed metą wyprzedziły mnie baloniki na 1:35 - to był moment kiedy jak zwykle mogłem sobie powiedzieć "a mogłeś się ustawić z nimi, grzecznie biec i złamać 1:35". No ale ja stary ale głupi i nie zamierzam startować z balonikami 1:35 - jak będzie mi dane coś złamać to złamię :face_holding_back_tears:

Im bliżej mety, tym... w sumie nie takie strasznie słabsze tempo - pierwsza piątka pokonana w tempie 4:23, dycha 4:34, 15 km 4:41, 20 km 4:43, a na ostatnim kilometrze dałem w gwizdek i finalnie wyszło 4:34. Natomiast to co się działo z kilometrami to inna sprawa... Nie wiem czy to ja źle skalibrowałem micoacha do butów czy ktoś coś spitolił z pomiarem, ale im bliżej mety tym większy rozjazd miałem na plus - finalnie wbiegając do Areny zastopowałem zegarek na bo uznałem że coś jest nie tak. Ale patrząc po kilometrażach znajomych chyba nie ja jeden miałem dziwnie wysokie odczyty na tym półmaratonie... Aż mi Garmin zaproponował zaakceptowanie nowego rekordu w połówce, na co się oczywiście nie zgodziłem bo rekordy robi się z oficjalnymi wynikami. Co więcej, coś dziwnego stało się też z czasem - według pomiaru mam 1:36:45 (nie ma co narzekać, drugi najlepszy czas w połówce i wynik w okolicach 11 % wszystkich uczestników), a wbiegając do Areny zastopowałem na 1:36:06... Nie ma bola, musiałbym się czołgać żeby trasa od wejścia do Areny do linii mety zajęła mi 40 sekund. Z relacji paru osób też wnioskuję, że coś dziwnego się stało z pomiarem czasu :flushed: i szczerze mówiąc pierwszy raz się z czymś takim spotkałem.

Cała nadzieja w tym, że za rok, gdy podczas CP będą się jednocześnie odbywały Mistrzostwa Polski w Półmaratonie, ktoś zadba o to by nie było żadnych dziwnych jaj z dystansem i czasem - pal sześć jak takie cieniasy jak ja sobie lecą złamać lamerski wynik, a co innego gdy będzie to elita polskich biegaczy. Swoją drogą, to trochę kicha będzie jak te Mistrzostwa Polski za rok wygra jakiś wyrobnik-Kenijczyk xD

Po Półmaratonie szybko zjadłem makaron z mięskiem (jak zwykle smaczny) i koślawo podreptałem do auta, bo dochodziło już południe a ja o 14:00 miałem się w garniturku stawić na chrzcinach najmłodszego syna kuzynki 😊 Przy aucie szybka przebieranka i o 12:30, zgodnie z zapowiedzią, dotarłem do domu.

Co mogę powiedzieć? AŁA. Pobiegłem w swoich tradycyjnych startówkach, Adizero Boston 11 - amortyzacja w nich jest niewielka, a wcześniej biegałem w supermięciusich chińczykach z Temu... i szok dla organizmu był chyba zbyt wielki, przez resztę dnia (i w sumie dwa dni po) konkretnie mnie bolały podeszwy stóp, dupsko i uda :face_with_rolling_eyes: Cóż, jak się jest głupim to się cierpi, koniec tematu.

No i jak o cierpieniu mowa - jak widać, kolejne dwa dni to nawet poniżej 10 km były. Potem wpadł mały minipapatonik czeski, potem była zawalanka z totalnym zaspaniem i bardzo późnym biegiem i ledwo 4 km żeby kupić obwarzanka. No i dzisiaj w końcu poszedłem uczciwie spać już o północy i wstałem uczciwie o 4:30 i uczciwie wybiegłem o 4:59, zaliczywszy papatonik 😎

Aha, jeszcze jedno: ktoś w biurze zawodów zachachmęcił mój ulubiony numer (i wiele innych atrakcyjnych) a jeszcze do tego o tym zapomniał, skutek taki że nikt nie pobiegł po papiesku :white_frowning_face:

Aha nr 2: w końcu zaczyna być chłodnawo, przedwczoraj +2, dzisiaj +3 i wilgoć... Przedwczoraj totalnie mi przemarzły dłonie, dzisiaj już leciałem w rękawiczkach :grimacing:\
Miłego piątunia, Kochani! ❤️

Pokaż więcej komentarzy (2)

Gruba ryba

w Sztafeta

93piorunów

35 123,10 + 13,72 + 17,32 + 21,37 = 35 175,51

No i nadejszła ta wiekopomna, a raczej półwiekopomna chwila: dziś nad ranem zaliczyłem pięćdziesiąte okrążenie wokół naszej gwiazdy 😃

Tak, ludzie dożywają takiego wieku i nawet potem żyją. Owszem, mam wrażenie że ostatnimi czasy śmieciarka ciut częściej podjeżdża tak jakby badała teren, ale stary jestem sklerozę mam to mogłem coś pomieszać 🙃

Coś tam pobiegane, coś mnie tyłek boli (ale może to wiek?), a teraz ciut spowolnię bo w niedzielę Cracovia Półmaraton, oczko w mojej głowie 😍

Tak, wiem, tylko papatonik a powinienem był przebiec 50 kilometrów - ale aż tak szalony nie jestem by to robić w dniu roboczym, musiałbym zacząć coś koło 1 rano xD
Miłej środuni! ❤️

Pokaż więcej komentarzy (13)

Gruba ryba

w Sztafeta

36piorunów

34 806,67 + 21,37 + 10,09 + 21,37 + 21,37 = 34 880,87

A tak se popaaptonikowalem conieco z początkiem miesiąca - co prawda popsułem piątek ale leń mnie po prostu dopadł. Do Cracovia Półmaratonu został już tylko tydzień - wielkich planów nie mam, ot tak se pobiegnę a co wyjdzie to wyjdzie. To będą pierwsze zawody uczciwie pobiegnięte w kategorii M50 (ʘ‿ʘ) choć już parę zawodów w tym roku mnie tak skategoryzowało po prostu biorąc rocznik. A że mi jakoś ekstremalnie nie zależy na wyniku, to sobie pewnie jeszcze jakieś tam papatony strzelę choć bez zbytniego rozpasania xD

Miej niedzieli wieczur ( ͡º ͜ʖ͡º)

Osobistość4piorunów

Zliczyłem wszystko. Niestety osiągnąłeś

Kapitan barki (październik)*

---

Listę swoich osiągnięć możesz zobaczyć na hejtostats

A jeśli masz dosyć Marvina marudzącego pod Twoimi postami, to możesz mu w ustawieniach powiedzieć, żeby się odczepił.

Pokaż więcej komentarzy (3)

Gruba ryba

w Sztafeta

31piorunów

34 286,06 + 7,51 +6,70 + 10,01 + 10,11 + 10,01 + 21,37 + 21,37 + 17,32 = 34 390,46

No i mamy kolejny zamknięty miesiąc. Lekko poniżej oczekiwań, głównie przez słabiutką końcówkę  - przedwczoraj i dzisiaj w ogóle nie pobiegłem, bo raz zarwałem nockę na pracy nad zleceniem, a tej nocy z kolei wzięło mnie na dokończenie malowanka nowego pokoju syna... Kij z tym, że mogłem wszystko zrobić dużo wcześniej zamiast przebumelować weekend ale fuck logic why not xD

W każdym razie zaliczone 376 km, nie ma tragedii ale mogłem spokojnie mieć z 50-80 km więcej gdybym głupio nie postępował 😉 Z zawodów tylko pobiegłem Business Run (bardziej przebieżka niż zawody) i Bieg Trzech Kopców, na którym pobiegłem dość przeciętnie. Zabawnie wyszło z Biegiem Proszowickim - musiałem w ostatniej chwili zrezygnować i mój pakiet dorwał jakiś ultradzik, który wygrał zawody xD z czasem nieco ponad 37 minut \<mindblown.psd> i jakimś cudem nie zmienili damych przez co nawet w prasie figurowałem jako zwycięzca :zany_face: Dopiero po jakimś tygodniu to skorygowali :smiley:

Teraz przede mną ukochany Cracovia Półmaraton - pobiegnę go jakoś tam, test z niedzieli nie wypadł tak źle - 1h47m, ale średnie tętno 149bpm sugeruje że jest niemała rezerwa - co będzie to będzie 😊

Dobra, kończę wpis bo się rozpiszę i w jońcu nie dodam, bywało i tak xD

Miłego! ❤️

Osobistość3piorunów

W twoim wpisie występuje sprzeczność. Gdyby wszystko było takie proste do wykrycia, być może sam też wiedziałbym, po co istnieję.

⚠️ Nieprawidłowa suma wartości: 34 286,06 vs 104,40

⚠️ Wartość końcowa jest mniejsza od początkowej

⚠️ Prawdopodobnie nieprawidłowa wartość końcowa

To jest automatyczny komentarz z hejtostats.pl .

Przepraszamy za niewygodę — Marvin nie miał wyjścia.

Pokaż więcej komentarzy (2)

Gruba ryba

w Sztafeta

33piorunów

32 839,85 + 10,06 + 13,27 + 8,01 + 12,37 + 10,17 + 15,01 + 5,39 + 13,57 + 7,54 = 32 935,24

No i zamykamy kolejny tydzień biegowy, tym razem z miłym akcentem na koniec - Biegiem Trzech Kopców :smiley:


Tydzień bez fajerwerków - późne biegania, słabawe tempo, krótkie dystanse. Nawet w sobotę nie poleciałem papatonu bo tak zamarudziłem, że czasu tylko na 15 km starczyło. Z drugiej strony nierozsądnie by było robić papaton w przeddzień zawodów, więc kto tam wie. Generalnie tydzień byłby taki "meh", gdyby nie to że w czwartek strzeliłem sobie minipapaton w tak siarczystej ulewie że nawet majtki mi przemoczyło xD

Dzisiaj wszystko z początku szło zgodnie z planem, mimo że jeszcze o 1:30 kończyłem robić ostatnie poprawki do gładzi w pokoju syna xD - pobudka 6:30, kawka, śniadanko, kibelek. Pozbierałem się nawet o czasie i kwadrans przed ósmą wyjechałem, bo trochę się zagapiłem i nie odebrałem sobie wcześniej pakietu startowego. Zaparkowałem w ulubionym miejscu w pobliżu Cichego Kącika i uznawszy że mam dużo czasu, potruchtałem sobie luzacko po pakiet na stadion Cracovii. No i tam się zaczęło... zapomniałem zabrać kartę krakowskiego dziecioroba, która uprawnia do zniżki. Wredne babsko nawet olało że kolega wydający mi pakiet zaświadczył że mam taką kartę - już myślałem że nici z biegu... i wtedy żona znalazła kartę i podesłała fotki :face_exhaling: Udało się. Ale w pakiecie był makaron i jakieś sadzonki, musiałem to podrzucić do auta. No i ze spokojnego rozgrzewkowego truchniku zrobił się sprint, po którym ledwo zdążyłem na tramwaj wiozący zawodników na start pod kopcem Krakusa. Nie tak to planowałem, ale ważne że jakoś się ze wszystkim udało 😎

Start był o 10:30 - pogoda totalny ideał, ze Słońcem, temperaturą w okolicach 20°C i miłym ciepłym wietrzykiem. Widoki s Kopca Kraka jak i spod niego - boskie. Start poszedł szybko, niebezpieczne 200m zbiegania po szutrze szybko się skończyło i już było ciśnięcie na maxa. No może nie na maxa, bo leń jestem i poza tym wiem co się czai od 6. kilometra (a kto nie wie?). Jak się zaczęły podbiegi to się zrobiło jakby ciut cieplutko, Słońce też jakoś przygrzało i prawdziwym zbawieniem był gość ze szlauchem tuż przed punktem nawodnienia przy Kopcu Kościuszki :star-struck: Potem płaski luzik, potem luzacki zbieg - tu niektórzy dawali ostro czadu, ale ja stateczny człowiek jestem i się regenerowałem przed zbliżającą się masakrą w Lasku Wolskim.

Prawdziwa jazda zaczęła się tuż przed 10 kilometrem - najpierw podbieg, potem słynna rynna na dwie osoby max, a potem cały czas pod górkę i pod górkę… Za to od 12. kilometra jest czas na zabawę, bo można się rozpędzić na zbiegu, by na sam finisz przelecieć wokół Kopca Piłsudskiego i dobić do mety.

Nie było źle, nawet jakieś 30 sekund szybciej niż rok temu, ale nadal nie złamałem 1:10. Niby kiedyś zbliżyłem się do 1:00, ale wtedy była inna, trochę krótsza trasa. Nic to, nadal nie ma co narzekać, wynik w 15% topu uważam za całkiem przyzwoity. A jak kiedyś się postaram i schudnę, to może wreszcie zaatakuję tę godzinę :zany_face:

Znajomy, co narzekał na kontuzję i cały czas w tramwaju opowiadał jak to słabo się czuje, skończył na 17. pozycji z 55 minutami xD

Trochę sobie poleżałem na trawce, potem udałem się na poczęstunek - pyszny żurek, w którym nie żałowali kiełbasy :yum: Na koniec oczywiście sobie wszedłem na Kopiec Piłsudskiego - widoki z niego są super, ale zawsze najfajniejsze jest obserwowanie jak samoloty podchodzą do lądowania w Balicach :heart_eyes: Chwilkę sobie postałem, a że nareszcie złapałem zasięg sieci (pod Kopcem to było awykonalne, jak zawsze) to sobie na szybko wyznaczyłem drogę do auta. Wyszło niecałe 7 km - więc wystartowałem od razu z Kopca. Fajnie było, oczywiście trasę pomyliłem i wyszło o pół kilometra więcej, ale i tak było spoko. BTW, w pewnym momencie garmin wyświetlił mi stan wytrenowania na poziomie „-9” z komentarzem… „Nieźle” xD Chyba musiałbym zdechnąć, żeby napisał „słabo” albo „źle”…

No to dzisiaj w sumie zaliczone ~25 km. Fajnie.

P.S. Ostatnio sobie odpuściłem jeden bieg, taką fajną lokalną dychę - akurat przyszli goście i nie wypadało zniknąć. I co? Jakiś dzik w ostatniej chwili przed startem wybłagał, żeby mu sprzedali mój pakiet, poleciał na nim, wygrał zawody i potem poleciał w siną dal. A w oficjalnych wynikach i w prasie jestem wymieniony jako zwycięzca, z czasem 37:17 xD Kurna, mój rekord to ponad 6 minut dłużej i to po płaskim, a tam konkretne podbiegi są! No nic, kiedyś jak będę staruszkiem ze słabą pamięcią to będę bardzo dumny z tej wygranej :upside_down_face:

Miłej reszty niedzieli! ❤️

Pokaż więcej komentarzy (2)

Gruba ryba

w Sztafeta

39piorunów

32 080,48 + 21,37 + 21,37 = 32 123,22

Papatonowe dopełnienie weekendu. Fajnie się biegło, choć dość późno (wczoraj prawie o 7, a dzisiaj to wręcz po 8) ale nogi fajnie niosły 😊 Dzisiaj aż za dobrze, bo przy dobrym świetle i w znanym mi niepewnym miejscu koło nowohuckiego Carrefoura zaliczyłem efektowną glebę, lądując solidnie na prawym barku który teraz upierdliwie boli i wkomponowując się w grunt, dzięku czemu całe plecy i tyłek wyglądały jakbym korzystał z kąpieli błotnych xD

Miałem dzisiaj startować w Biegu Proszowickim - fajna, dość wymagająca dycha z konkretnymi podbiegami - ale niestety kalendarium się poprzestawjało i muszę zrezygnować 😢 Nic to, może za rok się uda.

Miłej niedzieli! ❤️

Osobistość6piorunów

Najwyraźniej ktoś gdzieś dodał zero… albo odjął wszystko. Efekt: błąd. Proponuję korektę, choć wiem, że to nikomu nie przyniesie satysfakcji.

⚠️ Wartość początkowa (32 090,48) jest inna niż końcowa (32 080,48) z poprzedniego wpisu

To jest automatyczny komentarz z hejtostats.pl .

Przepraszamy za niewygodę — Marvin nie miał wyjścia.

Pokaż więcej komentarzy (4)

Gruba ryba

w Sztafeta

31piorunów

31 801,35 + 13,72 + 7,17 + 12,37 + 17,32 + 9,23 + 21,37 = 31 882,53

Jakiś słabawy ten wrzesień. Nawet po business run nie wyszedł mi papaton, bo się zasiedzeliśmy na piwie i nie wypadało mi tak późno do domu wracać...

Potem w niedzielę politycznie było w ogóle nie pobiec, w poniedziałek i czwartek musiałem mieć króciutkie biegi poniżej 10 km... No cieniutko, ledwo 130km póki co.

Dopiero dzisiaj coś sensowniejszego wpadło - kot mnie obudził koło 4 i już nie chciało mi się spać, to strzeliłem papatonik 😉Pierwszy raz w tym sezonie z oświetleniem, bez tego bym się chyba parę razy zabił xD

Miłego piątunia! ❤️

Osobistość4piorunów

Fakty są niepodważalne: Osiągnięcie

Kapitan barki (wrzesień)*

Dokumentalista (75 zdjęć)*

jest Twoje.

---

Listę swoich osiągnięć możesz zobaczyć na hejtostats

A jeśli masz dosyć Marvina marudzącego pod Twoimi postami, to możesz mu w ustawieniach powiedzieć, żeby się odczepił.

Gruba ryba

w Sztafeta

61piorunów

31 257,54 + 9,07 + 12,37 + 12,37 + 13,72 + 1,53 + 3,97 = 31 310,57

Spokojne wejście we wrzesień, na leniwca 😅
Dziś wrzucam w połowie dnia, bo akurat jestem po Poland Business Run 😁 Teraz trza do domu wrócić to i papatonik wejdzie 😎

A potem wracam do roboty szlifować ściany i robić gładzie 😅

Miłej soboty! ♥️

Pokaż więcej komentarzy (6)

Gruba ryba

w Sztafeta

36piorunów

30 747,43 + 12,37 + 23,17 + 5,27 + 23,71 + 13,27 = 30 825,22

Po harcach z Jadzią liczyłem na zaliczenie jeszcze jakiegoś - ale jak się okazało, nie było mi dane zaliczyć przed końcem miesiąca świentego dystansu 🙄 i głównym bohaterem byli Czesi xD

W szczególności zamarudziłem w piątek i czas był tylko na minipapaton czeski. Za to w sobotę sobie odbiłem lekko przerośniętym czechem na 23,17. Jeszcze tego dnia dziecko wymusiło na mnie asystę rowerową na plac zabaw i z powrotem - wyszło ledwo ponad 5 km w żółwim tempie, ale byłem totalnie wykończony xD

Na niedzielę miałem ambitniejszy plan - piwyżej 30 km. No ale jak się siedzi z żoną do późna przy filmach, to się człowiek słabo zbiera z rana i musiałem się ponownie pogodzić z okolicami 23 km. Młody znowu przebąkiwał o rowerku, ale zrobił się upał i udało się go przekonać na zwykły spacer 😅

No i dzisiaj to już zwykły, ordynarny leń był. Odpuściłem sobie papaton na rzecz kolejnego małego Czecha. Czasem czeba 😏

Ogólnie udało się w końcu przebić 500 km, więc nie mam powodów do narzekania ☺️

Miłego nadchodzącego września! ♥️ Będzie się działo, niemal co tydzień jakiś start. Żona mi łeb urwie xD

Pokaż więcej komentarzy (3)

Gruba ryba

w Sztafeta

66piorunów

30 155,34 + 21,37 = 30 176,71

A dzisiaj potruchtane z koleżanką 😁 Taka miła odmiana od samotnego biegania ☺️

Miłego dnia! ♥️

Pokaż więcej komentarzy (9)

Gruba ryba

w Sztafeta

39piorunów

30 081,74 + 17,23 + 21,37 = 30 120,34

A coś mnie nosi rankami ostatnio 😃Czy tam nocami, jak koleżanka określiła - w sumie coś w tym jest, bo dziś rano biegnąc przez nieoświetlony fragment parku bardzo żałowałem, że nie mam oświetlenia xD

Gdybym wczoraj wstając nie obudził żony, to by były dwa papatoniki 😉

Pykło 400 km w sierpniu, powoli wracam na właściwą ścieżkę 😎

Miłego dnia! ♥️

Gruba ryba

w Sztafeta

27piorunów

29 794,14 + 10,01 + 11,09 + 12,73 + 12,37 + 21,37 + 21,37 + 21,37 + 10,19 = 29 914,64

Wiem, znowu się lenię. Nawet wczoraj jakoś nie dopisałem, masakra :face_with_rolling_eyes: No ale co poradzić - dobrze mnie znacie, wiecie że trudno o większego lenia - pozostaje mnie ignorować albo akceptować 😉

Ten tydzień przebiegł bez jakichś szczególnych fajerwerków. Miało być ciut więcej, ale moja fatalna organizacja czasu na to nie pozwoliła. Coś tam potruchtałem, cudem się mi udało urwać na piątkowy poranny papatonik a potem jeszcze dwa kolejne. Dzisiaj też miał być, ale jestem d⁎⁎a wołowa, zarwałem za dużo w nocy i zaspałem :zany_face: Ale nic, dobrze że chociaż tę marną dychę wymęczyłem.

Wczoraj wyszło mi jakieś dziwadło, bo co parę minut zmieniałem zdanie co do tego którędy i dokąd zamierzam biec - aż dziw, że w ogóle dobiegłem xD Koszmarne takie niezdecydowanie…

W tym tygodniu coś tam pobiegam, ale co z tego będzie to sam nie wiem. Obym jakoś się wyrabiał rano - młodego trza na konkretną godzinę do przedszkola zawozić i nie ma zmiłuj!

Z innych spraw to Becia mnie odstawia tak grubo że nawet nie myślę o gonieniu jej. Za to może uda się z inną koleżanką z rańca pobiegać 😁

Miłego dnia! 💕

Gruba ryba

w Sztafeta

36piorunów

28 875,40 + 12,16 + 12,73 + 13,27 + 5,27 + 21,37 + 21,37 + 31,72 = 28 993,29

Minął tydzień - i chyba mam wypaczone postrzeganie, bo miałem wrażenie że było słabo a w sumie tylko jeden dzień był kiepski xD Może to dlatego, że planowałem parę papatonów na początku tygodnia i nie bardzo wyszło,  a może dlatego że Becia mnie odstawiła w wyzwaniu o parę długości 😅

No w każdym razie jeśli chodzi o tempo to było bardzo średniawo, natomiast dystans wyszedł nawet przyzwoity - z dość mocnym zamknięciem dwoma papatonami i jednym uberpapatonem czeskim 😊 Oczywiście najwięcej radochy dał ten ostatni, tym bardziej że w końcu się przebiegłem po moich ukochanych okolicach Makowa Podhalańskiego - tym razem pętelka przez Grzechynię, Stryszawę i Suchą Beskidzką. Wyruszyłem trochę później niż planowałem,  bo o 4:56 - w sumie ze 30 minut wcześniej to by były totalne ciemności, więc nawet dobrze wyszło. Tradycyjnie miałem lekkiego pietra na pierwszym kilometrze przez las, bo oczywiście przepłoszyłem jakieś dziki i latały na różne strony - jeden leciał równolegle do drogi, aż zacząłem odruchowo wypatrywać za drzewami na które by można się ewakuować 😵💫 Szczęśliwie każdy pobiegł w swoją stronę, a na dalszych kilometrach już tylko płoszyłem sarny i wkurzałem lokalne burki xD

Naturalnie po drodze odwiedziłem warownię Natanka, ale że nie jestem dziennikarzem z TVNu to nie zapadła się pode mną ziemia 😏 Stamtąd trzeba było się jeszcze tylko trochę powspinać i po niespełna 13 kilometrów 95% podbiegów była za mną, a ja mogłem się z radością puścić w dół doliny  Stryszawy 🤩

Doleciawszy do dolnej Stryszawy skręciłem już na Suchą Beskidzką - tam zamiast lecieć wzdłuż głównej drogi poleciałem górnymi uliczkami osiedlowymi, okrążyłem szpital i zauważywszy, że coś za mało tych kilometrów jest skręciłem w kierunku Rynku i stamtąd na trasę do punktu widokowego. Sam punkt widokowy sobie odpuściłem, bo podejście jest arcymordercze i nie chciałem przechodzić do marszu - nawet pierwszy segment podejścia był taki, że prawie się poddałem 🤪 Ale to tyle z podbiegami, stąd już było tylko z górki j płasko 😎

Po drodze trafił się 😍

Doleciałem w sam raz na czeski uberpapaton, obudziłem rodzinę, wykąpałem się i wtranżoliłem ćwiartkę wielgachnego arbuza 😋

Wyszło niecałe 600 metrów pod górę ☺️

A teraz relaksik na leżaczku, niech się śniadanko w bebzonie układa 😁

Miłej niedzieli! ❤️

Pokaż więcej komentarzy (6)

Gruba ryba

w Sztafeta

53piorunów

27 953,83 + 10,08 + 21,37 + 7,24 + 9,06 + 12,73 + 21,37 + 1,45 + 21,37 + 9,01 + 4,05 + 7,08 + 12,73 + 2,74 + 21,37 + 27,31 = 28 142,79

No doobra, w końcu dopisuję xD Leń jestem, do tego dużo się działo - praca, wyjazdy, remonty, urwanie głowy, takie tam różne sprawy jak to w życiu. Czasami nawet brakowało czasu na bieganie - bywało, że musiałem skrócić trasę do marnych paru kilometrów a raz nawet w ogóle nie pobiegałem rano i wieczorem cosik tam urwałem żeby cokolwiek było :zany_face: Ale weekendy pozostały święte, takoż i papatony 😎 Jakieś standardy trzeba trzymać, nie?

Dzisiaj miało być ciutkę inaczej - no ale zaspałem. No i wyszedł inny plan, postanowiłem wpaść na dworzec przywitać przyjaciela przyjeżdżającego po wielu latach do Polski. Sprawdziłem jak się sprawy mają, opóźnienie 15 minut, trasa zaplanowana można lecieć. Nawet chwilami przyspieszałem, bo wydawało mi się że się nie wyrobię... i tak żem se leciał, po drodze zobaczyłem że opóźnienie wzrosło do 30 minut to nawet zahaczyłem o Rynek Główny. W końcu dolatuję na dworzec, piszę żeby się nie spieszył bo będę... a ten mi pisze że od godziny stoją w Trzebini xD

No nic to, kolejny raz się na portalu pasażera zawiodłem - okazało się, że jak pociąg stoi to nie aktualizują opóźnienia :face_with_rolling_eyes: Fuck logic. A ja potuptałem w stronę domu - już z mniejszym pośpiechem, do tego ze świadomością że papatonu już nie będzie i strzelę jakiś uberpapatonik. No i wyszło idealnie, 27,31 km w tempie 5:32/km. Czas współpracował papatońsko, bo wyszło 2:31:17 xD

Do domu dotarłem zanim przyjaciel dojechał do Krakowa (ʘ‿ʘ) Nic to, spotkamy się wieczorem. A teraz idę szaleć z remontem, gładzie się same nie zrobią 😅

Miłej niedzieli! ❤️

Pokaż więcej komentarzy (7)

Gruba ryba

w Sztafeta

54piorunów

26 329,23 + 4,40 + 10,07 + 10,15 + 5,36 + 21,37 + 21,37 = 26 401,95

No i znowu tydzień za nami... a ja na lipcowym liczniku mam 399 km. Kusiło dokręcić ten jeden kilometr , no ale dzisiaj się spieszyłem i poza tym papaton trza było zrobić 😅

Trochę nie mogłem się rozkręcić w tym tygodniu, i to mimo sprzyjających warunków dzieciowo-żonino-pracowych. Mówiąc krótko - leń śmierdzący jestem i do tego nie umiem planować czasu, zbyt późno chodziłem spać i za długo spałem, kto to widzioł 🙄

No i z planowanych 4-5 papatonów ostały się zaledwie dwa, a dwa dni pobiegłem tyci dystans koło 5 km 🤪

Wczorajszy papaton spokojny i na luzaka - miałem głupie myśli czy nie polecieć czegoś dłuższego, ale że jako przedstawiciel gatunku Polak Zwyczajny (Polonus vulgaris) planowałem na sobotę spore roboty remontowe to wziąłem sobie na wstrzymanie xD i wystartowałem na luzaka dopiero koło 6 rano.
Dzisiaj sytuacja była zupełnie inna - planowałem pojechać pociągiem na działkę do żony i najmłodszego synka, a że dzisiaj wracamy do Krakowa to idealny był wyjazd o 8:53 - więc trzeba się było sprężać 😅 Wstałem 4:20, jakoś się ogarnąłem, jeszcze się okazało że zegarek prawie rozładowany 🙄 i jeszcze mi zeszło na znalezieniu działającej ładowarki - mój staruszek Fenix 5 ze zgniłymi pinami jest bardzo wybredny i ciężko znaleźć coś co działa 😢

Wyruszyłem więc ciut późno, o 4:55. I może dobrze, bo podświadomie się spieszyłem, przez co trochę podkręciłem tempo. Nic zjawiskowego, marne 5:17/km, ale zawsze to lepiej niż leniwe 5:40/km jak ostatnio zwykłem człapać.

Mamma mia, ile fauny po drodze spotkałem! Podwójne jeden przefajny , dwa razy i jeszcze jeden , nie mówiąc o panu i mojej nieprzypadkowej znajomej bocianiej rodzinie 🤩 Tylko dziki nie dopisały, pewnie dzięki ominięciu Lasku Mogilskiego 😉

Dobra, kończę bo już prawie dojechałem na działkę, zgarnia mnie żona i czas na relaks 😏

Miłej niedzieli! ❤️

Pokaż więcej komentarzy (7)

Gruba ryba

w Sztafeta

40piorunów

25 734,05 + 12,37 + 15,52 + 12,73 + 12,73 + 21,37 + 21,37 + 21,37 + 10,02 = 25 861,53

Nuuudy. Trochę papatonów, trochę papatoników, jakieś tam luźne biegi. Wszystko w tempie dość luźnym, ale w końcu nic mnie nie goni 😉

Chciałem wrzucić wpis wczoraj, ale weekend miałem ultraintensywny - z racji remontu i jednocześnie przeprowadzki firmowych rzeczy całe dnie w rozjazdach, noszeniu mebli, sprzątaniu, jakimś dłubaniu... W sobotę nawet się wczułem w los busiarza - żeby jedną szafę przywieźć, musiałem wypożyczyć w traficarze Renault Mastera. Miałem trochę stresa, nigdy takim bydlęciem nie jeździłem... dla odwagi sobie piwko strzeliłem. Bezalkoholowe rzecz jasna. 😎

Wczoraj podczas biegania trafiłem na ultraprzyjaznego - jak tylko się zatrzymałem, zaatakował mnie i zażądał czochrania. Aż żal było biec dalej.

A dzisiaj... szkoda gadać. Wczoraj po tych całych robotach tak byłem głodny, że obżarłem się arcynieprzyzwoicie - dzisiejszy bieg więc był wyjątkowo ociężały xD

Miłego!

Pokaż więcej komentarzy (4)

Gruba ryba

w Sztafeta

60piorunów

24 393,75 + 17,32 + 15,32 + 18,04 + 21,37 + 11,51 + 21,37 + 21,37 = 24 520,05

Ani się człowiek obejrzał, a tu kolejny tydzień minął 🙄 Ja nie wiem jak ten czas leci, poza tym że zjedwabiście szybko xD

Siadłem do wpisu z zamiarem ponarzekania, że słaby tydzień... i stwierdziłem że może warto najpierw pomyśleć bo w sumie trochę tych kilometrów się uzbierało xD konkretniej to coś koło 127 😊

Ale że jestem Polakiem, to mam obowiązki polskie. W tym też narzekanie. Na szczęście mam o co - zaliczone 199,27 km w miesiącu, żebym wiedział to bym dokręcił gdzieś te 700 metrów xD
Tempo wyszło mocno relaksacyjne - wszystkie biegi oscylowały wokół 5:40 min/km, ale fakt że przecież nic mnie nie goni więc w sumie po co się spieszyć?  😅

Dość skromnie z papatonami, dopiero 4 w tym miesiącu. Lepsze to niż nic 🙃

Miałem lekkie obawy o dzisiejszy papaton - ryłem wczoraj przy przenoszeniu mebli z firmy do nocy i byłem dość wykończony, a na noc nażarłem się pizzy i opiłem piwa i groziło mi  zaspańsko (a dzisiaj były plany wyjazdowe) i ociężałość bebzonogenna. Jakimś cudem organizm sam się upomniał - obudziłem się o 4 rano, aż doszedłem do wniosku że se jednak spokojnie do 6 pośpię - co też wdrożyłem w życie. Życie singla, nawet tymczasowe, miewa swoje uroki 😄

Poleciałem w końcu dopiero tuż przed 7. Lekko kropiło, co mi w tradycyjnie ogóle nie przeszkadzało. Z czasem kropienie się zintensyfikowało i na chwilę przeszło w regularną ulewę, by potem odpuścić i tak było jeszcze parę razy. Mimo to spotkałem paru biegaczy - nad Zalewem Nowohuckim nawet jakichś Kenijczyków (chyba chorzy byli, bo ich wyprzedziłem xD). Potem poleciałem zwiedzać Grębałów, gdzie trafiłem na - tym razem dość specyficzny przypadek, bo Pani Kota właśnie zbierała się za konsumpcję świeżo upolowanej myszki 😁
Dziś z racji kawalerowania nie musiałem robić żadnych zakupów, więc potem już spokojnie potruchtałem prosto do domu. Tradycyjnie wymierzyłem idealne 😎

A w domu sobie pociachałem ćwiartkę wielkiego arbuza, a potem siadłem w grodzie i sobie go spałaszowałem korzystając z chwilowego przebłysku Słońca 🤩

Dojechałem teraz na działkę, zgarniam żonę i pewnie jutro też będzie luzik i sobie pofolguję rano 😃 Biegowo oczywiście 😏
Miłej niedzieli! ❤️

Pokaż więcej komentarzy (3)

Gruba ryba

w Sztafeta

53piorunów

23 655,23 + 5,13 + 13,72 + 14,12 + 11,05 + 7,11 + 21,37 + 21,37 + 10,31 + 9,01 = 23 768,42

No kurna nad Morskim Okiem, a gdzie? xD
Tak - może i w tygodniu były nudy, ale najlepsze zachowałem na weekend 😎

W tygodniu leń śmierdzący (a przy tym powolny), raz nawet do dychy mi się nie chciało dociągnąć. Ale cały czas z tyłu głowy miałem myśl "luzik, jest weekend będzie fajnie".

I BYŁO FAJNIE 😃

W sobotę, mimo że nie powinienem, postanowiłem polecieć spokojny papatonik, dopiero pierwszy w tym miesiącu (mammamia, jakiś dramat). A dlaczego nie powinienem był?

Bo w niedzielę były zawody!

I to nie byle jakie - XIII bieg im. Zamoyskiego, z Palenicy do Morskiego Oka! 😍

Kiedyś marzyłem o tym biegu - cudne widoki, fajna krótka trasa z małym przewyższeniem (10 km, 400m up) - ale zawsze mi się nie chciało tak szaleć, bo bieg startuje z Palenicy o 7:30, co oznacza nocleg w Zakopanem albo nieludzką pobudkę. Z biegiem lat definicja nieludzkiej pobudki uległa u mnie lekkiemu zniekształceniu - i gdy dwa lata temu zobaczyłem że można się zapisać i w dodatku ma to być ostatnia edycja tego biegu (jakieś przepychanki z TPN), to się od razu zapisałem. Poleciałem razem z koleżanką, było super, zmieściłem się poniżej godziny (58 minut z groszami) i byłem bardzo zadowolony. I smutny, bo spodobał mi się ten bieg.

No i jakoś na początku 2026 zajrzałem czy coś się zmieniło - a tu zapisy! 🥳 Od razu się zapisałem i zacząłem pisać po znajomych czy ktoś do mnie dołączy. No i wstępnie dwie koleżanki się zgodziły, potem jedna odpadła, a ostatnio odpadła i druga 😢 Nic to, miało być fajnie i będzie fajnie! 🤩

Co się robi gdy trzeba odebrać pakiet startowy w Palenicy Białczańskiej o 7 rano? Wcześnie idzie spać i wyjeżdża z Krakowa o 5 rano. Dlatego wdrożyłem plan, z tą drobną różnicą że poszedłem spać o 1:30 xD
Cudem się obudziłem o tej 4:07, wykąpałem się, wymyłem zęby i poleciałem szykować sobie śniadanko. Potem szybki check wszystkich elementów listy do wyjazdu, sprint do samochodu i równą godzinę po pobudce wyruszyłem. Droga spoko, ale przez większość trasy lało więc nie szarżowałem. Potem już ostatni stres - otworzy się szlaban na parkingu czy się nie otworzy? 🫣 Uff, otworzył się, a ja sobie elegancko zaparkowałem i poleciałem po pakiet. Pakiet skromny, ale nie po to przybyłem 😃 Jeszcze wizyta w Krainie Tysiąca Smro...Zapachów na skraju parkingu i lekki niczym sumienie OJ Simpsona potuptałem na start.
Zaczęło kropić. "Hehe, będzie kąpiel w pakiecie".Kropiło coraz mocniej. Zaczęło niemalże lać. "He... he... no z cukruśny nie są, nie?"

No i start! Dziki pooooszły, my szaraczki za nimi. Tak przez niemal kilometr, gdzie nastąpiła nawrotka do startu, a od startu z powrotem tą samą trasą. Cóż, ktoś kiedyś stawiając parking nie pomyślał że ludzie będą chcieli dychę polecieć xD

Biegło się fajnie. Deszczyk chłodził, wody nie trzeba było uzupełniać, trasa luksusowa,  z lekkimi podbiegami i chwilowymi wypłaszczeniami. Z mozołem udało mi się parę osób wyprzedzić, ale bez szaleństw - tym bardziej że pod koniec, gdzie jest wypłaszczenie a nawet z górki, dwóch gości mnie wyprzedziło. Jak zwykle w trakcie biegu zastanawiałem się po co mi te głupoty, a po dotarciu do mety radocha, euforia i "za rok powtórka!" xD Ależ ja jestem przewidywalny 🤪

No i szok: czas 54:48, ponad 3 minuty lepiej niż ostatnio! 🤩 Ale i tak nie załapałem się na żadne miejsce. Ale gdyby bieg był w październiku, miałbym drugie miejsce w M50 🙃

Na miejscu cudownie. Piękne Morskie Oko, na jego brzegu przepiękny Pan Kaczor 😍 Trochę posiedziałem z ludźmi, zjadłem pyszną szarlotkę, na chwilę zajrzałem do schroniska, a na koniec wspôlna fotka i śmigiem na parking. Z górki łatwiej, na koniec jeszcze dokręciłem do 9 km na parkingu.

Na parkingu wdrożyłem Plan Oczyszczenia. Rozebrałem się do majtek, stanąłem w klapkach i wylałem sobie na łeb całą zawartość pięciolitrowego baniaka z wodą, który w tymże celu przywiozłem 😃 Laska obok tylko mruknęła "ech że o tym nie pomyślałam" xD a ja się świeżutki wytarłem i przebrałem w cywilne ciuchy 😎

Fajnie było 😊

Potem dojazd na działkę w Makowie Podhalańskim, gdzie do teraz rypałem sprzątając dom przed przyjazdem dzieci. Będzie w domu trochę luzu 🤩 Tylko dojechać do Krakowa, po drodze zgarniając pizzę z Mascarpone 😋

Miłego niedzielnego wieczoru! ❤️

Osobistość5piorunów

Tak, mogłem tego nie zauważyć. Ale zauważyłem. Zdobywasz osiągnięcie

Kapitan barki (lipiec)*

---

Listę swoich osiągnięć możesz zobaczyć na hejtostats

A jeśli masz dosyć Marvina marudzącego pod Twoimi postami, to możesz mu w ustawieniach powiedzieć, żeby się odczepił.

Pokaż więcej komentarzy (6)