12 416,26 + 30,10 = 12 446,36
Uff, w końcu jakiś normalne weekendowe bieganie 😅
Obudził mnie kot o 4:30, zrzucając z nakastlika niemal wszystko co się dało. Nawet spoko, bo budzik nastawiłem na 4:37 - pozbierałem się w miarę sprawnie i tylko ciutkę zamarudziwszy wyruszyłem o 4:52.
Cudowna pogoda :heart_eyes: Budzący się piękny dzień, na termometrze przyjemne 6°C, delikatny wietrzyk, zbliżający się wschód Słońca - nic tylko śmigać przed siebie! Nie szalałem z tempem, planowałem wrócić przed ósmą i już zaplanowałem w głowie trasę papatonu.
Biegło się fajnie, niespiesznie przemierzałem mniej i bardziej dzikie tereny, w końcu gdzieś na 16. kilometrze dotarłem w okolice Kombinatu i... wtedy się zorientowałem, że przecież jak mam być prsed 8 rano, to nie mam 30 minut czasu tylko grubo ponad półtorej godziny! 😎 Wstąpiła we mnie nowa energia i po dotarciu do Zalewu Nowohuckiego zamiast skręcić w kierunku domu, poleciałem w stronę wałów nad Wisłą :smiley:
Na Wałach przed 7 pustawo, spotkałem trzech rowerzystów i tyluż spacerowiczów (w sumie więcej niż się spodziewałem). Tak mnie tknęło i zbiegłem w kierunku rzeki, by trochę polecieć gruntową trasą wśród pól rzepaku. Warto było, cudne uczucie!
W końcu dotarłem do Elektrociepłowni, a stamtąd już przez miasto dreptałem sobie spokojnie w kierunku domu. Ciut skróciłem trasę - na tyle, że pod koniec musiałem polecieć boczną pętelkę żeby dobić do trzech dyszek xD
Doleciałem do domu idealnie o czasie. Jedyne co pozostało to wypić z żoną kawkę i zjeść z najmłodszym dzieckiem przepysznego arbuza :yum:
Lubię taki początek dnia 😁
Cudnej niedzieli! (💕 ͜ʖ💕)
#sztafeta