Hejto.pl
Dodaj post

Wpisz coś do wyszukania (minimum 2 znaki)

Historia

Kategoria: Nauka

  • 685 członków
  • 3279 wpisów

GURU

w Historia

14piorunów

119 lat temu urodziła się Vera Mencik. Była pierwszą i ostanią aż do czasu Judit Polgar ponad pół wieku później zawodniczką, która na poważanie weszła w męski świat szachów (choć trzeba powiedzieć, że też dużo mniej jak Węgierka, która była w stanie rozwalić każdego szachistę). Zginęła tragicznie podczas bombardowania Londynu w 1944

https://pl.wikipedia.org/wiki/Vera_Menchik

Tytan1piorunów

@Ragnarokk
Judith Polgar, to taki poziom Dudy.
Tez raz w zyciu zagrala w "turnieju pretendentow" i zajela w nim tez ostatnie miejsce.
A w pojedynczej partii mogla wygrac z kazdym szachista.

GURU1piorunów

@Hans.Kropson
W sumie tak, nigdy na to tak nie patrzyłem a celne :smiley: Menchik zaś to poziom Radka 😛

Tytan2piorunów

@Ragnarokk Radek pokonal kiedys Carlsena i Caruane i z tego co pamietam chyba w dwoch kolejnych rundach turnieju.
To jest osiagniecie na miare Rubinsteina z roku 1909.

GURU1piorunów

@Hans.Kropson
Tak było, acz to mimo wszystko wyjątek jak reguła - Radek solidny 2700-2750, ale jednak 2800 nigdy mu nie groziło.

Tytan0piorunów

@Ragnarokk
Zgoda, ale w rekordach jego wygrane beda pamietane. Nikt mu juz tego nie odbierze.

GURU1piorunów

@Hans.Kropson
A ja wygrałem z Radkiem, więc prawie jakbym wygrał z Carslenem xD

Choć ogólnie bilans mocno ujemny miałem z nim, oczywiście :smiley:

Tytan0piorunów

@Ragnarokk wow...
:astonished:
Ja kolo Radka to tylko stalem jako kibic.:grinning:

Pokaż więcej komentarzy (7)

Lider

w Historia

21piorunów

Kiedy Polacy dowiedzieli się, że są Polakami? (Kamil Janicki o historii)

O historii państwa polskiego opowiada się zwykle tak, jakby jednocześnie była to też historia Polaków, konkretnego narodu, który właściwie od zawsze miał zamieszkiwać nad Wisłą. To jednak nie tylko uproszczenie, ale nawet nadużycie. Nie da się zrozumieć naszej przeszłości, jeśli

Tytan

w Historia

10piorunów

Front Bałkański w I wojnie światowej część 24, na podstawie "Through the Serbian Campaign -The Great Retreat of the Serbian Army" By Gordon Gordon-Smith wyd. 1916

Poprzednie części pod tagiem

Była siódma rano w piątek 26 listopada 1915 roku, kiedy rozpoczęliśmy marsz przez góry do Scutari. Pomimo przygnębiających okoliczności, oddział lotniczy był w dobrych nastrojach z powodu perspektywy powrotu do Francji po roku trudów w serbskiej kampanii. W Lioum-Koula mieliśmy zniszczyć samochody przed wyruszeniem w 120-milową podróż. Musieliśmy jednak rozpocząć ceremonię przedwcześnie, ponieważ sześć mil od startu jeden z silników się zepsuł. Ponieważ nie było ani czasu, ani ochoty na jego naprawę, pojazd, dziesięciotonowa ciężarówka, został ręcznie zepchnięty na pole przy drodze, zalany benzyną i podpalony. Chwilę później płonął wesoło, podczas gdy nieposkromione młode duchy oddziału wykonały wokół niego taniec wojenny, uroczyście intonując „Marsz żałobny” Chopina. Ale to w Lioum-Koula mieliśmy wielkie feu d'artifice[fr. ognie sztuczne]. W pobliżu mostu przez Drin prawy brzeg rzeki opada gwałtownie o prawie 150 stóp. Jeden po drugim ogromne samochody zostały oblane benzyną i podpalone. Szoferzy skierowali się prosto w stronę przepaści, wyskakując, gdy samochody wystrzeliły nad nią. Ogromne ciężarówki stoczyły się na dno, gdzie utworzyły płonący stos.

Dwanaście godzin później zobaczyłem tłum 500 wynędzniałych austriackich więźniów zgromadzonych wokół zgliszczy. Wczołgali się na dół, by się ogrzać i upiec kawałki mięsa wycięte z martwych koni w ogniu, który kosztował Republikę Francuską ćwierć miliona franków. Resztę krajobrazu przesłaniała wirująca zamieć, przez którą przelatywały ogniste języki płomieni. Co jakiś czas eksplozja zbiornika z benzyną rozpraszała Austriaków, ale pokusa ciepła okazała się dla nich zbyt wielka i wkrótce wracali. Pięć minut po tym, jak ostatni wóz znalazł się nad przepaścią, major Vitrat zebrał swoich ludzi, dał znać swojej straży przedniej i tylnej, rzucił słowo „en avant marche”[fr. naprzód marsz] i kolumna ruszyła przez padający śnieg w pierwszy etap swojego długiego marszu. Zamierzaliśmy towarzyszyć jej do Scutari, ale okazało się, że wóz z naszym bagażem i jucznym koniem, który opuścił Prisrend poprzedniego dnia, nie dotarł na miejsce. Pojawił się dopiero o piątej wieczorem, a ponieważ szalała wtedy gwałtowna burza śnieżna, nie chciałem podejmować się wspinaczki w ciemności, aby spróbować znaleźć francuski biwak. Nie pozostało nam zatem nic innego, jak dołączyć do sztabu głównego.

_Wydarzeniem dnia było przybycie wojewody Putnika. Weteran, marszałek polny, od lat był udręczonym astmatykiem. Od dwóch lat praktycznie nie opuszczał swojego pokoju. Zawsze utrzymywał w nim temperaturę 86 stopni Fahrenheita[3_0°C_]. Siedmiodniowa podróż w góry w lektyce, niesionej przez czterech żołnierzy, musiała być dla niego strasznym przeżyciem. Ale zdobycie ukochanego marszałka przez Niemców Serbowie uznaliby za narodową katastrofę. Następnego dnia nadal padał śnieg, a wyruszenie do Scutari opóźniło się o kolejne dwadzieścia cztery godziny. Ponieważ dwa lata wcześniej, podczas kampanii albańskiej, Serbowie zburzyli wszystkie domy w Lioum-Koula z wyjątkiem czterech, zakwaterowanie było ograniczone. Znalazłem zakwaterowanie w ogromnym namiocie amunicyjnym. Dowodzący nim żandarm sprzeciwił się paleniu przeze mnie papierosów, co według niego było surowo zabronione przez regulamin, ale nie powiedział nic na temat świec płonących na skrzynkach z nabojami, ani lampy spirytusowej na skrzynce z napisem „pociski”, nad którą żona pułkownika przygotowywała herbatę. Kiedy zwróciłem mu na to uwagę, oświadczył, że regulamin milczy na temat świec i lamp spirytusowych, ale wyraźnie wspomina o papierosach. Przez cały dzień i noc oddziały zmierzające do El-Bassan przelewały się przez Lioum-Koula. Ponieważ nie mieliśmy nic do roboty, wyszedłem na spacer około pięciu mil wzdłuż drogi. Co około pięćset metrów natrafiałem na martwe ciała ludzi, którzy padli z zimna lub wyczerpania. Wracając, natknąłem się na kapitana Piagge, angielskiego oficera w serbskiej służbie, którego spotkałem na stacji kolejowej w Prisztinie, gdy wyjeżdżał, by wziąć udział w ostatniej desperackiej próbie ataku na Uskub. Kiedy widziałem go po raz ostatni, jego sekcja karabinów maszynowych liczyła około osiemdziesięciu czterech ludzi. W Lioum-Koula zmniejszyła się do dwudziestu sześciu. Miał jednak wszystkie swoje karabiny nienaruszone i jak się później dowiedziałem, bezpiecznie dostarczył je do El-Bassan. Jak mi powiedział, cierpienia Serbów w górach Katczanik były straszne. Jego sekcja, po całym dniu spędzonym w zamieci na stacji w Prisztinie, o północy, przy temperaturze znacznie poniżej zera, została załadowana na otwarte wagony i wyruszyła w sześciogodzinną podróż na linię walk. Mężczyźni nie mieli nic do jedzenia oprócz chleba kukurydzianego i kilku surowych kapust. Gdy tylko opuścili pociąg, rozpoczęli marsz w góry. Początkowo odnosili sukcesy, wypierając Bułgarów z jednego grzbietu górskiego po drugim. Ale zmęczenie i niedostatek wkrótce dały o sobie znać i w ciągu czterdziestu ośmiu godzin jego ludzie walczyli do upadłego i nie pozostało im nic innego, jak wycofać się na Prisrend. Prawdopodobnie od czasu przekroczenia Alp przez Napoleona nie podjęto takiej ekspedycji wojskowej, jak przemierzenie albańskich gór przez sztab główny i resztki armii serbskiej. Ale Napoleon odbył swój marsz po długich i starannych przygotowaniach, podczas gdy nieszczęśni Serbowie rozpoczęli swój marsz, gdy ich armia była w ostatnim stadium nędzy, bez jedzenia, w mundurach w łachmanach i z całkowicie niewystarczającymi środkami transportu. Widok Lioum-Koula w przeddzień wyruszenia był wyjątkowy. Na zboczach gór w promieniu wielu kilometrów widać było tylko niekończące się ogniska. Powstały one w wyniku spalenia tysięcy zaprzęgów, które nie mogły jechać dalej, ponieważ droga dla pojazdów kończy się w Lioum-Koula. Na szczęście burza śnieżna się skończyła, a po niej nastąpiło wspaniałe słońce._

Następnego ranka o dziewiątej wyruszył Sztab Główny. W jego skład wchodziło 300 osób i 400 jucznych zwierząt. Droga wiła się wzdłuż brzegów rzeki Drin, którą trzeba było dwukrotnie przekroczyć za pomocą malowniczych starych jednoprzęsłowych tureckich mostów, zniszczonych w celu utrudnienia bułgarskiego natarcia. Pierwszym popełnionym błędem było przewożenie na czele orszaku lektyki feldmarszałka Putnika. Za każdym razem, gdy zatrzymywał się, aby zmienić jego nosicieli, co następowało co piętnaście minut, cała dwumilowa procesja, podążająca w jednym szeregu, również musiała się zatrzymać. W rezultacie, zamiast dotrzeć do Spas przed zachodem słońca, dotarliśmy do wioski u podnóża góry dopiero po zapadnięciu zmroku. Tutaj odbyła się długa narada, czy powinniśmy biwakować w wiosce, czy podjąć wspinaczkę górską w ciemności. Po trwającej trzy kwadranse dyskusji, podczas której masa ludzi i zwierząt stała trzęsąc się z zimna, zdecydowano się na to drugie rozwiązanie. Była to jedna z najbardziej niezwykłych przygód, jakie kiedykolwiek miały miejsce. Wąska ścieżka o szerokości około czterech stóp, pokryta lodem i śniegiem, wiła się korkociągiem po ścianie klifu. Z jednej strony znajduje się skalista ściana, a z drugiej stromy spadek do rzeki Drin. Ta droga wije się i skręca pod różnymi kątami, i to właśnie nią ruszyliśmy w czarną ciemność, z lektyką generała Putnika wciąż na czele orszaku. Za każdym razem, gdy dochodziliśmy do zakrętu, manewrowanie nim było nieskończenie trudne.

Pewnego razu staliśmy przez trzydzieści pięć minut w lodowatym wietrze, słuchając ryku rzeki Drin, niewidocznej w czarnej przepaści 500 stóp poniżej. Konie ślizgały się i upadały w każdej chwili, a od czasu do czasu jeden z nich spadał w przepaść. To był cud, że nie zginęli ludzie. Dochodziła dziesiąta, gdy zmęczeni, głodni i na wpół zamarznięci dotarliśmy na biwak w Spas. Tutaj okazało się, że choć obiad był gotowy od czwartej po południu, nie można było go podać, ponieważ wszystkie talerze i łyżki znajdowały się na jucznych zwierzętach, które pozostały w wiosce poniżej. Nie dotarły też namioty, a ponieważ w Spas znajduje się tylko pięć lub sześć chłopskich domów, zakwaterowanie było na wagę złota. Pułkownik Mitrovitch, szef mesy, powiedział nam, że zarezerwował dla nas pokój w gospodarstwie oddalonym o ćwierć mili.

W rzeczywistości dom był oddalony o dwie godziny drogi i zasypany śniegiem. Kiedy dotarliśmy tam o północy, odkryliśmy, że jest tam już prawie dziesięcioro lokatorów; ale przynajmniej mogliśmy spać na słomie przy kominku, zamiast w śniegu na zewnątrz. Następnego ranka wyruszyliśmy o szóstej, aby zdążyć przed głównym korpusem Sztabu Głównego. Dzień był wspaniały i powoli wspinaliśmy się stopa za stopą na pokryte chmurami szczyty gór. Szliśmy w górę i w górę, tysiące metrów. Co kilkaset metrów natrafialiśmy na ciała zamarzniętych lub zagłodzonych na śmierć ludzi. W pewnym momencie było ich czterech. Byli to skazańcy z więzienia Prisrend, którzy zostali wysłani w kajdanach przez góry. Zostali rozstrzelani za niesubordynację lub dlatego, że nie byli w stanie iść dalej.

Dwa inne prawie nagie ciała należały najwyraźniej do serbskich żołnierzy zamordowanych przez Albańczyków. W południe dotarliśmy na szczyt góry, omiatany wiatrem płaskowyż kilka tysięcy stóp nad poziomem morza. Przez pięćdziesiąt mil rozciągało się pasmo pokrytych śniegiem gór, których grzbietów nigdy nie deptała ludzka stopa. Nie było widać nic poza niekończącą się serią szczytów, błyszczących jak diamenty w blasku słońca. Scena była nieopisanie wspaniała i wyludniona. Po przejściu przez płaskowyż rozpoczęliśmy zejście, omijając krawędzie przepaści o ogromnej wysokości i przemierzając wąskie wąwozy biegnące między wysokimi ścianami czarnego bazaltu. Co kilkaset metrów natrafialiśmy na zwłoki serbskich żołnierzy, czasem pojedynczo, czasem w grupach. Jeden z nich najwyraźniej zasnął przy nędznym ognisku, które udało mu się rozpalić. Jego ciepło roztopiło śnieg, a woda spłynęła mu po stopach. W nocy, podczas snu, woda zamarzła i jego stopy zostały uwięzione w bryle lodu. Kiedy do niego dotarłem, wciąż oddychał. Od czasu do czasu poruszał się słabo, jakby próbował uwolnić stopy z lodowej powłoki. Nie byliśmy w stanie mu pomóc, był tak wycieńczony, że nic nie mogło go uratować. Jedyną uprzejmością, jaką można było mu wyświadczyć, byłoby zakończenie jego cierpień kulą z rewolweru. Ale ludzkie życie jest święte, więc nie pozostało nic innego, jak tylko przejść dalej i zostawić go, by oddychał po raz ostatni w tych wiecznych samotnościach. W tej części podróży kwestią życia i śmierci było dotarcie do końca Etapu i znalezienie schronienia. Gdyby zaskoczyła nas ciemność w pustkowiu tych smaganych wiatrem górskich wąwozów, gdzie wąska ścieżka biegła obok niezgłębionej otchłani, nasz los byłby przesądzony. Oprócz sił natury musieliśmy liczyć się także z dziką i bezwzględną albańską ludnością. Odporni górale, którzy żyją w tych górach, mają wiele zalet, ale życie pełne waśni i konfliktów ich dzikich klanów nie sprzyja rozwojowi szacunku dla ludzkiego życia.

Lider

w Historia

8piorunów

Rewolucja francuska w Polsce

Podobnie jak rewolucjoniści we francuskiej stolicy, Polacy zaczynali walczyć między sobą. Polscy jakobini wpadli w amok i wznieśli szubienice na placu między Zamkiem Królewskim a kościołem Świętej Anny.

28 czerwca wdarli się do więzienia i wyciągnęli z niego biskupa Ignacego Massalskiego, który współpracował z Rosjanami i sprzeniewierzył publiczne pieniądze. Rozszalały tłum powiesił biskupa, wznosząc przy tym radosne okrzyki. Powieszono także sześciu innych więźniów. Pobito i powieszono sądowego obrońcę, który usiłował nie dopuścić do egzekucji bez procesu, oraz prokuratora przedstawiającego sądowe dokumenty.

Tłum tak bardzo pragnął śmierci najsławniejszego ze zdrajców targowickich, Szczęsnego Potockiego, że kiedy nie zdołano go odnaleźć, powieszono na szubienicy jego portret, in effigie.

Król Stanisław August i jego brat Michał, prymas Polski, przerażeni ukryli się w zamku, słuchając, jak pijany tłum pod oknami śpiewa: „**My krakowiacy nosim guz u pasa, powiesim sobie króla i prymasa!**”. Stanisław August szybko wysłał list do Kościuszki, prosząc go, żeby przybył do Warszawy, stanął w jego obronie i przywrócił porządek.

Kościuszko, oburzony linczem, jakiego dopuścił się tłum, zażądał aresztowania morderców. Wydał odezwę do ludu warszawskiego, którą na jego prośbę wydrukowały gazety.

Kościuszko wyraził się jasno: jego powstanie nie będzie francuską rewolucją. Surowe słowa Naczelnika położyły kres rozruchom i sprawiły, że do jego obozu napłynęło więcej ochotników.

Szwedzki ambasador Toll donosił do Sztokholmu: „Generał Kościuszko ma w Polsce większe zaufanie i popularność niż ktokolwiek dotychczas na świecie, może takie jak Washington, pod którego rozkazami służył”.

(Z książki Kościuszko. Książę chłopów)

GURU

w Historia

9piorunów

Kolonizacja Morza Czarnego: ekonomiczne i społeczne konsekwencje ekspansji greckiej

Między VIII a VI wiekiem p.n.e. starożytne greckie miasta-państwa zainicjowały na szeroką skalę proces kolonizacji wybrzeża Morza Czarnego, który miał ekonomiczne, demograficzne i polityczne podstawy. Ruch ten, zwany „kolonizacją Morza Czarnego”, doprowadził do poważnych przemian

GURU

w Historia

12piorunów

Wymyślił nieistniejący kraj. Uwierzyli w niego wszyscy, nawet król i naukowcy

Historia George’a Psalmanazara to jedna z najbardziej spektakularnych mistyfikacji w dziejach. Jak udało mu się przekonać Brytyjczyków do istnienia fikcyjnej Formozy? Poznaj losy oszusta, który stworzył cały naród z niczego! Pod koniec XVII wieku Europa była pełna tajemnic i nieodkrytych

Tytan

w Historia

16piorunów

Front Bałkański w I wojnie światowej część 23, na podstawie "Through the Serbian Campaign -The Great Retreat of the Serbian Army" By Gordon Gordon-Smith wyd. 1916

Poprzednie części pod tagiem

Po przybyciu do kwatery głównej w czwartek, 23 listopada 1915, w dniu mojego przybycia do Prisrend, otrzymałem kilka szczegółów na temat ostatnich ruchów wroga. Serbski Sztab Główny przybył do Prisrend 17 listopada. Dwa dni później otrzymał wiadomość, że austriacko-niemiecka armia pod dowództwem generała von Gallwitza zajęła Raszkę i Nowy Bazar. 22 listopada siły te wkroczyły do Mitrowicy i posuwając się naprzód, 25 listopada dołączyły do armii feldmarszałka von Mackensena w Prisztinie. W ten sposób całe siły austriacko-niemieckie na Bałkanach zostały zmasowane w tym mieście. Tego samego dnia Bułgarzy, zajmujący Lipljan z dwiema dywizjami, połączyli siły ze swoimi austriacko-niemieckimi sojusznikami. Posuwając się w kierunku Prisrend, cała armia austriacko-niemiecko-bułgarska rozłożyła swoje siły w półkolu, otaczając wszystko, co pozostało z armii serbskiej i spychając ją tyłem do granicy Albanii.

W dniu mojego przyjazdu odwiedziłem cytadelę, wznoszącą się na wzgórzu, na którego zboczach zbudowany jest Prisrend. Znajdują się tu ostatnie ślady twierdzy wzniesionej przez cara Stefana Duszana, serbskiego Karola Wielkiego. U moich stóp płynęła Bystryca, rwącym potokiem przepływająca przez miasto. Na wschodzie, na krańcu wąwozu, między wysokimi górami, mogłem dostrzec ośnieżone szczyty pasma gór Szar, które tworzyły wyniosłą barierę między nami a Bułgarami w Tetowie. Po lewej stronie ukazało się miasto Prisrend, rozległa aglomeracja tureckich i albańskich domów, z której wyłaniały się wdzięczne minarety pięćdziesięciu meczetów. Wśród nich można było wyróżnić dzwonnicę pojedynczego greckiego kościoła prawosławnego. W ciemnym zakątku ukryta była mała katolicka kaplica, której kapłan jest dotowany przez rząd austriacki. Po południu nadeszła wiadomość, że droga z Dibry do Monastyru została odcięta, ponieważ Bułgarzy byli w Prilepie i nacierali na Monastyr. To przekreśliło ostatnią nadzieję na to, że część serbskiej armii dotrze do tego miasta, by ruszyć pociągiem przez Grecję do Salonik. To była klęska na całej linii.

Wieczorem, po kolacji, major Sekcji Operacyjnej Sztabu Głównego przedstawił mi techniczne podsumowanie działań na różnych frontach w ciągu ostatniego miesiąca. „28 października”, powiedział, „armia serbska dysponowała niewielkimi siłami na południu, na linii Tetovo-Gostivar-Kičevo oraz oddziałem na Babunie. Był też oddział na linii Ferizović-Giljane. „W Starej Serbii siły były zgrupowane w następujący sposób: Na lewym brzegu zachodniej Morawy znajdował się korpus armijny na froncie Gorny-Milanowac-Kricz. Drugi korpus znajdował się na prawym brzegu Wielkiej Morawy w okolicach Ćupriji i Paraćina. Trzeci korpus zajmował okolice Plotcz w pobliżu Niszu”. Główną ideą Sztabu Głównego w tym czasie było skoncentrowanie wszystkich dostępnych wojsk w kraju między zachodnią Morawą a południową Morawą oraz wzmocnienie wojsk na froncie Giljan-Ferizović i oczekiwanie na przybycie wojsk francuskich”. 2 listopada oddziały na lewym brzegu Morawy Zachodniej musiały ustąpić przed przeważającymi siłami Niemców i wycofać się na prawy brzeg. Oddziały, które znajdowały się w okolicach Ćupriji i Paraćina zostały w konsekwencji zmuszone do wycofania się w kierunku góry Jastrebac, podczas gdy oddziały w okolicach Niszu musiały opuścić swoje pozycje i wycofać się na Leskovac. Pozycja tych sił pod koniec 7 listopada stała się niezwykle krytyczna, ponieważ jedna z ich dywizji doznała poważnych strat w okolicach Leskovaca. Linia odwrotu tego korpusu, Lebane-Medvedje, była zagrożona. Był to główny powód przyspieszenia odwrotu wszystkich korpusów armijnych, podczas gdy oddziały, które utrzymywały się na prawym brzegu Morawy Zachodniej, zostały zmuszone do wycofania się w kierunku Raszki.

„Oddziały, które wycofały się w okolice góry Jastrebac, otrzymały rozkaz wycofania się w kierunku Kuršumliji, Prepolac i Prisztiny. Ich instrukcje brzmiały: wycofywać się powoli, broniąc każdej możliwej pozycji tak długo, jak to możliwe. Inne mniejsze oddziały wycofały się na Jankovą Klissurę. „W międzyczasie korpus armijny, który odpierał ataki w pobliżu Lescovaca, nieco poprawił swoją pozycję. Został wzmocniony i przeprowadził udany atak na Bułgarów, co pozwoliło mu wykorzystać linię odwrotu przez Lebane-Medvedje, która w pewnym momencie była poważnie zagrożona. Była więc w stanie wycofać się w kierunku Prisztiny.

„W rezultacie udało się uratować serbskie armie, i to pomimo faktu, że odwrót musiał być prowadzony przez kraj posiadający niewiele dróg. To, co sprawiło, że sytuacja była niezwykle trudna, to fakt, że presja ze strony niemieckich armii na północy była połączona z bułgarską ofensywą nadchodzącą z południa, która została rozmieszczona na linii biegnącej od Vranje do Lescowaca”. Armia serbska pod Rašką otrzymała następnie rozkaz zajęcia linii Raška-Novi Bazar, by zagrodzić drogę do Mitrowicy. Wszystkie pozostałe serbskie armie zostały przeniesione na Równinę Kossowa, by wzmocnić oddziały w Macedonii i podjąć generalną ofensywę. Wojska w Macedonii otrzymały rozkaz, aby w miarę możliwości odbić Giljane i zapobiec wycofaniu się Bułgarów z Kačanika.

„W bitwie pod Kačanikiem Serbom udało się odzyskać bardzo ważną pozycję Jegovac; ale zadanie, które przed nimi stało, było ponad siły oddziałów wyczerpanych tygodniami zmęczenia i trudów. Sforsowanie silnie okopanych linii bułgarskich przez armię, której tyły były zagrożone przez dwie armie niemieckie i bułgarskie, było ponad jej siły i musiała wycofać się do Prisrend”.

Od 24 do 26 listopada byliśmy zajęci przygotowaniami do wyjazdu. Sztab Kwatery Głównej, dowodzony przez feldmarszałka Putnika, liczył, wraz z eskortą, ponad 300 osób, z ponad 400 końmi wierzchowymi i bagażowymi. Wiekowy wojewoda jest, jak już wspomniałem, astmatykiem i nie jest w stanie wsiąść na konia ani stawić czoła przenikliwemu zimnu albańskich gór. Przemierzanie górskich dróg jakimkolwiek pojazdem kołowym jest jednak całkowicie niemożliwe. W związku z tym postanowiono skonstruować coś w rodzaju lektyki, w której weteran mógł być przenoszony przez góry na ramionach serbskich żołnierzy. Francuzi w Prisrend, składający się z lotnictwa i innych jednostek, liczący w sumie prawie 250 oficerów i żołnierzy, postanowili przekroczyć góry tą samą trasą, co Sztab Główny, wyruszając dzień wcześniej, bezpośrednio za królem i Królewskim Dworem. Oddział ten był dowodzony przez pułkownika Fourniera, francuskiego attache wojskowego, mającego za porucznika majora Vitrata, szefa francuskiej sekcji lotnictwa. Sekcja ta oddała ogromne usługi armii serbskiej podczas całego odwrotu. Major Vitrat jest oficerem, który zasłużyłby się każdej armii. Rzadko spotykałem człowieka o bardziej zdecydowanym charakterze, a już na pewno o większej odwadze. Jego przykład zainspirował Korpus Lotniczy od pilotów po ostatnich szoferów transportowych. Francuski oddział składał się z trzech marynarzy z baterii dział marynarki wojennej w Belgradzie, 94 mechaników samochodowych, 125 oficerów i żołnierzy sekcji lotnictwa oraz 5 operatorów łączności radiowej. Personel został wykorzystany zgodnie ze swoimi predyspozycjami. Komisja ds. zakupu niezbędnych zwierząt jucznych została utworzona z dwóch obserwujących oficerów Sekcji Lotniczej, jednego kapitana huzarów i drugiego kapitana artylerii. Oficerowie zebrali pieniądze, które jeszcze posiadali, na zakup prowiantu niezbędnego do podróży, czyli 18 000 franków.

Okazało się to najtrudniejszą częścią organizacji, ponieważ żywność i pasza stawały się rzadkością. Znaleziono pewną ilość kukurydzy dla 70 koni jucznych ekspedycji w cenie jednego franka za „oka” (tureckie „oka” to około trzech funtów angielskich) oraz dziesięć owiec, które towarzyszyły kolumnie i były zabijane i zjadane w zależności od potrzeb. Kolejną trudnością była kwestia transportu pół tuzina chorych z oddziału. Nie można było znaleźć koni do ich transportu, a noszenie ich na noszach przez towarzyszy nie wchodziło w rachubę. Pułkownik Fournier rozwiązał tę trudność, zarządzając transport samolotem. Sekcja nadal dysponowała sześcioma maszynami zdolnymi do lotu, pomimo faktu, że przez dwa i pół miesiąca byli wystawieni nocą i dniem bez schronienia na wiatr, deszcz i śnieg. W czwartek, 25 listopada, sześć samolotów wyruszyło przez góry do Scutari. Był to pierwszy raz w historii wojskowości, kiedy samolot został wykorzystany w służbie pogotowia ratunkowego. Ale ta innowacja okazała się bardzo udana - samoloty dotarły do Scutari w czasie o połowę krótszym niż reszta oddziału, która potrzebowała dni na marsz przez pokryte śniegiem wzgórza.

Rzeczywiście, z pewną zazdrością obserwowaliśmy start tych samolotów-ambulansów, gdy przypomnieliśmy sobie o trudnym zadaniu, które czekało nas, zanim będziemy mogli dołączyć do nich w Scutari. Du Bochet i ja zorganizowaliśmy podróż z francuską kolumną i przekazaliśmy majorowi Vitratowi listę prowiantu, który mogliśmy wnieść do wspólnych zapasów. Pierwsza trasa, z Prisrend do Lioum-Koula, wiedzie dość dobrą drogą. Postanowiono wysłać zwierzęta juczne dzień wcześniej i pokonać trzydzieści kilometrów do Lioum-Koula, która jest ostatnią wioską na terytorium Serbii, samochodami Korpusu Lotniczego. Ponieważ droga z tego punktu dalej jest zwykłym szlakiem dla owiec przez góry, całkowicie niepraktycznym dla pojazdów kołowych, samochody zostaną tam zniszczone, aby zapobiec ich wpadnięciu w ręce wroga.
Przetłumaczono z DeepL.com (wersja darmowa)

Poniżej cytadela w Prisrend i mapy z kampanii Serbskiej jesienią 1915 roku.

GURU1piorunów

Ciekawe jakie to były samoloty.

Tytan0piorunów

@Opornik
Maurice Farman

Cos takiego znalazłem:

The fourth, equally important French mission that came to Serbia at the same period as the medical-military mission was the mission of the French pilots. The Aeroplane mission was sent to Serbia under the command of Major Roger Vitrat and in France’s military documents was registered by its operative name Escadrille MF. S99 (_MF was a type of aeroplane Maurice Farman_, S for Serbia, and number 99 was mission’s serial number). Serbian Headquarters welcomed the arrival of Major Vitra in Niš on 23 March. The rest of the mission arrived in April, so in total it was composed of 9 officers and 99 civilians. During the meeting with Serbian officers Major Vitrat accepted that Smederevska Palanka would become a main base for hangars and repairing aeroplanes, and that the mission would operate in Belgrade area using airport Banjica. The aeroplane mission brought eight Maurice Farman aeroplanes, and four more arrived in Serbia during the summer. Planes had been prepared until 23 April and since then French pilots led surveillance and warfare missions over the territory Alibunar–Slankamen–Novi Sad–Bačka Palnaka–Bijeljina and in Serbia on the airline Smederevo–Loznica. The mission acted independently, under the supervision of Serbian Headquarters, until the retreat. During the evacuation French aeroplane mission was put under the command of the Serbian Third Army. In Scutari on 3rd December when mission arrived the equipment consisted of 12 officers, 115 civilians and 6 members of the radio-telegraph service, which were assigned to the Aeroplane mission shortly before the evacuation. Major Vitrat sent a report to the Serbian Headquarters on 9th December saying that despite all difficulties the mission still had five aeroplanes, but they all were in very poor condition, inoperative for the long surveillance missions from the height. The aeroplanes were without the machine guns, and other equipment, which was left in Prizren before the retreat. Vitrat suggested that planes could only be used for the postal transport along the coastline Scutari-Durres-Elbasan or Scutari-Durres-Valona. For this purpose the planes were used until the mid-January 1916 when they have been transported to Corfu, and after that to Thessaloniki where they were integrated in reformed aeroplane brigade of the Serbian Army. As for Major Vitrat and members of his mission, they were transferred to France on 26 December. Before the departure, the Serbian Headquarters decorated all of the mission’s members with the highest honours.

Pokaż więcej komentarzy (2)

Lider

w Historia

22piorunów

Rosjanie wtoczyli armaty na wzniesienie i zamierzali rozpocząć ostrzał polskiej armii, gdy Kościuszko pogalopował w stronę chłopskiej brygady, krzycząc: „**Zabrać mi, chłopcy, te armaty! Bóg i Ojczyzna! Naprzód wiara!**”

Wymachując w powietrzu pikami i kosami, trzystu chłopów z wrzaskiem ruszyło na przeciwnika. Gnając przed nimi na koniu, Kościuszko machał do nich i wykrzykiwał ich imiona: „**Szymku, Maćku, Bartku – a dalej!**”

Rosjanie oddali jedną albo dwie salwy, zabijając część atakujących, tymczasem wieśniak Wojciech Bartosz dobiegł do działa, które miało właśnie wystrzelić, zdjął kapelusz i zgasił nim tlący się lont. Kosynierzy uderzyli tak szybko, że zdumieni Rosjanie nie zdołali załadować dział ponownie; chłopi, wyrwawszy lonty, zaczęli siec kosami, toporami i pikami i wyrżnęli carskich żołnierzy w dzikiej walce wręcz.

Niektórzy przerażeni Rosjanie próbowali się poddać i błagając o darowanie życia, wołali „Pardon!”. Ale chłopi nie rozumieli francuskiej prośby o łaskę i dalej zawzięcie się bili. Pierwsza grupa kosynierów zdobyła trzy dwunastofuntowe działa, druga – kolejnych osiem. Nadjechała młoda polska kawaleria złożona z ochotników i odepchnęła Rosjan, zdobywając ich flagę.

(Z książki Kościuszko. Książę chłopów)

Obraz: Wojciech Kossak, Kościuszko prowadzi kosynierów do ataku

GURU3piorunów

Nam strzelać nie kazano...

Pokaż więcej komentarzy (2)

GURU

w Historia

20piorunów

Biuro Odbudowy Stolicy dokonało niemal niemożliwego. Podniosło z ruin całe miasto

80 lat temu otwarto Biuro Odbudowy Stolicy. Skupiało specjalistów z wielu dziedzin i przez kilka lat dokonało niemal niemożliwego – podniosło zrujnowane w czasie wojny miasto. Nie bez kozery archiwa biura wpisano na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO. Na początku lutego 1945 r. powołano

Osobistość

w Historia

7piorunów

CIA i Organizacja Gehlena

Amerykanie zdecydowali się wykorzystać wiedzę Reinharda Gehlena i innych oficerów SS, SD, Gestapo i Werhmachtu. Wszystko w celu rozpoznania sowieckich zamiarów w rozpoczynającej się właśnie zimnej wojnie. Nie wszyscy byli z tego powodu zachwyceni… Fot. Reinhard Gehlen w niewoli

GURU

w Historia

10piorunów

12 lutego 1968 miała miejsce masakra w Phong Nhị i Phong Nhất » Historykon.pl

Tego dnia 1968 roku wydarzyła się masakra, która wstrząsnęła światem i pozostaje niezatartym śladem w historii wojny w Wietnamie. Bezbronni cywile stali się celem brutalnego ataku Masakra w Phong Nhị i Phong Nhất, dokonana przez 2. Brygadę Piechoty Morskiej Republiki Korei (ROKMC) w

Lider

w Historia

32piorunów

O przyjaźni Tadeusza Kościuszki z Agrippą Hullem - czarnym służącym

John Paterson był jednym z najbliższych współpracowników Kościuszki w czasie kampanii pod Saratogą. Dwaj oficerowie stali się sobie tak bliscy, że – podobnie jak to zdarzało się w mroźne zimowe miesiące na północy stanu Nowy Jork w okresie kampanii pod Saratogą – czasami spali pod tym jednym kocem.

Ścisłe więzi łączące Kościuszkę z Patersonem objęły także czarnego służącego Patersona, Agrippę Hulla. W czasach gdy niewolnictwo wciąż istniało w stanach północnych, Hull, zwany przez wszystkich Grippy, był człowiekiem wolnym. Dowcipny czarny żołnierz Armii Kontynentalnej chętnie opowiadał o swoim ojcu, podobno afrykańskim księciu. Polski przyjaciel z upodobaniem słuchał historii Grippy’ego na temat jego afrykańskich korzeni.

Paterson, widząc rodzącą się między nimi więź, przekazał swojego służącego pod rozkazy Kościuszki i Grippy z radością służył odtąd polskiemu oficerowi jako jego zaufany ordynans.

(...)

Kościuszko postanowił wybrać się na rekonesans i obejrzeć pozycje na wschodnim brzegu, kazał Grippy’emu pilnować swojej kwatery położonej wysoko nad zakrętem rzeki, niedaleko miejsca, gdzie obecnie stoi pomnik polskiego bojownika. Kościuszko powiedział swojemu ordynansowi, że jedzie w dół rzeki i wróci za dwa albo trzy dni. Grippy, korzystając z jego nieobecności, urządził w domu przyjęcie – zaprosił na nie wszystkich niewolników i wolnych czarnych mężczyzn z obozu.

Goście pili wino i podziwiali popisy Grippy’ego, który paradował po chacie w należącym do Kościuszki odświętnym polskim mundurze: w granatowym kontuszu z karmazynowym kołnierzem i złotymi guzikami oraz czworokątnej czapce ozdobionej strusimi piórami. Ponieważ Kościuszko włożył swoje buty do konnej jazdy, Grippy posmarował sobie nogi czarnym mazidłem, żeby przypominały buty z cholewami. Kościuszko z jakiegoś powodu wrócił jeszcze tego samego wieczoru i kiedy z jego kwatery dobiegły go krzyki i śmiechy, zsiadł z konia i zakradł się do chaty, w której zastał niewolników wznoszących toasty na cześć Grippy’ego i nazywających go „Kościuszko”.

Zdumieni biesiadnicy zachowali się tak, jakby ujrzeli ducha albo, co gorsza, „samego szatana”, gdy prawdziwy Kościuszko stanął wśród nich. Spodziewając się razów od białego oficera, kilku czarnych mężczyzn wyskoczyło przez okna, a reszta wybiegła drzwiami. Przerażony Grippy padł Kościuszce do stóp i kuląc się, zawołał: „Wychłostaj mnie, zabij mnie, panie, zrób ze mną, co chcesz, panie generale”.

Kościuszko wziął jednak Grippy’ego za rękę i powiedział: „Powstań, książę. Nie przystoi godności afrykańskiego księcia padać na twarz przed kimkolwiek”. Kazał mu włożyć czapkę z piórami i poprowadził go przez obóz do kwatery generała Patersona. Widok czarnego mężczyzny w barwnym uniformie i czapce ze strusimi piórami zwrócił uwagę żołnierzy; wkrótce zebrał się tłum i podążył za Kościuszką, który zaciągnął swojego służącego do oficerów, aby wymierzyć mu stosowną karę za kradzież wina i używanie czyichś rzeczy osobistych.

Żołnierze spodziewali się, że czarny mężczyzna zostanie wychłostany za swoje niewłaściwe zachowanie, tymczasem Kościuszko przedstawił paradnie ubranego Grippy’ego jako księcia z Afryki, który postanowił przyłączyć się do walki. Polak mówił tak przekonująco, że wielu uwierzyło, iż Grippy jest księciem.

Oficerowie naprędce zbudowali dla Grippy’ego tron i zmusili go do wzniesienia licznych toastów, winem, brandy oraz koktajlem Hollands, czyli holenderskim ginem z żyta i jęczmienia, aromatyzowanym owocami jałowca. Uczestnicy przyjęcia wypalili na cześć swojego królewskiego gościa fajkę pokoju. Następnego ranka Grippy, zamiast z krwawymi pręgami od chłosty – normalna kara w tych czasach – obudził się ze straszliwym alkoholowym kacem.

Po wojnie Agrippa Hull osiadł w Stockbridge w stanie Massachusetts, założył firmę cateringową, kupił ziemię i zbudował dom. Przez wiele lat z rozrzewnieniem wspominał tę wstydliwą historię, powiadając, że ból głowy spowodowany nadmiarem wypitego alkoholu niewiele różni się od ukrzyżowania.

(Z książki Kościuszko. Książę chłopów)

Osobistość

w Historia

10piorunów

Karol Godula – „król cynku” i „śląski Rockefeller”

Karol Godula to postać, która wywarła olbrzymi wpływ na dzieje górnośląskiego przemysłu. Był nie tylko pionierem rozwoju przemysłu cynkowego na Górnym Śląsku, ale też deputowanym i wicestarostą. Towarzyszyła mu jednak aura tajemniczości. Kim był „śląski Rockefeller”? Fot.

Osobistość

w Historia

7piorunów

Życie osób z niepełnosprawnościami w starożytnym Egipcie

Choć starożytny Egipt kojarzy się dziś z silnymi, zdrowymi budowniczymi monumentalnych konstrukcji, warto pamiętać, że żyli tam także ludzie z niepełnosprawnościami. Jak przedstawiano ich w egipskiej sztuce? Na jakie schorzenia cierpieli? Czy kalectwo było akceptowane? Fot. Scena

GURU

w Historia

7piorunów

II Rzeczpospolita z dostępem do morza: zaślubiny Polski z Bałtykiem » Historykon.pl

W lutym 1920 roku generał Józef Haller wrzucił pierścień w fale Bałtyku, ogłaszając, że Polska znów jest państwem morskim. Zaślubiny Polski z Bałtykiem to symboliczny moment, który przypieczętował powrót naszego kraju nad morze po 123 latach zaborów. To wydarzenie miało nie tylko

Lider

w Historia

8piorunów

Formuła awarskiej okupacji polegała na tym, że koczownicy zjawiali się od czasu do czasu zbierać daniny i zmuszali młodych mężczyzn do współudziału w wyprawach wojennych. Jak wcześniej, musiało przy tej okazji dochodzić do różnych ekscesów. Jednak niesprawiedliwie byłoby patrzeć na mieszkańców południowej Polski jak na ciamajdy, które bezwolnie się poddawały. Niestety, przeciwnik dysponował lepszą technologią. Słowianie, walczący pieszo, nie mieli szans w otwartym polu pokonać awarskiej konnicy.

I wtedy doszło do sytuacji, która nieraz miała się powtarzać w historii kraju nad Wisłą. Gdy w 2013 roku CBOS pytał, co łączy Polaków, na pierwszym miejscu nie znalazły się historia, język, wiara, patriotyzm czy obyczaje. Najczęściej wybierana odpowiedź brzmiała: „klęski, katastrofy, nieszczęścia, wielkie tragedie, zagrożenie, kataklizmy, sytuacje kryzysowe”. Tak też się stało w drugiej połowie VIII wieku, kiedy na jakiś czas zapomniano o wróżdach rodowych i innych krzywdach, by stawić opór Awarom.

Ktoś musiał porwać Słowian znad Wisły do boju. Kandydat na bohatera walk z koczownikami jest tylko jeden. Nazywał się Krak.

_
(Z książki Barbarica. Tysiąc lat zapomnianej historii ziem polskich)