Hejto.pl
Dodaj post

Wpisz coś do wyszukania (minimum 2 znaki)

Historia

Kategoria: Nauka

  • 685 członków
  • 3279 wpisów

GURU

w Historia

4piorunów

Jak Chiny stały się komunistycznym państwem?

Chińska wojna domowa zakończyła się 1949 roku triumfem komunistów pod wodzą Mao Zedonga. Ale Chińska Republika Ludowa mogłaby nie powstać, gdyby nie Stalin. Choć Polskę i Europę Wschodnią spotkał straszny los, najtrwalszą konsekwencją zwycięstw Stalina odniesionych w 1945 r. był

Tytan

w Historia

9piorunów

Front Bałkański w I wojnie światowej część 14, na podstawie "Through the Serbian Campaign -The Great Retreat of the Serbian Army" By Gordon Gordon-Smith wyd. 1916

Poprzednie części pod tagiem

Była szósta rano, gdy dotarliśmy do Niszu. Stacja była zatłoczona ludźmi czekającymi na odjazd, ale panował na niej najwyższy porządek. Nie było żadnych oznak paniki. Tuż przed stacją spotkałem znajomego pułkownika sztabowego. Powiedział mi, że wraz z innym oficerem wyjeżdżają do Salonik z depeszami dla generała Sarraila. Ponieważ linia Nisz-Saloniki została przerwana, jechali samochodem do Monastyru, a stamtąd koleją do Salonik. Powiedział mi, że Pirot padł, a Bułgarzy nacierają na Nisz. Na południu maszerowali na Uskub[Skopje]. Na północy, oprócz armii feldmarszałka von Mackensena, którą widziałem forsującą wejście do doliny Morawy, druga armia niemiecka pod dowództwem generała von Gallwitza nacierała na Kragujevac. Siły austriackie zgromadzone w Bośni przygotowywały się do inwazji na Serbię od tej strony. Kraj był więc atakowany z północy, wschodu i południa. 250 000 Serbów stanęło twarzą w twarz z 300 000 Niemców i Austriaków oraz 400 000 Bułgarów. Cała łączność telegraficzna i pocztowa ze światem zewnętrznym, z wyjątkiem tej przez Monastir, została odcięta, a nawet droga przez Monastir była zagrożona. Po jej odcięciu nasza izolacja byłaby całkowita. Ironią losu instalacja radiowa w Niszu, jedyna w Serbii zdolna do komunikacji z Salonikami, została ukończona i wysłała pierwszą wiadomość zaledwie trzy dni wcześniej, a już musiała zostać zniszczona.

Rząd i Banque Franco-Serbe wyjechały do Kraljeva. Grecja ostatecznie zdradziła swojego sojusznika i odmówiła wypełnienia zobowiązań traktatowych wobec Serbii. Jako wymówkę podano, że traktat przewidywał jedynie, że Grecja przyjdzie Serbii z pomocą, jeśli zostanie ona zaatakowana przez samą Bułgarię, ale nie przewidywał żadnej pomocy w przypadku, gdy kraj ten zostanie wsparty przez inne mocarstwa. Była to oczywiście zwykła bzdura, wymyślona w celu usprawiedliwienia greckiej dezercji. „Fiasko dyplomacji alianckiej w Bułgarii”, dodał pułkownik, „niewątpliwie przyczyniło się do zmiany poglądów w Grecji”. W tym momencie nadjechał samochód z drugim oficerem. Pułkownik uścisnął dłoń, wsiadł do niego i ruszył w długą podróż do greckiej granicy. Moim jedynym zmartwieniem było teraz zabranie bagażu i pojechanie pociągiem do Kraljewa, aby znaleźć Banque Franco-Serbe i członków rządu. Obawiałem się, że moja gospodyni, starsza pani w wieku około siedemdziesięciu pięciu lat, mogła dołączyć do exodusu, ale ku mojej uldze znalazłem ją nadal w domu, a mój bagaż był nienaruszony. Przywitała mnie w serbskim języku i najwyraźniej wyraziła radość z mojego bezpiecznego powrotu. Na poczcie zastałem kilku urzędników wciąż na swoich stanowiskach, choć teraz cieszyli się synekurą, przynajmniej jeśli chodzi o listy. Kilka przewodów wciąż działało dla oficjalnych wiadomości, ale operatorzy byli gotowi je przeciąć i usunąć urządzenia w każdej chwili. W Bella Kaphana zauważyłem, że dawny tłum zniknął. Kilkanaście osób jadło lunch w przygnębiającej ciszy. Wszędzie widać było niepokój. Od czterech dni nie ukazała się żadna gazeta, a ponieważ oficjalne Biuro Prasowe towarzyszyło rządowi, nie mieliśmy nawet biuletynów pisanych na maszynie.

Sytuacja z każdą godziną stawała się coraz bardziej rozpaczliwa. Słyszałem, że Sztab Kwatery Głównej przygotowywał się do opuszczenia Kragujevaca i udania się do Kruševac, a także podejmowano działania mające na celu zniszczenie Arsenału i całej jego zawartości. Ranni, których można było przenieść, zostali już ewakuowani. Ponieważ od trzech dni prawie nie spałem, postanowiłem przenocować w Niszu i następnego dnia wyruszyć do Kraljewa. Niektóre bojaźliwe dusze przepowiadały, że kiedy się obudzę, zastanę Bułgarów w posiadaniu miasta, ale już dawno nauczyłem się lekceważyć takie przepowiednie. Wiedziałem, że garnizon, który ewakuował Pirot, walczy w tylnej straży w górach na wschodzie i że dotarcie do Niszu zajmie Bułgarom co najmniej kolejne czterdzieści osiem godzin. Następnego wieczoru, po niekończącym się oczekiwaniu na stacji kolejowej, wyruszyłem do Kraljeva. Musiałem przesiąść się w Stalatch i poprosiłem strażnika, aby ostrzegł mnie, kiedy tam dotrzemy, ponieważ urzędnicy już dawno przestali wywoływać nazwy stacji. Obiecał to zrobić, ale nie dotrzymał słowa, w wyniku czego minąłem Stalatch. Wysiadłem na stacji Paraćin, gdzie miałem przyjemność czekać siedem godzin na pociąg powrotny do Stalatch. Tutaj musiałem pozostać całą noc, czekając na pociąg do Kraljeva, do którego dotarłem około czwartej po południu.

Pierwszą wizytę złożyłem w Banque Franco-Serbe, który mieścił się w opuszczonej willi, a kasjer siedział za kuchennym stołem. Ponieważ powiedział mi, że nie ma pojęcia, jak długo bank pozostanie w Kraljevie ani dokąd się uda po opuszczeniu tego miasta, wyciągnąłem moją całkowitą fortunę, około kilku tysięcy dinarów, które wiedziałem, że będą musiały mi wystarczyć, dopóki nie dotrę do świata zewnętrznego. Następnym problemem było znalezienie zakwaterowania. 15 000 mieszkańców Kraljeva zostało wzmocnionych przez ponad 6 000 uchodźców. Każdy dom i kawiarnia były wypełnione po brzegi, ale w końcu po długich poszukiwaniach udało mi się, płacąc ceny hotelu Savoy, zdobyć nędzny pokój w gospodzie dziesiątej kategorii. Nieszczęsny korpus dyplomatyczny znalazł kwaterę najlepszą z możliwych, a obiady i kolacje jadał w sali publicznej Hotelu de l'Europe, trzeciorzędnego hostelu, w którym na stołach nie było obrusów, a serwety niestety wymagały prania w wannie. Tutaj, ku mojemu zaskoczeniu, spotkałem współbrata w osobie M. Paula du Bocheta, młodego francuskiego Szwajcara, który był korespondentem Petit Parisien. On i ja, wraz z panem Henrym Barby z paryskiego Journala, byliśmy jedynymi zagranicznymi członkami czwartej władzy[prasy], którzy pozostali w Serbii. Du Bochet był w Cettinje, gdy dotarła do niego wiadomość o austriacko-niemieckiej inwazji, i natychmiast pospieszył ze stolicy Czarnogóry, by dołączyć do armii serbskiej. Najpierw udał się na południe i dotarł do Uskubu[Skopje], ale tylko po to, by dowiedzieć się, że jest ewakuowany. Wyjechał ostatnim pociągiem do Pristiny i Mitrowicy, a po czterech dniach ciągłej podróży dotarł do Kraljewa. Tutaj dowiedział się, że Sztab Główny opuścił Kragujevac i udał się do Kruševac, ponieważ to pierwsze miasto było obecnie poważnie zagrożone przez armię generała von Gallwitza.

Powiedziałem mu, że zamierzam udać się do kwatery głównej i uzyskać pozwolenie na powrót na front. Umówiliśmy się, że pojedziemy razem i wyruszyliśmy następnego popołudnia, przybywając w samą porę na wieczorny posiłek Sztabu Kwatery Głównej. Podczas posiłku usłyszeliśmy najnowsze wiadomości. Kragujevac był poważnie zagrożony i mógł upaść w każdej chwili. Transport samochodowy i kolejowy pracowały dzień i noc, aby uratować co się da z zawartości Arsenału. Wszystko, czego nie udało się uratować, zostało zniszczone. Uskub[Skopje] został zdobyty przez Bułgarów, a angielski Korpus Pogotowia Ratunkowego pod dowództwem Lady Paget został wzięty do niewoli, ponieważ odmówiła ona pozostawienia swoich rannych. Nisz był teraz również w rękach Bułgarów, podczas gdy armia von Mackensena przedzierała się w górę doliny Morawy, aby się z nimi połączyć. Gdy to się uda, droga do Konstantynopola będzie otwarta, a Niemcy będą mogli wysyłać do Turcji amunicję, bez której jej opór wkrótce się załamie. To rozstrzygnęłoby los ekspedycji na Gallipoli. Serbskie oddziały Pierwszej Armii pod dowództwem generała Živojina Mišića, w obliczu armii von Gallwitza, po opuszczeniu Kragujevaca, wycofałyby się na Kraljevo, podczas gdy Druga i Trzecia Armia, pod dowództwem generała Stepy Stepanovića i generała Pavle Jurišića Šturma, wycofałyby się na Kruševac. Spowodowałoby to, że Armia Serbska znalazłaby się w krytycznym położeniu, ponieważ byłaby wtedy zwrócona plecami do pasma gór, które w tym miejscu przecinają Serbię ze wschodu na zachód, i przez które istnieją tylko dwa przejścia, jedno biegnące z Kruševaca do Kuršumliji, a drugie z Kraljewa do Mitrowicy przez Raszkę. Operacja ta przypominałaby przelanie stugalonowej beczki przez szyjkę butelki od piwa.

Po przekroczeniu tego pasma górskiego wojska serbskie opuściłyby Starą Serbię, czyli Serbię sprzed wojny z Turcją, i zostałyby zepchnięte do Sandżaku w Nowym Bazarze, terytorium, które zaledwie cztery lata temu znajdowało się pod panowaniem sułtana. Jedyną nadzieją na uniknięcie tej katastrofy było wstrzymanie przez Drugą i Trzecią Armię dalszego postępu armii niemieckiej w dolinie Morawy. Wobec ogromnej przewagi sił niemieckich, szanse na to wydawały się niewielkie. Ponieważ jednak istniała szansa, że cud się dokona, du Bochet i ja zdecydowaliśmy się ruszyć naprzód i dołączyć do Drugiej Armii. Zadanie rządu było teraz kolosalnie trudne. Jedna trzecia królestwa znajdowała się w rękach Niemców i Austriaków. Setki tysięcy ludzi opuściło swoje domy i napływało na południe, zalewając miasta i wsie. Postępy Bułgarów na wschodzie i południu spychały kolejną część ludności na zachód i północ. Było jasne, że prawie cała ludność kraju wkrótce zgromadzi się w Sandżaku w Nowym Bazarze, plecami do albańskiej i czarnogórskiej granicy. Ponadto, w miarę jak kilometr po kilometrze linii kolejowych wpadał w ręce wroga, tabor kolejowy napływał z północy oraz ze wschodu i południa, zagęszczając to, co wciąż pozostawało w serbskich rękach. Każda bocznica była przepełniona, a masa ciężarówek i wagonów pasażerskich wciąż rosła. W konsekwencji, ponieważ linia jest jednotorowa, a pociągi jadące w górę muszą zjeżdżać na boczny tor, aby przepuścić pociągi jadące w dół, zatłoczenie groziło zatrzymaniem ruchu. Naszą pierwszą trudnością był transport. Ponieważ nie mogliśmy już liczyć na kolej, konieczny był pojazd ciągnięty przez konia lub woła. Ponieważ nie mieliśmy teraz pewności, że będziemy w stanie wrócić do jakiegokolwiek miasta po jego opuszczeniu, musieliśmy być przygotowani na zabranie ze sobą naszego bagażu. Ja zredukowałem swój do najmniejszej możliwej ilości. Du Bochet miał jeszcze mniej, ponieważ jadąc do Czarnogóry zostawił swój główny bagaż w Kragujevacu i za kilka godzin najprawdopodobniej znajdzie się on w rękach Niemców.

Gruba ryba

w Historia

20piorunów

W 1361 roku pod Visby na Gotlandii doszło do bitwy między wojskami duńskimi a gotlandzkimi chłopami. Po starciu odkryto masowe groby poległych, w których zachowały się ich ciała w kolczugach. To unikatowe znalezisko pozwoliło archeologom na szczegółowe badania uzbrojenia i ran zadanych podczas bitwy.

Kompan0piorunów

Widzę kolce do przebijania opon yy znaczy stóp

Tytan

w Historia

14piorunów

Front Bałkański w I wojnie światowej część 13, na podstawie "Through the Serbian Campaign -The Great Retreat of the Serbian Army" By Gordon Gordon-Smith wyd. 1916

Poprzednie części pod tagiem

KIEDY stało się jasne, że Niemcy sforsowali wejście do doliny Morawy, opuściłem linię walk i wróciłem do Palanki. Szofer naszego automobilu był niezaznajomionym z okolicą i zabłądził podczas przejazdu przez niewielki las. W chwili, gdy mieliśmy się z niego wyłonić, sierżant i kilku ludzi, którzy prowadzili rozpoznanie na skraju lasu, wbiegli na środek ścieżki i dali nam znak, abyśmy się zatrzymali. Wyjaśnili nam, że zmierzamy prosto na niemieckie linie. Z pewnym trudem skierowaliśmy samochody na wąską ścieżkę i cofnęliśmy się. Długi objazd, który musieliśmy wykonać, zanim dotarliśmy do szosy prowadzącej do Palanki, zajął nam tyle czasu, że kiedy tam dotarliśmy, okazało się, że niemiecka artyleria ustawiła baterię na szczycie pasma wzgórz oddalonego o około trzy mile. Widząc dwa samochody sztabowe, natychmiast otworzyli ogień. Pierwszy pocisk wybuchł około dwieście pięćdziesiąt metrów za nami, tuż nad grupą żołnierzy. Drugi wybuchł mniej więcej pięćdziesiąt metrów za nami. W momencie, gdy spodziewałem się, że trzecim strzałem trafią w cel, wjechaliśmy w przecinkę, która ukryła nas przed wzrokiem. Tutaj zatrzymaliśmy się, aby zabrać ze sobą żołnierza, który został ciężko ranny w głowę przez pierwszy odłamek i zabraliśmy go do najbliższego ambulansu.

W drodze do Palanki poszedłem złożyć wyrazy szacunku pułkownikowi Terziczowi, dowódcy Dywizji Szumadii, w wiosce, w której założył swoją kwaterę główną. Zaprosił mnie na obiad z nim i jego sztabem, ale powiedział, że godzina zależy od tego, ile czasu zajmie jemu i jego szefowi sztabu na opracowanie planu operacji na jutro i wydanie rozkazów. Spędziłem ten czas spacerując po wiosce (której nazwa wyleciała mi z pamięci), która, jak mi powiedziano, cieszy się dumnym zaszczytem bycia największą społecznością wiejską w Serbii. Z pewnością jest jedną z najlepiej prosperujących, ale nie jest to zaskakujące, ponieważ dolina Morawy ma reputację najbardziej żyznej w królestwie. Mówi się, że jej mieszkańcy są najbogatszymi chłopami w kraju. Kwatera główna dywizji mieściła się w wiejskiej szkole. Bałagan był najbardziej demokratyczny, jaki kiedykolwiek widziałem. Wraz z pułkownikiem Terzichem, jego szefem sztabu i innymi oficerami, siedzieli podoficerowie i ludzie pełniący rolę sekretarzy i sanitariuszy. Wszyscy jedli to samo, z tą różnicą, że przy stole oficerskim podawano wino. Pułkownik Terzitch jest jednym z najsłynniejszych i najzdolniejszych żołnierzy w armii serbskiej (obecnie jest ministrem wojny), a jego dywizja, rekrutowana w dolinie Szumadii, jest równie sławna jak jej dowódca.

Podczas posiłku przekazał mi kilka szczegółów dotyczących sił atakujących jego dywizję. Składały się one z trzech dywizji: dwóch dywizji Trzeciego Niemieckiego Korpusu Armijnego, dowodzonych przez generała von Lochowa oraz 46 Dywizji Dwudziestego Trzeciego Korpusu Armijnego. Dywizjami piechoty III Korpusu Armijnego były 6. Dywizja pod dowództwem generała Meyera von Radka i 25. Dywizja Rezerwowa pod dowództwem generała von Jarrolskiego. 6 Dywizja składała się z 20, 24 i 64 Pułku Piechoty oraz batalionu „Jaeger” lub lekkiej piechoty, 3, 18 i 39 Pułku Artylerii oraz 3 Pułku Kawalerii. 25 Dywizja Rezerwowa składała się ze 168 pułku regularnego, 83 i 113 pułku rezerwowego, 13 i 25 pułku artylerii oraz 4 rezerwowego pułku dragonów. 46 Dywizja Rezerwowa, która uzupełniała siły, składała się z 214, 215 i 216 Rezerwowego Pułku Piechoty, dwóch pułków artylerii i pułku kawalerii. Został on najwyraźniej naprędce zaimprowizowany na potrzeby kampanii serbskiej, ponieważ tworzące go oddziały zostały sprowadzone z Ypres i Arras na froncie francuskim oraz z Brześcia Litewskiego na froncie rosyjskim. Pułkownik Terzitch poinformował mnie, że straty Serbów tego dnia wyniosły prawie 300 zabitych. Łącznie w trzydniowych walkach zginęło ich ponad 1200. Przewaga liczebna Niemców nad Serbami wynosiła dwa i pół do jednego. Pomimo miażdżącej przewagi wroga, Serbowie walczyli z odwagą i pewnością siebie, broniąc swoich pozycji pozycja za pozycją.

Ponieważ zależało mi na wyjeździe do Niszu, około dziesiątej pożegnałem się z pułkownikiem Terzichem i wyruszyłem do Palanki. Deszcz lał się strumieniami, a cała okolica zamieniła się w grzęzawisko. Samochód brnął po osie w błocie przez około pięć czy sześć mil, po czym zatrzymał się, całkowicie utknąwszy w błocie. Skorzystaliśmy z pomocy przejeżdżającego zaprzęgu wołów, ale nawet jego wysiłki nie zdołały ruszyć samochodu. Nie pozostało nam nic innego, jak porzucić nasz pojazd. Kilkaset metrów dalej natknęliśmy się na pusty ambulans. Wciąż był w stanie się poruszać, więc wsiedliśmy do niego i powoli oraz z trudem pokonaliśmy drogę do stacji, pokonując trzy mile w ponad godzinę. W Palance nie było pociągu, a zawiadowca stacji nie potrafił mi powiedzieć, kiedy będzie następny, ponieważ transport wojskowy praktycznie zmonopolizował linię. Telegraficzne zapytania ujawniły fakt, że nasz pociąg został odstawiony na boczny tor dwie stacje dalej, ale kiedy dotrze do Palanki, nikt nie był w stanie powiedzieć. Deszcz lał się strumieniami. Jedynym schronieniem było biuro zawiadowcy, w którym rozgrzany do czerwoności piec doprowadził temperaturę do tureckiej łaźni. Ponieważ nie spałem od trzydziestu sześciu godzin, wyciągnąłem z kąta torbę pocztową, która posłużyła mi za poduszkę, i położyłem się na podłodze. Wstawałem co godzinę lub dwie, by sprawdzić, jakie mamy szanse na ucieczkę, ale za każdym razem zastawałem ten sam monotonny korowód pociągów wojskowych przetaczających się przez stację. Dla zabicia czasu poprosiłem operatora telegrafu, by obdzwonił swoich kolegów na całej linii i w ten sposób otrzymałem najnowsze wiadomości i plotki, zwłaszcza plotki, ponieważ wydawało się, że brakuje wiarygodnych wiadomości. Słyszeliśmy, że Strumnitza jest w rękach Bułgarów, którzy wysadzili mosty po obu stronach miasta, tak że komunikacja kolejowa z Salonikami została definitywnie przerwana. Nisz wciąż znajdował się w rękach Serbów, ale szybko pustoszał, a jego mieszkańcy uciekali tysiącami. Ale Pirot wciąż się trzymał, więc natychmiastowe zajęcie Niszu nie było prawdopodobne.

Ponieważ do południa wciąż nie było śladu naszego pociągu, wraz z kilkoma francuskimi chirurgami wojskowymi postanowiliśmy udać się do wioski na lunch. Tutaj zastaliśmy wszystko w chaosie. Mieszkańcy w pośpiechu ładowali swój dobytek na wozy i furmanki i szykowali się do ucieczki. W gospodzie udało nam się zdobyć trochę jedzenia, ale musieliśmy poczekać, aż gospodarz wypakuje noże i łyżki z wozu na podwórzu, na którym znajdował się jego dobytek, przygotowany do ucieczki. Powiedziano nam, że Niemcy znajdują się zaledwie siedem mil stąd, a zajęcie Palanki spodziewane jest następnego ranka. Kiedy jedliśmy obiad, przybył posłaniec od zawiadowcy stacji, aby powiedzieć, że długo oczekiwany pociąg w końcu przyjechał i poprosić nas o pośpiech. Pięć minut później byliśmy już w drodze do Niszu. Choć odległość wynosi tylko około 60 mil, podróż zajęła nam szesnaście godzin. Pociąg był wypełniony uchodźcami, którzy uciekli z naddunajskich miast podczas bombardowania. W moim przedziale były trzy młode dziewczyny, nauczycielki w Belgradzie, które umilały sobie czas śpiewając narodowe ballady Serbii. Ich muzyka jest wyjątkowo piękna, z nutą smutku charakterystyczną dla wszystkich słowiańskich melodii.

GURU

w Historia

40piorunów

1897 "Czesząca się" - Władysław Ślewiński (1856-1918)
Ktoś z państwa słyszał o Ślewińskim? Bo mało znany raczej chyba

Prześliczne, okres Młodej Polski (ok. 1890-1918), a obraz do zobaczenia w Muzeum Narodowym w Krakowie.
Namalowany w Paryżu - malarskim centrum świata, ale do emigracji Pan Władysław miał też inne powody ( ͡° ͜ʖ ͡°)
>W 1886 Ślewiński przejął odziedziczony po matce majątek Pilaszkowice na Lubelszczyźnie, który w krótkim czasie poważnie zadłużył prowadząc życie „złotego i beztroskiego młodzieńca” w Warszawie.
>Ostatecznie majątek i finanse Ślewińskiego pogrążyło ujawnienie dużej kradzieży w miejscowej gorzelni przez gorzelnianego i urzędnika akcyzy, w wyniku czego obciążono go podatkiem akcyzowym za alkohol w wysokości 20 tysięcy rubli.
>Z tego powodu, w 1888 r., uciekł przed podatkami i wierzycielami do Paryża.
>W latach 1888–1890 studiował w paryskiej Académie Colarossi.
Wrócił na kilka lat nad Wisłę w 1905 roku (szalenie dynamicznym społecznie, intelektualnie i politycznie okresie gdy rewolucja rosyjska rozlała się na cały rosyjski zabór), gdzie malował często w tematyce tatrzańskiej.

GURU5piorunów

Widac ze by sie przydal pomocnik coby ja poczesal, Erwinko na ochotnika !

GURU3piorunów

Komentarz usunięty

GURU5piorunów

@UmytaPacha ciezko mam prawny zakaz wchodzenia na cmentarz Pere-Lachaise. Wlosy i zielony kocyk wyszly najladniej tak plynnie jak w impresionizmie co sie roztopil jak serek w toscie. (° ͜ʖ °)

GURU5piorunów

Komentarz usunięty

Pokaż więcej komentarzy (21)

GURU

w Historia

6piorunów

Zabytki, powódź, rekordy – wyniki konkursu fotograficznego Wiki Lubi Zabytki 2024.

Blisko 20 tysięcy nadesłanych zdjęć, niezwykłe obrazy dokumentujące dziedzictwo kulturowe Polski oraz dramatyzm tegorocznej powodzi na Śląsku – to główne osiągnięcia XIII edycji konkursu fotograficznego Wiki Lubi Zabytki. Wydarzenie zakończyło się spektakularnym sukcesem, gromadząc

GURU

w Historia

10piorunów

Historia Grenlandii - od wikingów po współczesność. Historia największej wyspy świata

Historia Grenlandii to fascynująca opowieść o tysiącach lat osadnictwa, kontaktów międzykulturowych i zmieniających się układów geopolitycznych. Od pierwszych kultur arktycznych, które zamieszkiwały wyspę, przez wikińskie osady i okres dominacji duńskiej, aż po współczesne

Osobistość

w Historia

2piorunów

Niewiele brakowało, a to on zamiast Wałęsy stanąłby na czele Solidarności

Postać Mariana Jurczyka do dziś budzi wiele emocji. Dla jednych był krystalicznie uczciwym przywódcą i ofiarą aparatu bezpieczeństwa PRL, który siłą chciał zmusić go do współpracy. Dla innych – tajnym informatorem SB i nieudolnym politykiem, który zaprzepaścił wiele szans na

Lider

w Historia

42piorunów

Dzień dobry,
Dziś wyszukałem zdjęcie SU-100 wykonane zapewne w jakiejś radzieckiej fabryce traktorów. Bo wiadomo że w radzieckiej fabryce traktorów produkuje się lub ewentualnie działa samobieżne. Jest to działo samobieżne produkcji radzieckiej wdrożone do służby pod koniec będące wersją rozwojową SU-85 Numery 85 i 100 pochodzą od kalibrów armat podanych w mm). Na pierwszy rzut oka oba pojazdy są niemal identyczne, więc jak je rozpoznać w prosty sposób? Na zdjęciu trudno oszacować kaliber czy długość lufy (SU-100 ma nieco dłuższą) więc trzeba zwrócić uwagę na prawą stronę pojazdu i stanowisko dowódcy. W SU-100 stanowisko to wystaje poza obrys nadbudówki i tworzy wyraźne uwypuklenie w prawej burcie. Jednak na poniższym zdjęciu jest to niewidoczne. Tutaj nam pozostaje wpatrzenie się w jarzmo działa - jest delikatnie inne. No chyba, że ktoś zna jeszcze inne różnice to chętnie się dowiem.

Fanatyk6piorunów

@Rzeznik to nie takie proste. Niektóre kadłuby SU-100 uzbrajano w armatę 85 mm (tzw. SU-85M).

Lider9piorunów

@MostlyRenegade zgadza się, wtedy chyba mamy odczynienia z wystającym stanowiskiem dowodzenia oraz jarzmem działa z SU-85:

Lider4piorunów

> Bo wiadomo że w radzieckiej fabryce traktorów produkuje się  lub ewentualnie działa samobieżne.
@Rzeznik "co to jest- nie świeci i nie mieści się w d⁎⁎ie?" 😉

Pokaż więcej komentarzy (4)

GURU

w Historia

10piorunów

Historia jednej fotografii z Bazy Zdjęć PAP: pieczarki zamiast parówki, czyli polskie fast foody lat 80.

Dziś wybór fast foodów jest ogromny – można je kupić na ulicy, w barach i restauracjach czy z dostawą do domu. Na początku lat 80., gdy punkty z jedzeniem serwowanym na poczekaniu zaczęły w Polsce licznie powstawać, w bułkach królował farsz z pieczarek. Parówki były towarem

Lider

w Historia

22piorunów

Dzień dobry, wszystkiego dobrego w Nowym Roku. Nowy Rok, nowe ale nie tym razem. Dziś będzie artyleria samobieżna. Fotka Przedstawia M7B1 wyzwalającego Luxemburg pod koniec 1944 roku.

M7 jest to amerykańska samobieżna haubica o kalibrze 105mm. Brytyjczycy nazywali je "Priest" (ang. ksiądz) rzekomo od kształtu stanowiska strzelca wyglądającego na ambonę (na fotce słabo widoczne, bo po prawej stronie pojazdu). Pojazd ten był początkowo budowany na podwoziu M3 Lee, a później M4 Sherman. Brytyjczykom tak sie spodobała koncepcja, że stworzyli bardzo podobny pojazd Sexton.

Tytan6piorunów

Ang. sexton = zakrystian / koscielny

GURU

w Historia

3piorunów

Czy wiesz, kiedy było trzech papieży? » Historykon.pl

W latach 1409-1415 istniało trzech papieży jednocześnie. Jak do tego doszło? Aby w pełni to zrozumieć, należy cofnąć się do XIV wieku, kiedy pod koniec pontyfikatu Bonifacy VIII (pontyfikat: 1294-1303) wpadł w konflikt z królem Francji Filipem IV Pięknym. Biskup Rzymu sromotnie

Lider

w Historia

48piorunów

Badanie DNA Wikingów na nowo definiuje ich tożsamość i zasięg -

Przełomowe badanie opublikowane niedawno w czasopiśmie Nature zmapowało dziedzictwo genetyczne Wikingów, ujawniając złożoną sieć migracji, więzi rodzinnych i wymian kulturowych, które rozciągały się na całą Europę i poza nią. Badania zsekwencjonowały DNA 442 osób z pochówków z epoki Wikingów, oferując niezwykłe spostrzeżenia na temat życia i ruchów tych żeglarzy.

Badanie prowadzone przez Eske Willersleva z University of Cambridge i University of Copenhagen rzuca światło na wpływy Wikingów ze Skandynawii na tak odległe regiony jak Grenlandia, Włochy i Ukraina. Wśród godnych uwagi odkryć znalazło się czterech braci pochowanych razem w Estonii, kuzynów rozsianych między Danią a Anglią oraz osoby o pochodzeniu nieskandynawskim, takie jak Saami, Irlandczycy i Szkoci, pochowane zgodnie z wikińskimi zwyczajami. Wyniki sugerują również, że „Wiking” był często tożsamością kulturową lub społeczną, a nie ściśle etniczną, a osoby z zewnątrz przejmowały wikińskie praktyki. Dowody DNA pokrywają się z historycznymi sagami, pokazując odrębne wzorce migracji, takie jak Norwegowie udający się do Irlandii i Grenlandii, Duńczycy do Anglii, a Szwedzi do krajów bałtyckich i Rosji. Pomimo podróży, mieszanie się genów w Skandynawii pozostało zaskakująco ograniczone.

/tłumaczone maszynowo

link do wpisu: https://x.com/Dr_TheHistories/status/1875065553255276888/photo/1

GURU21piorunów

@Half_NEET_Half_Amazing wiking to zawód, czynność
jak running, swimming czy nordic hehe walking

GURU3piorunów

Komentarz usunięty przez moderatora

Fanatyk1piorunów

@Belzebub czy to prawda że UE zlikwidowała rimming?

GURU2piorunów

Komentarz usunięty przez moderatora

Pokaż więcej komentarzy (5)

Tytan

w Historia

14piorunów

Front Bałkański w I wojnie światowej część 12, na podstawie "Through the Serbian Campaign -The Great Retreat of the Serbian Army" By Gordon Gordon-Smith wyd. 1916

Poprzednie części pod tagiem

To presja z frontu bułgarskiego ostatecznie przechyliła szalę na korzyść Niemców. Każdy dzień przynosił Niszowi nowe doniesienia o gromadzeniu się wojsk na wschodniej granicy, a 12 października 1915 armie generałów Nikoły Żekowa i Klimenta Bojadżiewa, bez wcześniejszego wypowiedzenia wojny, zaatakowały wzdłuż całej linii frontu. Sama Armia Bułgarska była o sto tysięcy ludzi silniejsza niż cała armia serbska licząca 250 000 ludzi, która dodatkowo musiała stawić czoła na północy 300 000 Niemców i Austriaków uzbrojonych po zęby. Od tego momentu było jasne, że główny wysiłek Niemców skierowany był na dolinę Morawy. Gdy tylko znajdzie się w ich rękach, będą mogli sforsować ją aż do granicy bułgarskiej i połączyć siły z bułgarskimi sojusznikami. Dałoby im to również posiadanie linii kolejowej Belgrad-Nisz-Sofia-Konstantynopol. Gdy tylko połączenie z Bułgarami zostanie osiągnięte, będą mogli przerzucić wojska i amunicję do Konstantynopola. Gdy tak się stanie, francusko-brytyjskie przedsięwzięcie w Gallipoli stanie się beznadziejne. Prawdziwa obrona tych sił znajdowała się na brzegach Dunaju. Alianci dostrzegli to, gdy było już za późno. Siły generała Sarraila były la moutarde apres le diner[fr. "musztarda po obiedzie"], jak powiedzieliby nasi francuscy przyjaciele. Wylądowały w Salonikach o dwa miesiące za późno, by w najmniejszym stopniu przyczynić się do uratowania sytuacji. Gdy tylko niemiecki plan operacji stał się jasny, postanowiłem podjąć wysiłek dotarcia do linii walk serbskich sił na froncie naddunajskim. Sztab główny znajdował się w Kragujevacu, mieście położonym w połowie drogi między Niszem a Belgradem. Kragujevac to miasto o dużym znaczeniu militarnym, ponieważ znajduje się tu główny serbski arsenał, zbudowany przez francuską firmę Creusot. Chociaż odległość wynosiła zaledwie sześćdziesiąt mil, podróż okazała się długa i męcząca, pociąg pędził z prędkością około dziesięciu mil na godzinę i nieustannie zbaczał z trasy, aby umożliwić przejazd pociągów wojskowych załadowanych wojskiem, bronią i amunicją.

Kragujevac okazał się przyjemnym miasteczkiem z ładnie zbudowanymi domami i dobrze obsadzonymi ogrodami i sadami. Przypuszcza się, że jest ono szczególnie uprzywilejowane pod względem meteorologicznym, a serbskie przysłowie mówi, że "rzadki jak deszcz w Kragujevacu". Jeśli deszcz, gdy nadejdzie, w jakikolwiek sposób przypomina ulewę, która spadła, gdy przyjechałem i podczas całego mojego pobytu, mogę to uznać jedynie za specjalne zrządzenie Opatrzności. Uzyskanie pozwolenia na wyjazd na front nie okazało się łatwą sprawą. Raporty znad Dunaju nie były wesołą lekturą. Wojska serbskie były mocno naciskane, a w takich chwilach generałowie nie dbają o to, by do ich innych kłopotów dodawać zapewnienie dziennikarzom wszelkich środków bezpieczeństwa. Jednak po sporych nakładach dyplomatycznych otrzymałem w końcu pozwolenie na udanie się do Palanki, gdzie, jak mi powiedziano, znajdę dywizję Szumadija, która broniła przed Niemcami wejścia do doliny Morawy.

Ale co innego dostać pozwolenie na wyjazd na front, a co innego się tam dostać. Kazano mi pojechać pociągiem o dziewiątej do Lapova i tam przesiąść się na linię do Palanki. Byłem na stacji punktualnie co do minuty, ale nie można powiedzieć tego o pociągu. Nieustannie pojawiały się pociągi wojskowe zapchane żołnierzami jadącymi na północ, by wzmocnić walczący front, a także inne, wiozące rannych z frontu, jadące w przeciwnym kierunku. Ponieważ linia jest jednotorowa, wiązało się to z dużym obciążeniem jej zasobów, ponieważ bocznice były zatłoczone, a personel przepracowany. Godzina po godzinie czekaliśmy w strugach deszczu. Perony lśniły od wilgoci w surowym świetle lamp łukowych. Pociąg za pociągiem wyłaniał się z ciemności, powoli, ze skrzypiącymi i jęczącymi osiami, przejeżdżał przez stację i ponownie zostawał pochłonięty przez ciemność. Przez chwilę można było dostrzec serbskich żołnierzy, stojących stoicko w otwartych wagonach w strugach deszczu, lub zobaczyć sylwetki karabinów z lufami skierowanymi w niebo, gdy przejeżdżały, a głowy koni wyłaniały się przez otwory bydlęcych wagonów używanych do ich transportu. W końcu, o czwartej nad ranem, nadjechał nasz pociąg i po około półgodzinnym pobycie na stacji ruszył powoli w kierunku Lapova. Po przybyciu na miejsce zastaliśmy chaos i zamieszanie. Słyszeliśmy, że Bułgarzy zbliżali się do Niszu i wydano rozkaz ewakuacji tego miasta. Pociąg za pociągiem wlewał się do Lapova, wyrzucając swój kontyngent uciekinierów. Na peronach piętrzyły się wysokie góry kufrów i koszy, zaśmiecone karetkami pogotowia, wśród których przemieszczały się setki francuskich lotników, chirurgów i pielęgniarek Czerwonego Krzyża, dziesiątki oficerów i funkcjonariuszy cywilnych.

Wieści, które przywieźli, nie były radosne. Powiedziano, że Bułgarzy będą w Niszu za dwadzieścia cztery godziny. Nie była to dla mnie zbyt radosna wiadomość, ponieważ cały mój bagaż wciąż tam był, a wszystkie moje pieniądze, z wyjątkiem kilkuset dinarów, które miałem przy sobie, znajdowały się pod opieką Banque Franco-Serbe. Ale doświadczenie nauczyło mnie przyjmować takie raporty cum grano sails [z przymrużeniem oka]. Jako że Serbowie, gdy opuszczałem Nisz czterdzieści osiem godzin wcześniej, wciąż byli w posiadaniu twierdzy Pirot, dwadzieścia kilometrów od miasta, nie spodziewałem się tak szybkiego przybycia Bułgarów. Tak czy inaczej, w tej chwili zmierzałem w przeciwnym kierunku i resztę musiałem pozostawić losowi. Około siódmej przyjechał pociąg do Palanki i ruszyliśmy w dalszą drogę. Wraz ze mną było kilku oficerów sztabowych udających się na front oraz trzech lub czterech francuskich lekarzy wojskowych. Wkrótce ciężki huk armat oznajmił, że zbliżamy się do celu, a w południe nasz pociąg powoli wjechał na stację Palanka. Na zewnątrz wszystko wskazywało na to, że jesteśmy bardzo blisko linii walk. Długie szeregi dział polowych ciągniętych przez zaprzęgi cierpliwych wołów wypełniały ulice, ciągły strumień wagonów ambulansów wiozących rannych wlewał się na dworzec, aby dotrzeć do bocznic, na których stały pociągi szpitalne, podczas gdy drugi strumień wagonów, wypełnionych amunicją i żywnością dla żołnierzy, poruszał się w przeciwnym kierunku. Tłumy uciekających chłopów zalały miasteczko, oblegając gospody i piekarnie, domagając się jedzenia. Obiecane samochody sztabowe nie przyjechały, więc francuscy lekarze i ja udaliśmy się do najbliższej restauracji, aby zjeść lunch i poczekać na ich przybycie. Była prawie druga, kiedy się pojawili, a my ruszyliśmy na linię walk. Wkrótce po opuszczeniu miasta natknęliśmy się na niekończącą się linię wozów zaprzężonych w woły, jadących w kierunku Palanki.

Wraz z nimi podążały dziesiątki chłopskich wozów zastawionych meblami i pościelą przykrytą jaskrawo kolorowymi kołdrami, na których siedziały stare kobiety i dzieci zbyt małe, by wytrzymać trudy marszu. Mężczyźni, kobiety i starsze dzieci maszerowali obok, prowadząc woły lub pędząc niezliczone stada bydła, owiec i świń. Niektórzy prowadzili nawet stada gęsi i innych ptaków hodowlanych. Kiedy pokonaliśmy strome podejście i dotarliśmy na szczyt, naszym oczom ukazał się niezwykły widok. Jak okiem sięgnąć, z przodu i z tyłu ciągnęła się niekończąca się procesja pojazdów zmierzających na południe. Było jasne, że rozpoczął się odwrót i że tabory bagażowe dywizji są w drodze. Ale nie było pośpiechu ani zamieszania, wszystko odbywało się w największym porządku. Tylko kobiety wykazywały oznaki zdenerwowania, spoglądając z przestrachem w kierunku północy, skąd słychać było nieprzerwany grzmot dział. Było jasne, że kilka mil dalej szalała zaciekła bitwa. Ale druga linia wzgórz skrywała właściwe pole bitwy i dopiero pół godziny później, gdy pokonaliśmy drugie wzniesienie, ujrzeliśmy je w pełnej krasie. Gdy dotarliśmy na szczyt, naszym oczom ukazała się wspaniała panorama. U naszych stóp rozciągała się pofałdowana równina zamknięta z prawej i lewej strony wysokimi wzgórzami, przez które wiła się rzeka. Była to słynna dolina Morawy, przez którą przez wieki przelewała się fala inwazji. W oddali na horyzoncie można było dostrzec połysk wody wskazujący na bieg Dunaju. W centrum panoramy, po węgierskiej stronie Dunaju, znajdowała się góra w kształcie piramidy. Tutaj, jak mi powiedziano, znajdowała się kwatera główna feldmarszałka von Mackensena, który kierował operacjami sił inwazyjnych. Dokładnie naprzeciwko, między nami a Dunajem, w środkowej odległości, znajdowała się kolejna linia niskich wzgórz biegnących poprzecznie przez dolinę. Tu i ówdzie usiane były kępami drzew i niewielkimi lasami, wśród których można było dostrzec dachy kilku wiosek. W pobliżu grzbietów znajdowały się serbskie baterie, które walczyły z niemieckimi siłami nacierającymi od strony Dunaju, by sforsować wejście do doliny. Nie widzieliśmy dział, ale krótkie, ostre strzały z ich luf zdradzały ich pozycje. Wioski, z których kilka płonęło, były utrzymywane przez serbską piechotę, podczas gdy za kępami drzew mogliśmy dostrzec gdzieniegdzie pułk kawalerii pod osłoną.

Ale nic nie mogło wytrzymać potężnego ognia niemieckich ciężkich dział. Wrogowi udało się, za cenę niekończących się trudności, przetransportować kilka swoich monstrualnych dział na prawy brzeg Dunaju, które ostrzeliwały serbskie linie. Ogromne pociski z dział trzydziestoośmiocentymetrowych wbijały się w grzbiety wzgórz, które dymiły jak wulkany, gdy wybuchały te ogromne pociski. Ich efekt był tak ogromny, że grzbiety zmieniały swój kształt na naszych oczach. W miarę jak jedno działo po drugim wchodziło do akcji, pozycja Serbów stawała się nie do obrony. Nie mieli artylerii, którą mogliby skutecznie odpowiedzieć na pociski tego kalibru, a my widzieliśmy długie linie pokrytej szarymi płaszczami piechoty wijące się w dół zbocza, wykorzystujące lasy, rowy i zrujnowane wioski jako osłonę przed morderczym ogniem wroga. Minutę lub dwie później powietrzem wstrząsnęła potężna eksplozja, a kilka kilometrów dalej słup czarnego dymu uniósł się powoli w niebo. Serbowie wysadzili ostatni most na Morawie. Na przeciwległym grzbiecie zaczęły pojawiać się długie szeregi niemieckiej piechoty. Kilka serbskich batalionów pomaszerowało na linię wzgórz, z których obserwowaliśmy niemieckie natarcie. Natychmiast zabrały się do budowy linii okopów. Stanowiły one straż tylną serbskich sił, których zadaniem było osłanianie odwrotu serbskiej dywizji. Spoglądając wstecz wzdłuż drogi do Palanki, widzieliśmy, że niekończąca się linia furmanek została zastąpiona długimi kolumnami piechoty. Niemieckie działa wciąż grzmiały na froncie, a nowe masy piechoty przybywały na szczyt wzgórza i przygotowywały się do zejścia ze zbocza. Von Mackensen sforsował wejście do doliny Morawy.

GURU

w Historia

5piorunów

Powstanie chochołowskie

To miał być kolejny wielki zryw narodowy, ale w ostatniej chwili został odwołany. Jednak chochołowscy górale się o tym nie dowiedzieli – i stanęli do walki. Na Podhalu hasła niepodległościowe głoszone przede wszystkim przez Towarzystwo Demokratyczne Polskie spotkały się z pełnym

GURU

w Historia

15piorunów

Ludwik Hirszfeld, polski lekarz, który uratował tysiące Serbów

Ludwik Hirszfeld, wybitny polski lekarz i mikrobiolog, zapisał się w historii Serbii walką z epidemią tyfusu w czasie I wojny światowej. Pod jego pomnikiem w Belgradzie co roku składane są wieńce, a poruszony jego historią restaurator nie pobiera od Polaków opłat za posiłki. Polski

GURU

w Historia

11piorunów

31 grudnia 1994 roku rozpoczęła się I bitwa o Grozny » Historykon.pl

Tego dnia 1994 roku rozpoczęła się I bitwa o Grozny, znana także jako I szturm Groznego I bitwa o Grozny (ros. Штурм Грозного, Sturm Grosnogo) trwała od 31 grudnia 1994 do lutego 1995 roku i była akcją armii rosyjskiej mającą na celu odbicie miasta Grozny z rąk sił