Hejto.pl
Dodaj post

Wpisz coś do wyszukania (minimum 2 znaki)

Książki

Kategoria: Literatura

  • 826 członków
  • 9260 wpisów

Autorytet

w Książki

17piorunów

780 + 1 = 781

Tytuł: Nos

Autor: Nikołaj Gogol

Kategoria: klasyka

Format: ebook

Liczba stron: 31

Ocena: 7/10

Krótka satyra. Pewien rosyjski urzędnik budząc się zauważa, że z jego twarzy zniknął nos. Ale to nie jest najgorsze, nos ten prowadzi odrębne życie i przechadza się po ulicach petersburga. Bohater próbuje go znaleźć i przytwierdzić na właściwe miejsce.

Lubię taki niedorzeczny i absurdalny humor.

Opublikowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Lider

w Książki

18piorunów

779 + 1 = 780

Tytuł: To za dużo dla mnie

Autor: Darko Cvijetic

Kategoria: literatura piękna

Wydawnictwo: Noir sur Blanc

Format: ebook

Liczba stron: 150

Ocena: 8/10

To nie jest książka, którą da się "opowiedzieć". To raczej doświadczenie - poszatkowane, niespokojne, momentami wręcz odpychające, a jednocześnie dziwnie przyciągające. Cvijetić buduje swoją opowieść wokół Filipa Latinovicia - zbrodniarza wojennego, który wraca do domu po latach i zamiast potępienia dostaje coś znacznie bardziej niepokojącego - status bohatera - symbolu. To punkt wyjścia, ale szybko okazuje się, że fabuła jest tu tylko szkieletem dla czegoś znacznie cięższego.

Największą siłą tej książki jest jej forma. To kolaż: notatki, listy, monologi, urwane sceny, cytaty, powroty do tych samych motywów. Historia nie płynie - ona się rozrywa na kawałki i scala na nowo. I to działa, bo dokładnie tak funkcjonuje pamięć i trauma. Już od pierwszych stron widać, że autor świadomie rozbija narrację, zestawiając różne głosy i porządki - literackie, historyczne i osobiste. Dzięki temu czytelnik nie dostaje jednej wersji świata, tylko chaos, który musi sam uporządkować.

Bardzo mocno wybrzmiewa tu motyw winy. Nie jako jednorazowego aktu, ale jako czegoś, co zostaje z człowiekiem na zawsze. Świetnym przykładem jest obraz "niesienia kości" - przekonania, że każdy powinien dźwigać szczątki tych, których zabił. To jeden z tych fragmentów, które wchodzą pod skórę i zostają tam na długo. Podobnie działa cały wątek powrotu Filipa - człowieka, który sam widzi siebie jako mordercę, podczas gdy społeczeństwo próbuje zrobić z niego symbol.

Ciekawie wypadają też nawiązania do "Zbrodni i kary". Nie są one tylko literackim mrugnięciem oka - raczej próbą przepisania tej historii na realia wojny i współczesności. Raskolnikow u Dostojewskiego mierzy się z winą jednostkową, tutaj mamy winę zbiorową, rozmytą, często wypieraną. To mocne zestawienie, które pokazuje, jak bardzo zmienił się kontekst moralny w ciągu 1 wieku.

Jednocześnie to książka trudna w odbiorze. Brak klasycznej fabuły, ciągłe przeskoki, brutalność obrazów i języka - wszystko to sprawia, że momentami można się od niej odbić. Są fragmenty, które wydają się chaotyczne albo zbyt hermetyczne. To książka, za którą trudno "przepaść", ale od której trudno się oderwać. Jest w niej coś magnetycznego - może szczerość, może brutalność, może fakt, że nie próbuje być wygodna dla czytelnika. To literatura, która bardziej działa niż opowiada i choć momentami męczy, to zostawia po sobie ciężar, którego trudno się pozbyć.

Po raz kolejny musze zganić polską okładkę książki, która jest nijaka. A w porównianiu z oryginalną (2 zdjęcie), wypada blado.

Opublikowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Lider

w Książki

20piorunów

778 + 1 = 779

Tytuł: Długa noc zimowa

Autor: Elizabeth Hand

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: Zysk i S-ka

Format: ebook

Liczba stron: 418

Ocena: 5/10

Wpierdzieliłem się w cegłę "Solenoid", której lektura skutecznie wydłużyła mi czas czytania innych książek.

"Długa noc zimowa" to książka, która teoretycznie powinna bardzo dobrze trafić w mój gust: mamy postapokaliptyczny świat, dziwną biologię, resztki upadłej cywilizacji, eksperymenty na ludziach, ruiny, mity, teatr i bohaterów próbujących zrozumieć własną tożsamość. Na poziomie pomysłu jest tu naprawdę dużo rzeczy, które mogłyby złożyć się na mocną, duszną i niepokojącą powieść weird fiction, które lubię. Problem w tym, że sama lektura częściej mnie męczyła, niż wciągała.

Najbardziej podobał mi się klimat. Elizabeth Hand potrafi stworzyć obrazy, które zostają w głowie: laboratorium, Miasto Drzew, zrujnowane przestrzenie, rytuały, dziwne istoty i świat po katastrofie, który nie jest prostym pustkowiem, ale czymś bardziej organicznym, chorym, przerażającym i nieprzewidywalnym. Ciekawy jest też pomysł Wendy jako empaty - osoby stworzonej do przejmowania cudzych traum, która dopiero przez cudze emocje zaczyna uczyć się własnego człowieczeństwa.

Niestety dla mnie to za mało, żeby książka naprawdę zadziałała. Autorka zasypuje czytelnika nazwami, frakcjami, pojęciami, mitologicznymi odniesieniami i fragmentami historii świata, ale zbyt rzadko daje wystarczające oparcie, żeby się w tym wszystkim odnaleźć. Uwielbiam techniczny żargon w książkach postapo i wszystkie aspekty tego, jak doszło do katastrofy. A tu często miałem wrażenie, że zamiast odkrywać świat, muszę się przez niego przedzierać. To nie była dla mnie przyjemna tajemnica, tylko chaos, który utrudniał immersję.

Za zbędne uznałbym nadmierne komplikowanie wszystkiego: mitologii, języka, struktury świata i symboliki. Niektóre elementy brzmią ciekawie same w sobie, ale nie zawsze pracują na emocje albo fabułę. Momentami miałem poczucie, że książka bardziej chce wyglądać na głęboką i niejednoznaczną, niż naprawdę prowadzić czytelnika przez mocną historię. Przez to nawet dobre sceny tracą siłę, bo giną w nadmiarze ornamentów.

Największym problemem było dla mnie to, że trudno było się emocjonalnie przywiązać do bohaterów. Wendy i Rafael mają ogromny potencjał, ale ich historia zbyt często znika pod warstwą symboli, wizji, rytuałów i dziwności dla samej dziwności. Lubię literaturę wymagającą i nieoczywistą, ale tutaj zbyt często czułem dystans zamiast zaangażowania. A szkoda, bo potencjał był na prawdę niezły.

Książka z bardzo ciekawym światem i kilkoma świetnymi pomysłami, ale zbyt chaotyczna, przeładowana i nieprzejrzysta, żeby naprawdę mnie porwać. Zamiast hipnotycznej, postapokaliptycznej opowieści dostałem powieść, która miała duży potencjał, ale za często sama sobie przeszkadzała.

Książkę wygrzebałem na dysku z paczki setek PDFów i zachęciła mnie bardzo skrajnymi ocenami na LubimyCzytać.

Opublikowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Fanatyk

w Książki

190piorunów

Od jutra będę w szpitalu. Z tego względu nie będzie newsów książkowych przez kilka dni. Znając moje szczęście, to w tym czasie George R.R. Martin ukończy "Wichry zimy", Jacek Piekara zakończy Cykl Inkwizytorski, wydawnictwo MAG zapowie Path of Ascendancy, a mnie to wszystko ominie. Do przeczytania za jakiś czas. O ile przeżyję

Pokaż więcej komentarzy (30)

Autorytet

w Książki

29piorunów

777 + 1 = 778

Tytuł: I nie było już nikogo

Autor: Agatha Christie

Kategoria: kryminał, sensacja, thriller

Wydawnictwo: Wydawnictwo Dolnośląskie

Format: ebook

Liczba stron: 230

Ocena: 8/10

Fajnie się to czytało. Chociaż sam przebieg zdarzeń jest mało prawdopodobny. Ale podobał mi się styl narracji.

Na wyspę zostaje zaproszonych 10 osób, krótko po przybyciu dowiadują się, że na wyspie nie ma gospodarza a goście zaczynają po kolei ginąć. Pozostali muszą szybko rozwiązać zagadkę.

Ogólnie właśnie się dowiedziałem, że pierwszym tytułem tej książki było "Dziesięć małych murzynków" xD

Pokaż więcej komentarzy (8)

Fanatyk

w Książki

14piorunów

Newsy książkowe od Whoresbane'a!

Drugi news / 03.05.2026

Wydawnictwo IX zapowiada nową powieść Radomira Darmiły. "Tęcza za horyzontem" trafi do księgarń w okolicach wakacji. Poniżej okładka i krótko o treści.

Kosmiczny rajder "Kobuz" podczas bojowej misji wykonuje awaryjny skok w nadprzestrzeń i trafia... gdzieś. W absurdalne miejsce, które nie powinno istnieć. Ginie większość załogi, w tym kapitan, część personelu wariuje, a zdrowie psychiczne pozostałych dalekie jest od normy. Wszyscy mają problemy z pamięcią, a Trzeci nie wie nawet, kim właściwie jest.

Na ekranach nie widać gwiazd, a jedynie jasne obiekty nad nieskończoną równiną oświetlaną przez nieznane źródło — gasnące i znowu rozbłyskujące w nieregularnym rytmie. Komputer nie przyjmuje rozkazów i odpowiada niezrozumiałym bełkotem. Na dodatek w odległości ledwo kilkuset kilometrów znajduje się okręt nieprzyjaciela — „Rainbow Rider” — należący do Federacji, śmiertelnych wrogów Zjednoczenia. Nieprzyjaciel nie chce jednak walczyć i prosi o rozmowę. Co się za tym kryje?

 'a - tag, pod którym chwale się nowymi nabytkami oraz wrzucam newsy o książkach

Chcesz mnie wesprzeć? Mój Onlyfans ( ͡° ͜ʖ ͡°)

⇒ patronite.pl/ksiazkiWhoresbane

⇒ suppi.pl/ksiazkiwhoresbane

     

Gruba ryba

w Książki

20piorunów

775 + 1 = 776

Tytuł: James

Autor: Percival Everett

Tłumaczenie: Kaja Gucio

Kategoria: Literatura piękna

Ocena: 7/10

*

– Ja to widze tak. Jak kto bez specjalnych reguł nie umi sam odróżnić, co dobre, a co nie, jak mu trza takie rzeczy tłumaczyć, to nie może być dobry. Jak ci jakiś Bóg musi mówić, co dobre, a co złe, to nigdy sie tego nie dowiesz.

Na samym początku chciałem podziękować koledze @JapyczStasiek za podrzucenie mi tego tytułu. Zaburzył mi tym, oczywiście, zaplanowaną kolejność czytania, ale chciałem zapoznać się z Jamesem w miarę na świeżo po lekturze Przygód Hucka Finna. Niczego nie żałuję, a co za tym idzie nie mam do kolegi żadnych w związku z tym roszczeń ani pretensji.

Pan Everett zrobił w Jamesie kilka rzeczy kapitalnych. Po pierwsze sam pomysł na to żeby przedstawić tę samą, dobrze znaną historię z perspektywy innego bohatera już zasługuje na uwagę, jeśli nie na szacunek. Na szacunek natomiast na pewno zasługuje to, że panu Everettowi udało się ten zamysł zrealizować – sam w końcu miewałem podobne pomysły, ale u mnie na pomysłach się kończyło. Drugą sprawą jest wykreowanie świata, który w żadnym momencie nie jest sprzeczny z tym, który opisał pan Mark Twain. To poprzednie zdanie zasługuje na szczególną uwagę, bo pan Everett nie zrobił czegoś, co zrobić mógłby i co byłoby ze wszech miar słuszne, uzasadnione i całkowicie poprawne (choć książka wiele by na tym straciła, a nawet byłaby książką całkowicie inną niż jest), nie osadził mianowicie swojej opowieści po prostu w świecie stworzonym przez pana Twaina. Pan Everett zrobił coś więcej, pan Everett wykreował świat znajdujący się jakby obok świata z książki pana Twaina. I nie chodzi tutaj wcale o jakieś paranormalne byty, o których Jim w Przygodach Hucka Finna opowiada Huckowi, koncept pana Everetta jest o wiele bardziej interesujący. Nie będę jednak zdradzał tutaj o co chodzi – wydaje mi się, że to powinno rozjaśnić się każdemu, kto na lekturę Jamesa by się zdecydował.

Opowieść przedstawiona w tej książce początkowo biegnie całkowicie zgodnie z tym, co opowiedział pan Mark Twain w roku 1884, a później się rozjeżdża. Oczywiście, pan Everett, decydując się na uczynienie narratorem Jima, musiał uzupełnić te luki, które pan Twain zostawił w swojej historii rozdzielając w niej na jakiś czas Jima i Hucka. Tyle że – tak mi się wydaje – opowieść (albo sam Jim) wymknął się w pewnym momencie autorowi spod kontroli (to podobno często zdarza się w czasie pisania i przynosi zaskakująco dobre efekty względem tego, co napisać się zaplanowało, o ile w ogóle nie umożliwia czasami opowiedzenia historii do końca, bo ta złośliwa małpa jakoś nie chce poddawać się wymyślonemu i skrupulatnie dopracowanemu planowi) i James od pewnego momentu podąża swoją drogą, całkowicie inną niż u pana Twaina. Tutaj powstaje u mnie pytanie, podobne do tego jakie powstało kiedy śledziłem różnice w Królu pana Twardocha w jego w jego wersji książkowej i serialowej: czy jest to jedna historia w dwóch wersjach, czy może jednak są to dwie różne historie? (Nawet zadałem kiedyś to pytanie panu Twardochowi – odpowiedział mi na nie, co słusznie przewidział kolega @CzosnkowySmok, „Nie wiem”; może spróbuję się z tym problemem zwrócić do pana Everetta? – ma ktoś może jego maila albo numer telefonu?)

I tak, James bardzo mi się podobał. Podobał mi się tak w kwestii na tę książkę pomysłu, tak w kwestii tej historii opowiedzenia (literacko i narracyjnie), jak w końcu w kwestii problemów, które poruszał (o, ile znalazłem analogii do tego, co dzisiaj obserwuję na co dzień!). Problemem okazała się dla mnie tylko tej książki końcówka. Po pierwsze od pewnego momentu (od kiedy autor rozstaje się z wersją – przyjmijmy roboczo ten wariant – pana Twaina) opowieść przyspiesza i miałem wrażenie, że, względem tego, co było wcześniej, jest napisana trochę po łebkach. Druga rzecz to to, że rozochocony wspaniałym, płynącym początkiem, gdzie sam sobie wyciągałem sądy na podstawie tego, co przeczytałem, byłem dość zdegustowany końcówką, która – w mojej ocenie – bardzo bezpośrednio i wprost narzuca (i tak zresztą oczywistą i jednoznaczną, ale to samo w sobie jeszcze nie jest wadą) interpretację całej historii.

James jest dla mnie bardzo ciekawą książką również z tego względu, że rzuca całkowicie inne światło na postaci, które znalem czy to z Przygód Tomka Sawyera czy też z Przygód Hucka Finna. Przykładem takiej postaci niech będzie sędzia Thatcher. Czy był on postacią, którą polubiłem – w utworach pana Twaina być może tak, a przynajmniej nie pojawiała się u mnie myśl, że może on być postacią złą. Po lekturze Jamesa mam już w tej sprawie wątpliwości – sędziego Thatchera już niekoniecznie lubię (to też ciekawa rzecz jak inne spojrzenie na to samo może odmienić sąd), jednak miałbym też wątpliwości czy można wprost nazywać go złym. To czasy, przynajmniej z przedstawionego w książce punktu widzenia były złe, sędzia Thatcher był po prostu tych czasów przedstawicielem. Z drugiej jednak strony, to przecież ludzie stworzyli tamte czasy i tamtą rzeczywistość. Zastanawiając się więc nad tym, czy sędzia Thatcher był postacią złą odpowiem, cytując pana Twardocha – „Nie wiem”. Ale ta niewiedza to dla mnie tylko dodatkowa wartość wynikająca z zestawienia tych trzech pozycji.

Jeszcze tylko słowo w kwestii tłumaczenia. Wydawca opisuje je jako „brawurowe” z czym absolutnie się nie zgadzam, a nawet co mnie drażni – nie lubię nadużywania wielkich słów, choć i mnie samemu w przypływie emocji się zdarza. Jestem akurat w czasie lektury książki _Ocalone w tłumaczeniu_ pana Stanisława Barańczaka (ależ jej czytanie jest przyjemne, ale jest również mozolne! – idzie mi to bardzo powoli, bo czacha dymi) i stałem się (przynajmniej tymczasowo) dość uważny na kwestie związane z przekładem. To właśnie z tego powodu, chcąc zweryfikować to, co napisał wydawca, sięgnąłem do fragmentów oryginału. Jeśli możemy (a uważam, że możemy) mówić o brawurze, to taką językową brawurą wykazał się raczej pan Everett. Pani Gucio wykonała natomiast, moim zdaniem, kawał ogromnie solidnej (i pewnie równie trudnej) pracy translatorskiej. Jej przekład jest i piękny i wierny (przynajmniej w tych fragmentach, które sobie porównałem) ale brawury w nim jakoś znaleźć nie potrafię. Chyba że, co byłby uzasadnione, za brawurę, zgodnie z tego słowa definicją, uznać już sam fakt porwania się na tłumaczenie tej książki – wówczas zgoda, ale brawurową w tym przypadku byłaby sama pani Gucio, a nie jej tłumaczenie.

Skoro i tak jest już długo, to nie zaszkodzi jeszcze trochę tego wpisu przedłużyć informacją zupełnie bezużyteczną, choć dla mnie ważną. Otóż do lektury bardzo pozytywnie nastawiło mnie również i to, że książkę otwiera kilka tekstów piosenek folkowych z opisywanego okresu (dziś nazywanych niekiedy "standardami"), a pierwszym z nich jest tak lubiany przeze mnie Old Dan Tucker (tutaj w świetnym wykonaniu pana Bruce’a Springsteena, tutaj w wykonaniu naszego Kraków Street Band, a tutaj – co mnie zdziwiło, że w takie coś w ogóle istnieje – cała playlista z różnymi wykonaniami tego utworu, choć nie jest ta playlista kompleta, sam znam jeszcze kilka innych😉). No i to tłumaczenie tego tekstu na język polski – pan Barańczak chyba mnie zepsuł, bo o ile uważam, że pani Gucio z prozą poradziła sobie świetnie, tak w jej przekładzie poezji – jaką, uważam są teksty piosenek – moim zdaniem trochę nie poszło. Brakuje mi w tych polskich tekstach czegoś, co ja nazwałbym „poetyckością”, a co pan Barańczak, dużo ode mnie jednak mądrzejszy, nazywał w swojej książce „dominantą semantyczną”.

Pokaż więcej komentarzy (3)

Fanatyk

w Książki

25piorunów

Cytat na dziś:

– No dobrze. A teraz uciekamy.

– Dokąd?

Rincewind westchnął. Wiele już razy usiłował wyjaśnić ludziom podstawy swej filozofii, ale jakoś nic do nich nie docierało.

– Nie martw się o “dokąd” – powiedział. – z moich doświadczeń wynika, że ta kwestia zawsze się jakoś rozwiąże. Kluczowym słowem jest “stąd”

Terry Pratchett, ERYK

Fanatyk

w Książki

14piorunów

Newsy książkowe od Whoresbane'a!

Państwowy Instytut Wydawniczy przygotowuje wznowienie w serii Rodowody Cywilizacji. "Bogowie Grecji. Obraz boskości w zwierciadle greckiego ducha" Waltera F. Otto ma ustaloną premierę na 5 czerwca 2026 roku. Wydanie w twardej oprawie obejmie 352 strony, w cenie detalicznej 75 zł. Poniżej okładka i krótko o treści.

Walter F. Otto, znakomity znawca tematu, oprowadza nas po świecie wierzeń starożytnych Greków i filozoficznych podstawach europejskiej kultury. Malując piórem portrety poszczególnych bóstw olimpijskich, jednocześnie zachęca do głębszej refleksji nad istotą relacji człowiek - bóstwo. Książka jest zaskakującą podróżą w świat greckiej myśli o transcendencji - idei, której panteon bóstw z opowieści mitologicznych jest „namacalnym” ucieleśnieniem. Sam autor objaśnia we wstępie: „Jak wszystko, co greckie, także grecka idea boga jest dla nas czymś bliskim i niemal nieosiągalnie dalekim zarazem. Celem niniejszej książki było i jest przyczynienie się do przezwyciężenia uprzedzeń, które stoją na przeszkodzie pełnemu zrozumieniu owej idei oraz dopuszczeniu do głosu jej prawdziwych świadków w stopniu, w jakim na to zasługują”. Dzieło o Bogach Grecji i jego uzupełnienie w postaci "monografii" Dionizosa są uważane za kanon podejścia do analizy mitologii i mechanizmów opisu wierzeń starożytnych.

 'a - tag, pod którym chwale się nowymi nabytkami oraz wrzucam newsy o książkach

Chcesz mnie wesprzeć? Mój Onlyfans ( ͡° ͜ʖ ͡°)

⇒ patronite.pl/ksiazkiWhoresbane

⇒ suppi.pl/ksiazkiwhoresbane

      

Gruba ryba

w Książki

29piorunów

774 + 1 = 775

Tytuł: Tybetańska Księga Umarłych

Autor: Padmasambhava

Kategoria: Tekst rytualny

Wydawnictwo: Tłumaczył Ireneusz Kania

Liczba stron: 55

Ocena: 5/10

Oj xD

Nawet nie wiem jak to ocenić, dam 5, tak ze środka skali.

Ta książka to generalnie poradnik dla zmarłego, co ma teraz robić żeby nie trafić do piekła.

Albo nie tak... Ta książka to poradnik dla jego bliskich, co mają mu [denatowi] mówić i jak go instruować, żeby nie zaznał wspominanego utrapienia.

Naprawdę nie wiem jak to ocenić xD fabuły tu nie ma (no shit sherlock!) tekst jest typowo rytualny, ma więc ogrom powtórzeń ("O SZLACHETNIE URODZONY [IMIE DENATA] UJRZYSZ TERAZ BUDDE SRIDŹAJAWARDANAPIRAKOTTE I JEGO SIEDEMSET ŻON, NIE BÓJ SIĘ ICH") oraz nieco smieszne podsumowanie po każdym wywołaniu.

Nie powinienem naśmiewać się z książki religijnej, tym bardziej gdy jestem ignorantem bez kontekstu kulturowego, a tym bardziej-bardziej gdy dotyczy ona spraw pogrzebowych...

ALE

każdy instruktaż kończył się takim akapitem (oczywiście to parafraza na mój język):

"Noo, ufff, mamy to z głowy, po takim instruktażu to już każdy powinien zaznać spokojnego oświecenia. Także na pewno go już, zaznał, na pewno. NO CHYBA ŻEEEEEE" - i myk kolejny lvl spella po którym "NO TERAZ TO JUŻ NA STO PROCENT [...] NOOO CHYBAA ŻEEE" xd

Powtarzane praktycznie od początku do końca książki. Ogolnie te wszystkie modlitwy to takie bardzo abstrakcyjne dla mnie. Milion buddyjskich bóstw, potworów, duchowych kontynentów, symboliki, no poplątane z pomieszanym. I to wszystko językiem rytualnym i z celowymi masowymi powtórzeniami.

Ogólnie pytanie jest jedno: po co ja to czytałem?

Nie wiem.

Opublikowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Fanatyk4piorunów

Też czytałem, z ciekawości. Cieszę się, że udało mi się to potem odsprzedać xd Ale nie żałuję, ciekawa rzecz taki przewodnik do reinkarnacji.

Gruba ryba0piorunów

@RogerThat to prawda, ciekawe było poznać tak odmienne kulturowo spojrzenie na te kwestie. No i jaki to potężny lodołamacz na niezręczne momenty ciszy do portfolio ( ͡° ͜ʖ ͡°)

Pokaż więcej komentarzy (5)

Mistrz

w Książki

21piorunów

773 + 1 = 774

Tytuł: Nim dojrzeją maliny

Autor: Eugenia Kuzniecowa

Kategoria: literatura piękna

Wydawnictwo: Znak

Format: ebook

Liczba stron: 304

Ocena: 8/10

Link do LubimyCzytać:

https://lubimyczytac.pl/ksiazka/5050504/nim-dojrzeja-maliny

"Wróżby to rzecz zimowa" tej autorki wywarły na mnie duże wrażenie, dlatego zabrałam się jeszcze za jej inną książkę, czyli "Nim dojrzeją maliny". To opowieść o relacjach rodzinnych między kobietami: babcią, dwiema wnuczkami, ich kuzynką, ich matką, i... dzieckiem, które trafia do nich przypadkiem. To próba odpowiedzi na pytanie, czy kobieta ma prawo iść za głosem swojego serca, czy powinna przyjąć jakąś rolę, i jeśli tak, to jaką. To próba ocalenia miejsca, które jest "od zawsze" — domu babci i sadu, który posadził dziadek.

Kuzniecowa pisze przyjemnie i lekko, zaś szczególnie doceniam to, jak jej narrator po cichu opisuje ludzi tak, że znamy ich najskrytsze myśli.

Prywatny licznik: 23/52

Opublikowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Mistrz

w Książki

26piorunów

772 + 1 = 773

Tytuł: Chmara wróbli

Autor: Takashi Matsuoka

Kategoria: literatura piękna

Wydawnictwo: Albatros

Format: ebook

Liczba stron: 448

Ocena: 9/10

Link do LubimyCzytać:

https://lubimyczytac.pl/ksiazka/65238/chmara-wrobli

Kolejna książka z odmętów czytnika, tym razem ściągnięta na fali zachwytu "Shogunem". I tu mamy dzielnych, honorowych samurajów, piękne gejsze, i... chrześcijańskich misjonarzy. Zarys fabuły mocno przypomina "Shoguna", ale jest tu o wiele więcej subtelności.

Naprawdę dobra pozycja, nie będę spoilerować. Kto polubił "Shoguna", polubi też i tę książkę.

Prywatny licznik: 22/52

Opublikowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Pokaż więcej komentarzy (3)

Mistrz

w Książki

34piorunów

771 + 1 = 772

Tytuł: Oberki do końca świata

Autor: Wit Szostak

Kategoria: literatura piękna

Wydawnictwo: Powergraph

Format: ebook

Liczba stron: 288

Ocena: 10/10

Link do LubimyCzytać:

https://lubimyczytac.pl/ksiazka/5132016/oberki-do-konca-swiata

Nadrabiam bookmeterowe zaległości. Kwiecień upłynął mi pod znakiem fenomenalnych książek, a jedną z nich jest "Oberki do końca świata" Wita Szostaka. Książka, która przeleżała w pamięci mojego czytnika mnóstwo czasu, pobrana na etapie poszukiwania większej liczby chłopomańskich książek. Ot, ktoś polecił, bo fajne.

I jejku, jakaż to była uczta literacka. Książka napisana muzyką, oberkami. Rytm, powtarzające się frazy, klimat, a w tym wszystkim historia rodziny muzykantów, mistrzów oberka. Na pół realistyczna, na pół wyśniona.

Absolutna polecajka.

Prywatny licznik: 21/52

Opublikowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Pokaż więcej komentarzy (13)

Gruba ryba

w Książki

24piorunów

770 + 1 = 771

Tytuł: Ostatnie rozdanie

Autor: Wiesław Myśliwski

Kategoria: literatura piękna

Ocena: 10/10

*

Tylko że według mnie fikcja prawdziwsza jest od rzeczywistości. Fikcja ustanawia wymiar naszych doświadczeń, naszą pospolitość podnosi właśnie do rangi losu.

Jeszcze nie zacząłem o tej książce pisać, a już pojawił się problem. Problemem było wybranie z Ostatniego rozdania cytatu otwierającego wpis, bo z pół książki sobie w czytniku przy lekturze tego dzieła pozaznaczałem. Kiedy już poradziłem sobie (raczej gorzej niż lepiej, przynajmniej w moim odczuciu) z wybraniem tego jednego, pojawił się zaraz kolejny problem. Chciałbym tutaj napisać coś ładnego albo może coś mądrego, a najbardziej to chciałbym napisać i ładnie i mądrze naraz. Tymczasem nie mam nawet pojęcia jak zacząć.

Ja lubię pisać o książkach. Lubię o nich pisać (i rozmawiać, choć – czy pisanie nie jest formą rozmowy?) prawie tak bardzo, jak lubię je czytać. A jednak, i jest to kolejny raz po lekturze którejś z książek pana Myśliwskiego, że nie bardzo wiem co mógłbym napisać. Chcąc być dokładnym, to właściwie nie bardzo wiem co wybrać z tego, co napisać chciałbym. I na dodatek nie bardzo wiem jak ubrać to w słowa. Bo ubieranie w słowa jest ważne, tak zresztą uważał sam autor Ostatniego rozdania twierdząc, że najważniejszą sprawą w całej powieści jest jej język (jako że w moim małym małym, prywatnym świecie moje zdanie jest dla mnie ważne, pozwalam się sobie z nim zgodzić i mnie ta moja zgoda interesuje). Więc tak, pan Myśliwski pięknie ubierał rzeczy w słowa i – wydaje mi się – pisząc o jego książkach warto byłoby się również posługiwać najpiękniejszym dostępnym mi językiem. Nie po to jednak żeby z autorowi próbować dorównywać, a już, nie daj Boże, próbować robić to lepiej od niego. Wydaje mi się (a w moim małym, prywatnym świecie moje zdanie jest dla mnie ważne), że tak po prostu wypada.

No tak. Pisać ładnie. Ale żeby pisać ładnie, to trzeba najpierw wiedzieć o czym. A o czym można napisać w przypadku dzieła, które jest kompletne? Które broni się samo i w którym – mam wrażenie (a w moim małym…) nie ma ani jednego słowa za mało i ani jednego słowa za dużo? Można napisać na przykład o swoich skojarzeniach. Literacko, wśród tych książek, które znam, w czasie lektury przychodziły mi do głowy takie pozycje jak Spis cudzołożnic pana Jerzego Pilcha (tam też cała opowieść osnuta jest wokół notesu) czy Septologia pana Jona Fosse (może dlatego, że Asle, bohater pana Fosse, również jest malarzem, tak jak bezimienny narrator pana Myśliwskiego; a może z powodu ogólnego klimatu obu tych utworów, dla mnie (a w moim małym…) tak bardzo zbliżonego?). Również literacko, choć już nie szukając śladów w twórczości, a raczej w ogólnym podejściu do literatury (a może i do życia?) prezentowanego w wywiadach i twórczości okołoliterackiej, Ostatnie rozdanie skojarzyło mi się z panem Szczepanem Twardochem. To zaskakujące jak – moim zdaniem – powieści pana Twardocha są literacko (narracyjnie?) odległe od powieści pana Myśliwskiego (choć obu autorów cenię ogromnie), a jednocześnie jak podobne wątki podnoszą. Jak choćby ten, który u pana Myśliwskiego (nie tylko w tej książce, dl mnie w Uchu Igielnym nawet bardziej) wybija się na pierwszy plan – to, że składamy się ze wspomnień i być może nie jesteśmy niemal niczym więcej niż tylko pamięcią.

Skoro już pojawiło się słowo o wątkach, to może krótko o czym jest Ostatnie rozdanie. A jest właśnie o pamięci. Bezimienny bohater-narrator powieści przeglądając swój stary notes, przeglądając znajdujące się w nim nazwiska, adresy i telefony próbuje przypominać sobie kim byli ci ludzie, którzy są w nim zapisani. Przy okazji (a może to jest jego celem) próbuje przypomnieć sobie również i siebie, bo przecież tych ludzi, których ma w swoim notesie, zapisał tam kiedyś z jakiegoś powodu. Coś kiedyś splotło jego los z ich losami. To przypominanie sobie nie idzie narratorowi dobrze: Pamięć czy niepamięć to tylko różne odmiany tej samej udręki – stwierdza w którymś momencie.

Oczywiście to nie jest tak, że cała książka skupia się wokół człowieka ślęczącego nad notesem. Narrator opowiada o tym, co wiąże się z tymi nazwiskami, które w swoim notesie znajduje. Przypomina sobie, że tego czy innego człowieka, którego nie jest pewien czy dobrze pamięta i czy nie pomylił go z kimś innym spotkał na przykład w pensjonacie prowadzonym przez jego matkę. Tę książkę skończyłem jakiś czas temu, ale zanim zabrał się o pisanie o niej musiałem ją trochę przetrawić. To, co w czasie tego trawienia uderzyło mnie, to fakt, że w notesie nie było nazwisk tych, o których w opowieści jest najwięcej: matki bohatera, krawca Radzikowskiego czy szewca Matei. Tak jakbyśmy tych, którzy w naszym życiu zajmują najwięcej miejsca, w ogóle nie mieli potrzeby zapisywać czy w jakikolwiek inny sposób utrwalać. Jakbyśmy zakładali, że oni po prostu są i będą. Że nie będziemy musieli ich szukać.

Ja bym tu jeszcze mógł dużo napisać, bo jest przy okazji Ostatniego rozdania pisać o czym. Mógłbym napisać o listach Marii albo mógłbym napisać o moim zachwycie nad dygresjami-rozważaniami we wspomnieniach bohatera, jak choćby ta dotycząca zmiany kolejności liter w alfabecie, która przecież, choć byłaby zmianą w czymś dla nas absolutnie fundamentalnym, w żaden sposób nie zmieniłaby naszego życia. Mógłbym pisać wiele, ale tylko, w nawiązaniu do ostatnich zdań poprzedniego akapitu, do tego co w Ostatnim rozdaniu uderzyło mnie najbardziej, sięgnę po cytat z zupełnie innej estetyki, można by wręcz rzec, że z całkowicie przeciwnego krańca estetyki niż ta reprezentowana przez pana Myśliwskiego. Bo równie zaskakujące (dla mnie) jest to, że choć forma skrajnie różna, treść wydaje mi się dokładnie taka sama:

Z każdym dniem łapię chwile

Ulotne jak motyle

Na stałe

Koduję we fragmentach bądź całe

Zapamiętałem już ich bez liku

Wszystkie mam w sobie

Żadnej w pamiętniku

Zaś w notatniku, bądź w kalendarzyku

Notuję zadania i termin wykonania *

*

* – Paktofonika, _Chwile ulotne_

*

EDIT: A, jeszcze teraz mi się przypomniało, że ten cytat, który wybrałem na sam początek, to niemal kropka w kropkę słowa, którymi pan Szczepan Twardoch tłumaczył to, że jego relacja z pobytu w okolicach frontu w wojnie Rosji z Ukrainą nie ukazała się, jak było zaplanowane, w formie eseju, ale w formie powieści (Null). No w książkach pana Myśliwskiego jest wszystko! 😉

Pokaż więcej komentarzy (6)

Fenomen

w Książki

29piorunów

769 + 1 = 770

Tytuł: Opowieści z meekhańskiego pogranicza. Północ - Południe

Autor: Robert M. Wegner

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: Powergraph

Format: książka papierowa

ISBN: 9788361187448

Liczba stron: 571

Ocena: 9/10

Wreszcie książka która poszła w tydzień. Teraz wiem że muszę dokupić resztę bo muszę wiedzieć kim ona jest i co się dzieje z 6 kompanią.

Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Pokaż więcej komentarzy (13)

Fanatyk

w Książki

14piorunów

Cytat na dziś:

Znowu zapatrzyli się smętnie w podłogę. Wszystkie podróże w czasie mają jedną wspólną cechę: człowiek nigdy nie jest do nich przygotowany. Rincewind uznał, że może teraz liczyć tylko na jedno: że znajdzie Źródło Młodości Quirma i zdoła jakoś przeżyć parę tysięcy lat, by w odpowiedniej chwili zamordować własnego dziadka. Był to jedyny aspekt podróży w czasie, który wydał mu się choćby śladowo interesujący. Zawsze uważał, że jego przodkom należy się jakaś nauczka..

Terry Pratchett, ERYK

Fanatyk

w Książki

11piorunów

Newsy książkowe od Whoresbane'a!

Wydawnictwo W.A.B. zapowiada historyczne wznowienie. "Pierwsza krucjata. Wezwanie ze Wschodu" Petera Frankopana rozpocznie się 3 czerwca 2026 roku. Wydanie w twardej oprawie ma 352 strony, w cenie detalicznej 69,99 zł. Poniżej okładka i krótko o treści.

Oksfordzki historyk Peter Frankopan przedstawia nowe spojrzenie na przyczyny pierwszej krucjaty, która zapoczątkowała świętą wojnę.

W 1096 roku kwiat rycerstwa europejskiego ruszył wyzwalać Jerozolimę z rąk muzułmanów. Bezpośrednią przyczyną pierwszej krucjaty miało być przemówienie papieża Urbana II wygłoszone w Clermont. Co sprawiło, że zaczął nawoływać do świętej wojny, obiecując w zamian odpuszczenie grzechów? Peter Frankopan poszukuje odpowiedzi na te pytania nie tam, gdzie jego poprzednicy, ale w stolicy cesarstwa wschodniego, w Konstantynopolu. Przejrzyście przedstawia splot interesów politycznych cesarstwa i papiestwa, który doprowadził do świętej wojny.

 'a - tag, pod którym chwale się nowymi nabytkami oraz wrzucam newsy o książkach

Chcesz mnie wesprzeć? Mój Onlyfans ( ͡° ͜ʖ ͡°)

⇒ patronite.pl/ksiazkiWhoresbane

⇒ suppi.pl/ksiazkiwhoresbane

   

Autorytet

w Książki

19piorunów

768 + 1 = 769

Tytuł: W wysokiej trawie

Autor: Stephen King, Joe Hill

Kategoria: horror

Format: ebook

Liczba stron: 58

Ocena: 7/10

Krótki horrorek od Kinga. Trzyma w napięciu, historia dość ciekawa i tajemnicza.

Rodzeństwo słyszy wołanie o pomoc chłopca, który zgubił się w wysokiej trawie i postanawia go poszukać. Jednak po wejściu w wysoką trawę zauważają, że wyjście stamtąd jest niemożliwe.

Pokaż więcej komentarzy (2)

Lider

w Książki

32piorunów

767 + 1 = 768

Tytuł: Projekt Hail Mary

Autor: Andy Weir

Kategoria: science fiction

Wydawnictwo: Muza

Format: ebook

ISBN: 9788328728905

Liczba stron: 512

Ocena: 8/10

Prywatny licznik: 7/24

Nie będę pisał tu nic o fabule, bo ciężko napisać cokolwiek, żeby nie narobić spoilerów. Książkę czyta się dobrze i szybko. Podobała mi się dwutorowa narracja i stopniowe odkrywanie tajemnicy z przeszłości. Nie podobała mi się natomiast ta hollywoodzkość części historii. Fabuła w niektórych kwestiach była uproszczona i była to dla mnie przyjemna historia do szybkiego łyknięcia. Bez jakiegoś wielkiego efektu wow.

Zastanawiałem się między 7 a 8. Dałem 8 bo ostatnie 150 stron nieźle mnie wciągnęło i mam dziś dobry humor.

Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Gruba ryba3piorunów

Z tego co pamiętam, to ta irytująca hollywoodzkość jest tam w dość skrajnym wydaniu

Gruba ryba3piorunów

@splash545 ciekawe czy tak duża popularność Projekt Hail Mary czy ostatnio Dungeon Crawler Carl to nie jakiś efekt tiktokizacji literatury, gdzie ma być ciągle dużo wszystkiego i szybko

GURU2piorunów

@JapyczStasiek na dobrą sprawę w książce momentami to był taki typowy hoollywoodzki film katastroficzny z masą totalnie przerysowanych scen, pustymi postaciami, które wpisywały się w dokładnie jeden amerykański stereotyp i ultra kompetentnym głównym bohaterem, który potrafi wszystko i to z głowy. Od fizyki, przez biologię, programowanie, wiedzę o właściwościach materiałów, kończąc na lingwistyce i perfekcyjnym słuchu, bo bez niego to by nie było tak dobrej i szybkiej nauki pewnego języka. W ogóle gdyby podejść do tego tematu tak, jak autor podchodzi do fizyki, to nauka powinna trwać latami, o ile w ogóle byłaby możliwa.

Dla mnie PHM to taki tytuł, co poszedł w świat z łatką twardego SF i dzieła wybitnego, a to po prostu popcorn, który fajnie się czyta - choć nie zawsze, jak człowiek na jakimś etapie zwątpi.

Lider1piorunów

@Dziwen no dokładnie. Zupełnie nie tego się spodziewałem. A po tych pierwszych wstawkach z akcją na Ziemi. Te przeloty odrzutowcami i wszechwładna kierownik projektu, to prawie zrobiłem dnf. 😛 Większość książki miałem przed oczami ocenę 7, a ja ogólnie mam tendencję do zawyżania ocen o jedno oczko. Dla mnie to była książka na poziomie jakiegoś kryminału, albo o może jakiejś książki z Reacherem w roli głównej.

GURU1piorunów

@splash545 ja miałem dwa podejścia, bo za pierwszym uznałem, że szkoda się irytować tylko po to, by wiedzieć o co chodzi z tym astrophagem. Odpadłem chyba gdzieś na krótko po pewnym ultra dziwnie napisanym romansie naukowców, jak Ryland znowu odkrywa, że coś pamięta z głowy, mimo że nigdy się jakoś specjalnie tego nie uczył. Ogólnie w pewnym momencie dla mnie ta postać totalnie straciła wiarygodność i gdyby nie Rocky, to chyba bym tego w ogóle nie skończył, nawet za 2 podejściem. Nienawidzę takich postaci, co potrafią wszystko, czego wymaga fabuła, a ich błędy najczęściej wynikają z przyczyn losowych, a nie ich własnych pomyłek. Ryland na spokojnie nie musiałby być ekspertem we wszystkim, miał komputer pokładowy, jakieś tam w miarę ogarnięte SI pokładowe, mógłby z tego korzystać i pozostać wiarygodny. Zamiast tego jest intelektualnym terminatorem. xD

Lider1piorunów

@Dziwen też się jakoś z nim nie polubiłem i prawdą jest co napisałeś. Ale po tych absurdach na Ziemi, to mnie to aż tak nie razilo xd, bo zacząłem traktować tę książkę z przymrużeniem oka. No i tak Rocky również dla mnie był siłą tej książki. 😉

Pokaż więcej komentarzy (11)

Osobistość

w Książki

22piorunów

766 + 1 = 767

Tytuł: Otwierać! Policja. Brutalna prawda o życiu na służbie

Autor: Sierżant Bagieta

Kategoria: reportaż

Wydawnictwo: MANDO

Format: audiobook

ISBN: 9788327738165

Liczba stron: 256

Ocena: 6/10

Nie znam pana z internetów, ale książka całkiem ok. Policjant opowiada różne historie i anegdotki ze swojej pracy (dopóki tam pracował). Opowiadane historie od szkółki do odejścia z policji, a i coś z wcześniej się trafi. Może być.

Licznik prywatny: 28/52

Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Gruba ryba3piorunów

@crs333 znam wojskowych i policjantów, po⁎⁎⁎⁎ne akcje mieli, napierdalali ludzi i czasem padały strzały bo tak trzeba. nie chciał bym tam pracować zwłaszcza w policji jak tyle patologi jest.

Osobistość3piorunów

@Hoszin chyba zależy gdzie pracujesz i w jakim wydziale, no i najbardziej jakim człowiekiem jesteś. Nie ma co mówić, że wszyscy są jebnięci. Znam kilku policjantów jeden w powiatowym w narkotykach, dla niego normalka było przymusić kogoś do zeznań a w domu z tego co wiem lał żonę i takie tam. Drugi też w powiatowym, ale większym, zwykły krawężnik co jeździ na interwencje i w porządku koleś.

Gruba ryba4piorunów

@crs333 no ja się nasłuchałem jak robili interwencje czasem w domach to też bym wyłączył kamerę i najebał kolesiowi co bił dziecko.

Gruba ryba1piorunów

@crs333 ja znam całych dwóch "normalnych" i pomimo, że chlory konkretne to przyzwoite chłopaki.
Co nie oznacza, że nie pracują w tej formacji zjeby. Ba, zawsze uważałem, ze psiarnia to odpady...słabi wobec silnych, silni wobec słabych.

Pokaż więcej komentarzy (6)