Hejto.pl
Dodaj post

Wpisz coś do wyszukania (minimum 2 znaki)

#bookmeter

Lider

w Książki

8piorunów

1275 + 1 = 1276

Tytuł: Alchemik - Tom1: Miasto umarłych

Autor: Wasilij Machanienko

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: Insignis

Format: ebook

Liczba stron: 352

Ocena: 8/10

Jeszcze jakiś czas temu LitRPG było dla mnie właściwie ciekawostką. Teraz coraz bardziej przekonuję się, że jest to jedna z ciekawszych czytelniczych odskoczni od kryminałów, thrillerów, literatury pięknej czy bardziej klasycznego fantasy. Po Dungeon Crawler Carl zdecydowanie mam ochotę poznawać kolejne wariacje tego gatunku i "Alchemik" Wasilija Machanienki bardzo dobrze wpisuje się w tę potrzebę.

Tym razem szczególnie spodobał mi się sam pomysł na świat. Nie obserwujemy momentu, w którym rzeczywistość nagle zamienia się w grę i ludzie muszą nauczyć się żyć według nowych zasad. Tutaj system istnieje od tysięcy lat. Kolejne pokolenia rodzą się w świecie poziomów, statystyk, umiejętności i konkretnych reguł, traktując je jako coś zupełnie naturalnego.

Głównym bohaterem jest Tajlin Właszyc, młody chłopak, którego początkowo zdecydowanie bardziej niż wielkie tajemnice świata interesuje po prostu przetrwanie. Szybko jednak zostaje wrzucony w wydarzenia, które zmuszają go do poznawania kolejnych zasad rządzących rzeczywistością i rozwijania własnych możliwości. Jest sierotą, więc jego "growy" start jest jeszcze trudniejszy niż moglibyśmy przypuszczać, bo choć jego ojciec oddał swoje życie, by start rozgrywki syna był lepszy, to zostawił go zupełnie samego w świecie, który nie tłumaczy żadnych reguł, a walka o przetrwanie zaczyna się od 1 dnia.

I właśnie tutaj zaczyna działać to, co ostatnio tak bardzo podoba mi się w LitRPG. Rozwój bohatera naprawdę widać.

Nowa umiejętność, przedmiot, poziom czy odkrycie kolejnej mechaniki świata daje tę charakterystyczną satysfakcję znaną z gier RPG. Człowiek zaczyna kombinować razem z bohaterem: co można z tym zrobić? Jak wykorzystać nową zdolność? W którą stronę można rozwinąć postać? Co jeszcze kryje system?

W normalnym fantasy autor może napisać, że bohater stał się silniejszy. Tutaj dostajemy niemal namacalny dowód jego progresu. I okazuje się, że obserwowanie rosnących cyferek potrafi być zaskakująco przyjemne.

Jednocześnie "Alchemik" nie jest dla mnie książką, którą czytam dla wybitnych dialogów, skomplikowanej psychologii postaci czy wielkich filozoficznych rozważań. To przede wszystkim bardzo konkretna rozrywka. Quest, nagroda, rozwój, odkrywanie świata, kolejny problem i następny krok do przodu.

I chyba właśnie dlatego LitRPG zaczyna mi się tak podobać. Po kilku cięższych albo bardziej wymagających książkach taka historia działa jak literacki reset. Nadal dostaję świat, który chcę poznawać, tajemnice do odkrycia i bohatera, którego rozwój mogę obserwować, ale jednocześnie nie muszę analizować każdego zdania. Mogę po prostu wejść do tego świata i dobrze się bawić.

"Alchemik" dodatkowo ma tę przewagę, że pierwszy tom pozostawia sporo miejsca na rozwinięcie całego konceptu. Najbardziej ciekawi mnie właśnie przeszłość tego świata i odpowiedź na pytanie, jak właściwie doszło do tego, że system stał się dla ludzi czymś równie naturalnym jak prawa fizyki.

Nie wiem jeszcze, gdzie "Miasto Umarłych" znajdzie się na mojej prywatnej skali LitRPG, szczególnie że poprzeczka po Dungeon Crawler Carl i poprzednich seriach autora, wisi bardzo wysoko. Ale wiem jedno - ten gatunek zdecydowanie zostaje ze mną na dłużej.

Opublikowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Osobisty licznik: 185/128

Pokaż więcej komentarzy (2)

Lider

w Książki

11piorunów

1274 + 1 = 1275

Tytuł: Czas przeszły

Autor: Lee Child

Kategoria: kryminał, sensacja, thriller

Wydawnictwo: Albatros

Format: audiobook

Liczba stron: 448

Ocena: 7/10

Reacher numer 23. Niestety kolejny czytany przez Sobczaka, ale w 24 już wraca Zadura, czego bardzo się nie mogę doczekać. Celem na ten rok jest skończenie wszystkich pełnych tomów serii. A na początku przyszłego, zabranie się za opowiadania.

Fabularnie: po raz kolejny Jack Reacher zmierza właściwie donikąd, aż przypadek podsuwa mu powód, żeby się na chwilę zatrzymać. Tym razem jest nim Laconia - miasteczko, z którym związana jest przeszłość jego ojca. Reacher postanawia więc zrobić sobie małą wycieczkę genealogiczną i sprawdzić, czego może dowiedzieć się o swojej rodzinie. Jest to też jeden z niewielu tomów, które to faktycznie robią, dlatego tym bardziej go doceniam.

Oczywiście jest Reacherem, więc mała wycieczka, szybko przestaje być taka mała. Równolegle poznajemy młodą parę kanadyjczyków, Shorty’ego i Patty, których samochód odmawia posłuszeństwa w zdecydowanie niewłaściwym miejscu. Trafiają do położonego na odludziu motelu, którego właściciele od początku wydają się trochę zbyt mili i trochę dziwni. Dość szybko można się domyślić, że za tym miejscem kryje się coś więcej.

I właśnie połączenie tych dwóch historii jest dla mnie najmocniejszą stroną "Czasu przeszłego". Z jednej strony dostajemy Reachera grzebiącego we własnej przeszłości, z drugiej historię, która coraz mocniej skręca w stronę thrillera, a może nawet horroru. Przez sporą część książki wątki rozwijają się niezależnie, a ja czekałem na moment, w którym w końcu się ze sobą przetną.

To również zdecydowanie ten rodzaj Reachera, którego lubię najbardziej. Nie międzynarodowe operacje, wielkie spiski i zabawa w agenta, ale małe miasteczko, kilka podejrzanych osób i Reacher, który miał tylko przejechać autobusem przez okolicę, ale oczywiście zaraz okazuje się, że ktoś potrzebuje jego pomocy i czas wyciągnąć z garażu walec.

Do tego dochodzi osobisty wątek dotyczący jego ojca. Reacher zwykle nie jest bohaterem szczególnie zainteresowanym własną przeszłością. Żyje tu i teraz, nie posiada prawie niczego i niespecjalnie przejmuje się tym, co zostawił za sobą. Dlatego obserwowanie go w sytuacji, w której próbuje dowiedzieć się czegoś o własnych korzeniach, jest ciekawą odmianą od standardowego schematu serii.

Nie znaczy to jednak, że Child nagle napisał psychologiczną analizę Jacka Reachera. Bez przesady. Nadal dostajemy dokładnie to, czego można się spodziewać: Reacher analizuje sytuację, ktoś go lekceważy, ktoś podejmuje bardzo złą decyzję dotyczącą wyboru przeciwnika, wynajmuje zbira, żeby mu pokazać, kto tu rządzi, a później dostaje rachunek za przejażdżkę karetką do szpitala.

Po 23 tomach trudno oczekiwać rewolucji. I chyba właśnie dlatego nadal dobrze mi się tę serię czyta. Wiem, co dostanę, Child wie, czego od niego oczekuję, a Reacher pozostaje Reacherem. Czasami ten schemat działa lepiej, czasami gorzej, ale "Czas przeszły" znajduje się dla mnie zdecydowanie po tej lepszej stronie serii.

Nie jest to jeden z najlepszych tomów i raczej nie zostanie ze mną na dłużej, ale po słabszych częściach ponownie dostałem historię przypominającą mi, dlaczego tak lubię wracać do tego bohatera.

Małe miasteczko, tajemnica, trochę rodzinnej przeszłości, ludzie podejmujący fatalną decyzję o wejściu Reacherowi w drogę i on sam, który miał przecież tylko wpaść tu na chwilkę, wypić kawkę i spadać.

Opublikowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Pokaż więcej komentarzy (2)

Lider

w Książki

15piorunów

1273 + 1 = 1274

Tytuł: Neuromancer

Autor: William Gibson

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: Książnica

Format: ebook

Liczba stron: 280

Ocena: 5/10

Są książki, które trzeba oceniać w dwóch różnych kategoriach:

Pierwszej - ich znaczenie dla literatury i wpływ na wszystko, co pojawiło się później. Drugiej - znacznie brutalniejszej - to odpowiedź na pytanie: jak właściwie czyta się je dzisiaj?

I "Neuromancer" Williama Gibsona jest dla mnie idealnym przykładem książki, w której odpowiedzi na te dwa pytania są kompletnie różne.

Case jest hakerem, który po konflikcie z poprzednimi pracodawcami zostaje pozbawiony możliwości podłączania się do cyberprzestrzeni. Dla kogoś, kto właściwie żył w wirtualnym świecie, jest to wyrok. Wszystko zmienia się, gdy dostaje propozycję odzyskania swoich zdolności w zamian za wykonanie pewnego zadania. Wraz z ulepszoną technologicznie Molly zostaje wciągnięty w operację, której prawdziwy cel okazuje się znacznie większy, niż początkowo przypuszczał.

Brzmi świetnie. I zapewne w 1984 roku musiało robić piorunujące wrażenie. Cyberprzestrzeń, hakerzy, sztuczna inteligencja, korporacje potężniejsze od państw, cybernetyczne modyfikacje ludzi, przestępczość wykorzystująca nowe technologie i wszechobecne poczucie, że człowiek zaczyna przegrywać z systemem, który sam stworzył. Dzisiaj są to fundamenty cyberpunku, ale Gibson pisał o nich, zanim większość z nas zaczęła kojarzyć je z Matrixem, grami, anime czy kolejnymi książkami science fiction.

I za to należy mu się ogromny szacunek.

Problem w tym, że czytanie Neuromancera dzisiaj było dla mnie zwyczajnie męczące. Mam wrażenie, że ta książka bardzo źle się zestarzała. Nie tyle nawet pod względem samych pomysłów - bo wiele z nich nadal jest interesujących - ile sposobu ich przedstawienia. Gibson wrzuca czytelnika do swojego świata i praktycznie nie daje mu czasu na złapanie oddechu. Pojęcia, miejsca, technologie i postacie pojawiają się jedno za drugim, często bez większego wyjaśnienia. Teoretycznie powinno to budować poczucie obcowania z obcym, zaawansowanym technologicznie światem. U mnie znacznie częściej powodowało pytanie: co właściwie teraz się dzieje?

Paradoksalnie największy problem Neuromancera może wynikać właśnie z jego sukcesu. Tak wiele późniejszych dzieł korzystało z pomysłów Gibsona, rozwijało je i przedstawiało w bardziej przystępny sposób, że powrót do jednego z pierwowzorów gatunku nie daje już tego samego efektu. Zamiast odkrywać coś nowego, rozpoznawałem elementy, które znam z dziesiątek późniejszych historii - tyle, że tutaj podane w znacznie mniej przystępnej formie.

To trochę jak zwiedzanie fundamentów budynku, w którym wcześniej widziało się już wszystkie piętra.

Najbardziej zabrakło mi jednak mocniejszego przywiązania do bohaterów i samej historii. Świat jest ważniejszy od ludzi, którzy się po nim poruszają, a ja zdecydowanie bardziej interesowałem się tym, co Gibson wymyślił, niż tym, co stanie się z Case’em. Doceniałem kolejne idee, ale emocjonalnie pozostawałem gdzieś obok.

I dlatego mam z Neuromancerem spory problem. Rozumiem jego znaczenie. Widzę jego wpływ na cyberpunka jako gatunek. Potrafię sobie wyobrazić, jak świeża i wręcz rewolucyjna musiała być ta książka czterdzieści lat temu. Bez Gibsona wiele późniejszych światów science fiction prawdopodobnie wyglądałoby zupełnie inaczej.

Tylko że znaczenie historyczne książki i przyjemność z jej czytania to dla mnie dwie różne rzeczy. Trochę szkoda, bo liczyłem na lepszą zabawę. Czytając tę książkę czuć inspiracje innych książek czy gier, z Cyberpubkiem 2077 na czele. Od straconych zdolności i budowania siebie na nowo, po misję, która nie idzie zgodnie ze scenariuszem i ma dużo większe znaczenia dla świata, niż bohaterowi to początkowo nakreślono.

Opublikowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Gruba ryba3piorunów

“I don’t cry, much.” “But how would you cry, if someone made you cry?” “I spit,” [Molly] said. “The ducts are routed back into my mouth.‘”

Wybaczamy Ci herezje. Odpuszczamy winy. A teraz płoń.

Pokaż więcej komentarzy (5)

Autorytet

w Książki

21piorunów

1272 + 1 = 1273

Tytuł: Władca pierścieni - Bractwo pierścienia

Autor: J.R.R. Tolkien

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: LiBROS

Format: książka papierowa

ISBN: 8373112537

Liczba stron: 593

Ocena: 8/10

Powrót do trylogii po 20 latach.

Słodki Jezu, ale to dobrze się czyta ;D

Co zapomniałem:

aragorn miał ksywę Łazik xD

Boromir to j⁎⁎⁎ny przychlast, buc i paniczek. Czizas ale mnie irytował! Film nie oddaje jakim był fircykiem

Opublikowano za pomocą https://bookmeter.xyz\

Gruba ryba12piorunów
aragorn miał ksywę Łazik xD

@Bjordhallen to jest fenomen Tolkiena, wziąłeś najgorsze tłumaczenie, a i tak jest 8/10

Gruba ryba0piorunów

@vrkr

Argumenty Łozińskiego:

* Przetłumaczyłem wszystko

* Przetłumaczyłem konsekwentniej

* Poprawiłem oczywiste błędy

Argumenty wydawnictwa, które poprawiło Łozińskiego (i to ponoć bez jego zgody):

* Wzięliśmy sobie do serca zarzuty fanów i co nieco poprawiliśmy, ale Łoziński już nie chce z nami współpracować

Komentarz fanów:

* Skibniewska korespondowała z Tolkienem, i to Tolkien wyjaśniał swoje intencje (dlatego Shire zostało Shire, a Bag End Bag End) Skibniewskiego

Był ciąg dalszy, ale nie pomne.

Oddaje głos Tadeuszowi A. Olszanskiemu:

https://parmadili.pl/tlumaczenia_TAO.html

Pokrótce o Tadeuszu A. Olszanskim:

https://pl.wikipedia.org/wiki/Tadeusz_A._Olsza%C5%84ski

O przekładachParmadili
Pokaż więcej komentarzy (12)

GURU

w Książki

36piorunów

1271 + 1 = 1272

Tytuł: Pogańskie Imperium. Litewska dominacja w Europie środkowo-wschodniej 1295-1345

Autor: Steven C Rowell

Kategoria: inne

Wydawnictwo: NapoleonV

Format: audiobook

Ocena: 9/10

Nie wiem czy czytajac o historii tak macie, ale zdarza mi sie tak, iz czytajac jakas ksiazke czuje, jakby brakujacy element ukladanki wreszcie sie znajdowal i moj mentalny obraz wreszcie nie ma dziury. Ta ksiazka jest dla mnie wlasnie tym. Dzieje Litwy i okolic na pare dekad przed tym, jak Jagiello zostal polskim krolem. Opowiesc o wladcach, co lawirowali miedzy swiatem katolickim, prawoslawnym, Tatarami i Zmudzinami. Miedzy Moskwa a Krakowem, miedzy Rusia o Nowogrodem. I o tym, jak wygladal swiat z perspektywy Litwinow - bez uproszczonego obrazu ze poganie, bagna i najazdy. Bardzo duzo z historii Polski (czy Mazowsza czy nawet calej Europy) XIV wieku totalnie mi sie teraz rozjasnilo i widze w zupelnie innym swietle. Jeszcze tydzien temu nie mialem na przyklad pojecia, jak to przez kilka lat Litwini mieli nieformalny sojusz z papiezem Janem XXII wymierzony w Cesarza i jego krzyzackich przydupasow. Albo tego, ze kampanie wojenne tam toczono na zime - by dalo sie jakos podmokle tereny pokonac gdy zamarzna.

Nie wiedzialem prawie nic, a teraz mam troche nawet chec odsluchac ponownie, majac juz nieco wieksze pojecie (bo wczesniej to wiedzialem szczatkowo jako pochodna historii Polski oraz dzieki kampanii Age of Empires II) :smiley:

Opublikowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Autorytet

w Hydepark

26piorunów

1270 + 1 = 1271

Tytuł: Upadek Hyperiona

Autor: Dan Simmons

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: Mag

Format: ebook

ISBN: 9788374806039

Liczba stron: 625

Ocena: 6/10

Zabrałem się za tą pozycję zaraz po ukończeniu pierwszej części z serii czyli Hyperiona który siadł mi dość dobrze ale po kilku rozdziałach się jakoś od niej odbiłem i postanowiłem zostawić ją na później.

No i to później nadeszło jakieś 2 miesiące temu. Tak, wymęczyłem się trochę z tą książką mimo że nie mogę powiedzieć że jest jakoś słaba, bardziej by pasowało do niej chyba określenie... rozlazła?

Upadek Hyperiona kontynuuje historię praktycznie w momencie w którym kończy się pierwsza część, musiałem więc sobie przypomnieć trochę o co tam w ogóle chodziło. Oryginalny Hyperion był tak naprawdę fajnie pomyślanym zbiorem opowiadań, osadzonym w całkiem ciekawie pomyślanym universum i podszyty wspólnym motywem tajemniczego Dzierzby. Niestety wydaje mi się że Simmons albo nie bardzo miał pomysł jak to dalej pociągnąć, bo naotwierał tam sporo wątków które trzeba było jakoś w miarę ogarnąć, albo wręcz przeciwnie, miał za dużo pomysłów które próbował skompresować moim zdaniem trochę zbyt szybko.

Wyszła z tego jakaś dziwna książka, pierwsza połowa się strasznie wlokła, znane nam postacie snują się w kółko po grobowcach czasu jednocześnie czekając i obawiając się spotkania z Dzierzbą, a w międzyczasie poznajemy bliżej meandry wielkiej polityki śledząc poczynania nowego/stargo bohatera w samym centrum Hegemonii. Czyta się to nieźle bo jednak warsztat pan Simmons ma dobry, ale za dużo tutaj imo ekspozycji, przegadanych o niczym stron, jakichś filozoficznych dywagacji i rozterek nie wiadomo w sumie o co. Potem robi się trochę lepiej, bo kiedy w końcu autor decyduje że czytelnik już chyba wie wszystko co powinien to akcja zaczyna nabierać rumieńców i robi się całkiem ciekawie, chociaż nadal potrafi srogo zamulić bo na przykład opisuje lot jednego z bohaterów do bazy przez chyba bite trzy strony. I nie to że coś tam się dzieje po drodze, nie. Chłop se po prostu leci, i mu trochę niewygodnie, czasem przysypia, ale za to krajobrazy ładne 😛

Przez to nagromadzenie wątków i bohaterów, kiedy akcja zaczyna się zagęszczać robi się też nieco chaotycznie. Autor skacze od jednego do drugiego poprzez przestrzeń a nierzadko i czas, czasem pisze z perspektywy pierwszej osoby, czasem z trzeciej. No trzeba się skupić żeby to ogarnąć i nie polecam sobie robić podczas lektury dłuższych przerw bo idzie się pogubić.

Trochę sobie ponarzekałem ale ogólnie jest to niezły kawał hard Sci-Fi i to z całkiem na czasie motywem AI, chyba po prostu po pierwszej części oczekiwałem czegoś lżejszego.
Całość też jest w miarę domknięta więc można to traktować jak dylogię, nie jestem pewien czy będę dalej leciał w Endymiona, chyba że mnie ktoś zachęci 😛

Gruba ryba7piorunów

@hellgihad jakby się za to zabrać tak na lekko, czytając z doskoku i z przerwami, to prawdopodobieństwo zagubienia się w tych poplątanych wątkach prawie gwarantowane. Ale czytane ciągiem zrobiło na mnie bardzo dobre wrażenie

Pokaż więcej komentarzy (3)

Osobistość

w Literatura

21piorunów

1269 + 1 = 1270

Tytuł: A Wizard of Earthsea

Autor: Ursula K. Le Guin

Kategoria: fantasy

Wydawnictwo: Anna's Archive

Format: ebook

Liczba stron: 183

Ocena: 6/10

Krótka książka. Napisana trochę jak przypowieść bibilijna. Pomysł prosty acz skuteczny. Ino trochę za duża napinka, jej SF lepiej się czytało.

Osobistość

w Książki

23piorunów

1269 + 1 = 1270

Tytuł: Czarna niedziela

Autor: Thomas Harris

Kategoria: kryminał, sensacja, thriller

Format: ebook

Ocena: 9/10

Lekka, przyjemnie się czytało. Pod koniec trzymała niesamowicie w napięciu.

Zakończenie nie takie jak bym chciał ale i tak satysfakcjonujące

Znacie jakieś w których wygrywa czarny charakter? Są takie?

Gruba ryba

w Książki

18piorunów

1268 + 1 = 1269

Tytuł: Fury of Magnus

Autor: Graham McNeill

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: Black Library

Format: ebook

Liczba stron: 246

Ocena: 6/10

“Civilisations are not won and held by men who give straight answers.”

Krótka nienumerowana powieść w ramach cyklu The Horus Heresy: Siege of Terra chronologicznie umiejscowiona pomiędzy IV a V częścią.

Perturabo z żelazną konsekwencją realizuje plan oblężenia w imieniu Mistrza Wojny, tymczasem Magnus ma w tej wojnie własne cele.

Nie przepadam za Karmazynowym Królem i jego świtą egipskich czarowników. Trochę za dużo magicznego ugabuga, co w połączeniu z kwiecistym i pełnym metafor stylem Grahama McNeilla sprawiło, że nie była to najłatwiejsza lektura.

Mimo to książka stanowi wartościowe podsumowanie tematów rozpoczętych jeszcze w “Tysiącu Synów” i łączy je w spójną całość z kilkoma wątkami z innych powieści i opowiadań. Przy okazji zawiera kilka ciekawych nawiązań do wcześniejszych treści, niekoniecznie bezpośrednio związanych z Magnusem m.in. "Ostatni Kościół".

Nawet zdarzyło mi się uśmiechnąć kiedy Bodvar Bjarki adoptował sobie trzy Salamandry nie pytając ich o zdanie.

Lektura nieobowiązkowa, ale domyka kilka spraw i stanowi punkt zwrotny w kwestii motywacji Magnusa.

Lider

w Książki

15piorunów

1267 + 1 = 1268

Tytuł: Nocna runda

Autor: Lee Child

Kategoria: kryminał, sensacja, thriller

Wydawnictwo: Albatros

Format: audiobook

Liczba stron: 432

Ocena: 7/10

22 Tom serii z Jackiem Reacherem. Trudno napisać o tej książce coś, czego już o poprzednich tomach nie napisałem.

Fabularnie - w dużym skrócie:

Reacher wysiada z autobusu pośrodku niczego, idzie się odlać i mija lombard, jego wzrok zatrzymuje się na witrynie, gdzie widzi sygnet amerykańskiej armii. Potrzeba fizjologiczna schodzi na dalszy plan, podróż autobusem zostaje odwleczona o dni, bo zagadka pierścienia staje się w tym momencie najważniejsza.

Okazuje się, że byłej właścicielki pierścienia szuka nie tylko Reacher, ale też jej siostra, łączą siły, bo odnaleźć „zgubę”.

Co tu dużo mówić, jest to najbardziej typowy Reacher z typowych Reacherów. Bohater wysiada pośrodku niczego i wplątuje się w sam środem akcji, której jest więcej niż ludzi w tym, zapomnianym przez boga i świat, miasteczku. Nie ma tu pościgów, wybuchów (no dobra jest jeden, ale on się wydarzył zanim Reacher przyjechał), międzynarodowych spisków, ani niczego, do czego przyzwyczaiły nas tomy z gatunku tych, w których mają rozmach sk⁎⁎⁎⁎syny. Tu jest powolnie, jeszcze wolniej, przegadanie i może momentami nudno. Ale gdybym miał podać jeden przykładowy tom, który zobrazowałby to, czym ta seria dla mnie jest i w jakich realiach Reacher wypada najlepiej, to byłby to właśnie ten.

To też jeden z tych tomów, który nie nawiązuje do poprzednich, więc można go czytać bez ich znajomości.

Opublikowano za pomocą https://bookmeter.xyz\

Osobisty licznik: 183/128

Gruba ryba3piorunów

@WujekAlien nie nudzi się tyle książek z jednej serii? 😉

Widzę, że już 30 części jest

Lider2piorunów

@saradonin_redux albo odpowiem tak - są tomy, w których Reacher:

* Sam przyjeżdza do pipidówy i wpada na kogoś, komu trzeba pomóc + nikt nie ginie

* Sam przyjeżdza do pipidówy i wpada na kogoś, komu trzeba pomóc + niezłe bagno, w którym ginie kilka osób

* Sam przyjeżdza do pipidówy i wpada na spisek o ogólnokrajowym znaczeniu, który za wszelką cenę musi rozwiązać

* Sam przyjeżdza do pipidówy i od wjazdu do niej jest wrogiem numer jeden + naciska na odcisk lokalnym gangusom

* Sam przyjeżdza do pipidówy, żeby kogoś odnaleźć + przenika pod przykrywką do lokalnych gangusów

* Przyjeżdza do pipidówy z kimś i od wjazdu do niej są wrogami numer jeden + naciskają na odcisk 3 literowym służbom (FBI, CIA, …)

* Coś się dzieje w dużym mieście, a Reacher pomaga 3 literowym służbom (FBI, CIA, …) + globalne światowe akcje, latanie prywatnymi odrzutowcami po całym świecie + zagrożenie światowe (np. kilkanaście bomb atomowych)

* Coś się dzieje w dużym mieście, a Reachera ścigają 3 literowe służby (FBI, CIA, …) myśląc, że jest sprawcą lub chociaż zamieszanym w akcję + zagrożenie minimum na poziomie stanu (np. broń biologiczna)

* Akcja w przeszłości, w czasach gdy był w jednostce 110 + głównie przemyty, gruba kasa, polityczne-korupcyjne wałki

* Akcja w teraźniejszości z ludźmi z jednostki 110 + głównie przemyty, gruba kasa, polityczne-korupcyjne wałki

* Ktoś z przeszłości (głównie wojskowej) ściąga/prosi Reachera, żeby mu pomógł wyjśc z bagna, z którego nikt inny go nie wydostanie

Pokaż więcej komentarzy (3)

Lider

w Książki

20piorunów

1266 + 1 = 1267

Tytuł: Buckeye. Tajemnica małego miasteczka

Autor: Patrick Ryan

Kategoria: literatura piękna

Wydawnictwo: Filia

Format: ebook

Liczba stron: 480

Ocena: 9/10

Są książki, w których właściwie niewiele potrzeba, żeby opowiedzieć świetną historię. Nie potrzeba wielkich tajemnic, morderstw, końca świata czy zwrotów akcji co kilkadziesiąt stron. Wystarczą ludzie, ich wybory, konsekwencje tych wyborów i czas, który nieubłaganie płynie do przodu. „Buckeye” Patricka Ryana jest właśnie taką książką. I niemal idealnie trafiła w mój gust.

Historia rozpoczyna się w niewielkim amerykańskim miasteczku w Ohio, w trakcie II wojny światowej. Wojna jest tutaj jednak bardziej tłem niż głównym tematem. Najważniejsze są dwie rodziny, których losy splatają się ze sobą za sprawą jednego wydarzenia. Czegoś, co początkowo może wydawać się tylko chwilą słabości, przypadkiem czy niewłaściwą decyzją, ale z czasem zaczyna wpływać na życie kolejnych pokoleń.

I właśnie to podobało mi się najbardziej.

Ryan nie spieszy się z opowiadaniem swojej historii. Pozwala bohaterom żyć. Zakładać rodziny, wychowywać dzieci, popełniać błędy, ukrywać sekrety, kochać niewłaściwe osoby i zastanawiać się nad tym, jak wyglądałoby ich życie, gdyby kiedyś podjęli inną decyzję. Kolejne lata mijają, świat się zmienia, wojna się kończy, dzieci dorastają, a wydarzenia z przeszłości nadal gdzieś tam są - czasami głęboko schowane, ale nie w pełni zapomniane.

To przede wszystkim saga o zwyczajnych ludziach. Nie ma tutaj bohaterów jednoznacznie dobrych, ani złych. Są ludzie, którzy nawet gdy przez większość czasu zachowują się dobrze, czasami popełnią fatalny błąd, a później przez lata muszą żyć z jego konsekwencjami. I właśnie dlatego tak łatwo było mi w tę historię uwierzyć.

Bardzo podobało mi się również obserwowanie zmian zachodzących na przestrzeni kolejnych dekad. Buckeye opowiada nie tylko o swoich bohaterach, ale gdzieś w tle również o zmieniającej się Ameryce. Wielkie wydarzenia historyczne docierają do małego miasteczka, wpływają na życie mieszkańców, ale nigdy nie odbierają im pierwszego planu. Historia świata dzieje się gdzieś obok, podczas gdy dla bohaterów najważniejsze pozostają ich własne małe tragedie, miłości i rodzinne problemy.

To dokładnie ten rodzaj literatury obyczajowej, który lubię najbardziej. Powolny, ale nie nudny. Wielowątkowy, ale nieprzekombinowany. Emocjonalny, ale bez ciągłego wymuszania emocji na czytelniku. Zamiast wielkich dramatycznych deklaracji często rozmowa, gest albo przemilczenie.

Jedyny większy zgrzyt pojawił się u mnie pod koniec. Ryan postanawia wtedy trochę za mocno namieszać i dorzuca zawirowania, których ta historia moim zdaniem zwyczajnie nie potrzebowała. Przez większość książki jej siłą była naturalność – poczucie, że po prostu obserwuję kawałek czyjegoś życia. Gdyby autor zaufał temu do samego końca, być może byłaby to dla mnie książka 10/10.

Nie zmienia to faktu, że „Buckeye” jest jedną z tych powieści, przy których po kilkuset stronach orientuję się, że właściwie nie potrzebowałem żadnej wielkiej fabularnej nagrody. Chciałem po prostu jeszcze trochę pobyć z tymi ludźmi. Zobaczyć, co wydarzy się za pięć, dziesięć czy dwadzieścia lat. Kto zostanie, kto odejdzie i jakie konsekwencje będą miały decyzje podjęte dawno temu.

To saga wielopokoleniowa, spokojna, skupiona na bohaterach i pokazująca, jak jedno wydarzenie może rzucać cień na całe życie. „Buckeye” idealnie trafiło w mój obecny gust czytelniczy.

Opublikowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Osobisty licznik: 182/128

Pokaż więcej komentarzy (2)

Osobistość

w Dyskusje

13piorunów

1265 + 1 = 1266

Tytuł: Spotkania. Opowieść o wierze w człowieka

Autor: Marian Zembala, Dawid Kubiatowski

Kategoria: reportaż

Wydawnictwo: Editio

Format: audiobook

Ocena: 8/10

Pokazuje piękna acz trudną historię polskiej kardiochirurgii i transplantologii. Prof. Zembala uczył się od najlepszych i uczył najlepszych. Warto też napomknąć o kilku (może nastu) śmiesznych sytuacjach opisanych w książce.

Gruba ryba

w Książki

14piorunów

1264 + 1 = 1265

Tytuł: Nieznajomi

Autor: Izabela Janiszewska

Kategoria: kryminał, sensacja, thriller

Wydawnictwo: Czwarta Strona

Format: audiobook

Liczba stron: 384

Ocena: 4/10

Przewidywalna, rozkręca sie mniej wiecej od połowy i ma mnóstwo zbędnych zapychaczy. Nie wiem czemu toczyłem tą nierówną walke przez ponad 9 godzin xD

Opublikowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Pokaż więcej komentarzy (2)

Fanatyk

w Książki

27piorunów

1263 + 1 = 1264

Tytuł: Legion Wspomnień

Autor: James S.A. Corey

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: MAG

Format: książka papierowa

Liczba stron: 448

Ocena: 6/10

Trochę przedłużyłem swoją przygodę z Expanse, po 5 opowiadaniach zrobiłem przerwę na 2 inne książki i dopiero dokończyłem 3 ostatnie historie.

Podobało mi się to, że wszystkie historie dotyczą chociaż w jakiejś części postaci, które pojawiały się w głównym cyklu. Stanowią uzupełnienie nigdy nie opowiadzianej historii bądź dopowiadają ciąg dalszy

Według mnie najlepsze:

"Napęd" - o powstaniu przełomowego silnika

"Rzeźnik stacji Anderson" - wyjaśniający jedną z największych zagadek serii, czyli co się naprawdę stało na wymienionej stacji

oraz "Dziwne psy" - czyli jak dzieci z Lakonii przeszły swoją przemianę

Natomiast zdecydowanie najgorzej mi podeszła historia "Auberon" - wywaliłbym z tej książki

To już jest koniec, nie ma już nic. Aczkolwiek czytając historię Filipa widziałbym jeszcze przestrzeń na wiele ciekawych opowieści w świecie Expanse

Koneser2piorunów

Aż się boję jak skończę tę serię (aktualnie 7 tom), co dalej?

Pokaż więcej komentarzy (14)

GURU

w Książki

21piorunów

1262 + 1 = 1263

Tytuł: Spadek po mojemu

Autor: Mieczysław Gorzka

Kategoria: kryminał, sensacja, thriller

Wydawnictwo: Skarpa Warszawska

Format: audiobook

ISBN: 9788384302675

Ocena: 8/10

Mieczysław Gorzka poszerzył repertuar swoich książek. Do tej pory czytałem wyłącznie jego krwiste kryminały, a tutaj mamy raczej komedię kryminalną. Muszę przyznać, że to była dobra decyzja.

To powiedzmy trochę, ale nie zdradzając zbyt wiele o tej książce. Żył sobie pan Alojzy Stawicki w stylowym pałacu, w jednej z podwrocławskich miejscowości. Chociaż tak naprawdę długo nie pożył. Alojzy był człowiekiem majętnym i bardzo hojnym. Nad życie kochał swoich wnuków: Bartosza i Szymona Dziubków. Swoim umiłowanym wnukom, którzy mają około 30 lat, co miesiąc przelewał na konto po sto tysięcy złotych na drobne wydatki. Szymon jest księdzem, pełni posługę wikariusza w jednej z parafii. Zawód Bartosza jest bliżej nieokreślony. Na pewno w zakresie jego zainteresowań są dziewczyny i notoryczne przegrywanie dziadkowych pieniędzy w kasynach.

Zaraz na początku dowiadujemy się o metodzie podrywania kobiet „na szkota”. Całkiem interesująca technika. Zapoznajemy się też z muzyką zespołu KAT. Nie wolno zapomnieć, o osobie siostry zakonnej, o imieniu Gabriela.

Nadszedł ten dzień, kiedy Alojzy Stawicki pożegnał się z tym światem. Wnukowie są świadomi, że zostali jedynymi spadkobiercami dziadkowej fortuny. Ale nie tak szybko i łatwo… Jeszcze za życia Alojzy wszystko zaplanował. Krok po kroku, co musi się stać po jego śmierci. Wnukowie dostaną po 25 milionów złotych, tylko pod jednym warunkiem. Dziadek doskonale znając słabości wnuków i ich wzajemne relacje, wyznaczył im specjalne zadanie. Jego wykonanie w całości spowoduje, że zostaną bogatymi. Nad testamentem Stawickiego czuwa jego wieloletni mecenas.

Dzielni wnukowie podejmują się, aby spełnić wolę dziadka. Mają na to 40 dni. Tym samym zaczyna się komedia pomyłek, wiele czarnego humoru i ciąg nieoczekiwanych zwrotów akcji. Poznajemy też uroczą policjantkę, Igę Mauer, która odegra niebagatelną rolę w tej powieści. Autor często nawiązuje także do wcześniejszych lat z życia Alojzego i innych osób pojawiających się na kartach tej książki.

Rozdziały są krótkie, a każdy jest zatytułowany. Tytuł bezpośrednio nawiązuje do treści w nim zawartej. Fabuła w całości jest fikcją literacką, dobrze skomponowaną. Z pewnością uśmiech często zagości na twarzy czytelnika. Można stwierdzić, że dziadek po swojej śmierci wychował wnuków. Ogólnie zadanie trudne, ale nie niemożliwe. Książkę najlepiej czytać lub słuchać, popijając Cytrynówkę. Ten trunek zdominował wszystkie inne i wniósł wiele podniosłych chwil do treści.

Jak najbardziej polecam tę pozycję. Wysłuchałem jej z przyjemnością.

Opublikowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Pokaż więcej komentarzy (3)

Gruba ryba

w Książki

23piorunów

1261 + 1 = 1262

Tytuł: Saturnine

Autor: Dan Abnett

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: Black Library

Format: ebook

Liczba stron: 464

Ocena: 9/10

“There will be daemons there.”

IV część cyklu The Horus Heresy: Siege of Terra

Zdradzieckie Legiony zdobyły pierwszy ważny przyczółek wokół Pałacu Imperatora. Lojaliści świadomi, że ich zasoby nie są nieskończone, muszą podjąć trudne decyzje.

Dan Abnett namalował książkę serią wymownych obrazów: smutnych, wzniosłych, brutalnych, często symbolicznych.

Niemal na samym początku zdarzyła się wpadka w kilku dialogach. Zamiast teatralnej maniery, trafily się zbyt potoczne, w jaskrawie niepasujący sposób. Rozumiem, że tak mogą mówić cywile, najemnicy czy rekruci, ale nie melancholijny i raczej powściągliwy Aksymand, a przeklinający Jaghatai Khan to już przesada. Odniosłem wrażenie jakby aktor wypadł z roli albo jakby te fragmenty dialogów napisała zupełnie inna osoba. Na szczęście później już wszystko wraca do normy.

Autor ponownie po mistrzowsku operuje formą. Da się zauważyć, że fragmenty opisujące Sanguiniusa są malownicze i heroiczne, zaś te dotyczące legionistów Imperialnych Pięści wyróżniają się bardziej uporządkowaną strukturą i surowym językiem (wyraźnie to widać w wątku, w którym występuje Camba Diaz). Jedna z bitew zaś została przedstawiona w postaci precyzyjnie koordynowanej operacji specjalnej w stylu Toma Clancy’ego.

Wiarygodnie napisane zostały też postaci, zarówno stare jak i nowe. Szczególnie ciekawie rozwijały się losy Abaddona wraz ze wspaniałą sceną z pięcioma etapami żałoby. Można było wyczuć, że był już powoli przygotowywany do nowej roli.

Wrócił Sindermann, więc oczywiście przemycona została szczypta rozważań filozoficznych poruszających tematy moralności, wiary czy prawdy. Wpadło przy okazji trochę ciekawostek dotyczących przeszłości Imperatora.

Książkę kończy seria dramatycznych, lecz bardzo zróżnicowanych walk, w których żywota dokonało kilka znaczących postaci po obu stronach konfliktu. Jedni otrzymali śmierć piękną, inni nieoczekiwaną, jeszcze inni przez nikogo nie zauważoną.

Znakomita część, emocjonująca opowieść, którą pochłonąłem z przyjemnością.

GURU

w Książki

20piorunów

1260 + 1 = 1261

Tytuł: Pułapka. Nic nie jest tym, czym się wydaje. Tom 1 i 2.

Autor: Jolanta Maria Kaleta

Kategoria: powieść przygodowa

Wydawnictwo: Word Audio Publishing International

Format: audiobook

Ocena: 7/10

Edyta i Maks oraz Patryk i Dorota to dwa małżeństwa Czarnowskich, eksploratorów z Wrocławia. Maks i Patryk są braćmi. W Wigilię Świąt Bożego Narodzenia 2010 roku, wybrali się w Góry Izerskie na poszukiwanie „szczeliny jeleniogórskiej. Tam podobno mają być ukryte poniemieckie skarby. Zatrzymują się w Gajówce, nieopodal Świeradowa-Zdroju. Maks jest zafiksowany w temacie odnalezienia tego skarbu.

Na okolice Szklarskiej Poręby i Świeradowa-Zdroju pada blady strach. Pojawiają się doniesienia, że w okolicznych lasach widziano pumę i jeszcze inne niezidentyfikowane zwierzę. Zdarzają się i tacy, co mówią o Chupacabrze. Miała ona przybyć z Ameryki Południowej.

W tym samym czasie, nie tylko Czarnowscy szukają skarbów. Następuje istny wyścig o odnalezienie szczeliny. Mamy tu zarówno krajowych, jak i zagranicznych poszukiwaczy. Trup zaczyna słać się coraz gęściej. Dla nikogo nie były to udane święta.

Podczas pobytu w Górach Izerskich wychodzą na jaw problemy małżeńskie i rodzinne, a także przewinienia z przeszłości. Zawiść popycha do dalszych czynów. Wbrew pozorom, nie jest to kochająca się rodzina.

Książka „Pułapka” jest dwutomowa. Akcja rozgrywa się od Wigilii do Nowego Roku. Fabuła nawiązuje do legendy powstałej tuż po Drugiej Wojnie Światowej i dobrze znanej w okolicach Jeleniej Góry.

Znawcy Gór Izerskich z pewnością odnajdą tutaj znajome miejsca. Na uwagę zasługują opisy przyrody stworzone przez autorkę. Nie ma zanudzania. Na każdej stronie coś się dzieje. Treść jest dość szczegółowa. Jolanta Maria Kaleta potrzebowała aż dwóch tomów, aby zmieścić całość.

Jeśli czytelnik chce dowiedzieć się, co z tą Chupacabrą i czy skarb został odnaleziony, nie pozostaje mu nic innego jak usiąść wygodnie i zagłębić się w strony tej powieści. Można znaleźć więcej ciekawych pytań i odpowiedzi. Na przykład, kto zjadł świątecznego indyka?

Słuchałem audiobooka i wydaje mi się, że jest to rozszerzona wersja książki papierowej.

Osobistość

w Książki

17piorunów

1259 + 1 = 1260

Tytuł: Pomruki burzy

Autor: Robert Jordan, Brandon Sanderson

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: Zysk i S-ka

Format: książka papierowa

ISBN: 9788383352152

Liczba stron: 1008

Ocena: 7/10

Tragiczna passa nareszcie się odwróciła i po tysiącach stron będących oznaką braku szacunku autora wobec odbiorcy znowu mamy do czynienia z książką, którą da się czytać z niejakim zainteresowaniem i to bez przyjmowania Monstera co 5 stron, byle tylko nie zasnąć. Nie wiem ile w tym zasługi Sandersona, a ile pozostawionego przez Jordana materiału źródłowego - głównym tematem tomu nie jest tłuczenie się po posiadłości, mitrężenie w garderobie czy telepanie się wozem w błocie tak jak to było wcześniej, bo na główny plan wychodzą wydarzenia ważkie, dynamiczne i w dużej ilości, a tego cholernie mi brakowało.

Kilka kobitek wyhodowało w tym tomie dorodne cojones, z naciskiem na Faile - o dziwo - bo zajęła się sprawą konieczną, którą Perrin chyba nigdy nie skalałby swoich rączek. Działania takiej Egwene i Cadsuane nawet mi imponują. Czuć w tym jakąś ikrę, jakiś konkret, bez kompromisów, bez cofania się przed niczym. Zastanawiam się też, czemu ta pierwsza jest w fandomie tak bardzo nielubiana, choć może powód leży w kolejnych książkach. Z niekobiecego grona także Mat w coraz to mniejszym stopniu daje sobie w kaszę dmuchać i ulegać manipulacjom - bardzo miły widok, zwłaszcza w jego przypadku.

Należy też wspomnieć o postaci Rodela Ituralde'a pojawiającej się - nad czym ubolewam - dosyć rzadko, ale za każdym razem, gdy to następuje, kradnie scenę swoją prezencją. Jeden z największych żyjących dowódców cechuje się cynicznym, ale jednocześnie trzeźwym podejściem do wojny. W pamięć zapadł mi fragment, w którym myśli poświęca kronikom i innym dziełom historycznym "oczyszczonym, uładzonym w dłoniach uczonych poszukujących lapidarności i ścisłości. «Najeźdźcy zwyciężyli, poległy pięćdziesiąt trzy tysiące» albo «Obrońcom udało się odeprzeć atak, poległo dwadzieścia tysięcy»". Dość dosadne moim zdaniem.

Wspomnianych "ważkich" wydarzeń nie będę po kolei wymieniał i oceniał, bo w większości nie mam się do czego przyczepić, choć nie ukrywam, że zaskakuje mnie rozmiar pychy Seanchan z Tuon za sterami. Myślałem, że czas spędzony z Matem trochę zmieni jej światopogląd, ale jednak ślepa powinność i wiara w nieomylność narodu to ślepa powinność i wiara w nieomylność narodu.

Niezmiennie rozbraja mnie skalowanie potęgi w tej serii i szybkość osiągania arcymistrzostwa: Gawyn, który może i uczył się od najlepszych, ale przez ostatni mniej więcej rok tłukł się co najwyżej w ramach wojny podjazdowej, aż tak za⁎⁎⁎⁎ście wywija wykałaczką, że pokonuję jednocześnie dwóch wybitnych Strażników. Szkoda mi czasu na dalsze komentarze. Taki urok.

Nareszcie zaistniało jakieś interesujące rozwiązanie wiążące się z użyciem ognia stosu i jego pozaczasowych właściwości. Rand w swoim szaleństwie ma metodę. Tego typu okazji i tak jest za mało, bo przecież z tym narzędziem i większą dozą pomyślunku można odczyniać takie zwroty akcji, że głowa mała.

Ogólna psychiczna kondycja Randa prezentowała się w tym tomie okropnie, a połączona z wielką jej przemianą musiała wywołać u wieloletnich czytelników donośne westchnienie. Z pewnością był to moment zwrotny dla całej serii.

A teraz pora na dział poświęcony niedociągnięciom natury technicznej, który tutaj będzie chyba najdłuższy jak dotąd.

W rozdziale 27. korektor miał, niewykluczone, wyjątkowo podły dzień, bo ilość błędów osiągnęła wartość bodaj dwucyfrową, a prym wiodły spacje zamienione na "v". A może po prostu aż tak dał się wciągnąć w wydarzenia, że zapomniał o przyłożeniu się do pracy? To był jeden z lepszych rozdziałów całego cyklu i chyba przy żadnym nie czułem takiego napięcia, nawet jeżeli ostateczny wynik wydawał się prosty do przewidzenia, choć człowiekowi głosik z tyłu głowy szeptał, że "coś jest nie w porządku" i koniec końców nic nie było już takie pewne. Szkoda, że takich solidnych rozdziałów jest w tej serii jak na lekarstwo. Następujący po nim też był srogi.

Wracając. Strona 340. W przypadku dwóch imion - króla i Aes Sedai - czasami pisano "oe", czasami "œ".

"Może dzięki temu NIE będzie bardziej uważny", gdy mowa o spotkaniu z Aes Sedai. I inne tego typu głupotki logiczne.

Pod koniec rozdziału 43. 4 razy "ż" występowało na końcu zdania bez żadnego powodu. Okropna korekta była w tej książce.

I na koniec nie błąd, a ciekawostka: w tym świecie znajdują się Góry Dhoom.

Gruba ryba

w Książki

21piorunów

1258 + 1 = 1259

Tytuł: Rytmatysta

Autor: Brandon Sanderson

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: Wydawnictwo MAG

Format: ebook

ISBN: 978-83-7480-612-1

Liczba stron: 310

Ocena: 7/10

Spin-offowa opowieść Sandersona dziejąca się w świecie poza Cosmere. Lektura lekka, łatwa i przyjemna, coś dla młodszego czytelnika albo na wakacje - ale i starsi też nie będą się nudzić. Uniwersum, gdzie szybkie rysowanie na ziemi kółek, kresek oraz stworów zastąpiło w jakimś stopniu magię. Fajnie to sobie wymyślił. Ponoć prace nad sequelem trwają, ale na luzie można to potraktować jako zamkniętą historię z furtką na więcej.

Pokaż więcej komentarzy (6)

Fenomen

w hejtoczyta

11piorunów

1257 + 1 = 1258

Tytuł: Zaprzyjaźnij się z algorytmami. Przewodnik dla początkujących i średniozaawansowanych

Autor: Jacek Tomasiewicz

Kategoria: informatyka, matematyka

Format: ebook

Ocena: 7/10

Książka bardziej do przerobienia niż do czytania. Zbiór zadań z poprzednich lat olimpiad matematycznych dla licealistów z dość dużymi zadatkami na studia matematyczne lub techniczne.

Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz