Hejto.pl
Dodaj post

Wpisz coś do wyszukania (minimum 2 znaki)

#bookmeter

Fanatyk

w Książki

52piorunów

667 + 1 = 668

Tytuł: Skazani na Shawshank

Autor: Stephen King

Kategoria: dramat więzienny, nowela

Format: e-book

Ocena: 9/10

Krótka i przyjemna. Jedyne czego mi się przyczepił do daty zapisane słownie. W żadnej innej nie spotkałem się z takim czymś

Gruba ryba1piorunów

Jedyna dobra rzecz Kinga jaką czytałem

Fanatyk1piorunów

@Vakarian serio? Carrie też fajne było

Pokaż więcej komentarzy (7)

Fanatyk

w Książki

42piorunów

666 + 1 = 667

Tytuł: Kometa nad Doliną Muminków
Autor: Tove Jansson
Kategoria: literatura młodzieżowa
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Ocena: 8/10

Druga część Muminków sprawiła, że dobrze wczułam się w klimat opowieści.
Główni bohaterowie rozwijają swoje charaktery, bawiąc rozbrajającą szczerością i słodką naiwnością.
Klimat jest dość mroczny, tajemnicze zjawiska, kataklizmy i ona, tytułowa Kometa.
Muminek i ekipa wyruszają w podróż celem lepszego poznania zjawiska, przeżywają po drodze wiele przygód i poznają nowych przyjaciół.
Wszystko okraszone pięknymi ilustracjami ♥️

GURU8piorunów

@Shivaa mam niesamowity sentyment do Muminków, to jest jedno z moich ulubionych uniwersów. Było tam dużo ciepła ale też niepokoju kiedy pojawiały się hatifnaty i czarownica i strachu przy Buce. W żadnej innej wieczorynce nie było takiego miksu

Gruba ryba5piorunów

@zjadacz_cebuli przez Hatifnaty ubzdurałem sobie mając lat 6-7 że muszę mieć barometr i trułem dupę wszystkim az dostałem go na urodziny. Czułem się potem jak mistyk mający dostęp do wiedzy tajemnej ༼ ͡° ͜ʖ ͡° ༽

Fanatyk4piorunów

@zjadacz_cebuli ja też, to bajka mojego dzieciństwa i dorosłości bo dzięki temu niesamowitemu miksowi mroku, światła, ciekawych stworzeń i bardzo fajnie wykreowanych postaci zostaje w głowie i nie da się być na nią za starym
No i Buka 😍 oczywiście kiedyś bałam się jak cholera
Pamiętam jak raz wysiadło nam światło w domu a na wieczorynce był wcześniej odcinek z Buką, trauma do kwadratu xD

GURU1piorunów

@Shivaa kiedyś się jej bałaś? Ja się dalej jej boję mimo tego, że wiem że ona zła nie była xD Włóczykij to chyba pierwszy filozof jakiego w życiu "poznałem", zawsze lubiłem tą jego tajemniczość, dojrzałość i trzeźwe spojrzenie na świat. Pamiętam tam jeszcze, że była pantera, tylko nie pamiętam co to była za akcja

Fanatyk2piorunów

@zjadacz_cebuli no Buka wzbudza pewien niepokój xd szczególnie że nie chodzi tylko o jej wygląd ale i te dźwięki które wydaje, nie wspominając już o tym jak zmienia krajobraz 😅
Historii z panterą też nie pamiętam ale jest ona na okładce części którą obecnie czytam więc odświeżę lada chwila temat

GURU0piorunów

@Shivaa pantera chyba miała coś wspólnego z zaćmieniem 😁 przez Ciebie czeka mnie albo ponowne oglądanie albo pierwsze przeczytanie książek! Dumna jesteś z siebie? XD

Fanatyk1piorunów

@zjadacz_cebuli jak to nie czytałeś książek?? No to już do księgarni xd
Tak serio to ja też pierwszy raz czytam 😁

Pokaż więcej komentarzy (8)

Gruba ryba

w Książki

37piorunów

665 + 1 = 666

Tytuł: Zapiski oficera Armii Czerwonej

Autor: Sergiusz Piasecki

Kategoria: literatura piękna

Ocena: 9/10

*

Noc była czarna jak sumienie faszysty, jak zamiary polskiego pana, jak polityka angielskiego ministra.

Jest w literaturze taki motyw, który nazywa się motywem pierwszego kontaktu. Zwykle występuje on w fantastyce naukowej, jest tam zresztą dość mocno eksplorowany, a dotyczy niczego innego jak właśnie pierwszego kontaktu naszej cywilizacji ziemskiej z obcą cywilizacją pozaziemską. Już na samym początku lektury Zapisków oficera Armii Czerwonej przyszła mi go głowy taka myśl, że ta obca cywilizacja wcale nie musi być pozaziemska.

Wrzesień 1939. Armia radziecka wkracza do Polski, dociera do Wilna, a, w opowieści wykreowanej przez pana Piaseckiego, wraz z nią do Wilna (czy raczej Vilniusa) wkracza lejtnant bohaterskiej Armii Czerwonej, Michaił Zubow. Pom zajęciu miasta Zubow znajduje sobie w mieście kwaterę i, razem z innymi, podobnymi sobie, w Wilnie stacjonuje. Kiedy tak się stacjonuje w okupowanym mieście, trzeba się czymś w nim zajmować. Zubow zajmuje się więc różnymi rzeczami, a każda kolejna wydaje mu się coraz bardziej niezwykła. Mnie z kolei na początku książki niezwykłe wydawało się to, jak bardzo bohater potrafił naginać to co widział, do wpojonego mu światopoglądu daleko przekraczając w tym naginaniu granice jakiegokolwiek absurdu. Jeszcze bardziej niezwykłe było dla mnie to choć ta myśl przyszła później, już po zakończeniu lektury, że ja panu Piaseckiemu w tego Zubowa całkowicie uwierzyłem.

Uśmiałem się w czasie tej lektury tak bardzo, jak dawno się przy książce nie uśmiałem. Poziom ignorancji, zatwardziałość w patrzeniu na świat i logika wyciąganych przez Zubowa wniosków razem z wszystkimi jego przywarami, jego działania podejmowane w myśl wciąż powtarzanych socjalistycznych haseł, które z socjalizmem praktycznym (proszę nie mylić z realnym) miały niewiele wspólnego doprowadziły do tylu komicznych nieporozumień, że materiału z tej krótkiej jednak książeczki wystarczyłoby na kilka naprawdę niezłych komedii.

Później, choć z opisywanych przez Zubowa sytuacji wciąż się śmiałem, śmiałem się już mniej wesoło. Ten mój spadek wesołości spowodowany był tym, że uświadomiłem sobie, że takich Zubowów spotykam w swoim życiu całkiem sporo (martwi mnie to trochę, bo wydaje mi się, że spotykam ich coraz więcej). Niekoniecznie są oni oficerami Armii Czerwonej, niekoniecznie nacjonalizują dla siebie buty, zegarki i inne dobra, chodzi mi tutaj o ten bardzo ograniczony sposób myślenia. O uczepienie się jednej wizji świata i podporządkowywanie widzenia tego świata tej właśnie wizji – a jeśli fakty tej wizji przeczą, tym gorzej dla faktów, skądś to przecież znamy. A jeszcze później, kiedy już skończyłem tę książkę, kiedy poznałem jej tragiczny moim zdaniem finał, zrobiło mi się przykro. Przykro zrobiło mi się tak z powodu losów bohaterów i tego co im Zubow w imię Związku Radzieckiego (albo może i nie Związku Radzieckiego?), jak i z powodu samego Zubowa. Bo temu Zubowowi przecież ktoś powiedział jak ten świat wygląda, ktoś go tego życia nauczył. Jego winą było to, że w to, co mu mówiono uwierzył. I, tak już podsumowując, myślę, że Zubow, choć uczynił wiele rzeczy złych i nie mam wątpliwości, że należy nazwać go okropnym człowiekiem, jest jednak postacią tragiczną. On po prostu inaczej nie umiał. Moralność jest przecież, tak uważam, wytworem cywilizacyjnym i trzeba jej uczyć.

Literacko bardzo mi się ta książka podobała. Pan Piasecki wykreował wspaniałego, bardzo wyraźnego bohatera. Język, jakim prowadzona jest opowieść jest nie tylko piękny (to może być zarzut, bo nie przystaje do takiego trepa jak Zubow, ale nic a nic mi to nie przeszkadzało), ale też bardzo konsekwentny i czuć, że zalatuje rosyjskim. Można by się jeszcze trochę przyczepić do logiki, bo oto Zubow, który się boi (a boi się często), prowadząc te swoje zapiski przyznaje się w nich do rzeczy, które mocno mogły mu zaszkodzić, gdyby ten jego notes został znaleziony. A Zubow, choć jest głupi, to akurat o siebie zadbać potrafi. Więc tak, można by się tego czepić, ale ja się czepiał nie będę. Po pierwsze dlatego, że inaczej napisać się tego nie dało, a po drugie dlatego, że po co takim czepianiem się psuć sobie przyjemność z lektury?

Lider

w Książki

31piorunów

664 + 1 = 665

Tytuł: Nie otwieraj oczu

Autor: Josh Malerman

Kategoria: horror

Wydawnictwo: Akurat

Format: audiobook

Liczba stron: 304

Ocena: 8/10

To jedno z tych postapo, które od pierwszych stron buduje napięcie bardzo prostym, ale genialnym pomysłem: nie wolno patrzeć. Świat zostaje opanowany przez coś/istoty, których nie można zobaczyć, bo jedno spojrzenie oznacza natychmiastowe szaleństwo i śmierć samobójczą. Historia skupia się na Malorie, która próbuje przetrwać w tej rzeczywistości i podjąć desperacką próbę przedostania się w bezpieczne miejsce. Z zasłoniętymi oczami, zdana na inne zmysły, zarówno swoje, jak i dwójki małych dzieci, wyrusza w niebezpieczną podróż.

Największą siłą książki jest konstrukcja oparta na dwóch liniach czasowych. Z jednej strony śledzimy początki katastrofy - moment, w którym świat zaczyna się rozpadać i bohaterowie próbują zrozumieć, z czym mają do czynienia. Z drugiej dostajemy późniejszą, dużo bardziej klaustrofobiczną historię podróży, gdzie każdy dźwięk może oznaczać zagrożenie. To przeplatanie się narracji działa świetnie i sprawia, że bardzo trudno się od książki oderwać - ciągle chcesz przeczytać jeszcze jedną stronę, jeszcze jeden rozdział, żeby dowiedzieć się więcej o obu wątkach.

Malerman bardzo umiejętnie operuje tym, czego nie pokazuje. Groza nie wynika z opisu potworów czy konkretnych zagrożeń, ale z niewiedzy i wyobraźni czytelnika. To jeden z tych horrorów, gdzie brak informacji działa mocniej niż ich nadmiar. Scena porodu zostanie ze mną zdecydowanie na dłużej. Dzięki temu napięcie jest niemal ciągłe i nie potrzebuje spektakularnych scen, żeby działać.

To świetne, bardzo wciągające postapo, które udowadnia, że czasem najprostszy pomysł potrafi wywrzeć ogromne wrażenie na czytelniku. Książka doczekała się ekranizacji w 2018 roku.

Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Fanatyk2piorunów

Zdecydowanie muszę przeczytać

Lider1piorunów

@Shivaa jest jeszcze 2 tom, który dzieje się około 20 lat po tej książce, wezmę się za niego po Martwym Punkcie :smiley:

Fanatyk2piorunów

@WujekAlien to czekam na recenzję 😛

Pokaż więcej komentarzy (4)

Gruba ryba

w Książki

22piorunów

663 + 1 = 664

Tytuł: Nietuzinkowy sklep całodobowy

Autor: Kim Ho-Yeon

Kategoria: literatura piękna

Wydawnictwo: Znak

Format: audiobook

Ocena: 6/10

Czas trwania: 7h 25m

Czytali: Aleksandra Zawadzka, Jakub Kamieński

Właścicielka sklepu całodobowego gubi portfel. Zgubę odnajduje bezdomny i zwraca go właścicielce, a ta proponuje mu zatrudnienie w sklepie.

Nietuzinkowy sklep całodobowy to nieskomplikowana, trochę naiwna, ale pozytywna opowieść o losach pracowników oraz klientów sklepu całodobowego i ich wzajemnych relacjach, na których wszyscy w nie zawsze oczekiwany sposób zyskują. Książka niby niczym mnie nie zachwyciła, ale okazała się lekką i miłą odskocznią od sci-fi i Warhammera.

GURU

w Bazar

84piorunów

662 + 1 = 663

*

Tytuł: Światu nie mamy czego zazdrościć. Zwyczajne losy mieszkańców Korei Północnej

Autor: Barbara Demick

Kategoria: reportaż

Wydawnictwo: Czarne

Format: e-book

Liczba stron: 368

Ocena: 10/10

*

Są takie książki, które trudno ocenić na coś poniżej 10 - i dla mnie ten reportaż jest właśnie takim przypadkiem. Jasne, rozumiem, że dla wielu osób uczciwa ocena pewnie oscylowałaby gdzieś między 7 a 9, ale u mnie to pełna dycha. Po prostu nie widzę tu wad.

Reportaż autorstwa Barbary Demick wyróżnia się przede wszystkim tym, czego w nim nie ma. Autorka nie przerysowuje opisów, nie gra na emocjach i - co najważniejsze - nie narzuca czytelnikowi swoich przemyśleń. Oddaje głos bohaterom i robi to w sposób zaskakująco uporządkowany. Chronologia jest tutaj ogromnym plusem - czas płynie gdzieś w tle, a kolejne wydarzenia układają się naturalnie, bez chaosu, który często pojawia się w reportażach opartych na wielu perspektywach. Nie da się tu zgubić, ani razu.

Warto tu dodać, że z książki jasno wynika, że temu, co widzą turyści, najprawdopodobniej nie warto ufać, bo sceny i miejsca celowo mają być inscenizacją, nawet w obecnych czasach. Oszustwem, które zamazuje prawdę.

Dużym atutem jest też dobór bohaterów. Demick opisuje osoby, które bardzo się od siebie różnią - zarówno pod względem pochodzenia, jak i stosunku do systemu. Są tu ludzie całkowicie wierni władzy, są ci obojętni i są też tacy, którzy od początku czują, że coś jest nie tak. Dzięki temu obraz Korei Północnej nie jest jednowymiarowy - przeciwnie, wydaje się przez to bardziej wiarygodny i pełny.

Nie ukrywam, że na początku miałem pewne obawy. Wątek miłosny młodych ludzi z różnych warstw społecznych brzmiał jak coś, co może niepotrzebnie rozmiękczyć całość. Jun-sang, z był z bardziej uprzywilejowanej rodziny, a Mi-ran, jest córką byłego jeńca wojennego z Korei Południowej. Przez system songbun była z góry skazana na niższy status społeczny, o czym przez dłuższy czas nawet nie wiedziała. Ten motyw okazuje się jednak tylko delikatnym wstępem - tłem dla wydarzeń, które naprawdę definiują tę książkę.

Bo prawdziwy ciężar zaczyna się wraz z opisem wielkiego głodu z lat 1995–1999. To jeden z najmocniejszych fragmentów reportażu. Głód, który według różnych szacunków pochłonął setki tysięcy, a być może nawet miliony istnień, nie jest tu przedstawiony jako abstrakcyjna katastrofa, tylko jako codzienność zwykłych ludzi - efekt polityki reżimu Kimów i efekt ich rządów.

Opisy bywają mocne, momentami bardzo mocne. Ja już nie jestem szczególnie wrażliwy na takie rzeczy, ale spokojnie mogę sobie wyobrazić, że dla wielu osób będą trudne do zniesienia. Dzieci umierające w szpitalach, karmione trawą, czy topienie psa w garnku, to te lżejsze, co daje pewien obraz, czego można się tu spodziewać.

Jeden z tych rozdziałów, które szczególnie zapadły mi w pamięć, to: „Najpierw umierają ludzie dobrzy”. Pada tam to tytułowe zdanie, które właściwie podsumowuje cały ten okres. Pani Song, przez lata wierna systemowi i propagandzie, przyznaje, że każdy, kto przetrwał, ma coś na sumieniu. Że dobrzy ludzie umarli jako pierwsi. Zostali ci, którzy robili rzeczy, do których nie chcieliby się przyznać.

To jednak nie jest tylko historia o przetrwaniu, odkrywaniu prawdy i ucieczce. To także opowieść o tym, co dzieje się później. O życiu po ucieczce, głównie w Korei Południowej, i o tym, jak różnie bohaterowie radzą sobie w zupełnie nowej rzeczywistości. Co ciekawe ci, którzy od początku byli przeciwko systemowi, wcale nie odnajdują się najlepiej.

Warto dodać, że książka nie zatrzymuje się na or dacie pierwszego wydania. Zależnie od tego, jaką upolujecie, na końcu dostaniecie dodatkowe informacje "co było potem". Jest to trochę streszczone, ale dobrze, że się pojawia.

Mógłbym pisać dalej o tym, jak dobra jest to książka, ale prawda jest taka, że i tak mało kto dotrwałby do końca tej recenzji. Dlatego zakończę inaczej - zostawiając was z dłuższym cytatem o dr Kim i tym, co odkryła podczas swojej ucieczki.

Nie chciała zatrzymywać się na odpoczynek – bała się, że zamarznie – ale czuła, że opada z sił. Nie mając wyboru, postanowiła zaryzykować i zwrócić się o pomoc we wsi.
Do gospodarstw prowadziła polna droga. Większość domów otaczały ogrodzenia z metalowymi furtkami. Jedna z nich nie była zamknięta na klucz. Popchnęła ją i zajrzała na podwórko. Na ziemi stała metalowa miseczka z jedzeniem. Gdy podeszła bliżej, zobaczyła w niej biały ryż ze skrawkami mięsa.
Doktor Kim nie pamiętała, kiedy po raz ostatni widziała miskę czystego, białego ryżu. Co tu robi ta miska, dlaczego stoi na ziemi? Domyśliła się i prawie jednocześnie usłyszała szczekanie.
Aż do tej chwili łudziła się nadzieją, że Chiny okażą się równie biedne jak Korea Północna. Wciąż chciała wierzyć, że jej kraj jest najlepszy na świecie. Że potwierdzi się to wszystko, w co wierzyła przez całe życie. Ale teraz nie mogła już zaprzeczyć temu, co zobaczyła na własne oczy: chińskie psy jadają lepiej niż lekarze w Korei Północnej.

*

>

Lider9piorunów

@Dziwen polecam też Chrobot (Michniewicza) i Głód (Caparrosa), dla mnie oba 11/10

GURU3piorunów

@WujekAlien dzięki. Sprawdzę. :smiley:

Kompan11piorunów

Bardzo dobrze napisany kawał lektury. Trochę wzór jak pisać reportaże. Fragment z miską pamiętam. Pamiętam też ten gdzie przedszkolanka przychodziła do przedszkola dopóki pojawiały się tam jakieś dzieci. Było to opisane tak spokojnie, że kojarzy mi się to z tym fragmentem "literatury obozowej" gdzie facet przywitał własnego ojca gdy wysiadł z transportu i powiedział mu na spokojnie, że idą pod prysznic.

A z innych rzeczy, któraś z bohaterek opisała ten dysonans gdy czytała przeminęło z wiatrem, bo miała dostęp na uniwersytecie i ludzie tam mieli kilkadziesiąt lat wcześniej samochody, jedzenie itp.

Mi zostało w pamięci.

Pokaż więcej komentarzy (7)

Gruba ryba

w Książki

29piorunów

661 + 1 = 662

Tytuł: Pierwszy Heretyk

Autor: Aaron Dembski-Bowden

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: Copernicus Corporation

Format: książka papierowa

Liczba stron: 544

Ocena: 8/10

“Żaden żołnierz nie zabija tak pewnie jak krzyżowiec.” Kor Phaeron

“To najwspanialsza epoka w historii ludzkości, a prym wiodą w niej nie filozofowie czy wizjonerzy, a wojownicy. To niezdrowe [...] Coś tu jest nie tak. To się musi źle skończyć.” Lorgar

XIV część cyklu Herezja Horusa

Jest trzydzieste pierwsze tysiąclecie, trwa Wielka Krucjata mająca na celu zjednoczenie ludzkości rozproszonej po całej galaktyce. Świat za światem jest przyłączany do Imperium Człowieka lub unicestwiany. Imperator upokarza Lorgara za jego wiarę. Zrozpaczony prymarcha powątpiewa w sens dotychczasowego życia i oddania Wielkiej Krucjacie. Wraz z XVII Legionem udaje się więc w poszukiwaniu nowej drogi. Nowego boga.

Po pierwszych dziesięciu pozycjach postanowiłem zaburzyć oficjalną kolejność wydawniczą, aby podążyć za liniami fabularnymi zawierającymi puzzle kluczowe do poszerzenia rozległej panoramy uniwersum. Pierwszy Heretyk był dobrym wyborem, ponieważ odpowiedział na kilka istotnych pytań pojawiających się już w trylogii początkowej. Prawdę mówiąc, to śmiało można pominąć kilka książek poczynając od Zstąpienia Aniołów i sięgnąć po ten tom zaraz po Fulgrimie.

Aaron Dembski-Bowden proponuje powrót do wielkiej pompy z Wywyższenia i teatralnych, melodramatycznych dialogów niczym w filmach kostiumowych z lat 60-tych (Ben Hur, Spartacus, Kleopatra itp.). Całość oparł na konstrukcji typu “trzęsienie ziemi na początku, a później rozkręcamy akcję powoli”. Narracja jest nieliniowa i bywa, że przeskakuje w przyszłość, by później wrócić do przeszłych wydarzeń w formie wspomnień lub zeznań. Lorgar depcze zaś po piętach Fulgrimowi w plebiscycie na największą drama queen. Jego tragedia jednak ma niemal szekspirowski wymiar.

Muszę przyznać, że ta książka zmieniła znacząco moje spojrzenie na Lorgara i Głosicieli Słowa, którzy w poprzednich tomach, w szczególności w Bitwie o Otchłań, przedstawieni zostali jako bezwzględnie źli zeloci. Tymczasem Pierwszy Heretyk pokazuje, że ich motywacja wcale nie była pozbawiona logiki. Lorgar przypomina pod pewnym względem filmowego Jockera: niby wiadomo, kim się stanie, a jednak wzbudza współczucie, zrozumienie, a nawet pewien rodzaj sympatii.

Autorytet1piorunów

Sympatii do heretyków?!

H E R E Z J A!
\< halo, Niebiescy! Uprzejmie donoszę !>

Gruba ryba2piorunów

@Bjordhallen niebiescy za to w tej części w ogóle nie wzbudzają sympatii

Pokaż więcej komentarzy (4)

Fanatyk

w Książki

30piorunów

660 + 1 = 661

Tytuł: Muminki i duża powódź

Autor: Tove Jansson

Kategoria: literatura młodzieżowa

Wydawnictwo: Nasza Księgarnia

Format: książka papierowa

Liczba stron: 96

Ocena: 7/10

Głupio przyznać, ale przy całym swoim uwielbieniu bajki, jeszcze nigdy nie czytałam Muminków!

Trochę mnie zaskoczyło że książeczki są raczej krótkie, mam wrażenie że ich przygody można by opisywać w opasłych tonach 😅

Pierwsza część jest wyjątkowo króciutka. Muminek i Mama Muminka poszukując miejsca na nowy dom, poznają nowych przyjaciół i wpadają na trop zaginionego Taty Muminka. Historia opatrzona jest w oryginalne grafiki autorki, wyglądają przecudnie.
Na końcu książki są opisane charakterystyki postaci występujących w całej tej serii oraz komiksach.
Ocena trochę zaniżona, bo przeczytanie zajęło koło pół godziny, nie zdążyłam jeszcze wczuć się w klimat, ledwo przyzwyczaiłam się do dużych liter 😛

Mocarz5piorunów

Za Muminki zawsze piorun!

Fanatyk

w Książki

26piorunów

659 + 1 = 660

Tytuł: Gorączka Ciboli

Autor: James S.A. Corey

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: Mag

Format: książka papierowa

ISBN: 9788366065307

Liczba stron: 580

Ocena: 6/10

Czwarta część cyklu Expanse.

Tym razem lądujemy i orbitujemy wokół Ilusa/Nowej Ziemi - pierwszej planety skolonizowanej przez człowieka poza Układem Słonecznym.

Oczywiście ludzie jak to ludzie zaraz wejdą ze sobą w konflikt. Szczególnie na planecie bogatej w cenny surowiec.

Problemy przyleci rozwiązywać jako rozjemca nasza ekipa z Rosynanta z Holdenem na czele.

W tej części akcja jest mocno szarpana, raz przyspiesza aby opowiedzieć o wydarzeniu z perspektywy kilku postaci po czym zwolnić. I tak do końca tego tomu.

P.S. Mam nadzieję, że nim ukończę cały cykl Expasne, pojawi się w końcu opcja spoilerów w edytorze tekstu 😛

Fanatyk

w Książki

58piorunów

658 + 1 = 659

Tytuł: Przegryw

Autor: Patrycja Wieczorkiewicz, Aleksandra Herzyk

Kategoria: reportaż

Wydawnictwo: WAB (Grupa Wydawnicza Foksal)

ISBN: 978-83-8319-071-6

Liczba stron: 334

Ocena: 7/10

Z grubsza, jest to trudna i smutna lektura przedstawiająca życie i problemy kilku przegrywów, którzy zgodzili się na pewne wyznania i współpracę z autorkami, które w tym środowisku uchodzą za największe zło (kobiety, poglądy lewicowe).

Jestem pod wrażeniem odwagi i otwartości autorek, poradziły sobie z tematem bardzo dobrze.

Znajdziemy tu dobrą analizę problematyki środowiska oraz przestrzeni internetowej w której funkcjonują, czyli głównie wykop, chany i zamknięte grupy na fb.

Najbardziej przejmujące są historie mężczyzn, którzy zgodzili się na korespondencje z autorkami. Świat w którym żyją przepełniony jest chorobami psychicznymi i fizycznymi, zaniedbaniami rodziców, przemocą, biedą oraz często brakiem tej jednej jedynej osoby, która okazałaby zainteresowanie, zaakceptowała wady, których oni sami zaakceptować nie potrafią.

GURU22piorunów

@Shivaa szkoda że tag przegryw nie działa, tam powinny być wierzenia i próba pomocy a jest wylewanie frustracji, często bez refleksji. Przez to musiałem szybko zablokować ten tag u białka jak tam jeszcze byłem, tutaj też

Osobistość17piorunów

@zjadacz_cebuli Tag przegryw na wykopie stał sie miejsce gdzie jedynie mogłeś wylać swoje żale i zabetonować się w swoim nieszczęściu, bo jakakolwiek poprawa własnego poziomu życia w oczach innych przegrywów to było stanie się normikiem. Przegrywy to beznadziejny przypadek, nienawidzą kobiet, nienawidzą normików a co najgorsze, nienawidzą samych siebie.

Fanatyk5piorunów

@zjadacz_cebuli są przegrywy i przegrywy, niestety najgłośniej słychać tych którzy tylko w ten sposób potrafią wyładować swoje frustracje mimo że w środku krzyczą o pomoc i najbardziej jej potrzebują
Ale są też różne bardziej nakierowane grupy, 'odłamy', które skupiają się na wzajemnym wsparciu

Fanatyk5piorunów

@Jarasznikos okazuje się że ta społeczność nie jest taka jednorodna i niekoniecznie muszą być nastawieni wrogo do innych

GURU9piorunów

@Shivaa tak, dlatego z takimi warto rozmawiać, nie każdy miał w życiu łatwo, w brutalnym świecie można łatwo się zatracić, sam staram się jak mogę pomóc takim chłopakom. Ale najważniejsze jest, żeby sami chcieli sobie pomóc. Wiem, że mogłoby się tu na hejto pojawić takie miejsce, tylko trzeba by je bronić przed tymi przegrywami, którzy potrafią ciągnąć tylko na dół. I to jest trudne

Fenomen4piorunów

Komentarz usunięty przez moderatora

GURU4piorunów

@Vampiress najlepsze jest to, że on był spoko gościem i mnie tu wprowadził xD

Osobistość5piorunów

@Shivaa Masz racjie, acz Ci, którzy są nastawieni wrogo, są najgłośniejsi i najbardziej medialni.

Fanatyk3piorunów

@zjadacz_cebuli też jestem tu dzięki plackowi i jego pamiętnej akcji 😁

Pokaż więcej komentarzy (9)

GURU

w Bazar

62piorunów

657 + 1 = 658

*

Tytuł: Chrzest Ognia

Autor: Andrzej Sapkowski

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: SuperNOWA

Format: audiobook

Ocena: 10/10

*

Na ten moment Chrzest Ognia to dla mnie najlepszy tom serii, choć jak wiecie, zostało ich kilka do końca i może coś tu się zmieni. Nie mam do czego się przyczepić, dlatego napiszę pewnie tylko o tym, co mi się najbardziej podobało - wszystko. Koniec recenzji. Tak naprawdę to nie. W sensie coś napiszę, ale odpowiedzią pozostaje: "wszystko". xD

Ci, którzy mówili, że ten tom bardziej mi podejdzie, bo jest tu więcej Geralta - mieli rację. Nie chodzi tylko o to, że „dużo Geralta = z automatu lepsza ocena”. Bardziej o to, że to jest historia o kryzysach i największy dosięga właśnie naszego wiedźmina. Każda z ważniejszych postaci przechodzi tu swój własny chrzest ognia. Jedni dopiero wchodzą w ten proces, inni są już w jego trakcie, nie wszyscy wyjdą z tego w całości. I właśnie obserwowanie tego jest najmocniejszym punktem książki.

Nie ma tu wielu wielkich, epickich pojedynków (poza końcówką i kilkoma mniejszymi walkami z losowymi żołnierzami), ale kompletnie mi to nie przeszkadzało. Znowu dostajemy motyw podróży - i to jest coś, co w Wiedźminie kupuję za każdym razem. Nie wiem, czemu aż tak dobrze to działa. Może przez ekipę, jaką zawsze przy takich okazjach dostajemy. Krasnoludy robią robotę jak zwykle, a tutaj dochodzi jeszcze Regis - którego po prostu uwielbiam. Wcześniej z gry, teraz oficjalnie też z książki.

Zaskoczyło mnie też to, jak bardzo podoba mi się wątek Dijkstry, choć tu chyba dość skromnie opisany. Nie dlatego, że mu kibicuję - wręcz przeciwnie. Po prostu lubię jego opanowanie i sposób, w jaki podchodzi do swojej roli. Jest w tym jakaś chłodna konsekwencja, która dobrze kontrastuje z resztą wydarzeń.

Nie podoba mi się natomiast wątek Szczurów i to, co dzieje się z Ciri - ale mam wrażenie, że dokładnie o to chodziło Sapkowskiemu. To ma uwierać. I szczerze mówiąc - jeśli dojdzie do spotkania z Bonhartem, to nie widzę tu miejsca na współczucie dla tej grupy.

No i jestem bardzo ciekawy, co dalej z Milvą, zwłaszcza po wydarzeniach spod mostu. Sapkowski moim zdaniem umiał całkiem dobrze opisywać traumy i trudne dylematy innych postaci, więc pewnie dał jej fajną historię w kolejnym tomie.

*

W razie czego tu macie link do mojej poprzedniej recenzji, czyli tomu 2. xD

*

> <

Gruba ryba2piorunów

@Dziwen może w końcu kiedyś przeczytam. Bardziej obawiam się jak Bonhartowi dobierze się Ciri do d⁎⁎y ( ͡~ ͜ʖ ͡°)

Fanatyk2piorunów

@Dziwen

epickich pojedynków

Ale Geralt odbił dwie strzały na raz po raz pierwszy 😛

Pokaż więcej komentarzy (11)

Gruba ryba

w Książki

27piorunów

656 + 1 = 657

Tytuł: Limes inferior

Autor: Janusz A. Zajdel

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: Aleksandria

Format: audiobook

Ocena: 6/10

Czas trwania: 8h 36m

Czytali: Maciej Więckowski, Filip Kosior, Janusz Zadura, Mirosław Zbrojewicz i inni

Tym razem Zajdel zamiast kosmicznego sci-fi serwuje cyberpunka. Przedstawia ciekawą wizję przyszłości, w której wszyscy ludzie zostali skatalogowani i podzieleni na klasy według zdolności intelektualnych. Otrzymują trzy rodzaje punktów będących walutą: czerwone - są przydzielane wszystkim po równo niezależnie od klasy ani zajęcia i służą do zakupu dóbr niezbędnych do przeżycia; zielone - w zależności od klasy, waluta na dobra lepszej jakości; żółte - wynagrodzenie za pracę, umożliwiają zakup dóbr luksusowych. Ten logiczny system w rzeczywistości prowadzi jednak do licznych nadużyć i powstania nielegalnych procederów. Główny bohater jest wysokiej klasy specjalistą, który w zamian na nieliche honorarium pomaga przechytrzyć prawo i podnieść klasyfikację klienta. Niefortunny zbieg wydarzeń zakłóca jednak jego komfortowe życie.

Intryga jest zgrabna, bieg wydarzeń dynamiczny, a kreacja świata niewątpliwie intrygująca i przemyślana. Mam jednak problem z formą jej prezentacji. Otóż książka zbyt wiele rzeczy tłumaczy wprost zamiast je pokazać poprzez wydarzenia. Podejrzewam, że takie prowadzenie za rękę ma na celu zwiększenie przystępności, ale moim zdaniem psuje to atmosferę opowieści, niszczy płynność i tajemniczość narracji, a czytelnikowi odbiera radość odkrywania. W pewnym momencie po prostu w jednym długim dialogu wykłada kawę na ławę i koniec. Forma nie dorównała idei. Paradyzja bardziej mi się podobała.

Osobistość1piorunów

ładnie opisana inflacja :smiley:

Pokaż więcej komentarzy (4)

Fanatyk

w Książki

26piorunów

655 + 1 = 656

Tytuł: Operacja Paperclip

Autor: Annie Jacobsen

Kategoria: historyczna

Format: e-book

Liczba stron: 592

Ocena: 7/10

O samej książce nie wiele można napisać- czytało się przyjemnie. Obyło się bez wodolejstwa, suchych faktów.

Napisana tak by każdy mógł ją strawić. Ostatnie 20% to przypisy, źródła itp.

Inna sprawa to sam temat opisany w niej.

Pokazuje jak USA korzystając z zwycięstwa na Niemcami wykorzystuje swoją pozycje by czerpać korzyści( w tym uniewinniać czy zmniejszać wyroki) z osiągnieć niemieckich lekarzy, naukowców - zbrodniarzy, czy nawet wykorzystywać swoich więźniów do eksperymentów medycznych.. Przy tym oszukując perfidnie społeczeństwo. Do tego dochodzą walki wewnętrze pomiędzy różnymi agencjami. Idealnie pokazuje jaki to zakłamany kraj. No ale nie o tym miał być wpis :smiley:

Gruba ryba2piorunów

bee

Pokaż więcej komentarzy (6)

Gruba ryba

w Książki

19piorunów

654 + 1 = 655

Tytuł: Samotnia

Autor: Anna Kańtoch

Kategoria: kryminał, sensacja, thriller

Wydawnictwo: Marginesy

Format: książka papierowa

Liczba stron: 368

Ocena: 6/10

Czyta się bardzo dobrze, są momenty gdzie ma się poczucie, że kilka rozdziałów jest na siłę, ale wciaga generalnie i ciężko się oderwać. Ciekawy bohater, niewidomy. Niestety zakończenie moim zdaniem trochę naiwne i bezsensowne, co mnie zawiodło.

Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Gruba ryba1piorunów

Czemu w ogóle uznałeś, że warto czytać jakieś randomowe polskie pseudo pisarki kryminałów

Gruba ryba1piorunów

@JapyczStasiek należę do klubu książki i taką wybraliśmy książkę miesiąca drogą losowania

Gruba ryba0piorunów

@kopytakonia opowiesz coś więcej jak taki klub działa i kto do niego należy?

Gruba ryba4piorunów

@JapyczStasiek to po prostu kanał na discord, który jest klubem książki. Należy do niego okolo 30 osób, co miesiąc losujemy gatunek na następny miesiąc i przez 4 tygodnie podajemy swoje typu tytułów z danego gatunku (każdy może podać max 3, i moga mieć max 400 stron) następnie na koniec miesiąca maszyna losująca losuje jeden tytuł z puli i czytamy, a następnie sobie gawędzimy o książce. Są też książki kwartalne dłuższe. Nic wielkiego 😉

Gruba ryba1piorunów

@kopytakonia myślałem, że jakiś stacjonarny i ciekawy byłem :p

No ale da się w ogóle sensownie dyskutować o takiej prostej książce? Jest zgoda, że spoko książka czy są osoby, które cisną, że badziewie?

Gruba ryba3piorunów

@JapyczStasiek akurat te książkę dosyć cisną, nie podobają im się bezsensowne zabiegi tak jak i mnie, zakończenie, część damska klubu narzeka na idiotyzmy jednej z bohaterek. Generalnie w klubie mało osób czyta kryminaly i w tym mesiącu chyba za dużo nie podyskutujemy. Zresztą tak jak mówisz, za bardzo nie a o czym. No ale powoli mimo to dyskutujemy sobie o bohaterach.

Autorytet0piorunów

@JapyczStasiek dlaczego wyzywasz kogoś, o kim nic nie wiesz, od pseudopisarek? Ta babka pisze choćby świetne opowiadania science fiction nominowane nieraz do nagrody Zajdla.

Gruba ryba1piorunów

@Hilalum cały polski kryminał to pseudopisarstwo

Fenomen0piorunów

Komentarz usunięty przez moderatora

Pokaż więcej komentarzy (9)

Mistrz

w Książki

21piorunów

653 + 1 = 654

Tytuł: Właśnie że tak! Nigdy w życiu! 20 lat później
Autor: Katarzyna Grochola
Kategoria: literatura obyczajowa, romans
Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie
Format: książka papierowa
Liczba stron: 504
Ocena: 6/10

Link do LubimyCzytać:
https://lubimyczytac.pl/ksiazka/5229004/wlasnie-ze-tak-nigdy-w-zyciu-20-lat-pozniej

Przez ostatni miesiąc nadrabiałam cykl "Żaby i anioły", by zdążyć z przeczytaniem go na premierę najnowszego tomu serii. Tak się szczęśliwie złożyło, że moja siostra przywiozła "Właśnie że tak!" na święta i zdążyła je przeczytać. Od razu zabrałam się za czytanko.

Główna bohaterka serii, Judyta, jest już koło sześćdziesiątki. Dalej mieszka w domku na wsi, sąsiaduje z Ulą, i prowadzi dom z Adamem. Wraz z nim założyła też biuro matrymonialne, i wspólnie pomagają samotnym ludziom odnaleźć miłość. Jednak to, co nie daje Judycie spokoju, to problemy związkowe jej córki, Tosi — teraz dorosłej kobiety z trójką dzieci.

I to na tych dwóch wątkach skupia się narracja książki: biuro matrymonialne i Tosia. No dobra, i wnuki. A o wnukach jest bardzo dużo. Nie wiem, czy dobrze zgaduję, ale wydaje mi się, że pani Grochola ma tendencję do wrzucania anegdotek ze swojego życia i tekstów zasłyszanych u bliskich, co w przypadku wypowiedzi wnuków Judyty bywa sztuczne i krindżowe.

Tym niemniej, miło, że po 20 latach znalazła czas, by odświeżyć tę serię. Szału nie ma, ale czyta się lekko jak zwykle.

Prywatny licznik: 20/52

Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Lider4piorunów

Czemu te wpisy ostatnio takie niezformatowane wychodzą?

Mistrz3piorunów

@WujekAlien hm, jestem na mobilce i wygląda dobrze, ale może edytor w wersji webowej źle przetwarza tekst wklejony z bookmetera… @renkeri, mógłbyś potwierdzić?

Sum4piorunów

@WujekAlien @Wrzoo Portal traktuje znaki nowej linii inaczej w przeglądarce, a inaczej w aplikacji mobilnej. Kiedy kopiujesz treść z Bookmetera, wygląda ona mniej więcej tak: `Tytuł: ...\\nAutor: ...\\n`, gdzie `\\n` oznacza znak nowej linii.

Gdy wkleisz post przez przeglądarkę, `\\n` łamie tekst do nowej linii i wpis wyświetla się poprawnie. Natomiast gdy wkleisz go przez aplikację mobilną, `\\n` jest poprawnie interpretowane na urządzeniu mobilnym, ale w przeglądarce zostaje zamienione na spację.

Nie wiem, z czego wynika brak spójności w wyświetlaniu tych znaków, ponieważ dzieje się to po stronie portalu. Po swojej stronie mogę jedynie sprawdzać, czy użytkownik kopiuje wpis z urządzenia mobilnego, i ewentualnie modyfikować znaki przy kopiowaniu, ale to i tak nie daje 100% pokrycia wszystkich przypadków.

Autorytet1piorunów

@WujekAlien ta strona jest jakaś kompletnie niedojebana i co innego wyświetla w aplikacji, a co innego na stronie..

Pokaż więcej komentarzy (5)

Lider

w Książki

22piorunów

652 + 1 = 653

Tytuł: Dobre Kłamstwo

Autor: A.R. Torre

Kategoria: literatura obyczajowa, romans

Wydawnictwo: Muza

Format: audiobook

Liczba stron: 352

Ocena: 5/10

Na pierwszy rzut oka książka zapowiada się jak klasyczny thriller psychologiczny. Mamy zaginięcie i powrót, seryjnego mordercę, tajemnicę jednego z pacjentów, bohaterkę z przeszłością i śledztwo, które powinno stopniowo odkrywać kolejne warstwy prawdy.

Historia skupia się na terapeutce Gwen, która próbuje rozwikłać sprawę pacjenta, który jeszcze chwilę temu opowiadał na terapii, że chce zabić żonę, a teraz zarówno on, jak i jego żona nie żyją. Niestety pojawia się nowy ważniejszy wątek, na którym musi się skupić. Seryjny morderca popełnia błąd i niedoszła (7) ofiara ucieka, wskazując nauczyciela lokalnej szkoły jako oprawcę. Ojciec jednej z ofiar zatrudnia terapeutkę, do sprofilowania sprawcy i upewnienia się, że policja złapała właściwego sprawcę.

Problem w tym, że bardzo szybko okazuje się, że książka nie jest ani pełnoprawnym kryminałem, ani thrillerem. Zamiast napięcia i dobrze poprowadzonej intrygi dostajemy raczej historię obyczajową, skupioną na relacjach, emocjach i przeszłości bohaterów. Elementy kryminalne są gdzieś w tle i nie budują takiego napięcia, jakiego można by oczekiwać po tym gatunku. Nawet niedoszła ofiara jest pominięta, jakoś tak, jakby był bohaterem przez 24h i nagle wszyscy o nim zapomnięli.

Hej, na wolności może dalej przebywać seryjny morderca, czy ktoś się tu jeszcze boi, że jego dziecko zostanie porwane i zginie?

Najbardziej zgrzyta jednak ton książki. Wyraźnie czuć, że autorka - pisząca pod innym pseudonimem głównie powieści obyczajowo-erotyczne - nie do końca potrafiła odciąć się od tego stylu. Niestety dowiedziałem się o tym dopiero po przeczytaniu. W niektórych momentach historia skręca w tę stronę, która wybija z klimatu i zamiast budować napięcie, rozmywa je jeszcze bardziej. Sporo tekstów jest mocno żenujących, a zachowanie samej terapeutki mocno niepokojące. Jest roztrzepana, średnio ogarnięta, zachowuje się jak napalona nastolatka i co chwilę gdzieś zostawia dokumenty, które nie powinny się znaleźć w niepowołanych rękach.

Szkoda, bo sam pomysł miał potencjał. Gdyby książka zdecydowała się iść w stronę thrillera albo konsekwentnej obyczajówki, mogłaby wypaść znacznie lepiej. W obecnej formie zostawia poczucie niedosytu i chaosu gatunkowego.

To książka, która obiecuje thriller, a ostatecznie okazuje się czymś zupełnie innym - na pewno nie lepszym. Dlatego oznaczyłem ją jako literaturę obyczajowę, żeby ktoś szukający thrillera przypadkiem po nią nie sięgnął 😉

Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Gruba ryba

w Książki

23piorunów

651 + 1 = 652

Tytuł: Przygody Tomka Sawyera

Autor: Mark Twain

Tłumaczenie: Jan Biliński

Kategoria: literatura piękna

Ocena: 8/10

*

Tomek dostał lanie i wrócił na swoje miejsce niezbyt zmartwiony. Uważał, że rzeczywiście mógł sam rozlać atrament podczas jakichś szturchańców w ławce. Zaprzeczył tylko ze względów formalnych, bo taki był zwyczaj, a on nie chciał łamać tradycji szkolnej.

Chyba nie czytałem tej książki wówczas, kiedy byłem w wieku odpowiednim na tego typu lekturę. Chyba byłem wtedy zajęty Przygodami trzech detektywów sygnowanymi przez pana Hitchcocka albo może byłem zajęty swoimi własnymi przygodami? – dawno temu to było i nie bardzo pamiętam. Teraz, kiedy czytałem Przygody Tomka Sawyera kilka motywów wydało mi się znajomymi, choćby sposób, w jaki Tomek poradził sobie z malowaniem płotu zleconym mu przez ciotkę Polly. Czy znałem to z filmu (albo serialu), bo na pewno kiedyś coś o Tomku Sawyerze oglądałem, czy może pamiętałem z omawiania nieprzeczytanej przeze mnie lektury na lekcji a może ta opowieść jest tak silnie już zakorzeniona w kulturze, że po prostu się „ją zna”? – tego też nie jestem w stanie stwierdzić z całą pewnością.

Niemniej, pomimo tego, że coś mi tam w głowie świtało, niezwykłą przyjemnością był dla mnie ten czas, który razem z Tomkiem Sawyerem spędziłem w mieście St. Petersburg nad rzeką Missisipi. To była nie tylko podróż literacka, to była dla mnie również podróż do moich młodzieńczych lat, bo, choć urodziłem się ponad sto lat po wydaniu tej książki i choć od moich narodzin również sporo czasu już minęło, to wciąż pamiętam sposób widzenia świata chłopca w jego wczesnonastoletnich latach (zresztą, powidoki tego mam do dziś i są to bardzo przyjemne momenty życia). Nie było dla mnie zaskoczeniem, raczej było nawet przyjemnością to, że w Tomku Sawyerze odnalazłem trochę siebie. Tak tego sprzed lat, jak i tego z dzisiaj.

Mimo upływu lat nie uważam, żeby Przygody Tomka Sawyera zestarzały się. Opowieść jest wartka i żwawa a bohaterowie urzekający i odmalowani dokładnie i z ogromną precyzją (pan Twain chyba nigdy nie zapomniał jak to było być chłopcem). To, co odróżnia tę książkę od książek współczesnych, to (tak mi się wydaje) prezentacja świata. To, że Tomek dostaje lanie, nie jest niczym skandalicznym, jest normalną częścią życia. To, że pół-Indianin nazywany jest „mieszańcem” a Murzyni Murzynami być może dziś by nie przeszło albo wywołało jakiś skandal, szczególnie w książce kierowanej do dzieci. Mnie to nie przeszkadza, tak wyglądały te czasy, w których Przygody powstawały i te, w których dzieje się ich akcja. Piszę o tym dlatego, że doszły mnie słuchy, że tego typu elementy w książkach klasycznych chce się „poprawiać” (co uważam za niedopuszczalne) albo że chce się powoli tych książek może nie zakazywać, ale skazywać je na zapomnienie. A w tym drugim przypadku byłoby po prosu szkoda.

Gruba ryba2piorunów

Przygody Hucka teraz, moim zdaniem lepsze od Tomka, ja wolę :)

Pokaż więcej komentarzy (2)

Gruba ryba

w Książki

17piorunów

650 + 1 = 651

Tytuł: Biedne istoty

Autor: Alasdair Gray

Tłumaczenie: Ewa Horodyska

Kategoria: literatura piękna

Ocena: 8/10

*

Mniemam, iż sir Aubrey ży-ży-życzy sobie, bym powiedział – zaczął słabym głosem doktor – że silni mężczyźni, którzy przewodzą Bry-Bry-Brytyjczykom i bronią ich, muszą podtrzymywać siły, zadowalając z w i e r z ę c ą cząstkę swej natury za-za-zabawaianiem się z dziewkami, lecz zachowują przy tym czy-czy-czystość łoża małżeńskiego i świętość domu, w którym poczęci zostają ich synowie i córki.

Splot kilku okoliczności, których pozwolę sobie nie opisywać, nie są bowiem istotną częścią tego wywodu, sprawił, że sięgnąłem po Biedne istoty, po które pewnie inaczej bym nie sięgnął. Gdyby nie ten splot kilku okoliczności i po tę książkę bym nie sięgnął, straciłbym okazję na wyśmienitą lekturę.

Trzeba mieć spory talent albo olbrzymi warsztat (albo i oba na raz), a przy okazji bardzo wyostrzony zmysł obserwacji, umiejętność (czasem nieoczywistego) samodzielnego wnioskowania i mnóstwo poczucia humoru żeby móc napisać coś takiego jak Biedne istoty. Pan Gray, wydaje mi się, dysponował wszystkimi tymi wymienionymi wyżej cechami, na co najlepszym dowodem jest to, że to właśnie on tę książkę napisał. Czego to w Biednych istotach nie ma?

No dobrze, pewnie znalazłoby się parę rzeczy, których autor w tej książce nie zawarł (nikt na przykład nie wędruje w niej przez złowrogie krainy po to, żeby wrzucić obrączkę do wulkanu), ale mnogość tego, co udało mu się zawrzeć w Biednych istotach naprawdę jest imponująca. I mam tutaj na myśli kilka warstw tej książki – od warstwy fabularnej, przez narracyjną, językową aż po to co, z braku lepszego określenia, mógłbym nazwać jej warstwą kulturową.

W warstwie fabularnej mamy do czynienia z rozwojem bohatera (w tym przypadku bohaterki), a przynajmniej tak się może wydawać, bo książka zawiera pewne bardzo ciekawe zaskoczenie. W warstwie narracyjnej mamy do czynienia z moją chyba ulubioną, a przynajmniej w ostatnim czasie ulubioną, konstrukcją „opowieści w opowieści”. W warstwie językowej pan Gray daje popis (choć na mniejszą skalę) tego, co w Kwiatach dla Algernona zrobił pan Daniel Keyes. Najbogatsza jednak, a przynajmniej ja najwięcej w niej znalazłem, jest warstwa kulturowa. W tej warstwie odmalowany jest do pewnego stopnia obraz wiktoriańskiej Anglii wraz z licznymi paralelami do teraźniejszości (bo świat, uważam, mało się od tamtego czasu zmienił, a ludzie to już na pewno), które to paralele świadczą o wspomnianej spostrzegawczości i umiejętności wyciągania wniosków przez autora. Ale mamy też w tej warstwie do czynienia z licznymi tropami prowadzącymi do innych dzieł kultury, jak choćby najbardziej oczywisty Frankenstein pani Mary Shelley, ale też i na przykład twórczość pana Edgara Allana Poe. Świetnie bawiłem się znajdując te tropy, świetnie bawiłem się poznając fabułę, świetnie bawiłem się zapoznając się z obserwacjami i wnioskami z tych obserwacji, które pan Gray w Biednych istotach zawarł. I mógłbym tak jeszcze przez kilka akapitów tę książkę chwalić dalej, ale muszę spadać bo mam zamiar dalej bawić się świetnie oglądając zrealizowany na jej podstawie film, który wyreżyserował pan Yórgos Lánthimos. Jak się ostatnio okazało – mój ulubiony reżyser.

Fanatyk2piorunów

No i przekonales

Pokaż więcej komentarzy (2)

Fenomen

w Książki

20piorunów

649 + 1 = 650

Tytuł: Dziewięciu książąt Amberu

Autor: Roger Zelazny

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: Zysk i S-ka

Format: audiobook

ISBN: 8371506392

Liczba stron: 174

Ocena: 2/10

Zaczyna się niczym w "Tożsamości Bourne’a": główny bohater budzi się w szpitalu po wypadku samochodowym i chociaż doznał amnezji, od razu wyczuwa, że personel chce go zabić. Ucieka więc ze szpitala i udaje się do domu kobiety, która w aktach medycznych została wpisana jako jego siostra. Tam dowiaduje się, że tak naprawdę jest księciem Corwinem, jednym z dziewięciu pretendentów do tronu istniejącego w równoległym świecie królestwa Amberu. Wraz z przyrodnim bratem Corwin wraca do domu, by zagrać w grę o tron.

I niby to ma być klasyka fantasy?

Dziewięciu książąt Amberu praktycznie niczym nie różni się od fanfików, które 15 lat temu były wyśmiewane na blogach Niezatapialna Armada Kolonasa Waazona i Przyczajona logika, ukryty słownik, i aż dziw bierze, że powieść wyszła spod ręki dorosłego mężczyzny, który w chwili jej wydania miał już pewien dorobek literacki. Ubogi i toporny styl, nielogiczny świat przedstawiony, postacie praktycznie pozbawione osobowości i zachowujące się w idiotyczny sposób, rozwiązywanie problemów deus ex machina. W dodatku epickie walki o tron opisane w stylu „Zginęło 69 tysięcy żołnierzy, a rannych zostało 2,137 milionów”. Liczyłam na mroczną historię w stylu GoT, albo chociaż wątku walczących książąt z filmu Gwiezdny pył, dostałam wypociny nastolatka, które w takiej formie nigdy nie powinny zostać przyjęte do druku. Całe szczęście, że ten badziew jest krótki.

Naprawdę, już sztampowy Jordan jest lepszy od tej grafomanii.

Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Lider2piorunów

@Vampiress podchodziłem do Żelaznego jak pies do jeża, nawet kilka razy - żadna z książek mnie nie porwała 😒

Osobistość1piorunów

@Vampiress sam dałem temu zbyt wysoką ocenę, absolutnie nie rozumiem zachwytów, a jak ktoś mówi, że to jego ulubiona seria, to chyba nic innego w życiu nie czytał.

Pokaż więcej komentarzy (11)

Gruba ryba

w Hydepark

14piorunów

648 + 1 = 649

Tytuł: 217 000 wojennych mil Garlanda
Autor: Zbigniew Damski
Kategoria: Historia
Wydawnictwo: Bellona
Format: książka papierowa
ISBN: 9788311177185
Liczba stron: 148
Ocena: 5/10

"Alarm na Garlandzie" to był mój pierwszy tygrysek jaki przeczytałem I dlatego jak zobaczyłem na poczcie nowy Tomik o tym okręcie to nie wahałem sie ani chwili.

Książeczka opowiada historię bojową okrętu H-37 pod polską banderą. Od Morza Srodziemnego, przez okolice równika, Kanadę, aż po rosyjską Arktykę.
Oprócz szlaku bojowego opisane są losy załogi od oficerów po marynarzy. Od dowódców Z doświadczeniem do młodych chłopaków, ochotników z USA czy Brazylii.

Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz