FodiJosterTytan
1piorunówDzień dobry.
Czytam sobie opowiadania Kinga i trafiam na takie coś o Blink-182 i myślę sobie co on pi⁎⁎⁎⁎li. Sprawdzam i faktycznie pi⁎⁎⁎⁎li bo to przyjaciel wokalisty zmarł.
Kiepski research "miszczu".

FodiJosterTytan
1piorunówDzień dobry.
Czytam sobie opowiadania Kinga i trafiam na takie coś o Blink-182 i myślę sobie co on pi⁎⁎⁎⁎li. Sprawdzam i faktycznie pi⁎⁎⁎⁎li bo to przyjaciel wokalisty zmarł.
Kiepski research "miszczu".

WujekAlienLider
8piorunówKolejna smutna wiadomość dla czytelniczego świata - nie żyje Jeffrey Archer. Miał 86 lat.
#ksiazki

@WujekAlien Pamiętam te masakrycznie przydługie sagi rodowe z plot twistem, ale zbiory opowiadań dość rześkie. Najmilej chyba wspominam Dzienniki Więzienne które napisał siedząc za krzywoprzysięstwo ( ͡° ʖ̯ ͡°)
GilgameshFanatyk
8piorunów1282 + 1 = 1283
Tytuł: Kłopot z Zełenskim
Autor: Zbigniew Parafianowicz
Kategoria: reportaż
Wydawnictwo: Czerwone i Czarne
Format: książka papierowa
Liczba stron: 257
Ocena: 6/10
Kontynuacja poprzedniej książki Parafinowicza "Polska na wojnie".
Znajdziemy tu ten sam format, wypowiedzi zanonimowanych polityków, dyplomatów czy pracowników lotniska w Jasionce.
Tym razem książka jest bardziej skupiona na postaci Zełenskiego. Jego relacjach z polskimi, europejskimi i amerykańskimi władzami. Po lekturze buduje nam się jego krytyczny obraz i dobrze, bo nic nie jest czarno-białe.
Chciałbym wierzyć w przytoczony cytat: " W czasie kryzysu dronowego NATO oddelegowało na potrzeby obrony polskiego nieba sto maszyn z państw NATO. Były gotowe w każdej chwili do kontruderzenia w Rosję. Te sto maszyn zabezpieczał SACEUR."

WhoresbaneFanatyk
8piorunówNewsy książkowe od Whoresbane'a!
Dom Wydawniczy REBIS zapowiada reportaż. Premierę "Misja. CIA w XXI wieku" Tima Weinera zaplanowano na 10 listopada 2026 roku. Wydanie w twardej oprawie obejmuje 496 stron, w cenie detalicznej 99 zł. Poniżej okładka i krótko o treści.
Na przełomie wieków CIA przeżywała kryzys. Koniec zimnej wojny pozbawił agencję celu. Zlikwidowano ponad trzydzieści zagranicznych placówek i baz. Zbędne stało się prowadzenie obserwacji w wielu krajach.
A potem nastąpił dzień 11 września 2001 roku i CIA przekształciło się w siłę paramilitarną prowadzącą tajne więzienia i brutalne przesłuchania, przypuszczającą ataki dronami, przede wszystkim zaś odchodzącą od zasadniczego zadania – prowadzenia działań wywiadowczych i kontrwywiadowczych. Skutki okazały się poważne: śmierć wielu zagranicznych agentów, wykradzenie akt osobowych przez chińskich szpiegów, przeniknięcie do sieci komputerowej agencji przez rosyjski wywiad i amerykańskich hakerów oraz tragedie w Afganistanie i Iraku. Nowe pokolenie szpiegów musi teraz walczyć z Moskwą, Pekinem, Teheranem, zmagając się przy tym z prezydentem, który atakuje CIA jako siłę wywrotową.
Tim Weiner przedstawia w Misji pasjonującą grę o najwyższą stawkę, jaką CIA prowadziła w pierwszym ćwierćwieczu XXI wieku, ukazuje, jak agencja podczas wojny z terroryzmem odbudowała swe utracone zdolności wywiadowcze, i wreszcie jak zdołała spenetrować Kreml.
Weiner obszernie cytuje rozmowy z dawnymi dyrektorami CIA, szefami placówek oraz wieloma funkcjonariuszami operacyjnymi, którzy przez dziesięciolecia służyli pod przykryciem i nigdy wcześniej nie rozmawiali z dziennikarzem. Misję bez krzty przesady można nazwać arcydziełem reportażu.
#ksiazkiwhoresbane 'a - tag, pod którym chwale się nowymi nabytkami oraz wrzucam newsy o książkach
Chcesz mnie wesprzeć? Mój Onlyfans ( ͡° ͜ʖ ͡°)
⇒ patronite.pl/ksiazkiWhoresbane
⇒ suppi.pl/ksiazkiwhoresbane
#ksiazki #czytajzhejto #rebis #historia #timweiner #cia #szpiegostwo #szpiedzy

saradonin_reduxGruba ryba
14piorunów1280 + 1 = 1281
Tytuł: Mortis
Autor: John French
Kategoria: fantasy, science fiction
Wydawnictwo: Black Library
Format: ebook
Liczba stron: 560
Ocena: 5/10
“What will be left after a war like this?”
V część cyklu The Horus Heresy: Siege of Terra
Wystarczy jedno spojrzenie na okładkę oraz tytuł i wiadomo, że główną oś wydarzeń stanowić będzie to, co przedszkolaki lubią najbardziej, czyli bitwy wielkich robotów, w szczególności Legio Mortis i ich niedorzecznie wielkich tytanów klasy Imperator.
Pod względem fabularnym całe oblężenie Terry przebiega liniowo, więc oczywiście “Mortis” podejmuje opowieść po wydarzeniach kończących “Saturnine”.
John French podobnie jak w “The Solar War” znów w jednej książce zamieścił wiele różnych perspektyw na wydarzenia główne oraz poboczne mające większy lub mniejszy wpływ na otaczający świat. Słusznie, gdyż titan-pr0n, choć efektowny, szybko zaczyna nużyć. Chyba jednak trochę przesadził i chciał poruszyć zbyt wiele tematów w jednej powieści. Wątków można wyróżnić co najmniej dziewięć, co sprawia, że ich śledzenie bywa uciążliwe, a całe napięcie gdzieś umyka.
Same bitwy tytanów zostały napisane w dwóch różnych skalach. Pierwsza ukazana z rozmachem i w tonie batalistyczno-katastroficznym głównie z punktu widzenia Tetrecaurona - princepsa senioris z Legio Ignatum pokazuje bardziej globalne, taktyczne spojrzenie na pole bitwy. Napięcie znakomicie budują detale np. w postaci komunikatów nadawanych pomiędzy tytanami. Natomiast związany z tym samym tematem wątek Acastii i Rycerzy Vyronii choć zbliżony technicznie, miał bardziej osobisty i ludzki charakter.
Zaskakująco ciekawie rozpoczęło się śledztwo Mauer w sprawie serii tajemniczych morderstw wśród oficerów oraz pośrednio wiary w Lectitio Divinitatus jako odpowiedzi na rozprzestrzeniające się poczucie beznadziei. Co z tego, kiedy potem urwało się, by wrócić dopiero za kilkaset stron?
Ciąg dalszy losów poborowego Katsuhiro poznanego w “The Lost and the Damned” prawdopodobnie miał nadal być smutną i dramatyczną historią okopową. Wyszło jednak nieciekawie i nużąco. Okrutnie przeciągnięta została podróż Olla Perssona w formie dziwnej, a’la lovecraftowej, psychodelicznej powieści grozy, nawet jeśli w pewnym momencie wychodzi z tego niezły mindfuck. Shibana natomiast w ogóle miałem ochotę pominąć, choć przyznam, że zakończenie było satysfakcjonujące.
Cała reszta, w tym kluczowy dla przebiegu kampanii wojennej temat Perturabo i IV Legionu, utrzymana została we właściwym tonie, choć przedstawiona bez większego polotu.
Na plus mogę dodatkowo zaliczyć stopniowo gęstniejącą atmosferę. W tej książce wyraźnie już widać, że kampania zaczyna wykraczać poza pojedynek wielkich strategów. Daje się wyczuć rosnąca desperację i słabnące nadzieje na zwycięstwo.
“Mortis” to książka bardzo nierówna, poniżej średniej na tle zarówno Oblężenia Terry jak i całokształtu Herezji Horusa. Po Johnie Frenchu spodziewałem się nieco więcej.
#bookmeter #siegeofterra #herezjahorusa #warhammer40k #ksiazki

Mr.MarsGURU
10piorunówJuż 8 października oczy całego literackiego świata zwrócą się na Sztokholm, gdzie poznamy laureata Literackiej Nagrody Nobla 2026. Emocje sięgają zenitu, a bukmacherzy prześcigają się w typowaniach. Czy Akademia Szwedzka zaskoczy nas po raz kolejny? Sprawdzamy, kto według ekspertów ma

bojowonastawionaowcaMistrz
22piorunów1279 + 1 = 1280
Prywatny licznik: 27+1=28
Tytuł: Korespondentka
Autor: Virginia Evans
Kategoria: literatura piękna
Wydawnictwo: Filia
Format: książka papierowa
ISBN: 9788384410561
Liczba stron: 344
Ocena: 7/10
Korespondentka to książka o starszej kobiecie imieniem Sybil, która kochać pisać listy - i dokładnie w formie listownej (a fachowo rzecz nazywając, epistolarnej) ułożona jest ta książka. Od samego początku jesteśmy wrzuceni w środek listów i trochę człowiek błąka się po omacku kto jest kim i jakie są ich relacje, ale stopniowo poznajemy jej historię, zarówno osobistą, jak i zawodową i wszystko staje się klarowniejsze.
To, że mamy do czynienia ze starszą kobietą, niejako determinuje nam tematykę listów - wiadomości do rodziny, do przyjaciółek czy do znajomych przepełnione są podsumowaniami życia czy aktywnościami starszych ludzi, ale to nie oznacza, że nie ma miejsca również na coś nowego. Z mojej perspektywy najciekawszymi wątkami były te nieco bardziej poboczne, które zawierały m.in. groźbę za sprawę sprzed lat, regularną korespondencję do neuroatypowego młodego syna kolegi, próbę zapisania się zajęcia na studia, zaczynająca się od małych liścików rozmowa z sąsiadem czy pomoc pracownikowi firmy, z którą Sybil starała się skontaktować w pewnej sprawie.
Wątek najważniejszy, który mocno naznaczył bohaterkę i jej relacje z najbliższymi, standardowo jest obecny przez całą (wieloletnią) historię listów i naprawdę dobrze się rozwija. Trzeba przyznać, że Sybil była mocno doświadczona przez życie, przed czym próbowała uciec w pracę, co wiązało się z określonymi konsekwencjami, szczególnie dla rodziny (wcale nie zapalała się lampka ostrzegawcza z napisem TERAPIA, nic a nic). IMO trochę niepotrzebny był wątek polityczny, który zresztą w połowie książki nagle zniknął mimo intensywnego politycznie w USA roku 2016, bez niego byłaby fajniejsza ponadczasowość opowieści.
Podsumowując, naprawdę bardzo przyjemna książka, którą szybko się czyta (zajęło mi to niecałą 1 dłuższą podróż pociągiem), w sam raz na jesienny wieczór przy kubku herbaty 😉

@bojowonastawionaowca Czy rudziki z okładki mają związek z treścią powieści, czy jedynie są symbolem/patronem pocztowców (choć zdaje mi się, że tak jest tylko w UK)?
@fisti nie mają żadnego, ale są ładne xD
WhoresbaneFanatyk
14piorunówNewsy książkowe od Whoresbane'a!
Drugi news / 05.10.2026
Wydawnictwo MAG ogłasza dodruk. "Ślepowidzenie" Petera Wattsa wróciło do księgarń 5 października 2026 roku. Wydanie w twardej oprawie liczy 384 strony, w cenie detalicznej 55 zł. Poniżej okładka i krótko o treści.
Wyobraź sobie, że jesteś Sirim Keetonem. Budzisz się w agonii wskrzeszenia, łapiąc powietrze po rekordowo długim ataku bezdechu sennego, trwającym sto czterdzieści dni. Czujesz, jak krew, lepka od dobutaminy i leuenkefaliny, przepycha się przez wyschnięte podczas miesięcy przestoju tętnice. Ciało powolutku, boleśnie się napełnia: rozszerzają się naczynia krwionośne, ciało się rozłazi; zginasz się, a nieprzyzwyczajone żebra głośno strzelają. Stawy zatarły się od bezruchu. Jesteś jak figurka z kresek, zamrożona w jakimś przewrotnym rigor vitae. Krzyknąłbyś, ale brak ci tchu.
Wampiry cały czas to robią, przypominasz sobie. Dla nich to normalne, mają taki niezwykły sposób oszczędzania zasobów. Twój gatunek mógłby nauczyć się od nich trochę powściągliwości, gdyby ta absurdalna awersja do kątów prostych nie rozprawiła się z nimi u samego zarania cywilizacji. A może mógłby i teraz? Bo wampiry wróciły – ożywione voodoo paleogenetyki, poskładane do kupy ze śmieciowych genów, skamieniałego szpiku kostnego, zanurzonego we krwi socjopatów i wysoko funkcjonujących autystyków. Taki właśnie osobnik dowodzi tą misją. Garstka jego genów żyje także w twoim ciele, żeby ono też mogło powstać z martwych, tu, na skraju przestrzeni międzygwiezdnej. Nikt nie poleci poza Jowisza, jeśli nie stanie się po trosze wampirem.
Ból odrobinę słabnie. Odpalasz wszczepki i sprawdzasz własne organy: minie sporo minut, zanim motoryka zadziała jak należy, i godzin, zanim przestanie boleć. Ból jest nieuniknionym efektem ubocznym. Tak się właśnie dzieje, kiedy do ludzkiego kodu wkleja się wampirze podprogramy. Kiedyś prosiłeś o środki przeciwbólowe, ale wszelkie blokery nerwowe upośledzają reaktywację metabolizmu. Zaciśnij zęby, żołnierzu.
#ksiazkiwhoresbane 'a - tag, pod którym chwale się nowymi nabytkami oraz wrzucam newsy o książkach
Chcesz mnie wesprzeć? Mój Onlyfans ( ͡° ͜ʖ ͡°)
⇒ patronite.pl/ksiazkiWhoresbane
⇒ suppi.pl/ksiazkiwhoresbane

@Whoresbane okładka przypomniała mi 1 tom Expanse :smiley:
@Ten_koles_od_bialego_psa Obie stworzył Dark Crayon
@Whoresbane no coś kojarzę, lubi krwiste ( ͡~ ͜ʖ ͡°)
szatkus-7Osobistość
76piorunów
.
cyberpunkowy_neuromantykGruba ryba
14piorunów1278 + 1 = 1279
Tytuł: Uczta dla wron. Cienie śmierci
Autor: George R.R. Martin
Tłumacz: Michał Jakuszewski
Kategoria: fantasy, science fiction
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Format: książka papierowa
ISBN: 9788375069884
Liczba stron: 512
Ocena: 9/10
Zauważyłem, że początkowy entuzjazm, towarzyszący mi przy pierwszych dwóch książkach, powoli opada.
Autor mnoży wątki, zamiast kontynuować te już zaczęte. Z jednej strony to dobrze, ponieważ możemy dogłębniej poznać wydarzenia, które niewątpliwie będą miały ogromny wpływ na sytuację w Królestwie - czy to wybranie nowego króla żelaznych ludzi czy próbę wywołania buntu na południu.
Jednak cierpią na tym wspomniane już zaczęte wątki i wielu bohaterów ma dla siebie mało miejsca. Chociaż patrząc na to, że jedna postać, której perspektywę często mogliśmy przeczytać w poprzedniej części, obecnie zeszła na margines powieści, można stwierdzić, że Martin traktuje niektórych bohaterów dość epizodycznie. Mają odegrać przewidzianą rolę i tyle, dziękujemy, a światło reflektorów kierujemy na innego aktora.
Niby trochę marudzę, ale nie zmienia to faktu, że siedziałem do drugiej w nocy, żeby skończyć ten tom i ani przez chwilę się nie nudziłem.
Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz

WhoresbaneFanatyk
15piorunówNewsy książkowe od Whoresbane'a!
Wydawnictwo Powergraph zapowiada nowe wydanie piątego tomu Opowieści z Meekhańskiego Pogranicza. "Każde martwe marzenie" Roberta M. Wegnera w księgarniach od 5 października 2026 roku. Wydanie w miękkiej oprawie ma 744 strony, w cenie detalicznej 74 zł. Poniżej okładka i krótko o treści.
Na Dalekim Południu wybucha krwawy bunt niewolników. To nie pozostawia nowej księżnej Białego Konoweryn żadnego wyboru. Wobec chwiejnej pozycji politycznej musi bezlitośnie zgnieść rebelię. Tymczasem Laskolnyk, zaufany cesarza, zmierza do brzemiennej władczyni z wyjątkowo delikatną dyplomatyczną misją.
Na północnych krańcach Imperium nienaturalnie długa i mroźna zima wywołuje klęskę głodu. Kenneth-lyw-Darawyt wyrusza na zwiad na zamarzniętą głębię. Gdy ogromny tajemniczy obiekt zaczyna łamać lód, tylko szaleńcza decyzja może uratować życie Czerwonych Szóstek.
#ksiazkiwhoresbane 'a - tag, pod którym chwale się nowymi nabytkami oraz wrzucam newsy o książkach
Chcesz mnie wesprzeć? Mój Onlyfans ( ͡° ͜ʖ ͡°)
⇒ patronite.pl/ksiazkiWhoresbane
⇒ suppi.pl/ksiazkiwhoresbane
#ksiazki #czytajzhejto #powergraph #fantasy #robertmwegner #meekhan

Ależ paskudna okładka
@Pstronk mocny mix współczesności z przaśnością grafiki fantasy lat 80.
Też mi się nie podoba ale coś w tym jest.
@AdelbertVonBimberstein zgadzam sie, dziwne, ale intrygujace. troche czuc fioletowym/bladoniebieski/zielonym chaosem z warhammera.
KatieWeeFanatyk
10piorunów
O czym to?
@szatkus-7 powieść o wojnie w Ukrainie
@KatieWee fenomenalna książka. Przez nią (i przez kolegę @George_Stark ) zakochałem się w książkach pana Twardocha.
RACOFanatyk
8piorunów#ksiazki i co ja bede czytal teraz?

starebabyjebacprademFanatyk
10piorunówSiostra salmonella umarła
#ksiazki #hejtoczyta #literatura #gotujzhejto #jedzenie #pieczzhejto

Co teraz będzie sprzedawać poczta polska?
Siostra Apostazja aka Siostra Eutanazja.
cyberpunkowy_neuromantykGruba ryba
21piorunów1277 + 1 = 1278
Tytuł: Ostatni strzał
Autor: Różni autorzy
Tłumacz: Szymon Dubyk
Kategoria: Antologia opowiadań
Wydawnictwo: PulpBooks
Format: ebook
ISBN: 9788368848175
Liczba stron: 622
Ocena: 7/10
Antologię otrzymałem za darmo od wydawnictwa, jednakże nie miało to wpływu na moją opinię.
Ostatni raz z czeską literaturą miałem do czynienia w nastoletnich latach, kiedy wujek pożyczył mi kilka powieści Miroslava Žambocha, o Koniaszu i Mrocznym Zbawicielu. Szczególnie ten drugi zrobił wtedy na mnie duże wrażenie, na tyle duże, że zainspirował mnie do napisania własnej historii z podobnym charakterem. Z czasem jednak wyrosłem z uwielbienia do „edgelordów”, nieco kontrowersyjnych, pozujących na bardzo groźnych, czasem mrocznych i jednocześnie „cool”. Szkoda, że nie spotkało to niektórych autorów i autorek tekstów z tego zbioru.
W przypadku antologii tak różnorodnej gatunkowo jak „Ostatni strzał” trudno oczekiwać, że spodobają się wszystkie opowiadania. Moim zdaniem jest to niemożliwe, jednak nie spodziewałem się, że zostanę zniechęcony już pierwszym opowiadaniem, Kristýny Sněgoňovej. Sam pomysł był ciekawy, jednakże wykonanie, w tym styl autorki, ani trochę nie przypadło mi do gustu. I to jest mój największy zarzut wobec antologii – często naprawdę świetne pomysły na fabułę zostały przedstawione w mało atrakcyjny sposób.
Chociażby opowiadanie Wojciecha Chmielarza „Ostatnia akcja”. Bardzo ciekawe, dość pobieżnie poruszające dość poważny problem gorszego traktowania mężczyzn podczas rozwodów, szczególnie w przypadku małżeństw z dziećmi. Główny bohater na zlecenie klientów pomaga im, uwodząc ich żony, tym samym dostarczając karty przetargowej w postaci dowodów na zdradę i jak sam zauważa, nagle można się rozstać w cywilizowany sposób. Czy to jest moralne – oczywiście, że nie. Szkoda tylko, że przy tym główny bohater ani trochę nie wzbudził we mnie sympatii. No nie da się gościa lubić, a niestety narracja jest pierwszoosobowa.
Nie chcę jednak zbyt dużo narzekać. Gdy przymknąłem oko na nie do końca pasujący mi styl pisania (z którego, jak wspomniałem, wyrosłem w czasach nastoletnich), zacząłem się dobrze bawić. Autorom i autorkom nie można odmówić umiejętności dobrego opowiadania historii, a to one są moim zdaniem najważniejsze.
Za to znalazło się parę perełek, o których chcę napisać.
Przede wszystkim o „Bój to jest nasz ostatni” Leoša Kyša. To czwarte opowiadanie z kolei i pierwsze, które naprawdę mi się spodobało. Od początku autor zasypuje czytelnika masą zabawnych scen, w których pierwsze skrzypce grają rezolutni staruszkowie, dawni czescy esbecy. To też zabawne, że niby inny kraj, a równie dobrze akcję można by przenieść do Polski i niewiele by się zmieniło. Ot, współdzielony komunistyczny ustrój zrobił swoje.
Przy okazji zastanawiam się, czy autor konsultował się z Kristýną Sněgoňovą przy pisaniu opowiadań do tej antologii. W notkach biograficznych można wyczytać o podjętej przez nich współpracy, a zauważyłem, że w obu tekstach pojawia się motyw niedosłyszącej starszej osoby, z którą wiążą się całkiem zabawne dialogi.
Jeśli chodzi o najlepsze opowiadanie w zbiorze, to są dwa, które za takie uważam, ale nie mogę się zdecydować, które podoba mi się bardziej.
Pierwszym kandydatem jest „Międzygalaktyczne nieporozumienie” Jana Kotouča. Autor ujął mnie nie tylko umiejscowieniem akcji na szpitalnym statku kosmicznym, ale także tym, że bohaterami są medycy. Dorzucił do tego próbę Pierwszego Kontaktu pomiędzy głównym bohaterem a przedstawicielem obcej rasy, dość mocno kojarzącej mi się z Kroganami z serii „Mass Effect”. Trudno wyobrazić sobie lepsze połączenie.
Jednak Grzegorz Brudnik udowadnia, że lepsze połączenie może istnieć. W „Oczach Temidy” opowiada historię z perspektywy… niewidomego mężczyzny. W dodatku zwerbowanego przez policję do pomocy przy rozwiązaniu sprawy morderstwa. Co mi się spodobało, to próba sprawdzenia, na co detektyw mógłby zwrócić uwagę, gdyby pozbawiono go wzroku. Często to są zupełnie prozaiczne szczegóły jak… liczba schodów. Liczenie ich to przecież rzecz normalna dla niewidomych, kiedy mapują nową drogę i wykorzystanie tego w kryminalnej historii mnie oczarowało. Mimo że kończy się iście holmesowsko (bohater wychodzi i wraca z rozwiązaniem sprawy), to Brudnikowi bardzo udało się to opowiadanie.
Podsumowując, antologia spełniła swój cel. Oprócz dostarczenia ciekawych opowieści, przedstawiła także czeskim odbiorcom próbki twórczości niekoniecznie znanych tam polskich autorów i vice versa, nam pozwala zapoznać się z twórczością Czechów. W ten sposób przypomniałem sobie chociażby o serii „Underground” napisanej przez Leoša Kyša pod pseudonimem, którą miałem kupić do mojej cyberpunkowej kolekcji i którą nabyłem jeszcze przed opublikowaniem tego tekstu. Chętnie też bym przeczytał cykl Sektor Hirano autorstwa Jana Kotouča, gdyby tylko został przetłumaczony na język polski.
Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz
#bookmeter #ksiazki między innymi #fantastyka #sciencefiction #fantasy

@cyberpunkowy_neuromantyk brzmi ciekawie, zapisałem sobie na kiedyś tam. Lekko edgy stylistyka akurat mi nie przeszkadza, bo to może być poniekąd taka cecha gatunkowa (tym bardziej jeśli jest nieco ironiczna).
Daj znać, jak przeczytasz. Jestem ciekaw odbioru przez inne osoby.
bojowonastawionaowcaMistrz
25piorunów1276 + 1 = 1277
Prywatny licznik: 26+1=27
Tytuł: Dostatek
Autor: Michael Crummey
Kategoria: literatura piękna
Wydawnictwo: Wiatr od Morza
Format: książka papierowa
ISBN: 9788393665303
Liczba stron: 360
Ocena: 6/10
Dobra, pora znowu nadrabiać zaległości xD z tego co widzę mam prawie 50 książek do opisania, ale to na spokojnie, nie wszystko na raz, tylko po kolei 😛 Zacznę od najświeższych, może do końca roku zdążę xD
Książki Crummeya miałem na liście do czytania już od jakichś 10 lat, w końcu stwierdziłem, że warto spróbować jedną, zresztą najwyżej ocenianą na LC. Wybór padł na Dostatek. I przez pierwsze 100 stron nie byłem zachwycony. Książka to saga o rodach żyjących na wybrzeżu Nowej Fundlandii, zmagających się ze złodziejstwami natury oraz własnymi słabościami w dążeniu do tytułowego dostatku. Wszystko to z całkiem dużym dodatkiem realizmu magicznego, poczynając od samego początku, kiedy to mieszkańcy wyspy ćwiartujący wieloryba, który wypłynął na brzeg, w jego wnętrzu odkrywają pozornie nieżyjącego człowieka (nawiązanie do Jonasza oczywiście nieprzypadkowe).
Opowieść na swoich 360 stronach śmiga w przyszłość i przeszłość, łącznie obejmując prawie 200 lat historii aż do zakończenia I Wojny Światowej. Bohaterów jest tam mnogość, czemu szczególnie sprzyja, że zdarza im się parzyć jak króliki, niezależnie od wzajemnej sympatii, wrogości, neutralności, przypadku czy chęci zemsty - jeśli dobrze pamiętam, to poznajemy przynajmniej 6 pokoleń tamtejszych mieszkańców. Czasem autor poświęca więcej czasu jednemu bohaterowi przez wiele stron, by po jakimś czasie zabić go w jednym krótkim zdaniu, co zdecydowanie nie ułatwiało mi ich zapamiętywanie i przestałem walczyć z próbami zrozumienia który jest synem kogo, tylko po prostu oddałem się opowieści. I ta zmiana nastawienia zdecydowanie pomogła, o ile pierwszą część czytałem w mocno rwany sposób (i dałbym za nią takie 4/10), tak druga część książki poszła już bardzo płynnie i bawiłem się już naprawdę dobrze.
Tytułowy dostatek jest pragnieniem, do którego bohaterowie tej książki dążą w zasadzie na każdym poziomie. Nieważne czy chodzi o ten najbardziej podstawowy, czyli spokojne i dostatnie życie, czy dostatek miłości ze strony najbliższych, czy dostatek życia religijnego - dążą do nich, ale w zasadzie nigdy go nie osiągają, bo wiecznie przegrywają, czy to z okrucieństwem natury (niezależnie czy chodzi o wyczerpujące się zasoby ryb, czy o szalejące zjawiska pogodowe, czy choroby), czy przede wszystkim z własnymi słabościami, których jest tu bez liku. Smutno ale i ciekawie patrzyło się na błędy popełniane przez potomków, którzy chcieli być inni niż ich przodkowie, ale finalnie kończyli z tymi samymi porażkami na koncie. Mały plusik też za niedopowiedzianą klamrę kompozycyjną.
Dodatkowy minus za kwestię językową czy formatowania tekstu. Mniejsze niż zwykle zarówno font, interlinia, jak i marginesy, opisy i dialogi niekoniecznie były od siebie oddzielone, czasem wielkie litery miałem wrażenie, że wchodzą w losowych momentach. Podejrzewam, że taki był pomysł autora na charakter opisania opowieści, ale zdecydowanie nie ułatwiał moich pierwszych prób ogarnięcia książki i bycia błyskawicznie wrzuconym w kłąb wydarzeń. KRÓLESTWO ZA SPIS BOHATERÓW. Pod tymi względami mogło być naprawdę dużo lepiej.
Dostatek po początkowych problemach był naprawdę bardzo dobrą lekturą, ale uważam, że wystarczy mi ona za przygodę z książkami Crummeya, są książki, które sprawią mi dużo więcej przyjemności przy okazji czytania.

@bojowonastawionaowca a Ty tak te książki dobrze pamiętasz czy przed napisaniem recenzji czytasz ponownie? :D
Robisz notatki w trakcie czytania?
@fisti tę książkę akurat skończyłem dzisiaj w nocy xD zobaczymy jak będzie z tymi, które skończyłem 3 miesiące temu xD ale zazwyczaj jak wezmę książkę w ręce to magicznie mi się przypomina sporo rzeczy, które wywołały we mnie jakieś emocje
WhoresbaneFanatyk
9piorunówUwaga fani Malazańskiej Księgi Poległych!
Po długich latach doczekaliśmy się wydawania książek Iana Camerona Esslemonta. Cały sześciotomowy cykl Imperium Malazańskie w komplecie. Pięć tomów już jest, a ostatni ukaże się 6 października 2026 roku.
Jednak by wydawnictwo MAG zdecydowało się na drugi cykl Path to Ascendancy, sprzedaż Imperium musi być zadowalająca. Na tę chwilę nie zanosi się na to, więc jeśli ktoś nadal zwlekał z zakupem, to jest na to ostatnia szansa! Kupujcie!
#ksiazki #czytajzhejto #malazan #malazanska #malazanskaksiegapoleglych #iancameronesslemont #stevenerikson

cyberpunkowy_neuromantykGruba ryba
9piorunówRecenzje barterowe to niezły żart. Przecież taką opinię można napisać bez przeczytania książki. xD Opinię zanonimizowałem, żeby nie szkalować osoby, tylko podejście, które często widzę w mediach społecznościowych.
„Dziękuję Wydawnictwu za egzemplarz, który otrzymałam do zrecenzowania. Wywiązując się z umowy, z przyjemnością przedstawiam recenzję książki – wyjątkowego zbioru opowiadań napisanych przez autorów.
Lubię sięgać po antologie, ponieważ dają mi one wspaniałą okazję do poznania pisarzy, z których twórczością nie miałam jeszcze do czynienia. Ten zbiór jest niezwykle różnorodny: tematyka i gatunki literackie mocno się między sobą różnią, przez co jedne teksty przypadły mi do gustu bardziej, inne nieco mniej.
Całość wypada jednak zdecydowanie świetnie! Sam tytułowy motyw został rozpracowany w tak fascynujący sposób, że niejednokrotnie zaskoczyło mnie to, na jak wiele pomysłowych sposobów ludzki umysł może zinterpretować to pojęcie.
A ja się martwiłem, że mój tekst będzie słaby. xD
@cyberpunkowy_neuromantyk dla mnie takie recenzje z automatu mają zero wartości i jak widzę je w newsfeedzie na LC, od razu przewijam dalej. Problem w tym, że większość współprac recenzenckich na LC jest nieoznaczona, konta takich recenzentów idzie poznać tylko po tym, że w przeczytanych są nowości tylko z obyczajowego i kryminalnego pulpu z ocenami 9-10/10.
Dla mnie też są bezwartościowe i nie dziwię się, że wydawnictwo postanowiło wysłać jedynie e-booki.
Aż przypomniała mi się afera, która wybuchła po tekście Konrada T. Lewandowskiego. xD
Pisarz Konrad T. Lewandowski krytykuje blogerki książkowe: „aroganckie grafomanki i ich tupeciarski elektorat”Zaczęło się od nieprzychylnej recenzji powieści "Ksin. Początek" wchodzącej w skład bodaj najbardziej znanego cyklu autora, jaką zamieściła na swoim bloguBooklips.pl@cyberpunkowy_neuromantyk przynajmniej ktoś nie poszedł na łatwiznę i napisał, a nie że ejajem... a w sumie czekaj 😆
WujekAlienLider
11piorunów1275 + 1 = 1276
Tytuł: Alchemik - Tom1: Miasto umarłych
Autor: Wasilij Machanienko
Kategoria: fantasy, science fiction
Wydawnictwo: Insignis
Format: ebook
Liczba stron: 352
Ocena: 8/10
Jeszcze jakiś czas temu LitRPG było dla mnie właściwie ciekawostką. Teraz coraz bardziej przekonuję się, że jest to jedna z ciekawszych czytelniczych odskoczni od kryminałów, thrillerów, literatury pięknej czy bardziej klasycznego fantasy. Po Dungeon Crawler Carl zdecydowanie mam ochotę poznawać kolejne wariacje tego gatunku i "Alchemik" Wasilija Machanienki bardzo dobrze wpisuje się w tę potrzebę.
Tym razem szczególnie spodobał mi się sam pomysł na świat. Nie obserwujemy momentu, w którym rzeczywistość nagle zamienia się w grę i ludzie muszą nauczyć się żyć według nowych zasad. Tutaj system istnieje od tysięcy lat. Kolejne pokolenia rodzą się w świecie poziomów, statystyk, umiejętności i konkretnych reguł, traktując je jako coś zupełnie naturalnego.
Głównym bohaterem jest Tajlin Właszyc, młody chłopak, którego początkowo zdecydowanie bardziej niż wielkie tajemnice świata interesuje po prostu przetrwanie. Szybko jednak zostaje wrzucony w wydarzenia, które zmuszają go do poznawania kolejnych zasad rządzących rzeczywistością i rozwijania własnych możliwości. Jest sierotą, więc jego "growy" start jest jeszcze trudniejszy niż moglibyśmy przypuszczać, bo choć jego ojciec oddał swoje życie, by start rozgrywki syna był lepszy, to zostawił go zupełnie samego w świecie, który nie tłumaczy żadnych reguł, a walka o przetrwanie zaczyna się od 1 dnia.
I właśnie tutaj zaczyna działać to, co ostatnio tak bardzo podoba mi się w LitRPG. Rozwój bohatera naprawdę widać.
Nowa umiejętność, przedmiot, poziom czy odkrycie kolejnej mechaniki świata daje tę charakterystyczną satysfakcję znaną z gier RPG. Człowiek zaczyna kombinować razem z bohaterem: co można z tym zrobić? Jak wykorzystać nową zdolność? W którą stronę można rozwinąć postać? Co jeszcze kryje system?
W normalnym fantasy autor może napisać, że bohater stał się silniejszy. Tutaj dostajemy niemal namacalny dowód jego progresu. I okazuje się, że obserwowanie rosnących cyferek potrafi być zaskakująco przyjemne.
Jednocześnie "Alchemik" nie jest dla mnie książką, którą czytam dla wybitnych dialogów, skomplikowanej psychologii postaci czy wielkich filozoficznych rozważań. To przede wszystkim bardzo konkretna rozrywka. Quest, nagroda, rozwój, odkrywanie świata, kolejny problem i następny krok do przodu.
I chyba właśnie dlatego LitRPG zaczyna mi się tak podobać. Po kilku cięższych albo bardziej wymagających książkach taka historia działa jak literacki reset. Nadal dostaję świat, który chcę poznawać, tajemnice do odkrycia i bohatera, którego rozwój mogę obserwować, ale jednocześnie nie muszę analizować każdego zdania. Mogę po prostu wejść do tego świata i dobrze się bawić.
"Alchemik" dodatkowo ma tę przewagę, że pierwszy tom pozostawia sporo miejsca na rozwinięcie całego konceptu. Najbardziej ciekawi mnie właśnie przeszłość tego świata i odpowiedź na pytanie, jak właściwie doszło do tego, że system stał się dla ludzi czymś równie naturalnym jak prawa fizyki.
Nie wiem jeszcze, gdzie "Miasto Umarłych" znajdzie się na mojej prywatnej skali LitRPG, szczególnie że poprzeczka po Dungeon Crawler Carl i poprzednich seriach autora, wisi bardzo wysoko. Ale wiem jedno - ten gatunek zdecydowanie zostaje ze mną na dłużej.
Opublikowano za pomocą https://bookmeter.xyz
Osobisty licznik: 185/128

Dawaj "Level up" Dana Sugralinowa
@Heheszki sprawdzę, dzięki :)
WujekAlienLider
16piorunów1274 + 1 = 1275
Tytuł: Czas przeszły
Autor: Lee Child
Kategoria: kryminał, sensacja, thriller
Wydawnictwo: Albatros
Format: audiobook
Liczba stron: 448
Ocena: 7/10
Reacher numer 23. Niestety kolejny czytany przez Sobczaka, ale w 24 już wraca Zadura, czego bardzo się nie mogę doczekać. Celem na ten rok jest skończenie wszystkich pełnych tomów serii. A na początku przyszłego, zabranie się za opowiadania.
Fabularnie: po raz kolejny Jack Reacher zmierza właściwie donikąd, aż przypadek podsuwa mu powód, żeby się na chwilę zatrzymać. Tym razem jest nim Laconia - miasteczko, z którym związana jest przeszłość jego ojca. Reacher postanawia więc zrobić sobie małą wycieczkę genealogiczną i sprawdzić, czego może dowiedzieć się o swojej rodzinie. Jest to też jeden z niewielu tomów, które to faktycznie robią, dlatego tym bardziej go doceniam.
Oczywiście jest Reacherem, więc mała wycieczka, szybko przestaje być taka mała. Równolegle poznajemy młodą parę kanadyjczyków, Shorty’ego i Patty, których samochód odmawia posłuszeństwa w zdecydowanie niewłaściwym miejscu. Trafiają do położonego na odludziu motelu, którego właściciele od początku wydają się trochę zbyt mili i trochę dziwni. Dość szybko można się domyślić, że za tym miejscem kryje się coś więcej.
I właśnie połączenie tych dwóch historii jest dla mnie najmocniejszą stroną "Czasu przeszłego". Z jednej strony dostajemy Reachera grzebiącego we własnej przeszłości, z drugiej historię, która coraz mocniej skręca w stronę thrillera, a może nawet horroru. Przez sporą część książki wątki rozwijają się niezależnie, a ja czekałem na moment, w którym w końcu się ze sobą przetną.
To również zdecydowanie ten rodzaj Reachera, którego lubię najbardziej. Nie międzynarodowe operacje, wielkie spiski i zabawa w agenta, ale małe miasteczko, kilka podejrzanych osób i Reacher, który miał tylko przejechać autobusem przez okolicę, ale oczywiście zaraz okazuje się, że ktoś potrzebuje jego pomocy i czas wyciągnąć z garażu walec.
Do tego dochodzi osobisty wątek dotyczący jego ojca. Reacher zwykle nie jest bohaterem szczególnie zainteresowanym własną przeszłością. Żyje tu i teraz, nie posiada prawie niczego i niespecjalnie przejmuje się tym, co zostawił za sobą. Dlatego obserwowanie go w sytuacji, w której próbuje dowiedzieć się czegoś o własnych korzeniach, jest ciekawą odmianą od standardowego schematu serii.
Nie znaczy to jednak, że Child nagle napisał psychologiczną analizę Jacka Reachera. Bez przesady. Nadal dostajemy dokładnie to, czego można się spodziewać: Reacher analizuje sytuację, ktoś go lekceważy, ktoś podejmuje bardzo złą decyzję dotyczącą wyboru przeciwnika, wynajmuje zbira, żeby mu pokazać, kto tu rządzi, a później dostaje rachunek za przejażdżkę karetką do szpitala.
Po 23 tomach trudno oczekiwać rewolucji. I chyba właśnie dlatego nadal dobrze mi się tę serię czyta. Wiem, co dostanę, Child wie, czego od niego oczekuję, a Reacher pozostaje Reacherem. Czasami ten schemat działa lepiej, czasami gorzej, ale "Czas przeszły" znajduje się dla mnie zdecydowanie po tej lepszej stronie serii.
Nie jest to jeden z najlepszych tomów i raczej nie zostanie ze mną na dłużej, ale po słabszych częściach ponownie dostałem historię przypominającą mi, dlaczego tak lubię wracać do tego bohatera.
Małe miasteczko, tajemnica, trochę rodzinnej przeszłości, ludzie podejmujący fatalną decyzję o wejściu Reacherowi w drogę i on sam, który miał przecież tylko wpaść tu na chwilkę, wypić kawkę i spadać.
Opublikowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Dziękuję za napisanie recenzji. Brakuje mi wpisów, w których jest coś więcej niż paragraf i fotka.
@Dzemik_Skrytozerca dzięki, ja zawsze staram się wrzucić trochę o fabule i moich odczuciach, żeby ułatwić innym podjęcie decyzji czy warto przeczytać