Hejto.pl
Dodaj post

Wpisz coś do wyszukania (minimum 2 znaki)

#ksiazki

GURU

w Wiadomości Świat

3piorunów

Kto zgarnie literackiego Nobla? Oni mają największe szanse na prestiżową nagrodę

Już 8 października oczy całego literackiego świata zwrócą się na Sztokholm, gdzie poznamy laureata Literackiej Nagrody Nobla 2026. Emocje sięgają zenitu, a bukmacherzy prześcigają się w typowaniach. Czy Akademia Szwedzka zaskoczy nas po raz kolejny? Sprawdzamy, kto według ekspertów ma

Mistrz

w Książki

10piorunów

1279 + 1 = 1280

Prywatny licznik: 27+1=28

Tytuł: Korespondentka

Autor: Virginia Evans

Kategoria: literatura piękna

Wydawnictwo: Filia

Format: książka papierowa

ISBN: 9788384410561

Liczba stron: 344

Ocena: 7/10

Korespondentka to książka o starszej kobiecie imieniem Sybil, która kochać pisać listy - i dokładnie w formie listownej (a fachowo rzecz nazywając, epistolarnej) ułożona jest ta książka. Od samego początku jesteśmy wrzuceni w środek listów i trochę człowiek błąka się po omacku kto jest kim i jakie są ich relacje, ale stopniowo poznajemy jej historię, zarówno osobistą, jak i zawodową i wszystko staje się klarowniejsze.

To, że mamy do czynienia ze starszą kobietą, niejako determinuje nam tematykę listów - wiadomości do rodziny, do przyjaciółek czy do znajomych przepełnione są podsumowaniami życia czy aktywnościami starszych ludzi, ale to nie oznacza, że nie ma miejsca również na coś nowego. Z mojej perspektywy najciekawszymi wątkami były te nieco bardziej poboczne, które zawierały m.in. groźbę za sprawę sprzed lat, regularną korespondencję do neuroatypowego młodego syna kolegi, próbę zapisania się zajęcia na studia, zaczynająca się od małych liścików rozmowa z sąsiadem czy pomoc pracownikowi firmy, z którą Sybil starała się skontaktować w pewnej sprawie.

Wątek najważniejszy, który mocno naznaczył bohaterkę i jej relacje z najbliższymi, standardowo jest obecny przez całą (wieloletnią) historię listów i naprawdę dobrze się rozwija. Trzeba przyznać, że Sybil była mocno doświadczona przez życie, przed czym próbowała uciec w pracę, co wiązało się z określonymi konsekwencjami, szczególnie dla rodziny (wcale nie zapalała się lampka ostrzegawcza z napisem TERAPIA, nic a nic). IMO trochę niepotrzebny był wątek polityczny, który zresztą w połowie książki nagle zniknął mimo intensywnego politycznie w USA roku 2016, bez niego byłaby fajniejsza ponadczasowość opowieści.

Podsumowując, naprawdę bardzo przyjemna książka, którą szybko się czyta (zajęło mi to niecałą 1 dłuższą podróż pociągiem), w sam raz na jesienny wieczór przy kubku herbaty 😉

Fanatyk

w Książki

10piorunów

Newsy książkowe od Whoresbane'a!

Drugi news / 05.10.2026

Wydawnictwo MAG ogłasza dodruk. "Ślepowidzenie" Petera Wattsa wróciło do księgarń 5 października 2026 roku. Wydanie w twardej oprawie liczy 384 strony, w cenie detalicznej 55 zł. Poniżej okładka i krótko o treści.

Wyobraź sobie, że jesteś Sirim Keetonem. Budzisz się w agonii wskrzeszenia, łapiąc powietrze po rekordowo długim ataku bezdechu sennego, trwającym sto czterdzieści dni. Czujesz, jak krew, lepka od dobutaminy i leuenkefaliny, przepycha się przez wyschnięte podczas miesięcy przestoju tętnice. Ciało powolutku, boleśnie się napełnia: rozszerzają się naczynia krwionośne, ciało się rozłazi; zginasz się, a nieprzyzwyczajone żebra głośno strzelają. Stawy zatarły się od bezruchu. Jesteś jak figurka z kresek, zamrożona w jakimś przewrotnym rigor vitae. Krzyknąłbyś, ale brak ci tchu.



Wampiry cały czas to robią, przypominasz sobie. Dla nich to normalne, mają taki niezwykły sposób oszczędzania zasobów. Twój gatunek mógłby nauczyć się od nich trochę powściągliwości, gdyby ta absurdalna awersja do kątów prostych nie rozprawiła się z nimi u samego zarania cywilizacji. A może mógłby i teraz? Bo wampiry wróciły – ożywione voodoo paleogenetyki, poskładane do kupy ze śmieciowych genów, skamieniałego szpiku kostnego, zanurzonego we krwi socjopatów i wysoko funkcjonujących autystyków. Taki właśnie osobnik dowodzi tą misją. Garstka jego genów żyje także w twoim ciele, żeby ono też mogło powstać z martwych, tu, na skraju przestrzeni międzygwiezdnej. Nikt nie poleci poza Jowisza, jeśli nie stanie się po trosze wampirem.



Ból odrobinę słabnie. Odpalasz wszczepki i sprawdzasz własne organy: minie sporo minut, zanim motoryka zadziała jak należy, i godzin, zanim przestanie boleć. Ból jest nieuniknionym efektem ubocznym. Tak się właśnie dzieje, kiedy do ludzkiego kodu wkleja się wampirze podprogramy. Kiedyś prosiłeś o środki przeciwbólowe, ale wszelkie blokery nerwowe upośledzają reaktywację metabolizmu. Zaciśnij zęby, żołnierzu.

 'a - tag, pod którym chwale się nowymi nabytkami oraz wrzucam newsy o książkach

Chcesz mnie wesprzeć? Mój Onlyfans ( ͡° ͜ʖ ͡°)

⇒ patronite.pl/ksiazkiWhoresbane

⇒ suppi.pl/ksiazkiwhoresbane

    

Pokaż więcej komentarzy (3)

Gruba ryba

w Książki

13piorunów

1278 + 1 = 1279

Tytuł: Uczta dla wron. Cienie śmierci

Autor: George R.R. Martin

Tłumacz: Michał Jakuszewski

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: Zysk i S-ka

Format: książka papierowa

ISBN: 9788375069884

Liczba stron: 512

Ocena: 9/10

Zauważyłem, że początkowy entuzjazm, towarzyszący mi przy pierwszych dwóch książkach, powoli opada.

Autor mnoży wątki, zamiast kontynuować te już zaczęte. Z jednej strony to dobrze, ponieważ możemy dogłębniej poznać wydarzenia, które niewątpliwie będą miały ogromny wpływ na sytuację w Królestwie - czy to wybranie nowego króla żelaznych ludzi czy próbę wywołania buntu na południu.

Jednak cierpią na tym wspomniane już zaczęte wątki i wielu bohaterów ma dla siebie mało miejsca. Chociaż patrząc na to, że jedna postać, której perspektywę często mogliśmy przeczytać w poprzedniej części, obecnie zeszła na margines powieści, można stwierdzić, że Martin traktuje niektórych bohaterów dość epizodycznie. Mają odegrać przewidzianą rolę i tyle, dziękujemy, a światło reflektorów kierujemy na innego aktora.

Niby trochę marudzę, ale nie zmienia to faktu, że siedziałem do drugiej w nocy, żeby skończyć ten tom i ani przez chwilę się nie nudziłem.

Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Fanatyk

w Książki

15piorunów

Newsy książkowe od Whoresbane'a!

Wydawnictwo Powergraph zapowiada nowe wydanie piątego tomu Opowieści z Meekhańskiego Pogranicza. "Każde martwe marzenie" Roberta M. Wegnera w księgarniach od 5 października 2026 roku. Wydanie w miękkiej oprawie ma 744 strony, w cenie detalicznej 74 zł. Poniżej okładka i krótko o treści.

Na Dalekim Południu wybucha krwawy bunt niewolników. To nie pozostawia nowej księżnej Białego Konoweryn żadnego wyboru. Wobec chwiejnej pozycji politycznej musi bezlitośnie zgnieść rebelię. Tymczasem Laskolnyk, zaufany cesarza, zmierza do brzemiennej władczyni z wyjątkowo delikatną dyplomatyczną misją.

Na północnych krańcach Imperium nienaturalnie długa i mroźna zima wywołuje klęskę głodu. Kenneth-lyw-Darawyt wyrusza na zwiad na zamarzniętą głębię. Gdy ogromny tajemniczy obiekt zaczyna łamać lód, tylko szaleńcza decyzja może uratować życie Czerwonych Szóstek.

 'a - tag, pod którym chwale się nowymi nabytkami oraz wrzucam newsy o książkach

Chcesz mnie wesprzeć? Mój Onlyfans ( ͡° ͜ʖ ͡°)

⇒ patronite.pl/ksiazkiWhoresbane

⇒ suppi.pl/ksiazkiwhoresbane

    

Pokaż więcej komentarzy (3)

Fanatyk

w Hydepark

10piorunów

Siostra salmonella umarła

Pokaż więcej komentarzy (5)

Gruba ryba

w Książki

21piorunów

1277 + 1 = 1278

Tytuł: Ostatni strzał

Autor: Różni autorzy

Tłumacz: Szymon Dubyk

Kategoria: Antologia opowiadań

Wydawnictwo: PulpBooks

Format: ebook

ISBN: 9788368848175

Liczba stron: 622

Ocena: 7/10

Antologię otrzymałem za darmo od wydawnictwa, jednakże nie miało to wpływu na moją opinię.

Ostatni raz z czeską literaturą miałem do czynienia w nastoletnich latach, kiedy wujek pożyczył mi kilka powieści Miroslava Žambocha, o Koniaszu i Mrocznym Zbawicielu. Szczególnie ten drugi zrobił wtedy na mnie duże wrażenie, na tyle duże, że zainspirował mnie do napisania własnej historii z podobnym charakterem. Z czasem jednak wyrosłem z uwielbienia do „edgelordów”, nieco kontrowersyjnych, pozujących na bardzo groźnych, czasem mrocznych i jednocześnie „cool”. Szkoda, że nie spotkało to niektórych autorów i autorek tekstów z tego zbioru.

W przypadku antologii tak różnorodnej gatunkowo jak „Ostatni strzał” trudno oczekiwać, że spodobają się wszystkie opowiadania. Moim zdaniem jest to niemożliwe, jednak nie spodziewałem się, że zostanę zniechęcony już pierwszym opowiadaniem, Kristýny Sněgoňovej. Sam pomysł był ciekawy, jednakże wykonanie, w tym styl autorki, ani trochę nie przypadło mi do gustu. I to jest mój największy zarzut wobec antologii – często naprawdę świetne pomysły na fabułę zostały przedstawione w mało atrakcyjny sposób.

Chociażby opowiadanie Wojciecha Chmielarza „Ostatnia akcja”. Bardzo ciekawe, dość pobieżnie poruszające dość poważny problem gorszego traktowania mężczyzn podczas rozwodów, szczególnie w przypadku małżeństw z dziećmi. Główny bohater na zlecenie klientów pomaga im, uwodząc ich żony, tym samym dostarczając karty przetargowej w postaci dowodów na zdradę i jak sam zauważa, nagle można się rozstać w cywilizowany sposób. Czy to jest moralne – oczywiście, że nie. Szkoda tylko, że przy tym główny bohater ani trochę nie wzbudził we mnie sympatii. No nie da się gościa lubić, a niestety narracja jest pierwszoosobowa.

Nie chcę jednak zbyt dużo narzekać. Gdy przymknąłem oko na nie do końca pasujący mi styl pisania (z którego, jak wspomniałem, wyrosłem w czasach nastoletnich), zacząłem się dobrze bawić. Autorom i autorkom nie można odmówić umiejętności dobrego opowiadania historii, a to one są moim zdaniem najważniejsze.

Za to znalazło się parę perełek, o których chcę napisać.

Przede wszystkim o „Bój to jest nasz ostatni” Leoša Kyša. To czwarte opowiadanie z kolei i pierwsze, które naprawdę mi się spodobało. Od początku autor zasypuje czytelnika masą zabawnych scen, w których pierwsze skrzypce grają rezolutni staruszkowie, dawni czescy esbecy. To też zabawne, że niby inny kraj, a równie dobrze akcję można by przenieść do Polski i niewiele by się zmieniło. Ot, współdzielony komunistyczny ustrój zrobił swoje.

Przy okazji zastanawiam się, czy autor konsultował się z Kristýną Sněgoňovą przy pisaniu opowiadań do tej antologii. W notkach biograficznych można wyczytać o podjętej przez nich współpracy, a zauważyłem, że w obu tekstach pojawia się motyw niedosłyszącej starszej osoby, z którą wiążą się całkiem zabawne dialogi.

Jeśli chodzi o najlepsze opowiadanie w zbiorze, to są dwa, które za takie uważam, ale nie mogę się zdecydować, które podoba mi się bardziej.

Pierwszym kandydatem jest „Międzygalaktyczne nieporozumienie” Jana Kotouča. Autor ujął mnie nie tylko umiejscowieniem akcji na szpitalnym statku kosmicznym, ale także tym, że bohaterami są medycy. Dorzucił do tego próbę Pierwszego Kontaktu pomiędzy głównym bohaterem a przedstawicielem obcej rasy, dość mocno kojarzącej mi się z Kroganami z serii „Mass Effect”. Trudno wyobrazić sobie lepsze połączenie.

Jednak Grzegorz Brudnik udowadnia, że lepsze połączenie może istnieć. W „Oczach Temidy” opowiada historię z perspektywy… niewidomego mężczyzny. W dodatku zwerbowanego przez policję do pomocy przy rozwiązaniu sprawy morderstwa. Co mi się spodobało, to próba sprawdzenia, na co detektyw mógłby zwrócić uwagę, gdyby pozbawiono go wzroku. Często to są zupełnie prozaiczne szczegóły jak… liczba schodów. Liczenie ich to przecież rzecz normalna dla niewidomych, kiedy mapują nową drogę i wykorzystanie tego w kryminalnej historii mnie oczarowało. Mimo że kończy się iście holmesowsko (bohater wychodzi i wraca z rozwiązaniem sprawy), to Brudnikowi bardzo udało się to opowiadanie.

Podsumowując, antologia spełniła swój cel. Oprócz dostarczenia ciekawych opowieści, przedstawiła także czeskim odbiorcom próbki twórczości niekoniecznie znanych tam polskich autorów i vice versa, nam pozwala zapoznać się z twórczością Czechów. W ten sposób przypomniałem sobie chociażby o serii „Underground” napisanej przez Leoša Kyša pod pseudonimem, którą miałem kupić do mojej cyberpunkowej kolekcji i którą nabyłem jeszcze przed opublikowaniem tego tekstu. Chętnie też bym przeczytał cykl Sektor Hirano autorstwa Jana Kotouča, gdyby tylko został przetłumaczony na język polski.

Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz

między innymi

Pokaż więcej komentarzy (4)

Mistrz

w Książki

25piorunów

1276 + 1 = 1277

Prywatny licznik: 26+1=27

Tytuł: Dostatek

Autor: Michael Crummey

Kategoria: literatura piękna

Wydawnictwo: Wiatr od Morza

Format: książka papierowa

ISBN: 9788393665303

Liczba stron: 360

Ocena: 6/10

Dobra, pora znowu nadrabiać zaległości xD z tego co widzę mam prawie 50 książek do opisania, ale to na spokojnie, nie wszystko na raz, tylko po kolei 😛 Zacznę od najświeższych, może do końca roku zdążę xD

Książki Crummeya miałem na liście do czytania już od jakichś 10 lat, w końcu stwierdziłem, że warto spróbować jedną, zresztą najwyżej ocenianą na LC. Wybór padł na Dostatek. I przez pierwsze 100 stron nie byłem zachwycony. Książka to saga o rodach żyjących na wybrzeżu Nowej Fundlandii, zmagających się ze złodziejstwami natury oraz własnymi słabościami w dążeniu do tytułowego dostatku. Wszystko to z całkiem dużym dodatkiem realizmu magicznego, poczynając od samego początku, kiedy to mieszkańcy wyspy ćwiartujący wieloryba, który wypłynął na brzeg, w jego wnętrzu odkrywają pozornie nieżyjącego człowieka (nawiązanie do Jonasza oczywiście nieprzypadkowe).

Opowieść na swoich 360 stronach śmiga w przyszłość i przeszłość, łącznie obejmując prawie 200 lat historii aż do zakończenia I Wojny Światowej. Bohaterów jest tam mnogość, czemu szczególnie sprzyja, że zdarza im się parzyć jak króliki, niezależnie od wzajemnej sympatii, wrogości, neutralności, przypadku czy chęci zemsty - jeśli dobrze pamiętam, to poznajemy przynajmniej 6 pokoleń tamtejszych mieszkańców. Czasem autor poświęca więcej czasu jednemu bohaterowi przez wiele stron, by po jakimś czasie zabić go w jednym krótkim zdaniu, co zdecydowanie nie ułatwiało mi ich zapamiętywanie i przestałem walczyć z próbami zrozumienia który jest synem kogo, tylko po prostu oddałem się opowieści. I ta zmiana nastawienia zdecydowanie pomogła, o ile pierwszą część czytałem w mocno rwany sposób (i dałbym za nią takie 4/10), tak druga część książki poszła już bardzo płynnie i bawiłem się już naprawdę dobrze.

Tytułowy dostatek jest pragnieniem, do którego bohaterowie tej książki dążą w zasadzie na każdym poziomie. Nieważne czy chodzi o ten najbardziej podstawowy, czyli spokojne i dostatnie życie, czy dostatek miłości ze strony najbliższych, czy dostatek życia religijnego - dążą do nich, ale w zasadzie nigdy go nie osiągają, bo wiecznie przegrywają, czy to z okrucieństwem natury (niezależnie czy chodzi o wyczerpujące się zasoby ryb, czy o szalejące zjawiska pogodowe, czy choroby), czy przede wszystkim z własnymi słabościami, których jest tu bez liku. Smutno ale i ciekawie patrzyło się na błędy popełniane przez potomków, którzy chcieli być inni niż ich przodkowie, ale finalnie kończyli z tymi samymi porażkami na koncie. Mały plusik też za niedopowiedzianą klamrę kompozycyjną.

Dodatkowy minus za kwestię językową czy formatowania tekstu. Mniejsze niż zwykle zarówno font, interlinia, jak i marginesy, opisy i dialogi niekoniecznie były od siebie oddzielone, czasem wielkie litery miałem wrażenie, że wchodzą w losowych momentach. Podejrzewam, że taki był pomysł autora na charakter opisania opowieści, ale zdecydowanie nie ułatwiał moich pierwszych prób ogarnięcia książki i bycia błyskawicznie wrzuconym w kłąb wydarzeń. KRÓLESTWO ZA SPIS BOHATERÓW. Pod tymi względami mogło być naprawdę dużo lepiej.

Dostatek po początkowych problemach był naprawdę bardzo dobrą lekturą, ale uważam, że wystarczy mi ona za przygodę z książkami Crummeya, są książki, które sprawią mi dużo więcej przyjemności przy okazji czytania.

Autorytet0piorunów

@bojowonastawionaowca a Ty tak te książki dobrze pamiętasz czy przed napisaniem recenzji czytasz ponownie? :D

Robisz notatki w trakcie czytania?

Mistrz3piorunów

@fisti tę książkę akurat skończyłem dzisiaj w nocy xD zobaczymy jak będzie z tymi, które skończyłem 3 miesiące temu xD ale zazwyczaj jak wezmę książkę w ręce to magicznie mi się przypomina sporo rzeczy, które wywołały we mnie jakieś emocje

Pokaż więcej komentarzy (5)

Fanatyk

w Książki

9piorunów

Uwaga fani Malazańskiej Księgi Poległych!

Po długich latach doczekaliśmy się wydawania książek Iana Camerona Esslemonta. Cały sześciotomowy cykl Imperium Malazańskie w komplecie. Pięć tomów już jest, a ostatni ukaże się 6 października 2026 roku.

Jednak by wydawnictwo MAG zdecydowało się na drugi cykl Path to Ascendancy, sprzedaż Imperium musi być zadowalająca. Na tę chwilę nie zanosi się na to, więc jeśli ktoś nadal zwlekał z zakupem, to jest na to ostatnia szansa! Kupujcie!

      

Gruba ryba

w Książki

9piorunów

Recenzje barterowe to niezły żart. Przecież taką opinię można napisać bez przeczytania książki. xD Opinię zanonimizowałem, żeby nie szkalować osoby, tylko podejście, które często widzę w mediach społecznościowych.

„Dziękuję Wydawnictwu za egzemplarz, który otrzymałam do zrecenzowania. Wywiązując się z umowy, z przyjemnością przedstawiam recenzję książki – wyjątkowego zbioru opowiadań napisanych przez autorów.

Lubię sięgać po antologie, ponieważ dają mi one wspaniałą okazję do poznania pisarzy, z których twórczością nie miałam jeszcze do czynienia. Ten zbiór jest niezwykle różnorodny: tematyka i gatunki literackie mocno się między sobą różnią, przez co jedne teksty przypadły mi do gustu bardziej, inne nieco mniej.

Całość wypada jednak zdecydowanie świetnie! Sam tytułowy motyw został rozpracowany w tak fascynujący sposób, że niejednokrotnie zaskoczyło mnie to, na jak wiele pomysłowych sposobów ludzki umysł może zinterpretować to pojęcie.

A ja się martwiłem, że mój tekst będzie słaby. xD

Tytan2piorunów

@cyberpunkowy_neuromantyk dla mnie takie recenzje z automatu mają zero wartości i jak widzę je w newsfeedzie na LC, od razu przewijam dalej. Problem w tym, że większość współprac recenzenckich na LC jest nieoznaczona, konta takich recenzentów idzie poznać tylko po tym, że w przeczytanych są nowości tylko z obyczajowego i kryminalnego pulpu z ocenami 9-10/10.

Pokaż więcej komentarzy (6)

Lider

w Książki

11piorunów

1275 + 1 = 1276

Tytuł: Alchemik - Tom1: Miasto umarłych

Autor: Wasilij Machanienko

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: Insignis

Format: ebook

Liczba stron: 352

Ocena: 8/10

Jeszcze jakiś czas temu LitRPG było dla mnie właściwie ciekawostką. Teraz coraz bardziej przekonuję się, że jest to jedna z ciekawszych czytelniczych odskoczni od kryminałów, thrillerów, literatury pięknej czy bardziej klasycznego fantasy. Po Dungeon Crawler Carl zdecydowanie mam ochotę poznawać kolejne wariacje tego gatunku i "Alchemik" Wasilija Machanienki bardzo dobrze wpisuje się w tę potrzebę.

Tym razem szczególnie spodobał mi się sam pomysł na świat. Nie obserwujemy momentu, w którym rzeczywistość nagle zamienia się w grę i ludzie muszą nauczyć się żyć według nowych zasad. Tutaj system istnieje od tysięcy lat. Kolejne pokolenia rodzą się w świecie poziomów, statystyk, umiejętności i konkretnych reguł, traktując je jako coś zupełnie naturalnego.

Głównym bohaterem jest Tajlin Właszyc, młody chłopak, którego początkowo zdecydowanie bardziej niż wielkie tajemnice świata interesuje po prostu przetrwanie. Szybko jednak zostaje wrzucony w wydarzenia, które zmuszają go do poznawania kolejnych zasad rządzących rzeczywistością i rozwijania własnych możliwości. Jest sierotą, więc jego "growy" start jest jeszcze trudniejszy niż moglibyśmy przypuszczać, bo choć jego ojciec oddał swoje życie, by start rozgrywki syna był lepszy, to zostawił go zupełnie samego w świecie, który nie tłumaczy żadnych reguł, a walka o przetrwanie zaczyna się od 1 dnia.

I właśnie tutaj zaczyna działać to, co ostatnio tak bardzo podoba mi się w LitRPG. Rozwój bohatera naprawdę widać.

Nowa umiejętność, przedmiot, poziom czy odkrycie kolejnej mechaniki świata daje tę charakterystyczną satysfakcję znaną z gier RPG. Człowiek zaczyna kombinować razem z bohaterem: co można z tym zrobić? Jak wykorzystać nową zdolność? W którą stronę można rozwinąć postać? Co jeszcze kryje system?

W normalnym fantasy autor może napisać, że bohater stał się silniejszy. Tutaj dostajemy niemal namacalny dowód jego progresu. I okazuje się, że obserwowanie rosnących cyferek potrafi być zaskakująco przyjemne.

Jednocześnie "Alchemik" nie jest dla mnie książką, którą czytam dla wybitnych dialogów, skomplikowanej psychologii postaci czy wielkich filozoficznych rozważań. To przede wszystkim bardzo konkretna rozrywka. Quest, nagroda, rozwój, odkrywanie świata, kolejny problem i następny krok do przodu.

I chyba właśnie dlatego LitRPG zaczyna mi się tak podobać. Po kilku cięższych albo bardziej wymagających książkach taka historia działa jak literacki reset. Nadal dostaję świat, który chcę poznawać, tajemnice do odkrycia i bohatera, którego rozwój mogę obserwować, ale jednocześnie nie muszę analizować każdego zdania. Mogę po prostu wejść do tego świata i dobrze się bawić.

"Alchemik" dodatkowo ma tę przewagę, że pierwszy tom pozostawia sporo miejsca na rozwinięcie całego konceptu. Najbardziej ciekawi mnie właśnie przeszłość tego świata i odpowiedź na pytanie, jak właściwie doszło do tego, że system stał się dla ludzi czymś równie naturalnym jak prawa fizyki.

Nie wiem jeszcze, gdzie "Miasto Umarłych" znajdzie się na mojej prywatnej skali LitRPG, szczególnie że poprzeczka po Dungeon Crawler Carl i poprzednich seriach autora, wisi bardzo wysoko. Ale wiem jedno - ten gatunek zdecydowanie zostaje ze mną na dłużej.

Opublikowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Osobisty licznik: 185/128

Pokaż więcej komentarzy (2)

Lider

w Książki

16piorunów

1274 + 1 = 1275

Tytuł: Czas przeszły

Autor: Lee Child

Kategoria: kryminał, sensacja, thriller

Wydawnictwo: Albatros

Format: audiobook

Liczba stron: 448

Ocena: 7/10

Reacher numer 23. Niestety kolejny czytany przez Sobczaka, ale w 24 już wraca Zadura, czego bardzo się nie mogę doczekać. Celem na ten rok jest skończenie wszystkich pełnych tomów serii. A na początku przyszłego, zabranie się za opowiadania.

Fabularnie: po raz kolejny Jack Reacher zmierza właściwie donikąd, aż przypadek podsuwa mu powód, żeby się na chwilę zatrzymać. Tym razem jest nim Laconia - miasteczko, z którym związana jest przeszłość jego ojca. Reacher postanawia więc zrobić sobie małą wycieczkę genealogiczną i sprawdzić, czego może dowiedzieć się o swojej rodzinie. Jest to też jeden z niewielu tomów, które to faktycznie robią, dlatego tym bardziej go doceniam.

Oczywiście jest Reacherem, więc mała wycieczka, szybko przestaje być taka mała. Równolegle poznajemy młodą parę kanadyjczyków, Shorty’ego i Patty, których samochód odmawia posłuszeństwa w zdecydowanie niewłaściwym miejscu. Trafiają do położonego na odludziu motelu, którego właściciele od początku wydają się trochę zbyt mili i trochę dziwni. Dość szybko można się domyślić, że za tym miejscem kryje się coś więcej.

I właśnie połączenie tych dwóch historii jest dla mnie najmocniejszą stroną "Czasu przeszłego". Z jednej strony dostajemy Reachera grzebiącego we własnej przeszłości, z drugiej historię, która coraz mocniej skręca w stronę thrillera, a może nawet horroru. Przez sporą część książki wątki rozwijają się niezależnie, a ja czekałem na moment, w którym w końcu się ze sobą przetną.

To również zdecydowanie ten rodzaj Reachera, którego lubię najbardziej. Nie międzynarodowe operacje, wielkie spiski i zabawa w agenta, ale małe miasteczko, kilka podejrzanych osób i Reacher, który miał tylko przejechać autobusem przez okolicę, ale oczywiście zaraz okazuje się, że ktoś potrzebuje jego pomocy i czas wyciągnąć z garażu walec.

Do tego dochodzi osobisty wątek dotyczący jego ojca. Reacher zwykle nie jest bohaterem szczególnie zainteresowanym własną przeszłością. Żyje tu i teraz, nie posiada prawie niczego i niespecjalnie przejmuje się tym, co zostawił za sobą. Dlatego obserwowanie go w sytuacji, w której próbuje dowiedzieć się czegoś o własnych korzeniach, jest ciekawą odmianą od standardowego schematu serii.

Nie znaczy to jednak, że Child nagle napisał psychologiczną analizę Jacka Reachera. Bez przesady. Nadal dostajemy dokładnie to, czego można się spodziewać: Reacher analizuje sytuację, ktoś go lekceważy, ktoś podejmuje bardzo złą decyzję dotyczącą wyboru przeciwnika, wynajmuje zbira, żeby mu pokazać, kto tu rządzi, a później dostaje rachunek za przejażdżkę karetką do szpitala.

Po 23 tomach trudno oczekiwać rewolucji. I chyba właśnie dlatego nadal dobrze mi się tę serię czyta. Wiem, co dostanę, Child wie, czego od niego oczekuję, a Reacher pozostaje Reacherem. Czasami ten schemat działa lepiej, czasami gorzej, ale "Czas przeszły" znajduje się dla mnie zdecydowanie po tej lepszej stronie serii.

Nie jest to jeden z najlepszych tomów i raczej nie zostanie ze mną na dłużej, ale po słabszych częściach ponownie dostałem historię przypominającą mi, dlaczego tak lubię wracać do tego bohatera.

Małe miasteczko, tajemnica, trochę rodzinnej przeszłości, ludzie podejmujący fatalną decyzję o wejściu Reacherowi w drogę i on sam, który miał przecież tylko wpaść tu na chwilkę, wypić kawkę i spadać.

Opublikowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Pokaż więcej komentarzy (2)

Lider

w Książki

29piorunów

1273 + 1 = 1274

Tytuł: Neuromancer

Autor: William Gibson

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: Książnica

Format: ebook

Liczba stron: 280

Ocena: 5/10

Są książki, które trzeba oceniać w dwóch różnych kategoriach:

Pierwszej - ich znaczenie dla literatury i wpływ na wszystko, co pojawiło się później. Drugiej - znacznie brutalniejszej - to odpowiedź na pytanie: jak właściwie czyta się je dzisiaj?

I "Neuromancer" Williama Gibsona jest dla mnie idealnym przykładem książki, w której odpowiedzi na te dwa pytania są kompletnie różne.

Case jest hakerem, który po konflikcie z poprzednimi pracodawcami zostaje pozbawiony możliwości podłączania się do cyberprzestrzeni. Dla kogoś, kto właściwie żył w wirtualnym świecie, jest to wyrok. Wszystko zmienia się, gdy dostaje propozycję odzyskania swoich zdolności w zamian za wykonanie pewnego zadania. Wraz z ulepszoną technologicznie Molly zostaje wciągnięty w operację, której prawdziwy cel okazuje się znacznie większy, niż początkowo przypuszczał.

Brzmi świetnie. I zapewne w 1984 roku musiało robić piorunujące wrażenie. Cyberprzestrzeń, hakerzy, sztuczna inteligencja, korporacje potężniejsze od państw, cybernetyczne modyfikacje ludzi, przestępczość wykorzystująca nowe technologie i wszechobecne poczucie, że człowiek zaczyna przegrywać z systemem, który sam stworzył. Dzisiaj są to fundamenty cyberpunku, ale Gibson pisał o nich, zanim większość z nas zaczęła kojarzyć je z Matrixem, grami, anime czy kolejnymi książkami science fiction.

I za to należy mu się ogromny szacunek.

Problem w tym, że czytanie Neuromancera dzisiaj było dla mnie zwyczajnie męczące. Mam wrażenie, że ta książka bardzo źle się zestarzała. Nie tyle nawet pod względem samych pomysłów - bo wiele z nich nadal jest interesujących - ile sposobu ich przedstawienia. Gibson wrzuca czytelnika do swojego świata i praktycznie nie daje mu czasu na złapanie oddechu. Pojęcia, miejsca, technologie i postacie pojawiają się jedno za drugim, często bez większego wyjaśnienia. Teoretycznie powinno to budować poczucie obcowania z obcym, zaawansowanym technologicznie światem. U mnie znacznie częściej powodowało pytanie: co właściwie teraz się dzieje?

Paradoksalnie największy problem Neuromancera może wynikać właśnie z jego sukcesu. Tak wiele późniejszych dzieł korzystało z pomysłów Gibsona, rozwijało je i przedstawiało w bardziej przystępny sposób, że powrót do jednego z pierwowzorów gatunku nie daje już tego samego efektu. Zamiast odkrywać coś nowego, rozpoznawałem elementy, które znam z dziesiątek późniejszych historii - tyle, że tutaj podane w znacznie mniej przystępnej formie.

To trochę jak zwiedzanie fundamentów budynku, w którym wcześniej widziało się już wszystkie piętra.

Najbardziej zabrakło mi jednak mocniejszego przywiązania do bohaterów i samej historii. Świat jest ważniejszy od ludzi, którzy się po nim poruszają, a ja zdecydowanie bardziej interesowałem się tym, co Gibson wymyślił, niż tym, co stanie się z Case’em. Doceniałem kolejne idee, ale emocjonalnie pozostawałem gdzieś obok.

I dlatego mam z Neuromancerem spory problem. Rozumiem jego znaczenie. Widzę jego wpływ na cyberpunka jako gatunek. Potrafię sobie wyobrazić, jak świeża i wręcz rewolucyjna musiała być ta książka czterdzieści lat temu. Bez Gibsona wiele późniejszych światów science fiction prawdopodobnie wyglądałoby zupełnie inaczej.

Tylko że znaczenie historyczne książki i przyjemność z jej czytania to dla mnie dwie różne rzeczy. Trochę szkoda, bo liczyłem na lepszą zabawę. Czytając tę książkę czuć inspiracje innych książek czy gier, z Cyberpubkiem 2077 na czele. Od straconych zdolności i budowania siebie na nowo, po misję, która nie idzie zgodnie ze scenariuszem i ma dużo większe znaczenia dla świata, niż bohaterowi to początkowo nakreślono.

Opublikowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Gruba ryba3piorunów

@WujekAlien

Gibson wrzuca czytelnika do swojego świata i praktycznie nie daje mu czasu na złapanie oddechu

Może jestem sadomaso, ale akurat lubię taki sposób pisania. Podobnie zaczynał się choćby Hyperion, czy nawet Wywyższenie Horusa, które wrzuciło mnie w najdłuższy ciąg literacki w życiu.

Nie lubie kiedy autor na siłę usiłuje prowadzić mnie za rękę jak małe dziecko albo jak debila.

Gruba ryba3piorunów

@WujekAlien pomógł trochę fakt, że większość wymyślonych przez Gibsona neologizmów już się jakoś w kulturze zadomowiła, bo w 84 roku to musiało wyglądać jak odklejona grafomania.

Fenomen1piorunów

Chciałem w końcu go przeczytać ze względu na nadchodzący serial ale już próbowałem chyba dwa razy kiedyś i się odbijałem bo nie lubię na siłę się męczyć z czymś. Chyba się jednak zmuszę 🤔

Pokaż więcej komentarzy (10)

Lider

w Książki

19piorunów

Czas wrócić do pierwowzoru, po 2 ekranizacjach obejrzanych w tym roku

Pokaż więcej komentarzy (9)

Lider

w Książki

12piorunów

Książka w ciemno ze Światem Książki: „Jesienne weź w ciemno”.

Kupujesz książkę znając tylko kilkupunktowy opis fabuły, nie znasz autora ani tytułu.


Książki w dwóch cenach - 25zł i 35zł (ceny z apką).
Kilka wariantów opisu fabuły do wyboru.


Tytuł mojej książki to -

Mistrz9piorunów

@WujekAlien na obrazku przykład jak w średniej cenie sprzedać książki, które zalegają na magazynie 😛

Mistrz2piorunów

@WujekAlien Ja chciałbym się dowiedzieć gdzie Ty mieścisz te wszystkie książki

Lider2piorunów

@bori nie mieszczę xD
Mam 4 regały, na których jest jakieś 1200 książek, reszta leży w stosach na podłodze (chyba już 4, po około 80-100cm każdy).

Pokaż więcej komentarzy (16)

Fanatyk

w Książki

8piorunów

Newsy książkowe od Whoresbane'a!

Drugi news / 3.10.2026

Wydawnictwo IX przedstawia nadchodzące dwie premiery. "Ohniaczek" Bartosza Ejzaka i "Zanoni" Edwarda Bulwer-Lyttona zaplanowano na listopad 2026 roku. Poniżej okładki i krótko o treści.

"Ohniaczek"

"Ohniaczek" to powieść-zwierciadło, w którym to, co baśniowe, miesza się z groźbą życiowego rozczarowania i śmierci. Również główny bohater, Bezdar Linowski, cierpi z powodu ludzkiej kondycji, choć jego powołaniu na świat towarzyszy dodatkowo seria niesprzyjających omenów. W rezultacie marzenie, by ruszyć za głosem powołania, zdaje się przekreślać nie tylko przepowiednia pewnej czarownicy, lecz również klaustrofobiczne środowisko, w którym przyjdzie mu wystartować w życie.

Tymczasem na okoliczną wioskę pada nieustanny cień Doliny Utratnickiej... Miejscowi mawiają, że kto wejdzie do niej raz, ten wyjdzie zmieniony, kto zaś wejdzie raz drugi, ten ponoć nie wróci już nigdy. To miejsce, które ukazuje obraz wprawdzie łudzący, ale i w równej mierze straszliwy, a mianowicie – samego siebie. Czy mimo trudnego początku Bezdarowi uda się odrodzić niczym feniks z popiołów? Czy zdoła stawić czoła złu drzemiącemu w dolinach własnej podświadomości? A może czeka go raczej los mitycznego Narcyza?

"Zanoni"

Zanoni” to powieść różokrzyżowa i inicjacyjna, opowieść o tajemnym bractwie, którego adepci strzegą wiedzy niedostępnej przeciętnemu człowiekowi. Tytułowy bohater przekroczył granice ludzkiego poznania i posiadł sekret nieśmiertelności. Podejmuje jednak decyzję, która z punktu widzenia adepta może okazać się błędem. Zakochuje się.

„Zanoni” to jednocześnie fantastyczny romans i opowieść o cenie wtajemniczenia. Czy osiągnięcie najwyższego stopnia istnienia wymaga wyrzeczenia się tego, co najbardziej ludzkie? Co jest więcej warte: wiedza czy miłość? Nieśmiertelność czy możliwość poświęcenia własnego życia dla drugiego człowieka?

Na kartach tej powieści pojawia się również jedna z figur, które zrobią niezwykłą karierę w literaturze i ezoteryce: Strażnik Progu (Dweller of the Threshold). Reprezentuje on grozę związana nie tyle z potwornością przychodzącą z zewnątrz, ile z samym doświadczeniem inicjacji: z przekroczeniem granicy, na którą człowiek może nie być jeszcze przygotowany.

 'a - tag, pod którym chwale się nowymi nabytkami oraz wrzucam newsy o książkach

Chcesz mnie wesprzeć? Mój Onlyfans ( ͡° ͜ʖ ͡°)

⇒ patronite.pl/ksiazkiWhoresbane

⇒ suppi.pl/ksiazkiwhoresbane

  

Fanatyk

w Książki

12piorunów

Newsy książkowe od Whoresbane'a!

Wydawnictwo Replika ogłasza kolejne dwa tomy serii Wierzenia i zwyczaje. "Berserkir i úlfheðnar w historii, mitach i legendach" Łukasza Malinowskiego i "Folklor Słowian. Między wschodem a zachodem" Michała Łuczyńskiego ukażą się 10 listopoada 2026 roku. Wydania w twardych oprawach liczą kolejno 400 i 352 strony, w cenach detalicznych po 59,90 zł za sztukę. Poniżej okładki i krótko o treści.

"Berserkir i úlfheðnar w historii, mitach i legendach"

Kim naprawdę byli berserkowie? Elitarnymi wojownikami potrafiącymi wpaść w szał bojowy, pogańskimi wojami Odyna, członkami tajemnych bractw, a może wytworami średniowiecznej wyobraźni?

Niniejsza książka wprowadza w świat średniowiecznej Skandynawii, gdzie historia, religia, magia i legenda przenikały się silniej, niż mogłoby się zdawać. Jej bohaterami są berserkir – wojownicy kojarzeni z niedźwiedziem, oraz úlfhednar – „wilczoskórzy“ połączeni niezwykłą umiejętnością osiągania bojowego szału określanego jako berserksgangr.

Autor nie pozostaje przy micie. Próbuje zgłębić historyczne korzenie tego fenomenu. Ocenić, jaką rolę berserkowie odgrywali wśród wikingów i co naprawdę mogło wywoływać ich bojową furię. Poszukiwanie odpowiedzi prowadzi go poza samą Skandynawię – do zestawień z podobnymi wojownikami w tradycji irańskiej, greckiej, słowiańskiej, celtyckiej czy germańskiej. Jest to zatem coś więcej niż książka o niezwykłych wojownikach. Stanowi próbę prześledzenia procesu, w którym realna postać historyczna przeobraziła się w bohatera mitycznego, a następnie w figurę z legend i literackiej wyobraźni.

Opierając się na sagach islandzkich, poezji skaldycznej i eddaicznej, kronikach oraz świadectwach archeologicznych, autor oddziela historyczną rzeczywistość od tego, co narosło wokół niej przez stulecia. Kreśli fascynującą opowieść o wojnie i wierze, odwadze i przemocy, ekstazie i transie, a przede wszystkim o tym, jak rodzi się legenda. Dla miłośników epoki wikingów i mitologii nordyckiej to znakomita okazja, by w berserkach ujrzeć nie wojownika rodem z popkultury, lecz jedną z najbardziej zagadkowych postaci dawnej Skandynawii.

"Folklor Słowian. Między wschodem a zachodem"

Skąd naprawdę pochodzą słowiańskie podania? Odpowiedź może zaskoczyć!



Baśnie, legendy i pieśni od wieków były przekazywane między kulturami, zmieniając się i zyskując nowe znaczenia. Ta książka zabiera czytelnika w fascynującą podróż śladami motywów wędrownych obecnych w folklorze narodów słowiańskich.



Autor analizuje dziesięć wybranych motywów fabularnych i ukazuje ich związki z tradycjami innych ludów. Sięga do legend, podań, bajek magicznych, ballad oraz dawnych tekstów literackich, by odpowiedzieć na pytanie o pochodzenie najciekawszych wątków słowiańskiego folkloru. Wykorzystując najnowsze źródła i badania, pokazuje, jak historyczne kontakty Słowian z innymi kulturami wpłynęły na kształt ich tradycji ustnej.



Folklor Słowian to fascynująca książka mówiąca o tym, że za znanymi opowieściami kryją się zaskakujące historie kulturowych spotkań i wielowiekowej wymiany tradycji.

 'a - tag, pod którym chwale się nowymi nabytkami oraz wrzucam newsy o książkach

Chcesz mnie wesprzeć? Mój Onlyfans ( ͡° ͜ʖ ͡°)

⇒ patronite.pl/ksiazkiWhoresbane

⇒ suppi.pl/ksiazkiwhoresbane