Hejto.pl
Dodaj post

Wpisz coś do wyszukania (minimum 2 znaki)

#bieganie

Gruba ryba

w Hydepark

5piorunów

Kochani, chcialem wam sie pochwalic, ze poraz pierwszy w zyciu poszedłem dzis biegać. Spodobało mi sie. Znaczy bieganie to moze duzo powiedziane bo minute chodziłem a minute biegłem i to tylko 4km, ale zawsze cos!

Pokaż więcej komentarzy (3)

Fenomen

w Sztafeta

24piorunów

31 627,53 + 5,00 = 31 632,53

Pierwsze bieganko z nowym kałminem, pokazuje jakies nowe statystyki, cokolwiek one znaczą xd jakas stamina, odchylenie pionowe, odchylenie od długości, cuda nie widy.

---

Wpis dodany za pomocą hejtostats.pl. @Marvin certified!

Lider3piorunów

@StaryPijany nikt tego nie czyta to nic nie znaczy.

Lider1piorunów

@StaryPijany nie wiem, nie znam się. W sumie nie patrzę na nic i biegam pod "czucie" bo czasami mam ten sam feeling w tempie 4:45 jak w 5:45 bo to zależy od dnia, nasycenia kcal, zmęczenia itd. Cała reszta to moim zdaniem bajery dla zawodowców albo ludzi, którzy faktycznie "trenują" bieganie. Może @Trypsyna ci coś powie.

Dla mnie zegarek to tylko narzędzie do pomiaru odległości/czasu/tempa a biegam dla głowy.

GURU1piorunów

@StaryPijany nie zawracać sobie tym głowy, tętno i tempo wystarczy. Po czasie możesz zauważyć że tendencja kadencji się zmieniła, bądź odchylenia pionowego i tak dalej, w ramach ciekawostki. W razie wu, na Garminie masz opcje wyjaśnienia danego zagadnienia. Te znaki zapytania przy danym parametrze, na aplikacji Garmin Connect również dostępne.

Gruba ryba2piorunów

@StaryPijany ale ze na prawej?

Pokaż więcej komentarzy (14)

Lider

w Sztafeta

27piorunów

31 611,43 + 16,10 = 31 627,53

Po słabo przespanej nocy i podróży całkiem niezły bieg w wietrznej i deszczowej aurze- czyli klasyka w wydaniu zachodniej Norwegii. :D

Planowałem gdzieś na szlak uderzyć ale przelotne ulewy ostudziły ten zapał bo bieżnik na butach niezły ale do miejskich uciech.

---

Wpis dodany za pomocą hejtostats.pl. @Marvin certified!

GURU2piorunów

@AdelbertVonBimberstein Może niewyspany i pogoda do d⁎⁎y ale widoki robią robotę. Łap nogę: :leg:

Pokaż więcej komentarzy (3)

GURU

w Sztafeta

41piorunów

31 586,80 + 11,01 = 31 597,81

Baza i kilka lekki przebieżek na pobudzenie nóg. Beton jeszcze odczuwalny, sobota mocno im dała. 😁

Większość biegu po ciemku. :(

---

Wpis dodany za pomocą hejtostats.pl. @Marvin certified!

Pokaż więcej komentarzy (4)

Gruba ryba

w Sztafeta

15piorunów

31 543,88 + 4,37 + 4,44 + 4,00 + 7,50 + 4,72 + 3,24 + 8,10 = 31 580,25

Wrzucam harce z ostatnich 2 tygodni. Korzystałem z treningu napisanego przez AI (bodajże Gemini (ogólnie już jestem team Claude))

miesiac temu zaczynałem od 25 minut w bólu pocie krwi i łzach, plan o jaki poprosiłem AI było przebiegnięcie ciągiem 60 minut po 30 dniach treningów, dał mi plan biegowy taki, że biegałem co drugi dzień.

Podoba mi się, bieganie z planem motywuje zupełnie inaczej niż bieganie bez.

Kusi mnie Silesia półmarathon za miesiąc, ale przeskok z 8 do 21km to jednak sporo mimo, że ostatnio czułem się spoko.

Czuje, że wróce w końcu do wyśnionej formy z 2019 roku kiedy to przebiegłem maraton.

W trakcie treningów byłem jeden tydzień w górach i podbiegi to chyba jednak nie moja bajka xD wole Krakowskie Błonia

---

Wpis dodany za pomocą hejtostats.pl. @Marvin certified!

Osobistość0piorunów

Zliczyłem wszystko. Niestety osiągnąłeś

Ja nie dam rady?! (8 km)*

W sumie... (30 km)*

Hejtostatser (pierwsza aktywność)*

---

Listę swoich osiągnięć możesz zobaczyć na hejtostats

A jeśli masz dosyć Marvina marudzącego pod Twoimi postami, to możesz mu w ustawieniach powiedzieć, żeby się odczepił.

Gruba ryba

w Sztafeta

18piorunów

31 532,32 + 7,27 = 31 539,59

Wieczorne bieganko, a potem naleśniorów wpierdalanko.

---

Wpis dodany za pomocą hejtostats.pl. @Marvin certified!

Pokaż więcej komentarzy (2)

GURU

w Sztafeta

34piorunów

31 504,97 + 10,06 = 31 515,03

Tuputup

---

Wpis dodany za pomocą hejtostats.pl. @Marvin certified!

GURU

w Bieganie

104piorunów

Wizz Air Warsaw Praski Night Half Marathon

No to tak. Od paru edycji obserwowałam ten bieg i postanowiłam, że w tym roku go przebiegnę, bo po prostu podobała mi się impreza. Zgadaliśmy się ze znajomymi na szybki wypad do WWA gdzie każdy z nas pobiegnie po swoje i przy okazji miło spędzimy weekend.

Jakie było moje założenie wobec tego biegu? Test formy, start typu „B”. Sprawdzić, gdzie teraz jestem i nad czym mogę popracować na kolejne półmaratony, które biegnę w sezonie jesiennym. Nie ukrywam, nastawiałam się na życiówkę (czyli poprawę mojego wyniku z przed roku, 01:31:33). Cichym marzeniem było złamanie 1:30. Forma ostatnimi tygodniami rosła, czułam się świetnie.

Start półmaratonu zaplanowany był na 20:30.

Prognoza pogody zapowiadała się conajmniej koneserska. Mocne porywy wiatru i przelotne burze. Lekki stresik był, ale nie ma co - każdy uczestnik ma taką samą pogodę, jesteśmy w tym razem.

O 20:00 poleciałam się rozgrzać, przetruchtałam koło 2 kilometrów, w tym kilka przyspieszeń do docelowego tempa. Niestety nie czułam aby jelita się pobudziły ale i tak poszłam w kolejkę do toi toia. Kartofelki odcedzone, brak symptomów aby murzyn piłował kraty - dobra, to czas polecieć się do swojej strefy startowej. Przyjmuję żel izotoniczny. Ustawiam się w pobliżu zajączka na 01:30:00. Postanowiłam, że zaryzykuję i polecę z nim.

Odliczanie. Strzał. Startujemy.

Pierwszy kilometr, to jest walka z tłumem biegaczy. Uwaga, by nie dostać z łokcia, nie wpaść na czyjeś nogi, wyminąć sprawnie osobę przed Tobą która startuje z wolniejszym tempem niż Ty czy nie zostać zepchniętym. Do tego jeszcze starasz się wyczuć tempo które sobie założyłeś. Powiedzmy, że mała walka o przetrwanie w tłumie.

Doganiam zająca. Staram się utrzymać pozycję nie na początku grupy, nie na końcu, a w środku. Tak aby być osłonięta przed powietrzem.

Mija pierwszy kilometr, drugi. Staram się łapać „luz”. Jest spoko, ale czuję, że, no dosyć żwawo. Tempo 4:12.

Kilometr trzeci, pierwsza stacja nawadniania. Łapię od wolontariusza kubeczek z wodą, wylewam połowę, robię dziubek i sprawnie wlewam sobie do buzi zimny łuk wody. Przy okazji uważam na kroki, bo cały odcinek jest pełen wyrzuconych kubeczków, czego nie lubię. Zawsze odbiegam na bok i rzucam kubeczek „obok” trasy, tam gdzie biegacze nie tuptają. Tym razem również tak zrobiłam.

Wracam do pacera. Wiem, że teraz lecimy ciągle prosto, aż do nawrotki na 8 kilometrze. Wiem, że będzie mi się to „ciągnęło” mentalnie. Mija 4, 5 kilometr. Cholera, czuję, że minimalnie przekraczam granicę. Czuję charakterystyczny ciężar na brzuchu, w momencie kiedy przekraczam swój próg. Mijamy 6 kilometr i decyduję minimalnie zluzować tempo. To jest również czas na przyjęcie żelu. Pacer zaczyna mi z grupą pomalutku odjeżdżać, a ja zaczynam się trzymać tempa bliżej 4:20. Jest i wyczekiwany przeze mnie kilometr 8 oraz nawrotka. Wyczuwam, że jest widmo kolki na wątrobie. Luz luz luz, potrzebuję więcej luzu.

I wtedy pojawia się on - krecik zaczyna pukać w taborecik.

No to za⁎⁎⁎⁎ście. Jedziemy z tym. Czyli trzeba jeszcze więcej luzu jeśli nie chcę doświadczyć afery fekalnej. Kojarzę, że w okolicach 14 kilometra powinien być toi toi. Zaczynamy wielkie odliczanie do niego. Do tego kilometra, udaje mi się trzymać tempo w okolicach 4:25.
Dłuży mi się ten odcinek. Ale w końcu, na ulicy Francuskiej jest dużo większy doping, który mentalnie bardzo pomaga wytrwać pół kryzys.

Jest, widzę go! Decyzja, zatrzymuję się na nim czy ryzykuję i lece dalej?
Rozum vs Determinacja.
Wygrał Rozum. Dobra, bezpieczniej będzie zrobić ten taktyczny pit stop. „Zjadł” mi on około 50 sekund, bo po wybiegnięciu zaraz Garmin wypikał mi kilometr zrobiony w 5:17.

I to była bardzo dobra decyzja. Od razu poczułam się lepiej. Co prawda, nie wróciłam do tempa z początku, ale była werwa i chęć walki. Jak czułam że robi się ciężej, minimalnie zwalniałam i szukałam luzu. Jak był luz, starałam się wyprzedzać ludzi z przodu.

Na 18 kilometrze, zobaczyłam twarze moich znajomych jak mi kibicowali, dało mi to chwilowego boosta. Zaraz po tym, zaczął się podbieg na wiadukt. Nogi były już tak zmęczone, że czułam jak mi się plączą pod sobą na nierównościach asfaltu. Na tym odcinku mijałam sporo zawodników, których profil chwilowo pokonał gdyż maszerowali. Po dłuższej chwili zarządzania zmęczeniem i wytężonego skupienia jak nigdy - skręciliśmy w zbieg. Nareszcie, chwila luzu i możliwości przyspieszenia. Już kręciliśmy się pod Stadionem Narodowym, było słychać w oddali imprezę z mety. Kolejny chwilowy boost, gdy wiesz że zbliżasz się do końca bo niemalże go widzisz(słyszysz). Udaje mi się mijać kolejne osoby. Po 19 kilometrze, jest kolejny punkt odżywczy z wodą. Nie korzystam, jestem już zbyt blisko końca. Jeszcze jedna nawrotka. I kolejna. Okej jeszcze tylko 2 kilometry. Jeszcze tylko jedna mila. Jeszcze tylko półtorej kilometra. Jeszcze tylko około 6 minut. Odliczanie do końca. Dystans malał, ból rósł. Dobra, wchodzę w zakręt do mety. Ostatnie 200 metrów do mety. Jedziemy ile fabryka dała. Ostatnie przyspieszenie. Z serducha.

Przekraczam linię mety.
Wynik netto 01:32:23.
Średnie tempo biegu: 4:23 min/km

Od razu przechodzę na bok, łapię się za barierki, spuszczam głowę i dochodzę do siebie przez minutę. I cieszę się, że mam to za sobą. Po chwili, idę odebrać medal, zabrać fanty z strefy finishera (woda, izo, banan i jakieś ciastka zbożowe). Czas poszukać mojego lovely @scorp

Półmaraton Praski przeszedł do historii.
Czy polecam imprezę? Jak najbardziej. Jest całkiem z pompą zrobiona, miasteczko biegacza bardzo duże, adidas dużo kasy tam wrzuca widać.
Trasa taka średnia w mojej opinii, prawie połowa bez kibiców i w większości „prosta” czyli biegniesz daleko przed siebie.
Biegaczy bardzo dużo, na połówce wystartowało chyba ponad 10k uczestników. Jeśli lubisz duże biegi, to ta impreza jest jak najbardziej warta uwagi.

Wynik który uzyskałam, jest moim drugim najlepszym czasem na półmaratonie jaki kiedykolwiek uzyskałam. Ciekawe, czy gdyby nie pauza w toi toiu - to czy nie byłoby jednak PR. 😃 Ostatecznie pogoda nie była taka okropna jak się zapowiadało. Z burzy nic nie było, raz przez chwilę pokropiło. Ale wiatr dawał czasem konkretnie na twarz, to przyznaję.

Wiem, nas czym teraz treningowo muszę się skupić. Dłuższe treningi tempowe. Większa wytrzymałość podprogowa. Nad tym będę pracować w najbliższych tygodniach.

Czy jestem zadowolona z biegu? Tak.
Czy mogło mi pójść lepiej? Uważam, że tak.

Nie każdy bieg czy inne wydarzenie sportowe musi kończyć się życiówką, alertem PR i fajnym wpisem na stravie. Tak wygląda życie. Wyciągam wnioski i lecę dalej.

Pokaż więcej komentarzy (19)