Hejto.pl
Dodaj post

Wpisz coś do wyszukania (minimum 2 znaki)

#biegajzhejto

Osobistość

w Sztafeta

27piorunów

33 898,59 + 1,05 + 4,06 + 1,67 + 4,07 + 5,05 + 2,39 + 3,96 + 0,45 + 20,30 + 4,99 + 7,69 + 13,73 + 3,91 + 5,03 + 6,75 = 33 987,39

Witajcie Biegaczki i Biegacze oraz Truchtaczki i Truchtacze :grinning:

U mnie ciągle nudy na pudy, rehab ścięgna i taśmy, ale za to... coś tam powolutku mogę szybciej biegać, to zawsze cuś!

05.09.2026 Poland Business Run 2026 1/2 - Biegłem na darmowym pakiecie, który BtB wywojowało w zamian za darcie paszczy na biegających w sobotę i niedzielę, co też zacząłęm uskuteczniać po biegu :grinning:

06.09.2026 Poland Business Run 2026 2/2 - Tym razem w oryginalnym składzie, na który się umówiliśmy... jednoosobowa działalność koleżanki wystawiła dream team 5 osób :grinning: ... fajnie było!

11.09.2026 Błonia Dobra - Inichatywa charytatywna z pracy, integracja po, chyżo nawet :smiley:

11.09.2026 4Fizjo Runners Kraków - Rafał Sułkowski - Troszkę truchtania ,dużo sprawności, jak zawsze, polecam gorąco te zajęcia :smiley:

12.09.2026 X PKO Bieg Charytatywny - Dawno temu ustaliliśmy drużynę na tą sztafetę, fajna formuła biegu ,w szczytnym celu no i w super towarzystwie, polecam! Chyżo się biegało na AKFie!

https://bankomania.pkobp.pl/bieg-charytatywny/

13.09.2026 "Hej, pobiegnijmy sobie jutro z rana przed śniadaniem w TPNie" - Z Koleżanką pośmigane na wlocie do TPNu przy okazji Fitness Campu z rana o chorej godzinie przed śniadaniem po górkach, rześko, palce mi odpadały, fajnie! Moje najdłuższe bieganie od kontuzji!

18.09.2026 - Tu była Krakowska Konferencja Biegowa, serio Dawida się świetnie słuchało, WARTO!

19.09.2026 Parkrun Młynówka Królewska - 3cie Urodziny - Zamknęli Błonia, bo Maraton na Rolkach, mieliśmy rekordową frekwencję, ponad 250 osób i ponad 60 wolontariuszy, ale impreza na Bronowicach!!!

19.09.2026 Trening SRT nad Zalewem Nowohuckim - Rafał zorganizował otwarty trening biegowy, ja z racji Kopców tylko kilka kółek pociągnąłem z dziewczynami :smiley:

20.09.2026 XIX Bieg Trzech Kopców - Tą razą udało się rozpędzić z głową i nie przejść do marszu w żadnym momencie biegu, co już uważam za sukces rehabu :grinning:

https://biegtrzechkopcow.pl/

25.09.2026 4Fizjo Runners Kraków - Rafał Sułkowski - Różnorakie ćwiczenia, troszkę tylko drabinek i fajne rytmy na pobudzenie na koniec, git!

26.09.2026 Parkrun Młynówka Królewska - Pośmigane w doborowym towarzystwie jako rozgrzewka przed Niedzielą :grinning:

27.09.2026 Bieg 680 Lecia Nowego Targu - Zorganizowali Półmaraton i ten bieg, tak zabezpieczyli trasę, że auto obok Koleżanki przejechało na połówce, na co się oburzyła i złożyła protest, ja pośmigałem jak na obecne warunki chyżo, ale na tym krótszym biegu było mało osób, no nic, zawsze jakieś tam pobudzenie :smiley:

I to tyle z biegania w tym miesiącu.

W październiku dużo imprez, w tym nasz Krakowski Półmaraton, na który Was zapraszam serdecznie!

https://cracoviapolmaraton.pl/?hl=pl

Co do 4Fizjo w Krakowie na Październik, jeszcze oficjalnie nie ma, ale sprzedaję wam przecieki :grinning:

* 02.10

* 09.10 - Lekko przed Półmaratonem

* 17.10 - Urodzinowy, Sobota

Tu oficjalne info:

https://www.facebook.com/4fizjorunners?locale=pl_PL

Również strzelam, że Konferencja może 16, 23 lub 30, obserwujcie, może się info zjawi, jak się zjawi to strona wstanie 😛

https://www.konferencjabiegowa.com/

Troszkę więcej się udało poruszać we wrześniu ,to już jakiśtam progres (88,80km), już jakieś bardziej tempo biegi.

Mniejsze sprawy:

* 3.10 Krwiobieg

https://www.krwiobiegkrakow.pl/

* 4.10 Bieg medyka

https://biegmedyka.pl/

* 18.10 KrakoskiKroks Bieńczyce

https://krakoskikros.pl/

* 25.10 GPK 2026/2027 1/5

https://krakowbiega.pl/

Zdrowia, siły, rekordów i sukcesów WAM ❤️

Pokaż więcej komentarzy (3)

GURU

w Bieganie

101piorunów

PSG GARMIN PÓŁMARATON GDAŃSK

Założenia na ten start były takie: Zacznij konserwatywnie. Pierwsza połowa nie może być wymagająca. Jeśli się nie przepalisz w pierwszej połowie, życiówka powinna być w zasięgu.

Od piątku zaczęłam ładowanie węglowodanów. Tego dnia spożyłam około 540 gram węglowodanów (około 9,5 grama na kilogram masy ciała). W sobotę, było to już około 690 gram węglowodanów (około 12 gram na kilogram masy ciała). Czułam się dobrze, nie odczuwałam obciążonej pracy żołądka i jelit. Spałam bardzo dobrze. Przy takich dniach, gdzie muszę zjeść sporą ilość jedzenia, moją taktyką jest spożywanie większej ilości w pierwszej części dnia, tak by nie zapychać się na noc. Lepiej mi się śpi jak mam uczucie lekko pustego żołądka.

Start półmaratonu był przewidziany na godzinę 10:00. Fala, w której uczestniczyłam, startowała o 10:01. Na miejsce imprezy zjawiliśmy się koło 9:20. Gdy szliśmy w stronę stadionu, minęliśmy się z przyszłą rekordzistką Polski na dystansie półmaratonu, Elą Glinką.

Na miejscu poczyniliśmy takie kroki - kolejka do toitoia, potem przebranie się, pozostawienie depozytu. Zostało 20 minut do startu, przydałoby się rozgrzać. Z racji, że startowało koło 15 000 osób na dystansie półmaratonu, ciężko było znaleźć przestrzeń do potruchtania. Nie rozgrzałam się tak jak chciałam, ostatecznie wyszedł jogging przeplatany marszem z racji wyprzedzania ludzi.

Około 9:50 zameldowałam się w strefie startowej. Przyjęłam żel. Byłam zaskoczona, jak słońce grzało. Pogoda była jak na zamówienie. Znikomy wiatr (!), pojedyncze chmury na niebie. Nawet nie „wychłodziłam” się w oczekiwaniu na start.

10:00, elita wystartowała. Minutę za nią, ruszyła i nasza fala. Jedziemy z tym.Nie było ciasno na początku, co mnie cieszyło, czułam się dosyć bezpiecznie.Z tyłu głowy non stop – biegnij zachowawczo, nawet jeśli Cię niesie – trzymaj się bliżej tempa 4:20. Ma być serio luz.

Pierwszy kilometr wybił. Tempo 4:18. Dobrze, lecimy tak.
Drugi, w 4:16. Ok, ale muszę się pilnować by trzymać bliżej 4:20. Na kolejnym kilometrze mijamy Norbiego z ekipą, którzy nam śpiewają Kobiety są gorące. Dodatkowo pociąg intercity, który jechał wzdłuż drogi którą biegliśmy „zatrąbił” na nas w sportowym rytmie co było pozytywne. Fajny vibe wleciał, przy pełnym słoneczku. Trzeci i czwarty kilometr wbija w tempie 4:16.

Zza zakrętu pojawia się lekki podbieg, przy zieleniaku. Piąty kilometr wpada zatem w tempie 4:22.

Pojawia się pierwszy punkt odżywczy i walka o utrzymanie tempa. Przed Tobą masa biegaczy zwalnia, by złapać kubeczek od wolontariusza. Trzeba wykazać się nie małą cierpliwością wobec innych biegaczy, którzy albo na się wciskają przed Ciebie lub dosłownie przed Tobą zatrzymują się bądź wylewają na Ciebie niechcący zawartość kubeczka. Udaje mi się złapać i swój kubeczek. Próbuję ukształtować go w dziubek by łatwiej przenieść jego zawartość do buzi. Biorę dwa łyki. Oglądam się za siebie czy nikogo nie ma bezpośrednio za mną i wyrzucam kubeczek na „strefę zrzutu”.

Zaraz i wbija szósty kilometr, w tempie 4:16.

Dobra, przede mną zaczyna się podbieg na 7 i 8 kilometrze. Koniecznie zwolnij, nawet jakby to miało być 4:30-4:40. Nie możesz się na nich przepalić. Niech Cię inni wyprzedzają jak chcą. Ostatecznie kilometr 7, 8 i 9 wchodzą kolejno po 4:18, 4:25 i 4:21. Pojawia się symptom delikatnej kolki, podbieg minimalnie dał znać.

Przyjmuję żel chwilę przed punktem odżywczym. Łapię kubeczek i tak samo jak poprzednim, łapię 2-3 łyki wody.

Wybija 10 kilometr, tempo 4:20. Okej, to już prawie połowa. Zaraz kolejny podbieg, nie przyspieszaj.
11 i 12 kilometr wybijają po 4:16 i 4:25. Połowa za mną. Wyczekuję już skrętu w okolicach 13 kilometra. Tam, bieg już zaczyna się bardziej z górki i trasa zaczyna zawracać na stadion.

Jest i on, zaczyna się zbieg. Grawitacja i zbieg sprzyjają mi, wymijam coraz to więcej biegaczy. 13 kilometr wchodzi po 4:11.
Wiem, że to nie jest już czas na dalsze trzymanie bezpiecznego tempa. Należy chociaż minimalnie przyspieszyć, dalej z pokorą ale to już ten czas na lekkie nadgonienie czasu.

14, 15 i 16 kilometr wpadają po 4:16, 4:19, i 4:13. Na 16 kilometrze, wyprzedzam jakąś kobitkę, która woła do mnie „Super Ci idzie, świetna robota”. Było to bardzo miłe z jej strony.

Przed 17 kilometrem mijam ostatni punkt odżywczy i tak ja przy poprzednich, łapię kubeczek i biorą kilka łyków wody.

Grupy biegaczy są już bardzo rozrzedzone, w większości jest to bieg samotny gdzie czasem ja kogoś wyprzedzam, czasem ktoś mnie. Muszę już się pilnować i skupiać, aby trzymać tempo w okolicach 4:15, robi się coraz miej luzu.
17 i 18 kilometr wchodzą kolejno po 4:15 i 4:14

Widzę już w oddali stadion. Wiem, że jest to już kwestia parunastu minut i jestem na mecie. Jeszcze tylko „pokonać” podbieg na wiadukt i jesteś w domu. Zaczynam podbieg. Zwalniam, bo jest serio solidny. Staram się nie myśleć o tym, jak długi on jest. Po prostu trzymam rytm i krok za krokiem lecę. Szczyt już coraz bliżej. Wybija 19 kilometr, tempo 4:18. Oddech coraz cięższy. W końcu, udało się, teraz będzie z górki.

Chcę przyspieszyć, ale brzuch zaczyna mi puszczać. Okropnie mnie zaczynają boleć mięśnie brzucha. Każdy krok i napięcie, to kłucie po obu stronach bioder. Kurde, to już tylko około 1,5 kilometra. Brakuje mi przestrzeni do przyspieszenia, ból za bardzo mi wpływa na głowę.Wybija kilometr 20, tempo 4:21.

Zaczyna się katorga, mięśnie przy żebrowe również zaczynają boleć. Normalnie jakbym miała kilka kolek na brzuchu. Dodatkowo bardzo mi się dłuży trasa, są to same zawijasy wokół i po stadionie. Za każdym zakrętem liczę na to, że zobaczę już metę. Każde kolejne 100 metrów to po prostu walka by nie zwolnić.

Ostatnie półkole wokół stadionu. Tłum wiwatuje. Słyszę spikera. Zegarek wybija 21 kilometr – tempo 4:26. To już tylko sekundy.

Przekraczam linię mety. Od razu przechodzę na bok, i padam na czworaką pozycję by dojść do siebie. Wynik netto: 01:31:15. Po chwili wstaję i idę odebrać medal. Jest genialny, świetnie się prezentuje.

_Nec temere, nec timide_ – taki napis widnieje z tyłu medalu. Jest to oficjalna łacińska dewiza Gdańska, która oznacza „Ani zuchwale, ani tchórzliwie” (lub w swobodniejszym przekładzie: „Bez strachu, ale z rozwagą”).
I dokładnie tak, bym opisała ten bieg.

Pokaż więcej komentarzy (30)

GURU

w Bieganie

72piorunów

Dziś mija równo 3 lata, od przebiegnięcia mojego pierwszego maratonu. Ale ten czas leci. 😃
Piękna to była przygoda, 4 miesiące przygotowań pod złamanie 4 godzin. Na metę wbiegłam z zapasem około 40 sekund, do samego końca nie byłam pewna czy uda mi się złamać tą magiczną barierę.
Po żadnym innym biegu, nie czułam się tak zmęczona i obolała jak wtedy. Żadne 50 km ani bieg na 101 kilometrów tak bardzo nie wycieńczyły mojego ciała jak ten start.
Maratony uliczne to ciężka sprawa. Jeśli biegniesz po życiówkę, ciało doświadcza ekstremum wycieńczenia. W moim przypadku układ nerwowy mocno dostaje. Około miesiąc po starcie słabiej śpię, tętno ciągle mam podwyższone. Kilka razy powtórzył się u mnie schemat, że dwa dni po maratonie dostaje zatrucia pokarmowego.

W chwili obecnej nie planuje żadnego maratonu pod życiówkę. Dopóki nie będę w stanie wytrenować swojej formy na złamanie 3 godzin, nie bawię się w ten dystans. Za dużo kosztuje on dojścia do siebie w moim przypadku.

Pokaż więcej komentarzy (14)

Tytan

w Bieganie

48piorunów

Dawno mnie tutaj nie było, ale część osób może mnie jeszcze kojarzyć z wpisów o bieganiu 😅

Przez ostatni czas dłubałem sobie po godzinach przy pewnym pomyśle i w końcu stwierdziłem, że spróbuję zrobić z tego mały projekt.

Robię personalizowane ramki z przebiegniętych zawodów - w środku jest grafika z wynikiem, a sama trasa z pliku GPX jest fizycznym wydrukiem 3D naklejonym na mapę.

Pomysł wziął się po prostu z tego, że sam biegam i zawsze trochę szkoda mi, że po zawodach zostaje wynik na Stravie, medal wrzucony do szuflady i kilka zdjęć w telefonie. Chciałem zrobić coś, co można normalnie postawić albo powiesić na ścianie.

I zanim ktoś napisze: tak, oczywiście, że coś takiego można zrobić samemu 🙂 Jeśli ktoś ma drukarkę 3D, chce pobawić się GPX-em, przygotować grafikę, wydrukować wszystko i poskładać - zdecydowanie można. Ja po prostu ogarnąłem cały proces tak, żeby ktoś mógł podesłać trasę i wynik, a dostać gotową ramkę.

Jestem dopiero na początku i bardzo chętnie przyjmę konstruktywny roast od tutejszych biegaczy — zarówno samego pomysłu, jak i wykonania.

A skoro pokazuję to tutaj, to zrobiłem też mały bonus dla Hejto: kod HEJTO10 daje 10% rabatu na ramkę.

Projekt nazywa się **twojbieg.pl**.

Jeśli ktoś ma za sobą jakiś bieg, który szczególnie dobrze wspomina, to chętnie zobaczę też, co byście oprawili u siebie.

Pokaż więcej komentarzy (14)

GURU

w Bieganie

105piorunów

Wizz Air Warsaw Praski Night Half Marathon

No to tak. Od paru edycji obserwowałam ten bieg i postanowiłam, że w tym roku go przebiegnę, bo po prostu podobała mi się impreza. Zgadaliśmy się ze znajomymi na szybki wypad do WWA gdzie każdy z nas pobiegnie po swoje i przy okazji miło spędzimy weekend.

Jakie było moje założenie wobec tego biegu? Test formy, start typu „B”. Sprawdzić, gdzie teraz jestem i nad czym mogę popracować na kolejne półmaratony, które biegnę w sezonie jesiennym. Nie ukrywam, nastawiałam się na życiówkę (czyli poprawę mojego wyniku z przed roku, 01:31:33). Cichym marzeniem było złamanie 1:30. Forma ostatnimi tygodniami rosła, czułam się świetnie.

Start półmaratonu zaplanowany był na 20:30.

Prognoza pogody zapowiadała się conajmniej koneserska. Mocne porywy wiatru i przelotne burze. Lekki stresik był, ale nie ma co - każdy uczestnik ma taką samą pogodę, jesteśmy w tym razem.

O 20:00 poleciałam się rozgrzać, przetruchtałam koło 2 kilometrów, w tym kilka przyspieszeń do docelowego tempa. Niestety nie czułam aby jelita się pobudziły ale i tak poszłam w kolejkę do toi toia. Kartofelki odcedzone, brak symptomów aby murzyn piłował kraty - dobra, to czas polecieć się do swojej strefy startowej. Przyjmuję żel izotoniczny. Ustawiam się w pobliżu zajączka na 01:30:00. Postanowiłam, że zaryzykuję i polecę z nim.

Odliczanie. Strzał. Startujemy.

Pierwszy kilometr, to jest walka z tłumem biegaczy. Uwaga, by nie dostać z łokcia, nie wpaść na czyjeś nogi, wyminąć sprawnie osobę przed Tobą która startuje z wolniejszym tempem niż Ty czy nie zostać zepchniętym. Do tego jeszcze starasz się wyczuć tempo które sobie założyłeś. Powiedzmy, że mała walka o przetrwanie w tłumie.

Doganiam zająca. Staram się utrzymać pozycję nie na początku grupy, nie na końcu, a w środku. Tak aby być osłonięta przed powietrzem.

Mija pierwszy kilometr, drugi. Staram się łapać „luz”. Jest spoko, ale czuję, że, no dosyć żwawo. Tempo 4:12.

Kilometr trzeci, pierwsza stacja nawadniania. Łapię od wolontariusza kubeczek z wodą, wylewam połowę, robię dziubek i sprawnie wlewam sobie do buzi zimny łuk wody. Przy okazji uważam na kroki, bo cały odcinek jest pełen wyrzuconych kubeczków, czego nie lubię. Zawsze odbiegam na bok i rzucam kubeczek „obok” trasy, tam gdzie biegacze nie tuptają. Tym razem również tak zrobiłam.

Wracam do pacera. Wiem, że teraz lecimy ciągle prosto, aż do nawrotki na 8 kilometrze. Wiem, że będzie mi się to „ciągnęło” mentalnie. Mija 4, 5 kilometr. Cholera, czuję, że minimalnie przekraczam granicę. Czuję charakterystyczny ciężar na brzuchu, w momencie kiedy przekraczam swój próg. Mijamy 6 kilometr i decyduję minimalnie zluzować tempo. To jest również czas na przyjęcie żelu. Pacer zaczyna mi z grupą pomalutku odjeżdżać, a ja zaczynam się trzymać tempa bliżej 4:20. Jest i wyczekiwany przeze mnie kilometr 8 oraz nawrotka. Wyczuwam, że jest widmo kolki na wątrobie. Luz luz luz, potrzebuję więcej luzu.

I wtedy pojawia się on - krecik zaczyna pukać w taborecik.

No to za⁎⁎⁎⁎ście. Jedziemy z tym. Czyli trzeba jeszcze więcej luzu jeśli nie chcę doświadczyć afery fekalnej. Kojarzę, że w okolicach 14 kilometra powinien być toi toi. Zaczynamy wielkie odliczanie do niego. Do tego kilometra, udaje mi się trzymać tempo w okolicach 4:25.
Dłuży mi się ten odcinek. Ale w końcu, na ulicy Francuskiej jest dużo większy doping, który mentalnie bardzo pomaga wytrwać pół kryzys.

Jest, widzę go! Decyzja, zatrzymuję się na nim czy ryzykuję i lece dalej?
Rozum vs Determinacja.
Wygrał Rozum. Dobra, bezpieczniej będzie zrobić ten taktyczny pit stop. „Zjadł” mi on około 50 sekund, bo po wybiegnięciu zaraz Garmin wypikał mi kilometr zrobiony w 5:17.

I to była bardzo dobra decyzja. Od razu poczułam się lepiej. Co prawda, nie wróciłam do tempa z początku, ale była werwa i chęć walki. Jak czułam że robi się ciężej, minimalnie zwalniałam i szukałam luzu. Jak był luz, starałam się wyprzedzać ludzi z przodu.

Na 18 kilometrze, zobaczyłam twarze moich znajomych jak mi kibicowali, dało mi to chwilowego boosta. Zaraz po tym, zaczął się podbieg na wiadukt. Nogi były już tak zmęczone, że czułam jak mi się plączą pod sobą na nierównościach asfaltu. Na tym odcinku mijałam sporo zawodników, których profil chwilowo pokonał gdyż maszerowali. Po dłuższej chwili zarządzania zmęczeniem i wytężonego skupienia jak nigdy - skręciliśmy w zbieg. Nareszcie, chwila luzu i możliwości przyspieszenia. Już kręciliśmy się pod Stadionem Narodowym, było słychać w oddali imprezę z mety. Kolejny chwilowy boost, gdy wiesz że zbliżasz się do końca bo niemalże go widzisz(słyszysz). Udaje mi się mijać kolejne osoby. Po 19 kilometrze, jest kolejny punkt odżywczy z wodą. Nie korzystam, jestem już zbyt blisko końca. Jeszcze jedna nawrotka. I kolejna. Okej jeszcze tylko 2 kilometry. Jeszcze tylko jedna mila. Jeszcze tylko półtorej kilometra. Jeszcze tylko około 6 minut. Odliczanie do końca. Dystans malał, ból rósł. Dobra, wchodzę w zakręt do mety. Ostatnie 200 metrów do mety. Jedziemy ile fabryka dała. Ostatnie przyspieszenie. Z serducha.

Przekraczam linię mety.
Wynik netto 01:32:23.
Średnie tempo biegu: 4:23 min/km

Od razu przechodzę na bok, łapię się za barierki, spuszczam głowę i dochodzę do siebie przez minutę. I cieszę się, że mam to za sobą. Po chwili, idę odebrać medal, zabrać fanty z strefy finishera (woda, izo, banan i jakieś ciastka zbożowe). Czas poszukać mojego lovely @scorp

Półmaraton Praski przeszedł do historii.
Czy polecam imprezę? Jak najbardziej. Jest całkiem z pompą zrobiona, miasteczko biegacza bardzo duże, adidas dużo kasy tam wrzuca widać.
Trasa taka średnia w mojej opinii, prawie połowa bez kibiców i w większości „prosta” czyli biegniesz daleko przed siebie.
Biegaczy bardzo dużo, na połówce wystartowało chyba ponad 10k uczestników. Jeśli lubisz duże biegi, to ta impreza jest jak najbardziej warta uwagi.

Wynik który uzyskałam, jest moim drugim najlepszym czasem na półmaratonie jaki kiedykolwiek uzyskałam. Ciekawe, czy gdyby nie pauza w toi toiu - to czy nie byłoby jednak PR. 😃 Ostatecznie pogoda nie była taka okropna jak się zapowiadało. Z burzy nic nie było, raz przez chwilę pokropiło. Ale wiatr dawał czasem konkretnie na twarz, to przyznaję.

Wiem, nas czym teraz treningowo muszę się skupić. Dłuższe treningi tempowe. Większa wytrzymałość podprogowa. Nad tym będę pracować w najbliższych tygodniach.

Czy jestem zadowolona z biegu? Tak.
Czy mogło mi pójść lepiej? Uważam, że tak.

Nie każdy bieg czy inne wydarzenie sportowe musi kończyć się życiówką, alertem PR i fajnym wpisem na stravie. Tak wygląda życie. Wyciągam wnioski i lecę dalej.

Pokaż więcej komentarzy (19)

Osobistość

w Sztafeta

30piorunów

30 962,39 + 11,73 + 3,38 + 5,01 + 4,26 + 4,98 + 5,65 + 5,01 + 5,40 = 31 007,81

Hejo Truchtaczki i Truchtacze oraz Biegaczki i Biegacze :grinning:

W tym miesiącu ciąg dalszy rehalibutacji Achillesa u mnie, już sobie to podzieliłem na zestawy A i B... chyba kiedyś tu opiszę moje niezdarne próby ogarnięcia tematu :grinning:

01.08.2026 Młyn Trail Michałowice - W tym roku pobiegłem 11k, by nie szarżować za bardzo, efekty biegu czułem jedynie 3 dni... ech

Śmigaliśmy w fajnym grupowym towarzystwie, mi się nawet udało końcówkę trasy pomylić, bo gpx swoje a trasa tegoroczna swoje :open_mouth:

https://wmichalowicach.pl/mlyntrailmichalowice/mlyn-trail-michalowice

07.08.2026 4Fizjo Runners Kraków - Rafał Sułkowski - Sprawność :smiley:

15.08.2026 Parkrun Młynówka Królewska - Dawno 5ki nie pobiegłem poniżej 23 minut na parkrunie :grinning:

21.08.2026 4Fizjo Runners Kraków - Rafał Sułkowski - Sprawność

22.08.2026 Parkrun Młynówka Królewska - Tu spokojniejsza Piątka

22.08.2026 VII Bieg Nocny GPK - 5k - O dziwo raz w życiu GPK w wersji sucho!!! :open_mouth: -

P.s. Zapisy na XV edycję już trwają:

https://krakowbiega.pl/

29.08.2026 Parkrun Młynówka Królewska - Świętowaliśmy 150tkę, a za miesiąc 3 lata, zapraszam, co Sobotę o 9 na Filtrowej :grinning:

29.08.2026 Nowa Huta w Czterech Smakach - Lato 5k - Wieczorny bieg w Przylasku Rusieckim, nawet fajniejsza trasa niż te krzaczory pod NCK w wersji Wiosna, spoko!

Tym oto sposobem przebiegłem niedużo (45,41km) w Sierpniu , ale za to wolno :grinning:

Co do roweru... ech to by musiał być osobny wpis 😉 (1500km w terenie + 6h tygodniowo na chomiku...)

I tak to się powoli żyje na tej wsi :grinning:

Nadchodzące imprezy w Małopolsce możecie obczaić na profilu Rozbieganej Małopolski jakby co ^_^

https://www.facebook.com/permalink.php?story_fbid=pfbid037egbAgVxjS867qGFvGveeci3wTg5QagNDjXXPvYT25k7F5KAE6P9aJg9rFv265Jfl&id=61576865697218

Mimo tego, w tym tygodniu Sobota i Niedziela w Krakowie: (Wczoraj ruszył wirtualny a w ubiegły weekend był bieg stacjonarny w Warszawie)

Poland Business Run

https://polandbusinessrun.pl/

Za tydzień PKO Charytatywny: (12 Września - Sobota)

https://bankomania.pkobp.pl/bieg-charytatywny/

Za dwa tygodnie 3 kopce: (20 Września)

https://biegtrzechkopcow.pl/

Zdrówka dla Was przede wszystkim!!! \\o/ \\o/

Osobistość1piorunów

Jeszcze Wam Krakowskie 4Fizjo zareklamuję :D

W tym miesiącu aż trzy okazje by poćwiczyć sprawność pod bacznym okiem Rafał i Sułkowski Running Team

Ten piątek (4 Września) 19:00 Tauron Arena

https://www.facebook.com/events/1713012879955904/1713012893289236

Nadchodzący piątek (11 Września) 19:00 Tauron Arena

https://www.facebook.com/events/1713012879955904/1713012883289237

Piątek za 3 tygodnie (25 Września) 19:00 Tauron Arena

https://www.facebook.com/events/1713012879955904/1713012886622570

W międzyczasie w piątek za 2 tygodnie (18 Września) kolejna Krakowska Konferencja Biegowa i prelekcja Dawid Malina (A to nie byle kto! Jeśli śledziliście UTMB w zeszły weekend: https://bieganie.pl/.../dawid-malina-piaty-na-mecie-i.../ ), zapraszam:

https://konferencjabiegowa.com/

ErrorFacebook
Pokaż więcej komentarzy (3)

GURU

w Hydepark

36piorunów

Nike Vomero 18

Nowy nabytek w mojej stajni biegowej. Polowałam na nie od paru tygodni na zalando lounge i w końcu się udało. Jeden z popularniejszych modeli butów do biegania ostatnimi czasami. Nadają się do easy, dla początkujących dobry all round. Mocno amortyzowane.
Przetestuję je prawdopodobnie jutro. 😃

Moja druga para najaczy w „karierze” biegowej. Pierwsze to były pegasusy 39, które były zarówno i moimi pierwszymi butami kupione konkretnie pod bieganie.

Zapłaciłam 349 pln.

Pokaż więcej komentarzy (10)

GURU

w Bieganie

75piorunów

Oba biegi dzieli 3 lata różnicy (no, bez kilku dni). Ten na dole, jest to mój pierwszy nie oficjalny "wyścig" na 10 kilometrów, po kilku miesięcy stażu biegania. Nie oficjalny, bo nie był to bieg w żadnych zawodach, po prostu wyszłam na bulwar z zamiarem spróbowania złamania 50 minut na dychę. Co się udało z lekkim zapasem. Pamiętam do dziś, jak bolało. Jeszcze wtedy zdarzało mi się biegać wieczorami. :grinning:
Dziś, przebiegłam ten sam dystans, z tym samym czasem, z bardzo dużą lekkością. Tętno ledwo wbite w Z2.

Trzy lata konsekwentnego i odpowiedniego treningu. Liczby mówią same za siebie. Kocham progres, prawie tak jak @scorp

Czy to oznacza, że za kolejne 3 lata będę biegać biegi spokojne w tempie dychy na której PR zrobiłam 2 tygodnie temu? Niestety nie będzie to takie już proste. Progres z wyśrubowaniem rośnie coraz wolniej. Ale dalej rośnie. I ja do tego dążę i będę dążyć. 😉

Twórca0piorunów

@Trypsyna jakto!? masz więcej mięśmi, a mniej kalorii spaliłaś? Żyłem w przekonaniu, że buduje się mięśnie, aby można było więcej ciastek jeść.

Pokaż więcej komentarzy (11)

Osobistość

w Sztafeta

27piorunów

27 166,43 + 5,01 + 5,80 + 11,48 + 5,00 + 7,22 + 8,60 + 5,02 + 5,06 = 27 219,62

Czołem truchtacze i truchtaczki oraz biegacze i biegaczki!!! :smiley:

U mnie ciągle rehab, jak idzie świetnie to sobie zawsze wymyślam wyścig, żeby kolejnego dnia z rana się wkurzać lekko na siebie, ale idzie ku dobremu :grinning:

Gorąc okrutny, warunki nie sprzyjają szybkiemu bieganiu, a mi zostały biegi progowe by podtrzymywać formę heh 😉

Imprezki Lipcowe:

03.07.2026 - 4Fizjo Runners Kraków - Rafał Sułkowski - Sprawność, ćwiczenia z gumami, drabinka, płotki piłkarskie i na koniec krótkie podbiegi.

04.07.2026 - Parkrun Młynówka Królewska - Coraz bardziej żwawe bieganie w upale :smiley:

04.07.2026 - Turbacz Summer Trail 2026 - 12k - Towarzysko ze znajomymi, z zalet, dobrze zabezpieczona trasa, z wad, niebezpieczne strome zbiegi, trzeba uważać, przetruchtane, zjedzone poziomki i borówki na trasie, grzybów nie nazbieraliśmy :grinning:

https://turbacztrail.pl/wydarzenie/tst2026/

11.07.2026 - Parkrun Warszawa Praga - Najszybszy od dawna, piękny Park Skaryszewski (Blisko Wedla <3), ale powtarzalne 4 pętle. Przed metą muzyka z głośniczka JBL akurat uruchomiła "Ein Zwei Drei, Polizei :dagger_knife:D, koledzy dziękowali za pogonienie do mety 😛 )

11.07.2026 - Trening do Poland Business Run z Salomon i Amer Sports - Truchtanie, elementy plyometrii i więcej truchtania. Na starcie był Dyrektor PBR na Warszawę - Kamil Bąbel :smiley:

14.07.2026 - 4Fizjo Runnners Warszawa - Bartosz Olszewski - Z okazji urlopu odwiedziłem Agrykolę, troszkę sobie pośmigałem pod okiem mistrza :open_mouth: Mocny trening wpadł, muzyka z Kombacika i Pumpa chyba im się podobała, szczególnie "Pretty Woman" ❤️

18.07.2026 - Parkrun Młynówka Królewska - Najszybsza Młynówka w tym roku, żwawo!

25.07.2026 - Parkrun Młynówka Królewska - Tutaj mi kolega mówił Prr, no ale ciężko wolniej jak się robi raz w tygodniu.

I to tyle, bo nie mogę za dużo z tą nogą heh.

Swoją drogą dostałem na ciągnące boczne taśmy ćwiczenia na wyciągu na poślady, chyba działa, zobaczymy z czasem...

Nie ugotujcie się w upałach, zdrówka!!! ❤️

\\o/

P.s. Kilometraż za lipiec to 53,19 ... za to zastępczy rowerowy... oj spory, także ten, tlen się trzyma 😛

Autorytet

w Hydepark

22piorunów

Właśnie pobiegałem, ale mi się dobrze na ciele zrobiło ʕ•ᴥ•ʔ
Dodatkowo wziąłem ze sobą psiura i miałem dodatkową motywację. Chyba będzie trzeba częściej brać gnoja na takie "spacery".

GURU

w Bieganie

267piorunów

Debiut i Zwycięstwo – Ultramaraton 101 km

Wystartowaliśmy kilka minut po 21:00. Temperatura przyjemna, słońce już zaszło, jeszcze całkiem widno było. Pierwsze kilometry wzdłuż morza, po plaży na przemian z wbieganiem po górkach kępy Redłowskiej i klifów Orłowskich. Po 5 kilometrze czas na pierwszy żel. Generalnie miałam taką zasadę, aby przyjmować coś do jedzenia co 5-6 kilometrów (Miałam ze sobą żele, batoniki, żelki i ciasteczka zbożowe). Pod drzewami już zauważalnie ciemno, czołówka poszła w ruch. Trasa pokręciła nas po Kolibkach. Koło dyszki wsunęłam batonika. Zdobyłam „kolegę” który mi towarzyszył do 54 kilometra. Okazało się, że nie ma żadnego sportowego zegarka z wgranym GPX, zatem leci tak jak znajdzie oznaczenie trasy (odważnie). Zostałam jego nawigatorem. 1 Punkt odżywczy na 13 km. Uzupełnienie softflasków na maksa, wsunęłam 2 kawałki sera, dwa paluszki, banana, kilka chipsów. Spojrzałam na mapę trackerów uczestników i zauważyłam, że chyba jestem pierwszą babą (chyba, bo na początku dosyć świrowały te nadajniki i niektórych pokazywało absurdalnie daleko). Dobra, to trzeba się zbierać. Na punkcie spędziłam nie całe 5 minut. Złapałam jeszcze krówkę na drogę.

Kilometr 14-15 – wykręciłam prawą kostkę. Poczułam charakterystyczne, nie mocne, chrupnięcie w kostce (miałam zza czasów szkolnych 2x skręconą kostkę i znam dobrze ten moment). Przez ułamek sekundy już miałam, a co jak to będzie już DNF? To fajny miałaś ultramaraton. Dwóch Panów (w tym koleżka) od razu mnie złapali z troski, gdyż delikatnie się przewróciłam pod wpływem przekręcenia kostki za co dziękuję. Stwierdziłam, że lecę dalej, „rozbiegam”. No i faktycznie, po 300-400 metrach kulejącego truchtu ból zszedł. Dalej na punktach obserwowałam tą kostkę, czy pod wpływem chwilowego odpoczynku kostka nie zaczyna puchnąć, bądź pod wpływem powrotu do pracy nie odczuwam jakiegoś strukturalnego bólu. Nic takiego nie wystąpiło w trakcie biegu.

Generalnie nie patrzyłam na cały dystans na zasadzie „ile mam jeszcze do zrobienia”. Dzieliłam wszystko na zasadzie „od punktu odżywczego do kolejnego punktu”. Jak wybiegałam z pierwszego punktu, to wiedziałam, że mam teraz do zrobienia 19-20 km do kolejnego i tego się trzymałam. Jeszcze 15 km, jeszcze dyszka, o już mniej niż dyszka, o jeszcze tylko 3, jeszcze 1 to pewnie zaraz będę widziała go w zasięgu wzroku. Czasem w skali całości widziałam pewne „check pointy” typu, przy 25 – o już ¼, przy 33 – już 1/3 – przy 50 – o, już większość za mną. No i tak tak sobie żyłam od punktu do punktu.

Ciemność wszędzie, noc wszędzie. Czołówka chodzi non stop. Nie chcę drenować baterii, więc jak biegnę/maszeruje odpalona jest na mniejszej mocy. W momenci gdy jest zbieg – odpalam na mocniejsze świecenie. Nie chcę mocno drenować baterii (miałam na zmianę, ale chciałam dopiero zmienić na spokojnie na punkcie odżywczym, gdzie nie będę musiała się bujać z oświetleniem rąk). Koleżka trzyma się mnie stale. Biegnie jakieś kilka metrów za mną. Jak przechodzę do marszu, to on również. Generalnie nie przeszkadza mi to, w sumie to nawet się cieszę że nie jestem sama w lesie, jest mi trochę raźniej bo dookoła nie widziałam żadnych biegaczy na horyzoncie. Czasem zamieniamy parę słów, informuję go gdy np. zapowiada się większa górka. Podczas wchodzenia na jedną z nich, koleżka mówi że na tych biegach ultra to faktycznie te kijki by się przydały. Mówię że moje czekają na mnie na przepaku, bo w drugiej połowie będzie dużo chamskich podejść, teraz jest lajcik. Koleżka mówi że nie ma przepaku i z rozmowy wyszło, że to jest jego pierwszy ultramaraton. Spytałam się go, czy nie myślał o tym aby najpierw zrobić coś krótszego typu 50-70 km, na co stwierdził że po prostu ta stówka się do niego od razu uśmiechnęła. Btw, to nie był jakiś młody koleś – na moje oko, około 40 latek. Miał ze sobą również (na szczęście) 1 softlaska, z czego zażartował bo zastanawiał się czy jest sens aby go brał.

Dobiegliśmy na drugi punkt odżywczy na 32-33 km. Zapytałam się wolontariuszy, czy była tu przede mną jakakolwiek inna baba z dystansu 100km. Odpowiedź brzmiała że nie, jestem pierwsza. Fajnie fajnie, czyli trzeba działać sprawnie. Zrobiłam siku w toi toiu, zjadłam zupę pomidorową i wypiłam herbatę zrobioną z granulatu. Chyba coś jeszcze przekąsiłam ale już nie pamiętam. Uzupełniłam płyny w softflaskach, wymieniłam baterię w czołówce. Zabrałam ze sobą dwa żele firmy Ale. Pod koniec mojego pobytu przybiegły 2 babeczki z dystansu 100 km. Wiedziałam, że muszę uciekać. Na punkcie spędziłam około 9 minut.

Odliczanie do kolejnego punktu odżywczego (wraz z przepakiem) – 22 kilometry przede mną. Odcinek między 40 a 50 kilometrem był trochę cięższy dla mnie. Byłam zmęczona, ale pod kątem snu. Podczas marszu, czułam oczy jak do snu, podczas truchtu było trochę lepiej. Ciemność dookoła też nie pomagała. Przyszło mi na myśl czy by już nie spożyć żelu z kofeiną dla pobudzenia, ale stwierdziłam że „przemęcze” się jeszcze te kilka kilometrów do kolejnego punktu, bo w planie było po nim przyjąć go. Sporo również było odcinków ewidentnie mniej uczęszczanych przez ludzi (w końcu już bardziej po okolicznych wiochach biegaliśmy) więc te podłoże też było dla mnie nie zbyt bezpieczne. Ścieżki z dużą ilością liści bądź wysokiej trawie, krzaczkach. Z uwagi na „nieuwagę” wcześniej i incydent kostkowy wolałam trochę przejść te mniej czytelne ścieżki.

Miałam nawet delikatne omamy pod koniec. Nie były to na pewno halucynacje, ale mózg już łatwo przyswajał dosyć niecodzienne rzeczy. Biegnąc sobie lasem, już niebo robiło się coraz jaśniejsze i powoli można było poszczególne kształty wyszczególniać swoim wzrokiem - Zauważyłam jakąś kłodę z 50 metrów przede mną, obok trasy. Na tej kłodzie był jakiś kształt i mój mózg przyjął oraz zaakceptował informację że to jakaś czarnowłosa typiara, nawet widziałam jak ręką ruszyła co mnie "utwierdziło" że to nie są omamy. W momencie jak przebiegałam, okazało się że to były korzenie z innego konaru opierający się o ten konar nr 1. Miałam bekę, że nawet nie przyszło mi na myśl nic racjonalnego typu - hmm mamy 3:00 i to by nie było zwyczajne że jakaś laska w środku lasu w jakiejś dziurze może tu siedzieć. xD

W okolicach 50 kilometra zrobiło się już wystarczająco jasno, że można było już wyłączyć czołówkę. Wybiegliśmy już na otwartą przestrzeń wśród pól. Koleżka chyba robił się już zmęczony, bo odległość między nami się zwiększała. Wybił 50 kilometr – najs półmetek za mną. I wtedy pojawił się on, punkt odżywczy nr 3 wraz z przepakiem.

Klasycznie uzupełnienie softflasków. Kubek kawy (czas zażyć kofeinę i odpalić ogień w d⁎⁎ie, wcześniej nie przyjmowałam w ogóle kofeiny jak i przed biegiem również nic). Kubek napojów. Pierogi ruskie haps, ser w kawałkach, mini pączusie i coś jeszcze, ale już nie pamiętam. Obsługa mówi, że kobieta nr 2 ma jakieś 2 km do punktu. Trza się streszczać. Odpalam przepak, uzupełniam jedzonko, zabieram powebanka wraz z kablem i przejściówką do Garmina i kijki do biegania. Poza tym w przepaku miałam jeszcze: buty na zmianę, spodenki na zmianę, 2 pary skarpet, chusteczki, plastry – wszystko awaryjnie.

Biorę w łape pół drożdżówki i zaczynam etap kolejny, 24 km.

Czuję się mocno nakręcona faktem, że dalej utrzymuję K1. Odpala mi się lekka rywalizacja. Zadebiutować i wygrać? I’m in. Przyjmuję zaraz żel z kofeiną (200mg kofeiny). Po kilometrze już ~murzyn~ pigmentododani piłuje kraty. Po chwili znalazłam „ustronne” miejsce. Dreptam sobie na płaskim i z górki. Na podejściach nie forsuje się, aktywnie maszeruje z kijkami. Zaczynają się chamskie podejścia. Nie patrzę się nawet w górę, skupiam wzrok na wysokości stóp i spokojnie krok za kroczkiem przemieszczam się wraz z wsparciem kijków. Pragnienie zaczyna rosnąć, od 70 kilometra nie mogę się doczekać punktu odżywczego. Mam jeszcze trochę płynów, ale muszę powoli je oszczędzać. Te 7-8 kilometrów delikatnie mi się dłuży. Na 77 km za każdym zakrętem wyczekuję już punktu.

W końcu jest i on, ostatni punkt odżywczy. Uzupełniam softflaski, piję sporo płynów. Siku w toi toiu. Jem wszystkiego po trochu co jest dostępne na punckie. Dziewczyny z obsługi mnie informują, że mam około 25 minut przewagi od kolejnej kobiety na trasie. Na punkcie spędziłam nie całe 10 minut. Trochę opita i podjedzona ruszam. Siły witalne powracają. Odpalamy final countdown, lecimy już do mety, już tylko lekko ponad półmaraton.

Do 85 kilometra jest naprawdę za⁎⁎⁎⁎ście. Wiadomo, czuję jakieś zmęczenie – ale czy by było to po 40, 60 czy 80 kilometrach – czułam się tak samo. Również całkiem fajną ogólną stawkę w zawodach utrzymywałam. Kręciłam się koło 20 slota na prawie 100 osób które wystartowało. Na 85 kilometrze pojawia się ściana płaczu (boczne wejście na długą góre w Gdyni), które jest przeokrutne. Na podejściu nie widać szczytu, profil bardzo stromy i do tego brak ścieżki, trzeba po starych liściach się przemieszczać. Po kilku minutach walki jestem na szczycie. I pojawia się on – kryzys.

Fizyczny – Nie jestem w stanie biec. Prawa stopa zaczęła mi się odzywać podczas biegu. Czułam taki „strukturalny” ból między piętą z kostką. Zmartwiłam się, czy to nie jest jakieś przemęczenie i nadwyrężenie naruszonej już kostki 70 kilometrów temu. Po jakimś czasie i druga stopa dokładnie w tym samym miejscu zaczęła mnie boleć więc uspokoiło mnie to pod kątem tamtej myśli. Po prostu, jakieś zmęczenie strukturalne. No nic, maszeruje zatem, i próbuję podtruchtać co jakiś czas chociaż te 100-200 metrów.

Wtedy wchodzi on, kryzys mentalny. Zaczęło się robić gorąco, ale nie odczuwałam tego. W lesie dosyć schowanie byliśmy od słońca. Bezpośrednio temperatura nie przeszkadzała mi. Ale tak bardzo chciało mi się pić. Nigdy nie miałam takiego pragnienia. Marzyłam o tym, by wziąć i haustem coś wypić ile się da. Miałam w softflaskach jeszcze sporo płynów, ale musiałam to rozsądnie rozdysponować aby do mety mi starczyło. To mnie tak mentalnie bolało, że nie mogę się napić. Co brałam łyk wody, to po chwili czułam suchość w ustach. Kryzys mentalny wzmagał też fakt, że przez to, że będę więcej maszerować i tym samym droga do mety zajmie mi więcej czasu – naszły i obawy czy w ogóle to co mam to czy mi starczy?

Przy którymś zejściu z lasu, przed 90 kilometrem, pojawił się on. Wybawca.

Obcy koleś, przyjechał z zgrzewkami wody i rozdawał je zawodnikom. Bardzo mu podziękowałam, bardzo tego potrzebowałam. Naraz wypiłam ciągiem. Po chwili od razu lepiej mi się zrobiło. Za jakieś 5 kilometrów spotkałam drugiego Pana w środku lasu który miał baniak wody i również pomagał zawodnikom. Również skorzystałam z pomocy. To nie były osoby z organizacji biegu. Jestem bardzo im wdzięczna za taką pomoc.

Człapałam się jakoś, kilometr za kilometrem. Sporo ludzi, zdecydowanie „żywszych” mijało mnie, byli to zawodnicy z krótszych dystansów. Co było dla mnie ciekawe, chyba tylko 1 biegacz z mojego dystansu wyprzedził mnie podczas mojego marszu. Czyli nie tylko ja umierałam. Na początku tego piekła, miałam w głowie, że mogę sporo wypaść z stawki.

95 kilometr, 96 kilometr, 97 kilometr, wielkie odliczanie do końca. Jest i on 99 i zaraz 100 kilometr. Do mety tylko 1,5 kilometra. Trasa już sprowadza do miasta. Jestem na chodniku, zmierzam do mety. Chcę podbiec, ale jest to bardzo bolesne. Dopiero na ostatnich 450 metrach, zaczynam truchtać – wiem że muszę to przecierpieć, to już koniec. Wbiegam na murawę Stadionu Rugby po godzinie 12:30, Speaker mnie woła przez mikrofon. Przekraczam linię mety. I dostaję kubeł zimnej wody na łeb :grinning:

Tak o to, pokonałam dystans 100 kilometrów. Zrobiłam to. A nawet i wygrałam – nie tylko wśród uczestniczek ale i sama z sobą.

Czy jest coś co zrobiłabym lepiej? Na pewno na takie warunki zabrałabym więcej pojemników na napój. Miałam 2 softflaski po 500 ml, jak dotąd na zawodach zawsze mi starczyły od punktu do punktu z zapasem – tak tutaj ewidentnie wraz z rosnącą temperaturą było tego za mało. Bukłak do kamizelki biegowej wraz z softflaskiem to absolutne minimum.

Dziękuję za wsparcie. Było mi przeogromnie miło czytając wasze komentarze.

Trypsyna

oraz dodaję nowy tag na tego typu posty jakby ktoś chciał podzielić się swoimi przygodami w przyszłości

Pokaż więcej komentarzy (65)

GURU

w Hydepark

17piorunów
"Daj mi Blüchera albo daj mi noc"

Myślę, że każdy kto dziś biegnie lub kręci na zawodach ma podobne motto w głowie. Na zawodach Gwiazda Północy (160km) gdzie biegnie nasz kolega @scorp DNF się ściele gęsto - ale nie jest to nic, czego byśmy się nie spodziewali. Kolega Tomek (imię zmyślone) idzie mocno, a za 4.5h startuje @Trypsyna - ona taktycznie wybrała by większość trasy zrobić bez słońca. Ale 100km do zrobienia będzie, a z każdym krokiem zbliża się słońce :smiley:

Na trasie biegnie też gwiazda polskiego kobiecego Ultra z tych w opór długich - Patrycja Bereznowska.

Kropki: https://poltrax.live/ultra-way-160 oraz https://poltrax.live/ultra-way-100 - jakie numery szukać to ja jak komendant w Kilerze - wiem, ale nie powiem. Jak będą chcieli sami się pochwalić to mogą to zrobić, ja nikogo nie doxxuje :smiley:

Jutro jeszcze na 60km startuje @winet - w jego przypadku nie będzie permanentnej inwigilacji, będzie musiał sam potem opowiedzieć co i jak :smiley:

Pokaż więcej komentarzy (5)

Gruba ryba

w Góry

27piorunów

Siema,

Niedawne bieganie w :hiking_boot:

---------

Miejsce: Wiśniowa (Pogórze Wiśnickie)

Data: 23 maja 2026 (sobota)

Staty: 12.2km, 1h25, 390m przewyższeń

Trasa dla zainteresowanych.

Brakujące odcinki szlaków łączące Ciecień (Beskid Wyspowy) z Lubomirem (Beskid Makowski). Czy warto? Ciężko stwierdzić.

Informacje praktyczne:

* Samochód można zostawić na parkingu w Wiśniowej (bezpłatny, ale raczej mały).

* Na pagórku Dziadkówka znajduje się cmentarz wojenny z I Wojny Światowej - zarośnięty, zaniedbany, nagrobki bezimienne i poprzekrzywiane. Szkoda.

* Przy niektórych domostwach latały luzem mało przyjazne burki, lepiej wziąć gaz pieprzowy na wszelki wypadek.

Co było fajne:

* Ten odcinek zielonego szlaku - prowadził przez rozległe pola i oferował piękne widoki na leżące na południu pagórki.

* Chyba pierwszy raz widziałem żółciaka na drzewie, i to tak okazałego.

Co było mniej fajne:

* Odcinki asfaltowe, zwłaszcza ostrzej nachylony fragment prowadzący na Lubomir, który mnie wyrypał i ledwo na niego wbiegłem.

W tym momencie można zadać sobie pytanie, czy warto tymi szlakami chodzić. Jeśli chodzi o trasę z Wiśniowej na Lubomir, to pewnie nie chciałoby mi się pokonywać tego odcinka i wolałbym zaparkować bliżej szczytu (tutaj). Gdybym miał pokonywać tę trasę tylko w jedną stronę, bez powrotu, to myślę, że byłoby spoko.

Inspirator1piorunów

A byłem niedawno w tamtej okolicy, tylko pomyślałem że nic super i tak tam nie ma.

W ogóle poza Śnieżnicą to chyba nigdzie nie byłem w północnej części Wyspowego :grinning:

Pokaż więcej komentarzy (4)

Osobistość

w Sztafeta

28piorunów

19 133,42 + 8,2 + 5,02 + 10,04 + 12,28 + 10,58 + 6,84 + 4,57 + 5,00 + 24,43 + 10,02 + 10,05 + 4,99 + 18,12 + 8,68 + 5,05 + 8,56 + 11,10 + 9,34 + 18,25 + 8,92 + 7,31 + 10,19 = 19 345,90

Witajcie Biegaczki, Biegacze, Tuptaczki i Tuptacze, mam nadzieję, że Maj był dla was FAJNY :smiley:

Z ciekawych wydarzeń:

YOLO night (2.05)

https://www.niepolomice.eu/events/puszcza-festiwal-yolo/

Wings for Life (10.05) - Wirtualny lub Flagowy w Poznaniu

https://www.wingsforlifeworldrun.com/pl

Bieg Skawiński (17.05) - kibicowałem, ale szok było oglądać, jak Adam Czerwiński na luzie na 8 kilometrze z dyszki ma taką ogromną przewagę nad konkurencją :O
https://biegskawina.pl/bieg-skawinski/

Rossman Run (23.05) - Wirtualny, lub bieg ulicą piotrkowską w Łodzi, pakiety były przepotężne w tym roku :open_mouth:

https://biegpiotrkowska.pl/

Bieg Swoszowicki (31.05) - niestety nie dotarłem na kibicing, ale wygląda zacnie :smiley:

https://itmbw.pl/bieg-swoszowicki/

Moja rozpiska:

31.05 - Niedzielne "Coś" - Coś mnie plecy nie lubią i lewe biodro, to odpuszczam... w czerwcu będzie mniej z tego względu, przynajmniej najbliższy tydzień.

27.05 - Decathlon Midweek Run - Radek Chojecki - Siła biegowa w skipach i podbiegi - łagodne podbiegi i to dwie serie po 4, skip A,C,D i bez skipu a następnie część główna podbiegu, powrót w truchcie, przerwa w marszu.

26.05 - ITMBW Czyżyny - Rafał Sułkowski - Podbiegi - 4-6x łagodny podbieg, 4-6x większe nachylenie

24.05 - Niedzielny long - Znów nic specjalnego, ale gorący dzień, więc czekał człowiek do późna by zrobić.

24.05 - I Międzynarodowy Bieg Integracyjny Kraków - Wydarzonko AZS AKF Kraków Masters - mało międzynarodowo było, Runs'N'Coffee w sobotę to jest międzynarodowa społeczność, no ale drożdżówka jabłkowa w zamian za technikę, rytmy i 6x3'/1'

to nie jest zła wymiana :grinning:

23.05 - Rossman Run 2026 - Wieczorny bieg po zniżkę do drogerii wszystkim nam znany chyba ^_^

22.05 - Błonia Dobra + Roztruchtanie po - Takie wydarzonko z pracy, 5-czka charytatywna :smiley:

19.05 - ITMBW Czyżyny - Rafał Sułkowski - Regeneracja po biegu Skawińskim, sprawność, piramidka 500 M 400 HM 300 10k 200 5k 100 3k 200 5k 300 10k 400 HM 500 M (przerwy 100m marsz/trucht) Maraton, Półmaraton, 10k, 5k, 3k

17.05 - Niedzielny long - Nic specjalnego, ale było tak chłodno, że spokojne tętno mega!

16.05 - Parkrun Młynówka Królewska - bardziej żwawo, około tempa maratońskiego

14.05 - ITMBWieczorem 10k - 4k 130-140bpm, 4k 140-150 bpm , 2k 150-160 bpm

13.05 - Decathlon Midweek run - Radek Chojecki - 10-12x1' tempo 5k/1' przerwy

10.05 - Wings4Life 2026 Apprun Garmin Błonia - Przez tryb oszczędzania energii w telefonie nie udało się dalej zabrnąć, ale najdłuższe bieganie w tym roku :smiley:

9.05 - Parkrun Młynówka Królewska - W miarę luźny bieg

8.05 - 4Fizjo Runners Kraków Rafał Sułkowski - Sprawności od groma, zepsułem sobie w nocy z 6 na 7 prawy paznokieć, to było bardzo, bardzo spokojnie.

6.05 - Decathlon Midweek Run - Radek Chojecki - 2x6x100/100 na przerwie 200m
5.05 - ITMBW Czyżyny - Rafał Sułkowski - 4x800m w tempie 5k na przerwie 2', przerwa 3', 4x400m w tempie szybszym niż 5k na przerwie 1'30''

3.05 - Triathlonowa Małopolska z AZS AKF Kraków Masters - Grzesiek Sudoł - Jak na mnie mocna jazda po 2 Maja, 2km easy, 10x200m szybko 800 tempo około maratońskie, nie dałem rady ostatnich 2 lapów, jeszcze trener zwrócił uwagę, że lewa noga ucieka do środka w okolicach kontuzji z zeszłego roku, ech 😒

2.05 - YOLO Night 2026 - PB na 10k na nielegalnej trasie o wznosie -5 metrów :grinning: (16 up 21 down)

2.05 - Parkrun Młynówka Królewska - Majówkowe truchtanie :smiley:

1.05 - Nieoficjalny Piątkowy trening BtB - Rozbieganie

Moje tutpando za ten miesiąc wynosi wedle Żarmę 212,48, najlepszy miesiąc dotychczas, no cóż, zobaczymy co dalej przyniesie rok.

Zdrowia Wam!!!
\\o/

Osobistość5piorunów

Obliczenia się nie zgadzają. Może to błąd, a może świat po prostu odmawia współpracy. Tak czy inaczej: popraw je, proszę.

⚠️ Nieprawidłowa suma wartości: 212,48 vs 217,54

To jest automatyczny komentarz z hejtostats.pl .

Przepraszamy za niewygodę — Marvin nie miał wyjścia.

Pokaż więcej komentarzy (2)