razALgulGURU
99piorunów
Kategoria: Sport
Dla biegających, szurających, przebierających nogami ;) Garmin - connect.garmin.com/modern/group/3971467 Strava - strava.com/clubs/hejtobiega
razALgulGURU
99piorunów
DeykunLider
5piorunów
razALgulGURU
60piorunówW związku z tym, że od niedawna zacząłem przygodę z bieganiem, to już na razie skończyłem... 😔
Forsowałem się...
"No co, nie dam rady?! Walić, że zaczyna boleć... Jeszcze kilometr." No i mam co chciałem. Ciągnie mnie od biodra do rzepki. Jakikolwiek szybszy trucht, to aktualnie jest dla mnie niewykonalny, z powodu upierdliwego bólu.
Tak więc dzisiaj wizyta u ortopedy, bo wkręciłem się w to bieganie i szkoda by było już na starcie sobie to odpuścić.
Ech ku*rwa, ja zawsze wszystko wiem lepiej i nikogo nie slucham... debil!
#bieganie #zalesie
@razALgul błąd początkującego - miałem tak samo. Biegaj nie na tempo - tylko na tętno - 2 max 3 strefa. Buduj sobie na razie bazę tlenową, później ogarniesz tempo. Większa baza tlenowa - większe odległości można biegać.
TrypsynaGURU
267piorunówDebiut i Zwycięstwo – Ultramaraton 101 km
Wystartowaliśmy kilka minut po 21:00. Temperatura przyjemna, słońce już zaszło, jeszcze całkiem widno było. Pierwsze kilometry wzdłuż morza, po plaży na przemian z wbieganiem po górkach kępy Redłowskiej i klifów Orłowskich. Po 5 kilometrze czas na pierwszy żel. Generalnie miałam taką zasadę, aby przyjmować coś do jedzenia co 5-6 kilometrów (Miałam ze sobą żele, batoniki, żelki i ciasteczka zbożowe). Pod drzewami już zauważalnie ciemno, czołówka poszła w ruch. Trasa pokręciła nas po Kolibkach. Koło dyszki wsunęłam batonika. Zdobyłam „kolegę” który mi towarzyszył do 54 kilometra. Okazało się, że nie ma żadnego sportowego zegarka z wgranym GPX, zatem leci tak jak znajdzie oznaczenie trasy (odważnie). Zostałam jego nawigatorem. 1 Punkt odżywczy na 13 km. Uzupełnienie softflasków na maksa, wsunęłam 2 kawałki sera, dwa paluszki, banana, kilka chipsów. Spojrzałam na mapę trackerów uczestników i zauważyłam, że chyba jestem pierwszą babą (chyba, bo na początku dosyć świrowały te nadajniki i niektórych pokazywało absurdalnie daleko). Dobra, to trzeba się zbierać. Na punkcie spędziłam nie całe 5 minut. Złapałam jeszcze krówkę na drogę.
Kilometr 14-15 – wykręciłam prawą kostkę. Poczułam charakterystyczne, nie mocne, chrupnięcie w kostce (miałam zza czasów szkolnych 2x skręconą kostkę i znam dobrze ten moment). Przez ułamek sekundy już miałam, a co jak to będzie już DNF? To fajny miałaś ultramaraton. Dwóch Panów (w tym koleżka) od razu mnie złapali z troski, gdyż delikatnie się przewróciłam pod wpływem przekręcenia kostki za co dziękuję. Stwierdziłam, że lecę dalej, „rozbiegam”. No i faktycznie, po 300-400 metrach kulejącego truchtu ból zszedł. Dalej na punktach obserwowałam tą kostkę, czy pod wpływem chwilowego odpoczynku kostka nie zaczyna puchnąć, bądź pod wpływem powrotu do pracy nie odczuwam jakiegoś strukturalnego bólu. Nic takiego nie wystąpiło w trakcie biegu.
Generalnie nie patrzyłam na cały dystans na zasadzie „ile mam jeszcze do zrobienia”. Dzieliłam wszystko na zasadzie „od punktu odżywczego do kolejnego punktu”. Jak wybiegałam z pierwszego punktu, to wiedziałam, że mam teraz do zrobienia 19-20 km do kolejnego i tego się trzymałam. Jeszcze 15 km, jeszcze dyszka, o już mniej niż dyszka, o jeszcze tylko 3, jeszcze 1 to pewnie zaraz będę widziała go w zasięgu wzroku. Czasem w skali całości widziałam pewne „check pointy” typu, przy 25 – o już ¼, przy 33 – już 1/3 – przy 50 – o, już większość za mną. No i tak tak sobie żyłam od punktu do punktu.
Ciemność wszędzie, noc wszędzie. Czołówka chodzi non stop. Nie chcę drenować baterii, więc jak biegnę/maszeruje odpalona jest na mniejszej mocy. W momenci gdy jest zbieg – odpalam na mocniejsze świecenie. Nie chcę mocno drenować baterii (miałam na zmianę, ale chciałam dopiero zmienić na spokojnie na punkcie odżywczym, gdzie nie będę musiała się bujać z oświetleniem rąk). Koleżka trzyma się mnie stale. Biegnie jakieś kilka metrów za mną. Jak przechodzę do marszu, to on również. Generalnie nie przeszkadza mi to, w sumie to nawet się cieszę że nie jestem sama w lesie, jest mi trochę raźniej bo dookoła nie widziałam żadnych biegaczy na horyzoncie. Czasem zamieniamy parę słów, informuję go gdy np. zapowiada się większa górka. Podczas wchodzenia na jedną z nich, koleżka mówi że na tych biegach ultra to faktycznie te kijki by się przydały. Mówię że moje czekają na mnie na przepaku, bo w drugiej połowie będzie dużo chamskich podejść, teraz jest lajcik. Koleżka mówi że nie ma przepaku i z rozmowy wyszło, że to jest jego pierwszy ultramaraton. Spytałam się go, czy nie myślał o tym aby najpierw zrobić coś krótszego typu 50-70 km, na co stwierdził że po prostu ta stówka się do niego od razu uśmiechnęła. Btw, to nie był jakiś młody koleś – na moje oko, około 40 latek. Miał ze sobą również (na szczęście) 1 softlaska, z czego zażartował bo zastanawiał się czy jest sens aby go brał.
Dobiegliśmy na drugi punkt odżywczy na 32-33 km. Zapytałam się wolontariuszy, czy była tu przede mną jakakolwiek inna baba z dystansu 100km. Odpowiedź brzmiała że nie, jestem pierwsza. Fajnie fajnie, czyli trzeba działać sprawnie. Zrobiłam siku w toi toiu, zjadłam zupę pomidorową i wypiłam herbatę zrobioną z granulatu. Chyba coś jeszcze przekąsiłam ale już nie pamiętam. Uzupełniłam płyny w softflaskach, wymieniłam baterię w czołówce. Zabrałam ze sobą dwa żele firmy Ale. Pod koniec mojego pobytu przybiegły 2 babeczki z dystansu 100 km. Wiedziałam, że muszę uciekać. Na punkcie spędziłam około 9 minut.
Odliczanie do kolejnego punktu odżywczego (wraz z przepakiem) – 22 kilometry przede mną. Odcinek między 40 a 50 kilometrem był trochę cięższy dla mnie. Byłam zmęczona, ale pod kątem snu. Podczas marszu, czułam oczy jak do snu, podczas truchtu było trochę lepiej. Ciemność dookoła też nie pomagała. Przyszło mi na myśl czy by już nie spożyć żelu z kofeiną dla pobudzenia, ale stwierdziłam że „przemęcze” się jeszcze te kilka kilometrów do kolejnego punktu, bo w planie było po nim przyjąć go. Sporo również było odcinków ewidentnie mniej uczęszczanych przez ludzi (w końcu już bardziej po okolicznych wiochach biegaliśmy) więc te podłoże też było dla mnie nie zbyt bezpieczne. Ścieżki z dużą ilością liści bądź wysokiej trawie, krzaczkach. Z uwagi na „nieuwagę” wcześniej i incydent kostkowy wolałam trochę przejść te mniej czytelne ścieżki.
Miałam nawet delikatne omamy pod koniec. Nie były to na pewno halucynacje, ale mózg już łatwo przyswajał dosyć niecodzienne rzeczy. Biegnąc sobie lasem, już niebo robiło się coraz jaśniejsze i powoli można było poszczególne kształty wyszczególniać swoim wzrokiem - Zauważyłam jakąś kłodę z 50 metrów przede mną, obok trasy. Na tej kłodzie był jakiś kształt i mój mózg przyjął oraz zaakceptował informację że to jakaś czarnowłosa typiara, nawet widziałam jak ręką ruszyła co mnie "utwierdziło" że to nie są omamy. W momencie jak przebiegałam, okazało się że to były korzenie z innego konaru opierający się o ten konar nr 1. Miałam bekę, że nawet nie przyszło mi na myśl nic racjonalnego typu - hmm mamy 3:00 i to by nie było zwyczajne że jakaś laska w środku lasu w jakiejś dziurze może tu siedzieć. xD
W okolicach 50 kilometra zrobiło się już wystarczająco jasno, że można było już wyłączyć czołówkę. Wybiegliśmy już na otwartą przestrzeń wśród pól. Koleżka chyba robił się już zmęczony, bo odległość między nami się zwiększała. Wybił 50 kilometr – najs półmetek za mną. I wtedy pojawił się on, punkt odżywczy nr 3 wraz z przepakiem.
Klasycznie uzupełnienie softflasków. Kubek kawy (czas zażyć kofeinę i odpalić ogień w d⁎⁎ie, wcześniej nie przyjmowałam w ogóle kofeiny jak i przed biegiem również nic). Kubek napojów. Pierogi ruskie haps, ser w kawałkach, mini pączusie i coś jeszcze, ale już nie pamiętam. Obsługa mówi, że kobieta nr 2 ma jakieś 2 km do punktu. Trza się streszczać. Odpalam przepak, uzupełniam jedzonko, zabieram powebanka wraz z kablem i przejściówką do Garmina i kijki do biegania. Poza tym w przepaku miałam jeszcze: buty na zmianę, spodenki na zmianę, 2 pary skarpet, chusteczki, plastry – wszystko awaryjnie.
Biorę w łape pół drożdżówki i zaczynam etap kolejny, 24 km.
Czuję się mocno nakręcona faktem, że dalej utrzymuję K1. Odpala mi się lekka rywalizacja. Zadebiutować i wygrać? I’m in. Przyjmuję zaraz żel z kofeiną (200mg kofeiny). Po kilometrze już ~murzyn~ pigmentododani piłuje kraty. Po chwili znalazłam „ustronne” miejsce. Dreptam sobie na płaskim i z górki. Na podejściach nie forsuje się, aktywnie maszeruje z kijkami. Zaczynają się chamskie podejścia. Nie patrzę się nawet w górę, skupiam wzrok na wysokości stóp i spokojnie krok za kroczkiem przemieszczam się wraz z wsparciem kijków. Pragnienie zaczyna rosnąć, od 70 kilometra nie mogę się doczekać punktu odżywczego. Mam jeszcze trochę płynów, ale muszę powoli je oszczędzać. Te 7-8 kilometrów delikatnie mi się dłuży. Na 77 km za każdym zakrętem wyczekuję już punktu.
W końcu jest i on, ostatni punkt odżywczy. Uzupełniam softflaski, piję sporo płynów. Siku w toi toiu. Jem wszystkiego po trochu co jest dostępne na punckie. Dziewczyny z obsługi mnie informują, że mam około 25 minut przewagi od kolejnej kobiety na trasie. Na punkcie spędziłam nie całe 10 minut. Trochę opita i podjedzona ruszam. Siły witalne powracają. Odpalamy final countdown, lecimy już do mety, już tylko lekko ponad półmaraton.
Do 85 kilometra jest naprawdę za⁎⁎⁎⁎ście. Wiadomo, czuję jakieś zmęczenie – ale czy by było to po 40, 60 czy 80 kilometrach – czułam się tak samo. Również całkiem fajną ogólną stawkę w zawodach utrzymywałam. Kręciłam się koło 20 slota na prawie 100 osób które wystartowało. Na 85 kilometrze pojawia się ściana płaczu (boczne wejście na długą góre w Gdyni), które jest przeokrutne. Na podejściu nie widać szczytu, profil bardzo stromy i do tego brak ścieżki, trzeba po starych liściach się przemieszczać. Po kilku minutach walki jestem na szczycie. I pojawia się on – kryzys.
Fizyczny – Nie jestem w stanie biec. Prawa stopa zaczęła mi się odzywać podczas biegu. Czułam taki „strukturalny” ból między piętą z kostką. Zmartwiłam się, czy to nie jest jakieś przemęczenie i nadwyrężenie naruszonej już kostki 70 kilometrów temu. Po jakimś czasie i druga stopa dokładnie w tym samym miejscu zaczęła mnie boleć więc uspokoiło mnie to pod kątem tamtej myśli. Po prostu, jakieś zmęczenie strukturalne. No nic, maszeruje zatem, i próbuję podtruchtać co jakiś czas chociaż te 100-200 metrów.
Wtedy wchodzi on, kryzys mentalny. Zaczęło się robić gorąco, ale nie odczuwałam tego. W lesie dosyć schowanie byliśmy od słońca. Bezpośrednio temperatura nie przeszkadzała mi. Ale tak bardzo chciało mi się pić. Nigdy nie miałam takiego pragnienia. Marzyłam o tym, by wziąć i haustem coś wypić ile się da. Miałam w softflaskach jeszcze sporo płynów, ale musiałam to rozsądnie rozdysponować aby do mety mi starczyło. To mnie tak mentalnie bolało, że nie mogę się napić. Co brałam łyk wody, to po chwili czułam suchość w ustach. Kryzys mentalny wzmagał też fakt, że przez to, że będę więcej maszerować i tym samym droga do mety zajmie mi więcej czasu – naszły i obawy czy w ogóle to co mam to czy mi starczy?
Przy którymś zejściu z lasu, przed 90 kilometrem, pojawił się on. Wybawca.
Obcy koleś, przyjechał z zgrzewkami wody i rozdawał je zawodnikom. Bardzo mu podziękowałam, bardzo tego potrzebowałam. Naraz wypiłam ciągiem. Po chwili od razu lepiej mi się zrobiło. Za jakieś 5 kilometrów spotkałam drugiego Pana w środku lasu który miał baniak wody i również pomagał zawodnikom. Również skorzystałam z pomocy. To nie były osoby z organizacji biegu. Jestem bardzo im wdzięczna za taką pomoc.
Człapałam się jakoś, kilometr za kilometrem. Sporo ludzi, zdecydowanie „żywszych” mijało mnie, byli to zawodnicy z krótszych dystansów. Co było dla mnie ciekawe, chyba tylko 1 biegacz z mojego dystansu wyprzedził mnie podczas mojego marszu. Czyli nie tylko ja umierałam. Na początku tego piekła, miałam w głowie, że mogę sporo wypaść z stawki.
95 kilometr, 96 kilometr, 97 kilometr, wielkie odliczanie do końca. Jest i on 99 i zaraz 100 kilometr. Do mety tylko 1,5 kilometra. Trasa już sprowadza do miasta. Jestem na chodniku, zmierzam do mety. Chcę podbiec, ale jest to bardzo bolesne. Dopiero na ostatnich 450 metrach, zaczynam truchtać – wiem że muszę to przecierpieć, to już koniec. Wbiegam na murawę Stadionu Rugby po godzinie 12:30, Speaker mnie woła przez mikrofon. Przekraczam linię mety. I dostaję kubeł zimnej wody na łeb :grinning:
Tak o to, pokonałam dystans 100 kilometrów. Zrobiłam to. A nawet i wygrałam – nie tylko wśród uczestniczek ale i sama z sobą.
Czy jest coś co zrobiłabym lepiej? Na pewno na takie warunki zabrałabym więcej pojemników na napój. Miałam 2 softflaski po 500 ml, jak dotąd na zawodach zawsze mi starczyły od punktu do punktu z zapasem – tak tutaj ewidentnie wraz z rosnącą temperaturą było tego za mało. Bukłak do kamizelki biegowej wraz z softflaskiem to absolutne minimum.
Dziękuję za wsparcie. Było mi przeogromnie miło czytając wasze komentarze.
_Trypsyna_
#biegiultra #bieganie #ultramaraton #biegajzhejto oraz dodaję nowy tag na tego typu posty jakby ktoś chciał podzielić się swoimi przygodami w przyszłości #relacjazbiegu

Gratulacje! Jestem pod wielki wrażeniem, tym bardziej że ja odpadam przy 30 km zwykłego marszu ^^"
@Trypsyna gratulacje! Kawał serca zostawiony na trasie! Ból przeminie, a chwała pozostanie!
TrypsynaGURU
91piorunówCzas i na mnie. Do zobaczenia po drugiej stronie.
Trypsyna vs 101 km.
Plan? Za⁎⁎⁎⁎ście się bawić. 💪🏼

Łoho UltraWay, mam nadzieję, że się za bardzo nie zmęczyłaś 😉
@Trypsyna żyjesz?
TrypsynaGURU
72piorunówOd dwóch godzin ciężary w opór, pogoda wyniszcza. Z 49 startujących, już 6 podjęła się DNF.
@scorp zbliża się do 60 kilometra. Jeszcze jakieś 15 km do trzeciego punktu odżywczego. Czekają go jeszcze gorące 2-4 godziny, potem już pogoda powinna być bardziej łaskawa. Odżywianie i nawodnienie idzie całkiem ok, choć przed poprzednim punkcie odżywczym (na 50km), skończyła mu się woda. Pije sporo, ale raportuje że mocz jest mocno żółty, zatem jest trochę odwodniony. Pot na pewno uwalnia się z niego litrami.
W tej chwili miejsce spadło do 7.
Link do śledzenia: https://poltrax.live/ultra-way-160
#ultramaraton #biegiultra #bieganie

@Trypsyna to nie jest pogoda dla białych ludzi
Sweet Jesus! 106 km w tym upale...
TrypsynaGURU
93piorunów@scorp już 3,5 godziny na trasie, trzyma na razie 3 miejsce (° ͜ʖ °)
Nie dawno mi napisał, że lampa jest jak sk⁎⁎⁎⁎syn i mocno odbiera mu siły.
Jest już za pierwszym punktem odżywczym (na 25 km). Trzymajcie kciuki za jego nawodnienie. 👍
Tutaj pytanie, czy to jeszcze jest sport, czy już surwiwal? Podziwiam za wytrwałość ale chyba takie ekstremum nie jest za bardzo zdrowe?
@Trypsyna 33 stopnie a Ci biegają - no jebnieci xD
TrypsynaGURU
31piorunówOby drzewa w lesie były wysokie i chroniły przed słońcem xD
Istna patelnia się szykuję na moje i @scorp ultramaratony ( ͡ʘ ͜ʖ ͡ʘ)
#bieganie #pogoda #ociechuj #biegiultra #ultra #ultramaraton

29? Gdzie tak zimno?
No to powodzenia życzę. Trafiliście idealnie z terminem.
ZiomanAutorytet
9piorunówPolska reprezentacja zajęła drugie miejsce w klasyfikacji drużynowej mężczyzn podczas drugiego dnia Mistrzostw Europy w Biegach Off-Road w Lublanie-Kamniku (6 czerwca), rywalizując na dystansie trail race 52 km. Biało-czerwoni ustąpili jedynie Francji, która wygrała w rywalizacji

PiechurGruba ryba
59piorunówPierwszy bieg około trailowy w tym roku. Nie byłem przekonany do trasy, ale o tej porze roku i o tej godzinie było super :raised_hands:
#piechurnatrasie :mountain:

Ale piękna aura!
W takich krajobrazach to się chce biegać 😁😁😁.
HerrJacuchFenomen
4piorunówZiomanAutorytet
16piorunówPonad 380 km, 12 000 metrów przewyższeń i prawie 72 godziny na trasie bez normalnego snu.\ \ W kwietniu 2026, Magda stanęła na starcie Kreta Hardcore, czyli najdłuższego ultramaratonu górskiego w Polsce, który przebiega trasą tworzącą Trójkąt Sudecki.\ \ sport #biegigorskie #biegiultra

nxoGruba ryba
11piorunówKolega, z którym startowałem w maratonie wrzucił właśnie filmik, wiec gdyby ktoś był zainteresowany jak to wyglądało od środka (nocka w Kangoo, walka ze ścianą itd) to zapraszam do obejrzenia;)
P.S. tak, ten łysy, ładniejszy często obok to ja:)
#bieganie #maraton #korsyka
https://youtu.be/foabEtxpcN0?si=NWF6riJx6jOJo0yz&sfnsn=scwspwa

TrypsynaGURU
25piorunówPierwszy raz zakupiłam tą samą pare butów do biegania.
Puma Deviate Nitro Elite 3. Najlepsze buty z karbonem w jakich miałam okazję dotychczas biegać. Upolowane na vinted, nówki za ~415 pln. Thx.
No to mam nowe startówki na 2026 😁
I do tego w moim ulubionym kolorze ( ͡ʘ ͜ʖ ͡ʘ)
#butydobiegania #bieganie

Damm... wszystko mi o niej przypomina ;].
To zostało jeszcze tylko pobiec asfaltowym ddrem bo kostka bauma na chodniku obok za twarda :stuck_out_tongue_winking_eye:
Ale heheszki na bok, bo może mi ktoś wytłumaczy czemu spora część biegaczy tak robi, przynajmniej tych w moich okolicach? Jest jakiś konkretny powód, którego ja nie biegacz nie rozumiem? Buty za miliony monet żeby amortyzowały wszystko a później myk na ścieżkę rowerową.
LuriTwórca
14piorunówcode_artTwórca
28piorunówPogoda w Szkocji rozpieszcza, wiec trzeba korzystac. Rundka dookola Loch Leven w Kinross.
Jak to sie mowi: kto rano wstaje i biega, tego... w sumie to nie wiem - bola pozniej kolana? Czy jakos tak 😆
Trzeci papaton w zyciu zrobiony i to o 15 minut szybciej niz tydzien temu, nowe PB 💪
Zobaczymy jak pojdzie za tydzien bo 32km do zrobienia 😱

OpornikGURU
3piorunówOglądam sobie głupoty i narzuciło mi się skojarzenie z jednym z naszych drogich kolegów, kto zgadnie z którym? :P
https://www.youtube.com/watch?v=w-IiVeGAydE
...pewnie nikt..
#scp #glupiehejtozabawy #oporniktojednakjestpojebany #gownowpis

code_artTwórca
16piorunówPapaton numer 2 zostal odbyty. Super pogoda, lekkie spoznienie na wschod slonca ale moze to i dobrze bo sie wybralem w krotkich spodenkach i t-shircie przy temperaturze odczuwalnej okolo -2 stopnie xD.
Za 2 tygodnie wielki sprawdzian - "20 Along The Forth 2026", 20 mil w wiekszosci po asfalcie na peryferiach Edynburga i na starym moscie. Nigdy takiego dystansu nawet nie mialem okazji przejsc, a co dopiero biec, wiec pewnie bedzie ciekawie :grinning:

@code_art dasz radę, kilometry robi głowa a nie nogi.
scorpGruba ryba
16piorunówhttps://www.hejto.pl/wpis/matko-bosko-ale-bedzie-biegane-tnx-zalando-trypsyna-bieganie
Jeżu dopiero co butów sobie nakupowałem i znowu Zalando Lounge robi atak na mój portfel. Superblasty 2 w przyzwoitej cenie.
Podsumowując moje ostatnie zakupy, za ~2100 PLN załatwiłem sobie pełną rotację butów na najbliższy rok biegowy.
2x Saucony Endorphin Pro 4 - startówki z karbonem. Będzie w czym się ścigać myślę przez następne 2-3 lata.
1x Asics Sonicblast - buty z wkładką nylonową pod tempówki
1x Asics Superblasty 2 - baza bazunia
Jakby ktoś szukał fajnego buciwa to polecam zajrzeć w kampanię 'Najlepsze sportowe marki' na Lounge. Bardzo duży wybór rozmiarówek w przyzwoitych butach.

Yeah nowe DLC Trypsymonow
@scorp teraz to już serio na moim utrzymaniu, bydlaku ( ͡ʘ ͜ʖ ͡ʘ)
TrypsynaGURU
36piorunówDziękuję Panie Zalando lounge za Asics Dynablast 5 (a tak na prawdę Asics Novablast 3 tylko pod nową nazwą xD)
Oby służyły tak jak i poprzednie novablasty - świetny model w stajni Asicsa. Top jeśli chodzi o model all round. Mam do nich duży sentyment, zrobiłam w nich swój pierwszy maraton, sub 4h (✿❦ ͜ʖ ❦)
Będą mi służyć na easy i long runy od wiosny 😀
Około 310 pln, uczciwa cena
#butydobiegania #bieganie

>jak tylko śnieg stopniał to se białe buty kupiła
#trypsynalogic
Dlaczego przestali sneakersy produkować? Ku DLACZEGO?!