JaklyOsobistość
6piorunówCzy wasi lekarze też tak ostatnimi laty przystopowali z przepisywaniem wszystkiego jak leci? Czy to tylko w mojej przychodni?
W przeszłości przy każdej wizycie z byle przeziębieniem to było:
Przepiszę pani leki na gorączkę, pastylki do ssania, płyn do płukania gardła, syrop, tabletki na kaszel, witaminę C, coś na zwiększenie odporności i jeszcze te super drogie tabletki, co w sumie ch*j wie co robią, ale proszę je koniecznie wykupić.
A obecnie tylko:
Bierze pani coś na gorączkę? Dobrze, proszę brać dalej. Weźmie pani sobie też coś na gardło wedle upodobania.
Przestali im płacić za przepisywanie konkretnych leków, czy co? xD
@Jakly u mnie po staremu. Na ból gardła pół apteki do wykupienia. To chyba zależy głównie od podejścia danego lekarza. Jak walczyłem z kolanem, to jednych musiałem wręcz zmuszać do jakichś działań, leków, zastrzyków, czegokolwiek - bo byli mnie gotowi puścić do domu z konkluzją "powodzenia życzę". A inni pierdyliard leków, operacja konieczna, najlepiej jutro, dzisiaj zrobimy serię zastrzyków, a te 179 tabletek będzie Pan przyjmował rano, a wieczorem te 292 kolejne, które popije wywarem z c⁎⁎ja.
@Jakly W sumie ciekawe, krewna się niedawno wywaliła i potłukła, złamań nie było, więc usłyszała od lekarza: "maści proszę sobie darować, bo na to stłuczenie i tak nic nie dadzą, brać przeciwbólowe, za kilka dni przejdzie".


















