@Rzeznik jak miałem kilka lat, jeździłem z ojcem do Bydgoszczy do jednego lekarza specjalisty. Kilka lay miałem tj przed 3 klasa podstawówki.
Jako nagrodę po zabiegach, dość bolesnych, tate brał mnie do takiej knajpki na ulicy Gdańskiej. Wchodziło tam się jak do westernu i tata mi kupował 'placek z serem i pieczarkami (które kojarzyły mi się wówczas jedynie z ich zbieraniem na wałach nad Wisłą) z keczupem
Ale ja to uwielbiałem, nie wiedziałem że to pizza. Nie pamiętam tej nazwy. Kiedyś pojechaliśmy razem z mamą i potem zaczęła to robić co niedzielę po południu w domu. Jedynie kształt był prostokątny i ciasto puszyste, drożdżowe z wyraźnymi dziurkami w spodzie. Jestem rocznik 79 jak co. Jak skończyłem 18 byłem na wycieczce we Włoszech ze szkoły, organizowała taka pani polonistka o tym już pisałem. Poszliśmy na jakiś piątkowy festyn na ulicy. Baby włoskie w fartuchach robiły dokładnie taką jak moja mama. Żadnych cienkich placków