Hejto.pl
Dodaj post

Wpisz coś do wyszukania (minimum 2 znaki)

#tworczoscwlasna

Gruba ryba

w Kawiarnia "Za Firewallem"

45piorunów

Pamiętam ten dom jeszcze z dzieciństwa. Od zawsze wyglądał ponuro: ściany z ciemnej, surowej cegły, upstrzone wątpliwej jakości graffiti; okna z brudnymi i w większości powybijanymi szybami; podwórko zarośnięte krzakami i ozdobione kawałkami szkła z potłuczonych butelek. Okropna rudera.

Znajdował się w sporej odległości od innych zabudowań, sama działka leżała na zakręcie głównej drogi łączącej się po kilkuset metrach z krajówką. Często widziałem go z samochodu, gdy wyjeżdżaliśmy z rodziną do dziadków, lub przez szyby szkolnego autokaru wiozącego moją klasę na basen do sąsiedniej miejscowości. Niesamowicie pobudzał naszą wyobraźnię, zwłaszcza, że krążyły o nim różne legendy przekazywane kolejnym rocznikom przez starszych uczniów – dom, rzecz jasna, miał być nawiedzony. Miały pojawiać się w nim makabryczne zjawy noworodków z odrąbanymi głowami, ściany miały być upstrzone krwią, kilka razy w roku odbywać się w nim miały czarne msze, podczas których składano ofiary z dzieci, w nocy dochodziły z niego niepokojące wrzaski. O właścicielu nikt nic nie wiedział, ponoć powiesił się w jednym z pokoi po tym, gdy wymordował w nim siekierą swoją rodzinę. Typowe historie dla lubiących się bać szczyli. Nie muszę chyba wspominać, że je uwielbiałem.

Ten dom stał się dla mnie jakąś dziwną świątynią obcego, nieznanego; wisiała nad nim aura czegoś nie z tego świata – niepokojącego, ale jednocześnie kuszącego. Zawsze chciałem do niego wejść, uchylić zasłonę tajemnicy, zmierzyć się nie tyle z nim, co z własnym lękiem i strachem przed nim. I tak oto, po upływie przeszło szesnastu lat, stałem nocą pod otaczającą go pordzewiałą i w wielu miejscach podziurawioną siatką.

To była spontaniczna decyzja. Wcześniej tego wieczoru odwiedziłem kilku starych znajomych, którym nie udało uciec się z tej przygnębiającej dziury, którą nazywam rodzinnym miastem. Zapaliliśmy u jednego z nich jointa, wypiliśmy kilka piw, powspominaliśmy stare czasy. Rozmowa w jakiś sposób zeszła na temat nawiedzonego domu. Staraliśmy się przypomnieć sobie wszystkie historie, jakie o nim słyszeliśmy, śmiejąc się najgłośniej z tych najbardziej makabrycznych. Nie pamiętam już, kto rzucił temat, żeby się do niego przejść, w każdym razie początkowo wszyscy zareagowali na ten pomysł entuzjastycznie, jednak ostatecznie towarzystwo wymiękło. Posiedziałem jeszcze trochę, dokończyłem piwo, po czym pożegnałem się i udałem w stronę bloku rodziców, do których przyjechałem na weekend. Niestety, myśl o eksploracji domu rezonowała już w mojej głowie zbyt mocno. Znajdował się w odległości nieco ponad dwóch kilometrów ode mnie, więc stwierdziłem, że krótki spacer nie zaszkodzi. Po drodze spotkałem jeszcze jednego kolegę z dawnych lat, chodzącego do równoległej klasy, który też chyba wracał z imprezy. Zamieniliśmy kilka słów, powiedziałem, gdzie zmierzam i po krótkiej chwili namówiłem go, żeby poszedł ze mną.

Szliśmy dość długo. Z otaczającym nas mrokiem walczyło słabe światło ustawionych wzdłuż chodnika latarni, tworząc na nim żółte, rozległe wyspy, które przecinaliśmy w milczeniu. Co jakiś czas próbowałem zagaić rozmowę, ale kolega był jakiś nieobecny i zaczynałem żałować, że wspomniałem mu o moim przedsięwzięciu. W końcu doszliśmy na miejsce. Dom wyglądał jeszcze gorzej niż zapamiętałem. Noc nadawała mu dodatkowego upiornego charakteru, wyolbrzymiając cieniem porysowaną pęknięciami fasadę, topiąc w ciemności jakiekolwiek kontury pokoi widocznych przez puste okiennice w ciągu dnia. Stojąc przed furtką zorientowałem się, że jedyną latarką, jaką posiadam, jest ta z telefonu. Okazało się również, że mój kolega swój telefon zgubił, co tym bardziej utwierdziło mnie w przekonaniu, że niepotrzebnie w ogóle go ze sobą brałem. Wahałem się, co robić. Serce zaczynało bić mi coraz szybciej, poczułem przypływ adrenaliny i wiedziałem, że to jedyny moment, by coś sobie udowodnić, że drugi raz tu nie wrócę. Włączyłem latarkę i wkroczyłem na ścieżkę prowadzącą do drzwi.

Pod butami zachrzęściły kawałki porozbijanego szkła. Sylwetka domu górowała nad nami coraz bardziej, gdy z każdym kolejnym krokiem zbliżaliśmy się do wejścia. Czułem, jak krew pulsuje mi w skroniach, słyszałem jej szum w uszach. Poczułem na przedramieniu lekki podmuch chłodnego wiatru. Byliśmy już blisko wejścia, gdy nagle kolega zatrzymał się. Odwróciłem głowę i wtedy zobaczyłem jego bladą, białą jak kreda twarz. W świetle latarki mignęły mi jego nabiegłe krwią oczy, lekko spocone czoło, drżący podbródek. Zaczął kręcić lekko głową i szeptać: „Nie wejdę tam, nie wejdę, nie wejdę…”. Powtarzał to w kółko, wyglądał na przerażonego. Nie będę ukrywać, narobił mi niezłego stracha, a i tak byłem już mocno poddenerwowany. Próbowałem go jakoś uspokoić, tłumaczyć, że to tylko głupi, pusty dom, ale nie udało mi się wyrwać go z tego stanu – najwyraźniej dostał ataku paniki. Sam byłem jednak zdeterminowany, żeby wejść do środka, więc powiedziałem mu, żeby wrócił na chodnik i na mnie poczekał, a sam przekroczyłem próg przez uchylone, ledwo wiszące na zawiasach i obdarte z czerwonej farby drzwi. Gdy wchodziłem do domu, kolega stał wciąż w tym samym miejscu, w którym go zostawiłem.

Wewnątrz było chłodno, chłodniej niż na polu, co wydało mi się nieco dziwne. Rozejrzałem się po obdartych ścianach, z których odchodziła brzydka, namoknięta tapeta o bliżej nieokreślonym wzorze. Na suficie wisiały płaty łuszczącej się farby, w kątach widać było rozległe wykwity pleśni. Podłoga była drewniana, usiana odłamkami z rozbitych okien oraz kamieniami, które okoliczna młodzież wrzuciła tu przez lata. Na środku stała stara, podarta kanapa, obok której leżał mały, złamany w pół stolik. Za kanapą zobaczyłem kilka pustych ramek po zdjęciach oraz potłuczone butelki.

Udałem się wgłąb domu i po kilku krokach doszedłem do drewnianych schodów. Poręcz leżała na ziemi, sterczały z niej pordzewiałe gwoździe. Po prawej stronie był otwór drzwiowy, przez który powoli zaglądnąłem do środka: znajdowała się tam kuchnia w stanie kompletnego rozkładu, z rozwalonymi szafkami leżącymi na podłodze i dużą kałużą w okolicach miejsca, gdzie kiedyś musiała stać lodówka. Cofnąłem się do schodów. Serce waliło mi jak oszalałe, nie byłem w stanie nad tym zapanować. Zrobiłem, co chciałem, mogłem wychodzić. Pokazałem samemu sobie, że jestem w stanie zwyciężyć strach. Ciekawość była jednak silniejsza. Skierowałem światło latarki z telefonu w górę schodów, po czym wziąłem głęboki oddech i zacząłem po nich wychodzić. Skrzypiały potwornie, co w panującej dookoła ciszy podsycało we mnie uczucie dyskomfortu i niepokoju, ale także dziwnego podniecenia.

Dotarłem na piętro, na którym znajdowały się trzy pomieszczenia. Drzwi do jednego z nich leżały na ziemi. W środku był przestronny pokój, jednak zupełnie pusty, nie licząc rozbitego żyrandola, który sądząc po warstwie kurzu musiał urwać się już kilka, lub może kilkanaście lat wcześniej. Drugim pomieszczeniem była mała łazienka. Wsadziłem tylko do niej głowę, ale szybko ją cofnąłem – okropnie w niej śmierdziało. Pewnie coś zatkało rury i wybiło kanalizację. Został już tylko trzeci pokój, do którego drzwi były lekko uchylone.

Zawiasy zaskrzypiały cicho, gdy wchodziłem do środka. W słabym świetle latarki ujrzałem dużą, odrapaną szafę stojącą w kącie, zniszczony regał na książki, których kilka walało się po podłodze, a także starą ramę łóżka pozbawioną już materaca. Niedaleko szafy było okno, przez które sączyła się delikatna stróżka żółtego światła. Wyjrzałem przez nie i dostrzegłem podwórko, a także kawałek ulicy, wzdłuż której przyszedłem do tego miejsca z kolegą. Starałem się go wypatrzyć, ale albo wrócił do siebie, albo stał dalej tam, gdzie wcześniej, miejsce to zasłaniał jednak daszek werandy.

Odetchnąłem z ulgą. Już po wszystkim. Nawiedzony dom, legenda mojego dzieciństwa, okazał się ostatecznie zwykłą, starą, rozwalającą się chałupą. Uśmiechnąłem się do siebie pod nosem, zadowolony mimo wszystko z własnej odwagi i skierowałem się do drzwi. Gdy zacząłem wyciągać dłoń w stronę klamki poczułem nagłą, niespodziewaną falę chłodu. Z ręką zawieszoną w powietrzu spostrzegłem, że z moich ust zaczęła wydobywać się para. Patrzyłem przed siebie tępo, zaskoczony tym, co zobaczyłem. Wtem panującą ciszę przerwało przeciągłe i powolne skrzypienie otwieranych drzwi dobywające się z miejsca, gdzie stała szafa. Poczułem, jak na karku jeżą mi się wszystkie włosy. Bałem się obejrzeć. Serce łomotało mi w klatce piersiowej pompując falę zimnego strachu po całym organizmie. Stałem sparaliżowany, nie mogąc się ruszyć. Drzwi przestały się otwierać. Zmusiłem się w końcu i zacząłem lekko obracać głowę, gdy kątem oka zobaczyłem TO – ciemną, ledwo widoczną, wylewającą się z mroku postać.

Rzuciłem się w stronę drzwi otwierając je z hukiem na oścież, zbiegłem po schodach, rozrywając sobie spodnie o wystające z desek gwoździe i wypadłem na zewnątrz. Minąłem kolegę, który spojrzał na mnie przerażonym, nieprzytomnym wzrokiem. Usłyszałem tylko, jak powtarza: „Nie wejdę tam, nigdy więcej tam nie wejdę…”.

Biegłem, biegłem ile miałem sił w nogach, nie oglądając się za siebie. Biegłem w ciemności, czułem, jak płuca wypełnia mi ogień, a nogi stają się ciężkie i nieporadne, ale biegłem dalej. W końcu, po czasie, który wydawał mi się trwać w nieskończoność, zobaczyłem blok rodziców. Z impetem wleciałem do klatki i roztrzęsionymi rękoma próbowałem otworzyć kluczem drzwi, jednak nie udało mi się tego zrobić. Zacząłem dzwonić natarczywie domofonem, aż w końcu ktoś mi otworzył. Wbiegłem po schodach i wpadłem do mieszkania.

Mama, którą obudziłem dzwonieniem, patrzyła na mnie z niepokojem, pytała, co się stało, ale nie potrafiłem wydusić z siebie słowa. Włączyłem wszystkie światła, usiadłem na łóżku w kącie swojego starego pokoju i zwyczajnie trząsłem się z wyczerpania wysiłkiem, ale przede wszystkim – ze strachu. Tej nocy nie zmrużyłem oka, co chwila kręcąc głową i mając wrażenie, że dostrzegłem kątem oka jakiś ruch.

Od tamtej nocy minął już tydzień, a ja spałem do tej pory łącznie może trzy godziny. Nie pozwalam gasić światła, nawet w dzień. Nie wiem, co zobaczyłem w tym domu, nie chcę o tym myśleć. Widzę tę postać, gdy tylko zamknę oczy. Nie wiem, czym była, miała ludzką sylwetkę, ale czułem od niej… czułem od niej Zło. Nie jestem w stanie inaczej tego określić. Rodzice coraz mocniej się o mnie niepokoją, tym bardziej, że w moich włosach pojawiły się rozległe pasma siwizny. Dzisiaj rano próbowałem opowiedzieć mamie, co się stało. O spotkaniu ze znajomymi, o pomyśle na zwiedzenie domu. O koledze, który ze mną poszedł. Dostrzegłem w jej oczach grozę.

Niecały rok wcześniej ten sam kolega popadł w obłęd. Przestał jeść, nie chciał spać, nikt nie wiedział, dlaczego. Starano się mu pomóc, ale jego stan się pogarszał. Miesiąc temu trafił do zakładu zamkniętego, ale w jakiś sposób się stamtąd wydostał. Podobno przed ucieczką krzyczał, że jest w nim za ciemno, majaczył coś o demonach czających się w mroku. Odnaleziono go kilka dni przed moim przybyciem – leżał martwy w kałuży krwi z wydrapanymi oczami, w pokoju na piętrze nawiedzonego domu.

*

Dobra, najcięższe za mną, zostały jeszcze dwa 😁

Pokaż więcej komentarzy (5)

GURU

w Hydepark

31piorunów

Zapraszam do lektury drugiej części z cyklu "Media od kuchni" Dzisiaj skupimy się na TV

https://www.hejto.pl/wpis/po-drugiej-stronie-obiektywu-cz-2

   

Jak ktoś przeoczył część pierwszą, o planie filmowym, wrzucam link

https://www.hejto.pl/wpis/po-drugiej-stronie-obiektywu-cz-1

Zawodowiec

w LEGO

18piorunów

[BEZPŁATNA INSTRUKCJA][MOC][ALT] Przebuduj konie na targ i mebelki - Creator 31168

Zestaw LEGO Creator 31168 - Średniowieczny zamek rycerzy konnych wzbudził trochę kontrowersji wśród fanów Castle. Poszło o konie. Są one zbudowane z klocków. Zawsze w zamkach były dedykowane konie, odlewy, jeden element. Postanowiłem rozwiązać ten problem i wykorzystałem klocki z koni do zbudowania małych dodatków do zamku.

Pełna galeria/więcej do czytania na blogu LEGO - https://bricks.kalais.net/pl/post136

https://www.youtube.com/watch?v=LqUxMsFQIaI

Pokaż więcej komentarzy (9)

Sum

w Sztuka i design

14piorunów

Po dłuższej przerwie.

Więcej prac: Insta | Cara

Pokaż więcej komentarzy (3)

Kosmonauta

w Fotografia

32piorunów

Pokaż więcej komentarzy (4)

Gruba ryba

w Kawiarnia "Za Firewallem"

11piorunów

Siema,

do utworu _di proposta_ w konkursie

*

Do współpasażera z linii 174

Różne, jak to się mawia, już są losu koleje

I chociaż ze zbiorkomem nie chcę mieć do czynienia

To siedzę w autobusie i chyba oszaleję

Bo jakaś woń mój czuły drażni zmysł powonienia

Nos biedny wciskam w kołnierz, bliski jestem omdlenia

Zlokalizować źródło odoru mam nadzieję

I gdy mam ostatniego wydobyć z siebie tchnienia

Dostrzegam twoją rękę jak wysoko się chwieje

Współpasażerze drogi, coś obok mnie przystanął

I trzymasz się uchwytu, gdy autobus kolebie

Zdradzę ci teraz prawdę wszystkim prócz ciebie znaną:

Bez antyperspirantu strasznie spod pachy jebie

Więc miej to na uwadze i kiedy wstaniesz rano

To weź go proszę użyj, gdy już umyjesz siebie

*

Pokaż więcej komentarzy (2)

Kompan

w Muzyka

1piorunów

Cześć! W Sobotę wydajemy kolejnego singla. Pozdrowienia

https://www.youtube.com/shorts/RjDvurjR1gE

Gruba ryba2piorunów

@RIK czy to jest okładka wygenerowana w ai?.. dlaczego nie napiszesz jaką muzykę gracie? teraz nie wiem czy warto czekać. będę czekał, a tu sie okaże że znów jakiś trans

Kompan1piorunów

@FriendGatherArena Co gramy? To nie takie proste. Sami nagrywamy i realizujemy te produkcje. Generalnie eksperymentujemy. Utwór został wrzucony do szufladki indiepop. Równie dobrze mógł trafić do szufladki "alternatywna". Jesteśmy coraz bliżej tego co byśmy chcieli zrobić. Pomimo różnic w utworach pewnien wspólny mianownik się zarysowuje. Korzystając z shorta zachęcam do odwiedzenia naszego YT! RK

Pokaż więcej komentarzy (7)

Sum

w Hydepark

85piorunów

Dziś o 7:00 z rana warunki do fotografowania idealne. Wybraliśmy się ze znajomym na małą przejażdżkę i narobiliśmy fajnych, jesiennych zdjęć Tatr. Jesień w górach jest przepiękna, aż się nie chce wracać spowrotem do kołchozu.

Pokaż więcej komentarzy (6)

Fanatyk

w Rękodzieło

29piorunów

Zaistniała szybka potrzeba wykonania personalizowanych kartek urodzinowych - zatem wyszperałam skądś jakiś tutorial, przygotowałam sobie projekty, dokupiłam materiały, no i wyszło jak widać :slightly_smiling_face: Jak na pierwsze próby, chyba nie tak źle, tylko brakowało mi tego ustrojstwa do równego przycinania krawędzi i miejscami przy wklejaniu grafiki widoczne są małe przesunięcia.

Pierwsza kartka dla fanki klimatów , druga w kolorowych, uroczych klimatach . Obydwie kartki wielkości 15 x 15 cm, w schemacie składanej "okiennicy" zawiązywanej na wklejaną wstążeczkę, z personalizowanymi tekstami wewnątrz (na zdjęciach zasłonięte). Elementy wypukłe wycinane ręcznie.

W sumie całkiem miło było odpocząć na moment od skrzynek 😊

GURU2piorunów

@Apaturia oby obdarowany nie skończył jak Imperium 😁

Fanatyk0piorunów

@radziol Obdarowana.

Jakiś czas temu wkręciłyśmy się ze znajomą w przeróbkę Auralnauts Star Wars Saga - stąd Vader na kartce ma plakietkę Regional Manager. Wychodzi na to, że Imperium to tylko takie wielkie, galaktyczne korpo, nie ma się czego bać 😉

Pokaż więcej komentarzy (3)

Fenomen

w Fotografia

57piorunów

- Sanktuarium Magów Ognia

Fanatyk8piorunów

@belu-p-fly Sanktuarium Magów Ognia jest już przecież pod Wrocławiem. Drugie postawili?( ͡° ͜ʖ ͡°)

Pokaż więcej komentarzy (7)

Inspirator

w Hydepark

7piorunów

Dlaczego informatycy nie biegają?
.
.
.
.
.
.
.
.
Ponieważ boją się ransomware.

Pokaż więcej komentarzy (4)

Autorytet

w Dyskusje

27piorunów

Popełniłem mema.

Gruba ryba4piorunów

No sorry. :p

Autorytet4piorunów

@Fafalala W porządku, szkoda, że tak szybko czas w niedzielę minął. Wyślę potem trochę zdjęć na hejto, teraz jeszcze dośpię z godzinkę dwie i zrobię najpierw porządki w pokoju (Oraz pracowni krawieckiej, mamy tam z Mame istny Armagedon).

Pokaż więcej komentarzy (9)

Autorytet

w Dyskusje

11piorunów

Bawiłem się w robienie światłocienia.

Wyszło chujowo, czyli jak zazwyczaj.

Dałem z siebie 31%, bo poprawiłem parę szczegółów.

Gruba ryba1piorunów

@Alembik nie rozumiem o co chodzi, ale w kwestii odbicia światła - żółte światło świeczki pada na powierzchnię w jakimś kolorze. Czyli np. Skóra będzie w żółtawym odcieniu brązu, a niebo prostu żółta. Swoją drogą, nie najlepszy dobór kolorów do trenowania wpływu światła na barwę.

Pokaż więcej komentarzy (2)