Hejto.pl
Dodaj post

Wpisz coś do wyszukania (minimum 2 znaki)

#woodstock

Gruba ryba

w Hydepark

106piorunów

Tak ludzie narzekają na gorąc podczas podróży pociągiem i na jakość usługi. Ale ja wymyśliłem sobie na to patent.

Kilkanaście lat temu jeździłem pociągami woodstockowym złożonymi z trzech rozgrzanych jednostek en57 podstawionych prosto z torów postojowych a w takich pociągach bylo piekło i sauna, oraz później jedna wielka impreza.

Jednego roku obserwując prognozę pogody na dzień wyjazdu i mając przed sobą perspektywę jazdy 12 godzin powiedziałem "kruca fuks dość, ileż można jeździć w takim gorącu"

Od słów do czynów i w dzień wyjazdu kupiłem rurę spiro i taśmę typu ducktape i powstała ta o to klima woostockowa. Im pociąg szybciej jechał tym lepiej klima chłodziła.

Jeżdżąc parę razy takim pociągiem obserwowałem jak różne pety czy rzygi za oknem latały lotem parabolicznym więc wlot powietrza umieściłem wyżej jak linia okien dla bezpieczeństwa i higieny klimy.

Pociąg woodstockowy którym jeździłem nazywał się Stalowy Pęcherz byl chyba najdłuższą relacją pociągu woodstockowego i jechał z Rzeszowa do Kostrzyna przez jakies 12 godzin i blisko 800km ja jeszcze godzinę musiałem dojechać z domu na ten pociąg.

Ehh to se nie vrati.

Spytacie czy bym pojechał jeszcze raz w takiej rzeźni, oczywiście że tak z pobudek mikolskich i żeby były takie wspomnienia.

Fanatyk0piorunów

12 godzin 🤯

Pokaż więcej komentarzy (10)

Gruba ryba

w Hydepark

39piorunów

Osobistość8piorunów

W Kostrzynie [*]. Kiedyś to były Woodstocki, teraz to już nie ma. :-(

Gruba ryba4piorunów

Już nieaktualne xD teraz wszystkie są czyste i nawet mają lampki ze z daleka widzisz ile jest dostepnych, a do tego gdzieś widziałem że jest apka żeby zobaczyć dostępność ale nie korzystałem xD

Pokaż więcej komentarzy (7)

Fanatyk

w Hydepark

140piorunów

Jeździliście na Woodstocki?

Mnie zdarzyło się parę razy i z wielkim rozbawieniem wspominam kontrast między pierwszym a ostatnim (jeszcze lata temu).

Uwaga, długie i nudne xD

Pierwszy Woodstock

Miałam już skończone 18 lat, bo mama mnie wcześniej na żadne imprezy nie puszczała. Ale marzyłam o tym już od lat. Oczywiście nie było możliwości aby rodzice mi taki bezbożny wyjazd zafundowali, więc zaraz po maturze znalazłam robotę w jakiejś fabryce zapierdolu za zawrotne 700 zł miesięcznie.

Mimo że pracy fizycznej nigdy się nie bałam, to ta robota odebrała mi chęci do życia i cofnęła z radosnego życia licealnego do patologicznego środowiska gimnazjum.

Jak możecie się domyślić, w takiej fabryce pracują specyficzni ludzie, większość jak ja zatrudnieni przez pośrednictwo, czasem na chwilę, ale w większości dlatego, bo nie mają w życiu innych perspektyw. Ci drudzy działali na mnie najbardziej depresyjnie. W takim środowisku, ten kto zarabiał 10 groszy na godzinę więcej, był typowym dupolizem i z pogardą patrzył na zarabiających mniej biedaków.

Nie czułam się dobrze w tym środowisku, dodatkowo drenowanie nas przez technicznych zarządzających halą, którzy traktowali nas jak zarazę, szybko doprowadziło moje poczucie własnej wartości do poziomów krytycznych. Byłam przerażona, że tak wygląda dorosłość i praca, którą wkrótce będę wykonywać do usranej śmierci.

Mój introwertycznym i brak ochoty na jakiekolwiek znajomości tam, nie polepszał sprawy. A w tym miejscu rządziły układy i kto z kim plotkuje.

Wytrzymalam tam miesiąc. W nagrodę za męki dostałam swoje 7 stów i AZS z którym walczę do dziś.

No to w drogę! Za zarobione pieniądze kupiłam w końcu komórkę, bo od dawna byłam bez a to już były czasy, że pisanie smsów miało znaczenie.

Reszta kasy poszła na ciuchy, szlugi i zostało 100 zł, które miało starczyć na podróż do Kostrzyna oraz przetrwanie tam 4 dni.

Uzbrojona w pożyczony namiot, kostkę, dowód osobisty oraz 100 zł wyruszyłam na dworzec. Nie, nie miałam ze sobą nic więcej poza ciuchami na sobie, nie miałam nawet bluzy, bo przecież środek lata, lol. Spotkałam się ze znajomymi i poszliśmy na peron. Okazało się że nikt z nas nie ma doświadczenia w samodzielnej jeździe pociągami i nie mieliśmy zielonego pojęcia gdzie się kierować. Ale oto i pojawił się on, pociąg pośpieszny czy inne Intercity (w sumie nie wiem czy wtedy istniały), który na tablicy miał wpisany Kostrzyn. Znaleźliśmy nawet wolny przedział w którym można było jarać szlugi. Niestety kłopoty nadeszły szybko, bo na kolejnej stacji wsiedli ludzie, którzy twierdzili, że siedzimy na ich miejscach. Koncepcja rezerwacji miejsc w pociągach była mi wcześniej nie znana, bo za miasto zawsze jeździliśmy z rodzicami autem. Ale spoko, pociąg nie był przepełniony więc ulokowaliśmy się gdzie indziej. Nie na długo. Oto wszedł konduktor, cały na biało, i po zerknięciu na nasze bilety, stwierdził że jesteśmy w złym pociągu. Po zapoznaniu się z naszymi życiorysami (a raczej ich brakiem), stwierdził że mandatu nie dostaniemy, ale na najbliższym przystanku mamy wypierdalać. Zaczęliśmy w panice przeszukiwać kible w celu odnalezienia kolegi, który biletu nie miał w ogóle i na postoju opuściliśmy lokal. Trzeba było wcześniej ruszyć głową, że ten piękny, czysty pociąg zajmowany przez dostojnych panów z aktówkami, nie zawiezie nas do naszego celu. I właśnie po kondycji pociągu, wypełnionego drącymi mordy punkami, rozpoznaliśmy, że oto nadjechał nasz pociung.

W środku, wiecie, impreza, na⁎⁎⁎⁎ni ludzie już na podłodze, ciasno jak jasna cholera, ale już witaliśmy się z gąską.

Od tej pory zostaliśmy zwolnieni z myślenia dokąd należy się udać, na której stacji wysiąść, bo oto staliśmy się jednym tłumem, z własną świadomością.

Na miejscu wysypaliśmy się z pociągu i ruszyliśmy całą drużyną, niesieni przez ducha bliskiej zagłady.

Dotarliśmy! Nie wierzyliśmy własnemu szczęściu, bo oto co do tej pory widzieliśmy tylko w telewizji, teraz stało przed nami otworem. Zapach tojtojów wymieszany z zapachem pobliskiej fabryki zapiexów działał kojąco.

Znaleźliśmy całkiem dogodne miejsce do rozbicia się, w lasku, nieopodal głównej sceny. Znajomi rozbili spory, komfortowy namiot w którym mieli spać w trójkę, ja natomiast rozbiłam się obok, starym pożyczonym namiotem, który niebezpiecznie uginał się przy mocniejszym oddechu. O swój dobytek się nie martwiłam, miałam przecież tylko kostkę z ukrytym w doszywanej kieszonce dowodem i tym co zostało ze 100 zł po kupnie biletów.

Ruszyliśmy na szamę, nie pamiętam ile wtedy kosztowały, ale te 50cm zapiexy zdawały się warte swojej ceny. No ale nie po to przyszliśmy aby jeść, tylko aby pić! Stanie w gigantycznej kolejce do wodopoju, wynagrodziło nam chłodne tyskie, które na tamte czasy było szczytem naszych ambicji.

Ugółem było dobrze, impreza się rozkręcała, tyskacze wchodziły aż miło, poznawało się kolejnych zakręconych ziomków, wielu z nich ubranych zjawiskowo, co i mnie się wkrótce udzieliło, bo łaziłam obwinięta taśmą do kwiatów z uroczym napisem 'ostatnie pożegnanie', pic rel, bo zachowałam na pamiątkę.

Z czasem moja ekipa zaczęła się rozdzielać, dziewczyny były nieco bardziej 'rozrywkowe' i poniosły je jakieś dragi, co zupełnie nie było w moim klimacie, natomiast kolega gdzieś zabalował i nie widzieliśmy go do końca imprezy. Udało mi się spotkać różnych znajomych z Wrocławia, ale poznawałam też innych, na co pozwolił klimat miejsca i alkohol, który zdecydowanie osłabił mój introwertyzm.

Pierwszy dzień udał się znakomicie, problemy pojawiły się dopiero kiedy wróciłam do namiotu zwabiona obietnicą błogiego snu. Niestety namiot nie wytrzymał mojego nagłego wtargnięcia I zaszła potrzeba postawienia go ponownie, już w ciemnościach i innym stanie świadomości.

Ale oto i sukces, wszystko stoi, można iść w kimę. Muszę dodać że był to mój pierwszy w życiu nocleg na łonie natury i byłam absolutnie zaskoczona, że ziemia jest twarda, a wraz z odejściem słońca nastąpił chłód. A miałam na sobie tylko koszulkę z krótkim rękawem, jeansy i glany. Ciężka to była noc, nie zapomnę jej nigdy.

Nad ranem zorientowałam się, że nikt ze znajomych nie wrócił. Udałam się więc do kolegi od którego pożyczyłam namiot i poszliśmy na krysznę i rajd po sklepikach.

Nie wiem czego spodziewałam się po darmowym żarciu, ale na pewno nie tego że nie zdołam wciągnąć tego bez odruchu wymiotnego. Z całym szacunkiem. Wolę tanie zapiexy. Na krysznie spotkałam koleżanki, nie do końca ogarniające rzeczywistość, ale wychwalające to jedzenie niczym dar od bogów. Stoiska z fantami okazały się być kopalnią 'chcę to', ale mój budżet po ubiegłonocnej imprezie, pozwolił jedynie na stanie w bezpieczniej odległości. A byłam wtedy fanatyczką pieszczoch I koszulek z ulubionymi zespołami.

Myślę że od tej pory już nie pamiętam co się działo w jaki dzień i w jakiej kolejności, ale właśnie wtedy zaczął się prawdziwy melanż. Ostatnie złotówki poszły na tyskacze i zapiexy i od tego czasu uzbrojona w wymięty kubek po piwie, łaziłam po każdym kto miał choć trochę alko i żebrałam o małą dolewkę na bideną maturzystkę. Nie będę jeszcze mówić jaki miałam do tego stosunek na kolejnych woodstockach, ale wtedy jeszcze żebrałam bezwstydnie I z dużymi sukcesami xD

Ogółem wszystko było dzikie, fajne, bawiłam się jakby jutra miało nie być. Ale niestety nadeszło. W pewnym momencie zaczęłam czuć się źle, okazało się że mimo 18 lat, niezniszczalna nie jestem i dopadł mnie kac gigant jakiego nigdy w życiu nie miałam. Gdyby ktoś mi wtedy przystawił pistolet do skroni to powiedziałabym strzelaj! Mój namiot leżał na płasko, wczołgałam się więc do namiotu znajomych, gdzie wkrótce zjawiła się jedna z koleżanek i choć nie wiem co przeżywała, byłyśmy w tym cierpieniu razem.

Kolejny dzień przyniósł ulgę. Ale to nie znaczy że zwinęłam manatki I wróciłam do ciepłego, wygodnego domu. Impreza musi trwać.

Tym razem skupiłam się na koncertach i taplaniu w błocie. Przypomnę tu, że nie miałam ciuchów na zmianę, a glany miałam nieustannie na nogach od wyjścia z domu. Tylko nasrać na środku.

Ale zabawa była pryma sort. Pogo uwolniło całą wściekłość na zapierdol, który przeszłam aby mieć kasę na wyjazd. Czułam się z ludźmi niczym jedno ciało, które musi wyrzucić całą nienawiść i zwątpienia. Po raz pierwszy w życiu dostąpiłam crowd surfingu, to było niesamowite przeżycie płynąć nad tłumem, do momentu aż nie trafiłam na dziurę i nie zjebałam się prosto na glebę. Na szczęście alkohol nieco zamortyzował upadek.

Trochę bolała noga ale impreza musi trwać. Trafiłam tuż pod scenę, gdzie ludzie półlegalnie popijali browary. Bardzo fajnie spędziłam z nimi czas, ale coraz mocniej odczuwałam ból w nodze. W tłumie wypatrzyłam jakiegoś znajomego, który nie chcąc słyszeć słowa odmowy, zaniósł mnie na rękach na szpital polowy. Do dziś współczuję lekarzowi, który musiał zdjąć mi glana i opatrzyć stopę. Na szczęście nie było to nic poważnego, dostałam maść i bandaż, na który od razu włożyłam glana. Pozostał tam niesciagany do powrotu do domu.

Nie mam pewności, ale to chyba była ta noc kiedy przyszła burza. Wymęczona wróciłam do namiotu, okazało się że koleżanki kimają u siebie, więc podjęłam próbę postawienia swojego namiotu. Bez sukcesu. Sytuacja w tamtej chwili była beznadziejna. Padał deszcz, nie miałam ciepłych ciuchów, mój namiot leżał niczym ówczesna polska gospodarka. Walnęłam się na ten żałosny namiot i w zimnie i deszczu doczekałam poranka.

W dzień wyjazdu znalazł się kolega, zebraliśmy drużynę i niczym pochód zombi ruszyliśmy na stację. W pociągu te same stare mordy, jednakże nikt nie imprezował. Nocny pociąg z mięsem, tyle że w dzień. Wróciłam szczęśliwa że byłam, ale też że mam to już za sobą a własne łóżko nigdy nie było tak wygodne.

Ostatni Woodstock

Czyli parę Woodstocków później.

Jechaliśmy autem, tym razem z inną ekipą. Znaleźliśmy miejsce w fajnym punkcie, dość wysoko, z przyjemnym widokiem na kawał terenu. Rozbiłam swój ogromny, nowy, komfortowy namiot, 4 osobowy cały dla mnie. Nadmuchałam gruby, wygodny materac, ponadto miałam śpiwór i dodatkowy koc. Drugie buty na zmianę, kurtkę, bluzy, kilka par skarpetek, chusteczki nawilżane, tabletki przeciwbólowe, plastry, latarka, zapasowe baterie, telefon, power banki, ogółem byłam gotowa jak na wojnę.

Ale wojna nie nadeszła.

Tym razem bawiliśmy się raczej we własnej grupie. Wieczorem grzecznie wracałam do namiotu przebrać się do snu. Na żebrajacych o dolewkę browara patrzyłam raczej z politowaniem pijąc za własne pieniążki zarobione w komfortowej pracy biurowej.

Do błota nie wlazłam bo nie chciało mi się marnować zapasowych ciuchów, w pogo byłam, ale na spokojnie.

Jaki z tego wniosek? Nie wiem, zostawiam wam do oceny, niemniej jednak wspomnienia z pierwszego Woodstocku pozostaną we mnie żywe zawsze.

Gruba ryba3piorunów

@Shivaa ło Pani kochana, ale nostalgia mi wjechała xD

Byłem na 5 (albo 6?) woodstockach, rok w rok, piękne czasy. Aczkolwiek polegalem na doświadczeniu mojej dziewoji (dziś żony), która była na jeszcze dwóch brudstokach, zanim się poznaliśmy.

Z ludźmi z ekipy poznanej za pierwszym razem trzymam się do dziś, jeden ziomek jest moim sąsiadem, drugi uratował mnie przed kilkoma mandatami, jako policjant :grinning:

choć na wooda już od ponad 10 lat nikt z nas nie jeździ i nie ma ochoty xD dziś patrzyłbym z politowaniem na to wszystko, ale w wieku 18-25 nie ma lepszego miejsca, aby być na ziemi. To jest niesamowite jakim dobrem i pozytywnym zakręceniem bije ta masa ludzi. Ci, co byli wiedzą, a ci co nie byli nie zrozumieją, bo ciężko uwierzyć, że ponad pół miliona ludzi w jednym miejscu i czasie może czuć do siebie miłość.

Sum2piorunów

Teraz to z dzieciakami się jeździ pokazac im jak wygląda kolorowa Polska i żeby miały tez co wspominać. Poza tym myslę że wyrwanie siez haty jako 18 latek na woodstock to duże jazda bez kontroli daletego wolę to pokazac narybkowi z komentarzem ojca bawiącego się w pogo

Pokaż więcej komentarzy (73)

Gruba ryba

w Hydepark

97piorunów

Ehhh znalazłem zdjęcie mojego wynalazku z 2018 roku do pociągu Woodstockowego.

Jeździłem kilka razy pociagami woodstockowymi w starych jednostkach bez klimatyzacji które były nagrzane jak cholera. Jeżdżąc wcześniej obserwowałem jak lotem parabolicznym latały pety, puchy, czy rzygi jak komuś się ulało xD

Więc obmyslajac koncepcję na ten patent wziąłem wszystko co pamiętałem i wlot powietrza umieściłem wyżej jak linia okien dla bezpieczeństwa. Wydajność "klimatyzacji" rosla wraz ze wzrostem prędkości pociągu.

Pociąg jechał pod nazwą

> Stalowy pęcherz

Relacji Rzeszów Główny - Kostrzyn nad Odrą

Jakieś 12-13 godzin wielkiej imprezy xD

Twórca1piorunów

@starebabyjebacpradem  wydaje mi się, że w czasie dojazdu zgubiłeś kilka godzin, bo z Krakowa tyle jechałem z czego 3h opóźnienia.
Jazda tymi pociągami to była rzeźnia, a ten upał w nich zostanie ze mną do końca życia xD

GURU3piorunów

jechałem woodstockowym pociągiem godzinę i było grubo :see_no_evil:

Pokaż więcej komentarzy (24)

Autorytet

w Dyskusje

45piorunów

jednak

Ok. Czas to jakoś podsumować.
A więc był to powrót od czasu pandemii. Byłem sceptycznie nastawiony.
O jak bardzo się myliłem!
Bardzo dobrze oceniam. Mega się bawiłem. Dawno się tak nie uśmiałem. A uwielbiam się śmiać :smiley:
Myślałem, że to będzie moje pożegnanie z tym festiwalem. Ale ludzie których tam spotkałem chyba zmienili moje zdanie 😉

Może faktycznie nie było wioski Kryszny, czego żałuję. Ale rozumiem, że to przez mały teren.
Miałem wrażenie, że ludzi było dużo mniej niż gdy tam jeździłem.

Na mega plus. Hasło "Zaraz będzie czysto!" ludzie brali sobie do serca. Chyba wszyscy po sobie ładnie sprzątali.
Dzięki temu udało się uniknąć śmietniska i smrodu. Taki delikatny był, ale panie... co to za smrodek?

Plusy:

* Ludzie - Na to liczyłem, że będzie dużo miłych dusz i aniołów 😉 Nie zawiodłem się. W tej kwestii nic się nie zmieniło. Z każdym można porozmawiać, z każdym piątkę zbić itp. Bardzo dobre towarzystwo.

* Jedzenie - głownie piłem, a jak piję to mniej jem. Ale jeść też trzeba. Ceny festiwalowe, ale też bez przesady. Porcje duże i dobre. Wybór do wszelaki, było wege jak ktoś lubi, było mięsko. I były ziemniaczki mniam mniam! :grinning:

* Muzyka - Dalej na plus, ale nie moje już to klimaty. No i Ich Troje. Z całym szacunkiem, nie mam nic do zespołu. Ale widziałbym jakiś inny fajny zespół. A nie pop rock z gościem za którym nie przepadam. Kwestia gustu oczywiście.Byłem na 3 koncertach i paru w kawałkach, było ok.

* Kibelki - no tu byłem w szoku! O jak mnie to pozytywnie zaskoczyło. Nie było lasu, więc trzeba było iść skoro świt tam gdzie król piechotą chodzi. Nastawiony byłem na "zasrany kibel" za przeproszeniem. A spotkałem się z tym co na zdjęciu we wcześniejszym poście spotkaliście. Mega +++. W niedzielę rano też było czysto jakby co :grinning:

* Masa zdjęć z różnymi pozytywnymi ludźmi, do własnej kolekcji :grinning:

Minusy:

* brak 😉
* No dobra. Trochę oszukali, że nie można spać w aucie. Niepotrzebnie kupiłem namiot itp itd. Spałem w aucie. Nikt problemów nie robił. Dodatkowo rozbity zaraz obok pola, niedaleko dużej sceny. Może 10 minut piechotą. Może mniej, ciężko ustalić teraz. Czas leciał swoim życiem 😉

No i dałem rozdanie książki z dedykacją dla użytkowników Hejto.
Miało być losowanie, ale urzekł 😉 mnie komentarz @vredo . Więc to on wygrał książkę, jako że jako jedyny stwierdził, że to dobry artefakt 😉
Wybaczcie proszę i nie bijcie. Nie znam Tomeczka, ani jego rodziców. Nic nie było ustawione :smiley:
Dla 1 osoby będę miał 2 pocztówki na pocieszenie z tych co wcześniej zapiorunowali tamten wpis, tu już będzie losowanie jutro/pojutrze. :smiley:

ps. Emotek nawaliłem jak typowy boomer :grinning: co zrobisz, jak nic nie zrobisz 😉

Lider2piorunów

Gratulacje @vredo
Teraz czeba czytać i wrzucić na recenzję 😁

Fanatyk2piorunów

Ja w zeszłym roku jeblem nockę w aucie swoim i nie tylko i jakoś problemu nikt nie miał. No może gość obok jak mu zarzygali maskę z ekipy obok.

Pokaż więcej komentarzy (15)

Gruba ryba

w Hydepark

4piorunów

zostawili na kanale transmisje z glownej sceny, mimo ze nie dalo sie jej cofac i z zeszych lat nie sa dostepne, wiec polecam sobie pobrac zanim sie ogarna i usuna, ja wlasnie pobieram w 4k przez plugina do ff video downloadhelper

https://www.youtube.com/watch?v=JknHfcRahkc

Specjalista0piorunów

Komentarz usunięty

Gruba ryba0piorunów

ostrzegam, ze 12 h w 4k z glownej sceny wazy prawie 70 giga

Pokaż więcej komentarzy (6)

Autorytet

w Dyskusje

9piorunów

A i powerbank zdechł. Więc ostatnie 5% baterii. Koniec relacji z Woodstocku 😅
Oceniam dobrze, zobaczymy co wieczór przyniesie. Pewnie sen tylko xd :slightly_smiling_face:
Miłego panie i panowie. Ciao 👋
Jeszcze będzie dobrze, jeszcze będzie czas... :guitar:

Gruba ryba1piorunów

@Djnx wypij nasze zdrowie czy coś :smiling_face_with_3_hearts:

Pokaż więcej komentarzy (3)

Autorytet

w Dyskusje

15piorunów

Oczywiście przesadzam z alkoholem itp, więc trzeba odpocząć.
By później jeszcze na wieczór wrócić :slightly_smiling_face:
Dużo fajnych rozmów, miłych ludzi, śmiechom nie było końca :smiley: Dużo zdjęć, których z wiadomych powodów nie będę wrzucał. Zostaną dla mnie na pamiątkę.

@moll kupiłem więcej bransoletek. Ale od dzieciaczków. Chyba, że tak marketing działa 😅

Lider3piorunów

@Djnx działa 😆

Pokaż więcej komentarzy (5)

Autorytet

w Dyskusje

13piorunów


Deszcze niespokojne zaskoczyły. Ale już po deszczu. Przestało padać jak doszedłem do auta.

Wsparłem parę sklepików.
3 książki, okulary, bransoletka kupione.

Ale mam do wylosowania książkę, z autografem od autorów.
Żona z mężem chyba.
W losowaniu biorą udział wszyscy. Ale jeżeli ktoś okaże się mieć poglądy rasistowskie to nie bardzo 😉
Losowanie nastąpi jak wrócę za pomocą skryptu napisanego w amosie na amidze. Który sam napiszę jak wrócę.

PS. Wysyłka oczywiście na mój koszt paczkomatem.

Mistrz4piorunów

@Djnx

> Ale jeżeli ktoś okaże się mieć poglądy rasistowskie to nie bardzo 😉

Cholera ( ͡~ ͜ʖ ͡°)

GURU1piorunów

@Djnx kurde i to jest za⁎⁎⁎⁎sty artefakt

Pokaż więcej komentarzy (15)

Gruba ryba

w Hydepark

4piorunów

to se ne wrati

https://m.youtube.com/watch?v=JjBZD_uXhgs&pp=ygUKbWFnIHNtcm9kdQ%3D%3D

Autorytet

w Dyskusje

15piorunów


Czas rozpocząć nowy dzień.
Jak na "starca" przystało piję zimne piwko smakowe. Kasztelan będzie później.
Telefon kolegi się odnalazł. Dobrzy ludzie znaleźli i oddali.
Miłego dnia. Oby pogoda dzisiaj też dopisała :slightly_smiling_face:

Pokaż więcej komentarzy (5)

Autorytet

w Dyskusje

61piorunów

Ludzie powoli się budzą po wczorajszym. Niektóre twarze już zmęczone festiwalowym życiem 😉
Kolega wczoraj zgubił telefon, a ja kolegę.
Koncerty były spoko, chociaż sił starczyło tylko do północy jakoś.
Ale przyznać trzeba jedno. Kibelki zadbane, czyszczone systematycznie, woda do spuszczania. Można korzystać bez odruchu wymiotnego.
I papier mięciutki 😉
A zresztą popatrzcie sami 😅

Gruba ryba6piorunów

Oni nawet nawet tam dali lampki żeby było z daleka widać czy zajęte a nawet apke do znalezienia kibla xD

Do tego chodzi obsluga i czyści kible i dodaje papier. Coś pięknego

Autorytet3piorunów

@Czokowoko potwierdzam. Coś pięknego. Po tylu latach... Zdecydowanie największe pozytywne zaskoczenie 😉

Gruba ryba11piorunów

To jedno z moich najmocniejszych wspomnień z Brudstocka - toi toie z wystającym ponad poziom muszli gównem i obsranymi pisuarami. Ten smród nie do opisania, jak w którymś z kręgów piekielnych, bleee

Autorytet1piorunów

@Piechur Taka prawda. Kiedyś tak było.

Pokaż więcej komentarzy (20)