Hejto.pl
Dodaj post

Wpisz coś do wyszukania (minimum 2 znaki)

#coolstory

Wirtuoz

w Dyskusje

28piorunów

A propos incydentu kałowego to już pewnie wiem jak było. Chcesz się opróżnić, żeby na spokojnie zrobić coś ważnego w dniu, matura czy coś - to nie, nie idzie, zaparcia jakieś czy co. A jak już zaczniesz to ważne coś to nagle zaczyna cisnąć. Nie wiem jak sportowcy to w ogóle ogarniają - może jakieś nawet środki biorą, żeby się wyzerować, a tu nie zadziałało na czas?

Mała historia - raz w życiu wziąłem taki dziwny syropek na zaparcia, czas mija - nie działa. Dobra, idę na uczelnię, bo laska, do której zarywam zaraz wraca to ją odprowadzę na autobus (trasa ok ~2,5km, 36 minut z buta wg google, wolnym krokiem pewnie 45). Przeszliśmy może 1/4, ja zacząłem czuć jakieś ciśnienie, ale to przecież spokojnie przejdę w obie strony, nie takie rzeczy się trzymało...

Na szczęście zupełnym przypadkiem okazało się, że jej się dziś nie śpieszy do domu, to może pójdziemy do mnie? No spoko!

Na klatce schodowej prawie biegłem, jak wpadłem do domu to poszła taka bomba, że musiałem gacie zmienić, co było trochę dziwne, bo siedzi u mnie w pokoju, a ja wracam z kibla, biorę nowe bokserki z szuflady i znowu wychodzę.

Jakbyśmy poszli jednak na autobus to nie wiem. Tam po drodze nie ma gdzie srać, jeszcze wiadukt na kilkaset metrów po drodze xD

Pokaż więcej komentarzy (9)

Gruba ryba

w Piłka nożna

12piorunów

Z SERII „TO NIE MIAŁO PRAWA SIĘ WYDARZYĆ” – PIŁKARZ, KTÓRY ROBIŁ WSZYSTKO, ŻEBY… NIE GRAĆ.

Carlos „Kaiser” Raposo przez lata kręcił się po brazylijskich klubach i potrafił przekonać wszystkich, że jest niezłym napastnikiem.

Tyle że kiedy przychodziło do pokazania umiejętności na boisku, zawsze znajdował jakiś sposób, żeby tego uniknąć.

Najczęściej „łapał kontuzję” przed meczem albo treningiem, a swoją reputację budował dzięki znajomościom z piłkarzami i działaczami.

Największy hit wydarzył się w Bangu. Kaiser miał wejść na boisko, ale zamiast tego podczas rozgrzewki wszczął awanturę z kibicami rywala. Skończyło się czerwoną kartką… zanim zdążył pojawić się na murawie.

I najlepsze? Właściciel klubu i tak był z niego zadowolony i przedłużył z nim kontrakt.

PRZEZ LATA UDAWAŁ PIŁKARZA, A JEGO NAJWIĘKSZYM SUKCESEM BYŁO TO, ŻE PRAWIE NIGDY NIE MUSIAŁ NIM BYĆ.

Nigdy nie rozegrał pełnych 90 minut. Wśród znajomych zyskał pseudonim 171 co nawiązuje do brazylijskiego kodeksu karnego, w którym paragraf 171 dotyczy oszustwa.

więcej info: https://pl.wikipedia.org/wiki/Carlos_Kaiser

Pokaż więcej komentarzy (2)

Fenomen

w Hydepark

51piorunów

Wkurwiłem się.

Dostałem info w wtorek, że ING Lease wystawił mi jakąś fakturę. WTF, już opłaciłem ratę w tym miesiącu. Sprawdzam - 75zł za udostępnienie danych leasingobiorcy bo jakiś mandat, data wystawienia luty 2025. Coś mi świta, ale upewniam się i składam wniosek żeby mi udostępnili dane podmiotu, który wnioskował. Dość sprawnie, bo już wczoraj mi wrzucają całe pisemko, które do nich przyszło - Trafipark, z miejscem datą i godziną "nielegalnego parkowania". Problem (nie mój) w tym, że miałem bilecik z automatu od 8 do 10, a po 10 opłaciłem do 18 z aplikacji APCOA (siedziałem w biurze), ale pan cieć tego nie sprawdził, więc o 10:40 wsadził mi świstek za wycieraczkę.

Dzwonię na numer z "mandatu" lekko nerwowym głosem objaśniam panu ocb, po czym informuję, że ni c⁎⁎ja nie zapłacę, a do tego refakturuję na nich ten koszt od leasingodawcy. Mówię że chcę NIP, pan mi grzecznie podał i jeszcze zaczął jęczeć, że oni tylko windykują, a nie są odpowiedzialni za szkolenie cieciów parkingowych. Mówię, że mnie to nie obchodzi, oni mi wystawili kwit i poniosą koszty.

Teraz się zastanawiam jak to na nich przerzucić, bo jeżeli oddadzą mi całą kwotę faktury, to to będzie traktowane jako mój przychód i jeszcze będę musiał od tego zapłacić VAT i PIT, jprdl.

Anyway, uważajcie na tych matołów z APCOA, bo nie wiedzą co czynią. Nawet UOKiK coś im się niedawno za to do d⁎⁎y dobierał. Sorki, musiałem się wygadać.

Pokaż więcej komentarzy (10)

Gruba ryba

w Rodzicielstwo

47piorunów

Akcja 6 urodziny młodego, zażyczył sobie mały torcik z flagami. Zdmuchnął świeczke kroimy na 4 kawałki. Pytamy solenizanta kto ma kawałek z Polską? Wskazuje na siostrę- lvl3.

Mała jak się dowiedziała wypaliła:

"..nieeee ja nie lubię Polski chce Szwecje!!

Kurrtyna ( ಠ ͜ʖಠ)

Pokaż więcej komentarzy (11)

Fanatyk

w Hydepark

106piorunów

Tak ludzie narzekają na gorąc podczas podróży pociągiem i na jakość usługi. Ale ja wymyśliłem sobie na to patent.

Kilkanaście lat temu jeździłem pociągami woodstockowym złożonymi z trzech rozgrzanych jednostek en57 podstawionych prosto z torów postojowych a w takich pociągach bylo piekło i sauna, oraz później jedna wielka impreza.

Jednego roku obserwując prognozę pogody na dzień wyjazdu i mając przed sobą perspektywę jazdy 12 godzin powiedziałem "kruca fuks dość, ileż można jeździć w takim gorącu"

Od słów do czynów i w dzień wyjazdu kupiłem rurę spiro i taśmę typu ducktape i powstała ta o to klima woostockowa. Im pociąg szybciej jechał tym lepiej klima chłodziła.

Jeżdżąc parę razy takim pociągiem obserwowałem jak różne pety czy rzygi za oknem latały lotem parabolicznym więc wlot powietrza umieściłem wyżej jak linia okien dla bezpieczeństwa i higieny klimy.

Pociąg woodstockowy którym jeździłem nazywał się Stalowy Pęcherz byl chyba najdłuższą relacją pociągu woodstockowego i jechał z Rzeszowa do Kostrzyna przez jakies 12 godzin i blisko 800km ja jeszcze godzinę musiałem dojechać z domu na ten pociąg.

Ehh to se nie vrati.

Spytacie czy bym pojechał jeszcze raz w takiej rzeźni, oczywiście że tak z pobudek mikolskich i żeby były takie wspomnienia.

Pokaż więcej komentarzy (10)

Gruba ryba

w Hydepark

27piorunów

Dzisiaj postanowiłem po baaaardzo długim czasie zrobić trip pociągiem, nie daleko 5 stacji raptem.

Synowi się pociągi podobają stąd taka decyzja, a nie autem jak zawsze.

Jestem w szoku jak to wyewoluowało z tych żółtych kiblów do tego co jest obecnie wow 10/10.

Wygoda, komfort klima i spoko warunki.

Na powrocie jedynie lekki chaos bo konduktorki przed startem zmieniły nam miejsca, po czym wsadzili nas do wagonu z rowerami itp no i był lekki ścisk (zupełnie sztuczny bo reszta pociągu pusta) no ale ok.

2 stacje przed wysiadką musiałem ustąpić miejsca bo gość wysiadał z wózkiem no i finalnie zostawiłem plecak bo na moje miejsce już ktoś usiadł i zwyczajnie zapomniałem o nim bo plecak ostatni raz miałem na sobie jakoś w 2005 roku.

Telefon na infolinię, cyk 3 min oddzwaniają że go mają, na powrocie kazali wyjść na stację, wziąłem na szybko nussbeisera i szybka wymiana, sprawa załatwiona.

W sumie to w ostatnich 20 latach mój plecak wiecej przejechał pociągiem niż ja xD

Pokaż więcej komentarzy (4)

Fenomen

w Hydepark

48piorunów

Opowiem wam, jaki ostatnio błąd w Matrixie wywaliło.

Jakiś czas temu w niedzielę nie chciało nam się przygotowywać obiadu, więc pojechaliśmy do takiej małej knajpki w Bieruniu. Tradycyjna śląska kuchnia, klimat kuchni u babci, schabowy na 2/3 talerza :relaxed:

Czekamy sobie na zamówienie, wchodzi koleś, coś gada z obsługą, kręci się tu i tam, wygląda jakby czekał na zamówienie. Patrzymy, że to chyba aktor Michał Żurawski. Drugi rzut oka i byliśmy pewni, bo wcześniej "Heweliusz" a niedawno właśnie skończyliśmy oglądać "Ołowiane Dzieci", a on tam grał jedną z głównych ról - SBka Huberta Niedzielę. Nazwisko Niedziela było przez postać w serialu zmienione, bo jego Ojciec, który pracował w hucie, miał na nazwisko Sonntag.

I teraz mindfuck - lokal, w którym byliśmy, nazywa się Kuchnia u Sontaga.

Gruba ryba10piorunów

kiedy światu się przyglądam, gdy doświadczam praw natury - to dostrzegam palec boży...








...choć nie jestem pewien który.

Fanatyk

w Hydepark

112piorunów

Widzę że temat ufo jest grzany na hejto. Więc i ja się pochwalę.

Z kumplami zrobiliśmy kiedyś trolla takiego na całe dawne województwo bo napisano w gazecie o tym. Mianowicie zrobiliśmy kręgi w zbożu xD

Dwa w ciągu kilku dni. Jeden miał 20m średnicy a drugi wyglądał jak kłódka bo nie wierzyli ludzie ze to "ufo zrobiło a wichura zboże położyła"

Bylo to jakoś w lipcu 2012

Sam pomysł przyszedł mi do głowy jak jechałem pociągiem i zobaczyłem kawał pola w jednym kawałku. Potem przez cały dzień myślałem o kręgach w zbożu, jak przyjechałem do domu zacząłem o tym czytać na różnych stronach o ufo itd. Na jednej stronie było napisane ze to niemożliwe że zrobione ludzką ręką bo to wszystko wpisane okrąg ze idealne ze zgodnie ze wskazówkami zegara. Już wtedy mi sie lampka w głowie zapaliła bo lubiłem geometrię i wpisywanie w okręgi a też w wakacje i różne weekendy jeździłem jako siła robocza do łopaty pomagać zakładać ogrody z ciotką, tam właśnie za pomocą sznurka i patyków ciotka robiła różne klombiki i wzory.

Potem w komentarzach bo też je czytałem ktoś wrzucił jakiś link do ruskiej strony i tam było pokazane jakie mają narzedzia i jak je robią.

To była wodą na mój mlyn więc na drugi dzień skompletowalem narzędzia, sznurki i chętnych xD

Zapytacie ile taki krąg się robi? 20 m średnicy we czterech dwie godziny.

Na miejsce przyjechała komisja gmina bo jeden dziadek tak sie wystraszył jadac na pole swoje i jak to zobaczył że prawie z rowera nie spadł i pojechał do najbliższych zabudowań zadzwonić do wójta.

Sam wójt mial zaciesz z tego wszystkiego.

Jak wyszła gazeta po całej akcji poszedłem do baru lokalnego gdzie byla sensacja. Siedzieliśmy wszyscy i słuchaliśmy ludzi mając zaciesz z tego wszystkiego, sołtys sie popatrzył na nas jak odpalał papierosa i powiedział ze ręki by sobie nie dal uciąć że to nie nasza sprawa.

Edit: a jak zapytacie co ze zbożem. Położone ono było i nie połamane. Żniwiarz 20m minut więcej po porostu kosił.

Autorytet8piorunów

Kręgi w zbożu to śmieszny temat. Praktycznie każdy to ordynarny fejk, część z tych najsłynniejszych ma nawet imiennych autorów.
Ale konsensus ufologów wygląda tak, że "oczywiście, że tamte to były fałszywki robione linką i walcem, ale te tutaj, mimo że praktycznie identyczne, to ja widzę, że one nie mogły powstać ludzką ręką" XD

Pokaż więcej komentarzy (16)

Gruba ryba

w Ciekawostki

88piorunów

Pamiętajcie że czasem zdarzają sie rzeczy przewrotne.

W 1999 roku australijski kierowca ciężarówki Bill Morgan uległ poważnemu wypadkowi. Doznał zawału serca i przez 14 minut był klinicznie martwy. Ratownikom udało się go uratować, ale wkrótce zapadł w głęboką śpiączkę. Po 12 dniach lekarze powiedzieli rodzinie, że jego mózg mógł zostać trwale uszkodzony i zasugerowali odłączenie aparatury. Ku zaskoczeniu wszystkich Bill nagle się obudził, całkowicie przytomny i bez żadnych uszkodzeń mózgu.

Uznając to za drugą szansę w życiu, rzucił niebezpieczną pracę, oświadczył się swojej dziewczynie i dla uczczenia tego kupił zdrapkę. Okazało się, że wygrał nowy samochód o wartości około 17 tysięcy dolarów. Historia szybko zainteresowała lokalne media, które poprosiły go, aby odtworzył moment zdrapywania losu przed kamerą.

Bill kupił więc kolejny los i zaczął go zdrapywać na wizji. Po chwili zamarł, spojrzał na reportera i powiedział, że właśnie wygrał 250 tysięcy dolarów.

Stało się to naprawdę, a ogromna wygrana padła dokładnie w chwili, gdy próbował jedynie odegrać przed kamerą poprzednie zwycięstwo.

https://www.reddit.com/r/BeAmazed/comments/1mw7tcj/in_1998_bill_morgan_was_dead_for_14_minutes/

Pokaż więcej komentarzy (6)

Fanatyk

w Hydepark

172piorunów

ok, śmieszne historie z

dawno temu w Londynie czekając aż zwolni mi się pokój do wynajęcia, Pakistańczyk z off-licence załatwił mi po znajomości na dwa tygodnie pokój w mieszkaniu z Rumunami, u Kurdów nad fish'n'chipsem. lokal jak na obrzeża stolicy 3-gwiazdkowy. zza jednej regipsowej ściany kurdyjskie modły, zza drugiej "thank you, thank you" od Rumunek na sekskamerkach, po blacie w kuchni szczury tłuką się sztućcami na talerzach, w suterenie dopchane kilku Albańczyków i pralka (prałem i tak na mieście, żeby nie pilnować rzeczy przez dwie godziny).

no i jeden z Rumunów, były wicemistrz okręgu Kluż w podnoszeniu ciężarów, pojechał swoim dwudziestoletnim Mercem SLK na urlop do kraju. wcześniej strasznie narzekał że coś mu się tłucze w tylnym kole, ale że to zrobi sobie u brata w Rumunii. jak się okazało nie zrobił.

trochę ponad tydzień minął, Rumun wrócił, ale bez auta. no i mówi że na niemieckim autobanie odpadło mu to tylne koło 😁. nic się nikomu nie stało, jakoś tak go poobracało że się zatrzymał na środku, na nic nie wpadł nawet, więc jak mówi auto się wyklepie. no ale nie to najgorsze, bo gestapo w rajchu za lawetę i parking policyjny skasowało go więcej niż to auto warte, plus jego brat musiał z Rumunii zapierdalać lawetą to odebrać i odstawić do Londynu. ogólnie finansowo pół roku pracy takiego Rumuna, wynoszenia wiertarek z roboty i jedzenia meatballsów tesco-value w puszce na marne :white_frowning_face:

no i przyjechał ten jego brat po kilku dniach tą lawetą, tak już pod wieczór, ściągli merca przed dom, ale jacyś tacy nerwowi. akurat na nich trafiłem, opowiedzieli mi trochę jacy to niemcy ss-mani itd, ale dało się wyczuć że czekali aż sobie pójdę. jak z nimi gadałem to zauważyłem że coś kapie z bagażnika, no i tak jebało, ale to takimi rozkładjącymi się zwłokami :grimacing: :nauseated_face: jak zdechnięta sarna w lesie, albo jak pies co drugi tydzień leży przy drodze :face_vomiting: no, smród nie do ukrycia. ja wszedłem zabrać rzeczy robocze (resztę dobytku trzymałem u znajomych w innym mieście), bo to akurat się wyprowadzałem już na nowe lokum, no i woła mnie jedna ta prostytutka rumuńska do okna, że ci co przyjechali trupa mają w bagażniku!!! i że już wykopali na backyardzie dół!!! patrzę, no k⁎⁎wa faktycznie, za domem koło kubłów rozłożone prześcieradło na sznurku, a za nim wbity sztych i dół wykopany!! patrzymy z przodu, a oni wyciągają we dwóch wielki czarny wór poowijany srebrną taśmą, cały obleziony pełzającym robactwem, kapie z tego, ledwo to mogą dźwignąć i tachają to do tego dołu. i w tym momencie wypada na nich kilku policjantów, bo się okazało że Kurd zadzwonił na psy, zjeżdżają się radiowozy, reszta psiarskich wpada na chatę i wyprowadza Albańców z sutereny, obstawiają cały teren, a ja patrzę jak Rumuni klęczą koło tego worka z rękami do góry i krzyczą coś błagalnie po rumuńsku do tych psiarskich. otoczyli to takimi parawanami policyjnymi, weszła jakaś babka w masce i rękawiczkach. zaraz wyszła, zwinęli parawan, zwinęli rumunów, zostawili to na chodniku, tylko taśmą policyjną owinęli, Albańczykom kazali spierdalać z powrotem do sutereny i pojechali.

okazało się że jak Rumun był na urlopie to bili świnię, no i wiózł całą taką jescze niemal ciepłą, że niby zdąży dojechać i wpakuje do zamrażarki, to nie będzie musiał tych meatballsów przez pół roku wpierdalać. tylko mu to kółko odpadło w rajchu i się świnia w bagażniku zepsuła na gestapowskim parkingu ¯\\( ͡° ͜ʖ ͡°)/¯

Pokaż więcej komentarzy (34)

Gruba ryba

w Hydepark

42piorunów

XDD
Cudowne 😆

Pokaż więcej komentarzy (9)

Osobistość

w Hydepark

35piorunów


Miałam w klasie w liceum taką rodzinę, niby normalni, ale jak tylko było coś związane z kościołem, to oni zawsze zawsze tam byli. Jakieś Oazy, spotkania, imprezy kościelne - zawsze można było tam spotkać M. i Z. Z. nawet śpiewała w chórkach jakichś.

Parę lat później brał udział w przekrętach finansowych (związanych z technologią).

Mija 10 lat, a ja czytam na portalach, że M. i Z. mają razem kilka spółek i tym razem jakąś fundację charytatywną z katolickimi odniesieniami w nazwie, i na wszystko brali jakieś kredyty, żeby je potem wydawać niezgodnie z celem tych działalności. Słabo pamiętam detale, a nie chcę pisać za dużo na wszelki wypadek.

Kolejne kilka lat do przodu (ech), i dostałam info, że M dalej kręci się wokół kościelnych spraw, raczej za nic nie beknął, ale jak widać nie trzeba być księdzem, żeby odwalać wały "na katolika" xD

Pokaż więcej komentarzy (6)

Osobistość

w Hydepark

45piorunów


Zawsze byłem szerszy niż rówieśnicy. Jak dla mnie to byłem gruby, ale na moje szczęście gruby w ten lepszy sposób, czyli zamiast chudych nóżek i rączek + wielki bęben byłem ogólnie dość zbity i duży. W szkole też często ludzie myśleli, że ćwiczę na siłowni, a do szkoły chodziłem wtedy kiedy jeszcze nie co drugi chłopaczek na siłownie chodził. Może też miało wpływ to, że jednak przez całe życie próbowałem różnych rzeczy, tu rok na basen, tu rok w tenisa, tu trzy lata karate, zimą od dziecka narty i snowboard. Nastało liceum i generalnie miałem obecnie "suszę" w sporcie, tak się złożyło, że nic ówcześnie nie ćwiczyłem, na żaden sport nie chodziłem. Bardziej wkręcił mi się vibe imprezowy, wiecie, nowi ludzi, nowa szkoła, LICEUM więc już dorosłość uderzała do głowy.
No i na jednej z pierwszych dużych imprez, łączone urodziny trzech gości z trzech różnych szkół więc było dużo nowych twarzy zaczął do mnie zagadywać taki typek, czy nie chciałbym może przyjść na rugby xD no i zaczął mnie urabiać, przekonywać, zachęcać, ale ogólnie raczej był na straconej pozycji, w końcu średnio mi się to widziało. Kiedy już byłem pewien, że niebawem odpuści podbił do nas znajomy, jak się okazało nasz wspólny znajomy. I powiedział wtedy magiczne słowa do tego rugbysty:
"nawet go nie namawiaj, Panda i tak nie przyjdzie na rugby" - nie wiem czemu, ale nigdy nic tak mocno mi nie wjechało na ambicje.
No i takim sposobem 3 dni później zameldowałem się na swoim pierwszym treningu rugby w życiu xD zostałem na kilka lat xD obecnie mecze oglądam jedynie z trybun. To taka krótka historia o tym jakie skutki może mieć odpowiednie wjechanie na ambicje.

GURU6piorunów

@Panda W technikum miałem w klasie Gibona (pozdro Przemas), rugbyste z Olsztyna, swego czasu kadry Polski juniorów, a w seniorach chyba zawodnik Budowlanych Łódź, ale to już nasze drogi się rozeszły.

Mniejsza z tym, no więc ja w technikum to byłem chuchro poniżej 60kg, zaprosił nas kiedyś na trening (klasa IT, więc mogliśmy osobną drużynę stworzyć) i w ten sposób na kilka miesięcy zostałem skrzydłowym xD

Potrafiłem przewracać tych wielkich dziadów, ale zdecydowanie najgorszy był dla mnie pot xD Jak się zderzyłem z takim prosiakiem dwa razy większym ode mnie to się czułem jakby mnie z wiadra wodą polewali (╯°□°)╯︵ ┻━┻

Pobiegałem bo to spoko chłopaki byli, ale przyszłości przy moich gabarytach to tam nie było na profesjonalnę grę, a i rozrywki człowiek miał w tych latach inne.

Niemniej - naście treningów odbyłem :stuck_out_tongue_winking_eye:

Pokaż więcej komentarzy (15)

Gruba ryba

w Hydepark

61piorunów

Każdy rodzic wie, że wraz z wiekiem dzieci zadają coraz trudniejsze pytania dotyczące życia.
Z racji tego, że mamy trzy dziewczyny w domu, najstarsza ma 16, a najmłodsza 7, to myślałem, że jestem gotowy na pytania od najmłodszej.

No i dzisiaj trafiło mi się. Byłem pewien, że jestem gotowy na wszystko.

"Gdzie wieloryb ma d⁎⁎e i jak dużą kupę robi?"

Na to nie byłem gotowy.

Fanatyk9piorunów

@jarezz - dobrze, że do takich sytuacji jest ChatGPT:
>Wieloryby, jak wszystkie ssaki, mają odbyt, przez który wydalają odchody. W przypadku wielorybów, ich odchody są zazwyczaj w postaci ciemnych, gęstych brył, które mogą być dość duże, biorąc pod uwagę ich rozmiar. W zależności od gatunku, dieta i wielkość wieloryba, ilość wydalanych odchodów może się znacznie różnić. Na przykład, niektóre większe gatunki, takie jak płetwal błękitny, mogą wydalać znaczne ilości odchodów, co ma wpływ na ekosystem oceaniczny, ponieważ te odchody są źródłem składników odżywczych dla innych organizmów morskich.

Mistrz5piorunów

@jarezz to jest bardzo ważne pytanie. Ja pamiętam jak w podstawowce w wieku Twojej córki najmłodszej mieliśmy pokaż węży. Przyjechał do szkoły jakiś pan z widzami i opowiadał o nich różne rzeczy, można było dotknąć itp. i później były pytania i jakaś odważna dziewczynka się zapytała "proszę Pana a którędy wąż robi kupę" no i patrz ponad ćwierć wieku już żyje z tą informacją dzięki tej dziewczynce :)

Pokaż więcej komentarzy (16)

Osobistość

w Hydepark

43piorunów

Specjalnie dla @Half_NEET_Half_Amazing wyciągnąłem po dłuuugiej przerwie saksofon i zagrałem Barkę xD wybaczcie potknięcia ale nie grałem jakieś 1,5 roku XD
https://streamable.com/q84vpp

Pokaż więcej komentarzy (10)

Osobistość

w Hydepark

36piorunów

 

W poprzednim wpisie o tym jak nauczyłem mówić się R ( https://www.hejto.pl/wpis/coolstory-chwalesie-rrr-nieprawdopodobneajednak-niewiemjaktootagowac-logopeda-wa ) napisałem, że generalnie jak sobie coś wymyślę, to lubię coś robić w tajemnicy przed wszystkimi, żeby potem zrobić wieki coming out.
Generalnie to jestem fotografem ślubnym, więc wiadomo na weselach zawsze siedzę z DJami, zespołami, filmowcami itd.
I jednego razu trafiłem na DJa, który działał w duecie z saksofonistą. Ogólnie strasznie lubię instrumenty, niestety nie dane było mi się rozwinąć w tej kwestii, ale strasznie mi się podobają wszelkie skrzypce, pianina, klarnety i inne perkusje. Coś tam na gitarze potrafię grać. No i jeszcze goście nie dojechali na sale, witam się z tym saksofonistą i mówię, że bardzo mi się saksofon podoba i strasznie żałuje, że nie gram.
No i nie uwierzycie co ten typ mi powiedział. On mówi "zawsze można się nauczyć" - no i kurde zmiotło mnie to z planszy, jakaś prawda objawiona, przecież mogę się nauczyć xD Wróciłem z wesela przed 2:00 i zacząłem po necie szukać informacji o saksofonach xD Następnego dnia zacząłem szukać potencjalnego nauczyciela co okazało się nie lada wyzwaniem, pisałem do znajomych co grają po zespołach jakiś, czy może kogoś znają i dostałem namiar na gościa. Okazało się do tego, że uczył jedną dziewczynę z mojego miasta ale od ponad roku już nie gra więc może mi sprzeda. No i sprzedała mi mój wspaniały saksofon tenorowy.
Spotkałem się z moim nauczycielem, za⁎⁎⁎⁎sty ziomek no i mówię mu, że wiem, że mało czasu ale za tydzień moi rodzice mają rocznice ślubu i jakby się dało to chciałbym sto lat im zagrać xD no i co ja Wam powiem, generalnie geniusz muzyczny to ja, bo pod koniec pierwszej lekcji już to sto lat powoli kaleczyłem xD
Mija tydzień, ćwiczyłem codziennie! Podjeżdżam z samego rana pod dom rodziców, saksofon już skręcony na fotelu leżał i wbijam do nich z rana i dmucham w tę rurę i gram sto lat xD Poderwali się z łóżka bo chyba myśleli, że dom się wali, dmuchałem z całych sił xD Tak oto zrobiłem swój coming out. Po kilku miesiącach niestety przestaje ćwiczyć, ale wracam do ćwiczeń pół roku przed moim ślubem, dzwonię do nauczyciela i mówię ROBERT JEST MISJA.
Wymyśliłem sobie to tak, że na wesele się goście bawią na parkiecie a ja nagle wpadam z saksofonem i gram na żywo BELLA CIAO. Pół roku maltretowałem to, fajnie na weselu wyszło, bo z rodziny mojej żony nikt nie widział, że gram a tych kilku znajomych co wiedziało czy moja rodzina to już zakładali, że od dwóch lat nie gram i pewnie przechlałem ten saksofon.
No i generalnie wyszło to za⁎⁎⁎⁎ście, jedyne czego żałuję, to że nie wyciągnąłem potem saksofonu o 5:00 jak z gośćmi wnosiliśmy kieliszki śpiewając barkę (a wesele było do 4:00 xD) bo barka to trzeci utwór (po bella ciao i sto lat) który opanowałem do perfekcji xDDDDD Łapcie moje foto z wesela, pozdrowiam i do usłyszenia przy kolejnej historii z mojego życia, mam ich trochę xD

Pokaż więcej komentarzy (11)

Osobistość

w Hydepark

51piorunów


W ogóle xD
Tak się składa, że od dziecka nie umiałem mówić litery "R" - taka moja wada wymowy, nie mówiłem takiego turbo "francuskiego", dla osób, które mnie znały raczej było to niesłyszalne, jednak dla nieznajomych miałem oczywiście słyszalną wadę wymowy. Za dzieciaka nawet odwiedziłem raz w szkolę logopedę w podbazie, dała mi jakieś ćwiczenia na machanie językiem, kazała ćwiczyć i przyjść za 2 tygodnie na długiej przerwie, ale... no właśnie wtedy akurat był turniej w kapsle Pokemon więc nie mogłem odpuścić turnieju, żeby ćwiczyć jakąś wymowę xD a później to się bałem, że wkurwiona mnie nakrzyczy i w praktyce nigdy więcej się tam nie zjawiłem.
No i tak sobie żyłem z moim "R", które było gdzieś między "w" a "ł".
Aż, któregoś razu po imprezie obudziłem się na kacu i wpadłem na genialny plan, że fajnym zaskoczeniem dla wszystkich znajomych byłoby, gdybym któregoś razu na imprezie przyszedł i powiedział prawdziwe, soczyste kuRRRRRwa.
Wyszukałem więc w Google logopedów w mojej miejscowości, odrzuciłem wszystkich facetów i drogą castingu wybrałem najładniejszą panią xD Dzwonię, że chciałbym umówić na pierwszą wizytę, a ona się pyta ile dziecko ma lat. Mówię, że to chodzi o mnie i mam tych lat 25 xD Wybrnęła z tego, że oczywiście, że zdarzają się również dorośli... nie wiem co o tym sądzić bo jak przyszedłem na pierwszą wizytę to oddała mi swoje krzesło a sama siedziała na takim małym krzesełku dla dzieci no i cały gabinet był raczej taki kolorowy, no typowo pod dzieci xD
No i uwaga, pierwsze spotkanie i od razu praktycznie wyszło, że wybór najładniejszej pani logopedy to był strzał w dziesiątkę, bo ona nagle ubiera różową, lateksową rękawiczkę i pakuje mi rękę do mordy i mi robi masaż podniebienia xD Gdybym trafił na starego dziada to do dzisiaj bym nie mówił "R" xDDDD
Ogólnie po zdiagnozowaniu problemu (bo są różne wady i różnie język może spierdalać przy niektórych głoskach) rozpoczęliśmy ćwiczenia i spotkania co dwa tygodnie. Treningu nie ułatwiał fakt, że robiłem to w całkowitej tajemnicy przed całym światem (lubię tak robić, mogę Wam kiedyś opowiedzieć historię o saksofonie xD ) więc w domu nie ćwiczyłem, w pracy nie ćwiczyłem, właściwie ćwiczyłem tylko na spacerach z psem.
Aż 9 miesięcy tak zleciało, pani Iza już miała chyba ochotę się poddać, aż jednego razu jadę autem z roboty i śpiewam sobie Kękęgo "....ja łobię Rap" - i nagle oczy mam jak pięć złotych bo usłyszałem to R w słowie RAP xD k⁎⁎wa udało się. Praktycznie z automatu zaczęło mi wychodzić jedynie po głoskach T oraz D czyli drewno, tratwa itd. Ten RAP to był wyjątek jakiś chwilowy bo ciężko było mi to potem powtórzyć. W najbliższą środę o 8:00 rano melduje się u pani Izy, oznajmiam radosną nowinę i zaczynamy właściwie skakać razem z radości xD nakierowała mnie co dalej i praktycznie kolejne głoski idą ja burza.
Można powiedzieć, że spełniam swoje marzenie, przy najbliższej okazji na imprezie mówię do wszystkich EJ KURRRRRWA SŁUCHAJCIE xD patrzą na mnie jak na zjeba, wspominałem już, że znajomi nie słyszeli tej wady na codzień więc dalej patrzą jak na debila... to ja mówię NO KUURRRRRRRRWA DRRRREWNO, TRRRRRAWA, DRRRRRRABINA, nagle znajoma rzuca "ej Panda ty mówisz R"
No jak nie mówię jak mówię!

Jak słyszę, że w radio jakiś prezenter nie mówi R to dostaję piany na ustach.
PozdRRRRRo, to moja historia dla Was na dziś!

Fenomen1piorunów

@Panda no bardzo ciekawe, bardzo.
A teraz powiedz coś więcej jak to było z ta pani Izą i gumową rękawiczka bo nie wierze, że skończyło się to tak banalnie na jakichś ćwiczeniach logopedycznych.

Pokaż więcej komentarzy (9)

Mocarz

w Hydepark

77piorunów


Wieczorna rundka po okolicy z psem, wchodzimy na sąsiednie osiedle, na chodniku zatrzymuje nas starsza kobieta i prosi nas o coś, mówiąc o pozostawionej czterolatce, żebyśmy jej przekazali, że ktoś ją zabierze. Wtf? Jako że niezbyt dobrze kobietę usłyszałam, sklejam w głowie zlepek informacji w całość- ktoś zostawił czteroletnie dziecko bez opieki na placu zabaw po zmroku? ಠ_ಠ
Otóż nie. Albo i tak. Baba zostawiła - ta, która stoi na przeciwko nas i do nas mówi. I używa słów, że jej się nie chce wracać po to dziecko.

Moment, pytam, chce mi pani powiedzieć, że zostawiła pani czteroletnie dziecko bez opieki i prosi obcych ludzi, żeby ją postraszyli, bo pani się nie chce do niej wracać? I tu chyba babie nieco zatrybiło w głowie jaką kurtyzanę z logiki zrobiła, bo odpowiedziała tylko 'no nie'.
Kuźwa. Mówię babsku że mogę podejść do tego dziecka, ale straszyć go nie zamierzam, natomiast mam nadzieję że nigdy nikt jej więcej tego dziecka pod opiekę nie powierzy, bo to jest obrzydliwe. Odwróciliśmy się w swoją stronę, bo akurat w tę, gdzie podobno dziecko przebywało i serio, było - jakieś 50 metrów dalej, lepiło sobie coś w śniegu.
Co usłyszeliśmy? Że to nie nasza sprawa xD A następnie nawoływania babska w stronę dziecka, cytuję: "bo jak przyjdę to będziesz płakać" i "chodź bo cię ktoś ukradnie" xD
Dziecko na szczęście niewzruszone, a ja się zastanawiam czy pisać o tym na spotted żeby może jakaś matka ogarnęła komu swoje dziecko powierza ಠ_ಠ

Pokaż więcej komentarzy (39)

Gruba ryba

w Memy

31piorunów

Kobieta na tym zdjęciu została sfotografowana w 1946 roku. Ta dziewczyna to Susan.
Ma 45 lat i dwoje dzieci.
Susan nigdy nie ćwiczy, śpi do późna, je i pije co tylko chce.
Co robi Susan by mieć taka figurę?
Susan nie ma żadnego sekretu.
Susan to kobieta w prawym górnym rogu zdjęcia

Pokaż więcej komentarzy (3)

Specjalista

w Hydepark

0piorunów

6/115

rozdział krótki jak mój benis ( ͡°͜ʖ͡°)

- Kamil, k⁎⁎wa, to nie jest śmieszne, wychodź wreszcie! – Krzyknął Młody, waląc pięścią w drzwi łazienki. Staliśmy w piątkę w wąskim korytarzyku należącym do „mieszkanka” Kamila, podczas tych trzech tygodni zielonej szkoły.
- Nie, idźcie sobie! – Odpowiedział nam wściekły głos.
- K⁎⁎wa, a jak on sobie coś tam na serio zrobi? – Zaniepokoił się Sperma.
- Hej, Kamil! Pogadaj z nami! – Spróbowałem wywabić na zewnątrz przyjaciela.
- Nie!
- No chodź, bo jej wszystko powiemy! – Zirytował się Patryk. Jak za dotknięciem magicznej różdżki, drzwi otworzyły się.
Kamil patrzał na nas pełnym nienawiści wzrokiem. Woda spływała z jego mokrych włosów na twarz i koszulkę.
- Nie zrobilibyście tego.
- Chcesz się przekonać? Co ty wyprawiasz? – Zapytał go Młody.
- Nie wasza sprawa. Czego ode mnie chcecie?
- Tak trudno się domyślić? Przyszliśmy żeby cię uratować. – Wzruszyłem ramionami, jakby było to oczywiste.
- Przed czym?
- Hmmm… Przed samobójstwem? Myślisz, że nie wiemy, że topiłeś się w umywalce? – Sperma skinął głową w stronę umywalki, wypełnionej po brzegi wodą. – Przez Monikę?
- Bo… Ona mnie nie chce… - Chłopak stracił panowanie nad sobą i zaczął głośno szlochać.
- No, daj spokój, będzie dobrze. – Pocieszałem go.
- No, chodź z nami. Pójdziemy na gofry, od razu ci przejdzie. – Poszedł w moje ślady Młody.
- Gofly? – Zapytał Kamil przez łzy.
- No, z sosem czekoladowym. Na dole w bufecie są.
- Dobla.
I tak potęga gofrów z sosem czekoladowym załatała złamane serce Kamila.