naprawtagiGwiazdor
19piorunów35 526,41 + 6,08 = 35 532,49
Tupu tup po bieżni
---
Wpis dodany za pomocą hejtostats.pl. @Marvin certified! #statsbymarvin
Dołączył/a:
naprawtagiGwiazdor
19piorunów35 526,41 + 6,08 = 35 532,49
Tupu tup po bieżni
---
Wpis dodany za pomocą hejtostats.pl. @Marvin certified! #statsbymarvin
blinkin000Zawodowiec
51piorunów34 737,64 + 42,74 = 34 780,38
Mój maratońska debiut, do tej pory max to były połówki (bo zawsze lepiej przebiec półmaraton niż pół maratonu hehe).
Zawsze uważałem, że to jest dystans dla nienormalnych ludzi a teraz tylko utwierdziłem się w tym przekonaniu. :grinning: Nie wiem czy będę chiał to jeszcze kiedyś powtórzyć.
PS Poznań organizacyjnie topka
#sztafeta #bieganie #maraton #poznan
*
Wpis dodany za pomocą hejtostats.pl. @Marvin certified! #statsbymarvin

BoriaOddajBulkuMocarz
58piorunów34 618,18 + 42,20 = 34 660,38
Bążur, dzisiaj wpadł maraton poznański.
Doliczam sobie więcej niż standardowe 42,197 bo jeszcze biegłam rano na autobus.
Czas 4h 39 minut, pięć minut lepiej niż rok temu, jestem zadowolona.
---
Wpis dodany za pomocą hejtostats.pl. @Marvin certified! #statsbymarvin

blinkin000Zawodowiec
20piorunów33 413,50 + 8,00 + 8,00 + 13,60 = 33 443,10
Podsumowanie tygodnia a za tydzień Poznań Maraton. Jakieś porady dla debiutanta na tej trasie? PB 1:41 na połówce, ale tutaj nie mam celu czasu, chce po prostu przebiec i tyle.
*
Wpis dodany za pomocą hejtostats.pl. @Marvin certified! #statsbymarvin

O to może się gdzieś miniemy :smiley: Z tego co patrzyłem to w tym roku druga połowa jest bardzo płaska, cos jak wiosenny poznański półmaraton (miał w sumie mniej niż 40m przewyższenia).
BoriaOddajBulkuMocarz
32piorunów32 237,29 + 10,20 = 32 247,49
Dzisiaj z osobistym rekordem na dychę - poprawione poprzednie 51:16 na obecnie 50:16, równo minuta ucięta. Feel good man.
---
Wpis dodany za pomocą hejtostats.pl. @Marvin certified! #statsbymarvin
Bardzo ładnie
festiwal_otwartego_parasolaLider
182piorunówpolskie prawactwo cieszy sie z wygranej afd, która nie uznaje naszych zachodnich granic

@festiwal_otwartego_parasola co jest jeszcze niżej niż pogarda? bo dla tego śmiecia szkoda nawet mojej pogardy
enronGruba ryba
36piorunów30 747,43 + 12,37 + 23,17 + 5,27 + 23,71 + 13,27 = 30 825,22
Po harcach z Jadzią liczyłem na zaliczenie jeszcze jakiegoś #2137 - ale jak się okazało, nie było mi dane zaliczyć przed końcem miesiąca świentego dystansu 🙄 i głównym bohaterem byli Czesi xD
W szczególności zamarudziłem w piątek i czas był tylko na minipapaton czeski. Za to w sobotę sobie odbiłem lekko przerośniętym czechem na 23,17. Jeszcze tego dnia dziecko wymusiło na mnie asystę rowerową na plac zabaw i z powrotem - wyszło ledwo ponad 5 km w żółwim tempie, ale byłem totalnie wykończony xD
Na niedzielę miałem ambitniejszy plan - piwyżej 30 km. No ale jak się siedzi z żoną do późna przy filmach, to się człowiek słabo zbiera z rana i musiałem się ponownie pogodzić z okolicami 23 km. Młody znowu przebąkiwał o rowerku, ale zrobił się upał i udało się go przekonać na zwykły spacer 😅
No i dzisiaj to już zwykły, ordynarny leń był. Odpuściłem sobie papaton na rzecz kolejnego małego Czecha. Czasem czeba 😏
Ogólnie udało się w końcu przebić 500 km, więc nie mam powodów do narzekania ☺️
Miłego nadchodzącego września! ♥️ Będzie się działo, niemal co tydzień jakiś start. Żona mi łeb urwie xD

W wyzwaniu miesięcznym zostałem zmasakrowany przez Becię, która jeszcze na 100% coś dorzuci do swojego wyniku 🙃
BoriaOddajBulkuMocarz
26piorunów30 271,97 + 8,70 = 30 280,67
Szybki wieczorny
---
Wpis dodany za pomocą hejtostats.pl. @Marvin certified! #statsbymarvin
@BoriaOddajBulku ... Bieg? :face_with_hand_over_mouth:
razALgulLider
28piorunów29 054,04 + 3,01 = 29 057,05
Moje pierwsze bieganie nie na bieżni mechanicznej.
Szału nie ma, bo obiad trochę leży na bebechach, ale za to jakie widoki...
---
Wpis dodany za pomocą hejtostats.pl. @Marvin certified! #statsbymarvin

@razALgul jezu pamiętam jak kiedyś po pół roku biegania na bieżni wyszłam w końcu na dwór, co to była za uczucie xd inny świat
BoriaOddajBulkuMocarz
28piorunów26 455,60 + 10,00 = 26 465,60
13. Nadmorski Bieg Uzdrowiskowy
Przyjeżdżam spocona i śmierdząca nad morze po półmaratonie, wychodzi właściciel przybytku, strój sportowy, na nogach Hoka.
-Pani na dzisiejszy bieg??
-Nie...?
-Na jutrzejszy...? Mam pakiet na sprzedaż, koledze się auto zepsuło i go nie będzie..?
No i tym sposobem wracam z urlopu z dwoma medalami :D
---
Wpis dodany za pomocą hejtostats.pl. @Marvin certified! #statsbymarvin
BoriaDostańBlaszku
BoriaOddajBulkuMocarz
26piorunów25 344,31 + 8,30 = 25 352,61
Czas na nowe buty, po bieganiu w moich ulubionych pobolewa achilles. Kurevsko nedobre novinky.
---
Wpis dodany za pomocą hejtostats.pl. @Marvin certified! #statsbymarvin
22 956,91 + 12,37 = 22 969,28
Skróciłem bieg bo żona dzwoniła, że córka jednak chce abym ja ich uśpił bo jestem ostatni wieczór przed wyjazdem.
Ogólnie nadal około 30 stopni a beton oddaje.
Wpis dodany za pomocą https://hejto.sztafetastat.eu

Dolina śmierci ale cool nazwa
TrypsynaGURU
267piorunówDebiut i Zwycięstwo – Ultramaraton 101 km
Wystartowaliśmy kilka minut po 21:00. Temperatura przyjemna, słońce już zaszło, jeszcze całkiem widno było. Pierwsze kilometry wzdłuż morza, po plaży na przemian z wbieganiem po górkach kępy Redłowskiej i klifów Orłowskich. Po 5 kilometrze czas na pierwszy żel. Generalnie miałam taką zasadę, aby przyjmować coś do jedzenia co 5-6 kilometrów (Miałam ze sobą żele, batoniki, żelki i ciasteczka zbożowe). Pod drzewami już zauważalnie ciemno, czołówka poszła w ruch. Trasa pokręciła nas po Kolibkach. Koło dyszki wsunęłam batonika. Zdobyłam „kolegę” który mi towarzyszył do 54 kilometra. Okazało się, że nie ma żadnego sportowego zegarka z wgranym GPX, zatem leci tak jak znajdzie oznaczenie trasy (odważnie). Zostałam jego nawigatorem. 1 Punkt odżywczy na 13 km. Uzupełnienie softflasków na maksa, wsunęłam 2 kawałki sera, dwa paluszki, banana, kilka chipsów. Spojrzałam na mapę trackerów uczestników i zauważyłam, że chyba jestem pierwszą babą (chyba, bo na początku dosyć świrowały te nadajniki i niektórych pokazywało absurdalnie daleko). Dobra, to trzeba się zbierać. Na punkcie spędziłam nie całe 5 minut. Złapałam jeszcze krówkę na drogę.
Kilometr 14-15 – wykręciłam prawą kostkę. Poczułam charakterystyczne, nie mocne, chrupnięcie w kostce (miałam zza czasów szkolnych 2x skręconą kostkę i znam dobrze ten moment). Przez ułamek sekundy już miałam, a co jak to będzie już DNF? To fajny miałaś ultramaraton. Dwóch Panów (w tym koleżka) od razu mnie złapali z troski, gdyż delikatnie się przewróciłam pod wpływem przekręcenia kostki za co dziękuję. Stwierdziłam, że lecę dalej, „rozbiegam”. No i faktycznie, po 300-400 metrach kulejącego truchtu ból zszedł. Dalej na punktach obserwowałam tą kostkę, czy pod wpływem chwilowego odpoczynku kostka nie zaczyna puchnąć, bądź pod wpływem powrotu do pracy nie odczuwam jakiegoś strukturalnego bólu. Nic takiego nie wystąpiło w trakcie biegu.
Generalnie nie patrzyłam na cały dystans na zasadzie „ile mam jeszcze do zrobienia”. Dzieliłam wszystko na zasadzie „od punktu odżywczego do kolejnego punktu”. Jak wybiegałam z pierwszego punktu, to wiedziałam, że mam teraz do zrobienia 19-20 km do kolejnego i tego się trzymałam. Jeszcze 15 km, jeszcze dyszka, o już mniej niż dyszka, o jeszcze tylko 3, jeszcze 1 to pewnie zaraz będę widziała go w zasięgu wzroku. Czasem w skali całości widziałam pewne „check pointy” typu, przy 25 – o już ¼, przy 33 – już 1/3 – przy 50 – o, już większość za mną. No i tak tak sobie żyłam od punktu do punktu.
Ciemność wszędzie, noc wszędzie. Czołówka chodzi non stop. Nie chcę drenować baterii, więc jak biegnę/maszeruje odpalona jest na mniejszej mocy. W momenci gdy jest zbieg – odpalam na mocniejsze świecenie. Nie chcę mocno drenować baterii (miałam na zmianę, ale chciałam dopiero zmienić na spokojnie na punkcie odżywczym, gdzie nie będę musiała się bujać z oświetleniem rąk). Koleżka trzyma się mnie stale. Biegnie jakieś kilka metrów za mną. Jak przechodzę do marszu, to on również. Generalnie nie przeszkadza mi to, w sumie to nawet się cieszę że nie jestem sama w lesie, jest mi trochę raźniej bo dookoła nie widziałam żadnych biegaczy na horyzoncie. Czasem zamieniamy parę słów, informuję go gdy np. zapowiada się większa górka. Podczas wchodzenia na jedną z nich, koleżka mówi że na tych biegach ultra to faktycznie te kijki by się przydały. Mówię że moje czekają na mnie na przepaku, bo w drugiej połowie będzie dużo chamskich podejść, teraz jest lajcik. Koleżka mówi że nie ma przepaku i z rozmowy wyszło, że to jest jego pierwszy ultramaraton. Spytałam się go, czy nie myślał o tym aby najpierw zrobić coś krótszego typu 50-70 km, na co stwierdził że po prostu ta stówka się do niego od razu uśmiechnęła. Btw, to nie był jakiś młody koleś – na moje oko, około 40 latek. Miał ze sobą również (na szczęście) 1 softlaska, z czego zażartował bo zastanawiał się czy jest sens aby go brał.
Dobiegliśmy na drugi punkt odżywczy na 32-33 km. Zapytałam się wolontariuszy, czy była tu przede mną jakakolwiek inna baba z dystansu 100km. Odpowiedź brzmiała że nie, jestem pierwsza. Fajnie fajnie, czyli trzeba działać sprawnie. Zrobiłam siku w toi toiu, zjadłam zupę pomidorową i wypiłam herbatę zrobioną z granulatu. Chyba coś jeszcze przekąsiłam ale już nie pamiętam. Uzupełniłam płyny w softflaskach, wymieniłam baterię w czołówce. Zabrałam ze sobą dwa żele firmy Ale. Pod koniec mojego pobytu przybiegły 2 babeczki z dystansu 100 km. Wiedziałam, że muszę uciekać. Na punkcie spędziłam około 9 minut.
Odliczanie do kolejnego punktu odżywczego (wraz z przepakiem) – 22 kilometry przede mną. Odcinek między 40 a 50 kilometrem był trochę cięższy dla mnie. Byłam zmęczona, ale pod kątem snu. Podczas marszu, czułam oczy jak do snu, podczas truchtu było trochę lepiej. Ciemność dookoła też nie pomagała. Przyszło mi na myśl czy by już nie spożyć żelu z kofeiną dla pobudzenia, ale stwierdziłam że „przemęcze” się jeszcze te kilka kilometrów do kolejnego punktu, bo w planie było po nim przyjąć go. Sporo również było odcinków ewidentnie mniej uczęszczanych przez ludzi (w końcu już bardziej po okolicznych wiochach biegaliśmy) więc te podłoże też było dla mnie nie zbyt bezpieczne. Ścieżki z dużą ilością liści bądź wysokiej trawie, krzaczkach. Z uwagi na „nieuwagę” wcześniej i incydent kostkowy wolałam trochę przejść te mniej czytelne ścieżki.
Miałam nawet delikatne omamy pod koniec. Nie były to na pewno halucynacje, ale mózg już łatwo przyswajał dosyć niecodzienne rzeczy. Biegnąc sobie lasem, już niebo robiło się coraz jaśniejsze i powoli można było poszczególne kształty wyszczególniać swoim wzrokiem - Zauważyłam jakąś kłodę z 50 metrów przede mną, obok trasy. Na tej kłodzie był jakiś kształt i mój mózg przyjął oraz zaakceptował informację że to jakaś czarnowłosa typiara, nawet widziałam jak ręką ruszyła co mnie "utwierdziło" że to nie są omamy. W momencie jak przebiegałam, okazało się że to były korzenie z innego konaru opierający się o ten konar nr 1. Miałam bekę, że nawet nie przyszło mi na myśl nic racjonalnego typu - hmm mamy 3:00 i to by nie było zwyczajne że jakaś laska w środku lasu w jakiejś dziurze może tu siedzieć. xD
W okolicach 50 kilometra zrobiło się już wystarczająco jasno, że można było już wyłączyć czołówkę. Wybiegliśmy już na otwartą przestrzeń wśród pól. Koleżka chyba robił się już zmęczony, bo odległość między nami się zwiększała. Wybił 50 kilometr – najs półmetek za mną. I wtedy pojawił się on, punkt odżywczy nr 3 wraz z przepakiem.
Klasycznie uzupełnienie softflasków. Kubek kawy (czas zażyć kofeinę i odpalić ogień w d⁎⁎ie, wcześniej nie przyjmowałam w ogóle kofeiny jak i przed biegiem również nic). Kubek napojów. Pierogi ruskie haps, ser w kawałkach, mini pączusie i coś jeszcze, ale już nie pamiętam. Obsługa mówi, że kobieta nr 2 ma jakieś 2 km do punktu. Trza się streszczać. Odpalam przepak, uzupełniam jedzonko, zabieram powebanka wraz z kablem i przejściówką do Garmina i kijki do biegania. Poza tym w przepaku miałam jeszcze: buty na zmianę, spodenki na zmianę, 2 pary skarpet, chusteczki, plastry – wszystko awaryjnie.
Biorę w łape pół drożdżówki i zaczynam etap kolejny, 24 km.
Czuję się mocno nakręcona faktem, że dalej utrzymuję K1. Odpala mi się lekka rywalizacja. Zadebiutować i wygrać? I’m in. Przyjmuję zaraz żel z kofeiną (200mg kofeiny). Po kilometrze już ~murzyn~ pigmentododani piłuje kraty. Po chwili znalazłam „ustronne” miejsce. Dreptam sobie na płaskim i z górki. Na podejściach nie forsuje się, aktywnie maszeruje z kijkami. Zaczynają się chamskie podejścia. Nie patrzę się nawet w górę, skupiam wzrok na wysokości stóp i spokojnie krok za kroczkiem przemieszczam się wraz z wsparciem kijków. Pragnienie zaczyna rosnąć, od 70 kilometra nie mogę się doczekać punktu odżywczego. Mam jeszcze trochę płynów, ale muszę powoli je oszczędzać. Te 7-8 kilometrów delikatnie mi się dłuży. Na 77 km za każdym zakrętem wyczekuję już punktu.
W końcu jest i on, ostatni punkt odżywczy. Uzupełniam softflaski, piję sporo płynów. Siku w toi toiu. Jem wszystkiego po trochu co jest dostępne na punckie. Dziewczyny z obsługi mnie informują, że mam około 25 minut przewagi od kolejnej kobiety na trasie. Na punkcie spędziłam nie całe 10 minut. Trochę opita i podjedzona ruszam. Siły witalne powracają. Odpalamy final countdown, lecimy już do mety, już tylko lekko ponad półmaraton.
Do 85 kilometra jest naprawdę za⁎⁎⁎⁎ście. Wiadomo, czuję jakieś zmęczenie – ale czy by było to po 40, 60 czy 80 kilometrach – czułam się tak samo. Również całkiem fajną ogólną stawkę w zawodach utrzymywałam. Kręciłam się koło 20 slota na prawie 100 osób które wystartowało. Na 85 kilometrze pojawia się ściana płaczu (boczne wejście na długą góre w Gdyni), które jest przeokrutne. Na podejściu nie widać szczytu, profil bardzo stromy i do tego brak ścieżki, trzeba po starych liściach się przemieszczać. Po kilku minutach walki jestem na szczycie. I pojawia się on – kryzys.
Fizyczny – Nie jestem w stanie biec. Prawa stopa zaczęła mi się odzywać podczas biegu. Czułam taki „strukturalny” ból między piętą z kostką. Zmartwiłam się, czy to nie jest jakieś przemęczenie i nadwyrężenie naruszonej już kostki 70 kilometrów temu. Po jakimś czasie i druga stopa dokładnie w tym samym miejscu zaczęła mnie boleć więc uspokoiło mnie to pod kątem tamtej myśli. Po prostu, jakieś zmęczenie strukturalne. No nic, maszeruje zatem, i próbuję podtruchtać co jakiś czas chociaż te 100-200 metrów.
Wtedy wchodzi on, kryzys mentalny. Zaczęło się robić gorąco, ale nie odczuwałam tego. W lesie dosyć schowanie byliśmy od słońca. Bezpośrednio temperatura nie przeszkadzała mi. Ale tak bardzo chciało mi się pić. Nigdy nie miałam takiego pragnienia. Marzyłam o tym, by wziąć i haustem coś wypić ile się da. Miałam w softflaskach jeszcze sporo płynów, ale musiałam to rozsądnie rozdysponować aby do mety mi starczyło. To mnie tak mentalnie bolało, że nie mogę się napić. Co brałam łyk wody, to po chwili czułam suchość w ustach. Kryzys mentalny wzmagał też fakt, że przez to, że będę więcej maszerować i tym samym droga do mety zajmie mi więcej czasu – naszły i obawy czy w ogóle to co mam to czy mi starczy?
Przy którymś zejściu z lasu, przed 90 kilometrem, pojawił się on. Wybawca.
Obcy koleś, przyjechał z zgrzewkami wody i rozdawał je zawodnikom. Bardzo mu podziękowałam, bardzo tego potrzebowałam. Naraz wypiłam ciągiem. Po chwili od razu lepiej mi się zrobiło. Za jakieś 5 kilometrów spotkałam drugiego Pana w środku lasu który miał baniak wody i również pomagał zawodnikom. Również skorzystałam z pomocy. To nie były osoby z organizacji biegu. Jestem bardzo im wdzięczna za taką pomoc.
Człapałam się jakoś, kilometr za kilometrem. Sporo ludzi, zdecydowanie „żywszych” mijało mnie, byli to zawodnicy z krótszych dystansów. Co było dla mnie ciekawe, chyba tylko 1 biegacz z mojego dystansu wyprzedził mnie podczas mojego marszu. Czyli nie tylko ja umierałam. Na początku tego piekła, miałam w głowie, że mogę sporo wypaść z stawki.
95 kilometr, 96 kilometr, 97 kilometr, wielkie odliczanie do końca. Jest i on 99 i zaraz 100 kilometr. Do mety tylko 1,5 kilometra. Trasa już sprowadza do miasta. Jestem na chodniku, zmierzam do mety. Chcę podbiec, ale jest to bardzo bolesne. Dopiero na ostatnich 450 metrach, zaczynam truchtać – wiem że muszę to przecierpieć, to już koniec. Wbiegam na murawę Stadionu Rugby po godzinie 12:30, Speaker mnie woła przez mikrofon. Przekraczam linię mety. I dostaję kubeł zimnej wody na łeb :grinning:
Tak o to, pokonałam dystans 100 kilometrów. Zrobiłam to. A nawet i wygrałam – nie tylko wśród uczestniczek ale i sama z sobą.
Czy jest coś co zrobiłabym lepiej? Na pewno na takie warunki zabrałabym więcej pojemników na napój. Miałam 2 softflaski po 500 ml, jak dotąd na zawodach zawsze mi starczyły od punktu do punktu z zapasem – tak tutaj ewidentnie wraz z rosnącą temperaturą było tego za mało. Bukłak do kamizelki biegowej wraz z softflaskiem to absolutne minimum.
Dziękuję za wsparcie. Było mi przeogromnie miło czytając wasze komentarze.
Trypsyna
#biegiultra #bieganie #ultramaraton #biegajzhejto oraz dodaję nowy tag na tego typu posty jakby ktoś chciał podzielić się swoimi przygodami w przyszłości #relacjazbiegu

Ja pi⁎⁎⁎⁎lę 100 km i jeszcze w te upały.
Gratulacje 😉
22 300,73 + 3,5 = 22 304,23
Tak mi coś świtało, żeby ubrać normalną koszulkę z rękawkiem pod plecak biegowy.
Zapakowany w wodę i elektrolity co najmniej na papaton i miał być longasek w upale tak około 15 km, ale w momencie jak się spociłem siatka z plecaka zaczęła działać jak tarka i przerwałem zanim zrobię sobie większe obrażenia (a obtarcia na słońcu cholernie źle się goją, wiem coś o tym).
Teraz wracam spacerkiem. Luzik wodę mam. xD
Wpis dodany za pomocą https://hejto.sztafetastat.eu

@AdelbertVonBimberstein szanuję, ja bym pewnie biegła dalej jak debil, a potem bym się dziwiła że się długo goi.
Czyli dobrze że nie zdążyłem kupić siatkowego bezrękawnika tak jak planowałem 😁
Tiger_F6551-xKosmonauta
24piorunów22 191,75 + 7,05 = 22 198,80
3 km w tempie poniżej 5:00 min / km po 2 km rozgrzewce już zrobię :). Progres jest. W przyszlą niedzielę miałem biec w biegu 15 km W Pogoni za Żubrem w Niepołomicach ale zapowiadają na ten dzień temperaturę ponad 35 stopni, a start jest o 12 w południe. Chyba odpuszczę taki bieg, to byłaby dla mojego organizmu masakra
---
Wpis dodany za pomocą hejtostats.pl. @Marvin certified! #statsbymarvin

@Tiger_F6551-x też ostatnio zrezygnowałam z dwóch startów do których się ostatnio szykowałam. Jak nie ulewa, to 33 stopnie, dajcie spokój z takim bieganiem, skończyłoby się na OIOMie.
BoriaOddajBulkuMocarz
37piorunów21 643,66 + 5,05 = 21 648,71
Nie mój dzień. Najpierw podreptałam na bieżni 3 km, potem 2 przeszłam, ale źle siadło, myślałam że się rozkręcę ale nic z tego dzisiaj. Some days are just fucked and you cannot unfuck them.
---
Wpis dodany za pomocą hejtostats.pl. @Marvin certified! #statsbymarvin
@BoriaOddajBulku odpocznij i jutro zrób lepiej. Na tym to polega.
@BoriaOddajBulku niekiedy trzeba odpuścić, żeby móc potem przyfasolić z powrotem
vrkrGruba ryba
25piorunów20 443,84 + 2,16 = 20 446,00
Dzień 13
Dziś przebieżka w mokrej koszulce, bo zapomniałem wyjąć z pralki xD
---
Wpis dodany za pomocą hejtostats.pl. @Marvin certified! #statsbymarvin

Szanuję
BoriaOddajBulkuMocarz
36piorunów20 374,98 + 12,00 = 20 386,98
Muszę się wam przyznać, że nigdy nie wierzyłam w redukcję, po prostu uznawałam, że nie działa. No debil.
No i od półtora miesiąca jestem na redukcji bo stresuje mnie jeden start niedługo.
Dzisiejsze 10 km z rekordem życiowym 51 minut 16 sekund i jestem w ABSOLUTNYM SZOKU że mogę biegać szybciej i się jeszcze przy tym dobrze czuć.
Picrel ja na bieżni dziś.
2 km dodatkowe na uspokojenie.
Drugi pic dla rozrywki, dzisiaj w sklepie na zakupach zauważyłam, że ktoś tu dzisiaj podjął ważną decyzję.
---
Wpis dodany za pomocą hejtostats.pl. @Marvin certified! #statsbymarvin

Jestem laikiem ale redukcja czyli jedzenie mniej kalorii niż dziennie trzeba?
@BoriaOddajBulku bo stresuje mnie jeden start niedługo.
No to zapowiada się kolejna życiówka 😁😁.
BoriaOddajBulkuMocarz
27piorunów20 175,70 + 25,00 = 20 200,70
Wybiegańsko
---
Wpis dodany za pomocą hejtostats.pl. @Marvin certified! #statsbymarvin
@BoriaOddajBulku szalejesz
notakOsobistość
38piorunów20 129,94 + 21,29 + 0,56 + 7,03 + 12,71 = 20 171,53
No i wrocławski półmaraton zaliczony. Życiówka wpadła, był apetyt na więcej ale i tak jestem zadowolony ;)
Była to moja pierwsza i ostatnia tak duża impreza, jednak wolę kameralne i mniejsze biegi, a najlepiej po górkach :D
Wpis dodany za pomocą https://hejto.sztafetastat.eu

No wreszcie jakis wspoltowarzysz polmaratonowej wroclawskiej niedoli! Juz mysllem ze sam z Hejto tam bylem xD prawie 22k ludzi a 0 wpisow. Gratki
@notak gratki!