Kochani,
Umowa była. Nie ustna. Zawierająca informacje, że wynagrodzenie wynosi 5% pozyskanej dotacji (x niecałe 8 mln zł).
Potwierdzenie ze strony Zamawiającego było na wielu etapach. Nagrałem wyłącznie rozmowę, w której sam uczestniczyłem :slightly_smiling_face:
Potwierdzenie ze strony instytucji udzielającej dotacje również jest - publicznie dostępne.
Jedynie nie ma pieniędzy. Ja opłaciłem wszystkich współpracowników, bo dla mnie słowo to rzecz święta. Po prostu na siebie przenoszę ciężar dalszego prowadzenia tematu.
Nie ukrywam, ze będzie to dla mnie trudne, bo nie jestem osobą konfliktową, a dodatkowo po zawale (o którym tu pisałem) mam troszkę inne podejście do życia.
Niemniej sprawę doprowadzę do końca. Jesli ktoś z Was chciałby ją poprowadzić (i ma doświadczenie w podobnych sprawach), to zapraszam do kontaktu we wiadomości prywatnej - nie raz już tu szukałem współpracowników :slightly_smiling_face:
@976497 wuja, bo my bierzemy całe ryzyko na siebie i żyjemy z success fee, czyli ocena naszej pracy jest mega zerojedynkowa.
@dez_ i tak, i nie. Nie musisz mieć umowy jeśli udowodnisz faktyczne wykonanie usługi na czyjąś rzecz, choć sama umowa wiele ułatwia :slightly_smiling_face:
To, że spiszesz umowę nie jest niestety tożsame z tym, że uzyskasz zapłatę.
@MostlyRenegade z kwitami i całą obstawą. Co więcej dokumenty każdorazowo podpisywane były podpisem kwalifikowanym zamawiajcego.
Zgodnie ze zdaniem radcy prawnego nie mamy co liczyć na całą należną nam kwotę, bo sądy nie potrafią wyceniać rzeczy o charakterze niematerialnym.
To, że podpiszesz umowę nie jest jednoznaczne z uzyskaniem zapłaty. Czułem, że coś jest nie tak, więc nagrałem część rozmow ze zleceniodawcą, ale w świetle prawa nie będą to dowody, bo nie informowałem o nagraniu tychże rozmów (możesz nagrywać wyłącznie na własny użytek).