Hejto.pl
Dodaj post

Wpisz coś do wyszukania (minimum 2 znaki)

#7ciekawostekprzyrodniczych

Fanatyk

w Ciekawostki

49piorunów

Kaczki jak z kopalni węgla :duck::black_circle: Uhle, w dawnej polskiej tradycji ornitologicznej znane też jako węglice, to kaczki, które od czasu do czasu pojawiają się co prawda w głębi lądu, jednak większość życia spędzają na wybrzeżach mórz i oceanów. Podstawą ich diety są małże i ślimaki, a ich dzioby są znakomicie przystosowane do rozkopywania dna morskiego i chwytania twardych muszli. Upierzenie godowe samców tych kaczek jest niemal całkowicie czarne – stąd też nazwa „uhla”, która wywodzi się od słów oznaczających węgiel w niektórych językach słowiańskich (np. po czesku węgiel to uhlík, uhlí lub uhel).

Jedną z ciekawszych uhli jest uhla pstrodzioba (Melanitta perspicillata), której samce w sezonie godowym wyróżniają się kontrastowo ubarwionymi dziobami z białymi i czarnymi plamami. Uhle pstrodziobe żyją w Ameryce Północnej i z uwagi na swoje ubarwienie w języku angielskim są popularnie określane jako skunk-heads, czyli kaczki „skunksogłowe”.

W polskiej strefie Bałtyku zimuje uhla zwyczajna (Melanitta fusca) objęta ścisłą ochroną gatunkową. Samce tego gatunku mają niemal zupełnie czarne upierzenie z elegancką, białą plamką przy oku przypominającą kształtem przecinek.

:arrow_right: tag serii:

Fanatyk

w Ciekawostki

93piorunów

Kolorowe karolinki i mandarynki :duck::art: Kaczki nie są raczej kojarzone jako ptaki ozdobne, jednak niektóre ich gatunki wyróżniają się ciekawym ubarwieniem. Karolinka (Aix sponsa) to nieduża kaczka z Ameryki Północnej – samce tego gatunku w szacie godowej mają czerwone oczy i metalicznie zielone głowy z malowniczymi białymi pręgami, dodatkowo zarówno samce, jak i samice, mają charakterystyczne czuby z piór. Mandarynka (Aix galericulata) pochodzi ze wschodniej Azji i jest tam uznawana za symbol wierności i szczęścia małżeńskiego. Ma kształt dzioba niespotykany u innych kaczek, a samce tego gatunku wyróżniają się kontrastowym i wyjątkowo kolorowym ubarwieniem.

Karolinki i mandarynki prowadzą bardzo podobny tryb życia. To jedne z niewielu kaczek, które potrafią siadać na gałęziach drzew – zakładają gniazda w dziuplach, w szczelinach spróchniałych pni lub w zawieszanych na drzewach budkach lęgowych. Kaczątka po około dobie od wyklucia odważnie wyskakują z gniazda, które może znajdować się na wysokości nawet do dziewięciu metrów nad ziemią, i razem z matką udają się nad wodę. Karolinki i mandarynki żywią się owocami i nasionami drzew i krzewów, w tym orzechami, kasztanami i żołędziami, a także małymi wodnymi bezkręgowcami, małymi płazami i rybami.

W hodowlach pojawiają się różne odmiany kolorystyczne tych kaczek, jak biała, morelowa, srebrna czy platynowa.

:arrow_right: tag serii:

Pokaż więcej komentarzy (3)

Fanatyk

w Ciekawostki

46piorunów

Bisiorka (Biziura lobata), jak przystało na kaczkę zamieszkującą Australię, jest jednym z dziwniejszych i trudniejszych do sklasyfikowania gatunków z rodziny kaczkowatych :duck: To masywna, nieco ociężała kaczka o mało interesującym, czarnobrązowym upierzeniu, osiągająca wagę nawet ponad trzech kilogramów. Bisiorki-samce są nieco większe od samic i posiadają unikatowy w świecie kaczek przydatek głowowy na brodzie, który w czasie toków może powiększać się do rozmiarów piłeczki golfowej.

W języku angielskim bisiorka jest znana jako musk duck, czyli „kaczka piżmowa” – podczas zalotów samce, popisując się przed samicami coraz to dziwniejszymi pozami i stroszeniem piór (jak na pierwszym zdjęciu), wydzielają specjalny feromon przypominający zapachem piżmo. Poza sezonem godowym bisiorki są raczej samotnikami. Poszukują pokarmu głównie w głębszej wodzie i potrafią znakomicie nurkować nawet na głębokość sześciu metrów. Żywią się przede wszystkim małymi skorupiakami, ślimakami, małżami i owadami wodnymi, przy czym ich dieta zmienia się nieco w zależności od płci i wieku.

Bisiorka jest jedyną odnotowaną jak dotąd kaczką, u której potwierdzono umiejętność naśladowania ludzkiego głosu i innych dźwięków. W badaniach, których wyniki opublikowano w 2021 roku, przedstawiono przypadek czteroletniego samca wyklutego i hodowanego w niewoli, który imitował odgłosy ludzkiej mowy (powtarzał „you bloody fool”, zasłyszane zapewne od jednego z opiekunów) i odgłosy trzaskania drzwi. Inny osobnik naśladował z kolei odgłosy kaczek pacyficznych (Anas superciliosa), które pływały z nim w tym samym stawie.

:arrow_right: tag serii:

Pokaż więcej komentarzy (2)

Fanatyk

w Ciekawostki

74piorunów

Śpiące łabędzie :swan::zzz: Łabędzie często śpią na wodzie, ponieważ czują się tam bezpiecznie - mniejsze ryzyko, że będą tam niepokojone przez drapieżniki. Jak wszystkie ptaki, lubią chować głowę w piórach podczas snu, jednak mocno wydłużona szyja sprawia, że w ich wykonaniu wygląda to trochę inaczej niż w przypadku ptaków o krótszych szyjach. Łabędziątka nierzadko przysypiają podczas przejażdżek na grzbiecie rodzica.

https://www.youtube.com/watch?v=8Uloh7qMcyU

Pokaż więcej komentarzy (3)

Fanatyk

w Ciekawostki

51piorunów

Łabędzie dokarmiają rybki :swan::fish: Chociaż może niekoniecznie tak, jak to sobie często wyobrażają ludzie 😉 W sieci można czasem natknąć się na zdjęcia i nagrania, na których łabędzie pożywiają się karmą dostarczoną przez człowieka i przy okazji "dokarmiają" gromadzące się w wodzie wokół nich ryby ozdobne, głównie karpie koi. Na pierwszy rzut oka może to wyglądać tak, jak gdyby łabędzie bezinteresownie dzieliły się jedzeniem z sąsiadami ze stawu - ale jak to często bywa w takich przypadkach, wytłumaczenie jest nieco bardziej prozaiczne i nieco mniej urocze.

Łabędzie są przyzwyczajone do jedzenia "na mokro", więc jeśli natykają się na suchy pokarm, nabierają go po trochu do dzioba, po czym na moment zanurzają dziób w wodzie, żeby zwilżyć karmę przed przełknięciem. Gromadzące się wokół nich ryby wiedzą o tym i starają się dobrać do wypłukanych przez wodę resztek, choć czasem próbują też dość bezczelnie podbierać karmę prosto z dzioba łabędzia. Łabędzie zapewne niekoniecznie są zadowolone z takiego towarzystwa przy obiedzie.

Kilka filmików:
https://www.youtube.com/watch?v=HIviEsVyz8M

https://www.youtube.com/watch?v=JhbnQQQA8uI

https://www.youtube.com/watch?v=S9nk9_ms0z0

I chyba najsłynniejszy przykład

Fanatyk

w Ciekawostki

70piorunów

Łabędzia szyja :swan: Zależnie od gatunku, łabędź może mieć od 22 do nawet 25 kręgów w odcinku szyjnym kręgosłupa - dla porównania, większość ptaków ma ich kilkanaście. Z ewolucją elegancko wygiętej, łabędziej szyi nierozerwalnie wiąże się dieta łabędzi, które wyspecjalizowały się w poszukiwaniu pokarmu pod wodą. Długa szyja o nadzwyczaj dużym zakresie ruchu sprawia, że ptak jest w stanie sięgać po głębiej zanurzone rośliny wodne bez konieczności nurkowania całym ciałem.

Najwięcej kręgów szyjnych wśród łabędzi ma łabędź niemy (Cygnus olor), podczas gdy jego krewniacy tacy jak łabędź krzykliwy (Cygnus cygnus) czy łabędź czarnodzioby (Cygnus columbianus) mają ich nieco mniej. Wynika to z tego, że przodkowie łabędzia niemego żyli w cieplejszym klimacie z bogatą zanurzoną roślinnością wodną, która stanowiła podstawę ich pokarmu - natomiast linie ewolucyjne łabędzi krzykliwych i czarnodziobych przystosowały się do chłodniejszego klimatu, w którym całkowicie zanurzone rośliny wodne występowały rzadziej.

A tak wyglądają łabędzie szyje w akcji: https://www.youtube.com/watch?v=gwYZZpRVycA&t=25s

GURU6piorunów

A mnie interesuje ile godzin w ciągu dnia łabędź trzyma głowę pod wodą i coś je? :thinking_face:

Z obserwacji to powiedziałbym, że jest to więcej niż 12 godzin.

Pokaż więcej komentarzy (14)

Fanatyk

w Ciekawostki

47piorunów

Anielskie skrzydło i chleb nasz powszedni :swan: :bread: :x: U niektórych ptaków rozwija się specyficzna deformacja stawu w skrzydle, która powoduje, że część skrzydła wygina się na zewnątrz, a pokrywające ją pióra odstają na boki zamiast przylegać płasko do ciała. Deformacja ta, zwana "anielskim skrzydłem", jest nieodwracalna i uniemożliwia ptakom latanie. Jest obserwowana przede wszystkim u ptaków wodnych, takich jak łabędzie, gęsi czy kaczki, jednak jej przypadki notowano też wśród dropi, jastrzębi oraz niektórych papug.

Anielskie skrzydło ma prawdopodobnie w jakimś stopniu podłoże genetyczne i częściej dotyka samce niż samice - jednak kluczowe znaczenie wydaje się mieć tu przede wszystkim dieta, w której występuje nadmiar węglowodanów i częściowo także białek przy jednoczesnym niedoborze witaminy E, wapnia i manganu. Ponieważ wiele ptaków wodnych z anielskim skrzydłem to ptaki żyjące w pobliżu siedzib ludzkich, dość szybko zaczęto wiązać występowanie tego schorzenia z popularną praktyką dokarmiania łabędzi, gęsi i kaczek chlebem. Przeprowadzane były całe kampanie informacyjne w tym zakresie, popularyzujące dokarmianie ptaków wodnych bardziej odpowiednią dla nich karmą: ziarnami zbóż, płatkami owsianymi czy warzywami. W parkach pojawiły się również tak zwane kaczkomaty i podobne automaty wydające niewielkie ilości zdrowej karmy.

Sprawa jest jednak dużo bardziej skomplikowana niż "dokarmianie chlebem powoduje anielskie skrzydło u ptaków". Zakaz dokarmiania ptaków chlebem spowodował w niektórych regionach, że ludzie w ogóle przestali dokarmiać ptaki wodne w parkach - co dla ptaków przyzwyczajonych do polegania na pokarmie otrzymywanym od ludzi stało się poważnym problemem, szczególnie w zimie. W Wielkiej Brytanii królewski specjalista nadzorujący spis i znakowanie łabędzi na Tamizie (the Queen's Swan Marker), wspierając się opinią profesora Christophera Perrinsa z Wydziału Zoologii Uniwersytetu Oksfordzkiego, wystosował nawet specjalne oświadczenie, w którym zaznaczono, że związek pomiędzy dokarmianiem łabędzi chlebem a rozwijaniem się u nich deformacji stawu jest niepewny.

Tak czy inaczej, chleb na pewno nie jest na dłuższą metę dobrym pokarmem dla ptaków wodnych i jest dla nich tym, czym dla nas są fast foody. Objadające się chlebem ptaki mogą przestać w końcu zwracać uwagę na swój naturalny, bogatszy w składniki odżywcze pokarm, co po jakimś czasie może powodować u nich groźne dla zdrowia niedobory oraz związane z nimi choroby takie jak anielskie skrzydło.

Poważnym problemem jest też nasze obecne podejście do dokarmiania ptaków chlebem. Jeszcze jakiś czas temu nakarmienie ptaków w parku wiązało się z zabraniem z domu jednej lub kilku kromek chleba, zwykle czerstwego, i kruszenie go na drobne kawałeczki - współcześnie ludzie potrafią bez umiaru rzucać ptakom całe bochenki, a miejscami w parkach czy na osiedlach można się natknąć na małe "wysypiska chleba", niekiedy już pleśniejącego, z których częściej niż ptaki korzystają lokalne szczury. W stawach nadmiar niezjedzonego chleba również jest problemem, ponieważ rozkłada się, pogarszając jakość wody i przyspieszając rozwój alg.

Fanatyk

w Ciekawostki

45piorunów

Najmniejszy łabędź :swan: :black_circle::white_circle: Łabędź czarnoszyi (Cygnus melancoryphus) jest uznawany za najmniejszego oraz za najlżejszego żyjącego współcześnie łabędzia, choć w żadnym razie nie można go nazwać miniaturką - dorasta do 124 cm, osiąga rozpiętość skrzydeł do 177 cm, a samce mogą ważyć nawet ponad 8 kg. Gatunek ten zasiedla południowe regiony Ameryki Południowej i występuje w Argentynie, Brazylii, Chile, Urugwaju i na Falklandach. Ma czarno opierzoną szyję, biały pasek za okiem oraz wydatną, różowoczerwoną woskówkę przy nasadzie dzioba, a jego oryginalny wygląd sprawia, że bywa hodowany jako ptak ozdobny.

Za najmniejszego łabędzia uznawano niegdyś również zamieszkującą Amerykę Południową koskorobę (Coscoroba coscoroba). Koskoroba jest niemal całkowicie biała, ma tułów jak mały łabędź i głowę przypominającą trochę głowę gęsi. Dorasta do 115 cm, osiąga rozpiętość skrzydeł do 160 cm i waży do 5,4 kg. Choć bywa określana jako "łabędź koskoroba" (ang. coscoroba swan) i nawet bywała w przeszłości zaliczana do łabędzi, to pod względem taksonomicznym należy do zupełnie innego rodzaju. Jej nazwa wywodzi się od dźwięków, które wydaje, zapisywanych jako cos-cor-oo.

Inspirator1piorunów

Przeczytałem "Łabędź czarnobyli", szczególnie że z takim rakiem na dziobie xD

Fanatyk1piorunów

@Komenda_Miejska_Polucji To na dziobie to po prostu woskówka z naturalną naroślą :slightly_smiling_face: U tych konkretnych łabędzi jest szczególnie mięsista i jaskrawo ubarwiona, bo służy samcom i samicom do swego rodzaju komunikacji w sezonie godowym - jej rozmiar i kolor zależą od poziomu hormonów i ogólnej kondycji łabędzia.

Pokaż więcej komentarzy (5)

Fanatyk

w Ciekawostki

50piorunów

Łabędź zamiast Rolexa :swan::sparkles: W średniowiecznej Europie łabędzie należały do ptaków luksusowych - ich posiadanie (i okazjonalnie także spożywanie) było przywilejem władców oraz najzamożniejszych członków średniowiecznego społeczeństwa. Łabędziem można było pochwalić się na różne sposoby, w niektórych krajach na przykład pieczonego łabędzia okrytego skórą i piórami, z żarzącą się bryłką kadzidła wetkniętą w dziób, podawano tradycyjnie na ucztach bożonarodzeniowych.

Równie chętnie chwalono się też jednak żywymi łabędziami. W późnośredniowiecznej Anglii ustanowiono prawo, według którego wyłącznie władca oraz możni osiągający odpowiednio wysokie dochody mogli posiadać łabędzie - świadectwem prawa własności były znaki wycinane na łabędzich dziobach. Podrabianie, przerabianie lub usuwanie "łabędzich znaków" było surowo karane, np. w dokumencie z 1570 roku odnotowano, że groził za to rok więzienia. Podobne kary wymierzano za podkradanie łabędzich jaj.

Jeśli ktoś nie miał prawa do posiadania łabędzi, pozostawało mu jedynie patrzenie na nie z daleka. Łabędzi należących do możnych nie wolno było płoszyć ani przeganiać (nawet ze swojej własnej ziemi), trzeba było też uważać, by nie wyrządzić im krzywdy choćby przez przypadek. W tym celu w pewnych okresach w ciągu roku zabraniano polowania z psami w pobliżu zbiorników wodnych, a także zastawiania sieci na rzekach, by nie narażać łabędzi na niebezpieczeństwo.

Oficjalnie angielskie prawo stanowiące, że można legalnie zabić i zjeść wyłącznie własnego, oznakowanego łabędzia, zostało zmienione dopiero w 1998 roku.

Mocarz8piorunów

Prawo zniesiono i pojawiły się nagrania Polaków w UK żrących łabędzie ze stawu.

Pokaż więcej komentarzy (12)

Fanatyk

w Ciekawostki

71piorunów

Łabędź większy od słonia :swan::first_place_medal: _Cygnus falconeri_ to wymarły gatunek łabędzia, który występował na Malcie i na Sycylii w środkowym plejstocenie, a więc około 770 – 126 tysięcy lat temu. Na podstawie rozmiarów jego szczątków szacuje się, że długość jego ciała dochodziła do około 2 metrów, rozpiętość skrzydeł do około 3 metrów, a waga do 16 kilogramów.

Nie do końca wiadomo, czy Cygnus falconeri był w stanie wzbijać się w powietrze, czy był nielotem. Prowadził nieco inny tryb życia niż współcześnie znane nam łabędzie i nie był raczej ptakiem wodnym, lecz typowo lądowym, żywiącym się roślinnością lądową. Prawdopodobnie był w stanie osiągnąć tak znaczne rozmiary, ponieważ w środkowym plejstocenie na Malcie i na Sycylii brakowało dużych drapieżników, a jednocześnie panował tam ciepły i wilgotny klimat sprzyjający rozwojowi roślin, którymi żywiły się łabędzie - co doprowadziło do rozwinięcia się u nich gigantyzmu wyspowego.

Cygnus falconeri był większy od występujących na Malcie karłowatych słoni z gatunków Palaeoloxodon falconeri, których dorosłe osobniki osiągały zaledwie metr wysokości. Słonie te stanowią przykład zwierząt, u których w wyniku odizolowania na wyspie rozwinął się przeciwny trend: karłowacenie wyspowe, a więc zmniejszenie rozmiarów ciała pod wpływem drastycznie ograniczonego dostępu do pokarmu i zasobów w warunkach wyspiarskich.

Na ostatnim zdjęciu fragmenty kości łabędzia Cygnus falconeri z Bur Mgħeż na Malcie, gdzie pod koniec lat 30. XX wieku prowadził badania maltański archeolog J. G. Baldacchino.

Pokaż więcej komentarzy (9)

Fanatyk

w Ciekawostki

60piorunów

Pierzenie radykalne :swan: :feather: Dorosłe łabędzie raz do roku, między czerwcem a sierpniem, przechodzą naturalny proces wymiany piór, jednak przebiega on u nich trochę inaczej niż u większości ptaków: lotki w ich skrzydłach nie są wymieniane stopniowo, ale wypadają niemal jednocześnie. Powoduje to, że łabędź przez kilka tygodni nie jest w stanie latać, a jego skrzydła wyglądają jak wyskubane dopóki nie wyrosną na nich nowe pióra.

W tym czasie łabędzie są nieco osłabione i trudniej im uciec w przypadku zagrożenia. Z reguły zaszywają się więc na kilka tygodni w zacisznych, zarośniętych częściach zbiorników wodnych, gdzie łatwiej im znaleźć pokarm i ukryć się wśród gęstej roślinności. W parach opiekujących się gniazdem najpierw wymienia pióra samica, a następnie samiec, dzięki czemu zawsze przynajmniej jeden ptak jest w pełni sprawny na wypadek konieczności obrony gniazda lub partnera.

Pokaż więcej komentarzy (6)

Tytan

w Hydepark

72piorunów

Aktualizacja. Ostatnim razem były dwudniowe kosy. Rosną szybko mając tylko jeden cel: ŻREĆ!!! Ten jeden zdaje się tak krzyczeć 😂
Dzień 5 ich życia.
Rodzice te 14 dni mają przekichane.
Od 4 rano do 21 latają co parę minut z jedzeniem.
To ja już wolę nie r⁎⁎⁎ać 😂😋

Fanatyk35piorunów

@pawel-4 chciałeś ruać kosa? XD

Tytan12piorunów

@Kaligula_Minus ruchać kosa ty spytałeś?

kosa ruchać ja nie chciałem.

imputujesz mi pan bzdury,

więc się schowaj do swej dziury.

Nie wychylaj dyńki swej,

Bo Cię zdzielę w cymbał HEJ!

😉 :zany_face:

Fanatyk11piorunów

@pawel-4

Jam niewiasta mociumpanie,

Takie moje wychowanie,

Że ripostę nakazuje.

Choć cię chciałam nazwać ch...amem

Na prostaku poprzestanę. :stuck_out_tongue_winking_eye: :smiley:

Lider6piorunów

Też miałem to szczęście podglądać koskowe gniazdo w drodze do pracy. To jest fascynujące jak te stworzenia szybko rosną

Pokaż więcej komentarzy (10)

Fanatyk

w Ciekawostki

55piorunów

Bogini, która pomogła w udomowieniu kotów :cat2: Zazwyczaj przyjmuje się, że w przeciwieństwie do psów koty niejako udomowiły się same – tysiące lat temu zaczęły zbliżać się do osad rolniczych, żeby uzyskać łatwy dostęp do gryzoni grasujących w zgromadzonych tam zapasach ziarna. Zmniejszając populację zagrażających zbiorom szkodników, z czasem zaskarbiły sobie wdzięczność i sympatię ludzi, którzy szybko zauważyli, że obecność kotów w osadach jest korzystna. Zaczęto więc dbać o to, żeby koty czuły się w pobliżu siedzib ludzkich dobrze i bezpiecznie, a te, które najlepiej tolerowały bliskość człowieka i były najmniej płochliwe, stały się z czasem przodkami współczesnych kotów domowych.

W starożytnym Egipcie udomowione koty były potomkami dziko żyjących kotów błotnych (Felis chaus) oraz kotów nubijskich (Felis lybica) . Badania wskazują jednak, że w procesie transformacji kota dzikiego w domowego odegrały tam rolę nie tylko buszujące w zmagazynowanym ziarnie gryzonie, ale także praktyki rytualne związane z kultem bogini Bastet.

Bastet lub Bast, przedstawiana pod postacią kota lub z kocią głową, była w starożytnym Egipcie dobroczynną boginią kojarzoną z ochroną przed złymi mocami, miłością, płodnością, muzyką, tańcem i przyjemnościami życia. W ośrodkach jej kultu popularną praktyką było utrzymywanie i rozmnażanie kotów świątynnych, które po śmierci mumifikowano, ofiarowywano bogini i całymi tysiącami chowano na specjalnych kocich cmentarzach.

Choć krzywdzenie kotów było w starożytnym Egipcie zabronione, a nawet surowo karane, koty ofiarowywane w świątyniach były często celowo zabijane w celach rytualnych – większość z nich żyła od sześciu miesięcy do roku, po czym kończyła żywot w wyniku uderzenia ciężkim przedmiotem w głowę lub poprzez skręcenie karku. Pielgrzymi bardzo chętnie kupowali kocie mumie, by później ofiarowywać je w świątyniach jako dary wotywne, można więc łatwo się domyślić, że produkowanie takich mumii i rozmnażanie kotów na dużą skalę było ważną częścią lokalnych biznesów. W niektórych mumiach nie umieszczano nawet całych kotów, ale tylko fragmenty ich ciał.

Zmumifikowane koty bywały też jednak szanowanymi domowymi ulubieńcami – chowano je z cennymi drobiazgami, pozostawiano też przy ich szczątkach miseczki z mlekiem i inne dary. Chyba najbardziej znanym staroegipskim kotem tego rodzaju była Ta-miu (co oznacza po prostu „Kotka”), ukochana kotka księcia Totmesa, najstarszego syna faraona Amenhotepa III. Ta-miu została po śmierci zmumifikowana i złożona w ozdobnym sarkofagu. Na jego przedniej ściance przedstawiono kota siedzącego przed stołem, na którym znajdują się przygotowane dla niego ofiary: chleb i piwo tradycyjnie ofiarowywane zmarłym, a także pozbawiona głowy gęś i noga wołu.

Egipski kult Bastet bardzo pomagał w utrwalaniu wizerunku kota jako obrońcy domowego spokoju i dostatku, sprawiając, że obecność kotów stawała się normą już nie tylko w osadach i na ulicach miast, ale także w przestrzeni domowej. Przedstawienia kotów zachowane w sztuce egipskiej często ukazują je, jak siedzą i jedzą pod krzesłem – praktycznie zawsze jest to krzesło, na którym zasiada kobieta, najczęściej pani domu. W niektórych przypadkach koty te mają ozdobne obróżki lub nawet kolczyk w uchu, co świadczy o tym, że niekoniecznie były to koty „pracujące” i łapiące myszy na pełen etat, ale raczej rozpieszczani domowi ulubieńcy o wysokim statusie. W co najmniej jednym przypadku przedstawiono też małego kotka na kolanach pana domu, bawiącego się skrajem jego szaty.

:arrow_right: tag serii do obserwowania:

GURU4piorunów

Polecę (może się nawet powtarzam) dwa filmiki. Wyłacznie Naukowy Belkot o tym jak koty odczuwają smaki, oraz Mroczne Wieki - o udomowieniu zwierząt, nie tylko kotów.

Pokaż więcej komentarzy (3)

Fanatyk

w Ciekawostki

72piorunów

Jedna z najrzadszych i najdroższych ras kota domowego :cat2::moneybag: Khao manee to wywodząca się z Tajlandii rasa kota, której nazwa oznacza dosłownie „biały klejnot”. Koty te, podobnie jak koty syjamskie, koty tajskie, koraty i suphalaki, były wymieniane w nowożytnych źródłach historycznych poświęconych kotom rasowym hodowanym w pałacach władców Tajlandii.

Khao manee były początkowo znane jako khao plort, co oznacza „całkowicie biały”. Charakteryzują się krótką, gładką, całkowicie białą sierścią, różowym nosem i różowymi poduszeczkami łap, a także wyrazistymi oczami o czystym, intensywnym kolorze, które bywają porównywane do kamieni szlachetnych. U kotów tej rasy, podobnie jak u innych białych kotów, występuje niekiedy heterochromia – osobniki jednym oku błękitnym i jednym złotym są uznawane za najrzadsze i są najwyżej cenione.

Rzadkość khao manee wynika przede wszystkim z faktu, że do niedawna koty tej rasy były ściśle związane z rządzącą Tajlandią rodziną królewską i prawo zabraniało wywożenia ich poza granice kraju, przez co nie były dostępne nigdzie indziej. Zmieniło się to dopiero w ostatnich dekadach – w 1999 roku kilkanaście osobników zostało sprowadzonych do Stanów Zjednoczonych, a w roku 2004 także do Francji. Zmiana ta była podobno spowodowana obawą, że rasa może z czasem zaniknąć, a współpraca z profesjonalnymi hodowcami z innych części świata dawała jej większe szanse na przetrwanie.

Khao manee należą do pięciu ras kota domowego, które jakiś czas temu zostały oficjalnie uznane za narodowe symbole Tajlandii i elementy narodowego dziedzictwa kulturowego (pozostałe to suphalak, korat, korn ja i wichien maat, czyli kot tajski). W kraju swojego pochodzenia są wciąż łączone z rodziną królewską, są też przedstawiane jako przynoszące szczęście i dostatek – choć warto wspomnieć, że dostatek jest w pewnym sensie warunkiem posiadania khao manee. Kot tej rasy może kosztować od siedmiu do nawet jedenastu tysięcy dolarów.

:arrow_right: tag serii do obserwowania:

Pokaż więcej komentarzy (6)

Fanatyk

w Ciekawostki

59piorunów

Najmniejszy kot Ameryki :cat2: Kodkod (Leopardus guigna), znany też jako ocelot chilijski, kot chilijski, kot górski lub güiña, to mały dziki kot dorastający do około 50 centymetrów i osiągający wagę do 2,5 kilograma. Koty te są związane z bardzo specyficznym środowiskiem południowoandyjskich lasów deszczowych strefy umiarkowanej, które rozciągają się na terytoriach południowego i środkowego Chile oraz zachodniej Argentyny.

Kodkod ma małą głowę, dość duże w stosunku do reszty ciała łapy oraz krótki, ale przy tym puszysty pręgowany ogon dorastający do około 25 centymetrów. Jego futerko ma najczęściej kolor brązowożółty lub brązowoszary z ciemnymi cętkami, choć u osobników melanistycznych może być również całkowicie czarne lub ciemnoszare z czarnymi cętkami.

Koty te są aktywne zarówno za dnia, jak i w nocy, ale zapuszczają się na bardziej otwarte tereny dopiero po zapadnięciu zmroku. Znakomicie wspinają się na drzewa, mimo to jednak wolą polować na ziemi – ich ofiary to przede wszystkim małe ptaki, gryzonie i jaszczurki. Zdarza się też, że zakradają się do zagród i kurników.

Nie do końca wiadomo, w jakim stanie jest populacja kodkodów. Postępujące wyniszczanie ich naturalnego środowiska oraz zabijanie ich przez ludzi, którzy uważają je czasem za szkodniki, stanowią najpoważniejsze zagrożenia dla tego gatunku.

:arrow_right: tag serii do obserwowania:

Pokaż więcej komentarzy (7)

Fanatyk

w Ciekawostki

47piorunów

Dzikie bagienne kitku :cat2::herb: Kot błotny (Felis chaus), znany też jako kot trzcinowy, kot bagienny lub chaus, to blisko spokrewniony z kotem czarnołapym drapieżnik występujący w Egipcie, na Bliskim Wschodzie, Półwyspie Indyjskim i w południowo-wschodniej Azji. Kot ten dobrze radzi sobie w różnych środowiskach, choć kiepsko adaptuje się do chłodniejszego klimatu – zamieszkuje przede wszystkim położone blisko wody obszary z gęstą roślinnością takie jak bagna, mokradła, strefy zalewowe i przybrzeżne.

Kot błotny przypomina trochę kota domowego, ale jest od niego większy i smuklejszy. Ma długie łapy, wydłużone uszy zakończone mniej lub bardziej wyraźnymi, krótkimi pędzelkami, a także dość krótki ogon. Może ważyć nawet 16 kilogramów, przy czym samice są przeciętnie mniejsze i lżejsze od samców. Jego futro ma kolor płowy i jest wyraźnie gęstsze na grzbiecie.

Koty tego gatunku, jak zresztą także inne koty, cieszyły się szacunkiem w starożytnym Egipcie. Bywały mumifikowane i składane w grobowcach, przedstawiano je też w scenach polowań nad wodą, jak uczestniczą w łowach wraz z ludźmi, chwytają ptactwo wodne i ryby. Badacze nie są zgodni co do tego, czy koty z takich przedstawień to osobniki dzikie, czy może oswojone, które były w jakiś sposób przyuczane do towarzyszenia ludziom w polowaniach. Starożytni Egipcjanie nie rozróżniali kotów udomowionych i dzikich gatunków małych kotów, wszystkie nazywali tak samo (miu) – prawdopodobnie więc przynajmniej okazjonalnie oswajali koty błotne i być może rzeczywiście zabierali je ze sobą na polowania, by wypłaszały ptaki spośród gęstych papirusowych zarośli.

Koty błotne mogą krzyżować się z kotami domowymi, a hybrydy powstające w wyniku takiego krzyżowania dały początek rasie chausie zarejestrowanej oficjalnie w 1995 roku. Koty tej rasy charakteryzują się podobno wysoką inteligencją, przywiązaniem do człowieka i temperamentem odziedziczonym po dzikich przodkach.

:arrow_right: tag serii do obserwowania:

Pokaż więcej komentarzy (2)

Fanatyk

w Ciekawostki

59piorunów

Uroczy pustynny łowca :cat2::palm_tree: Kot pustynny (Felis margarita), znany też jako kot arabski lub kot piaskowy, zamieszkuje niegościnne obszary piaszczystych i kamienistych pustyń. Jeden z jego podgatunków, mniejszy pod względem rozmiarów ciała, żyje na Saharze, natomiast drugi, nieco większy i ciemniej ubarwiony, występuje w południowo-zachodniej Azji oraz na Półwyspie Arabskim.

Kot pustynny jest małym drapieżnikiem rozmiarowo porównywalnym z kotem domowym, choć różni się od niego nieco bardziej spłaszczoną głową, proporcjonalnie większymi, niżej osadzonymi uszami oraz krótszymi kończynami, ma też wrażliwszy słuch. Jego futro ma piaskowożółty odcień i jest mniej lub bardziej wyraźnie pręgowane. Kot ten ma też charakterystyczne, puszyste „podeszwy” z dłuższej, ciemniejszej sierści rosnącej pomiędzy poduszeczkami jego łap – pełnią one funkcję izolacyjną i chronią kocie łapki podczas kontaktu z gorącym pustynnym podłożem.

Gatunek ten jest aktywny głównie nocą i poluje przede wszystkim na myszoskoczki, norniki i młode zające, choć jego łupem padają również ptaki, jaszczurki, owady, pająki, a nawet jadowite żmije z rodzaju Cerastes. Jeśli kot pustynny upoluje większą zdobycz niż jest w stanie zjeść od razu, zakopuje jej resztki na później. Jak podają członkowie ludu Tubu zamieszkującego południowo-wschodnią Saharę, koty pustynne zakradają się też niekiedy nocami do ich obozowisk, by napić się wielbłądziego mleka.

Na te niewielkie koty czyhają różnorodne zagrożenia – zdarza się, że wpadają w pułapki zastawiane na inne drapieżniki takie jak lisy czy szakale, bywają też zabijane w odwecie za podkradanie kurcząt lub padają ofiarami żyjących w pobliżu siedzib ludzkich psów. Są też nielegalnie wyłapywane i sprzedawane jako zwierzęta domowe, głównie w Zjednoczonych Emiratach Arabskich i Iraku.

https://www.youtube.com/watch?v=tGdL-34L-GE

:arrow_right: tag serii do obserwowania:

Pokaż więcej komentarzy (6)

Fanatyk

w Ciekawostki

130piorunów

Kot z wielkimi st00pkami :feet: Ryś kanadyjski (Lynx canadensis) ma latem krótkie, rudobrązowe futro, przed zimą jednak zmienia je na dłuższe i bardziej szare. Kiedy jest w zimowej szacie, uwagę zwracają szczególnie jego puszyste łapy, które w stosunku do rozmiarów jego ciała mają bardzo dużą powierzchnię i osiągają szerokość około dziesięciu centymetrów. Ryś może dzięki nim sprawnie poruszać się nawet po głębokim śniegu bez zapadania się w nim, gęste futro chroni też jego stopy przez zmarznięciem.

Ryś kanadyjski jest całkiem sporym kotem – osiąga ponad metr długości, a dorosłe samce mogą ważyć nawet ponad siedemnaście kilogramów. Podstawą jego diety są zające amerykańskie, choć populacje żyjące dalej na południu żywią się też innymi gatunkami zającowatych. W razie ich braku poluje głównie na gryzonie i ptaki, jest też w stanie zaatakować jelenia lub renifera.

:arrow_right: tag serii do obserwowania:

Pokaż więcej komentarzy (10)