Najlepsza rzecz jaką przeczytałam od bardzo dawna.
Agatha Christie opowiada w cudownie bezpretensjonalny sposób o swoim życiu i stawaniu się autorką kryminałów. Mówi o swojej rodzinie, dzieciństwie, dorastaniu, lekturach, przyjaciołach, miłościach i podróżach, które ją ukształtowały.
Brzmi to bardzo nudno, ale pani Christie opowiada to w sposób absolutnie zachwycający, więc polecam, bardzo polecam!
Różni się dość sporo od filmu. Autor bardzo głęboko wszedł w szczegóły techniczne/naukowe.
Bardzo fajnie się słuchało zwłaszcza wczasie cięcia aluminiowego blatu brzeszczotem. Prawie jakbym na marsie coś razem z nim konstruował :rolling_on_the_floor_laughing:
Na książkowych memach jakaś baba narzekała, że na początku książki jest znęcanie nad zwięrzętami, więc mnie to zaintrygowało. Książka napisana z perspektywy kilkunastu różnych postaci. Większość dość irytująca, ale jednak różnorodna. Do tego te wszystkie historie powoli się łączą ze sobą. Akcja dzieje się we współczesnej Norwegii, ale są lekkie elementy fantastyczne (np. upały w Norwegii).
Ujemne punkty za to, że to chamski wstęp do trylogii. Na końcu książki mamy przeskok o dwa tygodni w przód i dowiadujemy się, że w tym czasie wydarzyło się "wiele". Wygląda na to, że trzeba przeczytać dwie pozostałe książki, żeby ta historia miała sens, bo ze wszystkich rozpoczętych wątków ta część zamknęła może ze dwa. Ale póki co jestem na to zbyt obrażony.
Poprzednie tomy zostały zaadaptowane jako anime, także w tym momencie zaczynamy dalszą część historii. Opowiada on o czwartej oficjalnej grze gdzie gramy o wolność oskarżonego o morderstwo własnego ojca Shibe. By wygrać Tenji i Kokorogi muszą zebrać pieniądze od swojej klasy, które dostali jako zadośćuczynienie po poprzedniej kradzieży. Cała klasa została poinformowana o wszelkich zarzutach wobec oskarżonego.
Autor bawi się emocjami czytelnika oraz bohaterów bo z każdym nowym faktem, zeznaniem świadków zaczynamy się zastanawiać nie jak go ratować tylko czy warto to robić? Główny bohater leży w szpitalu po ostatnich wydarzeniach gdzie od administratorki dowiaduje się tropu na temat szefa organizacji i dostaje potwierdzenie, że mają u siebie prawdziwego zdrajcę. Jest nad czym myśleć by się zastanowić nad tym czego się dowiedzieliśmy.
Zdaje sobie sprawę, że liczna część miłośników fantastyki ma o twórczości Ziemiańskiego niepochlebne zdanie. Ja, pomimo tego, że widzę liczne niedociągnięcia i słabsze strony, to jednak do nich nie należę. Dialogi bywają nienaturalne, do tego postacie w kółko powtarzają te same odzywki. Fabuła momentami bywa średnio logiczna a niektóre postacie (w szczególności kobiece) są do siebie podobne charakterologicznie. A mimo wszystko (być może przez sentyment z wczesnych lat młodości kiedy zaczytywałem się pierwsza trylogią z tego świata i kiedy to wydawała mi się super dojrzała) czyta mi się to bardzo dobrze, wciąga mnie i sprawia, że ciężko jest mi odłożyć lekturę na dłużej a po zakończeniu mam ochotę sięgnąć po drugi tom. Bo w końcu to uniwersum ma też swoje mocne strony - jest całkiem oryginalne a autor potrafi od czasu do czasu wpleść w nie dosyć zręcznie różne współczesne motywy. Dialogi też nie zawsze są drętwe a obok postaci typu NPC zdarzają się również naprawdę ciekawe.
Tak więc jest to kolejna książka z uniwersum Achai o wadach i zaletach takich samych jak w poprzednich tytułach która mogę skwitować zdaniem "a mi się podoba".
Na książkę trafiłem zupełnym przypadkiem, a że wpadłem w jesienny ciąg, to przeczytałem. A czyta się całkiem dobrze, choć ilość 'gore' jest tu wysoka, może nawet za bardzo. Zakończenie faktycznie zaskoczyło, cały czas myślałem, że zabójcą był lokaj.
Nic, idę czytać kolejne części serii o Robercie Myśliwym.
“I would rather win a battle fighting for nothing than loose one.”
III część cyklu The Horus Heresy: Siege of Terra
Niestety, w stosunku do pierwszych dwóch, bardzo przyzwoitych części, zjazd jakościowy jest wyraźnie odczuwalny.
Po pierwsze, chronologia powieści jest poprzestawiana w wyjątkowo chaotyczny sposób i każda perspektywa obejmuje nieco inny przedział czasowy. Problem w tym, że odcinki czasowe nie są wzajemnie rozdzielne i odległe - nie ma tak, że jeden wątek dział się w teraźniejszości, a drugi lata wcześniej. W “The First Wall” różnice czasowe sięgają często zaledwie kilku dni i\\lub przedziały czasowe częściowo nakładają się na siebie, więc istnieją bezpośrednie powiązania przyczynowo-skutkowe pomiędzy wydarzeniami, które zupełnie niepotrzebnie zostały zamienione miejscami. Autor co prawda częściowo uzasadnił takie podejście w posłowiu, ale nie zmienia to poczucia nieuporządkowania, bo dobrej książki nie trzeba tłumaczyć.
Po drugie, Gav Thorpe nie wyciągnął wniosków z poprzednich powieści i nadal wypełnia objętość niepotrzebnymi opisami prozaicznych czynności. W “Angels of Caliban” zanudzał jak chłop jechał czołgiem, a w “The First Wall” poszedł tym tropem jeszcze dalej i rezerwiści jadą pociągiem przez kilka rozdziałów - ze wszystkimi szczegółami: jak pociąg nadjeżdża, jak wsiadają, zajmują miejsca i wykonują inne nic nie znaczące czynności o absolutnie zerowym wpływie na cokolwiek. Nikogo to nie obchodzi.
Podobał mi się natomiast “Wietnam” Forrixa i jego oddziału pozostawionych bez wsparcia na terytorium wroga, bo zawarł w tym epizodzie cały etos Żelaznych Wojowników. Było też trochę innych, bardziej udanych elementów jak przemyślenia Abaddona, stopniowa przemiana Kharna, czy kilka dramatycznych pojedynków.
Niby tragedii nie było, ale niezbyt mi się podobało, nie licząc satysfakcjonującej końcówki, w której jedne wątki się całkiem sprytnie połączyły, a inne dobiegły końca. Jednak wydarzenia w ramach cyklu “The Horus Heresy: Siege of Terra” mają charakter liniowy, więc nie bardzo daje się cokolwiek pominąć.
Tytuł: Młot na Szkotow. Edward I I Wojny O Niepodległość Szkocji
Autor: David Santiuste
Kategoria: inne
Wydawnictwo: NapoleonV
Format: audiobook
Ocena: 7/10
Bardzo fajnie napisana ksiazka historyczna skupiajaca sie na wojnach angielsko-szkockow za czasow krola Anglii - Edwarda I Dlugonogiego (znany jako Longshanks, kojarzycie go pewnie z Bravehearta). Ksiazka opisywana z obu perspektyw - choc osoba scalajaca byl angielski krol, a nie zaden Wallace, Bruce czy inny John Baliol - to nie czuc zeby byla pisana z angielskiej perspektywy. Choc spora czesc historii tych czasow jest mi znana (z zrodel lepszych jak film Mela Gibsona :P) to sporo tez nowego sie dowiedzialem, Szczegolnie w kwestiach administracyjnych, personalnych i fiskalnych. Autor okazuje Edwarda jako czlowieka - z jego wadami, bledami i cechami - nie pokazuje jednostronnie gdzie odnosil zwyciestwa, ale tez pokazuje ciagla walke z finansowaniem wypraw (standardowy scenariusz wyprawy to byl - idz armia, pokonaj Szkotow, nie miej kasy na zold i polowa piechoty wraca se do domu. I tak co roku), sluszne i bledne decyzje administracyjne i personalne w pokonanym kraju, podkresla tez, ze same bitwy wygrywal raczej roznica w potencjalach obu krolestw (oraz jego cholerna zawzietoscia) jak geniuszem militarnym.
Czyta/slucha sie dobrze, nie jest zbyt szczegolowa, ale wiekszosc waznych elementow jest dobrze opisana
Tytuł: Po południu. Upadek elit solidarnościowych po zdobyciu władzy
Autor: Robert Krasowski
Kategoria: historia
Wydawnictwo: Czerwone i Czarne
Format: książka papierowa
Data: 2012
ISBN: 978-83-7700-031-1
Liczba stron: 407
Ocena: 7/10
Spojrzenie na czasy rządów Solidarności i prezydentury Lecha Wałęsy. Książka napisana jest przystępnym językiem.
Wałęsa przedstawiony jest jako sprawny polityk, który wyprzedzał swoją epokę. Zawsze jak pojawia się słowo konflikt to w tym samych zdaniu musi pojawić się nazwisko Kaczyński.
Konflikty między premierem i prezydentem istniały już za czasów Wałęsy. Wałęsa uważał, że z powodu wad polskiego systemu parlamentarno-gabinetowego z silnym prezydentem, brak jest jednej odpowiedzialnej osoby i tak na prawdę państwem nie rządzi ani prezydent ani premier.
Polska władza wykonawcza wygląda więc jak rowerowy tandem, w którym
premier siedzi pierwszy, mając kierownicę i pedały, prezydent zaś siedzi
drugi, mając do dyspozycji jedynie hamulec. A gdy jest mocno zirytowany
kierunkiem jazdy, znajdzie w wyposażeniu nóż, który może wbić premierowi
w plecy. Połowa polskich premierów – Olszewski, Suchocka, Pawlak,
Oleksy, Miller, Marcinkiewicz, Tusk – spalała swoją energię w walce
z prezydentem. Zamiast zmagać się z rzeczywistością, musieli się bić
z wykreowanym przez konstytucję rywalem.
[r. Wojna Wałęsy z istniejącym ustrojem, s. 397]
Raz na kilka stron zdarzy się jakaś literówka. A przez całą książkę przewija się dziwna maniera zaczynania zdania podrzędnego od słowa "który" w miejscach gdzie powinien znaleźć się przecinek a nie kropka.
Jeżeli ktoś planuje przeczytać tę książkę na papierze po to, żeby nie męczyć wzroku, to niestety może się srogo zawieść. Nie wiem czy to drukarnia colonej przyżydziła na farbie drukarskiej czy może składali to w jakimś lewym programie typu corel, ale czcionka drukowana jest szarym kolorem przez co widać paskudny wzorek na każdej literce i oczy bolą od czytania.
Ze zdziwieniem zorientowałem się, że nie za bardzo mam przemyślenia po kolejnych tomach, co jednak praktycznie zawsze mi się zdarza po przeczytaniu czegoś z fantastyki naukowej. Skupiam się na emocjach, które towarzyszą mi przy lekturze. Może to kwestia tego, że „Pieśń Lodu i Ognia” traktuję raczej jako rozrywkową fantastykę, która ma po prostu sprawić mi przyjemność. Albo dlatego, że gdy już zacznę czytać, to chłonę kolejne strony, rzadko kiedy zatrzymując się, żeby coś przemyśleć.
Chociaż nie będę ukrywał, że w przypadku tego tomu było to częstsze. Chociażby zacząłem zastanawiać się, czy może
To też niesamowite, że wystarczyła jedna sytuacja, żeby wprowadzić tak ogromny chaos. Efekt kuli śnieżnej w tym przypadku był ogromny.
A to taki skrót myślowy, odnoszący się do ostatniego tekstu przewodniczącego Polskiej Fundacji Fantastyki Naukowej, w którym wykazuje wyższość fantastyki naukowej nad fantasy. Czy słusznie, czy nie, trudno mi się odnieść, jednakże zauważyłem, że w przypadku science fiction regularnie mam przemyślenia, w przypadku fantasy niekoniecznie.
W żadnym przypadku nie twierdzę, że „Pieśń Lodu i Ognia” to fantastyka naukowa.
Książka wyjątkowa przez sam fakt, że nie miała zostać nigdy wydana, a przynajmniej nie w takiej formie. Jest to bowiem prywatny dziennik cesarza Rzymu Marka Aureliusza. Nie odnosi się on jednak do zdarzeń bieżących, których obecnie doświadcza, lecz jest to zapis jego refleksji na temat natury życia i świata.
Dziennik ten był pisany do samego siebie, a jego pisanie dla Marka było częścią jego stoickiej rutyny. Zapewne zapisywał on w nim swoje refleksje, które nachodziły go w trakcie porannego bądź wieczornego stoickiego rachunku sumienia. Mogę snuć takie przypuszczenia, gdyż jest to typowy zakres stoickiej rutyny mentalnej i sam postępuje w ten właśnie sposób.
Dzięki wszechstronnemu wykształceniu cesarza-filozofa u najlepszych filozofów i retorów, dziennik jest napisany niezwykle poetyckim i bogatym językiem, który potrafi poruszyć nie tylko świadomy umysł, lecz także części nieuświadomione ludzkiej psychiki, jak i duszę. Z tego względu poczytywanie "Rozmyślań", bądź słuchanie audiobooka w ramach osobistej praktyki stoickiej sprawdza się doskonale. Dzieje się tak jeśli już dobrze znamy stoickie zagadnienia, znamy też kontekst historyczny i inne niuanse związane z tą książką, bo "Rozmyślania" jako podręcznik wprowadzający do stoicyzmu sprawdzają się średnio.
Jeśli jeszcze, ktoś miał wątpliwości to w tym tomie widać jak główny bohater potrafi być przerażający i to podczas gry w zmodyfikowane kamień, papier, nożyce. Jedno jest pewne, że po dotychczasowych rozdziałach, w nic bym z nim nie zagrał. Podoba mi się taki styl bohatera, który nie jest przerażający bo jest stereotypowym geniuszem z wybujałym ego tylko ma swoje inne cechy specjalne.
@Opornik To co podlinkowałeś to jest 6 rozdział i jest on w tomie 2. Z reguły tom to 4 do 6 rozdziałów. Tom 6 zawiera rozdziały 22-26. Tu pisałem o tym tomie.
@Opornik Ten sam panel nie jest dziwny biorąc pod uwagę kontekst gdzie jasno widać, że ona się nim interesuje, chodzą do średniej szkoły i chwilę temu ujawniono, że chodziła na płatne randki ze starszymi mężczyznami. Jak dla mnie taka rozmowa brzmi realistycznie by starać się jakkolwiek bronić przed takimi oskarżeniami.
Warto też pamiętać, że szczególnie jak czyta się shoneny (mangę dla młodych mężczyzn) to łatwo trafić na trochę bardziej sugestywne rysunki bo takie mają realia od wydawców. Tutaj czasami się takie przewijają ale ten panel to nie jest jeden z nich. Jest sporo ciężkich tytułów i mam jeden podobno bardzo ciężki w kolejce to też go dodam jak tylko uda mi się wszystko inne przeczytać co planowałem.
Z mangami to przekrój możesz mieć jak w anime dość rozbudowany, a wybrałem ten tytuł bo ma tylko jeden sezon promocyjny co ekranizuje około ~25 rozdziałów, a historia jest skończona i ma całkiem dobre opinie.
Lektura po seansie filmu "Kula" - dla porównania. Książka skupia się na innych aspektach, głównie psychologicznym, ale też naukowym - są rozważania na temat "obcych" i ich technologii, a także zagrożeń i korzyści ze spotkania - oczywiście trudno, żeby to się pojawiło w filmie. Nie skupia się aż tak na budowaniu grozy i tajemnicy (tu trochę film na plus nawet). Technikalia się zgadzają, w filmie po prostu chcieli mieć elementy z książki i kinowy efekt - dlatego pewne rzeczy nie mają sensu. Tu znacznie bardziej, choć są kwiatki typu: "generatory diesla o zamkniętym obiegu". No i w przeciwieństwie do filmu, o zakończeniu tej książki do dzisiaj trwają dyskusje.
Książka pokazuje jak bawią się młodzi Amerykanie z wyższych sfer na początku XX wieku. Jest hajs, romanse, wystawne przyjęcia i finalnie śmierć, upadek i rozczarowanie.
Gdy zima huczy na Mazurach, a nad jeziorami niesie się wycie wilków, gdy zewsząd słychać nawoływanie śmierci, Lichy musi w końcu zdecydować, jak bardzo pragnie żyć.
Grzegorz Brudnik powraca z długo wyczekiwaną opowieścią o komisarzu Rafale Lichym, by sprawdzić, czy zagubiony człowiek może zagubić się jeszcze bardziej. W tej wędrówce przez skute lodem jeziora, przysypane śniegiem lasy i otulone zimową mgłą Giżycko towarzyszy mu wierny przyjaciel, którego czuły nos będzie dla nich jedynym przewodnikiem.
Z ogromną niecierpliwością czekałem na kolejną część serii o Lichym, pod względem lirycznym świetnie jak zawsze, postacie wspaniałe. Natomiast fabuła moim zdaniem trochę przekombinowana (mało prawdopodobny motyw główny), ale nie zmienia to faktu, że czyta (słucha) się to świetnie, wciąga jak poprzednie części. Fajnie było jak akcja działa się na Śląsku, bo sporo miejsc kojarzyłem, ta część dzieje się na Mazurach, o których wiedzy nie mam prawie w ogóle, ale wyszło to całkiem nieźle, przez książkę czuć klimaty żeglowania, jezior skutych lodem. Polecam.
Jedna z tych książek, które na prawdę warto przeczytać.
Założę się, że większość z was chronicznie nie dosypia (\<8 godz na dobę) i nawet nie zdaje sobie sprawy, jakie ma to konsekwencje, zarówno fizyczne jak i psychiczne.
Współczesny świat wymaga od nas wstawania o nienaturalnych godzinach już od wczesnych lat dziecięcych. Ponadto od natłoku obowiązków, doba wydaje się zbyt krótka, a dni często przedłużane są wysokim kosztem snu.
Zapewniam was, że odpowiednie podejście do higieny snu poprawi samopoczucie, zdrowie i wydajność a ta książka rozwieje wasze wątpliwości.
@Shivaa z tą długością snu to chyba zależy od organizmu. Jak śpię 8 godzin to wstaję z bólem głowy i generalnie cały dzień jak na kacu. Najlepiej funkcjonuję jak wstanę po 6 godzinach i po południu godzinkę się zdrzemnę.
@Shivaa dziwię się że pomimo lektury tej książki piszesz o chronicznym niedosypianiu, i 8 godzinach, które nijak się w cykle snu nie wpisują. Zacząłem ją czytać, leży na półce i czeka na skończenie, ale albo z tej książki, albo innej wiem że cykl snu to ok. 1,5h więc 6-7,5-9 - nie ma tam nigdzie ośmiu, więc po co zaokrąglać do całości. Dwa - tak jak wspomina @fonfi to ile snu potrzebujemy to cecha osobnicza, ja przez większość życia śpię 6h, 4 cykle, w zupełności mi to wystarcza. Czasem jeden więcej, ale nigdy ponad to. Równie ważne co ilość snu jest zasypianie zgodnie z zegarem biologicznym. Jak słyszę od znajomego, który wstaje po 5 bo ma na 7 do pracy że ja "mam ten komfort że chodzę na 8:30-9" to nie chcę mi się dyskutować. Niech dalej myśli że jestem uprzywilejowany a on musi życia trudy znosić. Przypadkiem, pracując na studiach w sklepie na 9 odkryłem że to dla mnie idealny układ - pobudka przed 8, śniadanie i wyjazd do pracy.
@saradonin_redux nie, nic takiego. Czytałem to wyżej, ale kojarzę jakieś neurobiologiczne podcasty na YT które oglądałem i na ich podstawie jakiś artykuł mogłem znaleźć w necie.
@jedzczarnekoty sam fakt sypiania zawsze zawsze o tych samych godzinach sprawia że wstawanie nie jest problemem Inną rzecz że kiedy organizm jest od dawna przyzwyczajony do danego, mniejszego czasu snu to nie ma możliwości porównania jak by funkcjonował przy dłuższym śnie, niektóre fakty są też trudne w odczuciu a raczej mierzalne przez urządzenia lub związane z ryzykiem wystąpienia chorób
Autor: George R.R. Martin Tłumacz: Michał Jakuszewski
Kategoria: fantasy, science fiction
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Format: książka papierowa
ISBN: 9788377859339
Liczba stron: 608
Ocena: 10/10
Po trzeciej już powieści uważam, że seria ma jedną ogromną wadę - rozdziały często kończą się w okropecznie ciekawym momencie, przez co muszę czekać ileś tam rozdziałów, aż w końcu powrócę do wątku, który mnie bardzo zainteresował. A że jest tak w przypadku większości postaci, to notorycznie ubolewam nad tym.
(tutaj przerwa na wtrącenie, że ale będzie mi smutno, gdy dojdę do ostatniej powieści, bo przecież wiadomo, że Martin nie dokończy cyklu, blablabla)
Jednocześnie jest to równie ogromny komplement dla autora, że potrafi tak zajmująco pisać. Wiem, że się powtarzam po raz kolejny, ale dawno nie potrafiłem oderwać się od książki i wyczekiwać wieczoru, aż będę dalej czytał. A jak już zacznę, to wsiąkam na godzinę czy dwie.
Co zabawne, w moich nastoletnich latach powieść jakoś mnie nie wciągnęła, w przeciwieństwie do serialu, który też oglądałem po nocach. Widać, niektóre rzeczy można docenić dopiero z wiekiem.
Za wadę można potraktować także fakt, że rozdziały nie popychają akcji zbyt bardzo do przodu. Mnie to nie przeszkadza, ponieważ rozkoszuję się każdym rozdziałem, jednakże podzielenie historii na wiele postaci i wątków sprawia, że posuwa się dosyć wolno. Nic dziwnego, że trzecia powieść została podzielona na dwa tomy, skoro opiniowany ma sześćset stron, mimo że książka jest troszkę mniejsza niż standardowe.
Książka o bezsilności dziewczynki wobec przemocy fizycznej, a przede wszystkim psychicznej, której doświadczała w domu rodzinnym. Matka manipulatorka z zerową autorefleksją i bierny ojciec poddający się napuszczaniu na jedną z córek, który dla świętego spokoju wymierza kary fizyczne.
Do książki podchodziłem trzykrotnie, bo była dla mnie bardziej przerażająca, niż najgorszy horror. Ciężko czytało mi się to wszystko przez to, że nie było w niej żadnej dosadności, nic nie było całkowicie zero-jedynkowe, tylko odcienie szarości. Jakaś forma troski mieszała się z gnębieniem i mogłoby się wydawax, że zazwyczaj nic aż takiego wielkiego się nie działo, a jednak, w ten sposób niszczy się psychikę dziecka już na całe życie. Ciężej jest też na tego typu sytuacje zareagować komuś z zewnątrz.
W tym tomie lepiej poznajemy głównego bohatera i widać jak dobrze potrafi balansować między tym co robi, a tym co pokazuje innym. Dostajemy tutaj finał gry w chowanego (dobra gra, dużo się działo) oraz trochę więcej informacji co stało się z pozostałymi przyjaciółmi po poprzedniej grze. Na koniec znowu otwieramy cliffhanger. Bardzo na plus, że akcja nie dzieje się tylko tam gdzie jest główny bohater ale również pozostałe postacie nie siedzą z założonymi rękami tylko mają swoje cele i zmartwienia.
Krótki opis fabuły z tomu.
Przemyślenia po przeczytanym tomie, głównie odnośnie każdego z przyjaciół.