Hejto.pl
Dodaj post

Wpisz coś do wyszukania (minimum 2 znaki)

#bookmeter

Lider

w Książki

0piorunów

1289 + 1 = 1290

Tytuł: Zgodnie z planem

Autor: Lee Child

Kategoria: kryminał, sensacja, thriller

Wydawnictwo: Albatros

Format: audiobook

Liczba stron: 416

Ocena: 5/10

Danwno nie było Reachera, więc lecimy z kolejnym.

Tym razem jedna z najsłabszych książek serii, której nawet Zadura nie potrafił uratować w audiobooku.

Fabularnie: Reacher znowu wysiada z autobusu w małym miasteczku, ale tym razem nic go tu nie ściągnęło, a jedynym powodem, dla którego wysiadł na przystanku, był starszy pan, z grubym plikiem gotówki, którego śledził niedoszły przestępca również pasażer tego samego środka lokomocji. Wysiedli w trójkę: dziadek pierwszy, złodziej drugi, Reacher trzeci. Gdy doszli już na miejsce kradzieży Jackowi udało się ją udaremnić, ale starszy pan się przewrócił i zwichnął nogę, przez co nie może dalej iść sam.

Starszy pan i jego żona zapożyczyli się już gdzie mogli, a ostatnią deską ratunku był lichwiarz gangu. Gdy starszy pan opowiedział Reacherowi na co mu potrzebne te pieniądze, ten postanowił mu pomóc i dostarczyć ostatnią ratę długu. Niestety jak to Reacher spierdolił sytuację jescze bardziej, przez co starsze małżeństwo po za chorobą córki, ma na głowej również wojnę lokalnych gangów o wpływy w mieście.

I tu się pojawił pierwszy powód, dla którego książka jest tak słaba. Reacher z zimną prezycją eliminuje - uśmierca - kolejnych członków dwóch rywalizujących gangów ze wschodniej Europy. Oni myślą, że za eliminacją toważyszy stoi drugi gang, więc dodatkowo mordują kolejnych, aż w pewnym momencie licznik śmierci przekracza 20 i nie chce mi się więcej liczyć. Metody te są tez dość rzeźnickie, od postrzału w autcie, przez zgniatarke auto, po podpalenie ludzi żywcem.

Miałem wrażenie, że Childowi się trochę pomyliły serie, bo Reacher raczej zawsze kojarzył mi się z człowiekiem, który najpierw walczy wręcz, a jak absolutnie nie ma wyjścia, zabija. Tu lecimy z przykazaniem: nie zabijaj, jak z luźną sugestią w samouczku do pominięcia klikając spację.

Nie tak wyobrażałem sobie pomoc staruszkom w problemach finansowych. Wątek amerykańskiej służby zdrowia też średnio tu zagrał, bo zamiast bać sie o życie dziewczyny, widziałem lekarza z terminalem płatnczym przy szpitalnym łóżku.

Jeden z najsłabszych, o ile nie najsłabszy tom serii, a co gorsza, kolejny tom i następne są już napisane przez Lee, do spółki z jego bratem Andrew, co nie zwiastuje nic dobrego.

Opublikowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Osobisty licznik: 187/128

Lider

w Książki

3piorunów

1288 + 1 = 1289

Tytuł: Niecodzienne przypadki Denny’ego Vossa

Autor: Holly Kennedy

Kategoria: literatura piękna

Wydawnictwo: Albatros

Format: ebook

Liczba stron: 416

Ocena: 8/10

Ciekawa odskocznia od cięższych tematów, fantasy i kryminałów.

Książka o chłopcu, choć powinienem powiedzieć mężczyźnie, bo bohater ma 30 lat, który popada w dziwne tarapaty głównie dlatego, że jest opóźniony w rozwoju i nie do końca rozumie otaczający go świat. Denny jest praktycznie samodzielny, ma pracę, znajomych, rodzinę, ale nie radzi sobie z pewnymi emocjami, co często kończy się ucieczką do własnego świata i śpiewaniem motywu z Toy story ("Ty druha we mnie masz"), jako formie uspokojenia.

Denny jest opóźniony od urodzenia, wychowywany przez swoją mamę, którą nazywa babcią ze zwględu na jej podeszły wiek. Jego wiernym kompanem jest głuchy i ślepy pies George, a zwierzęta nazywane ludzkimi imionami i nazwiskami wpędzą Denne'go w niejedne kłopoty.

Numerem, który często się przewija w książce jest 72 - IQ naszego protagonisty, które jest jednocześnie wadą, jak i zaletą, bo gdyby wynosiło 70 lub mniej, Denny mógłby być traktowany zupełnie inaczej, a tak za swoje zachowanie kilkukrotnie trafia do więzienia. W tym raz za morderstwo, którego nie popełnił, ale nie umie się z niego wytłumaczyć, a jego adwokatka broni go w swojej pierwszej w życiu sprawie sądowej.

Książka jest zabawna/humorystyczna, ale zostawia z pewną refleksą na temat życia osób niepełnosprawnych umysłowo i tego, jak społeczeństwo jest gotowe na ich odmienność.

Przyjemna krótka lektura, na około 3-4 godziny czytania, ale moim zdaniem warto. Polecam :)

Opublikowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Lider

w Książki

7piorunów

1287 + 1 = 1288

Tytuł: Zderzenie z rzeczywistością. Jak przetrwać bolesne ciosy od życia i się po nich podnieść

Autor: Russ Harris

Kategoria: Psychologia

Wydawnictwo: Gdań­skie Wy­daw­nic­two Psy­cho­lo­gicz­ne

Format: ebook

ISBN: 978-83-7489-988-8

Liczba stron: 292

Ocena: 7/10

Prywatny licznik: 16/30

Książka z gatunku self-help zawierająca szereg technik mentalnych przydatnych w przypadku zderzenia z rzeczywistością – czyli traumy bądź trudnego okresu w życiu. Autorem książki jest Russ Harris największy popularyzator ACT (Terapia akceptacji i zaangażowania) – nurtu trzeciej fali terapii CBT (Terapia poznawczo-behawioralna).

Techniki zawarte w książce opierają się na uważności, oraz akceptacji zarówno trudnych zdarzeń jak i stanów emocjonalnych z nimi związanych. Jest w niej również poruszony temat celów, pragnień i wartości. Całość jest niczym innym jak uwspolcześnionymi, uproszczonymi, zmiękczonym i przystosowanymi na potrzeby chwili i natychmiastowego zastosowania technikami stoickimi. Nie jest to niczym zaskakującym, gdyż cały nurt CBT przez co i ACT mają swoje korzenie w stoicyzmie.

Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Gruba ryba

w Książki

9piorunów

1286 + 1 = 1287

Tytuł: Koszmary i fantazje

Autor: H. P. Lovecraft

Kategoria: literatura piękna

Wydawnictwo: SQN

Format: książka papierowa

ISBN: 9788363248864

Liczba stron: 384

Ocena: 6/10

Bardzo różnorodny zbiór listów i esejów Lovecrafta, w którym można znaleźć opinie na temat twórczości innych pisarzy, fragmenty opowiadań "mistrza horroru", opisy jego snów, a także trochę poglądów pisarza na temat polityki(na szczęście niewiele tego) oraz religii.

Muszę przyznać, że w całym zbiorze jeden list wybija się mocno ponad resztę, jest to list do Roberta Howarda, w którym Lovecraft zajmuje się historią amerykańskiego stanu Massachusetts i mrocznymi opowieściami o tamtejszych kultach, czarownicach itp. W tym był zdecydowanie najlepszy i gdyby cała książka składała się z jego opowieści o mitach i legendach, pewnie spokojnie dałbym 10/10.

Reszta oczywiście nie jest taka zła, potraktowałem tą pozycję m.in. jako dobry sposób na poznanie preferencji czytelniczych pana Lovecrafta(szkoda, że finalnie polecajek było mało, jedynie w pierwszej części książki). Machen, Blackwood, Smith, znalazło się tutaj kilka nazwisk wartych bliższego zapoznania się.

Esej o wyższości kotełów nad psowatymi to kolejna z rzeczy, które wyróżniają ten zbiór(na miejscu piesolubów mógłbym poczuć się urażony tekstem, na szczęście jestem kociarzem). Są też pomysły na kolejne opowiadania, niektóre zrealizowane, niektóre porzucone, a także takie, które finalnie wykorzystał inny autor po dorwaniu się do pomysłów Lovecrafta( głównie August Derleth).

Są i słabsze części zbioru, najgorsza część to zdecydowanie opis podróży po zachodnich terenach USA, który autor "upiększył" językiem używanym w wieku XVIII. Stawiam, że musiała to być fajna zabawa dla Lovecrafta, dla mnie było to męczące doświadczenie. Podobnie rzecz się ma z innym esejem, w którym Lovecraft postanowił wymienić wszystkie domy zamieszkiwane przez Poego, zgroza.

Finalnie było warto dla kilku perełek z tego zbioru.

Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Mistrz

w Książki

16piorunów

1285 + 1 = 1286

Prywatny licznik: 29+1=30

Tytuł: Kraj za murem. Życie codzienne w NRD

Autor: Katja Hoyer

Kategoria: historia

Wydawnictwo: Wydawnictwo Poznańskie

Format: książka papierowa

ISBN: 9788368479997

Liczba stron: 528

Ocena: 6/10

Tytuł książki mówi w zasadzie prawie wszystko. Tematyką jest historia NRD, mimo że w tytule mamy wskazane przede wszystkim życie codzienne, tak nie da się go opowiedzieć bez kontekstu przemian politycznych. Nie będę ukrywał, że temat NRD nie jest moją specjalnością, kojarzyłem podstawy ze Stasi i Honeckerem na czele, ale niewiele więcej. Stąd też liczyłem na poszerzenie mojej wiedzy i generalnie nie zawiodłem się.

Książka podzielona jest na mniej więcej 5-letnie okresy, począwszy od prapoczątków, czyli rozwoju karier przyszłych komunistycznych liderów wschodnich Niemiec, przez zainstalowanie stalinowskiej władzy w Berlinie Wschodnim, kolejne rzadsze wzloty i częstsze upadki, aż po nagłe i nieoczekiwane zjednoczenie, które po dziś dzień odbija się czkawką. Autorka, urodzona w NRD, specjalizuje się w temacie najnowszej historii swojego kraju urodzenia i tę wiedzę widać, ale chyba przede wszystkim w szerokości wiedzy, a niekoniecznie jej głębokości. Książka jest ewidentnie przeznaczona dla osób z zachodniej Europy, którzy potrzebują przynajmniej "liźnięcia" tematu NRD.

Moim zdaniem trochę zaszkodziła tu również struktura książki, bo niejednokrotnie mają miejsce powtórzenia pewnych tez z poprzedniego rozdziału, a konieczność upchnięcia kilku różnorodnych sfer życia z danego pięciolecia na 40-50 stronach wymagało poświęcenia na dany temat zaledwie paru stron. Tak na przykład zdecydowanie nie czuję, by temat Stasi był należycie pogłębiony - poświęcone jej były tylko 2-3 podrozdziały, które głównie zajmowały się zmianami na górze organizacji, zaś jej wpływ na życie codzienne został w dużej mierze pominięty. Ale dzięki tej rozpiętości tematów też poznałem tematy, o których nie miałem zielonego pojęcia, jak np zamknięte osiedle Waldsiedlung, gdzie elity państwa odłączyły się od zwykłego człowieka.

Powtarzalność czułem nie tylko w tym, jakie tematy były poruszane w kolejnych rozdziałach, ale również w podejściu do nich. Zdecydowanie wyczuwalny był schemat prezentowania tematu od szczegółu (t.j. historii pojedynczej jednostki) do ogółu (np. sytuacji gospodarczej czy czegokolwiek innego). Spokojnie mogę założyć, że blisko połowa z ponad 70 podrozdziałów miała taką strukturę i było to na dłuższą metę dla mnie jako czytelnika męczące.

Na koniec zostawiam coś najbardziej karygodnego, czyli błędy rzeczowe, które nie mają prawa bytu w takiej książce. Nawet ja, który uważam się za w miarę uważnego czytelnika, ale jednak mimo wszystko laika w temacie, zauważyłem przynajmniej 5 błędów typu pomylenia dat rocznych, określenia, że miejscowość w Niemczech znajduje się "godzinę drogi na północ od Londynu" czy użycia NRD zamiast RFN (albo odwrotnie). Nie wiem czy to błędy autorki czy tłumacza, natomiast wystarczyłoby jedno finalne przeczytanie książki przez kogoś obeznanego w temacie, by móc je wyeliminować. Tak się nie stało i dla mnie to duży problem dla jej wiarygodności, stąd tylko ocena dobra.

Mistrz

w Książki

19piorunów

1284 + 1 = 1285

Prywatny licznik: 28+1=29

Tytuł: Polowanie na małego szczupaka

Autor: Juhani Karila

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: Marpress

Format: książka papierowa

ISBN: 9788375282184

Liczba stron: 338

Ocena: 8/10

Konkurs na najdziwniejszą przeczytaną tę książkę w tym roku zdecydowanie rozstrzygnięty. Zajawka z tyłu książki mówi o bohaterce pochodzącej ze Wschodniej Laponii, która co roku musi wyłowić szczupaka z pewnego miejsca, od czego zależy jej życie. Tym razem jednak trochę jej nie idzie, a co gorsza, jedzie za nią jednoosobowy pościg w sprawie podejrzeń o morderstwo.

I generalnie ta zajawka faktycznie się sprawdza, ale ZUPEŁNIE nie mówi o tym, jaka jest ta książka. A jest ona pojechaniem po krawędzi wyobraźni, uwzględniając specyficzny klimat miejsca, w którym toczy się akcja, ludowych przesądów, klątw, potworów pochodzących ze wschodniej Europy czy czarownictwa. Przez pierwsze pół książki nie wiedziałem co jak z kim i dlaczego - i chyba to jest normalny stan. Z kolei druga połowa zaczęła wchodzić jak masełko i wielokrotnie parskałem śmiechem. Puenta prosta o wybaczaniu sobie swoich błędów z okresu młodości, ale w tej opowieści zdecydowanie nie cel końcowy się liczył, a bagnista droga.

Książka normalnie dostałaby ode mnie uczciwą siódemkę, natomiast za to, jaki piękny kawał roboty odwalił tłumacz, zdecydowanie należy się podwyższenie oceny. Nie dość, że świetnie oddał tamtejszą faunę i florę (przy konsultacji ze specjalistami w temacie), to przede wszystkim dla przetłumaczenia specyficznego charakteru tamtejszej gwary stworzył syntetyczną polską gwarę, która czerpie z różnych regionów Polski i korzysta z fonetycznego zapisu - i zapełnił nią jakieś 1/4 książki. Nie chcę wiedzieć jak bardzo podkreślony na czerwono był końcowy tekst, ale naprawdę szacun za ogarnięcie tego w spójny sposób przez całą książkę. Do tego dochodzi bardzo przemyślane oddanie "odchyłów" (gra słów zamierzona, pozdrowienia dla tych, którzy przeczytali już książkę) autora, na czele z odnalezieniem baskijskiego boga lasu xD Po prostu WOW, bardzo głęboki ukłon dla Sebastiana Musielaka!

Książkę wcześniej recenzowali:

* @kiri https://www.hejto.pl/wpis/491-1-492-tytul-polowanie-na-malego-szczupaka-autor-juhani-karilo-kategoria-fant

* @George_Stark https://www.hejto.pl/wpis/630-1-631-tytul-polowanie-na-malego-szczupaka-autor-juhani-karila-kategoria-lite

* @Vampiress https://www.hejto.pl/wpis/15-1-16-tytul-polowanie-na-malego-szczupaka-autor-juhani-karila-kategoria-fantas

* @adamszuba https://www.hejto.pl/wpis/67-1-68-tytul-polowanie-na-malego-szczupaka-autor-juhani-karila-kategoria-fantas

* @Vakarian https://www.hejto.pl/wpis/114-1-115-tytul-polowanie-na-malego-szczupaka-autor-juhani-karila-kategoria-fant

Pokaż więcej komentarzy (4)

Fenomen

w Hydepark

16piorunów

1283 + 1 = 1284

Tytuł: Bóg urojony

Autor: Richard Dawkins

Kategoria: popularnonaukowa

Wydawnictwo: CiS

Format: papierowa

Liczba stron: 520

Ocena: 8/10

Człowiek się wyprowadził, pomału organizuje sobie życie, czyta nieregularnie i przez to zapuszcza się na tagu. A książkę wybrałem z dwóch powodów. Pierwszym to ostatnia rocznica, 3 października minęło dwadzieścia lat od wydania książki i uznałem, że po prostu odświeżę sobie po, ośmiu?, latach tytuł i sprawdzę, jak treść ma do czasów współczesnych. A drugi powód? Przy moim niesamowitym szczęściu to tylko kwestia czasu, aż zadzwonią do domofonu świadkowie Jehowy i zapytają, czy boją się wojny*. Ja już będę gotowy do Armagedonu. A przynajmniej na nich.

Tytuł zapewne wszystkim znajomy. Dawkins jako zadeklarowany ateista rozkłada na czynniki pierwsze religię oraz związki między nauką a wiarą, by przekonać czytelnika (wierzącego) do swojego stanowiska lub (ateistę) do odważnego wyrażenia swego zdania. Wbrew stereotypom Dawkins nie jest żadnym agresywnym ateistą. Złośliwym - bywa, ale wobec naprawdę dobrych, a głęboko wierzących ludzi, stosuje pewną taryfę ulgową i wyraża się o nich z jednoznacznym szacunkiem, nie zgadzając się jednocześnie z ich poglądami. Co innego z kreacjonistami, których Dawkins skrupulatnie rozbraja.

Czy ta książka zawiera coś odkrywczego? Prawdę mówiąc niewiele, ale to nie był cel tej książki. Dawkins napisał esej, gdzie porządkuje i uzupełnia argumenty przeciwko religii. Takie tytuły też są ważne. Jako historyk z wykształcenia widzę, że "Bóg urojony" bardzo po łebkach przedstawia historię powstawania religii, świętych ksiąg itd. Nie winię Dawkinsa, gdyż ten specjalizuje się w zupełnie innej dziedzinie.

Czytany przeze mnie egzemplarz książki został wydany w 2022 roku, ale wydawca zaznacza, że w sumie jest to I wydanie z 2007 roku. Gdzieniegdzie są przypisy z aktualizacjami, co doceniam. Szkoda tylko, że nie pokuszono się na pełne II wydanie, gdzie zostałyby wyłapane literówki, błędy językowe (wielokrotnie pojawiające się "a mianowicie") oraz sprawdzone adresy stron www.

*Prywata: ja tu się śmieje, a jednym z pierwszych miejsc, które odkryłem na nowym osiedlu, jest... zbór zielonoświątkowców. 200 metrów w linii prostej od mieszkania. Zaczepiali mnie już świadkowie Jehowy, adwentyści dnia siódmego, jeden baptysta, a także mormoni, zarówno telefonicznie jak i osobiście. Zielonoświątkowcom jeszcze się nie udało, ale jak w Gdańsku byłem na dworcu to trafiłem na jakąś ich akcje, podczas której ich lider wziął ulotki i od razu kierował się w moją stronę. Mając głupie wrażenie, że idzie do mnie, natychmiast się odwróciłem i wyszedłem z dworca okrężną drogą. Do dziś nie wiem, co mam wypisanego na twarzy, że przyciągam takich ekscentryków. Chyba mogę przyjmować zakłady, kto przyjdzie pierwszy: jehowi czy jednak pobliscy zielonoświątkowcy.

Prywatny licznik: 38/50

Fanatyk

w Książki

11piorunów

1282 + 1 = 1283

Tytuł: Kłopot z Zełenskim

Autor: Zbigniew Parafianowicz

Kategoria: reportaż

Wydawnictwo: Czerwone i Czarne

Format: książka papierowa

Liczba stron: 257

Ocena: 6/10

Kontynuacja poprzedniej książki Parafinowicza "Polska na wojnie".

Znajdziemy tu ten sam format, wypowiedzi zanonimowanych polityków, dyplomatów czy pracowników lotniska w Jasionce.

Tym razem książka jest bardziej skupiona na postaci Zełenskiego. Jego relacjach z polskimi, europejskimi i amerykańskimi władzami. Po lekturze buduje nam się jego krytyczny obraz i dobrze, bo nic nie jest czarno-białe.

Chciałbym wierzyć w przytoczony cytat: " W czasie kryzysu dronowego NATO oddelegowało na potrzeby obrony polskiego nieba sto maszyn z państw NATO. Były gotowe w każdej chwili do kontruderzenia w Rosję. Te sto maszyn zabezpieczał SACEUR."

Fenomen

w Dyskusje

22piorunów

1281 + 1 = 1282

Tytuł: Wydobyć Titanica

Autor:  Clive Cussler

Kategoria: kryminał, sensacja, thriller

Format: ebook

Ocena: 10/10

Idealnie trafiła w mój gust. Od samego początku wzbudzała zaciekawienie najpierw losami górników później gdy zaczął się wątek ruskich. Zakończenie satysfakcjonujące jak i zaskakujące .

Tytan1piorunów

Chyba przeczytałem wszystkie jego książki. Niektóre po dwa razy. "Skleroza" to czasami przydatna rzecz.

Pokaż więcej komentarzy (5)

Gruba ryba

w Książki

17piorunów

1280 + 1 = 1281

Tytuł: Mortis

Autor: John French

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: Black Library

Format: ebook

Liczba stron: 560

Ocena: 5/10

“What will be left after a war like this?”

V część cyklu The Horus Heresy: Siege of Terra

Wystarczy jedno spojrzenie na okładkę oraz tytuł i wiadomo, że główną oś wydarzeń stanowić będzie to, co przedszkolaki lubią najbardziej, czyli bitwy wielkich robotów, w szczególności Legio Mortis i ich niedorzecznie wielkich tytanów klasy Imperator.

Pod względem fabularnym całe oblężenie Terry przebiega liniowo, więc oczywiście “Mortis” podejmuje opowieść po wydarzeniach kończących “Saturnine”.

John French podobnie jak w “The Solar War” znów w jednej książce zamieścił wiele różnych perspektyw na wydarzenia główne oraz poboczne mające większy lub mniejszy wpływ na otaczający świat. Słusznie, gdyż titan-pr0n, choć efektowny, szybko zaczyna nużyć. Chyba jednak trochę przesadził i chciał poruszyć zbyt wiele tematów w jednej powieści. Wątków można wyróżnić co najmniej dziewięć, co sprawia, że ich śledzenie bywa uciążliwe, a całe napięcie gdzieś umyka.

Same bitwy tytanów zostały napisane w dwóch różnych skalach. Pierwsza ukazana z rozmachem i w tonie batalistyczno-katastroficznym głównie z punktu widzenia Tetrecaurona - princepsa senioris z Legio Ignatum pokazuje bardziej globalne, taktyczne spojrzenie na pole bitwy. Napięcie znakomicie budują detale np. w postaci komunikatów nadawanych pomiędzy tytanami. Natomiast związany z tym samym tematem wątek Acastii i Rycerzy Vyronii choć zbliżony technicznie, miał bardziej osobisty i ludzki charakter.

Zaskakująco ciekawie rozpoczęło się śledztwo Mauer w sprawie serii tajemniczych morderstw wśród oficerów oraz pośrednio wiary w Lectitio Divinitatus jako odpowiedzi na rozprzestrzeniające się poczucie beznadziei. Co z tego, kiedy potem urwało się, by wrócić dopiero za kilkaset stron?

Ciąg dalszy losów poborowego Katsuhiro poznanego w “The Lost and the Damned” prawdopodobnie miał nadal być smutną i dramatyczną historią okopową. Wyszło jednak nieciekawie i nużąco. Okrutnie przeciągnięta została podróż Olla Perssona w formie dziwnej, a’la lovecraftowej, psychodelicznej powieści grozy, nawet jeśli w pewnym momencie wychodzi z tego niezły mindfuck. Shibana natomiast w ogóle miałem ochotę pominąć, choć przyznam, że zakończenie było satysfakcjonujące.

Cała reszta, w tym kluczowy dla przebiegu kampanii wojennej temat Perturabo i IV Legionu, utrzymana została we właściwym tonie, choć przedstawiona bez większego polotu.

Na plus mogę dodatkowo zaliczyć stopniowo gęstniejącą atmosferę. W tej książce wyraźnie już widać, że kampania zaczyna wykraczać poza pojedynek wielkich strategów. Daje się wyczuć rosnąca desperację i słabnące nadzieje na zwycięstwo.

“Mortis” to książka bardzo nierówna, poniżej średniej na tle zarówno Oblężenia Terry jak i całokształtu Herezji Horusa. Po Johnie Frenchu spodziewałem się nieco więcej.

Mistrz

w Książki

25piorunów

1279 + 1 = 1280

Prywatny licznik: 27+1=28

Tytuł: Korespondentka

Autor: Virginia Evans

Kategoria: literatura piękna

Wydawnictwo: Filia

Format: książka papierowa

ISBN: 9788384410561

Liczba stron: 344

Ocena: 7/10

Korespondentka to książka o starszej kobiecie imieniem Sybil, która kochać pisać listy - i dokładnie w formie listownej (a fachowo rzecz nazywając, epistolarnej) ułożona jest ta książka. Od samego początku jesteśmy wrzuceni w środek listów i trochę człowiek błąka się po omacku kto jest kim i jakie są ich relacje, ale stopniowo poznajemy jej historię, zarówno osobistą, jak i zawodową i wszystko staje się klarowniejsze.

To, że mamy do czynienia ze starszą kobietą, niejako determinuje nam tematykę listów - wiadomości do rodziny, do przyjaciółek czy do znajomych przepełnione są podsumowaniami życia czy aktywnościami starszych ludzi, ale to nie oznacza, że nie ma miejsca również na coś nowego. Z mojej perspektywy najciekawszymi wątkami były te nieco bardziej poboczne, które zawierały m.in. groźbę za sprawę sprzed lat, regularną korespondencję do neuroatypowego młodego syna kolegi, próbę zapisania się zajęcia na studia, zaczynająca się od małych liścików rozmowa z sąsiadem czy pomoc pracownikowi firmy, z którą Sybil starała się skontaktować w pewnej sprawie.

Wątek najważniejszy, który mocno naznaczył bohaterkę i jej relacje z najbliższymi, standardowo jest obecny przez całą (wieloletnią) historię listów i naprawdę dobrze się rozwija. Trzeba przyznać, że Sybil była mocno doświadczona przez życie, przed czym próbowała uciec w pracę, co wiązało się z określonymi konsekwencjami, szczególnie dla rodziny (wcale nie zapalała się lampka ostrzegawcza z napisem TERAPIA, nic a nic). IMO trochę niepotrzebny był wątek polityczny, który zresztą w połowie książki nagle zniknął mimo intensywnego politycznie w USA roku 2016, bez niego byłaby fajniejsza ponadczasowość opowieści.

Podsumowując, naprawdę bardzo przyjemna książka, którą szybko się czyta (zajęło mi to niecałą 1 dłuższą podróż pociągiem), w sam raz na jesienny wieczór przy kubku herbaty 😉

Pokaż więcej komentarzy (4)

Gruba ryba

w Książki

17piorunów

1278 + 1 = 1279

Tytuł: Uczta dla wron. Cienie śmierci

Autor: George R.R. Martin

Tłumacz: Michał Jakuszewski

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: Zysk i S-ka

Format: książka papierowa

ISBN: 9788375069884

Liczba stron: 512

Ocena: 9/10

Zauważyłem, że początkowy entuzjazm, towarzyszący mi przy pierwszych dwóch książkach, powoli opada.

Autor mnoży wątki, zamiast kontynuować te już zaczęte. Z jednej strony to dobrze, ponieważ możemy dogłębniej poznać wydarzenia, które niewątpliwie będą miały ogromny wpływ na sytuację w Królestwie - czy to wybranie nowego króla żelaznych ludzi czy próbę wywołania buntu na południu.

Jednak cierpią na tym wspomniane już zaczęte wątki i wielu bohaterów ma dla siebie mało miejsca. Chociaż patrząc na to, że jedna postać, której perspektywę często mogliśmy przeczytać w poprzedniej części, obecnie zeszła na margines powieści, można stwierdzić, że Martin traktuje niektórych bohaterów dość epizodycznie. Mają odegrać przewidzianą rolę i tyle, dziękujemy, a światło reflektorów kierujemy na innego aktora.

Niby trochę marudzę, ale nie zmienia to faktu, że siedziałem do drugiej w nocy, żeby skończyć ten tom i ani przez chwilę się nie nudziłem.

Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Gruba ryba

w Książki

23piorunów

1277 + 1 = 1278

Tytuł: Ostatni strzał

Autor: Różni autorzy

Tłumacz: Szymon Dubyk

Kategoria: Antologia opowiadań

Wydawnictwo: PulpBooks

Format: ebook

ISBN: 9788368848175

Liczba stron: 622

Ocena: 7/10

Antologię otrzymałem za darmo od wydawnictwa, jednakże nie miało to wpływu na moją opinię.

Ostatni raz z czeską literaturą miałem do czynienia w nastoletnich latach, kiedy wujek pożyczył mi kilka powieści Miroslava Žambocha, o Koniaszu i Mrocznym Zbawicielu. Szczególnie ten drugi zrobił wtedy na mnie duże wrażenie, na tyle duże, że zainspirował mnie do napisania własnej historii z podobnym charakterem. Z czasem jednak wyrosłem z uwielbienia do „edgelordów”, nieco kontrowersyjnych, pozujących na bardzo groźnych, czasem mrocznych i jednocześnie „cool”. Szkoda, że nie spotkało to niektórych autorów i autorek tekstów z tego zbioru.

W przypadku antologii tak różnorodnej gatunkowo jak „Ostatni strzał” trudno oczekiwać, że spodobają się wszystkie opowiadania. Moim zdaniem jest to niemożliwe, jednak nie spodziewałem się, że zostanę zniechęcony już pierwszym opowiadaniem, Kristýny Sněgoňovej. Sam pomysł był ciekawy, jednakże wykonanie, w tym styl autorki, ani trochę nie przypadło mi do gustu. I to jest mój największy zarzut wobec antologii – często naprawdę świetne pomysły na fabułę zostały przedstawione w mało atrakcyjny sposób.

Chociażby opowiadanie Wojciecha Chmielarza „Ostatnia akcja”. Bardzo ciekawe, dość pobieżnie poruszające dość poważny problem gorszego traktowania mężczyzn podczas rozwodów, szczególnie w przypadku małżeństw z dziećmi. Główny bohater na zlecenie klientów pomaga im, uwodząc ich żony, tym samym dostarczając karty przetargowej w postaci dowodów na zdradę i jak sam zauważa, nagle można się rozstać w cywilizowany sposób. Czy to jest moralne – oczywiście, że nie. Szkoda tylko, że przy tym główny bohater ani trochę nie wzbudził we mnie sympatii. No nie da się gościa lubić, a niestety narracja jest pierwszoosobowa.

Nie chcę jednak zbyt dużo narzekać. Gdy przymknąłem oko na nie do końca pasujący mi styl pisania (z którego, jak wspomniałem, wyrosłem w czasach nastoletnich), zacząłem się dobrze bawić. Autorom i autorkom nie można odmówić umiejętności dobrego opowiadania historii, a to one są moim zdaniem najważniejsze.

Za to znalazło się parę perełek, o których chcę napisać.

Przede wszystkim o „Bój to jest nasz ostatni” Leoša Kyša. To czwarte opowiadanie z kolei i pierwsze, które naprawdę mi się spodobało. Od początku autor zasypuje czytelnika masą zabawnych scen, w których pierwsze skrzypce grają rezolutni staruszkowie, dawni czescy esbecy. To też zabawne, że niby inny kraj, a równie dobrze akcję można by przenieść do Polski i niewiele by się zmieniło. Ot, współdzielony komunistyczny ustrój zrobił swoje.

Przy okazji zastanawiam się, czy autor konsultował się z Kristýną Sněgoňovą przy pisaniu opowiadań do tej antologii. W notkach biograficznych można wyczytać o podjętej przez nich współpracy, a zauważyłem, że w obu tekstach pojawia się motyw niedosłyszącej starszej osoby, z którą wiążą się całkiem zabawne dialogi.

Jeśli chodzi o najlepsze opowiadanie w zbiorze, to są dwa, które za takie uważam, ale nie mogę się zdecydować, które podoba mi się bardziej.

Pierwszym kandydatem jest „Międzygalaktyczne nieporozumienie” Jana Kotouča. Autor ujął mnie nie tylko umiejscowieniem akcji na szpitalnym statku kosmicznym, ale także tym, że bohaterami są medycy. Dorzucił do tego próbę Pierwszego Kontaktu pomiędzy głównym bohaterem a przedstawicielem obcej rasy, dość mocno kojarzącej mi się z Kroganami z serii „Mass Effect”. Trudno wyobrazić sobie lepsze połączenie.

Jednak Grzegorz Brudnik udowadnia, że lepsze połączenie może istnieć. W „Oczach Temidy” opowiada historię z perspektywy… niewidomego mężczyzny. W dodatku zwerbowanego przez policję do pomocy przy rozwiązaniu sprawy morderstwa. Co mi się spodobało, to próba sprawdzenia, na co detektyw mógłby zwrócić uwagę, gdyby pozbawiono go wzroku. Często to są zupełnie prozaiczne szczegóły jak… liczba schodów. Liczenie ich to przecież rzecz normalna dla niewidomych, kiedy mapują nową drogę i wykorzystanie tego w kryminalnej historii mnie oczarowało. Mimo że kończy się iście holmesowsko (bohater wychodzi i wraca z rozwiązaniem sprawy), to Brudnikowi bardzo udało się to opowiadanie.

Podsumowując, antologia spełniła swój cel. Oprócz dostarczenia ciekawych opowieści, przedstawiła także czeskim odbiorcom próbki twórczości niekoniecznie znanych tam polskich autorów i vice versa, nam pozwala zapoznać się z twórczością Czechów. W ten sposób przypomniałem sobie chociażby o serii „Underground” napisanej przez Leoša Kyša pod pseudonimem, którą miałem kupić do mojej cyberpunkowej kolekcji i którą nabyłem jeszcze przed opublikowaniem tego tekstu. Chętnie też bym przeczytał cykl Sektor Hirano autorstwa Jana Kotouča, gdyby tylko został przetłumaczony na język polski.

Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz

między innymi

Pokaż więcej komentarzy (4)

Mistrz

w Książki

27piorunów

1276 + 1 = 1277

Prywatny licznik: 26+1=27

Tytuł: Dostatek

Autor: Michael Crummey

Kategoria: literatura piękna

Wydawnictwo: Wiatr od Morza

Format: książka papierowa

ISBN: 9788393665303

Liczba stron: 360

Ocena: 6/10

Dobra, pora znowu nadrabiać zaległości xD z tego co widzę mam prawie 50 książek do opisania, ale to na spokojnie, nie wszystko na raz, tylko po kolei 😛 Zacznę od najświeższych, może do końca roku zdążę xD

Książki Crummeya miałem na liście do czytania już od jakichś 10 lat, w końcu stwierdziłem, że warto spróbować jedną, zresztą najwyżej ocenianą na LC. Wybór padł na Dostatek. I przez pierwsze 100 stron nie byłem zachwycony. Książka to saga o rodach żyjących na wybrzeżu Nowej Fundlandii, zmagających się ze złodziejstwami natury oraz własnymi słabościami w dążeniu do tytułowego dostatku. Wszystko to z całkiem dużym dodatkiem realizmu magicznego, poczynając od samego początku, kiedy to mieszkańcy wyspy ćwiartujący wieloryba, który wypłynął na brzeg, w jego wnętrzu odkrywają pozornie nieżyjącego człowieka (nawiązanie do Jonasza oczywiście nieprzypadkowe).

Opowieść na swoich 360 stronach śmiga w przyszłość i przeszłość, łącznie obejmując prawie 200 lat historii aż do zakończenia I Wojny Światowej. Bohaterów jest tam mnogość, czemu szczególnie sprzyja, że zdarza im się parzyć jak króliki, niezależnie od wzajemnej sympatii, wrogości, neutralności, przypadku czy chęci zemsty - jeśli dobrze pamiętam, to poznajemy przynajmniej 6 pokoleń tamtejszych mieszkańców. Czasem autor poświęca więcej czasu jednemu bohaterowi przez wiele stron, by po jakimś czasie zabić go w jednym krótkim zdaniu, co zdecydowanie nie ułatwiało mi ich zapamiętywanie i przestałem walczyć z próbami zrozumienia który jest synem kogo, tylko po prostu oddałem się opowieści. I ta zmiana nastawienia zdecydowanie pomogła, o ile pierwszą część czytałem w mocno rwany sposób (i dałbym za nią takie 4/10), tak druga część książki poszła już bardzo płynnie i bawiłem się już naprawdę dobrze.

Tytułowy dostatek jest pragnieniem, do którego bohaterowie tej książki dążą w zasadzie na każdym poziomie. Nieważne czy chodzi o ten najbardziej podstawowy, czyli spokojne i dostatnie życie, czy dostatek miłości ze strony najbliższych, czy dostatek życia religijnego - dążą do nich, ale w zasadzie nigdy go nie osiągają, bo wiecznie przegrywają, czy to z okrucieństwem natury (niezależnie czy chodzi o wyczerpujące się zasoby ryb, czy o szalejące zjawiska pogodowe, czy choroby), czy przede wszystkim z własnymi słabościami, których jest tu bez liku. Smutno ale i ciekawie patrzyło się na błędy popełniane przez potomków, którzy chcieli być inni niż ich przodkowie, ale finalnie kończyli z tymi samymi porażkami na koncie. Mały plusik też za niedopowiedzianą klamrę kompozycyjną.

Dodatkowy minus za kwestię językową czy formatowania tekstu. Mniejsze niż zwykle zarówno font, interlinia, jak i marginesy, opisy i dialogi niekoniecznie były od siebie oddzielone, czasem wielkie litery miałem wrażenie, że wchodzą w losowych momentach. Podejrzewam, że taki był pomysł autora na charakter opisania opowieści, ale zdecydowanie nie ułatwiał moich pierwszych prób ogarnięcia książki i bycia błyskawicznie wrzuconym w kłąb wydarzeń. KRÓLESTWO ZA SPIS BOHATERÓW. Pod tymi względami mogło być naprawdę dużo lepiej.

Dostatek po początkowych problemach był naprawdę bardzo dobrą lekturą, ale uważam, że wystarczy mi ona za przygodę z książkami Crummeya, są książki, które sprawią mi dużo więcej przyjemności przy okazji czytania.

Autorytet0piorunów

@bojowonastawionaowca a Ty tak te książki dobrze pamiętasz czy przed napisaniem recenzji czytasz ponownie? :D

Robisz notatki w trakcie czytania?

Mistrz3piorunów

@fisti tę książkę akurat skończyłem dzisiaj w nocy xD zobaczymy jak będzie z tymi, które skończyłem 3 miesiące temu xD ale zazwyczaj jak wezmę książkę w ręce to magicznie mi się przypomina sporo rzeczy, które wywołały we mnie jakieś emocje

Pokaż więcej komentarzy (5)

Lider

w Książki

12piorunów

1275 + 1 = 1276

Tytuł: Alchemik - Tom1: Miasto umarłych

Autor: Wasilij Machanienko

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: Insignis

Format: ebook

Liczba stron: 352

Ocena: 8/10

Jeszcze jakiś czas temu LitRPG było dla mnie właściwie ciekawostką. Teraz coraz bardziej przekonuję się, że jest to jedna z ciekawszych czytelniczych odskoczni od kryminałów, thrillerów, literatury pięknej czy bardziej klasycznego fantasy. Po Dungeon Crawler Carl zdecydowanie mam ochotę poznawać kolejne wariacje tego gatunku i "Alchemik" Wasilija Machanienki bardzo dobrze wpisuje się w tę potrzebę.

Tym razem szczególnie spodobał mi się sam pomysł na świat. Nie obserwujemy momentu, w którym rzeczywistość nagle zamienia się w grę i ludzie muszą nauczyć się żyć według nowych zasad. Tutaj system istnieje od tysięcy lat. Kolejne pokolenia rodzą się w świecie poziomów, statystyk, umiejętności i konkretnych reguł, traktując je jako coś zupełnie naturalnego.

Głównym bohaterem jest Tajlin Właszyc, młody chłopak, którego początkowo zdecydowanie bardziej niż wielkie tajemnice świata interesuje po prostu przetrwanie. Szybko jednak zostaje wrzucony w wydarzenia, które zmuszają go do poznawania kolejnych zasad rządzących rzeczywistością i rozwijania własnych możliwości. Jest sierotą, więc jego "growy" start jest jeszcze trudniejszy niż moglibyśmy przypuszczać, bo choć jego ojciec oddał swoje życie, by start rozgrywki syna był lepszy, to zostawił go zupełnie samego w świecie, który nie tłumaczy żadnych reguł, a walka o przetrwanie zaczyna się od 1 dnia.

I właśnie tutaj zaczyna działać to, co ostatnio tak bardzo podoba mi się w LitRPG. Rozwój bohatera naprawdę widać.

Nowa umiejętność, przedmiot, poziom czy odkrycie kolejnej mechaniki świata daje tę charakterystyczną satysfakcję znaną z gier RPG. Człowiek zaczyna kombinować razem z bohaterem: co można z tym zrobić? Jak wykorzystać nową zdolność? W którą stronę można rozwinąć postać? Co jeszcze kryje system?

W normalnym fantasy autor może napisać, że bohater stał się silniejszy. Tutaj dostajemy niemal namacalny dowód jego progresu. I okazuje się, że obserwowanie rosnących cyferek potrafi być zaskakująco przyjemne.

Jednocześnie "Alchemik" nie jest dla mnie książką, którą czytam dla wybitnych dialogów, skomplikowanej psychologii postaci czy wielkich filozoficznych rozważań. To przede wszystkim bardzo konkretna rozrywka. Quest, nagroda, rozwój, odkrywanie świata, kolejny problem i następny krok do przodu.

I chyba właśnie dlatego LitRPG zaczyna mi się tak podobać. Po kilku cięższych albo bardziej wymagających książkach taka historia działa jak literacki reset. Nadal dostaję świat, który chcę poznawać, tajemnice do odkrycia i bohatera, którego rozwój mogę obserwować, ale jednocześnie nie muszę analizować każdego zdania. Mogę po prostu wejść do tego świata i dobrze się bawić.

"Alchemik" dodatkowo ma tę przewagę, że pierwszy tom pozostawia sporo miejsca na rozwinięcie całego konceptu. Najbardziej ciekawi mnie właśnie przeszłość tego świata i odpowiedź na pytanie, jak właściwie doszło do tego, że system stał się dla ludzi czymś równie naturalnym jak prawa fizyki.

Nie wiem jeszcze, gdzie "Miasto Umarłych" znajdzie się na mojej prywatnej skali LitRPG, szczególnie że poprzeczka po Dungeon Crawler Carl i poprzednich seriach autora, wisi bardzo wysoko. Ale wiem jedno - ten gatunek zdecydowanie zostaje ze mną na dłużej.

Opublikowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Osobisty licznik: 185/128

Pokaż więcej komentarzy (2)

Lider

w Książki

16piorunów

1274 + 1 = 1275

Tytuł: Czas przeszły

Autor: Lee Child

Kategoria: kryminał, sensacja, thriller

Wydawnictwo: Albatros

Format: audiobook

Liczba stron: 448

Ocena: 7/10

Reacher numer 23. Niestety kolejny czytany przez Sobczaka, ale w 24 już wraca Zadura, czego bardzo się nie mogę doczekać. Celem na ten rok jest skończenie wszystkich pełnych tomów serii. A na początku przyszłego, zabranie się za opowiadania.

Fabularnie: po raz kolejny Jack Reacher zmierza właściwie donikąd, aż przypadek podsuwa mu powód, żeby się na chwilę zatrzymać. Tym razem jest nim Laconia - miasteczko, z którym związana jest przeszłość jego ojca. Reacher postanawia więc zrobić sobie małą wycieczkę genealogiczną i sprawdzić, czego może dowiedzieć się o swojej rodzinie. Jest to też jeden z niewielu tomów, które to faktycznie robią, dlatego tym bardziej go doceniam.

Oczywiście jest Reacherem, więc mała wycieczka, szybko przestaje być taka mała. Równolegle poznajemy młodą parę kanadyjczyków, Shorty’ego i Patty, których samochód odmawia posłuszeństwa w zdecydowanie niewłaściwym miejscu. Trafiają do położonego na odludziu motelu, którego właściciele od początku wydają się trochę zbyt mili i trochę dziwni. Dość szybko można się domyślić, że za tym miejscem kryje się coś więcej.

I właśnie połączenie tych dwóch historii jest dla mnie najmocniejszą stroną "Czasu przeszłego". Z jednej strony dostajemy Reachera grzebiącego we własnej przeszłości, z drugiej historię, która coraz mocniej skręca w stronę thrillera, a może nawet horroru. Przez sporą część książki wątki rozwijają się niezależnie, a ja czekałem na moment, w którym w końcu się ze sobą przetną.

To również zdecydowanie ten rodzaj Reachera, którego lubię najbardziej. Nie międzynarodowe operacje, wielkie spiski i zabawa w agenta, ale małe miasteczko, kilka podejrzanych osób i Reacher, który miał tylko przejechać autobusem przez okolicę, ale oczywiście zaraz okazuje się, że ktoś potrzebuje jego pomocy i czas wyciągnąć z garażu walec.

Do tego dochodzi osobisty wątek dotyczący jego ojca. Reacher zwykle nie jest bohaterem szczególnie zainteresowanym własną przeszłością. Żyje tu i teraz, nie posiada prawie niczego i niespecjalnie przejmuje się tym, co zostawił za sobą. Dlatego obserwowanie go w sytuacji, w której próbuje dowiedzieć się czegoś o własnych korzeniach, jest ciekawą odmianą od standardowego schematu serii.

Nie znaczy to jednak, że Child nagle napisał psychologiczną analizę Jacka Reachera. Bez przesady. Nadal dostajemy dokładnie to, czego można się spodziewać: Reacher analizuje sytuację, ktoś go lekceważy, ktoś podejmuje bardzo złą decyzję dotyczącą wyboru przeciwnika, wynajmuje zbira, żeby mu pokazać, kto tu rządzi, a później dostaje rachunek za przejażdżkę karetką do szpitala.

Po 23 tomach trudno oczekiwać rewolucji. I chyba właśnie dlatego nadal dobrze mi się tę serię czyta. Wiem, co dostanę, Child wie, czego od niego oczekuję, a Reacher pozostaje Reacherem. Czasami ten schemat działa lepiej, czasami gorzej, ale "Czas przeszły" znajduje się dla mnie zdecydowanie po tej lepszej stronie serii.

Nie jest to jeden z najlepszych tomów i raczej nie zostanie ze mną na dłużej, ale po słabszych częściach ponownie dostałem historię przypominającą mi, dlaczego tak lubię wracać do tego bohatera.

Małe miasteczko, tajemnica, trochę rodzinnej przeszłości, ludzie podejmujący fatalną decyzję o wejściu Reacherowi w drogę i on sam, który miał przecież tylko wpaść tu na chwilkę, wypić kawkę i spadać.

Opublikowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Gruba ryba2piorunów

Dziękuję za napisanie recenzji. Brakuje mi wpisów, w których jest coś więcej niż paragraf i fotka.

Lider2piorunów

@Dzemik_Skrytozerca dzięki, ja zawsze staram się wrzucić trochę o fabule i moich odczuciach, żeby ułatwić innym podjęcie decyzji czy warto przeczytać

Pokaż więcej komentarzy (2)

Lider

w Książki

30piorunów

1273 + 1 = 1274

Tytuł: Neuromancer

Autor: William Gibson

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: Książnica

Format: ebook

Liczba stron: 280

Ocena: 5/10

Są książki, które trzeba oceniać w dwóch różnych kategoriach:

Pierwszej - ich znaczenie dla literatury i wpływ na wszystko, co pojawiło się później. Drugiej - znacznie brutalniejszej - to odpowiedź na pytanie: jak właściwie czyta się je dzisiaj?

I "Neuromancer" Williama Gibsona jest dla mnie idealnym przykładem książki, w której odpowiedzi na te dwa pytania są kompletnie różne.

Case jest hakerem, który po konflikcie z poprzednimi pracodawcami zostaje pozbawiony możliwości podłączania się do cyberprzestrzeni. Dla kogoś, kto właściwie żył w wirtualnym świecie, jest to wyrok. Wszystko zmienia się, gdy dostaje propozycję odzyskania swoich zdolności w zamian za wykonanie pewnego zadania. Wraz z ulepszoną technologicznie Molly zostaje wciągnięty w operację, której prawdziwy cel okazuje się znacznie większy, niż początkowo przypuszczał.

Brzmi świetnie. I zapewne w 1984 roku musiało robić piorunujące wrażenie. Cyberprzestrzeń, hakerzy, sztuczna inteligencja, korporacje potężniejsze od państw, cybernetyczne modyfikacje ludzi, przestępczość wykorzystująca nowe technologie i wszechobecne poczucie, że człowiek zaczyna przegrywać z systemem, który sam stworzył. Dzisiaj są to fundamenty cyberpunku, ale Gibson pisał o nich, zanim większość z nas zaczęła kojarzyć je z Matrixem, grami, anime czy kolejnymi książkami science fiction.

I za to należy mu się ogromny szacunek.

Problem w tym, że czytanie Neuromancera dzisiaj było dla mnie zwyczajnie męczące. Mam wrażenie, że ta książka bardzo źle się zestarzała. Nie tyle nawet pod względem samych pomysłów - bo wiele z nich nadal jest interesujących - ile sposobu ich przedstawienia. Gibson wrzuca czytelnika do swojego świata i praktycznie nie daje mu czasu na złapanie oddechu. Pojęcia, miejsca, technologie i postacie pojawiają się jedno za drugim, często bez większego wyjaśnienia. Teoretycznie powinno to budować poczucie obcowania z obcym, zaawansowanym technologicznie światem. U mnie znacznie częściej powodowało pytanie: co właściwie teraz się dzieje?

Paradoksalnie największy problem Neuromancera może wynikać właśnie z jego sukcesu. Tak wiele późniejszych dzieł korzystało z pomysłów Gibsona, rozwijało je i przedstawiało w bardziej przystępny sposób, że powrót do jednego z pierwowzorów gatunku nie daje już tego samego efektu. Zamiast odkrywać coś nowego, rozpoznawałem elementy, które znam z dziesiątek późniejszych historii - tyle, że tutaj podane w znacznie mniej przystępnej formie.

To trochę jak zwiedzanie fundamentów budynku, w którym wcześniej widziało się już wszystkie piętra.

Najbardziej zabrakło mi jednak mocniejszego przywiązania do bohaterów i samej historii. Świat jest ważniejszy od ludzi, którzy się po nim poruszają, a ja zdecydowanie bardziej interesowałem się tym, co Gibson wymyślił, niż tym, co stanie się z Case’em. Doceniałem kolejne idee, ale emocjonalnie pozostawałem gdzieś obok.

I dlatego mam z Neuromancerem spory problem. Rozumiem jego znaczenie. Widzę jego wpływ na cyberpunka jako gatunek. Potrafię sobie wyobrazić, jak świeża i wręcz rewolucyjna musiała być ta książka czterdzieści lat temu. Bez Gibsona wiele późniejszych światów science fiction prawdopodobnie wyglądałoby zupełnie inaczej.

Tylko że znaczenie historyczne książki i przyjemność z jej czytania to dla mnie dwie różne rzeczy. Trochę szkoda, bo liczyłem na lepszą zabawę. Czytając tę książkę czuć inspiracje innych książek czy gier, z Cyberpubkiem 2077 na czele. Od straconych zdolności i budowania siebie na nowo, po misję, która nie idzie zgodnie ze scenariuszem i ma dużo większe znaczenia dla świata, niż bohaterowi to początkowo nakreślono.

Opublikowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Gruba ryba3piorunów

@WujekAlien

Gibson wrzuca czytelnika do swojego świata i praktycznie nie daje mu czasu na złapanie oddechu

Może jestem sadomaso, ale akurat lubię taki sposób pisania. Podobnie zaczynał się choćby Hyperion, czy nawet Wywyższenie Horusa, które wrzuciło mnie w najdłuższy ciąg literacki w życiu.

Nie lubie kiedy autor na siłę usiłuje prowadzić mnie za rękę jak małe dziecko albo jak debila.

Gruba ryba3piorunów

@WujekAlien pomógł trochę fakt, że większość wymyślonych przez Gibsona neologizmów już się jakoś w kulturze zadomowiła, bo w 84 roku to musiało wyglądać jak odklejona grafomania.

Fenomen1piorunów

Chciałem w końcu go przeczytać ze względu na nadchodzący serial ale już próbowałem chyba dwa razy kiedyś i się odbijałem bo nie lubię na siłę się męczyć z czymś. Chyba się jednak zmuszę 🤔

Pokaż więcej komentarzy (10)

Autorytet

w Książki

24piorunów

1272 + 1 = 1273

Tytuł: Władca pierścieni - Bractwo pierścienia

Autor: J.R.R. Tolkien

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: LiBROS

Format: książka papierowa

ISBN: 8373112537

Liczba stron: 593

Ocena: 8/10

Powrót do trylogii po 20 latach.

Słodki Jezu, ale to dobrze się czyta ;D

Co zapomniałem:

aragorn miał ksywę Łazik xD

Boromir to j⁎⁎⁎ny przychlast, buc i paniczek. Czizas ale mnie irytował! Film nie oddaje jakim był fircykiem

Opublikowano za pomocą https://bookmeter.xyz\

Gruba ryba12piorunów
aragorn miał ksywę Łazik xD

@Bjordhallen to jest fenomen Tolkiena, wziąłeś najgorsze tłumaczenie, a i tak jest 8/10

Gruba ryba0piorunów

@vrkr

Argumenty Łozińskiego:

* Przetłumaczyłem wszystko

* Przetłumaczyłem konsekwentniej

* Poprawiłem oczywiste błędy

Argumenty wydawnictwa, które poprawiło Łozińskiego (i to ponoć bez jego zgody):

* Wzięliśmy sobie do serca zarzuty fanów i co nieco poprawiliśmy, ale Łoziński już nie chce z nami współpracować

Komentarz fanów:

* Skibniewska korespondowała z Tolkienem, i to Tolkien wyjaśniał swoje intencje (dlatego Shire zostało Shire, a Bag End Bag End) Skibniewskiego

Był ciąg dalszy, ale nie pomne.

Oddaje głos Tadeuszowi A. Olszanskiemu:

https://parmadili.pl/tlumaczenia_TAO.html

Pokrótce o Tadeuszu A. Olszanskim:

https://pl.wikipedia.org/wiki/Tadeusz_A._Olsza%C5%84ski

O przekładachParmadili
Pokaż więcej komentarzy (12)

GURU

w Książki

38piorunów

1271 + 1 = 1272

Tytuł: Pogańskie Imperium. Litewska dominacja w Europie środkowo-wschodniej 1295-1345

Autor: Steven C Rowell

Kategoria: inne

Wydawnictwo: NapoleonV

Format: audiobook

Ocena: 9/10

Nie wiem czy czytajac o historii tak macie, ale zdarza mi sie tak, iz czytajac jakas ksiazke czuje, jakby brakujacy element ukladanki wreszcie sie znajdowal i moj mentalny obraz wreszcie nie ma dziury. Ta ksiazka jest dla mnie wlasnie tym. Dzieje Litwy i okolic na pare dekad przed tym, jak Jagiello zostal polskim krolem. Opowiesc o wladcach, co lawirowali miedzy swiatem katolickim, prawoslawnym, Tatarami i Zmudzinami. Miedzy Moskwa a Krakowem, miedzy Rusia o Nowogrodem. I o tym, jak wygladal swiat z perspektywy Litwinow - bez uproszczonego obrazu ze poganie, bagna i najazdy. Bardzo duzo z historii Polski (czy Mazowsza czy nawet calej Europy) XIV wieku totalnie mi sie teraz rozjasnilo i widze w zupelnie innym swietle. Jeszcze tydzien temu nie mialem na przyklad pojecia, jak to przez kilka lat Litwini mieli nieformalny sojusz z papiezem Janem XXII wymierzony w Cesarza i jego krzyzackich przydupasow. Albo tego, ze kampanie wojenne tam toczono na zime - by dalo sie jakos podmokle tereny pokonac gdy zamarzna.

Nie wiedzialem prawie nic, a teraz mam troche nawet chec odsluchac ponownie, majac juz nieco wieksze pojecie (bo wczesniej to wiedzialem szczatkowo jako pochodna historii Polski oraz dzieki kampanii Age of Empires II) :smiley:

Opublikowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Autorytet

w Hydepark

29piorunów

1270 + 1 = 1271

Tytuł: Upadek Hyperiona

Autor: Dan Simmons

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: Mag

Format: ebook

ISBN: 9788374806039

Liczba stron: 625

Ocena: 6/10

Zabrałem się za tą pozycję zaraz po ukończeniu pierwszej części z serii czyli Hyperiona który siadł mi dość dobrze ale po kilku rozdziałach się jakoś od niej odbiłem i postanowiłem zostawić ją na później.

No i to później nadeszło jakieś 2 miesiące temu. Tak, wymęczyłem się trochę z tą książką mimo że nie mogę powiedzieć że jest jakoś słaba, bardziej by pasowało do niej chyba określenie... rozlazła?

Upadek Hyperiona kontynuuje historię praktycznie w momencie w którym kończy się pierwsza część, musiałem więc sobie przypomnieć trochę o co tam w ogóle chodziło. Oryginalny Hyperion był tak naprawdę fajnie pomyślanym zbiorem opowiadań, osadzonym w całkiem ciekawie pomyślanym universum i podszyty wspólnym motywem tajemniczego Dzierzby. Niestety wydaje mi się że Simmons albo nie bardzo miał pomysł jak to dalej pociągnąć, bo naotwierał tam sporo wątków które trzeba było jakoś w miarę ogarnąć, albo wręcz przeciwnie, miał za dużo pomysłów które próbował skompresować moim zdaniem trochę zbyt szybko.

Wyszła z tego jakaś dziwna książka, pierwsza połowa się strasznie wlokła, znane nam postacie snują się w kółko po grobowcach czasu jednocześnie czekając i obawiając się spotkania z Dzierzbą, a w międzyczasie poznajemy bliżej meandry wielkiej polityki śledząc poczynania nowego/stargo bohatera w samym centrum Hegemonii. Czyta się to nieźle bo jednak warsztat pan Simmons ma dobry, ale za dużo tutaj imo ekspozycji, przegadanych o niczym stron, jakichś filozoficznych dywagacji i rozterek nie wiadomo w sumie o co. Potem robi się trochę lepiej, bo kiedy w końcu autor decyduje że czytelnik już chyba wie wszystko co powinien to akcja zaczyna nabierać rumieńców i robi się całkiem ciekawie, chociaż nadal potrafi srogo zamulić bo na przykład opisuje lot jednego z bohaterów do bazy przez chyba bite trzy strony. I nie to że coś tam się dzieje po drodze, nie. Chłop se po prostu leci, i mu trochę niewygodnie, czasem przysypia, ale za to krajobrazy ładne 😛

Przez to nagromadzenie wątków i bohaterów, kiedy akcja zaczyna się zagęszczać robi się też nieco chaotycznie. Autor skacze od jednego do drugiego poprzez przestrzeń a nierzadko i czas, czasem pisze z perspektywy pierwszej osoby, czasem z trzeciej. No trzeba się skupić żeby to ogarnąć i nie polecam sobie robić podczas lektury dłuższych przerw bo idzie się pogubić.

Trochę sobie ponarzekałem ale ogólnie jest to niezły kawał hard Sci-Fi i to z całkiem na czasie motywem AI, chyba po prostu po pierwszej części oczekiwałem czegoś lżejszego.
Całość też jest w miarę domknięta więc można to traktować jak dylogię, nie jestem pewien czy będę dalej leciał w Endymiona, chyba że mnie ktoś zachęci 😛

Gruba ryba7piorunów

@hellgihad jakby się za to zabrać tak na lekko, czytając z doskoku i z przerwami, to prawdopodobieństwo zagubienia się w tych poplątanych wątkach prawie gwarantowane. Ale czytane ciągiem zrobiło na mnie bardzo dobre wrażenie

Pokaż więcej komentarzy (3)