Hejto.pl
Dodaj post

Wpisz coś do wyszukania (minimum 2 znaki)

#bookmeter

Fanatyk

w Książki

31piorunów

507 + 1 = 508

Tytuł: Kot wśród gołębi

Autor: Agatha Christie

Kategoria: kryminał, sensacja, thriller

Wydawnictwo: Dolnośląskie

Format: książka papierowa

ISBN: 978-83-271-7061-3

Liczba stron: 270

Ocena: 7/10

W ekskluzywnej angielskiej szkole dla dziewcząt pojawia się morderca. Niezwykłe wydarzenia na pensji łączą się przy tym z rewolucją w pewnym kraju na wschodzie i woreczkiem pełnym niezwykłej piękności klejnotów.

Najpierw ginie jedna z nauczycielek, potem porwana zostaje jedna z uczennic - a to jeszcze nie koniec zbrodni.

Sprawę przejmuje Hercules Poirot i zaczyna od pytania o kolana księżniczki.

Agatha Christie to Agatha Christie, dostajemy więc dobrze skonstruowaną opowieść z satysfakcjonującym - w pewnym sensie - zakończeniem.

Polecam!

GURU2piorunów

Mmm, jak to fajnie grzmotnąć wpis @KatieWee w niedzielę po południu:upside_down_face:

Fanatyk

w Książki

21piorunów

506 + 1 = 507

Tytuł: Spowiedź

Autor: Lew Tołstoj

Kategoria: biografia, autobiografia, pamiętnik

Format: e-book

Ocena: 7/10

Oceniam tylko to jak się to czytało - czasem ciężko ze względu na specyficzną składnie zdań. Samej treści nie oceniam skoro to pamiętnik - autobiografia.

Pierwsza moja książka od Lwa - mam nadzieje że inne bedą bardziej przystępnie napisane

Pokaż więcej komentarzy (4)

Lider

w Książki

21piorunów

505 + 1 = 506

Tytuł: Perfekcyjna śmierć

Autor: Helen Fields

Kategoria: kryminał, sensacja, thriller

Wydawnictwo: Amber

Format: e-book

Liczba stron: 416

Ocena: 7/10

Kolejny tom serii z Lucem Callanachem i Avą Turner ponownie zabiera nas do Edynburga, gdzie para śledczych mierzy się z wyjątkowo brutalną sprawą. Tym razem na pierwszy plan wychodzi zabójca o bardzo specyficznym podejściu do swoich ofiar - metodyczny, precyzyjny i przekonany o własnej racji. Śledztwo szybko zaczyna się komplikować, a presja rośnie, bo każdy kolejny krok przybliża policję nie tylko do rozwiązania zagadki, ale też do kolejnych makabrycznych odkryć.

Seria Helen Fields jest dość równa i "Perfekcyjna śmierć" dobrze wpisuje się w ten schemat. Dostajemy solidny thriller kryminalny, w którym najmocniejszym elementem pozostaje relacja między głównymi bohaterami. Callanach i Turner to sprawdzony duet - różnią się charakterami, podejściem do pracy i emocjami, ale właśnie to napięcie między nimi napędza historię i sprawia, że chce się śledzić ich dalsze losy. Turner została niedawno awansowana, a co za tym idzie, jej udział w śledztwie i presja ciążąca na jej barkach będą delikatnie inne niż w poprzednich 2 tomach.

Jak zwykle u Fields nie brakuje brutalności. Opisy zbrodni przypominały mi te znane z książek Chrisa Cartera, co akurat dla mnie jest dużą zaletą, bo lubię ten poziom dosadności i bezpośredniości. Jednocześnie to zdecydowanie nie będzie atut dla każdego, więc warto mieć to na uwadze przed lekturą. Sama intryga jest sprawnie poprowadzona, choć nie wykracza poza ramy, które autorka wypracowała w poprzednich tomach. Jeśli ktoś zna serię, raczej nie będzie tu dużych zaskoczeń, a tym bardziej zawodów. Ta seria jak żadna inna, kładzie nacisk na presję ciążącą na policjantach i nie mówię tu o tej czasowej, co bardzo dobrze obrazuje trud tego zawodu.

"Perfekcyjna śmierć" to kolejny solidny, równy tom serii, który nie rewolucjonizuje formuły, ale dostarcza dokładnie tego, czego można się po niej spodziewać.

Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Osobisty licznik: 61/128

Gruba ryba

w Książki

22piorunów

504 + 1 = 505

Tytuł: Złota gałąź

Autor: James George Frazer

Tłumacz: Henryk Krzeczkowski

Kategoria: antropologia

Ocena: 10/10

*

Mit bowiem się zmienia, natomiast niezmienny pozostaje obyczaj; ludzie czynią nadal to, co czynili ich ojcowie, chociaż powody, którymi kierowali się ojcowie, dawno już uległy zapomnieniu. Historia religii jest długotrwałą próbą pogodzenia starych zwyczajów z nowymi uzasadnieniami, znalezienia rozsądnej teorii wyjaśniającej absurdalną praktykę.

Pierwsze oryginalne wydanie tej książki, która była (nadal jest?) rozprawą naukową pochodzi z roku 1890. W roku 1900 opublikowano jej wydanie drugie, wówczas już dwutomowe. Trzecie wydanie ukazywało się w latach 1911-1915 i liczyło tomów dwanaście. Edycja polska, w tłumaczeniu pana Krzeczkowsiego oparta jest na opublikowanym w 1922 roku przez pana Frazera wydaniu skróconym. Ja bardzo lubię ten okres, z którego Złota gałąź pochodzi, szczególnie zaś lubię końcówkę XIX wieku. Lubię ten okres z całą jego ówczesną butą, na przykład w sprawie ogłaszanego tu i ówdzie końca fizyki, w której to ponoć wszystko miało już zostać odkryte (a później przyszedł pan Niels Bohr no i to wszystko spieprzył), ale moje sympatie do okresu to jedno, a lektura, przynajmniej w założeniu krytyczna, to rzecz całkowicie odrębna. Z tego powodu przystępując do czytania Złotej gałęzi powziąłem dwa założenia polegające na uwzględnieniu w moim odbiorze dwóch faktów.

Na przełomie XIX i XX wieku antropologia wyglądała inaczej niż wygląda dzisiaj, uprawiano wówczas tę dyscyplinę w sposób, który spowodował nadanie mu później nazwy „antropologia gabinetowa”. Polegało to na tym, że antropolodzy, zamknięci w swoich gabinetach, na podstawie dostarczonych im opowieści i przedmiotów odgadywali ich znaczenie, szukali drugiego dna i w ogóle próbowali te otrzymane puzzle poukładać w jakąś lepiej lub gorzej spinającą się całość. Antropolodzy sami raczej nie podróżowali, podróżowali za nich inni, ale że byli to między innymi kupcy czy inni misjonarze, ich głównym celem nie było zbieranie materiału dla antropologów, ten materiał zbierali niejako przy okazji. Jednym z pionierów badań terenowych był pochodzący z Krakowa (Poland stronk!) profesor Bronisław Malinowski, który zresztą w pewnym okresie z panem Frazerem miał okazję (a pewnie i przyjemność) współpracować.

Drugim faktem, który ciągle miałem w czasie lektury na uwadze, to dominujący wśród antropologów końca XIX wieku pogląd, że istnieje jedna ścieżka (albo drabina) rozwoju cywilizacji. Chodziło o to, że wymyślono sobie, że cywilizacje rozwijają się liniowo (trochę jak w drzewkach kultury i technologii w grach z serii Cywilizacja), a ludy prymitywne są po prostu wcześniej (albo niżej) od nas na tej uniwersalnej ścieżce czy drabinie.

W związku z tymi dwoma opisanymi wyżej faktami nie jestem pewien, czy dalej można traktować Złotą galąź jako książkę naukową, a już mam bardzo silne wątpliwości, czy można traktować ją jako naukową w dziedzinie antropologii. Może dziś bardziej należałoby podejść do niej jako do dokumentu w zakresie, który moglibyśmy nazwać czymś w rodzaju historii nauki? Nie zmienia to jednak w niczym tego, że lektura Złotej gałęzi była dla mnie przygodą wspaniałą i niezwykle fascynującą.

*

Problemem, który postawił sobie pan Frazer w Złotej gałęzi jest próba wyjaśnienia tradycyjnej sukcesji urzędu kapłana bogini Diany z Nemi zwanej niekiedy Dianą Leśną. Urząd ten kolejni kapłani obejmowali po spełnieniu dwóch warunków: po pierwsze należało zerwać gałąź ze „świętego drzewa” znajdującego się w tym zagajniku, co samo w sobie nie było łatwe, bo ponoć dniem i nocą drzewa tego pilnował strażnik, który był postacią nadprzyrodzoną. Kiedy śmiałkowi udało się już jakimś sposobem wystrychnąć strażnika na dudka i tę gałąź zerwać, czekało go wówczas jeszcze jedno zadanie – musiał zabić człowieka, który aktualnie sprawował ten urząd, o który śmiałek się starał. Sam w sobie ten rytuał już wydaje się być ogromnie ciekawym – kapłan musiał bowiem wiedzieć i ciągle spodziewać się tego, że ktoś czyha na jego życie. Śmiałek musiał zdawać sobie z tego sprawę, że jeśli jemu się uda i obejmie urząd kapłana, to prędzej czy później uda się też komuś innemu, a wówczas on będzie musiał zginąć. Wydaje mi się niesamowitym to, jak bardzo sposób pojmowania świata przez starożytnych daleki jest od tego, jak my widzimy go dzisiaj. Przecież instynkt przetrwania wydaje się być jednym z najbardziej podstawowych instynktów wbudowanych nie tylko w człowieka.

Pan Frazer prowadzi czytelnika po kolei poprzez czas i przestrzeń do różnych zakątków Ziemi przytaczając kolejne mity i opowieści, ceremonie i rytuały wywodzące się z rozmaitych kultur, a przykładów takich jest w książce całe mnóstwo, a nawet takie mnóstwa ze dwa, jeśli by to dokładnie policzyć. O ile same w sobie te przykłady już są niezwykle ciekawe, tak jeszcze ciekawsze staje się ich zestawienie ze sobą, szczególnie kiedy już dojdzie się do wniosku, że obyczaje te są do siebie bardzo podobne (stąd może być usprawiedliwione wyciągnięcie błędnego – co wiemy dzisiaj – wniosku o jednej ścieżce rozwoju kultur). Pan Frazer prowadzi ten swój bogato ilustrowany przykładami wywód w sposób wysoce merytoryczny, a nade wszystko uporządkowany. Tę książkę, choć gatunkowo z literaturą piękną nie ma ona nic wspólnego i siłą rzeczy nie ma ona fabuły to, za sprawą tego uporządkowania, ale też za sprawą pięknego, literackiego języka (Czarownice pędzą w swych niecnych sprawach, niektóre okrakiem na miotłach, inne galopując po drogach na burych kotach, które na ten jeden wieczór zamieniają się w czarne jak węgiel rumaki. – tak pan Frazer opisuje święto Hallowe’en, a przykładów takich mógłbym podać dużo więcej) sprawia, że Złotą gałąź czytałem z zapartym tchem. Czytałem ją tak, jak zdarza mi się czytać najlepsze, najbardziej wciągające powieści, w których tak przecież uwielbiam się zatopić.

Nie będę tutaj streszczał wykładu autora, nie to jest celem tego wpisu. Kilka tylko słów o najsilniejszych wrażeniach i wnioskach, jakie z tej lektury pewnie mi w głowie zostaną. Pan Frazer robi to bardzo rzadko, ale ja, mocno jednak osadzony w kulturze wywodzącej się z chrześcijaństwa, na każdym kroku widziałem analogie do rytuałów chrześcijańskich. Od tych najbardziej podstawowych, jak dogmat o karmieniu się ciałem boga (w Złotej gałęzi choćby przykład Ozyrysa), do poświęcenia życia boskiej istoty po to, żeby zapewnić możliwość przetrwania jego wyznawcom. Duże wrażenie zrobiło na mnie postulowane przez pana Frazera następstwo wyjaśniania świata poprzez kolejne, następująco po sobie zastosowanie magii, religii i nauki, a już na pewno zapamiętam proponowane przez niego tej magii, religii oraz nauki definicje. I, na koniec: choć, jak pisałem, mam duży problem z postawieniem się w sytuacji człowieka sprzed setek czy tysięcy lat, który w imię rytuału zdawał się godzić na poświęcenie swojego życia, tak, po lekturze tej książki, mam nieodparte wrażenie, że cała ludzka kultura oparta jest na potrzebie zaspokojenia dwóch absolutnie podstawowych potrzeb: po pierwsze, żeby się dobrze nażreć, po drugie, żeby sobie poruchać.

*

Tak jak napisałem wcześniej: ja nie mam pojęcia, czy dzisiaj traktować tę książkę w kategorii „naukowej” czy „nienaukowej”, a jeśli „naukowej” to w jakiej dziedzinie nauki. I właśnie z tego powodu oceny, którą jej wystawiam nie traktuję jako określenia jej wartości merytorycznej – ku temu nie mam w końcu ani żadnych kompetencji, ani (przede wszystkim) ochoty. W niczym nie zmienia to jednak faktu, że Złotą gałąź uważam za jedną z najbardziej fascynujących pozycji jakie miałem przyjemność w życiu przeczytać i jako taką będę ją pamiętał, a na pewno będę do jej fragmentów wracał.

Fanatyk

w Książki

29piorunów

503 + 1 = 504

Tytuł: Podróż do wnętrza Ziemi

Autor: Juliusz Verne

Kategoria: powieść przygodowa

Ocena: 8/10

Na początku wydawało się co może być ciekawego w schodzeniu w głąb ziemi ? Za połową już było konkretnie - fantastycznie czasem aż nadto ale tak miało być . Także Verne się spisał kolejny raz.

Kosmonauta3piorunów

Też fajna ale uważam że tajemnicza wyspa to było magnum opus autora

Fanatyk0piorunów

@b0lec napewno lepsza ale czy magnum opus to nie wiem bo jeezcze wszystkich nie przeczytałem od niego

GURU0piorunów

@b0lec też. McGuuvery 19 wieku a jednocześnie tasowanie się do potegi ludzkiego umysłu który nagina brutalną przyrodę do swojej woli.

Pokaż więcej komentarzy (3)

Fanatyk

w Książki

19piorunów

502 + 1 = 503

Tytuł: Pochłaniacz

Autor: Katarzyna Bonda

Kategoria: kryminał, sensacja, thriller

Wydawnictwo: Muza

Format: książka papierowa

Liczba stron: 672

Ocena: 8/10

Pierwsza (choć dla mnie ostatnia) książka z serii o Saszy Załuskiej. Imo najlepsza.

Ciekawie było przeczytać początek historii, będąc świeżo po zakończeniu.

Napisana solidnie, z czasem pozornie niepowiązane wątki łączą się w logiczną całość. Ma wszystko czego szukam w kryminałach, i mimo że nie jest to już mój ulubiony gatunek to przeczytałam całą serię z wielką przyjemnością.

Gruba ryba

w Książki

34piorunów

501 + 1 = 502

Tytuł: Hyperion

Autor: Dan Simmons

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: MAG

Format: e-book

Liczba stron: 518

Ocena: 9/10

Znakomita książka. Bardzo oryginalny pomysł, ciekawy i wciągający świat przyszłości, mroczny, czasem horrorowy klimat. Napięcie i tajemnice nie pozwalają się oderwać. Autor popisuje się swoją wszechstronnością literacką, wkładając w poszególnych pielgrzymów dość zróżnicowane historie - o dziwo wszystkie bardzo dobre, po opiniach spodziewałem się, że poziom będzie różny.

Stworzony świat jest bardzo zaawansowany i skomplikowany, ale narracja pozwala za tym mniej więcej nadążyć i nie jest to przytłaczające.

Myślę, że warto wiedzieć, że pierwszy tom urywa się w połowie historii i trzeba czytać drugi tom.

Fenomen2piorunów

Komentarz usunięty przez moderatora

Gruba ryba3piorunów

@Vampiress na papierze to by się źle czytało taką cegłę 1100+ stron

Fenomen4piorunów

Komentarz usunięty przez moderatora

Gruba ryba2piorunów

@Vampiress czytałem kiedyś ten Terror, ale porzuciłem, bo mnie wynudziło, ale no wtedy miałem mniejszą tolerancję na nudne książki, to może jeszcze dam szansę, na razie na liście priorytetów wyżej jest Letnia noc

Lider2piorunów

@Vampiress Sanderson też jest dzielony na 2 tomy ;)

Fenomen2piorunów

Komentarz usunięty przez moderatora

Osobistość1piorunów

@Vampiress w oryginale nie jest dzielony, bo tłumaczenie z angielskiego na polski trochę zwiększa objętość. MAG to nie fabryka, by perfidnie dzielić książkę na 2 400-stronicowe popierdółki. Wiatr i prawdę też mieli w jednej książce zmieścić? Prawie 1600 stron przy 38 linijkach na stronę?

Fenomen1piorunów

Komentarz usunięty przez moderatora

Osobistość3piorunów

@Vampiress powtarzam, tłumaczenia z angielskiego na polski są o kilkanaście % obszerniejsze niż oryginały, więc dla takiego Wiatru i Prawdy z 1344 robi się 1545 (co jest niemal idealnie zgodne z rzeczywistością, bo obie części liczą sobie razem 1568 stron). Do tego przy wcześniejszym komentarzu się pomyliłem i nie ma w nich 38 linijek na stronę, tylko 40 - mało kto tak zapełnia strony. MAG gdzieś tłumaczył, że drukarnie, z którymi współpracują obsługują druk tomów co najwyżej 1200-stronicowych (vide, Słowa światłości). Gdybyś więc chciała otrzymać Wiatr i prawdę w jednym tomie, na stronę musiałyby przypadać 52 lub 53 linijki, co jest absurdalną ilością. Sam najwięcej widziałem 44 i to już jest drobnica. W grę wchodzi jeszcze bariera psychologiczna: ludzie chętniej kupią 2 książki po 75zł niż 1 za 150. Sam lubię omnibusy, ale to, o co prosisz, to już czyste kuriozum.

Lider1piorunów

@Vampiress dlatego się cieszę, że Hrabiego wydali w tym:

Fenomen0piorunów

Komentarz usunięty przez moderatora

Pokaż więcej komentarzy (13)

Lider

w Książki

18piorunów

500 + 1 = 501

Tytuł: Czarne ptaki

Autor: Bartosz Szczygielski

Kategoria: kryminał, sensacja, thriller

Wydawnictwo: Muza

Format: audiobook

Liczba stron: 352

Ocena: 7/10

Długo zastanawiałem się, czy wrzucać recenzję audiobooka tej książki, a dlaczego, dowiecie się poniżej 😉

Czarne ptaki to książka, która już na poziomie formy próbuje zrobić coś więcej niż klasyczny thriller. Mamy tu do czynienia z tetbeszką - historią zaprojektowaną tak, by można ją było czytać w różnej kolejności, zestawiając ze sobą wątki i wydarzenia w nieoczywisty sposób. Sama fabuła krąży wokół tajemnicy, przeszłości i relacji między bohaterami, które stopniowo odsłaniają swoje prawdziwe znaczenie. To opowieść o tym, jak pozornie podobne zdarzenia i ludzie mogą kryć zupełnie inne motywacje i konsekwencje.

Najciekawszy jest właśnie ten zabieg zestawiania - książka bardzo świadomie operuje kontrastem. Dwa wydarzenia mogą wyglądać niemal identycznie, ale ich sens okazuje się zupełnie inny. Podobnie z bohaterami - ktoś, kto na pierwszy rzut oka wydaje się "taki sam", z czasem odsłania zupełnie inną stronę. To działa i sprawia, że historia ma w sobie coś więcej niż tylko standardową intrygę kryminalną.

Problem w tym, że w wersji audiobookowej trudno w pełni docenić tę formę. Słuchając książki w domyślnej kolejności, właściwie traci się największy atut tetbeszki – możliwość świadomego składania historii i odkrywania jej na własnych zasadach. W efekcie dostajemy raczej „zwykły” thriller, który momentami sprawia wrażenie nieco poszatkowanego, zamiast w pełni wykorzystać swój eksperymentalny potencjał.

To dobra i momentami bardzo ciekawa książka, ale taka, która wyraźnie zyskuje przy odpowiednim sposobie czytania i właśnie dlatego czuć, że przez formę jaką przyjąłem (z powodów czysto technicznych - czasowych, nie mogłem wybrać innej), nie dane mi było w pełni poznać wszystkich jej zalet, a szkoda. Może później w ciągu roku, podejdę do niej drugi raz, w innej formule i sprawdzę jak w niej wypadnie.

A z drugiej strony, czy jest coś w tym złego, że wybrałem akurat jej najbardziej "podstawowe" oblicze? Zakładam, że nie

Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Lider3piorunów

Tym razem totalnie olałem fabułę, ale jeśli kogoś jednak interesuje to proszę:\ Dwóch chłopaków świętujących maturę wyjeżdża na wyjazd klasowy, w trakcie którego odkrywają zwłoki. Ta zbrodnia będzie się za nimi ciągnąć przez długi czas, a nie tak łatwo im będzie od niej uciec. Druga para to kobiety, obie piękne, obie na imprezie dla bogaczy, na której ma dojść do aukcji drogiego przedmiotu i wszystko byłoby ok, gdyby nie to, że wszystko pójdzie nie tak. Aukcję przerwie odcięcie systemów bezpieczeństwa, włamanie i wzięcie gości na zakładników. Obie historie mają sporo zaskoczeń i trudno im odmówić oryginalności i poplątania.

GURU

w Bazar

57piorunów

499 + 1 = 500

*

Tytuł: Przegryw: mężczyźni w pułapce gniewu i samotności

Autor: Aleksandra Herzyk, Wieczorkiewicz Patrycja

Kategoria: reportaż

Wydawnictwo: Wydawnictwo W.A.B.

Format: audiobook

Długość: 9h 23min

Liczba stron: 320?

Ocena: 7.5/10

*

Powiem szczerze, że patrząc na to, jak spolaryzowane były opinie o tej książce, spodziewałem się jakiejś ostrej jazdy z incelami i przegrywami. Tymczasem dostałem całkiem ciekawą, momentami wręcz życzliwą opowieść. Widać, że autorkom zależało na ludziach, których opisują, i że zbudowały z nimi fajne relacje - przynajmniej z tymi, którzy byli na to otwarci.

Warto jasno powiedzieć: to nie jest książka, która "wyjaśnia" całe zjawisko inceli czy przegrywów.

Dla porządku - chodzi o środowiska skupione wokół mężczyzn, którzy czują się wykluczeni z relacji romantycznych i społecznych. "Incel" (involuntary celibate) to ktoś, kto postrzega swoją samotność jako przymusową, często tłumacząc ją wyglądem, statusem czy "genetyką". "Przegryw" to szersze określenie - obejmujące ludzi przekonanych, że przegrali życie na wielu poziomach, nie tylko relacji.

Ta książka to raczej zbiór historii - konkretnych ludzi, którzy opowiadają o swoim życiu, przekonaniach i o tym, skąd one się wzięły. Całość jest uzupełniona o kontekst: wyjaśnienia terminologii, historii środowiska, internetowych memów, a także komentarze specjalistów. Dzięki temu dostajemy obraz grupy, którą łączy etykietka "przegrywa" i "incela", ale poza tym różni właściwie wszystko. I to chyba jest najważniejszy przekaz tej książki - że nie każdy incel to mizogin czy radykał z jednego, przewidywalnego nurtu politycznego.

Spektrum historii jest naprawdę szerokie: od ludzi funkcjonujących w miarę normalnie, po osoby ewidentnie toksyczne czy agresywne. Pojawia się też epizod z użytkownikiem znanym na hejto - i nie jest to jakieś niewinne cameo.

Autorki zbierały materiał przez około półtora roku. Zaczęły od Wykopu, a później zostały zaproszone na serwer Discorda, który miał być bezpieczną przystanią dla osób faktycznie identyfikujących się jako przegrywy. Na Wykopie często pojawia się trolling i przez to panuje mniejsza otwartość, a samo pojęcie "prawdziwego przegrywa" bywa tam przedmiotem sporów i wojen. Zwłaszcza między różnymi pillami.

Na początku kobiety były traktowane wrogo, ale z czasem zdobyły zaufanie rozmówców. Doszło do rozmów głosowych, spotkań, a nawet kontaktów z rodzinami bohaterów. Od samego początku czuć przy tym dużą życzliwość autorek - nawet wobec osób, które na starcie próbowały je odstraszyć kreatywnymi inwektywami. Każdy z bohaterów miał wgląd w gotowy tekst i wiedział dobrze na co się pisze. Zwyczajnie większość z nich uznała, że ktoś musi o tym opowiedzieć, bo inaczej zrobi to za nich ktoś inny.

Język to jedna z rzeczy, które najbardziej wyróżniają tę książkę. Nie ma tu pudrowania ani ugrzeczniania - jak powoli dostajemy nowe terminy, to potem one po prostu funkcjonują w tekście. Bywa ostro i ofensywnie, choć niektóre określenia potrafią też rozbawić swoją absurdalną kreatywnością. Przy "wbijaniu magika" parsknąłem lekko śmiechem - nie dlatego, że śmieszy mnie czyjaś negatywna sytuacja, tylko przez to, jak bardzo przypomina to system osiągnięć z gier, a i jaka kreatywna nazwa. Na końcu jest słowniczek, więc łatwo się odnaleźć, jeśli ktoś się pogubi.

Komentarz autorek jest obecny, ale zupełnie nie w takiej formie, jakiej się spodziewałem po opiniach. Nie ośmieszają, nie szydzą, nie wbijają szpilek (poza jednym skrajnym przypadkiem gościa grożącego jednej śmiercią). Ich rola polega głównie na dawaniu kontekstu - sprawdzaniu tez, zestawianiu ich ze statystykami, opiniami ekspertów i szerszym obrazem zjawiska, także poza Polską (chany, Reddit itd.).

Moim zdaniem to nie tylko dobra książka, ale przede wszystkim potrzebna - również dla samych ludzi, którzy określają się jako przegrywy czy incele. Może być punktem wyjścia do tego, żeby ktoś na serio pochylił się nad tym zjawiskiem.

Daję DZIWEŃSKI ZNAK JAKOŚCI. Warto.

*

>

Gruba ryba1piorunów

@Dziwen Krąży legenda potwierdzona obserwacjami, że incele przekraczający 30 rok życia, który nie tknęli żadna częścią swego ciała innej kobiety niż matka i babka stają się magami, i zyskują moc rzucania zaklęć.

Pokaż więcej komentarzy (22)

Fenomen

w Komiksy

20piorunów

498 + 1 = 499

Tytuł: Gideon Falls. Tom 2: Grzechy Pierworodne

Autor: Jeff Lemire, Andrea Sorrentino, Dave Stewart

Kategoria: komiks

Wydawnictwo: Mucha Comics

Format: książka papierowa

ISBN: 9788365938800

Liczba stron: 136

Ocena: 5/10

Dalszy ciąg losów księdza Freda i Nortona Sinclaira, usiłujących rozwiązać zagadkę tajemniczej Czarnej Stodoły, zagrażającej mieszkańcom miasteczka Gideon Falls.

W drugim tomie akcja zdecydowanie się zagęściła i przez większość czasu z zainteresowaniem śledziłam przygody protagonistów. Niestety, w zeszycie 11. autorzy popełnili rzecz dla mnie niewybaczalną (za co ocena o pkt w dół) – zagadka Czarnej Stodoły została rozwiązana i to w banalny, przemaglowany już wzdłuż i wszerz w horrorach oraz SF sposób. Zbyt szybkie rozwiązanie tajemnicy uniwersum oraz opisy fabuły dalszych części na Lubimyczytać skutecznie zniechęciły mnie do dalszej lektury.

Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Fenomen

w Komiksy

19piorunów

497 + 1 = 498

Tytuł: Gideon Falls. Tom 1: Czarna Stodoła

Autor: Jeff Lemire, Andrea Sorrentino, Dave Stewart

Kategoria: komiks

Wydawnictwo: Mucha Comics

Format: książka papierowa

ISBN: 9788365938503

Liczba stron: 168

Ocena: 6/10 (niezła)

Współczesne USA. Wilfred „Fred” Quinn, katolicki duchowny w średnim wieku mający problem z alkoholem, zostaje zesłany do prowincjonalnej parafii Gideon Falls, której poprzedni proboszcz zmarł w niewyjaśnionych okolicznościach. Wkrótce w miasteczku dochodzi do kilku brutalnych morderstw, które wydają łączyć się z lokalną legendą Czarnej Stodoły – tajemniczego miejsca objawiającego się co jakiś czas wybranym osobom, powiązanego z niewyjaśnionymi morderstwami i zaginięciami. Równocześnie na trop Czarnej Stodoły wpada Norton Sinclair, chory psychicznie chłopak i maniakalny zbieracz, który wciąga w swoje poszukiwania prowadzącą jego przypadek psychiatrę Angelę.

Po trzech tomach cyklu tudorowskiego z rzędu potrzebowałam krótkiej odskoczni od królewskich klimatów, a że od jakiegoś czasu zbiorcze wydanie Gideon Falls walało się po mojej biblioteczce, uznałam, że komiksy będą idealnym przerywnikiem.

Propsy za posępny wizualny klimat, chociaż fabularnie wypada ciut gorzej – pierwszy tom to historia bardziej w stylu Kinga, niż Twin Peaks (do którego otwarcie nawiązuje), osobiście liczyłam na bardziej oryginalną historię, coś w stylu Fatale duetu Brubaker&Phillips. Niemniej, pierwszy tom zainteresował mnie na tyle, że z rozpędu sięgnęłam po drugi.

Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Fanatyk

w Książki

39piorunów

496 + 1 = 497

Tytuł: Inwazja uzdrawiaczy ciał

Autor: Matthew Hongoltz-Hetling

Kategoria: reportaż

Wydawnictwo: Czarne

Format: e-book

ISBN: 978-83-8396-024-1

Liczba stron: 360

Ocena: 7/10

Książka opowiada o medycynie alternatywnej i kilku twórcach najbardziej odjechanych teorii.

Była żona mojego wujka po rozwodzie związała się z mężczyzną, który wierzył, że pochodzi z Andromedy i potrafi uzdrawiać używając mocy Andromedan przekazywanej mu telepatycznie, stąd też gdy czytałam tę książkę pewne rzeczy były mi jakby znajome :melting_face:

Autor pokazuje historie osób odrzucających medycynę konwencjonalną na rzecz terapii takich jak leczenie wybielaczem (lekarstwo wprost z kosmosu), modlitwą czy pijawkami.

Opowiadając o altmedzie, stara się dowiedzieć co doprowadziło Amerykanów do tak powszechnego odrzucenia tradycyjnej medycyny i zwrócenia się w stronę uniwersalnych remediów.

To książka napisana lekko i zabawnie, przez co kontrast z tym co opisuje wywołuje ciarki na plecach.

Polecam!

Sum5piorunów

@KatieWee

Tylko deparchator Turbo XXL. Usuwa z nerek miliony igieł, chroni przed strzałami że smartfonów w odbyt.

Fanatyk9piorunów

Pamiętam, jak w latach 90. był w Polsce wybuch fascynacji new age, UFO i podobnymi rzeczami. Wtedy też pojawiały się różne publikacje o leczeniu energią itd. Mój ojciec miał księgarnię i pamiętam książkę, która z tyłu okładki nadrukowaną miała dłoń. Jak się przyłożyło swoją dłoń do tej wydrukowanej, to wydzielać się miała lecznicza energia. Niezły mindfuck. Znam też dziewczynę, która wierzy, że księżyc i słońce wydzielają energię i mają realny wpływ na nasze życie. Generalnie do czasu, gdy taka osoba nie szkodzi innym i ni próbuje im wmawiać, ze to w co wierzy jest prawdą, to nie mam z tym żadnego problemu. Ot, dziwactwo, Gorzej, gdy ktoś taki np. nie podje lekarstw swoim dzieciom albo nie pozwala na chemioterapię, gdy ktoś z rodziny ma nowotwór.

Fanatyk3piorunów

@WatluszPierwszy w tej książce jest historia dziewczynki, która zmarła, bo rodzice modlili się zamiast zabrać ją do lekarza 😒

Fanatyk2piorunów

@KatieWee i to jest właśnie, to o czym mówię. Przerażają mnie tacy ludzie, bo mają realny wpływ na zdrowie bliskich.

Gruba ryba8piorunów

@WatluszPierwszy stary ale słońce literalnie wytwarza energię, która ma wpływ na nasze życie xD (i na całe życie na ziemi)

Fanatyk4piorunów

@FriendGatherArena tak i wiem o tym, ale nie o tym mówię. Ona podejmuje decyzje życiowe na podstawie tych "ustawień" i uważa, że kogoś np. dziś spotkała tylko dlatego, że księżyc się tam jakoś ustawił.

Osobistość2piorunów

@WatluszPierwszy

słońce wydziela energię i ma realny wpływ na nasze życie

no racja, niezły bullshit xD

Osobistość5piorunów

@WatluszPierwszy

Znam też dziewczynę, która wierzy, że księżyc i słońce wydzielają energię i mają realny wpływ na nasze życie

To akurat prawda, bo słońce daje energię i ciepełko, a księżyc steruje pływami morskimi xd

Fanatyk8piorunów

@Ten_typ_sie_patrzy Kurde, jak tak się zastanowić, to ja np. częściej wychodzę na dwór, gdy jest słońce. Ma więc realny wpływ na moje życie i decyzje.

Gruba ryba0piorunów

@FriendGatherArena grawitacja to tam pikuś - Słońce daje nam energię do życia a do tego paliwa kopalne z których korzystamy nie powstały by bez Słońca - nie ma życia bez Słońca, Księżyc za to odbija promieniowanie słoneczne co daje światło w nocy i kiedyś jak jeszcze nie było prądu na pewno pozwalało to nawigować w ciemnościach (podczas romantycznych spacerów wieczorem). Także oba te ciała kosmiczne mają, miały i będą miały bardzo duży wpływ na nasze życie.

Pokaż więcej komentarzy (14)

Fenomen

w Książki

26piorunów

495 + 1 = 496

Tytuł: Klątwa Tudorów

Autor: Philippa Gregory

Kategoria: powieść historyczna

Wydawnictwo: Książnica

Format: audiobook

ISBN: 9788324581832

Liczba stron: 552

Ocena: 5/10

Dla Małgorzaty Pole, de domo Plantagenet, 8. hrabiny Salisbury, fortuna potoczyła się nie tyle kołem, co kolejką górską. Gdy przyszła na świat mogło się wydawać, że jako córka Jerzego, księcia Clarence, młodszego brata Edwarda IV, i Izabeli Neville, jednej z najbogatszych arystokratek w Anglii (starszej siostry Anny Neville z Córki Twórcy Królów), przeżyje życie wolne od większych trosk. Już we wczesnym dzieciństwie straciła jednak oboje rodziców – matka zmarła w połogu, a książę Clarence został stracony za kolejną zdradę wobec królewskiego brata. Mimo zdrady dokonanej przez Clarence’a, Małgorzata i jej młodszy brat Edward Plantagenet pozostawali w łaskach obu królewskich stryjów.

Gdy po bitwie pod Bosworth  na tron Anglii wstąpił Henryk VII, los rodzeństwa odwrócił się – jako spadkobiercy poprzedniej dynastii, dzieci księcia Clarence stanowiły zagrożenie dla panowania Tudorów. Aby je zneutralizować, świeżo upieczony monarcha wtrącił brata Małgorzaty do Tower (z której młody Plantagenet nigdy nie wyszedł), a ją samą pośpiesznie wydał za nisko urodzonego krewniaka.

Ułożone przez Tudora małżeństwo okazało się niespodziewanie zgodne, jednak tuż po trzydziestce Małgorzata owdowiała. Przez kilka lat po śmierci męża klepała biedę, dopóki los znowu się do niej nie uśmiechnął – wraz z objęciem tronu przez Henryka VIII i jego małżeństwem z Katarzyną Aragońską, lady Pole, dzięki dawnej przyjaźni z młodą królową, z dnia na dzień stała się z ubogiej wdowy żyjącej o łasce w klasztorze jedną z najbogatszych i najbardziej wpływowych osób na dworze. Lecz gdy po latach Henryk VIII postanowił rozwieść się z pierwszą żoną i zerwać z Kościołem katolickim, szczęście ponownie odwróciło się od wiernej królowej i Kościołowi Małgorzaty oraz jej rodziny…

W porównaniu z Wieczną księżniczką pewien spadek poziomu. Klątwa Tudorów przedstawia losy Małgorzaty Pole w sposób, zdaje się, dość wierny, acz nieciekawy. Tempo powieści jest dość nierówne – niektóre wątki są maglowane przez kilkadziesiąt stron, inne toczą się błyskawicznie, ledwie napomknięte. Sporo przełomowych dla dynastii Tudorów i historii Anglii wydarzeń, których hrabina teoretycznie powinna być naocznym świadkiem, jest opowiedzianych czytelnikowi i protagonistce w formie infodumpów przez trzecioplanowych i epizodycznych bohaterów. Wreszcie, zawodzi kreacja głównej bohaterki – sięgając po powieść o losach beatyfikowanej przez KK męczennicy straconej przez tyrana, oczekiwałam portretu silnej, nietuzinkowej kobiety o głębokiej wierze i niezłomnych przekonaniach. Jednak w tym wydaniu cechami bohaterki, które wybijają się na pierwszy plan, są hipokryzja, oportunizm i pewna niezdolność do kojarzenia podstawowych faktów – Małgorzata cały czas klnie na Tudorów, ale kiedy pojawia się 0,2137% szansy, żeby ugrać u króla jakieś korzyści, od razu jest „Uszanowanie Tudorze złoty”; rozpacza nad de facto uwięzionymi w areszcie domowym Katarzyną Aragońską i królewną Marią, lecz równocześnie bez wahania zamyka swoją głęboko zrozpaczoną po śmierci męża i syna synową w klasztorze, by móc bez przeszkód przejąć jej majątek; razem z synami usiłuje spiskować przeciwko Henrykowi VIII, pragnąc usadzić na tronie obok księżniczki Marii swego syna Reginalna, a potem ma Pikachu face, gdy cała rodzina trafia do Tower oskarżona o zdradę. Tak jak przed lekturą, tak i po lekturze nie mam pojęcia, czemu Małgorzatę Pole beatyfikowano, skoro wg Gregory została stracona przede wszystkim za pochodzenie, a nie wierność KK czy nawet wierność dawnej przyjaciółce i jej córce.

Jeszcze karny qtas dla tłumaczki, jak można było przetłumaczyć Geoffreya na Galfryda?!

Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz

GURU

w Bazar

36piorunów

494 + 1 = 495

*

Tytuł: Sensacyjne życie ptaków

Autor: Adam Zbyryt

Kategoria: reportaż

Wydawnictwo: Wydawnictwo Poznańskie

Format: audiobook

Długość: 10h

Liczba stron: 320?

Ocena: 7/10

*

Mam problem z tą książką. Z jednej strony daje masę ciekawostek o życiu ptaków i to dużo bardziej zróżnicowanych niż poprzednio, ale… dygresje. Pełno dygresji. Już na starcie autor zaznacza, że to nie jest tytuł wyłącznie o ptakach i faktycznie to czuć.

"Sensacyjne życie ptaków" to coś w rodzaju przeglądu popcornowych tematów z ptasiego świata - od ptaków pijących krew, przez trujące przepiórki, ptasią masturbację, jedzenie odchodów, "kosmetyki", samoleczenie, kończąc na ptasim homoseksualizmie. Jakiś bori mógł zostać pominięty. Z pozoru clickbejt, w praktyce dość naukowa opowieść, choć autor ucieka od tego stwierdzenia. Każde zagadnienie tak, jak w poprzednio recenzowanej przeze mnie książce jest analizowane z wielu perspektyw, a autor nie skacze na hipotezy, jak jurny królik i jasno zaznacza kiedy czegoś nie wiemy.

Gdzie problem? Cóż. Czasem autor leci do ciepłych krajów próbując zarysować pewien koncept, a jak już wraca, to się okazuje, że powiązanie między dygresją, a tematem przewodnim bywa luźne, a w sporadycznych przypadkach, nie ma go w ogóle. Nie jest aż tak tragicznie, jak w "Rzeczy o ptakach" innego autora, ale bywa to lekko dezorientujące. Zwłaszcza w połączeniu z okazjonalnym chaosem. Nie raz musiałem się cofnąć, żeby sprawdzić czy coś przeoczyłem, by odkryć, że nie, po prostu autor musiał zastosować jakiś skrót myślowy i mnie zgubił. Mam też wrażenie, że dużo więcej jest tu prywatnych przemyśleń, czasem za dużo.

Ogólnie uważam, że tym co najmocniej ciągnie ten tytuł w dół, jest brak odpowiedniej korekty, a sama treść jest fajna. Trochę jak dobry schabowy, ale dostajemy go na tekturowym talerzu i mamy kroić plastikowym nożykiem. Adam Zbyryt ma bardzo fajny sposób przekazywania wiedzy o ptakach, ale chyba przydałby się ktoś, kto by przy nim stał z dmuchanym, balonowym kijem bejsbolowym i robił boink za każdym razem jak wlatuje za gruba dygresja. XD

Nadal uważam, że to dobra książka. Po prostu trzeba być gotowym na to, że tego schabowego będziecie jedli łapkami.

*

:bird: To już trzecia książka ornitologiczna jaką zrecenzowałem. Nie wiem czy będę kontynuował, zobaczymy. Inne recenzje znajdziecie tutaj:

:small_orange_diamond: 9/10 - **Czego się boją ptaki?** - Adam Zbyryt

:small_orange_diamond: 5/10 - **Rzecz o ptakach** - Noah Strycker

*

>

Mistrz1piorunów

@Dziwen dlatego Zbyryta się znakomicie słucha w poniedziałkowe przedpołudnia w Radiu 357, ale do książki podchodzę z lekkim dystansem 😛

Fanatyk3piorunów

Dziwna tematyka

GURU1piorunów

@TyGrySSek typowo ciekawostkowa. Dla przykładu w temacie o masturbacji okazuje się, że na wolności nikt tego nigdy nie zaobserwował, a taka reakcja u niedzikich ptaków najczęściej jest spowodowana stresem.

Pokaż więcej komentarzy (6)

Gruba ryba

w Książki

20piorunów

493 + 1 = 494

Tytuł: Cień w ukryciu

Autor: Glen Cook

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: Parlando

Format: audiobook

Ocena: 8/10

Czas trwania: 11h 27m

Czytał: Robert Jarociński

"Wierzę, że istnieją dwie strony: nasza i ich, a o tym kto jest dobry, a kto zły decydują po fakcie ci, którzy przeżyją."

Część druga cyklu Czarna Kompania wciągnęła mnie od buta. @Cerber108 dobrze gadał, że będzie lepiej. Wydaje mi się, że przede wszystkim warsztat Cooka ewoluował. Stylistyka pozostała wciąż surowa, ale wejście w drugą część opowieści było łatwiejsze, gdyż fabuła była mniej chaotyczna i niedopowiedziana, a rozdziały krótsze i podzielone pomiędzy dwiema różnymi perspektywami. W efekcie lektura okazała się znacznie bardziej angażująca. Ponadto autor zaczął za pośrednictwem komentarzy kronikarza wyjaśniać pewne wydarzenia historyczne i ponownie doprawił całość czarnym humorem.

Pierwszy wątek, napisany w pierwszej osobie, podobnie jak w poprzedniej części, przedstawiał punkt widzenia Konowała i opisywał losy Czarnej Kompanii. Wyraźniej zostały naszkicowane więzi pomiędzy poszczególnymi członkami zawiązane przez lata wspólnych wojen i trudności. Lepiej dało się wyczuć panujące wśród nich nastroje: zmęczenie, upadek morale i wątpliwości dotyczące ich udziału w całym przedsięwzięciu.

Drugi wątek, przedstawiony z perspektywy trzecioosobowej, dotyczył dalszych losów Kruka i przede wszystkim oberżysty-przegrywa - Marona Szopy. Historia tego drugiego okazała się najmocniejszym elementem książki i w wielu aspektach przypominała tragiczne, mroczne i moralnie szare motywy typowe dla Wiedźmina.

Wracając zaś do Kruka i mojego skojarzenia z postacią z Gothica o tym samym imieniu, to nie mogę oprzeć się wrażeniu, że nie tylko ta postać, ale ogólna bezwzględność uniwersum Czarnej Kompanii mogła być inspiracją dla świata gry.

"Ktoś przynajmniej umarł tak jak chciał."

Osobistość1piorunów

@saradonin_redux niesamowicie mi się ta część podobała, serio. Postać Marona była za⁎⁎⁎⁎sta, no i w ogóle fakt, jak to wszystko się świetnie uzupełniało również robił robotę. Na podobnym poziomie jest jeszcze wg mnie część czwarta, później tylko lanie wody.

Lider

w Książki

29piorunów

492 + 1 = 493

Tytuł: Tak właśnie przegrywasz Wojnę Czasu

Autor: Amal El-Mohtar, Max Gladstone

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: Uroboros

Format: e-book

Liczba stron: 192

Ocena: 5/10

To bardzo nietypowa historia osadzona w realiach wojny toczącej się pomiędzy dwiema frakcjami manipulującymi liniami czasu. Główne bohaterki - Red i Blue - są agentkami stojącymi po przeciwnych stronach konfliktu, które ingerują w historię, zmieniają wydarzenia i walczą o dominację swoich cywilizacji. W trakcie kolejnych misji zaczynają zostawiać sobie wiadomości ukryte w czasie: w listach, znakach, fragmentach rzeczywistości. Z czasem ta korespondencja przeradza się w coś znacznie bardziej osobistego.

To książka, która zdecydowanie stawia na formę. Język jest bardzo poetycki, momentami wręcz przesycony metaforami i obrazami. W wielu recenzjach pojawia się zachwyt nad stylem, że to właściwie bardziej poemat niż klasyczna powieść science fiction, że każde zdanie jest dopracowane i "smakuje się je powoli". I rzeczywiście, pod tym względem trudno tej książce coś zarzucić - stylistycznie jest bardzo charakterystyczna i wyróżnia się na tle gatunku.

Problem w tym, że za tą formą nie zawsze idzie treść. Sama koncepcja romansu rozgrywającego się pomiędzy warstwami czasu brzmi świetnie, ale w moim odczuciu nie została w pełni wykorzystana. Relacja między bohaterkami rozwija się głównie poprzez listy i emocje, a mniej przez konkretne wydarzenia czy decyzje, które pozwoliłyby ją naprawdę poczuć. Nie jest to też pełnoprawne Sci-fi, choć gatunkowo chciałoby nim być.

Pojawiają się głosy, że to jedna z najbardziej oryginalnych historii miłosnych w science fiction, bardzo intymna i nietypowa. Dlatego postanowiłem to sam sprawdzić, ale dla mnie jednak zabrakło tu zarówno pełnoprawnego sci-fi, jak i pełnoprawnego romansu, który miałby odpowiedni ciężar i rozwinięcie, szczególnie biorąc pod uwagę skalę pomysłu.

To ciekawy eksperyment literacki i bardzo nietypowa książka, ale bardziej do podziwiania niż do przeżywania.

Książka zalicza wyzwanie Goodreads - Swoony Stories.

Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz

GURU2piorunów

Jedyna prawilna Wojna Czasu to ta z Doktora Who.

Gruba ryba

w Hydepark

22piorunów

491 + 1 = 492

Tytuł: Arsenał

Autor: Marek Oramus

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: Iskry

Format: książka papierowa

Liczba stron: 215

Ocena: 8/10

Ziemski statek badawczy "Megahicle" kończy prowadzić pomiary w rejonie Jowisza i kieruje się w stronę Saturna. Tam, na orbicie Tytana napotykają dziwną chmurę gazu i pyłu, która (najprawdopodobniej) okazuje się być kosmiczną sondą obdarzoną quasi-inteligencją, wysłaną przez wysoko rozwiniętą cywilizację. Załoga nazywa ją "Arsenałem". Jakiekolwiek próby kontaktu zdalnego nie przynoszą skutków. Trzeba zapakować się w lądownik i podlecieć bliżej. Wtedy zaczynają się dziać rzeczy niestworzone . Każda z osób zbliżająca się do tego obiektu, oraz jakiś czas po powrocie doznaje dziwnych wizji i snów - częściowo bazujących na swoich wspomnieniach a częściowo zupełnie obcych ludzkiemu rozumowi. Czy to testy Arsenału mające na celu poznanie psychiki człowieka, czy tylko dziwny zbieg okoliczności? Halucynacje naszych bohaterów? A może... napotkali Boga? Nic już nie jest pewne aż do samego końca.

Druga książka w dorobku Marka Oramusa, jeszcze lepsza niż opisywani w zeszłym roku "Senni Zwyciężcy". Widać wyraźne wpływy Lema i Dicka, więc wzorował się na najlepszych. Mimo przeplatania wątków realistycznych i tych spoza naszej rzeczywistości, całość nie wydaje się tak chaotyczna, jak poprzedna powieść. Powiedziałbym że tak na granicy zrozumienia i pogubienia się w treści, a że trzyma w napięciu to znakomicie się ją czyta. Pomaga też w tym na pewno znakomity warsztat autora. Ciekawie zarysowane są postacie, każda ma jakąś tam własną osobowość i zasady moralne. Widać jednak, że zupełnie do siebie nie pasują, są źle do siebie dobrani, a że załoga liczy ledwie kilka osób to szybko występują tarcia. Ich szkolenie też było tylko powierzchowne, miała to być rutynowa misja, a że napotkali to Coś - cała sprawa się rypła. Polecam.

Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Tytan1piorunów

no ciekawe - chyba żadnej książki Oramusa nie czytałem.. może kiedyś jakieś opowiadania w "Fantastyce" - ale - jeśli piszesz że ta lepsza niż ta jego pierwsza, to się chyba zapoznam :smiley:

Gruba ryba1piorunów

@Xavy trudna w odbiorze ale dobra

porównują z Solaris Lema, ale nie wiem (jeszcze) nie czytałem

Pokaż więcej komentarzy (2)

Fanatyk

w Książki

30piorunów

490 + 1 = 491

Tytuł: Pamięć wszystkich słów. Opowieści z meekhańskiego pogranicza

Autor: Robert M. Wegner

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: Powergraph

Format: e-book

ISBN: 9788364384240

Liczba stron: 0

Ocena: 10/10

O ile pierwsze tomy to po prostu fantasy z magią i światem duchów, o tyle teraz coraz bardziej poznajemy świat bogów, pojawia się coraz więcej retrospekcji z dawnych czasów. Nie podejmę się decydować który z tomów jest moim bardziej ulubionym 😉 bo się nie da. Każdy z nich, w tym ten, przykuwa do siebie niczym łańcuch.

Nie ma tu zbyt wielu spodziewanych zwrotów akcji, co zawsze sobie ceniłem. Każdy z nich jest sięgnięciem poza oczekiwania czytelnika i idzie w zupełnie inną stronę, wyciąga z rękawa trzecie rozwiązanie w sytuacji, gdy widzimy tylko dwa dostępne.

Na uwagę zasługuje to, że świat jest (nadal) spójny, mitologia i historia trzyma się kupy, chociaż jeśli ktoś czyta pierwszy raz, to niekoniecznie wszystko mu się od razu sklei (dlatego też po pierwszym przeczytaniu dawno temu zabrałem się za ponowne przeczytanie, żeby wątki się ze sobą spięły).

Autorytet4piorunów

Ah! Ilebym dał by znów mieć możliwość przeczytać po raz pierwszy…

Żartuje, przeczytam ponownie i będzie za⁎⁎⁎⁎scie

Lider4piorunów

@Bjordhallen aż tak dobra jest ta seria? Pytam, bo jeszcze przede mną :smiley:

Autorytet3piorunów

@WujekAlien
Moje prywatne zdanie:
Żaden świat mnie tak nie wciągnął jak ten: porównując do lotr, pan lodowego ogrodu, wiedźmin, Harry Potter, achaja, drizzt, mordimer, necroskop, world of warcraft etc

Pokaż więcej komentarzy (5)

Fanatyk

w Książki

23piorunów

489 + 1 = 490

Tytuł: Kapitanowie zuchy

Autor: Rudyard Kipling

Kategoria: powieść przygodowa

Ocena: 7/10

Dosyć przyjemnie się czytało choć bez jakiś większych emocji.

Polecam luźną adaptację filmową pt. Bohaterowie morza - co akurat jest plusem - nie ma spoilerów

Osobistość

w Książki

33piorunów

488 + 1 = 489

Tytuł: Xavras Wyżryn i inne fikcje narodowe

Autor: Jacek Dukaj

Kategoria: zbiór opowiadań różnych

Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie

Format: książka papierowa

ISBN: 9788308084038

Liczba stron: 232

Ocena: 9/10

Sprawa pierwszych tworów różnych autorów znowu się komplikuje, bo po tę książkę z dorobku Dukaja sięgnąłem na chybił trafił i tak się złożyło, że ta też była poniekąd pierwsza. Poniekąd, bo jedno ze znajdujących się w niej opowiadań zostało opublikowane w 1997 jednocześnie z "Zanim noc". Tak więc naginanie rzeczywistości wychodzi mi znakomicie.

Mamy tu do czynienia z wyjątkowo dobrym i dosadnym zbiorem opowiadań, obracających się w aż dwóch (lub nawet trzech - zależy, jak patrzeć) przypadkach na cztery wokół zbrodniarzy - wojennych lub trochę innych - jednakże każde z osobna kładzie akcenty na trochę odmienne aspekty.

Xavras Wyżryn - wkraczamy na poletko historii alternatywnej, gdyż w tej odnodze Bolszewicy zwyciężyli Polaków. Akcja toczy się w latach 90. XX wieku przeważnie na terenach dawnej Polski, która znajduje się w granicach EWZ (European War Zone) - obszaru dotykanego z różnym natężeniem ruską agresją - oraz po części Atomowego Trójkąta (tutaj raczej można domyślić się znaczenia). Śledzimy losy Iana Smitha - amerykańskiego reportera - wysłanego do EWZ w ramach wielomilionowego kontraktu w celu ukazania codziennych zmagań tytułowego Xardasa, eee Xavrasa, z przeciwnościami stawianymi przez wojenną rzeczywistość. Jesteśmy świadkami bytowania zwykłych ludzi w piekle właściwie jednostronnego konfliktu trwającego pokolenia oraz odmiennego podejścia doń Iana, szeregowych wojaków i samego Xavrasa. Widzimy też konfliktujący obraz bohatera wyzwolenia i zwykłego terrorysty oraz chłodne spojrzenie na manipulację i propagandę czasu wojny, w których zbrodnie wroga piętnujemy, a swoje zamiatamy pod dywan i wiele więcej. A gdy do gry wchodzi globalna opinia publiczna, to z tego wszystkiego robi się niezły kocioł - dosłowny i medialny. Pewnych rzeczy naturalnie nie zapisałem - niektórych nie wychwyciłem, inne świadomie pominąłem, by nie psuć przyszłym czytelnikom zabawy. Tekst prezentuje sobą wysoki poziom, zwłaszcza biorąc pod uwagę fakt, że był jednym z pierwszych autora.

Sprawa Rudryka Z. - transkrypcja rozprawy pewnego tyrana, która szybko schodzi na wzajemne szukanie dziury w rozumowaniu obrońcy i prokuratora. Cała sprawa jest poważna - koniec końców mamy do czynienia z człowiekiem z masą krwi na rękach. A jednak, sporo tutaj absurdu i komizmu, wskazujących palcem pewne dziury w systemie prawnym. Tekst ten zastanawia się nad (nie)jednostajnością człowieka przez całe jego życie i czy w różnych punktach w czasie jest on tą samą osobą. Bardzo ciekawe i przedstawione w niecodziennej formie.

Przyjaciel prawdy. Dialog idei - dyskusja pewnej pary na temat bardzo szeroko rozumianego pojęcia "Żyd", choć to tylko wstęp do głębszej dyskusji. Wszystko zaczęło się od obserwacji męskiej połowy tego związku, iż Żydzi stanowią jakoby spory procent, w porównaniu do innych narodowości, na istotnych stanowiskach, jak np. dyrektorzy wielkich firm lub bankierzy, naturalnie. Przeradza się to w intelektualną (momentami aż za bardzo) batalię na argumenty, dygresje i przykłady z życia, które mają dowieść albo szuryzmu, wiary w spiski i możliwą genetyczną supremację Żydów jednej strony, albo nieświadomości i poprawności politycznej drugiej. Mogę się założyć, że bodaj nikt nie spodziewa się kierunku, jaki ta historia obierze pod koniec. Zapadł mi też w pamięć jeden cytat: "Szaleniec nie jest człowiekiem, który utracił rozum. Szaleniec to ktoś, kto utracił wszystko poza rozumem."

Gotyk - przy pierwszym podejściu niesamowicie chciało mi się spać i zapamiętałem tylko początek. Przy drugim, będąc już bardziej świadomym, poszło znacznie lepiej, jednakże mam co do niego mieszane odczucia: klimacik i zamysł są prima sort, ale brakuje mi tu jakiegoś kopnięcia - paradoksalnie, bo akcja w drugiej połowie jest gęsta jak mgła gęsta jak mleko. Przeczytałbym ciąg dalszy, bo tak autor tylko w minimalnym zaspokoił moje uwielbienie do tego typu klimatów.

Dukaj chwyta w tych opowiadaniach wiele srok za ogon, ale wychodzi mu to, o dziwo, bardzo dobrze. Nie czuć konfliktu między motywami/tematami/pojęciami; wręcz przeciwnie - dopełniają się one. Dialogi zrealizowane są na wysokim poziomie: przeważnie czuć organiczność, choć momentami są lekko przeintelektualizowane patrząc na osoby, z ust których konkretne kwestie wybrzmiewają. To moja pierwsza książka Dukaja; ludzie zwykle polecają na start "Inne pieśni", ale niniejsza pozycja również nada się na satysfakcjonujące wejście w twórczość tego autora.

Fenomen0piorunów

Komentarz usunięty przez moderatora

Osobistość1piorunów

@Vampiress zastanawia mnie jedna rzecz. Jak przeglądałem Wikipedię, to zauważyłem, że "Zanim noc" nie zawiera sie w żadnej książce wydawanej w ostatnich nastu latach przez WL. Dukaj się tego wstydzi czy co? Może niedługo to wydadzą osobno, bo jednak z Linią oporu tak zrobili, a była zawarta w Królu bólu.

Fenomen0piorunów

Komentarz usunięty przez moderatora

Pokaż więcej komentarzy (4)