Hejto.pl
Dodaj post

Wpisz coś do wyszukania (minimum 2 znaki)

#czytanie

Gruba ryba

w Książki

25piorunów

650 + 1 = 651

Tytuł: Burza Piaskowa
Autor: James Rollins
Kategoria: kryminał, sensacja, thriller
Wydawnictwo: Albatros
Format: e-book
Liczba stron: 512
Ocena: 5/10

Jestem zawiedziony ta ksiazka. Szukalem czegos w podobie do Kod Leonarda da Vinci, jakis intryg w tle, a tutaj slaba intryga wyjasniona chemia i fizyka, w dodatku opisana ciekawe jedynie na ostatnich kilkunastu stronach. Reszte ksiazki od poczatku do konca to w kolko to samo - zlapanie -> poscig -> zlapanie -> poscig. Do bohaterow tez jakos emocjonalnie sie nie moglem przywiazac, prawde mowiac byli mi obojetni, sa jacys plytcy. Przemeczylem ta ksiazke, liczac, ze w koncu bedzie jakies ostre boom, a ostatecznie nie siegne po drugi tom.

Lider1piorunów

@kopytakonia jak znajdziesz coś podobnego do Daną Browna, to wołaj, też szukam ;) kilka osób mi polecało autora - Clive Cussler, więc zaczynam serię z Dirkiem Pittem

Fenomen

w Książki

28piorunów

641 + 1 = 642

Tytuł: Koniec śmierci
Autor: Cixin Liu
Kategoria: fantasy, science fiction
Wydawnictwo: Rebis
Format: audiobook
ISBN: 9788380622852
Liczba stron: 835
Ocena: 6/10

Zwieńczenie trylogii "Wspomnienie o przeszłości Ziemi" jest dla mnie najsłabszą częścią tej serii - i widząc oceny to jestem w mniejszości. Wymęczone ukończenie, mimo że nie czytałem jej a słuchałem.

Przywykłem już do tego że Cixin Liu nie jest najlepszy w tworzeniu charakterów i rozwijaniu ich i nawet nie specjalnie mi to przeszkadzało, bo potrafi to zastąpić ciekawymi pomysłami które drąży i oplata potężną dawką własnej interpretacji nauki. Podobała mi się pierwsza część historii, swoisty kosmiczny "mexican standoff" między cywilizacjami, rola dzierżyciela miecza (w ogóle jakie piękne tłumaczenie, za każdym razem jak słyszałem tę nazwę uśmiech sam mi się nasuwał na twarz) i różne ery przyszłości ludzi po nawiązaniu kontaktu z kosmitami. Skupienie się na bardzo technicznych i naukowych terminach w prozie też było czymś, co może stanowiło nieco wyzwania (a może bardziej zaskoczenia), ale finalnie dało charakteru tej serii. To dlaczego tak kręcę nosem?

Mam wrażenie, że w pewnym momencie autor postanowił zrobić z tej książki pudło na wszystkie pomysły, które zrodziły się w jego głowie. Przednie części eksplorowały pewien główny motyw wraz z otoczką dodatkowych ciekawych histiorii lub zagadnień, które mogły zaskoczyć i dawały satysfakcję z rozwiązania. Tym razem pomysły są wrzucane w zbyt dużej ilości, często na chwilę i przez to nie mają czasu na to by zostać odpowiednio długo rozważane i obudowane. W połączeniu ze stylem autora, który uwielbia pisać jakby robił podumowanie badania naukowego, często męczyłem się, co nie było potem nagrodzone odpowiednią dawką satysfakcji jak to miało miejsce w poprzednich dwóch książkach. Czy warto było? Do przesłuchania tak, ale gdybym to czytał to chyba byłby DNF.

Autorytet1piorunów

@minaret Mnie się bardzo podobało, ale rzeczywiście ostatnie pół książki trochę chaotyczne a ostatnie kilka stron to już jazda bez trzymanki - jak dla mnie tam jeszcze było materiału na kolejny tom. Ale no Ciemny Las najlepszy chyba z całej trylogii.

Gruba ryba

w Książki

25piorunów

631 + 1 = 632

Tytuł: Babilon. Kryminalna historia Kościoła
Autor: Stanisław Obirek, Artur Nowak
Kategoria: reportaż
Wydawnictwo: Agora
Format: książka papierowa
Liczba stron: 352
Ocena: 7/10

Wiele nowego sie tutaj nie dowiedzialem, co juz bylo wiadomo z publikacji szeroko omawianych w internetach. Najbardziej uderzylo mnie nie tyle pedofilstwo, bo o tym mowa juz o dawna, podobnie jak o hipokryzji bandytow w sutannach, a historia Teresy z Kalkuty i uznanie wyleczonych antybiotykami chorob jako cud. Polecam jesli ktos jest jak ja negatywnie nastawiony do tej firmy zwanej kosciolem, ale na pewno nie wynaleziono prochu w tej ksiazce, ze tak powiem

Opublikowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Fenomen

w Książki

22piorunów

585 + 1 = 586

Tytuł: Gwiazda Zaranna
Autor: Pierce Brown
Kategoria: fantasy, science fiction
Wydawnictwo: Mag
Format: e-book
ISBN: 9788368240139
Liczba stron: 592
Ocena: 7/10

Zwieńczenie trylogii "Red Rising" zostawiło mnie z pozytywnymi ale mieszanymi uczuciami. Dalej mamy sporo tego, co dawało frajdę w dwóch poprzednich częściach: ładnie i drastycznie opisane walki na ziemi i ich skutki, intrygi i gdzieniegdzie prostacki dialog przy którym kącik ust mimowolnie unosi się ku górze. Dalej czyta się to lekko i łyka kolejne strony. Były nawet całkiem wzruszające momenty, które od razu przeczytałem drugi raz. Miło było też poznać nieco szczegółowej chociaż jeden z Kolorów, jego wierzenia i historię.

Mimo tych pozytywów w moich oczach seria zaliczyła zjazd formy ze "Złotego Syna", w którym fragmenty ze środka lektury potrafiły być badziej emocjonujące, niż tu zdarzenia w kulminacyjnym momencie serii. Mam wrażenie że autor jest też mało konsekwentny w stosunku do poprzednich książek i charakterystyk różnych kast społecznych. Najwyżsi, Złoci, jakby stracili ze swojej niemal boskości bez konkretnego powodu, przez co zmagania bohatera wydają się nieco spłaszczone. Mimo to lektura była mega przyjemna i wiem że będę sięgał po kolejne osadzone w tym świecie (autorzy wypuścił kolejne 3), ale może nie od razu.

GURU6piorunów

@minaret jeszcze jej nie skończyłem, ale mam te same odczucia po jakichś 65-70%. Mocny start i ciekawe momenty, ale jakoś tak średnio tu z akcją, która by mnie mocno trzymała i zachęcała do kontynuowania w taki sam sposób, jak poprzednie części (tamte dosłownie połykałem, tak mnie ciekawiły). Jak akcja skoczyła na północ w mroźniejsze tereny, to bardziej byłem zmęczony, niż zaciekawiony. Może po prostu efekt tego, że wcześniejsze książki były tak dobre i poprzeczka jest wysoko.

Mocarz

w Książki

19piorunów

555 + 1 = 556

Tytuł: Gordian. Grzech i kara
Autor: Melissa Darwood
Kategoria: literatura obyczajowa, romans
Wydawnictwo: Melissa Darwood
Format: książka papierowa
ISBN: 9788397145528
Liczba stron: 520
Ocena: 5/10

Bestsellerowa erotyczna seria w jednotomowym wydaniu.
Rozpala, szokuje, zdumiewa i daje do myślenia.
To nie jest zwyczajny erotyk. To nie jest grzeczna książka. To nie jest łatwa historia.
To nie jest typowy bad boy. Albo go pokochasz, albo znienawidzisz.
Gordian skrywa mroczne tajemnice i zawsze stawia na swoim. Nie bawi się w konwenanse. Dla niego seks ma być przyjemnością: szybki, ostry, bez całowania i zobowiązań.
Wszystko zmienia się, gdy w jego życiu pojawia się przybrana siostra.
Czy dziewczyna z przeszłością i mężczyzna, który nie wierzy w miłość, mają szansę stworzyć zdrową relację? I czy każdy grzech można odkupić?
Przychodzi w życiu taki moment, że trzeba zmierzyć się z nieuniknionym.
Wtedy nawet najbardziej nieugięty i nieokrzesany facet powinien w końcu zrozumieć, że popełnił błędy, za które trzeba ponieść karę.

Taka se... Kupiona chyba tylko dla wyglądu 🤭

Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Osobistość1piorunów

To "recenzja" czy po prostu skopiowałaś blurba?

Pokaż więcej komentarzy (3)

Gruba ryba

w Książki

39piorunów

537 + 1 = 538

Tytuł: Doktor Jekyll i Pan Hyde
Autor: Robert Louis Stevenson
Kategoria: kryminał, sensacja, thriller
Liczba stron: 114
Ocena: 8/10

Spotkać kogoś kto nie kojarzy motywu Doktora Jekylla i Pana Hyde'a graniczy z cudem. To, że w kiczowym (do granic genialności) serialu Once Upon a Time umieścili go pomiędzy sezonem o Pieknej i Bestii a sezonem o Krainie Lodu dużo mówi o jego pozycji w popkulturze. A jeszcze więcej o tej pozycji mówi, że pokolenie naszych rodziców przez dekadę albo i dwie nuciło regularnie "WCZOORAAJ DŻEKYL, DZISIAJ MISTER HAJD".

Nadrabiać klasyki fajnie jest, a że stron ma niewiele, to choćby skały srały - damy radę. I tu, ku mojemu zdziwieniu, książkę czytało się bardzo fajnie. Ząb czasu zostawił odcisk, to oczywiste, ale nie odgryzł kawałka frajdy z tego dzieła. Sposób prowadzenia fabuły powoduje że odkładanie książki na bok wiąże się z dyskomfortem, ilość ciekawych szczegółów (które potem będą spójnie zazębione z puentą) jest bardzo satysfakcjonująca, a samo zakończenie jest jak drop w hicie techno - spodziewasz się go, wyczekujesz, a jak pojawia się to z przyjemnym uczuciem ulgi.

Najpoważniejszym minusem książki jest nie jakiś aspekt jej treści, lecz jej sława. Jestem pewien, że gdybym czytał ją nie mając o niczym pojęcia, byłbym bardziej zachwycony. Kto nie oglądał Gwiezdnych Wojen gdy wychodziły ten nie może liczyć że "No, I am your father" wywrze na nim wrażenie. I tak samo jest tutaj - sukces wykastrował ją z największego asa w rękawie. Trochę szkoda, ale cóż, taka cena sławy.

Nie chce wchodzić w interpretacje filozoficzno moralne, bo tym pewnie zajmie się nasza lokalna elita intelektualna na spotkaniu na żywo, ale zapewniam, że nie ustępują one jakością innym sferom książki, i chętnego czytelnika zostawiają sam na sam z garścią wniosków i przemyśleń.

Dla mnie fajne jest

Opublikowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Gruba ryba1piorunów

@Barcol ale dyskusja już była 🥹

Pokaż więcej komentarzy (19)

Gruba ryba

w Książki

40piorunów

520 + 1 = 521

Tytuł: Bóg Imperator Diuny
Autor: Frank Herbert
Kategoria: fantasy, science fiction
Wydawnictwo: Rebis
Format: książka papierowa
ISBN: 9788381884754
Liczba stron: 536
Ocena: 8/10

Za mną kolejna, czwarta już, część cyklu. Będą spoilery.

No jest grubo. Przeskok o 3500 lat do przodu. Leto II jest praktycznie niezniszczalną, omnipotentną hybrydą człowieka i czerwia. Fremeni w zasadzie wyginęli. Na Arrakis płyną rzeki. Gdzie tu jest Diuna w tej Diunie?

Mimo tego wszystkiego, mam wrażenie, że to jest część którą przeczytałem najszybciej. Prawdopodobnie przez to, że fabuła jest w zasadzie jednowątkowa. Wszystko kręci się dookoła Boga Imperatora, a wątki poboczne, które by go nie dotyczyły praktycznie nie istnieją.

Zostawia to dużo miejsca na filozoficzne rozważania. Na temat natury władzy, wolnej woli i tak dalej. Przez całą książkę bardzo trudno jest postawić jednoznaczna ocenę głównego bohatera. Bo jak ocenić wszechmocnego Boga? Nie wiadomo czy Leto jest dobrym, czy złym bohaterem. Jego niemal nieskończona wiedza, sprawia że praktycznie nie jest w stanie czuć emocji. Nieczęste momenty kiedy to się zdarza, sprawiają mu przyjemność, nawet jeżeli są to emocje negatywne - lepiej czuć złość, niż nie czuć nic. I takie rozważania ciągną się przez ponad 500 stron.

Jedynym, obok Leta, bohaterem, który powraca z poprzednich części jest Duncan Idaho, a raczej jego kolejna z rzędu iteracja pod postacią gholi. Stanowi dla Leto swego rodzaju maskotkę, ulubieńca mimo woli. Prowokuje to ciekawe przemyślenia na temat klonowania, niekoniecznie z woli klonowanego.

W porównaniu do doniosłości całego dzieła, zakończenie jest nieco rozczarowujące. Koniec Boga Imperatora okazał się zaskakująco… łatwy do przeprowadzenia. Oczywiście sam opis zakończenia jest na bardzo wysokim, godnym Herberta, poziomie. Tylko sama intryga, która do tego końca doprowadziła wydaje się trochę za prosta.

Opublikowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Fanatyk9piorunów

>Koniec Boga Imperatora okazał się zaskakująco… łatwy do przeprowadzenia.
@lukmar Jest łatwy, bo Leto tak zdecydował, uznawszy, że przyszedł właściwy moment na koniec, a ludzkość dojrzała do wolności.

Pokaż więcej komentarzy (3)

Gruba ryba

w Książki

44piorunów

519 + 1 = 520

Tytuł: Rozdroże Kruków
Autor: Andrzej Sapkowski
Kategoria: fantasy, science fiction
Wydawnictwo: superNOWA
Format: książka papierowa
ISBN: 9788375782073
Liczba stron: 292
Ocena: 6/10

Geralt - podrostek, który ledwo co ukończył szkolenie w Kaer Morhen - po raz pierwszy wyrusza na wiedźmiński szlak. Jest… ciężko. Angażuje się, ufa we wszystko co widzi, popełnia błędy i czasem jedynie łut szczęścia sprawia, że wychodzi obronną ręką z opresji.

Po kilku latach od ukończenia i jeszcze kilku więcej od przeczytania całej “sagi” wróciłem do książek autorstwa Andrzeja Sapkowskiego.

Koncepcja odkrycia początku przygody Geralta jest interesująca. Z jednej strony jest to świeże. Czytelnicy mogą razem z bohaterem przeżyć przygody, które sprawiły że Geralt stał się chłodnym cynikiem jakiego znamy z późniejszych chronologicznie opowiadań. Dowiadujemy się jak wyglądały jego kształtujące początki na wiedźmińskim szlaku.

Z drugiej strony, w dobie wyciskania ostaniej kropli z każdej popularnej franczyzy, takie nadmierne eksplorowanie pobocznych wątków zaczyna mnie nużyć. Czy naprawdę musimy wiedzieć wszystko o każdej postaci? To nie jest do końca krytyka tej książki, tylko generalnego trendu, ale myślę, że niektóre wątki byłyby lepsze, gdyby pozostały niedopowiedziane.

Mimo tych zastrzeżeń, Rozdroże Kruków jest dobrą książką. Czyta się lekko, a historia, choć momentami przewidywalna, jest wciągająca
Czuć że przedstawiony świat faktycznie jest młodszy. Potworów jest więcej, a atak na Kaer Morhen funkcjonuje w społecznej świadomości jako stosunkowo niedawne wydarzenie.

Opublikowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Gruba ryba

w Książki

25piorunów

518 + 1 = 519

Tytuł: Ukochane równanie profesora
Autor: Yoko Ogawa
Kategoria: literatura obyczajowa, romans
Wydawnictwo: Tajfuny
Format: audiobook
Lektor: Magdalena Kumorek
ISBN: 9788395243325
Liczba stron: 192
Ocena: 6/10

Krótkie opowiadanie japońskiej autorki. Samotna matka pracująca jako pomoc domowa zostaje zatrudniona do opieki nad emerytowanym profesorem matematyki. Zlecenie jest o tyle wyjątkowe, że naukowiec w przeszłości uległ wypadkowi, którego efektem ubocznym jest brak pamięci na dłużej niż 180 minut w przeszłość.
W związku ze swoją niepełnosprawnością nie opuszcza domu, a jego jedynym zajęciem jest rozwiązywanie łamigłówek matematycznych.

Z czasem pomiędzy gosposią a profesorem nawiązuje się relacja. Ona zaczyna przyprowadzać swojego dziesięcioletniego syna, a profesor daje się namówić na krótkie wyjścia z domu. Przez książkę przewija się motyw matematyki, o której profesor opowiada swoim gościom, jednak ten wątek jest poprowadzony w taki sposób, żeby nie zniechęcić czytelników nie mających z tą dziedziną nic wspólnego. Pomaga w tym pierwszoosobowa narracja z punktu widzenia prostej gosposi domowej.

Generalnie, jest to dość prosta, obyczajowa opowieść. Postaci nie mają imion, a, mimo że akcja dzieje się w Japonii, historia jest na tyle alegoryczna, że mogłaby wydarzyć się wszędzie. Rzadko mam do czynienia z tego rodzaju literaturą, ale muszę stwierdzić że słuchałem z przyjemnością. Jest momentami wzruszająco, ale cały czas bezpiecznie. Comfort book.

Audiobook został mi puszczony przez żonę w trakcie podróży samochodem. Cały odsłuch trwa około 6 godzin, więc w sam raz na dłuższą trasę. Czyta kobieta, co dobrze współgra z pierwszoosobową narracją.

Opublikowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Gruba ryba

w Książki

33piorunów

517 + 1 = 518

Tytuł: Historia LEGO
Autor: Jens Andersen
Kategoria: Biografia
Wydawnictwo: W. A. B.
Format: książka papierowa
ISBN: 9788383182544
Liczba stron: 496
Ocena: 6/10

W zeszłym roku na emeryturę odszedł Kjeld Kirk Chritiansen - wieloletni prezes i członek zarządu grupy LEGO, a także wnuk Olego Kirka Christiansena - założyciela firmy LEGO.

Kjeld jest drugoplanowym bohaterem książki napisanej przez Jensa Andersena, a zarazem jednym z głównych źródeł autora. Książka jest przeplatana akapitami wspomnień odchodzącego prezesa. Głównym bohaterem jednak jest sama grupa LEGO.

Książka jest podzielona na rozdziały, z których każdy opisuje kolejną dekadę istnienia firmy poczynając od lat trzydziestych dwudziestego wieku. Posiłkując się wspomnieniami prezesa seniora, śledzimy historię, która zaczynaja się od drewnianych figurę, a z czasem rewolucjonizuje świat zabawek systemem klocków do budowania. Tłem historii oraz motorem napędowym firmy jest saga rodziny Kirk Christiansen, która od czterech pokoleń dzierży ster i jest decyzyjnym właścicielem firmy. Książka opisuje zmiany pokoleniowe, oraz różnice w podejściu do zarządzania kolejno Olego, Godtfreda, Kjelda, i w końcu nadchodzącego Thomasa.

Znajdziemy tu historie o pożarach, tragicznych wypadkach, kredytach, błędnych decyzjach i wielu innych kryzysach, które sprawiały że grupa LEGO stawała u progu bankructwa.

Początek książki jest zdecydowanie jej mocniejszą stroną. Historia duńskiego cieśli, który w trakcie kryzysu lat 30. zajął się robieniem zabawek, żeby połączyć koniec z końcem, nie była do tej pory często opowiadana. Początkowe rozdziały są krótsze, a historia w nich zawarta (mimo że prawie stuletnia) wydaje się być świeższa. Czytamy w nich o początkach firmy i jej niepewnych pierwszych krokach w kierunku nowoczesnego tworzywa jakim był plastik.

Z czasem książka traci nieco impet. Dokończenie jej zajęło mi ponad rok. Prawdopodobnie dużo łatwiej jest opowiadać historie dawno minione, kiedy większość ludzi, którym można nieopatrznie nadepnąć na odcisk już od dłuższego nie żyje. Jest to pozycja napisana przez fana, dla fanów, pod ścisłym nadzorem kierownictwa grupy LEGO. Nie ma tu zbyt wielu pikantnych ani kontrowersyjnych szczegółów. Momentami może być zbyt laurkowo. Przydałoby się nieco więcej mięsa.

Niemniej, dla fanów duńskich klocków jest to pozycja obowiązkowa.

Opublikowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Lider3piorunów

@lukmar dzięki za recenzję, wrzucam na listę :smiley:

Pokaż więcej komentarzy (2)

Gruba ryba

w Książki

62piorunów

516 + 1 = 517

Tytuł: Limes Inferior
Autor: Janusz A. Zajdel
Kategoria: fantasy, science fiction
Wydawnictwo: superNOWA
Format: książka papierowa
ISBN: 978-83-7578-026-0
Liczba stron: 274
Ocena: 7/10

Rozwój technologiczny sprawił że życie w przyszłości jest dużo łatwiejsze. Niewielka grupa ludzi nadzoruje zautomatyzowaną produkcję, podczas gdy reszta społeczeństwa korzysta z dobrodziejstw przychodu gwarantowanego.

Jednak czy na pewno jest tak kolorowo? Wszyscy mają taki sam dostęp do edukacji, a co za tym idzie Równe Szanse. Żeby rozróżnić obywateli, wprowadzony został system kastowy. Każdy ma przydzieloną numeryczną klasę od 0 do 6, w zależności od ilorazu inteligencji (im niżej tym lepiej). Dochód gwarantowany jest taki sam dla każdego, ale zaspokaja tylko podstawowe potrzeby. Tym, którzy naprawdę chcieliby korzystać z życia potrzebny jest dodatkowy dochód, a do zatrudnienia potrzebna jest dobra klasa inteligencji. Do tego dziewczyny nie chcą umawiać się z facetami powyżej “czwórki”.

Jednak, czy ten nowy wspaniały świat faktycznie jest pozbawiony wad?

Janusz Zajdel stworzył konspekt tej książki w 1979 roku. Przewidział w nim istnienie internetu (u niego pod nazwą Globalnego Systemu Komputerowego - Syskomu), elektroniczną identyfikację obywateli, publiczne samochody dostępne na minuty, i wiele innych. Książka jest satyrą na PRL - odgórnie narzucony system, o którym wszyscy wiedzą że nie działa, ale jednocześnie zgodnie naginają rzeczywistość, żeby zadowolić Wielkiego Brata, który im ten system narzucił. Zajdel zręcznie omija cenzurę, opisując w swojej książce absurdy systemu, ukryte pod kalką społeczeństwa przyszłości.

Odkrywanie tego świata odrobinę zepsuł mi opis z tyłu okładki. W czterech zdaniach streszczono całą fabułę, w tym wszystkie zwroty akcji. Jednakowoż, każdy ówcześnie żyjący mógł się spodziewać jaki jest faktyczny obraz tego pozornie idyllicznego świata. Fabuła tej książki, choć niewątpliwie dobra, jest raczej pretekstem do pokazania absurdów komunizmu, na każdym szczeblu drabiny społecznej.

Polska fantastyka urosła na eskapizmie i omijaniu cenzury. Świat, w którym żyli autorzy dostarczał niezliczonych inspiracji, a często jedynym dozwolonym sposobem na krytykę ówczesnego sytemu, było ukrycie go w odległej przyszłości. Limes Inferior słusznie jest klasyką tego gatunku.

Moje wydanie zostało opatrzone posłowiem autorstwa Macieja Parowskiego, napisanym w kwietniu 1989, na dwa miesiące przed upadkiem PRL. Pan Maciej mógł sobie już pozwolić na bardziej otwarte opisanie paralel pomiędzy światem Limes Inferior, a gierkowską Polską. W ten sposób podsumował on swoją recenzję:

(…) jest to świat oryginalny, literacko barwny, nawet zabawny, jego atrakcyjność nie wyczerpuje się w trafności aluzji. Zajdlowska konstrukcja dostarczała czytelnikom szczególnych satysfakcji estetycznych i intelektualnych. Nie zmniejszą się one, mam nadzieję, nawet teraz, gdy rzeczywiste mechanizmy, które inspirowały Zajdla do pisania zostały nazwane i będę (podobno) demontowane.

Pisząc te słowa trzydzieści sześć lat później mogę stwierdzić że moje satysfakcje z czytania nie uległy zmniejszeniu.

Opublikowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Kosmonauta5piorunów

@lukmar Też się nadziałem na ten spoiler na okładce. W moim egzemplarzu zakleiłem go naklejką. Może uratuje to kiedyś lekturę moim dzieciom :grinning:

Wirtuoz1piorunów

@lukmar jedna z moich ulubionych książek tego autora, kiedyś muszę do niej wrócić 👍

Pokaż więcej komentarzy (5)

Gruba ryba

w Książki

59piorunów

509 + 1 = 510

Tytuł: Sztuka Wojny
Autor: Sun Tzu
Kategoria: Poradnik
Wydawnictwo: Onepress
Format: książka papierowa
Liczba stron: 108
Ocena: 5/10

Tak naprawdę mam książkę Sztuka Wojny + Metody Wojskowe Sun Pina, ale na tą drugą już nie miałem sił ani ochoty.

Po kolei!

Książką jest żywą legendą, nazwę słyszał chyba każdy, nawet jak nie wie kto ani kiedy to napisał, to wie, że jakaś "Sztuka Wojny" istnieje. Fakt że przetrwała 2,5 tysiąca lat i nadal jest powszechnie znana, nie będąc fundamentem żadnej religii, nie jest nawet "imponujący" bo to niedopowiedzenie.

Dlaczego książka ma stutus takiego klasyka? Nie wiem jak inni, ale w mojej wyobraźni był to kompletny podręcznik fortelu. Poradnik wygrywania wszystkiego wszędzie, esencja najlepszych możliwych strategii, sekrety podstępów, biblia zagrywek, finta ostateczna. Biznes? Wiadomo. Rzemiosło? Na pewno. Stosunki towarzystkie? Oj byczq +1. Konsumpcja kanapki? A i tutaj na bank coś by się znalazło, przecież to Ta Książka, podręcznik wszystkiego.

Dlaczego więc tyle lat się za to zabierałem, skoro to miała być jedna książka by wszytkimi rządzić? A, bo stwierdziłem, że będzie taka trudna i w ogóle nieprzyswajalna. Ale skoro obecnie mam fazę i aktywnie wszystko czytam, to jakże miałbym ominąć JĄ?

Przypadkowym zrządzeniem losu mam wersję z komentarzem, także nawet ja będę mógł zrozumieć co geniusz nauczyciel chce przekazać o życiu, kosmosie, wszechświecie, i każdej jego sferze.

No więc dowiedziałem się na przykład że jak się podpali ogień na suchej łące to wróg się zdziwi, albo że jak nie wiemy którędy trzeba iść to możemy nająć lokalnego przewodnika.

.

.

XD

W sensie, no sam sobie jestem winien. Dlaczego SZTUKA WOJNY była w mojej wyobraźni czymś innym niż Starą Chińską Książką o Wojnie? Dlaczego w głowie każdego z kim rozmawiam jest dziełem które dzieli całe nasze życie na przed nią i po niej, i wpływa na każdą podjętą w tej drugiej połowie decyzje? Nie wiem.

Może pomogą tu komentarze?

No więc komentarz uniwersalny brzmi "Sun Tzu zauważył tutaj że [dosłowna parafraza omawianego rozdziału] co można oczywiście łatwo przenieść na biznes [10% szans na jeden trywialny przykład jak to przenieść na biznes, 90% szans na skipnięcie]". Więc z komentarzy też niewiele się dowiedziałem.

W takim razie czy książka jest zła?

No nie powiedziałbym... Sam fakt jej wiekowości sprawia że fajnie jest przenieść się w czasie i popatrzeć na przykład na kwestie ukształtowania terenu oczami antycznego azjatyckiego mędrca. Pewnie też część z tych rzeczy faktycznie da się przenieść na biznes (chociaż ja nienawidzę książek coachingowych mówiących "rób dobrze to będzie dobrze" a taki wydźwięk niestety momentami ma) chociaż jest to naciągane. Poradnik robienia lodów też można przenieść na biznes jeśli będzie się wystarczająco (wcale nie bardziej niż przy Sztuce Wojny!) kreatywnym: "Zanim do miski dodasz rewelacyjnej śmietanki, upewnij się że miska jest sucha i nie cieknie po ściankach woda, bo ciężko będzie się jej zamrozić" => "OOO paczcie, miał na myśli: Zanim zdecydujesz się wydać rewolucyjny produkt na rynek upewnij się że nie puściłeś przecieków bo jeśli konkurencja wyda produkt przed Tobą to nie będziesz w stanie zamrozić pozycji lidera, genialne!!!".

Podsumowując: Książka jest wypełniona truizmami, ale prastara forma nadaje im mega ciekawego wydźwięku. Dodatkowo część z nich faktycznie da się na upartego przełożyć na inne sfery życia. Myślę że głębokie przemyślenie każdego rozdziału z osobna, i próba dopasowania go do dzisiejszej rzeczywistości, mogłaby podbić ocenę o +1.

Z drugiej strony: Absolutnie nic nie wniosła do mojego życia, poza faktem że teraz mogę braggować że przeczytałem SZTUKĘ WOJNY, TAK, TĄ SZTUKĘ WOJNY.

Podbiłem też ocenę bo zupełnym przypadkiem już skorzystałem na przeczytaniu jej, mianowicie było do niej często nawiązywane w ostatniej książce Pratchetta jaką czytałem, zarówno do jej nazwy jak i formy, więc okazuje się że jej znajomość może pozytywnie wpływać na umiejętność przyswajania nowożytnich dzieł kultury, a mówiąc inaczej: Lubię mówić "I undestood that reference".

Opublikowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Osobistość3piorunów
Dlaczego w głowie każdego z kim rozmawiam jest dziełem które dzieli całe nasze życie na przed nią i po niej, i wpływa na każdą podjętą w tej drugiej połowie decyzje?

Z kim ty krwa rozmawiasz?

Fanatyk6piorunów

Komentarz usunięty przez moderatora

Gruba ryba4piorunów

@AndzelaBomba myślę że tą wizje dobrze podsumuje cytat z Pratchetta "Fakt, że chyba mógł nimi sterować, wcale go nie uspokajał. Teoretycznie przez całe życie sterował sobą, i co mu z tego przyszło?" xD

Pokaż więcej komentarzy (20)

Gruba ryba

w Książki

31piorunów

505 + 1 = 506

Tytuł: Ciekawe Czasy; (+ Trollowy Most)
Autor: Terry Pratchett
Kategoria: fantasy, science fiction
Liczba stron: 315
Ocena: 10/10

Dodałem od razu Trollowy Most, bo chciałem zostawić ślad że go czytałem, ale nie chciałem dawać osobnego wpisu o książce na 11 stron xd Ogólne był fajny.

A co do Ciekawych Czasów to... Wow, no po prostu wow. To było GENIALNE. Najlepsza książka ze Świata Dysku do tej pory. Pominę doskonały humor, bo to już standard, ale sama fabuła świetna, kreacja nowych obszarów wciągająca, czyta się to na jednym wdechu, a ilość DOSKONAŁYCH cytatów jest wręcz absurdalna. Naprawdę! Nie wiem czy Moll już tą książkę pokryła na tagu z cytatami ale jak nie to będzie z tego zabawy na długie tygodnie.

Co śmieszne, zupełnym przypadkiem czytam jednocześnie Sztukę Wojny, która nie tylko powstała w realiach parodiowanych przez Ciekawe Czasy, ale jeszcze była tu często wzmiankowana i cytowana. Czytanie krzyżowe haha.

Jedyne za co dałbym malutki tyci tyci mały minusik to ze mam wrażenie że wystąpił tu retcon na paru obszarach, czego zazwyczaj nie lubię. Doprowadził on jednak do na tyle fajnych skutków ubocznych, że puszczę płazem.

Opublikowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Osobistość0piorunów

Oooo, książka 10/10, pewnie warto przeczytać...

Gruba ryba0piorunów

@Yossarian no jak lubisz Pratchetta to obowiązkowo xd

Osobistość0piorunów

@Barcol aaa, to w skali pracheta. Czyli trzeba ocenę dzielić przez 10. Dziękuję, teraz wszystko jasne.

Gruba ryba0piorunów

@Yossarian masz jakiś problem? xD

Osobistość0piorunów

@Barcol nie mam problemu.

Ty publicznie oceniasz seryjne wysrywy na 10/10, ja publicznie wyśmiewam Twoje oceny.

masz jakiś problem? xd

Gruba ryba0piorunów

@Yossarian mam, trafił mi się natręt w komentarzach, ale to problem niskiej rangi xD

Pokaż więcej komentarzy (11)

Specjalista

w Książki

20piorunów

497 + 1 = 498

Tytuł: Kultura jako źródło cierpień
Autor: Zygmunt Freud
Kategoria: Psychologia
Wydawnictwo: Bellona
Format: książka papierowa
ISBN: 978-83-11-17505-1
Liczba stron: 202
Ocena: 3/10

Dzieło Freuda jest fenomenem, książką transcendentalną. Jest nie tylko opisem danego tematu, ale i jego przeżyciem. "Kultura jako źródło cierpień", jako bezsprzecznie wytwór i element kultury, jest powodem cierpienia czytelnika. Myślę, że gdyby Freud był Polakiem, to na pewno ten esej byłby w spisie lektur szkolnych, ze względu na spełnianie zasady 3 cierpień - cierpiał autor w trakcie pisania, książka jest o cierpieniu i cierpi odbiorca dzieła.
Wielka szkoda, bo Freud porusza bardzo ciekawe kwestie, takie jak walka między indywidualnymi a cywilizacyjnymi potrzebami człowieka, rola kultury w naszym życiu, kształtowanie się sumienia. Mimo że wiele z jego rozważań straciło na znaczeniu lub zostało już dawno obalone, to stawiane przez niego tezy i pytania skłaniają do refleksji i przemyśleń.
Były dla mnie tym bardziej ciekawe, ze względu na niedawną lekturę "Niewolników Dompaminy". Podczas gdy Frued napisał, że "ceną postępu cywilizacyjnego jest utrata szczęścia przez wzrost poczucia winy", to z książki Anny Lembke można wysunąć zupełnie inne wnioski. Rozwój cywilizacji i obwarowań kulturowych jest czymś, co umożliwia nam wewnętrzną kontrolę i osiągnięcie szczęścia.
Wracając do cierpienia czytelnika, chciałem dać książce ocenę 1/10, ale podwyższyłem ją ze względu na poruszane w niej tematy. Dlaczego taka surowa ocena? Czyta się ten esej tragicznie. Autor skacze z wątku na wątek, przy wydawałoby się prostych kwestiach zapętla się i opisuje to samo różnymi słowami przez 5 kolejnych stron, by zaraz potem przy ciekawszym temacie stwierdzić, że nie będzie go szerzej poruszać. Stawia niepodbudowane niczym wnioski a priori, by na nich budować argumentacje do kolejnych tez. Z jednej strony autor swoim stylem chce zbliżyć się do czytelnika. Zadaje bezpośrednie pytania, domyśla się, co odbiorca może sobie po danym fragmencie pomyśleć. Z drugiej strony mam nieodparte wrażenie, że autor pisał ten esej do szuflady i ani razu nie zastanowił się głębiej, czy na pewno jasno przekazał to, co chciał napisać.
Nie polecam.

Opublikowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Autorytet1piorunów

@arento
> Stawia niepodbudowane niczym wnioski a priori, by na nich budować argumentacje do kolejnych tez.

Czyli, jak wszystkie pomysły Freuda. Jedna wielka pseudonauka. Niestety, ktoś musiał być pierwszy i na niego trafiło.

Pokaż więcej komentarzy (3)

Gruba ryba

w Książki

40piorunów

424 + 1 = 425

Tytuł: Człowiek na ba(k)terie. Jak czerpać energię i zdrowie z jelit
Autor: Margit Kossobudzka
Kategoria: reportaż
Wydawnictwo: Agora
Liczba stron: 184
Ocena: 4/10

Parę dni temu trafiłem na ten tytuł tutaj, na tagu. Tematyka którą lubię, ocena w miarę dobra, i sensowna jak dla mnie liczba stron, sprawiły że sięgnąłem po nią najszybciej jak mogłem. No i tl;dr jest takie że nie polecam.

Po kolei: Pierwsza część książki to próba wprowadzenia rodziców dzieci z cesarki (oraz tych karmionych mlekiem modyfikowanym) w wyrzuty sumienia albo i depresje. Opis bardzo BARDZO dekadencki, można wywnioskować że taki rodzic zniszczył dziecku życie. Samo szambo się lało, opisywane skutki były miażdżące, a sformułowania typu "od tego ma się niepoprawną mikrobiotę, i to na całe życie, dziecko nigdy nie będzie w stanie tego naprawić" padały na co drugim akapicie. Autorka trzeźwo zapytała "no dobra, a co jak to nie było widzimisie tylko było wskazanie do cesarki" na co omijająco adwersaż dyskusji powiedział "aha to wtedy git bo jak była intencja porodu to wtedy mikroflora jest taka sama jak gdyby był naturalny". Co xD Nie mówię że wszystkie te rzeczy są kłamstwami, bo wiem że wcale tak nie jest, ale to po prostu straszenie i cherrypicking, bez patrzenia na całokształt. Może intencja była taka żeby nastraszyć przyszłe mamy przed cesarką, żeby po prostu trochę spowolnić tempo przyrastania tego rodzaju porodów, ale takie programowanie społeczeństwa przez straszenie ich podawaniem wybiórczych faktów i półprawd to niestety żenada.

Jak są tu mamy które przeszły cesarkę, albo mają do niej wskazania w przyszłości, albo miały problemy z laktacją: Wiedzcie, że wszystko robicie dobrze, a Wasze pociechy NIE będą na tym stratne. Jesteście dobrymi rodzicami.

Drugim aspektem książki jest ogromna ilość Pediatry Grzesiowskiego. Książka wyszła w 2018 roku, więc rozumiem że wtedy był to jakiś randomowy chłopek roztropek specjalizujący się w przeszcepie kupy, ale przez pryzmat ostatnich lat nie potrafię spojrzeć na to nazwisko bez grymasu obrzydzenia. I nie zrozumcie mnie źle, sam byłem zaszczepiony na covida, uważałem go za poważną sprawę, i nie wierzę że 5G pali mózgi. Aha, i jestem dumny ze swojej rusofobii, bo takie zarzuty też się pojawią na krytykę Pawła xD Wracając: Grzesiowski oczywiście w formie, straszenie szczepami o enigmatycznych nazwach, opowiadanie jakichś bajek, nadużycia interpretacji (które ostatni rozdział książk fixował, ale o tym zaraz) i generalnie spora doza fantastyki. Niby o przeszczepach kupy czytało się spoko, a sformułowanie "superkupa" chyba wleci do mojego słowniczka codziennego, ale i tak było słabo.

Tym natomiast co miało odmienić całkiem wydźwięk książki, był rozdział drugi, czyli jak dbać o te naszą mikrobiotę, albo cytując tytuł "Jak czerpać energię i zdrowie z jelit". No więc na to pytanie sensownie odpowiadał JEDEN akapit ze strony 108, może go zacytuję w komentarzu, a reszta to lanie wody. W ogóle cała książka to lanie wody, przeplecione ciekawostkami.

Ah, ciekawostki, zapomniałbym. W środek akapitów wklejane są wielkie bloki historyjek niezwiązanych za mocno z tematem rozmowy, które sprawiają że całkowicie gubimy wątek co czytaliśmy. Nie wiem kto to zaakceptował, ale czasem przesunięcie ich o DOSŁOWNIE DWA ZDANIA w dół wystarczyłoby żeby domknąć jeden temat a poruszyć drugi, masakra xD

Mega mi sie podoba autorefleksja książki wobec samej siebie, czyli wspomniane wcześniej poprawianie wczesniejszych błędów. Np w pewnym miejscu jest podana wyraźnie różnica między kwaszeniem a kiszeniem, wraz z fantastycznym opisem że kwaszenie to jakiś syf a kiszenie to wspaniały zdrowy proces. Ja, jako osoba luźno zainteresowana technologią żywności, czytałem to z niedowierzaniem, przecież to bzdura którą powtarza pijany wujek na weselu. Prawda jest taka że obie te nazwy odnoszą się do TEGO SAMEGO PROCESU czyli naturalnej fermentacji, a zalewanie produktów octem jest zabronione prawnie. Stronę później zostało to naprostowane, ale jako... Kontropinia jakiegoś innego gościa xD No nie mogę xDD

Dobra Barcol, do brzegu: jedynym dobrym elementem książki jest ostatnia część, gdzie naprawdę ogarnięta babeczka prostuje bzdury z całej książki. Tłumaczy że nie, jelita nie są drugim mózgiem, i inne takie. NIesamowicie kreatywny zabieg jak na reportaż. Powtórzę się, ale nie polecam.

Ostatnim plusem jaki znajdę na siłe, jest język. Książkę czyta się w sposób niezwykle klarowny i prosty, i nie trzeba np. cofać się do danego zdania po parę razy żeby rozkodować intencje.

Więc za: ostatni rozdział, superkupę, i lekkosć czytania - podbijam ocenę o 2 punty i finalnie daję 4 na 10.

Oczywiście jest to skrajnie subiektywna prywatna opinia :>

Opublikowano za pomocą https://bookmeter.xyz\

Gruba ryba6piorunów

@Barcol czytając twoją opinię doszedłem do wniosku, że w jakiś sposób źle oceniasz liczbowo. Cała książka to gówno, no bo przecież ładuje w twoją głowę masę nieprawdziwych bzdur. To, że jest to napisane przystępnym językiem tego nie ratuje.

Więc za to ocena 0. Ostatni rozdział prostuje bzdury w książce - świetnie, ale kto przebrnie przez masę gówna i do niego dotrze? Za ten ostatni rozdział należy się +1. Razem 1/10, lepiej poczytać sobie skład Domestosa siedząc na kiblu, niż ten wysryw.

4/10 to jest ocena "ujdzie" czyli odrobinę poniżej "przeciętny". I takich przeciętnych książek jest cała masa i nawet są wartościowe. Tutaj ta ocena nijak nie pasuje.

Gruba ryba2piorunów

@KierownikW10 Tak, z jednej strony jestem pewien, że masz rację, ale i tak spróbuję sie trochę usprawiedliwić:

1. Tak jak ciężko jest pierwszy raz odrzucić kandydata na rekrutacji, tak ciężko jest wystawić czyjejś pracy tak niską ocenę po raz pierwszy. Ja te książki recenzuję dopiero od 2 miesięcy, i w sumie to ta czwórka jest póki co najniższą wystawioną przeze mnie oceną, więc z mojej perspektywy umieściłem ją na samym dnie rankingu. Pewnie za rok gdy będę miał na koncie więcej takich czwórek, to ta będzie totalnie nieadekwatna, a dla obserwatora z zewnątrz już teraz nie ma sensu (na co zwróciłeś uwagę).
2. Skupiłem się na złych rzeczach, bo te budzą emocje i się je zapamietuje i najlepiej wchodzą do głowy, ale książka naprawdę ma parę plusów. Mówi że jelita są ważne dla zdrowia codziennego, a ludzie o tym zapominają. Opisuje nowatorską metodę leczenia, a może ktoś o niej nie słyszał. Mówi żeby jeść jagody i pić zieloną herbatę, a to zawsze na plus. Pewnie powinienem o tym wspomnieć w recenzji, ale wtedy byłaby wielka, ogromna, wiec skupiłem się na tym co o niej zapamiętam.
3. Jakby mnie autorka chciała pozwać to powiem że przecież dałem 4/10 i o co chodzi xd

Gruba ryba2piorunów

@Barcol
Ad.1 Jeśli to jest pierwsza wystawiona przez Ciebie 4, to albo dobierasz sobie dobre pozycje do czytania (co rozumiem, nikt nie chce czytać szajsu) albo też jesteś zbyt hojny w swoich ocenach.
Ad.2 Opisane tutaj fakty można znaleźć w pierwszym lepszym artykule w Internecie na temat jedzenia i zdrowia jelit. Bazując na twojej ocenie mógłbym kupić pusty zeszyt i ocenić go wysoko jako książkę, bo wprawdzie nie ma odkrywczej treści, ale hej świetnie się sprawdza jako podkładka pod krótszą nogę stołu a poza tym na pierwszej stronie jest świetny cytat.
Ad.3 Nie wiem czy powinienem pisać komentarze, a co jak ty i ona mnie pozwiecie? A tak na serio, to taki lęk nie prowadzi do niczego dobrego. Jak mamy zaufać recenzjom pisanym z takim lękiem z tyłu głowy.

Wiem wiem czepiam się. Po prostu irytuje mnie, jak obecnie w Internecie są prowadzone oceny i recenzje wszystkiego, książek, gier i filmów. Jak to jest, że średnie oceny gier oscylują wokół 7.5/10? Portale branżowe boją się wydawców i wszystko jak leci oceniają pozytywnie. Ty to również robisz, tylko oczywiście nie masz w tym finansowego interesu.

Gruba ryba1piorunów

@KierownikW10 Rozumiem. Wydaje mi się że co człowiek to interpretacja, i dla mnie średnia dla książki totalnie... no średniej, to 7.

1. Tak, dobieram sobie znane i doceniane klasyki żeby nadgonić zaległości. CZASEM wpadnie coś przed szereg jak dzisiejszy bohater (dostał 4) albo Rozdroże Kruków (5) ale tak poza tym to staram się jechać po topce.
2. Gdy raz przeczytasz słownik to każda książka jest już tylko remixem ( ͡° ͜ʖ ͡°) Niemal wszystko co nie jest beletrystyką można zastąpić skończoną liczbą przewertowanych artykułów na internecie. Fakt, ta pozycja nawet wygląda jak artykuł z Onetu, ale stąd między innymi ta niska (w moim odczuciu) ocena.
3. To był żart.

Moje oceny BĘDĄ zawyżone i jestem tego świadom, pewnie dopiero jak wyrobię sobię bazę 100+ zrecenzowanych i ocenionych książek to będę w stanie to skalibrować jakoś poprawniej.

Ale szczerze, nie bardzo mnie to obchodzi, nie przykładam do tej oceny zbyt dużej uwagi ¯\\( ͡° ͜ʖ ͡°)

> Ty to również robisz, tylko oczywiście nie masz w tym finansowego interesu.
No tak, ale też nic nie tracę. To tylko liczba jaką przypisałem swoim odczuciom, i nie ma ona żadnych dalszych implikacji. Jakby nie ta rozmowa to pewnie za miesiąc nie pamiętałbym jej.

Myślę że tutaj nie znajdziemy wspólnej nici porozumienia, bo po prostu mamy skrajnie odmienne aksjomaty względem wagi oceny.

Kolejne zdanie nie jest złośliwe, ale skoro dla Ciebie precyzyjnie wyliczone oceny są sprawą niemal świętą (to też żart) a dla mnie nieistotną, i dodatkowo wiem, że będę je przydzialał źle, to czy rozważałeś może danie mnie po prostu na czarną listę?

Gruba ryba2piorunów

>Kolejne zdanie nie jest złośliwe, ale skoro dla Ciebie precyzyjnie wyliczone oceny są sprawą niemal świętą (to też żart) a dla mnie nieistotną, i dodatkowo wiem, że będę je przydzialał źle, to czy rozważałeś może danie mnie po prostu na czarną listę?
@Barcol nie, bo robisz dobrą robotę. A w kwestii ocen mogę się nie zgadzać i nadal doceniać twój wkład.

Gruba ryba1piorunów

@KierownikW10 Rozumiem, dzięki za miłe słowa 😊 Postaram się bardziej rzetelnie dobierać końcowy wynik 😅 Może jak wezmę pod uwagę że to nie jest tylko dla mnie, to będzie lepiej

Mistrz4piorunów

@Barcol kurczę, dwa dni temu widziałam tę książkę na stronie Helionu i poważnie się nad nią zastanawiałam. Dzięki za info, dobrze jest móc uniknąć superkupy 💛

Gruba ryba2piorunów

@Wrzoo Nie ma sprawy, imo dużo lepiej sięgnąć po Sandora Ellix Katz jak kogoś ciekawią bakterie w brzuszku, chociaż jego słowa też trzeba czasem dzielić na 4 bo np. o kapuście kiszonej pisał że ściąga pleśń z wierzchu i reszta jest w porządku 😅

Mistrz2piorunów

@Barcol to ja już wolę "Glutologię" Adama Mirka sobie przeczytać, wydaje się być sensowniejsza. :grinning:

Gruba ryba2piorunów

@Wrzoo O wygląda na fajny tytuł, dodam do TBR :grinning:

Mistrz3piorunów

@Barcol I jeszcze ma prequel, "Bebechy" :grinning:

Pokaż więcej komentarzy (14)

Gruba ryba

w Książki

35piorunów

402 + 1 = 403

Tytuł: Nigdziebądź
Autor: Neil Gaiman
Kategoria: fantasy, science fiction
Liczba stron: 384
Ocena: 7/10

Edit: 14 książka w tej edycji, ale pierwsze 2 wpisy to w sumie czytane w grudniu, więc dopiero teraz mogę napisać że oficjalnie zacząłem i skończyłem 12 książek w tym roku :grinning: mój rekord!

Tak, wiem, Gaiman zły. Ale gdybyśmy zawsze dzieła oceniali przez pryzmat autora to nigdy nie poznałbym np Mein Kam... A dobra, nieważne...

Tak na serio to nadrabiam w tym roku zaprzepaszczone (pod względem czytelniczym) dekady i właśnie padło na Gaimana. Nie do końca wiedziałem czego się spodziewać, i przyznam, że niespecjalnie spodobało mi się to co zostałem.

Ale po kolei!

Tym co rzuciło mi się w oczy na sam początek była archetypowowść bohaterów. Każdy każdy był odbity z szablonu w fabryce. Główny bohater? Nieasertywny pantofel. Jego narzeczona? Karierowiczka. Główni źli? No główni źli z generatora głównych złych. Jeden to nawet sczury zagryzał żeby było mroczniej. Gdybym dowiedział się że książkę pisał 15-latek jako rozwinięcie opowiadania z zadania domowego - przymknąłbym oko. No ale to nie 15 latek a legenda fantasy, i jednak na infantylność w kreowaniu postaci mocno zepsuła mi odbiór.

Potem zaczęły się pojawiać wątki które istniały tylko po to by istnieć. Proszę przykłady bez spoilerów:
\
- ten magiczny most był zbędny, dało się iść normalnie\
- mnisi mogli lepiej oceniać co jest istotne a co nie,\
wszyscy zapominają o ludziach z Pod w ciągu sekundy NO CHYBA ŻE MÓWIMY O STRAŻNIKACH MOGĄCYCH PODNIEŚĆ NAPIĘCIE, TO ONI WYJĄTKOWO TEGO NIE ROBIĄ. No jakiś taki brak przewidywania i konsekwencji.

Więc skąd ocena 7?

Gdy zaczynałem czytać książkę to przeszkadzało mi że jest pisana jak od dzieci dla dzieci.

W połowie książki myślałem że gdybym ją dorwał jako 13 latek to byłbym zachwycony.

A ostatni rozdział czytałem już jako 13 latek, z wypiekami na twarzy, i czując na sobie te magie.

Przypomniało mi się jak mając 9 lat przeczytałem Lew Czarownica i Stara Szafa na dzień przed premierą filmu. Dokładnie tak się czułem.

Książkę oceniam na od 4/10 do 10/10 w przedziale obustronnie zamkniętym. Po skończeniu jej nawet na te rzeczy które mnie irytowały patrzę w sposób jakiś taki przychylniejszy.

Opublikowano za pomocą https://bookmeter.xyz

-

Mistrz2piorunów

@Barcol gratulacje za rekord - no i nie żebym prowokował, ale czekam na kolejne ;)

Pokaż więcej komentarzy (5)

Fenomen

w Książki

42piorunów

400 + 1 = 401

Tytuł: Ciemny las
Autor: Cixin Liu
Kategoria: fantasy, science fiction
Wydawnictwo: Rebis
Format: audiobook
ISBN: 9788381884495
Liczba stron: 671
Ocena: 7/10

Drugi tom trylogii “Wspomnienie o przeszłości Ziemi” nawiązuje do pierwszej części jedynie głównymi okolicznościami związanymi z obecnością Trisolarian. Nie spotkamy tutaj postaci poznanych w “Problemie Trzech Ciał”, nie dowiemy się jak potoczyły się ich dalsze losy. Dostajemy zupełnie nowy zestaw osób i historii, ponownie Cixin Liu obsadza w głównych rolach Chińczyków, a przez ich imiona naprawdę ciężko jest połapać się kto jest kim. Muszę przyznać że przez większość książki zgadywałem po kontekście o kim jest aktualnie mowa. Przez to ciężko złapać flow i wkręcić się w fabułę. Kolejna rzecz która się nie zmieniła to ogromne skupienie się na tematach naukowych i zalewanie powieści pod korek terminologią naukową. Gdzieś zasłyszałem, że to co pisze Cixin Liu czyta się jak newsy i nie mogę się odpędzić od tego porównania. Przez powyższe raczej nie klasyfikuje się to jako bardzo zwiewna lektura, ale jeśli ktoś szuka sci-fi gdzie faktycznie mamy dużo “science” to będzie bardzo zadowolony.

Książka podnosi kilka ciekawych tematów. Jak przygotować się na wojnę z rasą, która na bieżąco widzi i słyszy wszystko co robimy? Mamy kilka dylematów moralnych i rozważań filozoficznych, a tytułowy Ciemny Las to bardzo dobra rozkmina której okoliczności nie będę zdradzać.

Trzecią część mam już wgraną do odsłuchania by nie zostawiać otwartego tematu, ale osobiście tę serię mogę polecić tylko komuś, kto faktycznie ucieszy się z poruszania mocno naukowych zagadnień. Czuć, że autor ma frajdę z bawienia się fizyką i kosmosem, ale połączenie ich z fabułą osadzoną w chińskiej kulturze może być ciężkostrawne.

Gruba ryba3piorunów

a kogo ma obsadzać jeśli nie Chińczyków? To chińska powieść, ziom xD Ze wspólnych postaci to z tego co kojarzę Luo Ji i Ye Wenjie byli jedną z dużych osi dla pierwszych dwóch części. I ta oficer, ona w 3 spina to do kupy - Cheng Xin

Flow - faktycznie trudno złapać, pomaga czytanie jednej po drugiej, ale zawsze pierwsze rozdziały to mózgojeb. Natomiast nie wyobrażam sobie mąk na które się skazałeś wybierając audiobook. :)

ale jeśli ktoś szuka sci-fi gdzie faktycznie mamy dużo “science” to będzie bardzo zadowolony.

Tak! Doskonale powiedziane. I doceniam, że mimo nerwa którego niewątpliwie Cię kosztowało potrafisz tak stwierdzić. Raz mi wyszedł hemoroid, tak długo przewracałem te same 4 strony żeby coś skumać, a ten se słucha... Jezusicku

Fenomen2piorunów

@Heheszki A ja nigdzie nie piszę że to źle albo dobrze, ani nawet że jestem zaskoczony, że obsadza Chińczyków, po prostu stwierdzam fakt ( ͡° ͜ʖ ͡°) Nie każdy autor musi obsadzać powieści swoją narodowością, zwłaszcza w walcie zjednoczonej ludności przeciw kosmitom :grinning:

Nie jest też tak że książka by mnie denerwowała. Gdyby tak było to bym jej nie ciągnął, a tym bardziej nie dał 7 :grinning: Ale na pewno stanowi pewne wyzwanie.

Autorytet5piorunów

@minaret Mnie się podobała bardziej niż pierwsza część. Chociaż ten motyw z patrzącymi w ścianę tak średnio mi siadł, to już rozkmina z ciemnym lasem jak dla mnie genialna.

Pokaż więcej komentarzy (5)

Autorytet

w Książki

28piorunów

394 + 1 = 395

Tytuł: Takeshi - cień śmierci
Autor: Maja Lidia Kossakowska
Kategoria: fantasy, science fiction
Wydawnictwo: Fabryka Słów
Format: książka papierowa
ISBN: 978-83-7574-727-0
Liczba stron: 444
Ocena: 6/10

Takie połączenie samurajów na motocyklach z nutką magii.
Kompletnie nie trafiła do mnie historia. Zaskakujące ale najciekawszy wątek to.. relacja damsko-męska.

Na minus język użyty w pierwszych 20% książki. Mam wrażenie że autorka napisała książkę w np 100h. Z czego 90h zajęło jej zredagowanie 20% by brzmiało jak kazanie w kościele
Jakiś surrealistyczny język typu „ baranku boży, który gładzisz grzechy świata”

Potem było już normalnie i całkiem przyjemnie

Opublikowano za pomocą https://bookmeter.xyz\

Osobistość2piorunów

@Bjordhallen Przykro mi z powodu tego, co spotkało Panią Maję Lidię. Ale to jest okropna książka. Najbardziej oklepane i przypadkowe schematy złożone w infantylną całość z gimnazjalnymi niedoróbkami.

Autorytet1piorunów

@Michot gdyby nie ten wątek nieszczęśliwych kochanków, to dałbym 4/10

Pokaż więcej komentarzy (5)

Gruba ryba

w Książki

38piorunów

368 + 1 = 369

Tytuł: Gotowy do biegu
Autor: dr Kelly Starrett
Kategoria: sport
Wydawnictwo: Galaktyka
Format: książka papierowa
Liczba stron: 295
Ocena: 9/10

Na zakup książki zdecydowałem się gdy jednego dnia dwie osoby niezależnie mi ją poleciły: moja fizjoterapeutka, i mój kolega biegacz. Wcześniej w zasadzie nie kojarzyłem tego nazwiska, chociaż ponoć jego "Bądź sprawny jak lampart" to nie tylko bestseller ale i świetne dzieło. Co więcej, ta druga była już czytana na łamach bookmetera, niestety autor recenzji (który wystawił jej te 2 lata temu ocenę 10/10) to @smierdakow który usunął konto dosłownie równo 2 dni temu, więc nie wypowie się już xD Sam też już się wyposażyłem w tego Lamparta ale no... jest to kolubryna potężna.

Wracając do tematu wpisu: Gotowy do biegu to najważniejsza sportowa książka jaką czytałem w życiu. Opowiada ona o biomechanice ciała, fizyce kontuzji, i metodach naprawiania naszych słabych punktów. To co jest w niej GENIALNE to że nie zostawia nasz z poczuciem "aha, mam tylko milion rzeczy do naprawy, potrzebuję tylko 7 godzin ćwiczeń codziennie, i nawet nie wiem od czego zacząć" tylko pozwala bardzo precyzyjnie zbadać na czym musimy się skupić.

Założenie bycia Gotowym do Biegu jest takie, że jeśli spełniasz każdy z 12 punktów wyszczególnionych w części drugiej, to jesteś gotowy. Jeśli nie - dostajesz narzędzia jak to naprawić. Ja podczas czytania książki miałem bloczek kartek samoprzylepnych którymi oznaczałem najważniejsze dotyczące mnie rzeczy, i ponownie, ich ilość była skończona xD

Część 1 to taki "miękki opis", nie jest moim zdaniem bardzo istotna.
Część 2 to rozdziały pokrywające wspomniane 12 punktów
Część 3 to ćwiczenia i ich opisy
Część 4 to opisy najpowszechniejszych kontuzji biegaczy oraz plany radzenia sobie z nimi.

Kurde, ta książka to NAPRAWDĘ potężny oręż w walce o zdrowsze jutro, cieszę sie że na nią trafiłem.

To dlaczego nie wpadło 10/10? Z paru względów obniżyłem:
- Tłumaczenie wydaje mi się momentami nieco sztuczne
- Bardzo duży nacisk jest kładziony na rzeczy które mnie nie do końca przekonują, jak używanie tylko płaskich butów, kompresje jakimś floss woodo band, czy przykaz picia dziennie minimum 3l wody (chociaż tutaj pewnie uwagę @Wrzoo przyciągnę xd). Nie jest to obiektywne -1, tylko mi nieco zburzyło przyjemność z czytania, muszę poszukać w dodatkowych źródłach czy te skarpety uciskowe to nie jest pic na wodę, i najwyżej przeproszę Doktora Starreta.

Z drugiej strony za samo "rozciąganie kanapowe" które jest dla mnie kilerem, powinienem mu dać 10/10 z automatu. Książka nastawiona jest na biegaczy, ale porady w niej zawarte są na tyle uniwersalne, że z nazwą "gotowy do życia bez dziwnych kontuzji" ta treść też by przeszła, szczerze polecam każdemu.

Wołam @sleep-devir oraz @pluszowy_zergling bo wyrazili kiedyś zainteresowanie tym tworem.

Czy jestem po tej książce Gotowy do biegu? Nie, ale rozumiem dlaczego i wiem jak to zmienić 😎

Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Twórca2piorunów

A czytałeś kiedyś „Ukryta przewaga - t. Danielson”. Teraz w ogóle chore pieniądze kosztuje wersja papierowa xd

Gruba ryba0piorunów

@gutek oj nie, pierwsze słyszę :confused:

Osobistość2piorunów

Dzięki za zawołanie, akurat by była na czasie u mnie 😄

Chociaż wczoraj grałem w piłkę nożną na hali, w sumie wyszło z godzinę bardzo intensywnego ruchu, taka gra na maxa. O dziwo nie licząc dzisiejszych zakwasów to kolano spisało się na medal 🏅

Zaciekawiłeś mnie i jak skończę czytać trylogię Cixin Liu to się skuszę i zamówię ♥️

Gruba ryba2piorunów

@sleep-devir To ja odwrotnie, za trylogię Cixina biorę się pewnie w marcu xD Mam nadzieję że skorzystasz na tej książce!

Gruba ryba1piorunów

@sleep-devir Mam nadzieję że nie będzie na mnie, jak się nie spodoba :innocent:
Jak coś to pierwsza część ma wydźwięk telezakupów mango: dużo obietnic, trochę straszenia, język mocno marketingowy. Książka potem wszystkie te obietnice spełnia, ale osobiście drażnił mnie ten wstęp.

Pokaż więcej komentarzy (7)