WestfieldKosmonauta
3piorunówCzy ktoś może poradzić gdzie w necie obejrzeć pierwszą część Paddingtona? nigdzie nie mogę go złapać. Na torrentach też nie. Dzięki!
Prime
@Westfield rakuten też ma
WestfieldKosmonauta
3piorunówCzy ktoś może poradzić gdzie w necie obejrzeć pierwszą część Paddingtona? nigdzie nie mogę go złapać. Na torrentach też nie. Dzięki!
Prime
@Westfield rakuten też ma
Kaligula_MinusFanatyk
29piorunówKtóry to już będzie film? Trzeci? Czwarty? Ciekawe, co tu jeszcze można nowego pokazać ( ͡° ͜ʖ ͡°)
Podobno Dziwisza ma zagrać Cezary Żak, czyli wójt/pleban z Rancza oraz znany warszawski tramwajarz Karol Krawczyk.
Foto za Filmweb - strona Facebook

Spokojnie. Jak wyjdą tajne akta watykanu to będzie dużo materiału na filmy. Jak ktoś się niecierpliwi ti można też się opierać na nieoficjalnych znanych informacjach 😉
TyGrySSekFanatyk
22piorunów319 + 1 = 320
Tytuł: Hudson Hawk
Rok produkcji: 1991
Kategoria: Komedia / Sensacyjny
Reżyseria: Michael Lehmann
Czas trwania: 1h 35min
Ocena: 5/10
Eddie Hawkins to legendarny złodziej. Wychodzi po 10 latach odsiadki i próbuje zacząć uczciwe życie. Niestety zostaje zmuszony przez parę milionerów, państwa Mayflower, do kradzieży dzieł Leonarda da Vinci.
Od rana się męczyłem oglądając na raty. Mocno średni humor.
Wygenerowano za pomocą https://filmmeter.vercel.app

Okropna i nieśmieszna "komedia".
MahjongFenomen
11piorunów317 + 1 = 318
Tytuł: Zjadacz węży II: Odwet żołnierza
Rok produkcji: 1989
Kategoria: Akcja
Reżyseria: George Erschbamer
Czas trwania: 1h 33m
Ocena: 6/10
W roli żołnierza przepiękny Lorenzo Lamas. Wojskowy wypowiada wojnę gangom narkotykowych, gdy z przedawkowania umiera jakiś dzieciak. Zabiera broń i granaty, ale po rozróbie zostaje aresztowany. Na szczęście sprytny adwokat sprawia, że mimo iż nasz Jack-wojskowy zabił cztery osoby, idzie zaledwie do szpitala psychiatrycznego. Tam, przy pomocy nowych znajomych, postanawia dokończyć wojnę z gangami.
Boziu święta, czego tam nie ma, toż to cudna parodia kina akcji! Wybuchy kibli, środki na sranie, bijatyki i walka w szpitalu psychiatrycznym w wózki-tarany. Do tego oglądane z głosem pana Knapika. Seans z rodzaju: FUN FUN FUN!
Kto będzie brał takie kino na poważnie - to niestety zabawy nie uraczy. Na szczęście ten film od razu pokazuje, że jest po prostu komedią akcji.
Do polecenia dla miłośników vhsowego kina B.
Wygenerowano za pomocą https://filmmeter.vercel.app

Komentarz usunięty przez moderatora
TyGrySSekFanatyk
26piorunówNajlepszego!

A teraz zabija go powoli demencja albo alchajmer
@Taxidriver przewalone mieć wszystko a potem jakby nic
@TyGrySSek lepiej tak niż mieć nic, a potem dalej nic
@Taxidriver valar morghulis
@GazelkaFarelka aż musiałem wychatowac.
TyGrySSekFanatyk
12piorunów316 + 1 = 317
Tytuł: Bohaterowie morza
Rok produkcji: 1937
Kategoria: Dramat / Familijny / Przygodowy
Reżyseria: Victor Fleming
Obsada: Spencer Tracy, Freddie Bartholomew
Czas trwania: 1h 52
Ocena: 9/10
Rozpieszczony i roszczeniowy syn bogacza wypada za burtę luksusowego statku. Ratują go rybacy, z którymi spędza czas, pomagając w pracy, co powoli zmienia chłopca.
Rewelacyjny - porównałbym go do najlepszych książek przygodowych Dickensa czy Verne.
na podstawie Kapitanowie zuchy Rudyard Kiplinga
Wygenerowano za pomocą https://filmmeter.vercel.app

DybalaTwórca
21piorunów
Pytanie kto reżyseruje. Jakos nie widziałem żeby się pochwalono
@kodyak no Wayansowie
/edit jednak nie
wyreżyserowany przez Michaela Tiddesa na podstawie scenariusza braci Marlona, Shawna i Keenena Ivory Wayansów, a także Ricka Alvareza.
Pan reżyser znany ze strasznych gniotów niestety.
@Dybala aa to spoko. Zobacze w takim razie. Scenariusz zacheca
Było post nizej
A_aLider
72piorunów
W jakimś sensie oba prawdziwe.
MahjongFenomen
7piorunówCzy to smutne, że na seansie "Wartość sentymentalna" tylko ja jedna na sali w kinie śmiałam się gdy główny bohater daje swojemu 9-letnimu wnukowi w prezencie DVD z Nieodwracalne i Pianistką?
Naprawdę ludzie nie znają tych tytułów, choćby z opisów w necie?
Zawiodę cię — do tej pory nie kojarzyłem tych tytułów. Chociaż na moje usprawiedliwienie powiem, że ‘Pianistkę’ kiedyś oglądałem, ale zupełnie o tym zapomniałem. :stuck_out_tongue_winking_eye:
@Prytozord Wiesz, ja rozumiem, że nie każdy jest jakimś kinomanem czy coś, ale spodziewałam się, że na seansie filmu Triera siedzi uświadomiona publika, ale chyba się myliłam - lud poszedł do studyjniaka po prostu na film nominowany do Oscara.
Musiałem przespać tą scenę, bo nie kojarzę.
MahjongFenomen
9piorunów314 + 1 = 315
Tytuł: Urwisko
Rok produkcji: 2026
Kategoria: Akcja
Reżyseria: Frank E. Flowers
Czas trwania: 1h 43m
Ocena: 4/10
Ercell kiedyś była straszną piratką, ale za⁎⁎⁎⁎ła swojemu partnerowi złoto i osiedliła się z facetem na wyspie i tam założyła rodzinę. Po latach dawny kolega pirat przybywa tam wraz ze swoją bandą by schwytać Ercell i wykupić sobie za nią wolność, skoro piękne czasy korsarskie zakończyły się i wszyscy piraci są wyjęci spod prawa.
Ercell jest za⁎⁎⁎⁎sta i wszystkich pokonuje. Koniec.
Akcyjniak zwykły, do obejrzenia i zapomnienia.
Wygenerowano za pomocą https://filmmeter.vercel.app

Jak ktoś gdzieś podsumował Piraci spotykają Johna Wicka. Na plus Karl Urban i Temuera Morrison, na minus elf z Brooklynu(z pierścieni władzy) i główna bohaterka
LondoMollariFanatyk
16piorunów313 + 1 = 314
Tytuł: Niebo nad Berlinem (tytuł oryginału: Der Himmel über Berlin)
Rok produkcji: 1987
Kategoria: Melodramat
Reżyseria: Wim Wenders
Czas trwania: 127 minut
Ocena: 9/10
Recenzja nr 5 z 5: Kraj pochodzenia - Niemcy / Francja
Zacznę od cytatu:
The mystery of life isn't a problem to solve, but a reality to experience.
Cytat ten nie pochodzi z tegoż filmu, ale perfekcyjnie oddaje myśli, jakie chodzą po głowie po jego obejrzeniu. Sam cytat jest fragmentem z Duny, Franka Herberta, ale i tam jest tylko parafrazą słów filozofa Sørena Kierkegaarda.
Wracając jednak do filmu - mamy tu historię aniołów, poruszających się wśród śmiertelników, poznających, analizujących i notujących ich myśli, odczucia oraz lęki. Sami aniołowie niestety nie odczuwają zbyt wiele - jedynie bacznie obserwują, będąc biernymi świadkami wydarzeń od tysięcy lat. Nieraz widać, że chcieliby bardzo pomóc ludziom, których wysłuchują, ale nie mają takiej możliwości, gdyż są kompletnie niematerialni, niesłyszalni i niewidzialni. Wraz z biegiem czasu, pod wpływem tego, co usłyszał w głowie przestraszonej akrobatki cyrkowej, jeden z aniołów postawia odmienić swój los i zrezygnować ze swojej anielskiej formy, przeistaczając się w człowieka.
Więcej fabuły spoilerować nie będę, więc przejdę od razu do ogólnych wrażeń. Film jest niebywale poetycki, skłania do refleksji na temat tego po co żyjemy, i co czyni życie wartościowym. Przekaz jest raczej pozytywny, na pewno dużo bardziej pozytywny niż pozostałych filmów jakie dzisiaj wrzucałem. Kadry są ciekawie zbudowane, i nie można tez nic zarzucić pracy kamery. Muzyka jest ok, choć nie jest czymś co zapamiętałem z tego filmu.
Chyba, przy odrobinę lepszej muzyce i kadrach bardziej w stylu Tarkowskiego, bym dał 10/10.
TL;DR: Świetny film, jeśli kogoś nie odstrasza koncepcja melodramatu egzystencjalnego, to warto obejrzeć.

MahjongFenomen
27piorunów312 + 1 = 313
Tytuł: Amadeusz
Reżyseria: Miloš Forman
Czas trwania: 3h
Ocena: 10/10
Trzeci seans w życiu, drugi z wersją reżyserską. Seans obiecany fance filmów kostiumowej - mojej mamie już kilka tygodni temu więc nadszedł w końcu czas na wspólne obejrzenie, a że film owy znakomity to żaden problem obejrzeć znowu.
Zamiast rozpisywać się o genialności tego obrazu wypiszę ot parę swoich myśli.
Pamiętam, że gdy pierwszy raz obejrzałam ten film na drugi dzień pognałam do sklepu i kupiłam CD z Requiem Mozarta i słuchałam tego do zdarcia (teraz też słucham gdy to piszę!).
Pamiętam też, że na studiach na zajęciach z muzyki wykładowczyni pokazała nam fragment "Amadeusza" jako przykład niezwykłego połączenia/przyłączenia obrazu z muzyką. Było to tak proste a zarazem odkrywcze, wspominam to bardzo miło.
Ten film przetacza się co jakiś czas w mojej filmowej przygodzie i zawsze kończy tak samo - jako arcydzieło. Jako sztos, jako 10/10. Nie sposób chyba lepiej przekazać muzycznego geniuszu człowieka na takim przykładzie Mozarta, jak to zrobił Milos Forman.
Wygenerowano za pomocą https://filmmeter.vercel.app

Zgadzam się, świetny film. Ciekawi mnie czy Mozart był w rzeczywistości taki jak przedstawiony tutaj, czyli lekkoduch, firmy i trochę taki głupek obdarzony wielkim talentem.
Scena jak odgrywa ze słuchu utwór Salieri-ego i coś mu tam nie gra, to majstersztyk.
MahjongFenomen
14piorunów311 + 1 = 312
Tytuł: Wartość sentymentalna
Kategoria: Dramat
Reżyseria: Joachim Trier
Czas trwania: 2h 15m
Ocena: 8+/10
Ten film dłużył mi się, cierpiałam mocno czasem, próbując wczuć się w historię głównych bohaterów. Ale ani razu nie odpłynęłam, dzięki temu wzmocnionemu skupieniu, co, po końcowych napisach, pozwoliło mi docenić ten film. Nie do końca, ale jednak - widzę tam duże kino. Z daleka, ale widok jest piękny.
Podejrzewam, że dopiero drugi seans tego filmu pozwoli mi go sowicie ocenić czy naprawdę to 8/10 lub wzwyż czy mheh zaledwie 6/10 (niżej nie da rady, to wiem już teraz). Ale to nie teraz, nie za rok czy dwa. Właśnie dziś muszę zmierzyć się z tym tytułem i go sobie wyjaśnić ową notatką!
Żeby to był jeszcze film, który jest ciężki do zrozumienia, to łatwiej byłoby sobie dać kartę upustową. Ale nie, w filmie wszystko jest wyłożone na tacy - nie ma tam ukrytych znaczeń.
Film opowiada o relacjach rodzinnych, które odnawiają się w związku z tym, że umiera matka Nory i Agness i do domu, swojego rodzinnego, co ważne, wraca ich ojciec. W tej roli znakomity Stellan Skarsgad, roznosiciel pięknej męskiej urody i talentu aktorskiego.
Ojciec chce po 15 latach przerwy nakręcić kolejny film. Jest znanym reżyserem, i możemy wnioskować, że zapewne to było konfliktem pomiędzy nim a jego żoną - wybrał drogę kariery, zostawiając rodzinę samą sobie.
Na początku Gustav proponuje główną rolę w filmie swojej córce - Norze, która żyje z aktorstwa na scenie. Ta natychmiast odmawia. Zarzuty wobec wieloletniej nieobecności ojca są zbyt wielkie by nawet przemyśleć taką decyzję. Ale Gustav mimo tego upiera się przy realizacji filmu.
Oglądamy więc jego perypetie związane z początkową realizacją filmu oraz obie jego córki, w matni jego nagłej nadobecności, w jego własnym domu, który opuścił tak wiele lat temu, z historią w rodzaju uporczywego ogona, który nawet odcięty, wraca ciągle i zawsze. Doświadczenia rodziny, zmagania jej własne z historią, gdzie w pewnym momencie będziemy zmuszeni przejść ze znaczenia "wartości sentymentalnej" do głębokiego rodzinnego uczucia, którego nie da rady przekazać dosłownie. Ale można wyrazić je za pomocą sztuki.
Świetnie koreluje ten obraz do "Hamneta", tylko w stylu surowym ot, właśnie skandynawskim, zimnym, ale w środku ukryte jest to ciepło, które ratuje ludzkie relacje - które jeśli nie umie się normalnie, to trzeba wydobyć ciężko, z szybu w ciemnościach, to uczucie szyte grubymi nićmi, niedbale, ale istniejące - to najważniejsze.. Zapewne gdyby Bergman żył i kręcił w dzisiejszych czasach - to nakręciłby właśnie "Wartość sentymentalną".
PS spoilerowskie: gdybyście szukali fajnego prezentu dla swojego 9-letniego wnuka to DVD z filmami Gaspara Noe i Michaela Haneke będą w sam raz! 😉
Wygenerowano za pomocą https://filmmeter.vercel.app

MahjongFenomen
13piorunów310 + 1 = 311
Tytuł: Pojedynek
Rok produkcji: 2026
Kategoria: Historyczny
Reżyseria: Łukasz Palkowski
Czas trwania: 1h 52m
Ocena: 8/10
W końcu jakiś polski film, który można ocenić poza skalę 6-7/10!
Jeśli komuś nie pasował wajdowski "Katyń" to całkiem możliwe, że formułę "Pojedynku" przyjmie o wiele lepiej.
Co prawda owa formuła jest wyłożona dość prosto, bez żadnych wieloznaczności - albo Polska albo nic. Ale jest jasno i na temat, bez zbędnych ozdobników, bo w gruncie rzeczy ten film jest cały zbudowany z ozdobników w postaci niezwykłych przyjaciół głównego przyjaciela takich jak pies, dzieciak nkwdowca czy kobieta-pilotka.
Gierszał w roli zbuntowanego ale ciągnącego swoją opinię niczym tarczę przed wszystkim oficera, który trafia wraz innymi do rosyjskiej niewoli w czasie wojny, gdy jeszcze Związek Radziecki jest wrogiem. Tam oficerowie są poddawani naciskom służb - wybierzcie nas, zdają się mówić agenci ze wschodu - damy wam wszystko, podpiszcie papierek. Ale "paliaki to dziwny naród". Nie chcą i już.
Największym tego przykładem jest gburowaty oficer Karol Grabowski, którego natychmiast rozkodowuje major Wasilij Zarubin (w tej roli Aidan Gillen znany z "Gry o tron"). To właśnie ich relacja jest tytułowym Pojedynkiem. Wydaje się, że major chciałby w nowym mirze zostawić sobie to, co lubi. Na przykład muzykę w wykonaniu Grabowskiego, który przed wojną był laureatem konkursu chopinowskiego i majora urzekł wtedy na jednym z występów. Ale Grabowski w rzyci ma pragnienia majora.
Jak to lubię pisać często w swoich notatkach - film sprawnie zrealizowany. Ogląda się wybornie, akcja leci, relacje porządnie zarysowane, dzieje się.
Od razu ostrzegam - wydźwięk jest mocno antykacapski (zarazem śladów typowej doniosłej polskiej martyrologii brak). Jedynie major i jego dzieciak (no ale dzieci to dzieci, zawsze do jakiegoś wieku są niewinne) jest przeciwwagą do reszty swoich krajan, którzy myślą, że nuty to szyfr. "Dzicz", jak komentuje to jeden z więzionych oficerów na ten moment gdy ruskie sołdaty próbują zrozumieć "szlaczki" Grabowskiego.
Sprawnie rozpisane są także kwestie dialogowe i relacje głównego bohatera. Ogląda to się dobrze, z wypiekami na twarzy.
Realia radzieckiej okupacji przedstawione w tym filmie mogą, podejrzewam na swoim przykładzie, wpłynąć mocno na odbiór w sensie czasów w jakich przyszło nam stworzenie i obejrzenie tego filmu.
Jakkolwiek - polecam, solidne polskie kino historyczne napakowane porządną dawką aktorstwa i "suprise" Gierszał nie wypada na takim tle wcale źle!
Wygenerowano za pomocą https://filmmeter.vercel.app

LondoMollariFanatyk
17piorunów310 + 1 = 311
Tytuł: Siódma Pieczęć (tytul oryginału: Det sjunde inseglet)
Rok produkcji: 1957
Kategoria: Dramat / Historyczny / Religijny
Reżyseria: Ingmar Bergman
Czas trwania: 96 minut
Ocena: 8/10
Recenzja nr 4 z 5: Kraj pochodzenia - Szwecja
Cóż... samo określenie kategorii tego filmu było trudne, dramat historyczny? Dramat fantastyczno-historyczny? Może filozoficzno religijny? A może właśnie historyczno-antyreligijny...?
Film opowiada a szwedzkim krzyżowcu powracającym z Ziemi Świętej do domu. Zamiast ciepłego powitania zastaje on zarazę, panikę i Śmierć. Śmierć z dużej osoby, ponieważ postać z kosą przychodzi po niego osobiście - Śmierć godzi się na partię szachów w celu uzyskania dodatkowego czasu.
Tenże "pożyczony" czas, główny bohater spędza na poszukiwaniu sensu, i na poszukiwaniu Boga, których nie odnalazł on na krucjacie. W trakcie poszukiwań, spotyka on śmierć jeszcze kilkukrotnie, tocząc cały czas swoją partię szachów.
Losy głównego bohatera splatają się także z grupą wędrownych kuglarzy, i czarownicą - symbolizującymi niejako przeciwne bieguny poszukiwań bohatera.
Zaletą filmu jest jego bezpośredniość. Nie próbuje nas wikłać w bardzo trudne do zrozumienia wątki, a atakuje problem niemalże frontalnie. Nie robi tego jednak w sposób banalny, więc nie można filmu oglądać z wyłączoną głową, czy jako tło do pracy przy sprzątaniu.
Od strony technicznej - jest dobrze, jeśli patrzymy na to jak na film historyczny sprzed prawie siedemdziesięciu lat. Jeśli ktoś oczekuje perfekcyjnego odwzorowania kostiumów, i nowoczesnej pracy kamery, to nie ma czego tutaj szukać.
TL;DR Bardzo solidna pozycja, jeśli ktoś lubi stare kino z zacięciem filozoficznym.

Śmierć z dużej osoby
[errata] miało być oczywiście "z dużej litery"
MahjongFenomen
9piorunów309 + 1 = 310
Tytuł: Spojrzenia / Looking: The Movie
Rok produkcji: 2016
Kategoria: Dramat
Reżyseria: Andrew Haigh
Czas trwania: 1h 25m
Ocena: 3/10
W stosunku do serialu to ciepła laurka dla widzów, którzy potrzebowali zakończenia. Patrick wraca na ślub Augustina, poznajemy losy pozostałych oraz rozwiązanie pod tytułem "czy Patrick wybierze Richiego czy Kevina?"
Dlatego takie historie powinny zostać serialami. Nie sprawdziło się to dla mnie ani jako film ani jako odcinek specjalny - wolałabym pozostać z otwartym, lecz klarownym zakończeniem drugiego sezonu. Cała zabawa z tym serialem poszła się pieprzyć jak geje na gejowskim weselu w San Francisco.
Wygenerowano za pomocą https://filmmeter.vercel.app

@Mahjong serial był fajny. pierwszy serial o tematyce homoseksualnej, który obejrzałam. Dziwnie oglądało mi się sceny seksu... Ale poza tym całkiem w porządku. Tego filmu nie pamiętam, czy oglądałam...
fadeimageoneFanatyk
7piorunów
LondoMollariFanatyk
11piorunów308 + 1 = 309
Tytuł: Ostatni człowiek na Ziemi (Tytuły oryginału: The Last Man on Earth, L'ultimo uomo della Terra)
Rok produkcji: 1964
Kategoria: Horror / Sci-Fi
Reżyseria: Ubaldo Ragona, Sidney Salkow
Czas trwania: 86 minut
Ocena: 6/10
Recenzja nr 3 z 5: Kraj pochodzenia - USA, Włochy
Po obejrzeniu filmu Tarra dobrze zejść na jakiś przyjemniejszy i lżejszy kalibrowo motyw - np. horror, dla którego tłem jest globalna zagłada całej ludzkości.
Jest to pierwsza filmowa adaptacja powieści "I Am Legend" z 1954 roku... tak, dokładnie tej samej powieści, która zainspirowała film z Willem Smithem z 2007 roku.
Nie ukrywajmy - adaptacja z 1964 roku jest słabsza niż nowy film. Historia oraz świat przedstawiony są zbudowane nawet ciekawie, w miarę logicznie, i jako tako się bronią. Chyba największym problemem jest obsadzenie Vincenta Price'a w głównej roli. Aktor ten po prostu nie posiada wyrazu, jaki potrzebny był tej dosyć ciekawej postaci. Autentycznie, główna postać wydaje się kompletnie płaska emocjonalnie w momentach, które każdego normalnego człowieka by kompletnie "rozkleiły".
Ogólnie, jest to film średni i dałbym mu ocenę 5/10, ale jako że był pomysłem dosyć pionierskim, dorzucam mu +1 do oceny.
TL;DR: Przeciętniak, o ile kogoś wybitnie nie interesuje kino katastroficzne czy o zombie, nie ma sensu sobie zawracać głowy.

LondoMollariFanatyk
10piorunów307 + 1 = 308
Tytuł: Harmonie Werckmeistera (tutuł oryginału Werckmeister harmóniák)
Rok produkcji: 2000
Kategoria: Dramat
Reżyseria: Béla Tarr
Czas trwania: 145 minut
Ocena: 8/10
Recenzja nr 2 z 5: Kraj pochodzenia - Węgry
Porządek świata, martwy wieloryb na rynku małego węgierskiego miasteczka, rozpad kontraktu społecznego i wiara, że nawet w najbardziej chaotycznych czasach, ludzie potrafią w sobie odnaleźć trochę człowieczeństwa - takie kompletnie niepowiązane ze sobą frazy przychodzą mi na myśl, kiedy myślę o tym, jak ten film zrecenzować.
Miałem wcześniej przyjemność obejrzeć Konia Turyńskiego tegoż samego autora. Koń Turyński to jego Magnus Opum, i trochę żałuję, że obejrzałem go w pierwszej kolejności, bo pewnie Werckmeister zrobiłby na mnie lepsze wrażenie, gdyby to był mój pierwszy kontakt z Tarrem.
Ale, w końcu wypada przejść do samego filmu - Béla Tarr, oczami swojego głównego bohatera, Jánosa, pokazuje rozkład społeczny małego węgierskiego miasteczka. Mogę tutaj rozpisywać się o wielorybie, księciu, czy o całej historii, która dzieje się na naszych oczach - ale tak na prawdę to nie historia, a odczucia, i przemyślenia jakie z nich wyciągam są moim zdaniem najważniejsze. Pytania "jak niewiele potrzeba do upadku społeczeństwa?" lub "czy jest w nas naprawdę na tyle godności, aby temu przeciwdziałać?" lub "czy w ogóle istnieje jakaś poprawna definicja porządku?" są tylko kilkoma kierunkami, jakie autor otwiera. Tak jak poprzednio opisany przeze mnie film Kieślowskiego nie potrafił obrać kierunku, tak film opisywany tutaj obiera ich wręcz zbyt dużo.
Jak to zwykle bywa u Tarra, dialogi nie są fundamentem treści. Kluczowa scena filmu, odbywająca się w szpitalu, nie zawiera żadnych słów - mimo wszystko, jest jedną z najbardziej wymownych scen, jakie w ogóle w życiu widziałem.
Aby jednak nie odpłynąć totalnie w nadęte filozoficzne bajanie, wrócę do bardziej technicznych aspektów filmu. Film mający 2 godziny 25 minut ma 39 ujęć. Tarr bardzo chętnie przedłuża ujęcie tak, aby zrobiło się wręcz niekomfortowe dla widza - oglądając filmy Tarra nie ma sensu walczyć z tym dyskomfortem - trzeba po prostu przyjąć to jako formę przekazu, i dać mu się wciągnąć. Muzyka jest ok, ale jest praktycznie niewyczuwalna. Tarr bardziej korzysta z selektywnego wyciszania i nagłaśniania tego, co widać, niż z samego akompaniamentu muzycznego w celu osiągnięcia efektu.
Gra aktorska głównego bohatera też jest warta docenienia. Świetnie pokazuje on postać, która po prostu, trochę naiwnie, stara się czynić dobro i w miarę normalnie żyć, niezależnie od tego co się wokół niego dzieje.
Tl;DR - Film nietypowy. Jeśli ktoś chce, aby pan Tarr mu bardzo powoli i metodycznie, przez 2,5 godziny wtłoczył mętlik do głowy to polecam. Nie polecam do oglądania rekreacyjnego.

@LondoMollari opus magnum Tarra to chyba raczej jest Szatańskie Tango. Harmonie mam na liście. Ogólnie kino Tarra nie jest strawne dla każdego.
LondoMollariFanatyk
12piorunów306 + 1 = 307
Tytuł: Podwójne Życie Weroniki
Rok produkcji: 1991
Kategoria: Dramat
Reżyseria: Krzysztof Kieślowski
Czas trwania: 98 minut
Ocena: 7/10
Pan Owcen mi wylosował hejtowyzwanie w postaci obejrzenia 5 filmów z różnych krajów. W sumie nie było to wyzwanie ciężkie, bo wymagało ode mnie jedynie lekkiego przesortowania zaplanowanych seansów. Obejrzałem już wszystko, ale czasu i weny na pisanie recenzji jakoś do tej pory zabrakło. W końcu, parę godzin przed deadlinem się zabieram.
1/5: Kraje pochodzenia - Polska/Francja:
Na pierwszy ogień wrzucam zatem krótką recenzję filmu mocno poleconego przez usera @Mahjong. Podwójne Życie Weroniki chyba nie trafiło do mnie tak mocno jak do mojego poprzednika, ale cały czas uważam go za dobry film, i ciekawe doświadczenie. Strona techniczna, muzyka, ale też urok i autentyczność odgrywającej dwie główne role Irène Jacob z całą pewnością czynią ten film czymś wartym obejrzenia.
Być może problemem są tutaj moje wąskie horyzonty, ale największym zarzutem jaki mam jest odczucie niekompletności. Film pięknie buduje wizję dwóch równoległych żywotów dwóch praktycznie obcych sobie postaci, ale gdy przychodzi moment, aby obrać jakiś kierunek, film bezceremonialnie się kończy. Sama koncepcja żywotów równoległych nie jest czymś nowym (np. prawie 2000 lat temu Plutarch napisał serię 23 biografii pod dokładnie takim tytułem), i moim zdaniem to za mało, aby zbudować na tym cały film. Chyba lepiej bym odebrał utwór, gdyby żywoty równoległe były środkiem do zbudowania jakiejś szerszej narracji, a nie celem samym w sobie.
Sam nie wiem - albo ja przeoczyłem kluczowy wątek lub zamysł, albo Kieślowskiemu zależało na pozostawieniu widzowi maksymalnie szerokiej możliwości interpretacji, tak czy siak - moim zdaniem, zbytnie otwarcie przestrzeni interpretacji powoduje, że przekaz kompletnie się rozpływa, i traci na znaczeniu.
TL;DR: Bardzo ładny film, świetna muzyka, ale autor nie umiał lub nie chciał obrać kierunku.

@LondoMollari użytkowniczki jak już 😉
Tam jest cel - we are connected. Wszystko jakoś łączy się, możemy siebie uznać za lepszą lub gorszą kopię stworzoną przez siłę wyższą (boga lub naturę) ale to tylko moje gdybania.